Pokazywanie postów oznaczonych etykietą debiut. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą debiut. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 maja 2020

#541 - Niebezpieczna gra



Lubię historie, które w czytelniku wzbudzają emocje. Historie, które gdyby ktoś się uparł mogłyby się wydarzyć. Historie, które wciągają od pierwszych stron i za szybko się kończą. Taką książką była „Niebezpieczna gra” Emilii Wituszyńskiej. Kręciłam się wokół niej od dłuższego czasu. Przyciągała okładka i opis. W końcu pewnego dnia postanowiłam poznać bohaterów.

Weronika jest policjantką. W dramatycznej akcji traci swojego partnera, który był także jej najbliższym przyjacielem. Wyrzuty sumienia które ją dopadły po śmierci Michała, sprawiły, że dziewczyna stoczyła się po równi pochyłej. Zaczęła ostro pić. Jednak jej szef nie pozwolił jej tak do końca się upodlić. Otóż, jedynym świadkiem morderstwa premiera, był Przemysław Rej – znany aktor. Niestety nie pamiętał tego co się wydarzyło feralnej nocy. Gdzieś tam podświadomie czuł, że groziło mu niebezpieczeństwo. Szef Weroniki, chcąc ją przywrócić do służby, dał jej za zadanie ochronę aktora. Niechęć tych dwojga biła czytelnika mocno po oczach. Czy będą zdolni do tego by się dogadać? A może jak to mówią, od nienawiści do miłości krótka droga? I dlaczego zostają wplątani w niebezpieczną grę, w którą zamieszane jest ABW?

Tytuł, podobnie jak ciemniejsza okładka mogą sugerować, że czytelnik otrzymuje kryminał. Owszem trochę dreszczyku jest, jednak autorka bardziej skupiła się na wątku miłosnym. A walka z przestępcami to takie całkiem przyjemne tło dla opowiadanej historii. 

To bardzo udany debiut (zauważyłam, że ostatnio co rusz trafiam na dobre debiuty). Tempo utrzymane jest od samego początku. Czytelnik chce poznać losy bohaterów i dowiedzieć się czy początkowa antypatia pomiędzy nimi będzie trwała cały czas. 

Nie jest to wymagająca książka, myślę, że raczej idealna na jeden wieczór. Bo czytelnik nie odłoży jej nawet na chwilę, tylko z zapartym tchem będzie chciał wiedzieć co dalej. A trzeba przyznać, że się dzieje do samego końca. Autorka ma lekki styl pisania, co sprawia, że książkę się połyka.

Jeśli ktoś lubi szybką akcję, romanse, to „Niebezpieczna gra” jest zdecydowanie dla Was. 
Polecam!!!

piątek, 31 stycznia 2020

#533 - Berdo - przedpremierowo


W zalewie książkowych nowości, które codziennie pojawiają się na księgarskich półkach, bardzo ciężko natrafić na perełkę. Na książkę, która nas zmiażdży emocjonalnie. Którą będziemy czytać i będziemy ją co chwilę odkładać by przetrawić to o czym przeczytaliśmy. By uspokoić szalejącą w nas burzę i z dystansu spojrzeć na nasze życie i relacje międzyludzkie. Właśnie odłożyłam na półkę, debiut literacki Anny Cieślar „Berdo”. Sama okładka przyciąga jak magnes. Zachęcający wpis Ignacego Karpowicza sprawił, że sama bardzo chciałam wpaść w te literackie wnyki.

Jak już wiele razy wspominałam, trochę boję się debiutów literackich. Dlaczego? Gdyż zdarza się tak, że dana książka mnie nie zachwyci. W tym przypadku było zupełnie odwrotnie. Nie potrafiłam jej przeczytać na jednym posiedzeniu. Gdyż bardzo głęboko weszła w mój krwioobieg. Płynęła wolno, by na końcu wwiercić się w mózg realistycznymi obrazami, które pojawiały się pod powiekami. Obrazami, które przyprawiały o gęsią skórkę, a czasem łzę smutku w oku.

Główna historia skupia się na trójce bohaterów, których los nierozerwalnie ze sobą połączył. Berdo, czyli Michał jest kłusownikiem. Zarabia na życie polując na dziką zwierzynę w bieszczadzkich lasach. Świetnie posługuje się kuszą, zastawia w lesie wnyki. Oczywiście nie robi tego legalnie, przecież wilki są pod szczególną ochroną. Ale wiadomo, jeśli ktoś dobrze zapłaci to dostanie skórę wilka bądź niedźwiedzia. Kilka lat temu Berdo oddał swoje serce kobiecie, która nie potrafiła żyć razem z nim w Bieszczadach. Uciekła. Zostawiając dziecko, małego Radka. Uroczego i wrażliwego na los zwierząt chłopca. W wychowaniu małego pomaga mu Milionen Jahren, malarz ikon, mieszkający samotnie.

Między ojcem a synem nie ma żadnej więzi emocjonalnej. I jest to w książce dobrze zobrazowane. Radek nie potrafi zrozumieć ani pojąć, jak można tak brutalnie pozbawiać zwierząt życia. Muszę przyznać, że skórowanie sarny, autorka przedstawiła nad wyraz realistycznie. Mogę nawet stwierdzić, że krew wylewała się z każdej strony. Chłopiec jest bardziej przywiązany do starego malarza, z którym podziwia dziką przyrodę i życie zwierząt. Pewnego dnia dochodzi do tragedii i Berdo wraz z synem jest zmuszony do ucieczki przez dzikie Bieszczady. Które przemierzają niekoniecznie szlakami typowo turystycznymi.

Gdy dotarłam do końca i zamknęłam książkę, powiem Wam, że poczułam pewien niedosyt. Bo kilka wątków, można byłoby wyjaśnić. Nie miałabym nic przeciwko, gdyby autorka pokusiła się na kontynuację.

Berdo, to nic innego jak pagórek, stroma góra, albo przepaść. Po przeczytaniu tej książki, już wiem skąd główny bohater ma ten pseudonim. Tutaj berdo to przepaść, która dzieli miłość i życie Michała oraz jego syna Radka.

Z ręką na sercu polecam wam debiut literacki Anny Cieślar. Dobry dramat psychologiczny o trudnych relacjach ojca z synem. Oraz relacjach człowieka z dziką naturą. Niesamowita historia którą warto przeczytać.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa ZNAK


niedziela, 24 listopada 2019

#529 - Jeszcze jedno marzenie




Ostatnio sięgam po książki, których pewnie sama od siebie bym nie przeczytała. Tak właśnie było z książką Magdaleny Zeist „Jeszcze jedno marzenie”. Przeglądając instagrama wpadło mi zdjęcie Bajkowelove z tą właśnie książką oraz opinią. Poczułam się zaintrygowana i zachęcona do tego by tę książkę przeczytać. Nie czekając długo, odpaliłam Legimi, wrzuciłam książkę na półkę, zsynchronizowałam czytnik i oddałam się lekturze. 

Gaja i Igor to młodzi ludzie, prowadzący własną firmę. Poznali się kilka lat wcześniej. Pewnego zimowego dnia Gaja była świadkiem wypadku starszego pana. Odprowadziła go do domu. Okazało się, że ten pan był właśnie dziadkiem Igora. I tak zaczęła się miłość. Miłość, która do łatwych nie należy. Igor bowiem poważnie choruje na serce. Z każdym dniem, jego stan się pogarsza. Konieczny jest przeszczep serca. Po jednej z rozmów z dziadkiem Luckiem, młodzi tworzą listę rzeczy, które chcą zrealizować w najbliższym czasie. Czy im się uda zrealizować plan? Czy może życie pokrzyżuje im plany? Tego nie zdradzę, doczytajcie sami. 

Powiem Wam, że jak na debiut to książka jest naprawdę dobrze napisana. Serio. W szczególności, że autorka nie bała się poruszyć bardzo ważnego tematu, jakim jest dawstwo narządów. Mam wrażenie, że niewiele się o tym mówi. Nie ma zbyt wielu autorów, którzy o tym piszą. Ja osobiście w chwili obecnej nie potrafię sobie przypomnieć żadnego tytułu, w którym bym o tym czytała. Myślę, że głośniej było o dawcach szpiku. Jeśli chodzi o temat dawstwa narządów, to autorka przygotowała się bardzo dobrze. 

Książkę przeczytałam z jeszcze większą przyjemnością, bo akcja rozgrywała się w miastach bliskich memu sercu. A konkretnie w Zabrzu (tam się urodziłam) w Śląskim Centrum Chorób Serca, w którym nie tak dawno temu bywałam codziennie (na kardiologii). A także w Gliwicach w mieście w którym mieszkam. Brakowało mi tylko szczegółów miejsc, w których bywali i mieszkali bohaterowie. No nie oszukujmy się, ciekawość moja wzięła górę i chciałam wiedzieć, gdzie dokładnie mieściło się mieszkanie Gai oraz Igora. Ale umówmy się, nie można mieć wszystkiego. 

Jeśli poszukujecie książki, która jest pełna miłości, tej prawdziwej, najczystszej, która jest sensem naszego życia, to ta właśnie książka jest dla Was. 

Powiem Wam jeszcze na ucho, że jak dotrzecie do końca to złapiecie się za głowę. Bo jest twist i czytelnik zbiera szczękę z podłogi. Acha i jeszcze jedno! Nie zapomnijcie o chusteczkach, myślę, że będą Wam potrzebne. 
Polecam. 

piątek, 10 maja 2019

#517 - Współlokatorzy - przedpremierowo



Raz na jakiś czas czytam książki, po które normalnie bym nie sięgnęła. To znaczy, sięgnęłabym, ale dopiero za jakiś czas, bo nie są to książki, które znajdują na mojej liście „Must have, must read”. Owszem, po wielu przeczytanych i zasłyszanych opiniach na ich temat, zapewne bym je przeczytała, ale nigdy nie byłyby moim priorytetem.
Po książkę „Współlokatorzy” Beth O’Leary sięgnęłam z czystej ciekawości, nie wiedząc nawet o czym jest. Obiło mi się tylko gdzieś o uszy, że jest świetna. Powiem tak,… zostałam wciągnięta w świat głównych bohaterów tak szybko, że nawet nie spostrzegłam się kiedy to się stało.

Tiffy rozstaje się ze swoim facetem. Niestety nie może pomieszkiwać dłużej u niego i musi pilnie znaleźć nowe lokum. Jednak nie ma zbyt wielu pieniędzy, bo jako redaktorka w wydawnictwie nie zarabia kokosów. Odpowiada więc na ogłoszenie, które znalazła w sieci. Leon, pielęgniarz z oddziału paliatywnego, pilnie potrzebuje pieniędzy i postanawia wynająć swoje… łóżko. No i oczywiście kawałek mieszkania także. Układ jest prosty: Tiffy pracuje w ciągu dnia kiedy Leon odsypia nocki po pracy, więc obydwoje będą korzystać z mieszkania o różnych porach. Nie spotkają się, a jedyną komunikacją pomiędzy nimi będą liściki zostawiane w różnych miejscach. Oczywiście, wszystko do czasu aż… 

Koniec, więcej pary z gęby nie puszczę, bo nie będziecie chcieli przeczytać tej książki. A powiem Wam, że bardzo dawno, żadna książka nie pochłonęła mnie do tego stopnia, że nie mogłam się od niej oderwać. Świat wokół zupełnie nie był ważny. Najważniejsi byli Tiffy i Leon oraz ich perypetie. 

Muszę przyznać, że Autorka miała bardzo fajny pomysł na historię dwojga ludzi, którzy się mijają w mieszkaniu i śpią w tym samym łóżku. Poznawali się przez pozostawianie karteczek w różnych miejscach. Ale oprócz nowatorskiego pomysłu, wplotła kilka trudnych tematów toksyczny związek a co za tym idzie prześladowanie drugiej osoby, trudne rozstanie i problem z zapomnieniem. 

Całą historię poznajemy z punktu widzenia głównych bohaterów. Opowieść Tiffy i Leona przeplatają się wzajemnie. Dzięki temu lepiej ich poznajemy. Przyznaję, że od razu polubiłam zwariowaną Tiffy, natomiast co do Leona… hm… nie zapałałam od razu do niego sympatią. Był bardzo cichy, zamknięty w sobie. Dopiero po jakimś czasie, gdy go lepiej poznałam, polubiłam bardziej. Nie możemy jeszcze zapomnieć o przyjaciołach Tiffy, którzy bardzo pomagali jej w trudnych momentach.

„Współlokatorzy” to niebanalna historia o miłości. Która pochłonie czytelników od pierwszej strony. Zapewni wybuchy śmiechu, trochę nostalgii i sprawi, że parę razy zakręci się w oku łza. Gratuluję Autorce świetnego debiutu i czekam na kolejne książki.

wtorek, 26 lutego 2019

#512 Tam gdzie jesteś



Współczesna polska literatura obyczajowa jest jedną z moich ulubionych. Ale to przecież wiecie bardzo dobrze, bo dość sporo na blogu moich opinii. Przyznam, że po książkę „Tam gdzie jesteś” Tomasza Betchera, sięgnęłam po troszku w ciemno. Zachwyciłam się okładką oraz rekomendacją napisaną przez mojego ulubionego Autora Janusza Leona Wiśniewskiego. Nie wiedziałam czego się można po tej książce spodziewać. Czy mnie zachwyci czy może rozczaruje? Czy cisnę ją w kąt czy może będę polecać innym znajomym? Biorąc pod uwagę fakt, że o książce wspominała Agnieszka Tatera (a jak niektórzy zauważyli ani razu nie zawiodłam się na książce przez nią polecanej) to nie było chyba innego wyjścia… książka musiała mi się spodobać. I tak też było. 

Niektórym może się wydawać, że jest to typowa historia o miłości. Owszem, tak może być. Kobieta po przejściach, mężczyzna z przeszłością. Ich ścieżki pewnego, nieoczekiwanego dnia przecinają się. Może to być zrządzenie losu, bądź przeznaczenie. Albo zwyczajny przypadek, że bezdomny mężczyzna jakim jest Adam włamał się do domku letniskowego Anny. To historia miłości, ale nie takiej pięknej prostej, szybkiej, od pierwszego wejrzenia. Raczej takiej gdzie zaufanie do drugiego człowieka buduje się stopniowo. Najpierw jest strach, chęć ucieczki, potem akceptacja i zaufanie. Tak to odebrałam ja, w momencie dotarcia do ostatniej strony. Wtedy wszystkie zawiłości i niedopowiedzenia zostały wyjaśnione. 

Kiedy poznajemy bohaterów, najwięcej dowiadujemy się o Annie. Że ma dorosłego syna, że odchodzi od męża tyrana i pracuje w banku. W miejscu, którego nie lubi. Wolałaby pracować w swoim zawodzie, być psychologiem. Stara się rozgryźć Adama. Jednak jej to zupełnie nie wychodzi. O samym Adamie na początku nie wiemy zbyt wiele. Jest bezdomnym, tuła się po Polsce, bo nie może nigdzie zagrzać dłużej miejsca. Autor celowo dawkuje nam informacje o nim. W końcu poznajemy prawdę. O tym jak wielka tragedia wydarzyła się w jego życiu. O tym, że była zapłonem do tego kim jest teraz. Nie jest już jednak sam, jest Anna, która pomaga mu stanąć na nogi. Ale bez jego chęci zmiany do niczego by nie doszło. 

W książce Autor przybliża czytelnikom problem osób bezdomnych. Tego jak społeczeństwo reaguje na osoby nie posiadające dachu nad głową. Nie owija w bawełnę, wali prosto z mostu. Uświadamia nam czytelnikom, że Ci ludzie, to też ludzie tacy sami jak my. Tylko w ich życiu mogła wydarzyć się tragedia, która sprawiła, że się poddali bez walki. A może to ich pokuta? Nigdy tak do końca nie znamy prawdy ani historii ludzi których mijamy na ulicy. 

„Tam gdzie jesteś” to historia o miłości, o dostawaniu od życia kolejnej szansy. Także o tym, że nie powinniśmy oceniać ludzi po wyglądzie ani po statusie majątkowym. Każdy ma swoją historię, którą przeżył, która go zaprowadziła do miejsca w którym się znajduje. 
Polecam.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa W.A.B.