Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Magdalena Kordel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Magdalena Kordel. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 22 czerwca 2021

#581 - Zanim wyznasz mi miłość - opinia przedpremierowa

 




Chyba każdy z nas ma takiego ulubionego autora, którego książki go dogłębnie wzruszają. Tak naprawdę to mam kilka takich autorek. Jednak dzisiaj opowiem Wam o książce, która dopiero będzie miała premierę. I od razu Was uprzedzę, że tej opowieści nie da się czytać bez opakowania chusteczek. Co rusz będzie wzrusz (tak, ten kiepski rym jest jak najbardziej zaplanowany). Mam na myśli najnowszą powieść Magdaleny Kordel „Zanim wyznasz mi miłość”. Po książki Magdaleny zawsze sięgam z ogromną przyjemnością, bo wiem, że to będzie uczta literacka. Uczta, która gdy się skończy sprawi, że zrobi się pusto i smutno, że to koniec. Na szczęście, i to ogromniaste, okazuje się, że ta uczta jeszcze nie jest zakończona. Gdyż „Zanim wyznasz mi miłość” to pierwszy tom, a drugi pojawi się niebawem. I wiecie co? To jest najwspanialsza wiadomość. Za każdym razem zżywam się z bohaterami powieści Magdy, kibicuję im i trzymam kciuki za sukcesy, martwię gdy przeżywają kryzysy czy też gorsze momenty. Tak było i tym razem. 

Wszystko rozpoczęło się od spaceru nad jezioro, zakończonego spotkaniem z dziewczynką oraz ocaleniem szczeniąt. Spotkaniem z Jaśkiem, który pomógł Ewelinie zawieść szczenięta do lecznicy. Tak, to jest piękny początek historii. Ewelina wychowywała się bez rodziców, jednak w domu pełnym miłości. Miłości, którą otrzymała od swojej ukochanej babci Adeli oraz jej towarzyszki Muszki. A powiem Wam, że obie starsze panie to takie gagatki, że pokochacie je od razu. Ja pokochałam miłością ogromną. Oczywiście spotkanie z Jaśkiem nie było przypadkowe. Rozpoczęło natomiast ciąg wydarzeń, które jak to w powieściach Magdy zawierają tajemnice, a sekrety ujawniane są stopniowo. I to właśnie te tajemnice sprawiły, że z ogromną ciekawością i niecierpliwością oczekuję kolejnej części. Bo zakończenie tak bardzo zaostrzyło apetyt, że ja chcę kontynuację już teraz, natychmiast. 

To kolejna powieść Magdy, której akcja dzieje się w małym miasteczku. W miasteczku w którym wszyscy się znają, a życie płynie powolnym rytmem. Ale to, że wszyscy się znają, ma jeden minus: nic się w takim miejscu nie ukryje. A nawet zostanie nadinterpretowane. 

Ewelina ukrywa przed swoją rodziną oraz przyjaciółkami pewien sekret. Jednak nic o nim nie wiemy, nie mamy nawet żadnego naprowadzenia co to może być. Owszem możemy się domyślać, ale znając Magdę to wyjaśnienie i tak będzie inne niż sami obstawialiśmy. Tajemniczy jest także Jasiek, bo od początku wiemy, że nad tym jeziorem nie pojawił się przypadkiem. Zgadujemy to od razu, zanim wszystko zostanie wyjaśnione. Ale i tak mam wrażenie, że Jasiek jeszcze ukrywa jakiś sekret. No i sama babcia Adela też coś ukrywa w zanadrzu.

Uwielbiam styl pisarski Magdaleny Kordel. Jest taki ciepły, otulający dobrem, przytulający i jak to mówi Janina Bąk „pluszowy”. Takie właśnie są powieści Magdy. One dają nadzieję, są pełne miłości. Bohaterowie są tacy, że chce się z nimi wyskoczyć na piwo albo na kawę. A miejsca w których umieszcza akcję, zaliczają się do tych, które chce się odwiedzić. Nie inaczej jest tutaj. Każdy chciałby by ich zwierzakiem zaopiekowała się weterynarz Masza, żeby Muszka upiekła najlepsze ciasto drożdżowe a babcia Adela wsparła dobrym słowem. 

Magdo, Twoje książki niosą dobro, miłość, szczęście, nadzieję, ciepło, wsparcie dla słabszych. Myślę, że w tych bohaterach odzwierciedlasz siebie. 

A Wam Kochani czytelnicy, polecam tę książkę podobnie jak wszystkie inne, które już są wydane i te które dopiero się pojawią. 


Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu ZNAK

środa, 16 maja 2018

#482



Droga Tachykardio!

Pewnie masz takich Autorów na których książki czekasz z utęsknieniem. Wypatrujesz ich premier i odliczasz dni, kiedy będziesz mogła zatopić się w świat bohaterów przez nich wykreowanych. Jak dobrze wiesz, mam kilku takich Autorów. Zalicza się do nich między innymi Magdalena Kordel i cały jej dorobek literacki. Chociaż powiem Ci, że chyba tylko jednej książki nie przeczytałam. Ale zapewne kiedyś nadrobię. Ach, to magiczne kiedyś... Kiedy w moje ręce wpadło „Serce w skowronkach” wiedziałam, że świat przestanie istnieć, a ja znów na jakiś czas przeprowadzę się do urokliwego Miasteczka. 

Ponieważ książki jeszcze nie ma na księgarskich półkach, nie chcę ci zbyt wiele zdradzać. Bo co to za przyjemność czytania, gdy już wiadomo co się będzie działo. A działo się sporo jak to zwykle u Magdy bywa. Mogę ci tylko powiedzieć, że Klementyna wraz z Dobrochną oraz Pogubioną Agatą zostają w Miasteczku. I nadal otaczają się masą życzliwych im ludzi. Klementyna boi się zamieszkać w kamienicy na stałe. Ale jak wiadomo życie nas zaskakuje i czasem los sam wybiera nam drogę, którą mamy podążyć mimo strachu. Chyba nie zdradziłam zbyt wiele. Jeśli tak, to przepraszam, ale ta historia wciąż we mnie żyje. 

To było cudowne uczucie znów znaleźć się w kuchni Klementyny, pić kawę, zajadać się smakołykami, które wyszły spod jej ręki i głaskać Marcepana leżącego u stóp. 

Historia, która się toczy w „Sercu w skowronkach” to kontynuacja tej, którą poznaliśmy czytając „Serce z piernika”. Pojawiają się te same postaci z którymi zdążyliśmy się już zaprzyjaźnić. Ale także na scenę wkraczają zupełnie nowi, którzy swoją obecnością wprowadzą spore zamieszanie w życiu mieszkańców Miasteczka. 

Pewnie się powtórzę mówiąc, że uwielbiam świat, historie i bohaterów tworzonych przez Magdę Kordel. Kiedy czytam jej książki, czuję się tak jakbym sama mieszkała w miejscu w którym toczy się akcja i przyjaźniła się z mieszkańcami. To miejsce i ludzie są tak bardzo podobni do tych, którzy są gdzieś niedaleko nas. Mają te same problemy, spełniają te same marzenia, boją się zmian i kochają jak nikt inny. 

Kiedy dotrzesz do ostatniej kropki, wypowiesz zdanie tak dobrze znane, po przeczytaniu innych książek Magdy: „ale jak to koniec?”. Otrzesz łzę, uśmiechniesz się, delikatnie pogłaszczesz okładkę, bo dobrze wiesz, że to zdecydowanie nie może być jeszcze koniec. 

Polecam fanom Magdy, a także zachęcam tych, którzy jeszcze nigdy nic Jej nie czytali. Czytajcie, radujcie się i wzruszajcie. Warto!!!

Pozdrawiam serdecznie
Archer

P.S.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa ZNAK


wtorek, 10 października 2017

#447



Czy w październiku, kiedy jeszcze świeci jesienne słońce można poczuć klimat świąt? Poczuć zapach wypiekanych pierników, zapach wanilii, cynamonu i padającego intensywnie śniegu? Oczywiście, że tak. Wystarczy wieczorem zasiąść w ulubionym fotelu zapatulić się w koc, w jednej ręce dzierżyć kubek herbaty z cytryną i imbirem, a w drugiej najnowszą książkę Magdaleny Kordel „Serce z piernika”.

Klementyna samotnie wychowuje córeczkę Dobrochnę i opiekuje się babką Agatą. Jest także mistrzynią wypieków piernikowych. Jej mieszkanie pachnie cynamonem, kardamonem i wanilią. Babka Agata nazywana Pogubioną Agatą, wiele razy uciekała pod osłoną nocy, by poszukiwać utraconego wiele lat temu synka. W tych podróżach zawsze towarzyszyła jej mała Klementyna. Jednak nadszedł czas, żeby powstrzymać babkę przed kolejnymi ucieczkami i zapewnić córce w miarę spokojne życie. Po ostatniej, udaremnionej ucieczce babki, Klementyna tworzy kamienicę z piernika. Rozpoznaje w niej starą kamienicę z przeszłości, ustawioną przy rynku. Wie, że to znak. Postanawia wrócić do tego miejsca, gdzie za młodu mieszkała babcia Agata. Ma nadzieje, że ta wyprowadzka sprawi, że w jej domu zapanuje spokój.

Kiedy zamykałam książkę Magdy i odkładałam na półkę, czułam w sercu ciepło, spokój i szczęście. Poczułam się otulona świąteczną atmosferą i zapachem wypiekanych pierników.

Był czas, kiedy nie czytałam żadnych książek w świątecznym klimacie. Może było to spowodowane tym, że pracowałam w centrum handlowym, gdzie męczono wszystkich świątecznymi piosenkami wiele tygodni przed czasem. Przez to właśnie zatracił mi się klimat świąt oraz ich magia. Bo kiedy Cię atakują, to jedyne wyjście to ucieczka. Jednak teraz to się chyba zmieniło, właśnie za sprawą świątecznych lektur. Łapię się na tym, że chcę czytać ich więcej i więcej. No dobra bo chyba zboczyłam trochę z tematu.

Dla niektórych świąteczny klimat książki może sugerować sielskość i anielskość historii. Owszem tak jest, ale też nie do końca. Autorka w swojej najnowszej powieści, poruszyła kilka trudnych tematów. Mamy tutaj ból i tęsknotę po utracie dziecka. Babcia Agata w czasie wojny utraciła swojego kochanego syna, a tułaczka była związana z jego poszukiwaniem. Pociągi, kojarzyły się starszej pani właśnie z wywózką synka. Oprócz tego mamy przemoc domową i alkoholizm. Fela była bita przez swojego męża. Sama sobie z tym radziła. Kiedy Klementyna chciała jej pomóc, Fela się wkurzyła. Nie potrzebowała pomocy od „dziewczyny z miasta, która nie zna się na życiu”. Jednak musiała swój pogląd zweryfikować, gdy pobita córka Feli pobiegła po pomoc właśnie do Klementyny.

„Serce z piernika” aż kipi od emocji. Magda dawkuje je bardzo powoli. Czytelnik, zagłębiając się w opowiadaną historię, nie ma ochoty by dotrzeć do jej końca. Dlaczego? Nie chce rozstać się z bohaterami. Tak dobrze mu w kamienicy pełnej zapachów pierników i wśród mieszkańców, dla których nie jest obojętny los bliźnich. I to jest w książce niesamowite.

Nie można, nie wspomnieć o bohaterach. Jestem przekonana, że wszyscy pokochają Dobrochnę. Córeczka Klementyny rozbraja nawet najbardziej zatwardziałe serca. Jest bardzo wygadana i dociekliwa jak na swój wiek.

Jeśli poszukujecie książki, która rozbawi Was do łez i wzruszy, że sięgniecie po chusteczki, to „Serce z piernika” nadaje się do tego idealnie. Mam nadzieje, że będzie dalszy ciąg, gdyż zakończenie sugeruje, że to jeszcze nie koniec.

poniedziałek, 5 czerwca 2017

#424


RECENZJA PRZEDPREMIEROWA


Magdalena Kordel przyzwyczaiła swoich czytelników do powieści, których akcja toczy się w maleńkim Malowniczem, u podnóża Sudetów. Do powieści pełnych ciepła, rodzinności. Dlatego wielkim zaskoczeniem będzie najnowsza książka Autorki „Wilczy Dwór. Córka wiatrów”. Ale uprzedzając wątpliwości: warto, naprawdę warto, pozwolić się porwać tej historii. 

Konstancję, właścicielką Wilczego Dworu poznajemy w pewien słoneczny wiosenny dzień. Od wielu już lat wiedzie spokojne życie, nie zaprzątnięte żadnymi problemami ani troskami. Jednak niespokojna przeszłość zastuka do bram dworu wraz z pojawieniem się Jana. Dawnego przyjaciela, który był nieobecny przez ostatnie dwanaście lat. Jego przyjazd rozpoczyna czas zmian i zawirowań oraz kłopotów, które miały dotrzeć do Wilczego Dworu. 

Znacie mnie już dobrze i wiecie, że powieści „nie współczesne” omijam szerokim łukiem. Ale dla ulubionych Autorek (czy też Autorów) robię wyjątki. I tak właśnie było w tym przypadku. 

Mimo iż nie jest to Malownicze, ani współczesność, Magdalena nie zatraciła w sobie daru opisywania otaczającego świata. Zatapiając się w świat Konstancji wyraźnie widzimy cudowny Wilczy Dwór, słyszymy paplaninę Pelasi, czujemy siłę bijącą z przyrody, słyszymy szelest wytwornych sukni. Wyobraźnia ma niewyobrażalnie wielkie pole do popisu. 

„Wilczy Dwór. Córka wiatrów” to powieść o sile kobiet. O tym, ile potrafimy znieść, o tym, że wcale nie jesteśmy takie kruche jak się niektórym może wydawać. Główna bohaterka udowodniła, że samotna kobieta, może dobrze zarządzać dworem i ziemiami oraz pokazać mężczyznom, że potrafił sobie bez nich radzić. A trzeba przyznać, że w czasach, kiedy toczy się historia powieści, mężczyźni zdecydowanie widzieli kobiety w domu zajmujące się raczej domem aniżeli władające szablą. 

To także opowieść pełna tajemnic, które chcemy jak najszybciej poznać. Ale wiecie, że nic nie może być za szybko w ujawnione, bo wtedy nie ma tego dreszczyku emocji przy ich odkrywaniu.

Gorąco polecam najnowszą powieść Magdaleny Kordel. Jeśli pokochaliście Malownicze to Wilczy Dwór pokochacie tak samo mocno. Teraz nie pozostanie mi nic innego jak z niecierpliwością oczekiwać kontynuacji, by dowiedzieć się co dalej.

Za możliwość przeczytania książki z całego serca dziękuję Wydawnictwu Znak

piątek, 28 października 2016

#395

No to jedziemy... Przyznam się Wam szczerze, że uwielbiam magię targów i spotkania z ludźmi... Fakt, że nie przepadam za tłumem ale sorry nie można mieć wszystkiego...

Cieszę się na spotkania z ludźmi, których widuję dwa razy do roku właśnie na Targach. Ci właśnie ludzie ładują mnie pozytywnie na kolejny czas bez targów.

Targi to także spotkania z Autorami i Autorkami. Ulubionymi i tymi, które literacko poznaję.

Oczywiście Pan Miś jedzie razem z nami. To zrozumiałe, że bez niego się nie ruszamy. Może znów pozna znanego blogera i będzie sławny? A może da się sfotografować z którymś z Autorów i wtedy to dopiero będzie fejm!!!

Poniżej stosik książek które zabieram ze sobą. Do podpisu. Reszta do zakupienia na miejscu.



niedziela, 23 października 2016

#393


Wielkimi krokami zbliżają się Targi Książki w Krakowie. Do ostatniej chwili nie byliśmy pewni czy się wybierzemy. Jednak po małych debatach doszliśmy do wniosku, że JEDZIEMY!!! Oczywiście Targi Targami, ale chcę się jeszcze spotkać ze znajomą, która kilka miesięcy temu się tam wyprowadziła a mnie jej trochę brakuje. Bo nie wpada już po książki dla siebie ani dla swojego synka Kubusia. Tak Agunia to o Tobie mowa. Kawa albo piwo obowiązkowe, pamiętaj. 

Oczywiście lista spotkań nie jest długa, ale przecież nie o ilość chodzi. Przybywamy już w piątek, bo z doświadczenia wiem, że tłumów takich jak w sobotę nie będzie. Kogo odwiedzę?
PIĄTEK:
Magdalena Witkiewicz - do uściskania
Joanna Szarańska -  do uściskania i wspólnej fotki, jeśli mnie odwaga nie opuści

Spokojnie prawda? Ale nie martwcie się następny dzień także jest spokojny
SOBOTA:
Magda Stachula - po autograf
Jolanta Kosowska - po autograf w najnowszej książce
Anna Szafrańska - by pogratulować debiutu (jest na mojej liście MUST READ)
Marta Kisiel - po pieczątkę od Ałtorki
Agnieszka Krawczyk - uściskać a co, bo w Katowicach się już widziałyśmy
Magdalena Kordel - uściskać i po autograf
Aleksandra Tyl - po autograf (tylko muszę zdecydować na której książce)
Krystyna Mirek - po autograf i podziękować za cudną trylogię Jabłonową
Renata L. Górska - po autograf i zdjęcie. W końcu poznam Autorkę :) 

I pewnie w locie będą inni Autorzy i Autorki ale ta powyższa lista MUST HAVE!!! Oczywiście w kilku przypadkach muszę się rozdwoić, ale co tam. I jeszcze kawa z ulubioną Mamą Autorki. 

W niedzielę już nas nie będzie. Tym razem tylko piątek i sobota. Niestety w portfelu pustki po urlopie. 

Będzie się działo, będzie zabawa!!! Bo pewnie spotkam także masę znajomych. Bo to także dla nich jeżdżę na targi. 

Do zobaczenia. 

niedziela, 21 lutego 2016

#371


 Autorzy którzy poruszają naszą duszę. 


ŚBK-i znów wracają do swoich co miesięcznych postów tematycznych. Jesteście ciekawi mojej odpowiedzi na pytanie zawarte w temacie? Posłuchajcie. 

Muszę przyznać, że dość długo zastanawiałam się jakich Autorów mogę zakwalifikować do tej grupy. Bo co to znaczy poruszają naszą duszę? Hm… w sumie interpretacja dowolna. Jedni doprowadzają do łez, drudzy wywołują emocjonalny rollercoaster, inni pokazują co to jest prawdziwa miłość i jak o nią dbać by nie przeminęła, inni poruszają dość ważne tematy życiowe. Jednak każda powieść która wyszła spod pióra takiego pisarza dotyka nas do głębi. Nasze struny emocjonalne drgają w rytm czytanej powieści. Zdarza się, że uronimy łzę, czasem z naszego gardła wydobędzie się szloch i krzyk: dlaczego Autor do tego dopuścił?! Jak mógł?! Czasem bywa, że książkę czytamy na bezdechu bo boimy się oddychać by nie uronić niczego z czytanej historii. Bywa też, że rzucamy książką w kąt bo buzujące w nas emocje nie pozwalają przebrnąć przez kolejne strony. 

Gdy teraz tak wymieniam co sprawia, że książki poruszają naszą duszę, wyłania mi się obraz Autorów i ich książek, które noszę gdzieś pod skórą, mimo że od skończenia czytania powieści minęło mnóstwo czasu. Ale sami musicie przyznać, że o książkach które wzbudzają w nas emocje, trudno zapomnieć. 

Pierwszą książką, która mną zawładnęła i sprawiła, że na długo nie mogłam o niej zapomnieć była „S@motność w sieci”. Myślę, że nie tylko mnie ta książka powaliła i na długo wryła się w pamięć. Nie będę Wam przybliżać treści, bo jestem pewna, że wielu z Was ją czytało. Pewnie wiele z Was chciało takiego Jakuba, który kocha bezgranicznie, miłością wielką i potrafi pięknie pisać o miłości. Bo przecież do kobiet trafia się właśnie przez duszę i przez mózg. Nie wiem jak Janusz Leon Wiśniewski to zrobił, ale zrobił to dobrze. Nad wyraz dobrze. I wiecie co? Wszystkie jego książki poruszają w czytelniku struny emocji, o których czasem zapominamy. 



Będąc w męskim gronie Autorów nie mogę zapomnieć o Guillaume Musso, którego książki nie można podciągnąć pod jeden określony gatunek literacki. Bo jest w nich miłość, odrobina kryminału i sprawy „nadprzyrodzone” (kto czytał Musso ten wie co mam na myśli). I za każdym razem, kiedy czytam powieść tego Autora nie mogę wyjść z podziwu skąd on bierze pomysły? 

Jest jeszcze Nicholas Sparks oraz Richard Paul Evans jak dla mnie idealnie piszący o miłości na różne sposoby. 


 Jeśli chodzi o Autorki to miałam małą zagwozdkę, bo znam ich zbyt dużo i każdej powieść w różny sposób porusza różne struny emocji. Od razu zaznaczam, że jeśli kogoś pominę to przepraszam, ale pisanie w podróży zdarzyło mi się pierwszy raz. Ale za to powiem Wam w sekrecie, że podoba mi się pisanie w środkach lokomocji.

Na początek Magdalena Witkiewicz. Książki Magdy to gwarancja zarwania nocki. Bo przecież muszę wiedzieć co będzie dalej. Nigdy się na jej książkach nie zawiodłam. W pracy polecam je w ciemno. I to nie tylko dlatego, że znam Magdę osobiście. Magda wydaje książki, które poruszają każdy zakamarek mojej duszy. Wiele razy zdarzyło mi się to, że w bohaterkach odnajdywałam siebie. Mogłam śmiało powiedzieć: mam tak samo. To nie tylko książki, które poruszają ważne tematy, ukazują miłość, która jest prawdziwa, nie wymyślona na potrzeby historii do książki. W jej książkach są prawdziwe emocje, historie zasłyszane na spotkaniach autorskich, poruszane na profilu czy tez wyznawane w e-mailach. Magda potrafi słuchać, no i jest tak optymistyczną gadułą, że nie można jej nie kochać. Jej książki to nie tylko emocje, ale także napady niepochamowanego śmiechu, o czym przekonałam się niejednokrotnie. Tak. Zdecydowanie Magdalena Witkiewicz to Autor który porusza duszę w każdy możliwy sposób. 

W sumie mogłabym zakończyć swój wywód, ale… to wciąż nie jest koniec.


Od niedawna zachwycam się książkami Gabrieli Gargaś, Krystyny Mirek, Magdaleny Kordel. Ich książki poruszają nie tylko tematy o miłości, tej bezgranicznej, potrafiącej przetrwać czas i na nowo nas spopielić. Ich książki napełniają nadzieją, otulają zapachem domu. Udowadniają, że rodzina to fundamenty, bez których nasze życie nie jest w żaden sposób pełne. 

Nie mogę jeszcze pominąć dwóch Ulubionych Agnieszek. 


Agnieszka Krawczyk. Znam już bardzo długo i czytuję wszystko co wyjdzie spod jej pióra (w czytniku jeszcze czeka kryminał) Książki Agi to historie które dotykają jak dla mnie tej romantycznej strony duszy. Aga ma niesamowity dar idealnego obrazowania opisywanych miejsc. Za każdym razem moja wyobraźnia galopowała jak rumak i podpowiadała obrazy które towarzyszyły czytanym powieściom. Cieszę się niezmiernie, że książki Agnieszki są grube, bo wtedy towarzyszą mi dłużej. I już tuptam z niecierpliwością, bo niebawem pojawi się w księgarniach kolejna saga a to zapowiada kilka spotkań z bohaterami.

Agnieszka Lingas-Łoniewska. Jej książki to zdecydowanie rollercoaster emocjonalny. Odkąd czytuję książki Agi – a trwa to już długo – nigdy nie zdarzyło mi się bym nie rzucała czytaną książką w kąt. Za każdym razem wkurzam się na Autorkę za to jaki los zgotowała bohaterom. I od jej książek też nie mogę się oderwać. 

Jak sami widzicie, czytuję same emocjonujące powieści. Ale, czyż nie o to chodzi w książkach? One muszą wzbudzać różne emocje w czytelnikach. Bo gdyby tak nie było byłyby kiepskie.



A czy Wy macie swoich Autorów, których książki poruszają Was do głębi? Podzielcie się, chętnie poszerzę grono ulubionych Autorów.

piątek, 22 sierpnia 2014

#311


Droga Tachykardio!

Sporo czasu minęło od kiedy ostatni raz byłam w małym miasteczku w Sudetach – w Malowniczem. Przyznaję się bez bicia, że zatęskniłam za tym miejscem. Za jego mieszkańcami. Tak więc, gdy tylko nadarzyła się okazja, zasiadłam na ganku z pięknym widokiem na las i zabrałam się za lekturę „Wino z Malwiną” Magdaleny Kordel.

Pensjonat, który prowadzi Majka coraz lepiej prosperuje. Letników przybywa, a i nowi pojawiają się co rusz. Nadal pracuje w szkole, jednak dyrektorka nie jest zachwycona jej pracą i… znajduje dla niej zastępstwo. Tak wiec, szkolna przygoda Majki, zbliża się ku końcowi. Jagoda dzielnie czeka na poród, wspierana przez Miodka. Mania wpada na pomysł własnego biznesu, do którego wciągnie własnego dziadka. Z Czarkiem, Majce będzie się układało różnie. A w pewnym momencie weterynarz wywinie niezły numer. Dodatkowo pojawi się Niemka, która nie jest Niemką i wywoła spore zamieszanie wśród mieszkańców miasteczka. Jak to się wszystko skończy? O tym musisz sama przeczytać.

Książki Magdaleny Kordel mają to do siebie, że uzależniają i wciągają w swoje historie od pierwszych liter. Tym razem było tak samo. Od książki nie mogłam się oderwać. Jak zasiadłam rano to skończyłam wieczorem. Musiałam się dowiedzieć jak bardzo Magda namiesza w życiu bohaterów. No i muszę przyznać, że nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Myślałam, że w końcu Majka będzie szczęśliwa, że wszystko będzie układało (np. po mojej myśli). Jednak Autorka miała zupełnie inny plan. No cóż, życie jest także takie przewrotne jak historia głównych bohaterów.

Z wielką przyjemnością powróciłam do dobrze znanego mi miejsca jakim jest Malownicze. Znów zajrzałam do Pensjonatu, przespacerowałam się przez Rynek i wysłuchałam najświeższych plotek w sklepie mięsnym.

„Wino z Malwiną” polecam wszystkim którzy już wcześniej byli w Malowniczem, bo warto dowiedzieć się co dzieje się u mieszkańców. A jeśli nie czytałaś wcześniejszych książek to musisz koniecznie nadrobić zaległości.

Mam też nadzieję, że będzie kontynuacja tej historii. Bo, sorry, ale czuję niedosyt. Poza tym historia zakończyła się dając nadzieję, na więcej.

Pozdrawiam
Archer

wtorek, 21 stycznia 2014

#279

ŚBK - Alfabet książek bliskich memu sercu


Dzisiaj kolejny post tematyczny Śląskich Blogerów Książkowych. Tym razem jest to zestawienie książek które są ważne w naszym życiu. Hm… muszę przyznać, że miałam niezłą zagwozdkę. Za dużo ich przeczytałam i ciężko mi było wybrać te najlepsze. Spróbowałam i przed Wami mój alfabet:

A – „Ania z Zielonego Wzgórza” Lucy Maud Montgomery = myślę, że dla wielu osób właśnie ta książka przychodzi na myśl kiedy kdoś rzuca hasło: „ulubiona książka na literę A”, a poza tym nie oszukujmy się, chyba nie ma takiej osoby, która nie lubiłaby przygód Ani

B – „Bez przebaczenia” Agnieszki Lingas – Łoniewskiej – hm… nie jestem pewna, ale jedna z pierwszych książek od których zaczęła się moja przygoda z książkami Agnieszki, rozwaliła mnie (książka) emocjonalnie a moje serce rozpadło się na milion kawałków

C – „Cień wiatru” Carlos Ruiz Zafon – jedyna książka Zafona po której żadna inna nie przypadła mi do gustu

D – „Dom nad rozlewiskiem” Małgorzata Kalicińska – chyba wiele osób zauroczyło się tą powieścią i historią w niej zawartą, szkoda, że serial się nie udał, a może i dobrze

E – „Eragon” Christopher Paolini – fenomen nastoletniego autora

F – „Firma” John Grisham – będąc w liceum zaczytywałam się prawniczymi kryminałami Grishama i byłam nimi zachwycona.

G – „Georgialiki. Książka Pakosińsko – Gruzińska” Katarzyna Pakosińska – przyznaję, że miałam małe obawy przed przeczytaniem tej książki, kolejna gwiazda napisała ksiażka… na szczęście mile się rozczarowałam, uśmiech nie schodził mi z twarzy

H – „Harry Potter” J.K. Rowling – wszystkie części, bo to przecież fenomen!!!

I – „I wciąż ją kocham” Nicholas Sparks – bo mimo iż książki napisał facet, to zdecydowanie są dla kobiet, a poza tym ekranizacja z Channing Tatum mówi wszystko ;)

J – „Jak upolować faceta” Janet Evanonich – od tego zaczęła się moja miłość do książek ze Stephanie Plum i trwa do dzisiaj, jak dla mnie świetne książki, które powinni przepisywać na receptę

K – „Kolory tamtego lata” – Richard Paul Evans – piękna historia z Włochami w tle

L – „Jeremiego Przybory i Agnieszki Osieckiej Listy na wyczerpanym papierze” kiedy pewnego dnia w jakiejś kolorowej gazecie znalazłam zapowiedź tej książki i dowiedziałam się, że Osiecka i Przybora mieli romans wiedziałam, że musze mieć tę książkę, poza tym listy zebrane w tej książce są przepełnione miłością, takiej miłości życzę każdemu

M – „Mały Książę” Antoine de Saint – Exupery – bo piękna i tyle

N – „Nigdy w życiu” Katarzyna Grochola – bo przecież my polki też chciałyśmy mieć taką Bridget Jones

O – „Okno z widokiem” Magdalena Kordel – keidy zabierałam się za pierwszą powieść Magdy („48 tygodni”) to nie byłam zachwycona, dopiero powieści z Malownicze w tle sprawiły że na nowo się przekonałam do Autorki

P – „Pamiętnik” Nicholas Sparks – o pięknej i bezgranicznej miłości dla której nie istnieją podziały

R – „Romans na receptę” Monika Szwaja – czasem nie potrafię znaleźć powodu, dla którego ta książka a nie inna, właśnie tutaj tak jest ;)

S – „Samotność w sieci” Janusz L. Wiśniewski – dla mnie najlepsza

T – „Tam gdzie spadają Anioły” Dorota Terakowska – czytałam bardzo dawno, ale do dzisiaj pamiętam, że wywarła na mnie wrażenie

U – „Uwikłanie” Zygmunt Miłoszewski – kryminał trzymający w napięciu i zaskakująca terapia ustawień

W – „Wiedźmin” Andrzej Sapkowski – cała saga, dawno temu przyjaciel mojego ówczesnego faceta stwierdził, że kobiety nie czytują tego typu literatury, chcąc mu udowodnić, że się myli przeczytałam opowiadania pożyczone od kolegi z klasy (Jorx to o Tobie mowa) i… pochłonął mnie świat Geralta, Jaskiera i Yennefer

Z – „Zapałka na zakręcie” Krystyna Siesicka – ulubiona z lat młodzieńczych i wryte w pamięć hasło „Uważaj! Zapałka na zakręcie”




A ty masz swój alfabet? A może któraś z książek wypisanych powyżej jest także bliska Tobie?

czwartek, 9 stycznia 2014

#277

Moje postanowienia

Z końcem Starego roku większość z Was robiła podsumowanie roku 2013. Były statystyki ile książek każdy przeczytał, które zrobiły największe wrażenie na czytelniku oraz którzy Autorzy jak zwykle nie zawiedli itd. Itp. Po raz pierwszy chyba nie zrobiłam takiego zestawienia. Powód? Hm… jeśli chodzi o przeczytane książki rok 2013 nie należał do udanych. Jednak obfitował w inne wydarzenia: została powołana do życia wspaniała Grupa Śląskich Blogerów Książkowych (jest o Nas głośno i to nie tylko teoretycznie ale i praktycznie) Targi Książki w Katowicach gdzie Grupa Śląskich Blogerów Książkowych miała mocny udział (patronat i panele dyskusyjne), Targi Książki w Krakowie gdzie można było spotkać masę znanych Autorów i zdobyć nie tylko autografy ale także uwiecznić ich na zdjęciu, współpraca z Księgarnią Victoria w Zabrzu. Oraz co najważniejsze (dla mnie oczywiście) moje opowiadanie znalazło się w wydanym przez Magdę Kordel tomiku opowiadań. Nie było źle. Natomiast z Nowym 2014 rokiem każdy robi noworoczne postanowienia. Z reguły bywa tak, że spisujemy je zaraz 01.01. Jednak jak wiadomo (nie u każdego, ale się zdarza) postanowienia na cały rok kończą się po pierwszym tygodniu nowego roku tudzież pod sam koniec stycznia. Dlatego ja post z postanowieniami noworocznymi umieszczam po pierwszym tygodniu, ponieważ liczę na to, że wytrwam w tych postanowieniach CAŁY ROK. 

A idąc za ciosem:
1. Więcej czytać – w sumie mol książkowy, więc nie oczekujmy że to się zmieni
2. Pisać – oczywiście mam na myśli moje opinie o przeczytanych książkach
3. Ukończyć moją powieść – myślę, że to powinno być na pierwszym miejscu, bo na ten rok to mój priorytet,byle Wena dopisała
4. Fotografować – to moja kolejna po czytaniu i pisaniu pasja
5. Nie zaniedbywać blogosfery
Mam też inne postanowienia, ale zdecydowanie nie są one już zaliczane do postanowień literackich, tylko bardziej tych osobistych, przyziemnych.

Życzę Wam i sobie wytrwałości we wszystkich postanowieniach noworocznych.

A teraz coś z innej beczki. Jak wszyscy wiedzą początek roku, to „wysyp” nowości na które wszyscy czekają z utęsknieniem. Nie jestem gorsza. Poniżej książki których się nie mogę doczekać, by je dostać w łapki i przeczytać. Kolejność zupełnie przypadkowa:


"Brudny Świat" Agnieszka Lingas - Łoniewska: (książka która została wydana w USA, uwielbiam książki Agnieszki więc tuptam z niecierpliwością)


"Miłość z jasnego nieba" Krystyna Mirek: ("Pojedynek uczuć" i 'Droga do marzeń" mnie zachwyciły)

Czy prawdziwa miłość może zdarzyć się między ludźmi stojącymi po przeciwnych stronach barykady? Angelika przyjeżdża z Monachium do Krakowa z jednym celem: nakłonić Daniela do podpisania wyjątkowo niekorzystnego dla jego firmy kontraktu. Daniel oczekuje jej przybycia, mając w zanadrzu własną wersję umowy, której nigdy nie zaakceptuje szef Angeliki. Czy tych dwoje zdoła się porozumieć? I czy Daniel – niepoprawny uwodziciel i Angelika –dziewczyna z trudną przeszłością, przekonana, że musi radzić sobie ze wszystkim sama, mają szansę na coś więcej, niż służbowe negocjacje?

Jedno jest pewne - w dzień św. Walentego wiele się może wydarzyć…


"Namaluj mi słońce" Gabriela Gargaś: (bo byłam zachwycona książką "Jutra może nie być") a poza tym jestem jej strasznie ciekawa

Sabina jest przyjacielem do wynajęcia. Spotyka się z samotnymi ludźmi, którzy nie mają z kim porozmawiać o swoich kłopotach, i cierpliwie wysłuchuje ich problemów. Sama jednak nie ma udanego życia – żyje samotnie i choć docenia uroki życia w pojedynkę, tak naprawdę wydaje się nieszczęśliwa, jakby zamrożona.
Gdy pewnego dnia w parku poznaje małą dziewczynkę, Marysię, nawet nie podejrzewa, jak bardzo ta znajomość zmieni jej życie. Marysia z niezwykłym uporem dąży do zaprzyjaźnienia się z Sabiną, co początkowo bardzo drażni kobietę. Niepostrzeżenie jednak mała zajmuje w sercu kobiety coraz więcej miejsca. A gdy na scenę wkracza jej ojciec, przystojny Maks z trudną przeszłością , akcja nabiera tempa…


"Pensjonat marzeń" Magdalena Witkiewicz (czekam z niecierpliwością, bo szkołę czytałam i jestem ciekawa co będzie dalej)


"Prowincja pełna czarów" Katarzyna Enerlich (dałam się porwać Kasi na spotkaniu autorskim i teraz wiem, że muszę nadrobić zaległości w jej książkach)


"Przebudzenie. Łatwopalni II" Agnieszka Lingas - Łoniewska: (jestem ciekawa co dalej z bohaterami) 


"Stephanie Plum. Wystrzałowa dziewiątka" Janet Evanovich (bo Śliwkę powinni przepisywać na depresję)
 "Malownicze. Wymarzony dom" Magdalena Kordel: (bo wszędzie dobrze, ale w Malownicze najlepiej)

niedziela, 29 grudnia 2013

#276

Chwalę się a co!!! Mogę.

     Otóż jakiś czas temu Autorka Magdalena Kordel ogłosiła na swoim blogu konkurs. Konkurs dotyczył napisania niepublikowanego do tej pory opowiadania o tematyce świątecznej. 
      Przyznaję się bez bicia, że miałam obawy co do wzięcia udziału. Przeraziła mnie długość, znaczy się ilość znaków i stron. Jednak po zastanowieniu postanowiłam podjąć wyzwanie. Termin nadsyłania prac kończył się o północy 01.12.2013 roku. 
      Pewnej nocy, gdy w mieszkaniu panowała cisza zaczęłam pisać. Ale jak wiadomo Wena bywa kapryśna i skończyła się w pewnym momencie. Zamknęłam laptopa i opowiadanie poszło w chwilowe zapomnienie. Z tyłu głowy jednak cały czas mi się kołatało, że trzeba je skończyć, bo przecież zgłosiłam się do napisania opowiadania. 
    Niestety zawirowania życiowe sprawiły, że opowiadanie leżało, leżało, leżało a ja w mojej głowie układałam plan. W końcu nadszedł dzień kiedy uruchomiłam ponownie laptopa, otworzyłam program do pisania i… palce same zaczęły uderzać w klawisze. Po kilku godzinach postawiłam ostatnią kropkę. Kamień spadł mi z serca aż usłyszałam wielki huk. Odetchnęłam z ulgą. Wysłałam tekst do przeczytania zaufanej osobie i w sumie do korekty i wyłapania błędów. Czas mijał. Tekst po korekcie dostałam piętnaście minut przed – jak to mówią – deadline. Rzuciłam okiem, naniosłam kosmetyczne poprawki i tekst poleciał do Magdy. 
      Z braku czasu nie zaglądałam na bloga Magdy i nie wiedziałam jak tam postępy w konkursie. Wreszcie ogłoszono wyniki. Niestety nie udało się wygrać. Mówi się trudno i się nie poddaje. Jakiś czas później Magda umieściła na blogu alert do osób, którzy nie podali swoich danych. Powstała lista tytułów opowiadań które miały się znaleźć w tomiku. Przejrzałam listę, znalazłam kilka opowiadań bez autorów, oczywiście siebie tam nie znalazłam. Już miałam zamykać okno, kiedy coś mnie tknęło i zajrzałam do zakładki gdzie znajdowały się opowiadania. Gdy dotarłam do drugiego (na liście właśnie przy tym opowiadaniu brakowało nazwiska) zaczęłam je czytać i przy piątym zdaniu dotarło do mnie, że… to moje opowiadanie. Dostałam hiperwentylacji i nie mogłam w to uwierzyć. Zadzwoniłam do mojej Siostry i spytałam czy dobrze widzę i czy się nie przewidziałam? Okazało się, że nie. Tak więc, opowiadanie które napisałam znalazło się w tomiku opowiadań wydanym przez Magdę Kordel. 
     Teraz już wiem co czują Autorzy którzy wydają swoje książki. Już wiem jak to jest trzymać „swoje dziecko literackie” w rękach i wąchać jego zapach. Magda dziękuję za możliwość wzięcia udziału w tym konkursie. Dziękuję także za tomiki dotarły do mnie w piątek. Pięknie wygląda, prawda?




Tutaj link do bloga Magdy a konkretniej do zakładki gdzie można znaleźć także moje opowiadanie. Zapraszam!


czwartek, 3 listopada 2011

#146


Po raz kolejny przybyłam w Sudety do pięknego miasteczka Malownicze. Czuję się tu całkiem nieźle. Znam już kilku mieszkańców i z uśmiechem poznaję tych zupełnie nowych. Odbiło mi? Hm… nie wiem może. Ale wydaje mi się, jakbym w Malowniczym czuła się jak u siebie.

Panią Magdalenę Kordel poznałam jakiś czas temu. Wpadłam na Jej książkę „48 tygodni” całkiem przypadkiem w bibliotece. Przyznaję, że spotkanie nie było zbyt owocne. Książka owszem z serii lekkich, łatwych i przyjemnych, jednak brakowało tego „czegoś”. Po jakimś czasie znów będąc w bibliotece zahaczyłam o książkę „Uroczysko” . Hm… spojrzałam na nazwisko autorki i… jakoś nie miałam ochoty na czytanie. Jednak coś tam gdzieś we mnie szeptało: zabierz książkę ze sobą i daj szansę. Skoro szeptało tak zrobiłam. No i… się zauroczyłam. Potem przyszedł „Sezon na cuda”
i wiedziałam, że warto dawać drugą szansę. Ba… nawet kolejne też. No chyba, że kredyt zaufania się wyczerpie. Ale coś mi się wydaje, że w przypadku książek Pani Magdy ten kredyt już został spłacony.

„Okno z widokiem” to już czwarta książka Magdaleny Kordel którą mam przyjemność przeczytać. Można wręcz powiedzieć, że to świeżynka bo premiera była całkiem niedawno.

Wszystko zaczęło się od.. diabła, a konkretniej babcinych historyjek wysłuchiwanych
z wypiekami na twarzy. Róża wraca do Malowniczego po pewnym niezbyt chlubnym wydarzeniu na swojej uczelni. No po prostu chce uciec i pozwolić wyciszyć się sprawie. A gdzie to najlepiej zrobić? Oczywiście u babci która mieszka w malowniczej miejscowości w Sudetach. Nie wie jednak, że jej przyjazd w rodzinne strony zbiegnie się z pewnym wydarzeniem. Otóż na rozstaju dróg, przy kapliczce ze Świętym Antonim, pewien inwestor postanowił postawić magazyny
a samą kapliczkę przenieść w zupełnie inne miejsce. Róża wraz z pomocą profesora Rajtczaka, studentów archeologii, malownickiego proboszcza oraz zaprzyjaźnionych mieszkańców miasteczka postanawia pokrzyżować plany Panu Walczakowi. Czy to im się uda i czy Róża znajdzie w Malowniczym miłość? Hm… o tym będziecie musieli przekonać się sami.

Jaka jest książka? Dokładnie taka jak okładka: malownicza. No w sumie nie dziwota skoro akcja dzieje się w małej miejscowości właśnie o tej nazwie. Poza tym na pewno zalicza się do lektur
z serii łatwych, lekkich i przyjemnych. Co wcale a wcale nie jest jej minusem. Wręcz przeciwnie.
W natłoku dramatów, sensacji czasem warto sięgnąć po książkę która pozwoli oderwać się nam od szarej codzienności. Wybrać się na wycieczkę w Sudety, spędzić trochę czasu podczas wykopalisk archeologicznych. Ba! Nawet podpisać pakt z diabłem.

Autorka ma niesamowity dar. Jaki? Otóż Jej książki są ciepłe, ale nie przesłodzone. A co najważniejsze historie w nich zawarte naprawdę mogły się wydarzyć całkiem blisko nas. Poza tym dialogi nie są skomplikowane, bohaterowie nie są sztywni, mają swoje indywidualne charaktery. No i z książki bije optymizm, a podczas czytania wybuchy śmiechu są całkiem na porządku dziennym. I zgodzę się ze zdaniem które znalazłam w powieści: „(…)życie to jedno wielkie pasmo niespodzianek, dzięki którym właśnie chce nam się krok za krokiem cały czas iść do przodu. I że najważniejsze, by cały czas mieć do dyspozycji pokój z widokiem. Taki, który jeżeli nawet czasami niknąłby w deszczu, to potem znów by się ukazywał w całek okazałości
i krasie.(…)” (cyt. 285 str.) Cóż mogę dodać, hm… myślę, że gorąco polecam.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa SOL

środa, 23 marca 2011

#064

Droga Espi!

„Sezon na cuda” to kontynuacja perypetii Maji oraz najbliższych osób z jej otoczenia, czyli córki Marysi, przyjaciółki Jagody, podobno weterynarza Czarka i pozostałych. Początek powieści może sugerować, że tym razem narratorem będzie inny bohater – Pani Leontyna właścicielka sklepu z antykami. Jednak po kilku stronach znów narratorem staje się Majka i całą historię poznajemy z jej punktu widzenia.

Akcja książki rozpoczyna się z początkiem grudnia i trwa aż do świąt. Muszę przyznać, że czytając o gigantycznych opadach śniegu które zasypują Malownicze, dziękowałam Bogu, że u mnie za oknem świeci piękne słońce. Po prostu czytając o zimie automatycznie robiło mi się zimno. Ale to chyba normalny odruch?

Podobnie jak w pierwszej części, tak i tutaj problemy spadają na Majkę jak plagi egipskie. No może nie zupełnie śmiertelne, ale… Na początek uczniowie z Majki klasy mają za zadanie przygotować szopkę na Boże Narodzenie. Muszę przyznać, że miałam niezły ubaw czytając co wymyślili. Oczywiście jak wiadomo nie przypadło to do gustu Pani Dyrektor. Ale na szczęście znalazły się życzliwe duszki i prawie cała sytuacja się Majce upiekła. Żeby problemów było ciutkę więcej – bo przecież w życiu nie może być nudno - Majka postanawia zorganizować u siebie w Uroczysku wigilię dla osób samotnych, a wszystko po namowie Pani Leontyny. A jak wiadomo takie przygotowania to wcale nie bułka z masłem. W szczególności kiedy uczestnicy tej wigilii to dziarscy staruszkowie którzy potrafią się wykłócić o każdą rzecz. W tym wypadku należy liczyć tylko i wyłącznie na cuda. A w tej książce cudów nie brakuje. Ale to pewnie dlatego, że okres świąteczny to czas kiedy ludzie są dla siebie milsi, starają się wybaczać no i kiedy na ziemię stępują prawdziwe Anioły.

Ta część, podobnie jak ta wcześniejsza została napisana lekkim stylem i językiem przystępnym każdemu. Pewnie dlatego historie zawarte w książce są wiarygodne. W wiosce Malownicze to zakochałam się już w pierwszej części, a tutaj moja miłość wzrosła. Tylko ten śnieg jakoś tak za mocno padał. Ale to przecież Sudety więc tam śnieg w zimie na porządku dziennym. Muszę przyznać, że było kilka fragmentów które grały mi na nerwach. Jednak szybko takie wrażenia zostały zatarte wydarzeniami jak najbardziej optymistycznymi. Bo ta książka ma w sobie coś optymistycznego. No i pełna jest świetnych dialogów i spostrzeżeń głównej bohaterki. A co za tym idzie, uśmiech bardzo często gościł na mojej twarzy. Powiem Ci Espi w sekrecie, że moje wybuchy śmiechu były dziwnie odbierane przez członków rodziny.

Cieszę się, że książeczka przywędrowała do mnie z akcji „Włóczykijka”. Dzięki temu miałam możliwość przeczytania dalszych losów Majki. Z czystym sumieniem mogę polecić tę książkę każdemu kto ma ochotę by poprawić sobie nastrój. Fajnie, że ta książka wędruje po Polsce szerząc akcję czytania książek naszych rodzimych Autorów.

Pozdrawiam Cię serdecznie
Archer

piątek, 18 marca 2011

#062

Droga Espi!

Kiedy masz problem, kiedy jest Ci cholernie źle, kiedy dzieje Ci się krzywda wtedy najlepiej jest mieć przy swoim boku kogoś kto może wspierać. Niekoniecznie to musi być rodzina to też mogą być przyjaciele, którzy staną murem za Tobą gdy będzie naprawdę źle. Jest tak prawda? Wtedy żadne zło nie jest nam straszne. A wraz z wspierającymi przyjaciółmi można przenosić góry. Zgodzisz sie ze mną, prawda? No dobra to tyle w ramach wstępu, przechodzę do konkretów.

Otóż, tak naprawdę to Pani Magdalenie Kordel dałam kredyt zaufania. Bo pierwsza Jej powieść "48 tygodni" nie zrobiła na mnie piorunującego wrażenia. Mogę śmiało stwierdzić, że nie przypadła mi do gustu, ot co. Dlatego mimo iż, wcześniej doczytałam, że "Uroczysko" to świetna książka i były same "ochy" i "achy" ja podchodziłam do niej z gigantycznym dystansem. I wiesz co? Po kilku stronach okazało się, że ten kredyt dał bardzo wysokie oprocentowanie.

„Uroczysko” to historia dosłownie jak z bajki, mimo iż nie zaczyna się kolorowo jak by mogło się wydawać. Otóż poznajemy Majkę – główną bohaterkę – która nagle dowiaduje się od męża, że... zostawia ją i ich córkę Marysię i odchodzi do innej kobiety, wyprowadza się z domu. Nie zaczyna się optymistycznie prawda? No cóż, jak to w życiu bywa nieszczęścia chodzą parami a bywa, że i stadami. Tak też jest i w tym przypadku. Dodatkowo niewierny mąż oznajmia, że... jest bankruktem. Mało? To jeszcze dorzucę informację, że aby wcześniej dostać kredyt zastawił dom w którym mieszkają. Oczywiście kredyt dostał bez zgody swojej żony. No i co w tym wypadku można zrobić? Dokładnie to samo co przychodzi do głowy Majce. Wsiąść w pociąg, pojechać w Sudety do domku po zmarłej ciotce i z żalu zapić problemy. Ale czy to tak na prawdę dobre rozwiązanie? Myślę, że nie bo po wytrzeźwieniu po pierwsze boli głowa a po durgie problemy nie znikną. Na szczęście na drodze Majki stają życzliwi ludzie. Chociaż nie wszyscy na pierwszy rzut oka tacy się wydają. Po krótkim pobycie w małej wiosce Malownicze Majka postanawia ściągnąć do siebie Marysię i zamieszkać właśnie w Sudetach. Ale czy to dobry pomysł? Czy jest to najlepsze rozwiązanie? Pewnie, że tak. Bo co ją w Warszawie trzyma? Nic. Tak więc pakuje swoje rzeczy, rzeczy Marysi i jedzie w Sudety. Tam w domu po ciotce postanawia rozpocząć nowe życie. Bez niewiernego męża i jego długów. A jak to w bajkach zawsze bywa jest i... książę. No dobra tu jest ich dokładnie trzech. Tylko, że tak naprawdę to Maja nie chce słyszeć nic o facetach. Ja się wcale jej nie dziwię. Kiedy zostawia nas ukochana osoba (albo kiedy rozstajemy się z ukochaną osobą) nie mamy ochoty na nowy związek.

Książka jest jak najbardziej optymistyczna. Jest napisana bardzo przystępnym językiem, a dowcipne dialogi i zdrabnianie imion – przede wszystkim weterynarza Czarka, Maja nazywa go „czarującym Czarusiem” bądź „podobno weterynarz” – sprawia, że książka jest bardzo przyjemna w odbiorze. No co? Nie czepiam się? No nie czepiam bo wyjątkowo nie mam czemu. Interesująca historia, sympatyczni bohaterowie czego chcieć wiecej? Rozlewu krwi? To nie ta bajka. Tutaj trzeba liczyć na urokliwe miejsca, sympatycznych bohaterów, interesujące historie a co najważniejsze na dużą dawkę humoru.

Tak, Kochana Espi, Pani Kordel tym razem nie zawiodła. Napisała świetną historyjkę, stworzyła dobrych bohaterów. Bo mimo iż jest to opowieść to tak naprawdę taka historia mogła przytrafić się każdemu z nas. Bo któżby nie chciał mieć pięknego domu w Sudetach. Za sąsiadkę mieć miejscową zielarkę, a za weterynarza podobno lekarza, indywidualistę w swojej klasie czy też przyjaciółkę która stoi zawsze za nami murem. A na końcu otworzyć uroczy pensjonat. Każdy by tak chciał. Bo przecież należy marzyć. Ktoś kiedyś powiedział, że powinniśmi marzyć o rzeczach wielkich, wtedy pozwoli nam to spełnić te najmniejsze. I ja się z tym zgadzam.

Pozdrawiam
Archer

P.S.
A teraz zabieram się za „Sezon na cuda” dalsze losy Majki. Książkę którą otrzymałam do przeczytania i recenzji z akcji „Włóczykijka”