wtorek, 22 czerwca 2021
#581 - Zanim wyznasz mi miłość - opinia przedpremierowa
środa, 16 maja 2018
#482
wtorek, 10 października 2017
#447
poniedziałek, 5 czerwca 2017
#424
Magdalena Kordel przyzwyczaiła swoich czytelników do powieści, których akcja toczy się w maleńkim Malowniczem, u podnóża Sudetów. Do powieści pełnych ciepła, rodzinności. Dlatego wielkim zaskoczeniem będzie najnowsza książka Autorki „Wilczy Dwór. Córka wiatrów”. Ale uprzedzając wątpliwości: warto, naprawdę warto, pozwolić się porwać tej historii.
piątek, 28 października 2016
#395
Cieszę się na spotkania z ludźmi, których widuję dwa razy do roku właśnie na Targach. Ci właśnie ludzie ładują mnie pozytywnie na kolejny czas bez targów.
Targi to także spotkania z Autorami i Autorkami. Ulubionymi i tymi, które literacko poznaję.
Oczywiście Pan Miś jedzie razem z nami. To zrozumiałe, że bez niego się nie ruszamy. Może znów pozna znanego blogera i będzie sławny? A może da się sfotografować z którymś z Autorów i wtedy to dopiero będzie fejm!!!
Poniżej stosik książek które zabieram ze sobą. Do podpisu. Reszta do zakupienia na miejscu.
niedziela, 23 października 2016
#393
niedziela, 21 lutego 2016
#371
ŚBK-i znów wracają do swoich co miesięcznych postów tematycznych. Jesteście ciekawi mojej odpowiedzi na pytanie zawarte w temacie? Posłuchajcie.
Muszę przyznać, że dość długo zastanawiałam się jakich Autorów mogę zakwalifikować do tej grupy. Bo co to znaczy poruszają naszą duszę? Hm… w sumie interpretacja dowolna. Jedni doprowadzają do łez, drudzy wywołują emocjonalny rollercoaster, inni pokazują co to jest prawdziwa miłość i jak o nią dbać by nie przeminęła, inni poruszają dość ważne tematy życiowe. Jednak każda powieść która wyszła spod pióra takiego pisarza dotyka nas do głębi. Nasze struny emocjonalne drgają w rytm czytanej powieści. Zdarza się, że uronimy łzę, czasem z naszego gardła wydobędzie się szloch i krzyk: dlaczego Autor do tego dopuścił?! Jak mógł?! Czasem bywa, że książkę czytamy na bezdechu bo boimy się oddychać by nie uronić niczego z czytanej historii. Bywa też, że rzucamy książką w kąt bo buzujące w nas emocje nie pozwalają przebrnąć przez kolejne strony.
Gdy teraz tak wymieniam co sprawia, że książki poruszają naszą duszę, wyłania mi się obraz Autorów i ich książek, które noszę gdzieś pod skórą, mimo że od skończenia czytania powieści minęło mnóstwo czasu. Ale sami musicie przyznać, że o książkach które wzbudzają w nas emocje, trudno zapomnieć.
Pierwszą książką, która mną zawładnęła i sprawiła, że na długo nie mogłam o niej zapomnieć była „S@motność w sieci”. Myślę, że nie tylko mnie ta książka powaliła i na długo wryła się w pamięć. Nie będę Wam przybliżać treści, bo jestem pewna, że wielu z Was ją czytało. Pewnie wiele z Was chciało takiego Jakuba, który kocha bezgranicznie, miłością wielką i potrafi pięknie pisać o miłości. Bo przecież do kobiet trafia się właśnie przez duszę i przez mózg. Nie wiem jak Janusz Leon Wiśniewski to zrobił, ale zrobił to dobrze. Nad wyraz dobrze. I wiecie co? Wszystkie jego książki poruszają w czytelniku struny emocji, o których czasem zapominamy.
Będąc w męskim gronie Autorów nie mogę zapomnieć o Guillaume Musso, którego książki nie można podciągnąć pod jeden określony gatunek literacki. Bo jest w nich miłość, odrobina kryminału i sprawy „nadprzyrodzone” (kto czytał Musso ten wie co mam na myśli). I za każdym razem, kiedy czytam powieść tego Autora nie mogę wyjść z podziwu skąd on bierze pomysły?
Jest jeszcze Nicholas Sparks oraz Richard Paul Evans jak dla mnie idealnie piszący o miłości na różne sposoby.
Jeśli chodzi o Autorki to miałam małą zagwozdkę, bo znam ich zbyt dużo i każdej powieść w różny sposób porusza różne struny emocji. Od razu zaznaczam, że jeśli kogoś pominę to przepraszam, ale pisanie w podróży zdarzyło mi się pierwszy raz. Ale za to powiem Wam w sekrecie, że podoba mi się pisanie w środkach lokomocji.
Na początek Magdalena Witkiewicz. Książki Magdy to gwarancja zarwania nocki. Bo przecież muszę wiedzieć co będzie dalej. Nigdy się na jej książkach nie zawiodłam. W pracy polecam je w ciemno. I to nie tylko dlatego, że znam Magdę osobiście. Magda wydaje książki, które poruszają każdy zakamarek mojej duszy. Wiele razy zdarzyło mi się to, że w bohaterkach odnajdywałam siebie. Mogłam śmiało powiedzieć: mam tak samo. To nie tylko książki, które poruszają ważne tematy, ukazują miłość, która jest prawdziwa, nie wymyślona na potrzeby historii do książki. W jej książkach są prawdziwe emocje, historie zasłyszane na spotkaniach autorskich, poruszane na profilu czy tez wyznawane w e-mailach. Magda potrafi słuchać, no i jest tak optymistyczną gadułą, że nie można jej nie kochać. Jej książki to nie tylko emocje, ale także napady niepochamowanego śmiechu, o czym przekonałam się niejednokrotnie. Tak. Zdecydowanie Magdalena Witkiewicz to Autor który porusza duszę w każdy możliwy sposób.
W sumie mogłabym zakończyć swój wywód, ale… to wciąż nie jest koniec.
Od niedawna zachwycam się książkami Gabrieli Gargaś, Krystyny Mirek, Magdaleny Kordel. Ich książki poruszają nie tylko tematy o miłości, tej bezgranicznej, potrafiącej przetrwać czas i na nowo nas spopielić. Ich książki napełniają nadzieją, otulają zapachem domu. Udowadniają, że rodzina to fundamenty, bez których nasze życie nie jest w żaden sposób pełne.
Nie mogę jeszcze pominąć dwóch Ulubionych Agnieszek.
Agnieszka Krawczyk. Znam już bardzo długo i czytuję wszystko co wyjdzie spod jej pióra (w czytniku jeszcze czeka kryminał) Książki Agi to historie które dotykają jak dla mnie tej romantycznej strony duszy. Aga ma niesamowity dar idealnego obrazowania opisywanych miejsc. Za każdym razem moja wyobraźnia galopowała jak rumak i podpowiadała obrazy które towarzyszyły czytanym powieściom. Cieszę się niezmiernie, że książki Agnieszki są grube, bo wtedy towarzyszą mi dłużej. I już tuptam z niecierpliwością, bo niebawem pojawi się w księgarniach kolejna saga a to zapowiada kilka spotkań z bohaterami.
Agnieszka Lingas-Łoniewska. Jej książki to zdecydowanie rollercoaster emocjonalny. Odkąd czytuję książki Agi – a trwa to już długo – nigdy nie zdarzyło mi się bym nie rzucała czytaną książką w kąt. Za każdym razem wkurzam się na Autorkę za to jaki los zgotowała bohaterom. I od jej książek też nie mogę się oderwać.
Jak sami widzicie, czytuję same emocjonujące powieści. Ale, czyż nie o to chodzi w książkach? One muszą wzbudzać różne emocje w czytelnikach. Bo gdyby tak nie było byłyby kiepskie.
A czy Wy macie swoich Autorów, których książki poruszają Was do głębi? Podzielcie się, chętnie poszerzę grono ulubionych Autorów.
piątek, 22 sierpnia 2014
#311
Sporo czasu minęło od kiedy ostatni raz byłam w małym miasteczku w Sudetach – w Malowniczem. Przyznaję się bez bicia, że zatęskniłam za tym miejscem. Za jego mieszkańcami. Tak więc, gdy tylko nadarzyła się okazja, zasiadłam na ganku z pięknym widokiem na las i zabrałam się za lekturę „Wino z Malwiną” Magdaleny Kordel.
Pensjonat, który prowadzi Majka coraz lepiej prosperuje. Letników przybywa, a i nowi pojawiają się co rusz. Nadal pracuje w szkole, jednak dyrektorka nie jest zachwycona jej pracą i… znajduje dla niej zastępstwo. Tak wiec, szkolna przygoda Majki, zbliża się ku końcowi. Jagoda dzielnie czeka na poród, wspierana przez Miodka. Mania wpada na pomysł własnego biznesu, do którego wciągnie własnego dziadka. Z Czarkiem, Majce będzie się układało różnie. A w pewnym momencie weterynarz wywinie niezły numer. Dodatkowo pojawi się Niemka, która nie jest Niemką i wywoła spore zamieszanie wśród mieszkańców miasteczka. Jak to się wszystko skończy? O tym musisz sama przeczytać.
Książki Magdaleny Kordel mają to do siebie, że uzależniają i wciągają w swoje historie od pierwszych liter. Tym razem było tak samo. Od książki nie mogłam się oderwać. Jak zasiadłam rano to skończyłam wieczorem. Musiałam się dowiedzieć jak bardzo Magda namiesza w życiu bohaterów. No i muszę przyznać, że nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Myślałam, że w końcu Majka będzie szczęśliwa, że wszystko będzie układało (np. po mojej myśli). Jednak Autorka miała zupełnie inny plan. No cóż, życie jest także takie przewrotne jak historia głównych bohaterów.
Z wielką przyjemnością powróciłam do dobrze znanego mi miejsca jakim jest Malownicze. Znów zajrzałam do Pensjonatu, przespacerowałam się przez Rynek i wysłuchałam najświeższych plotek w sklepie mięsnym.
„Wino z Malwiną” polecam wszystkim którzy już wcześniej byli w Malowniczem, bo warto dowiedzieć się co dzieje się u mieszkańców. A jeśli nie czytałaś wcześniejszych książek to musisz koniecznie nadrobić zaległości.
Mam też nadzieję, że będzie kontynuacja tej historii. Bo, sorry, ale czuję niedosyt. Poza tym historia zakończyła się dając nadzieję, na więcej.
Archer
wtorek, 21 stycznia 2014
#279
Dzisiaj kolejny post tematyczny Śląskich Blogerów Książkowych. Tym razem jest to zestawienie książek które są ważne w naszym życiu. Hm… muszę przyznać, że miałam niezłą zagwozdkę. Za dużo ich przeczytałam i ciężko mi było wybrać te najlepsze. Spróbowałam i przed Wami mój alfabet:
A – „Ania z Zielonego Wzgórza” Lucy Maud Montgomery = myślę, że dla wielu osób właśnie ta książka przychodzi na myśl kiedy kdoś rzuca hasło: „ulubiona książka na literę A”, a poza tym nie oszukujmy się, chyba nie ma takiej osoby, która nie lubiłaby przygód Ani

C – „Cień wiatru” Carlos Ruiz Zafon – jedyna książka Zafona po której żadna inna nie przypadła mi do gustu
D – „Dom nad rozlewiskiem” Małgorzata Kalicińska – chyba wiele osób zauroczyło się tą powieścią i historią w niej zawartą, szkoda, że serial się nie udał, a może i dobrze
E – „Eragon” Christopher Paolini – fenomen nastoletniego autora
F – „Firma” John Grisham – będąc w liceum zaczytywałam się prawniczymi kryminałami Grishama i byłam nimi zachwycona.
G – „Georgialiki. Książka Pakosińsko – Gruzińska” Katarzyna Pakosińska – przyznaję, że miałam małe obawy przed przeczytaniem tej książki, kolejna gwiazda napisała ksiażka… na szczęście mile się rozczarowałam, uśmiech nie schodził mi z twarzy
H – „Harry Potter” J.K. Rowling – wszystkie części, bo to przecież fenomen!!!
I – „I wciąż ją kocham” Nicholas Sparks – bo mimo iż książki napisał facet, to zdecydowanie są dla kobiet, a poza tym ekranizacja z Channing Tatum mówi wszystko ;)

K – „Kolory tamtego lata” – Richard Paul Evans – piękna historia z Włochami w tle
L – „Jeremiego Przybory i Agnieszki Osieckiej Listy na wyczerpanym papierze” kiedy pewnego dnia w jakiejś kolorowej gazecie znalazłam zapowiedź tej książki i dowiedziałam się, że Osiecka i Przybora mieli romans wiedziałam, że musze mieć tę książkę, poza tym listy zebrane w tej książce są przepełnione miłością, takiej miłości życzę każdemu
M – „Mały Książę” Antoine de Saint – Exupery – bo piękna i tyle
N – „Nigdy w życiu” Katarzyna Grochola – bo przecież my polki też chciałyśmy mieć taką Bridget Jones
O – „Okno z widokiem” Magdalena Kordel – keidy zabierałam się za pierwszą powieść Magdy („48 tygodni”) to nie byłam zachwycona, dopiero powieści z Malownicze w tle sprawiły że na nowo się przekonałam do Autorki
P – „Pamiętnik” Nicholas Sparks – o pięknej i bezgranicznej miłości dla której nie istnieją podziały

S – „Samotność w sieci” Janusz L. Wiśniewski – dla mnie najlepsza
T – „Tam gdzie spadają Anioły” Dorota Terakowska – czytałam bardzo dawno, ale do dzisiaj pamiętam, że wywarła na mnie wrażenie

W – „Wiedźmin” Andrzej Sapkowski – cała saga, dawno temu przyjaciel mojego ówczesnego faceta stwierdził, że kobiety nie czytują tego typu literatury, chcąc mu udowodnić, że się myli przeczytałam opowiadania pożyczone od kolegi z klasy (Jorx to o Tobie mowa) i… pochłonął mnie świat Geralta, Jaskiera i Yennefer
Z – „Zapałka na zakręcie” Krystyna Siesicka – ulubiona z lat młodzieńczych i wryte w pamięć hasło „Uważaj! Zapałka na zakręcie”
czwartek, 9 stycznia 2014
#277
1. Więcej czytać – w sumie mol książkowy, więc nie oczekujmy że to się zmieni
2. Pisać – oczywiście mam na myśli moje opinie o przeczytanych książkach
3. Ukończyć moją powieść – myślę, że to powinno być na pierwszym miejscu, bo na ten rok to mój priorytet,byle Wena dopisała
4. Fotografować – to moja kolejna po czytaniu i pisaniu pasja
5. Nie zaniedbywać blogosfery
Mam też inne postanowienia, ale zdecydowanie nie są one już zaliczane do postanowień literackich, tylko bardziej tych osobistych, przyziemnych.
Życzę Wam i sobie wytrwałości we wszystkich postanowieniach noworocznych.
A teraz coś z innej beczki. Jak wszyscy wiedzą początek roku, to „wysyp” nowości na które wszyscy czekają z utęsknieniem. Nie jestem gorsza. Poniżej książki których się nie mogę doczekać, by je dostać w łapki i przeczytać. Kolejność zupełnie przypadkowa:
"Brudny Świat" Agnieszka Lingas - Łoniewska: (książka która została wydana w USA, uwielbiam książki Agnieszki więc tuptam z niecierpliwością)

"Miłość z jasnego nieba" Krystyna Mirek: ("Pojedynek uczuć" i 'Droga do marzeń" mnie zachwyciły)
Czy prawdziwa miłość może zdarzyć się między ludźmi stojącymi po przeciwnych stronach barykady? Angelika przyjeżdża z Monachium do Krakowa z jednym celem: nakłonić Daniela do podpisania wyjątkowo niekorzystnego dla jego firmy kontraktu. Daniel oczekuje jej przybycia, mając w zanadrzu własną wersję umowy, której nigdy nie zaakceptuje szef Angeliki. Czy tych dwoje zdoła się porozumieć? I czy Daniel – niepoprawny uwodziciel i Angelika –dziewczyna z trudną przeszłością, przekonana, że musi radzić sobie ze wszystkim sama, mają szansę na coś więcej, niż służbowe negocjacje?
Jedno jest pewne - w dzień św. Walentego wiele się może wydarzyć…
"Namaluj mi słońce" Gabriela Gargaś: (bo byłam zachwycona książką "Jutra może nie być") a poza tym jestem jej strasznie ciekawa
Sabina jest przyjacielem do wynajęcia. Spotyka się z samotnymi ludźmi, którzy nie mają z kim porozmawiać o swoich kłopotach, i cierpliwie wysłuchuje ich problemów. Sama jednak nie ma udanego życia – żyje samotnie i choć docenia uroki życia w pojedynkę, tak naprawdę wydaje się nieszczęśliwa, jakby zamrożona.
Gdy pewnego dnia w parku poznaje małą dziewczynkę, Marysię, nawet nie podejrzewa, jak bardzo ta znajomość zmieni jej życie. Marysia z niezwykłym uporem dąży do zaprzyjaźnienia się z Sabiną, co początkowo bardzo drażni kobietę. Niepostrzeżenie jednak mała zajmuje w sercu kobiety coraz więcej miejsca. A gdy na scenę wkracza jej ojciec, przystojny Maks z trudną przeszłością , akcja nabiera tempa…
"Pensjonat marzeń" Magdalena Witkiewicz (czekam z niecierpliwością, bo szkołę czytałam i jestem ciekawa co będzie dalej)
"Prowincja pełna czarów" Katarzyna Enerlich (dałam się porwać Kasi na spotkaniu autorskim i teraz wiem, że muszę nadrobić zaległości w jej książkach)
"Przebudzenie. Łatwopalni II" Agnieszka Lingas - Łoniewska: (jestem ciekawa co dalej z bohaterami)
"Stephanie Plum. Wystrzałowa dziewiątka" Janet Evanovich (bo Śliwkę powinni przepisywać na depresję)
niedziela, 29 grudnia 2013
#276
czwartek, 3 listopada 2011
#146

Po raz kolejny przybyłam w Sudety do pięknego miasteczka Malownicze. Czuję się tu całkiem nieźle. Znam już kilku mieszkańców i z uśmiechem poznaję tych zupełnie nowych. Odbiło mi? Hm… nie wiem może. Ale wydaje mi się, jakbym w Malowniczym czuła się jak u siebie.
Panią Magdalenę Kordel poznałam jakiś czas temu. Wpadłam na Jej książkę „48 tygodni” całkiem przypadkiem w bibliotece. Przyznaję, że spotkanie nie było zbyt owocne. Książka owszem z serii lekkich, łatwych i przyjemnych, jednak brakowało tego „czegoś”. Po jakimś czasie znów będąc w bibliotece zahaczyłam o książkę „Uroczysko” . Hm… spojrzałam na nazwisko autorki i… jakoś nie miałam ochoty na czytanie. Jednak coś tam gdzieś we mnie szeptało: zabierz książkę ze sobą i daj szansę. Skoro szeptało tak zrobiłam. No i… się zauroczyłam. Potem przyszedł „Sezon na cuda”
i wiedziałam, że warto dawać drugą szansę. Ba… nawet kolejne też. No chyba, że kredyt zaufania się wyczerpie. Ale coś mi się wydaje, że w przypadku książek Pani Magdy ten kredyt już został spłacony.
„Okno z widokiem” to już czwarta książka Magdaleny Kordel którą mam przyjemność przeczytać. Można wręcz powiedzieć, że to świeżynka bo premiera była całkiem niedawno.
Wszystko zaczęło się od.. diabła, a konkretniej babcinych historyjek wysłuchiwanych
z wypiekami na twarzy. Róża wraca do Malowniczego po pewnym niezbyt chlubnym wydarzeniu na swojej uczelni. No po prostu chce uciec i pozwolić wyciszyć się sprawie. A gdzie to najlepiej zrobić? Oczywiście u babci która mieszka w malowniczej miejscowości w Sudetach. Nie wie jednak, że jej przyjazd w rodzinne strony zbiegnie się z pewnym wydarzeniem. Otóż na rozstaju dróg, przy kapliczce ze Świętym Antonim, pewien inwestor postanowił postawić magazyny
a samą kapliczkę przenieść w zupełnie inne miejsce. Róża wraz z pomocą profesora Rajtczaka, studentów archeologii, malownickiego proboszcza oraz zaprzyjaźnionych mieszkańców miasteczka postanawia pokrzyżować plany Panu Walczakowi. Czy to im się uda i czy Róża znajdzie w Malowniczym miłość? Hm… o tym będziecie musieli przekonać się sami.
Jaka jest książka? Dokładnie taka jak okładka: malownicza. No w sumie nie dziwota skoro akcja dzieje się w małej miejscowości właśnie o tej nazwie. Poza tym na pewno zalicza się do lektur
z serii łatwych, lekkich i przyjemnych. Co wcale a wcale nie jest jej minusem. Wręcz przeciwnie.
W natłoku dramatów, sensacji czasem warto sięgnąć po książkę która pozwoli oderwać się nam od szarej codzienności. Wybrać się na wycieczkę w Sudety, spędzić trochę czasu podczas wykopalisk archeologicznych. Ba! Nawet podpisać pakt z diabłem.
Autorka ma niesamowity dar. Jaki? Otóż Jej książki są ciepłe, ale nie przesłodzone. A co najważniejsze historie w nich zawarte naprawdę mogły się wydarzyć całkiem blisko nas. Poza tym dialogi nie są skomplikowane, bohaterowie nie są sztywni, mają swoje indywidualne charaktery. No i z książki bije optymizm, a podczas czytania wybuchy śmiechu są całkiem na porządku dziennym. I zgodzę się ze zdaniem które znalazłam w powieści: „(…)życie to jedno wielkie pasmo niespodzianek, dzięki którym właśnie chce nam się krok za krokiem cały czas iść do przodu. I że najważniejsze, by cały czas mieć do dyspozycji pokój z widokiem. Taki, który jeżeli nawet czasami niknąłby w deszczu, to potem znów by się ukazywał w całek okazałości
i krasie.(…)” (cyt. 285 str.) Cóż mogę dodać, hm… myślę, że gorąco polecam.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa SOL

środa, 23 marca 2011
#064
Droga Espi!
„Sezon na cuda” to kontynuacja perypetii Maji oraz najbliższych osób z jej otoczenia, czyli córki Marysi, przyjaciółki Jagody, podobno weterynarza Czarka i pozostałych. Początek powieści może sugerować, że tym razem narratorem będzie inny bohater – Pani Leontyna właścicielka sklepu z antykami. Jednak po kilku stronach znów narratorem staje się Majka i całą historię poznajemy z jej punktu widzenia.
Akcja książki rozpoczyna się z początkiem grudnia i trwa aż do świąt. Muszę przyznać, że czytając o gigantycznych opadach śniegu które zasypują Malownicze, dziękowałam Bogu, że u mnie za oknem świeci piękne słońce. Po prostu czytając o zimie automatycznie robiło mi się zimno. Ale to chyba normalny odruch?
Podobnie jak w pierwszej części, tak i tutaj problemy spadają na Majkę jak plagi egipskie. No może nie zupełnie śmiertelne, ale… Na początek uczniowie z Majki klasy mają za zadanie przygotować szopkę na Boże Narodzenie. Muszę przyznać, że miałam niezły ubaw czytając co wymyślili. Oczywiście jak wiadomo nie przypadło to do gustu Pani Dyrektor. Ale na szczęście znalazły się życzliwe duszki i prawie cała sytuacja się Majce upiekła. Żeby problemów było ciutkę więcej – bo przecież w życiu nie może być nudno - Majka postanawia zorganizować u siebie w Uroczysku wigilię dla osób samotnych, a wszystko po namowie Pani Leontyny. A jak wiadomo takie przygotowania to wcale nie bułka z masłem. W szczególności kiedy uczestnicy tej wigilii to dziarscy staruszkowie którzy potrafią się wykłócić o każdą rzecz. W tym wypadku należy liczyć tylko i wyłącznie na cuda. A w tej książce cudów nie brakuje. Ale to pewnie dlatego, że okres świąteczny to czas kiedy ludzie są dla siebie milsi, starają się wybaczać no i kiedy na ziemię stępują prawdziwe Anioły.
Ta część, podobnie jak ta wcześniejsza została napisana lekkim stylem i językiem przystępnym każdemu. Pewnie dlatego historie zawarte w książce są wiarygodne. W wiosce Malownicze to zakochałam się już w pierwszej części, a tutaj moja miłość wzrosła. Tylko ten śnieg jakoś tak za mocno padał. Ale to przecież Sudety więc tam śnieg w zimie na porządku dziennym. Muszę przyznać, że było kilka fragmentów które grały mi na nerwach. Jednak szybko takie wrażenia zostały zatarte wydarzeniami jak najbardziej optymistycznymi. Bo ta książka ma w sobie coś optymistycznego. No i pełna jest świetnych dialogów i spostrzeżeń głównej bohaterki. A co za tym idzie, uśmiech bardzo często gościł na mojej twarzy. Powiem Ci Espi w sekrecie, że moje wybuchy śmiechu były dziwnie odbierane przez członków rodziny.
Cieszę się, że książeczka przywędrowała do mnie z akcji „Włóczykijka”. Dzięki temu miałam możliwość przeczytania dalszych losów Majki. Z czystym sumieniem mogę polecić tę książkę każdemu kto ma ochotę by poprawić sobie nastrój. Fajnie, że ta książka wędruje po Polsce szerząc akcję czytania książek naszych rodzimych Autorów.

piątek, 18 marca 2011
#062
Droga Espi!
Kiedy masz problem, kiedy jest Ci cholernie źle, kiedy dzieje Ci się krzywda wtedy najlepiej jest mieć przy swoim boku kogoś kto może wspierać. Niekoniecznie to musi być rodzina to też mogą być przyjaciele, którzy staną murem za Tobą gdy będzie naprawdę źle. Jest tak prawda? Wtedy żadne zło nie jest nam straszne. A wraz z wspierającymi przyjaciółmi można przenosić góry. Zgodzisz sie ze mną, prawda? No dobra to tyle w ramach wstępu, przechodzę do konkretów.
Otóż, tak naprawdę to Pani Magdalenie Kordel dałam kredyt zaufania. Bo pierwsza Jej powieść "48 tygodni" nie zrobiła na mnie piorunującego wrażenia. Mogę śmiało stwierdzić, że nie przypadła mi do gustu, ot co. Dlatego mimo iż, wcześniej doczytałam, że "Uroczysko" to świetna książka i były same "ochy" i "achy" ja podchodziłam do niej z gigantycznym dystansem. I wiesz co? Po kilku stronach okazało się, że ten kredyt dał bardzo wysokie oprocentowanie.
„Uroczysko” to historia dosłownie jak z bajki, mimo iż nie zaczyna się kolorowo jak by mogło się wydawać. Otóż poznajemy Majkę – główną bohaterkę – która nagle dowiaduje się od męża, że... zostawia ją i ich córkę Marysię i odchodzi do innej kobiety, wyprowadza się z domu. Nie zaczyna się optymistycznie prawda? No cóż, jak to w życiu bywa nieszczęścia chodzą parami a bywa, że i stadami. Tak też jest i w tym przypadku. Dodatkowo niewierny mąż oznajmia, że... jest bankruktem. Mało? To jeszcze dorzucę informację, że aby wcześniej dostać kredyt zastawił dom w którym mieszkają. Oczywiście kredyt dostał bez zgody swojej żony. No i co w tym wypadku można zrobić? Dokładnie to samo co przychodzi do głowy Majce. Wsiąść w pociąg, pojechać w Sudety do domku po zmarłej ciotce i z żalu zapić problemy. Ale czy to tak na prawdę dobre rozwiązanie? Myślę, że nie bo po wytrzeźwieniu po pierwsze boli głowa a po durgie problemy nie znikną. Na szczęście na drodze Majki stają życzliwi ludzie. Chociaż nie wszyscy na pierwszy rzut oka tacy się wydają. Po krótkim pobycie w małej wiosce Malownicze Majka postanawia ściągnąć do siebie Marysię i zamieszkać właśnie w Sudetach. Ale czy to dobry pomysł? Czy jest to najlepsze rozwiązanie? Pewnie, że tak. Bo co ją w Warszawie trzyma? Nic. Tak więc pakuje swoje rzeczy, rzeczy Marysi i jedzie w Sudety. Tam w domu po ciotce postanawia rozpocząć nowe życie. Bez niewiernego męża i jego długów. A jak to w bajkach zawsze bywa jest i... książę. No dobra tu jest ich dokładnie trzech. Tylko, że tak naprawdę to Maja nie chce słyszeć nic o facetach. Ja się wcale jej nie dziwię. Kiedy zostawia nas ukochana osoba (albo kiedy rozstajemy się z ukochaną osobą) nie mamy ochoty na nowy związek.
Książka jest jak najbardziej optymistyczna. Jest napisana bardzo przystępnym językiem, a dowcipne dialogi i zdrabnianie imion – przede wszystkim weterynarza Czarka, Maja nazywa go „czarującym Czarusiem” bądź „podobno weterynarz” – sprawia, że książka jest bardzo przyjemna w odbiorze. No co? Nie czepiam się? No nie czepiam bo wyjątkowo nie mam czemu. Interesująca historia, sympatyczni bohaterowie czego chcieć wiecej? Rozlewu krwi? To nie ta bajka. Tutaj trzeba liczyć na urokliwe miejsca, sympatycznych bohaterów, interesujące historie a co najważniejsze na dużą dawkę humoru.
Tak, Kochana Espi, Pani Kordel tym razem nie zawiodła. Napisała świetną historyjkę, stworzyła dobrych bohaterów. Bo mimo iż jest to opowieść to tak naprawdę taka historia mogła przytrafić się każdemu z nas. Bo któżby nie chciał mieć pięknego domu w Sudetach. Za sąsiadkę mieć miejscową zielarkę, a za weterynarza podobno lekarza, indywidualistę w swojej klasie czy też przyjaciółkę która stoi zawsze za nami murem. A na końcu otworzyć uroczy pensjonat. Każdy by tak chciał. Bo przecież należy marzyć. Ktoś kiedyś powiedział, że powinniśmi marzyć o rzeczach wielkich, wtedy pozwoli nam to spełnić te najmniejsze. I ja się z tym zgadzam.
Pozdrawiam
Archer
P.S.
A teraz zabieram się za „Sezon na cuda” dalsze losy Majki. Książkę którą otrzymałam do przeczytania i recenzji z akcji „Włóczykijka”