Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Richard Paul Evans. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Richard Paul Evans. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 lutego 2016

#371


 Autorzy którzy poruszają naszą duszę. 


ŚBK-i znów wracają do swoich co miesięcznych postów tematycznych. Jesteście ciekawi mojej odpowiedzi na pytanie zawarte w temacie? Posłuchajcie. 

Muszę przyznać, że dość długo zastanawiałam się jakich Autorów mogę zakwalifikować do tej grupy. Bo co to znaczy poruszają naszą duszę? Hm… w sumie interpretacja dowolna. Jedni doprowadzają do łez, drudzy wywołują emocjonalny rollercoaster, inni pokazują co to jest prawdziwa miłość i jak o nią dbać by nie przeminęła, inni poruszają dość ważne tematy życiowe. Jednak każda powieść która wyszła spod pióra takiego pisarza dotyka nas do głębi. Nasze struny emocjonalne drgają w rytm czytanej powieści. Zdarza się, że uronimy łzę, czasem z naszego gardła wydobędzie się szloch i krzyk: dlaczego Autor do tego dopuścił?! Jak mógł?! Czasem bywa, że książkę czytamy na bezdechu bo boimy się oddychać by nie uronić niczego z czytanej historii. Bywa też, że rzucamy książką w kąt bo buzujące w nas emocje nie pozwalają przebrnąć przez kolejne strony. 

Gdy teraz tak wymieniam co sprawia, że książki poruszają naszą duszę, wyłania mi się obraz Autorów i ich książek, które noszę gdzieś pod skórą, mimo że od skończenia czytania powieści minęło mnóstwo czasu. Ale sami musicie przyznać, że o książkach które wzbudzają w nas emocje, trudno zapomnieć. 

Pierwszą książką, która mną zawładnęła i sprawiła, że na długo nie mogłam o niej zapomnieć była „S@motność w sieci”. Myślę, że nie tylko mnie ta książka powaliła i na długo wryła się w pamięć. Nie będę Wam przybliżać treści, bo jestem pewna, że wielu z Was ją czytało. Pewnie wiele z Was chciało takiego Jakuba, który kocha bezgranicznie, miłością wielką i potrafi pięknie pisać o miłości. Bo przecież do kobiet trafia się właśnie przez duszę i przez mózg. Nie wiem jak Janusz Leon Wiśniewski to zrobił, ale zrobił to dobrze. Nad wyraz dobrze. I wiecie co? Wszystkie jego książki poruszają w czytelniku struny emocji, o których czasem zapominamy. 



Będąc w męskim gronie Autorów nie mogę zapomnieć o Guillaume Musso, którego książki nie można podciągnąć pod jeden określony gatunek literacki. Bo jest w nich miłość, odrobina kryminału i sprawy „nadprzyrodzone” (kto czytał Musso ten wie co mam na myśli). I za każdym razem, kiedy czytam powieść tego Autora nie mogę wyjść z podziwu skąd on bierze pomysły? 

Jest jeszcze Nicholas Sparks oraz Richard Paul Evans jak dla mnie idealnie piszący o miłości na różne sposoby. 


 Jeśli chodzi o Autorki to miałam małą zagwozdkę, bo znam ich zbyt dużo i każdej powieść w różny sposób porusza różne struny emocji. Od razu zaznaczam, że jeśli kogoś pominę to przepraszam, ale pisanie w podróży zdarzyło mi się pierwszy raz. Ale za to powiem Wam w sekrecie, że podoba mi się pisanie w środkach lokomocji.

Na początek Magdalena Witkiewicz. Książki Magdy to gwarancja zarwania nocki. Bo przecież muszę wiedzieć co będzie dalej. Nigdy się na jej książkach nie zawiodłam. W pracy polecam je w ciemno. I to nie tylko dlatego, że znam Magdę osobiście. Magda wydaje książki, które poruszają każdy zakamarek mojej duszy. Wiele razy zdarzyło mi się to, że w bohaterkach odnajdywałam siebie. Mogłam śmiało powiedzieć: mam tak samo. To nie tylko książki, które poruszają ważne tematy, ukazują miłość, która jest prawdziwa, nie wymyślona na potrzeby historii do książki. W jej książkach są prawdziwe emocje, historie zasłyszane na spotkaniach autorskich, poruszane na profilu czy tez wyznawane w e-mailach. Magda potrafi słuchać, no i jest tak optymistyczną gadułą, że nie można jej nie kochać. Jej książki to nie tylko emocje, ale także napady niepochamowanego śmiechu, o czym przekonałam się niejednokrotnie. Tak. Zdecydowanie Magdalena Witkiewicz to Autor który porusza duszę w każdy możliwy sposób. 

W sumie mogłabym zakończyć swój wywód, ale… to wciąż nie jest koniec.


Od niedawna zachwycam się książkami Gabrieli Gargaś, Krystyny Mirek, Magdaleny Kordel. Ich książki poruszają nie tylko tematy o miłości, tej bezgranicznej, potrafiącej przetrwać czas i na nowo nas spopielić. Ich książki napełniają nadzieją, otulają zapachem domu. Udowadniają, że rodzina to fundamenty, bez których nasze życie nie jest w żaden sposób pełne. 

Nie mogę jeszcze pominąć dwóch Ulubionych Agnieszek. 


Agnieszka Krawczyk. Znam już bardzo długo i czytuję wszystko co wyjdzie spod jej pióra (w czytniku jeszcze czeka kryminał) Książki Agi to historie które dotykają jak dla mnie tej romantycznej strony duszy. Aga ma niesamowity dar idealnego obrazowania opisywanych miejsc. Za każdym razem moja wyobraźnia galopowała jak rumak i podpowiadała obrazy które towarzyszyły czytanym powieściom. Cieszę się niezmiernie, że książki Agnieszki są grube, bo wtedy towarzyszą mi dłużej. I już tuptam z niecierpliwością, bo niebawem pojawi się w księgarniach kolejna saga a to zapowiada kilka spotkań z bohaterami.

Agnieszka Lingas-Łoniewska. Jej książki to zdecydowanie rollercoaster emocjonalny. Odkąd czytuję książki Agi – a trwa to już długo – nigdy nie zdarzyło mi się bym nie rzucała czytaną książką w kąt. Za każdym razem wkurzam się na Autorkę za to jaki los zgotowała bohaterom. I od jej książek też nie mogę się oderwać. 

Jak sami widzicie, czytuję same emocjonujące powieści. Ale, czyż nie o to chodzi w książkach? One muszą wzbudzać różne emocje w czytelnikach. Bo gdyby tak nie było byłyby kiepskie.



A czy Wy macie swoich Autorów, których książki poruszają Was do głębi? Podzielcie się, chętnie poszerzę grono ulubionych Autorów.

poniedziałek, 19 stycznia 2015

#329








Droga Tachykardio!

Kiedy sięgałam po ostatnią książkę oczekiwałam czegoś lekkiego. Czegoś co przeczytam w jedno popołudnie. Czegoś co sprawi, że nie będę musiała zastanawiać się nad swoim życiem. Richard Paul Evans przyzwyczaił mnie do powieści lekkich (mam tutaj na myśli „Kolory tamtego lata” oraz „Obiecaj mi”). Więc kiedy wzięłam powieść „List” oczekiwałam tego samego. Czy to dostałam? Nie do końca.

Nie będę Ci streszczać książki ani tym bardziej zagłębiać się w treść, bo to nie o to chodzi. Jeśli to zrobię nie będziesz mieć przyjemności zagłębiając się w historie opowiadaną przez Autora.

Historia głównych bohaterów MaryAnne i Davida może z pozoru wydawać się banalna. Jednak wcale taka nie jest. Autor pokazuje jak bardzo miłość może być silna i jak wiele potrafimy zrobić dla drugiej ukochanej osoby. Pokazuje, że czasem rozłąka może być dobrym rozwiązaniem i umocnić miłość w małżeństwie. Kiedy MaryAnne wyjechała, David uświadomił sobie jak bardzo oddalili się od siebie przez ostatnie lata. Jak bardzo krzywdził nie tylko siebie, ale także ukochaną żonę i zrobi wszystko by ją odzyskać. Oprócz utraty miłości w książce poruszany jest temat poszukiwań samego siebie. Od kiedy matka opuściła Davida, ten stara się dowiedzieć dlaczego do tego doszło. Podczas podróży do Chicago, by odnaleźć matkę odnajduje sens tego co jest najważniejsze.

Oprócz historii miłości dwojga bohaterów, w powieści poruszony jest problem rasizmu. Opisane jest jak biali ludzie traktowali innych o odmiennym kolorze skóry, a przede wszystkim Afroamerykanów. Na samą myśl o tych wszystkich opisach cierpnie mi skóra na karku. W szczególności, że Autor bardzo dokładnie opisywał upokorzenie człowieka przez człowieka, oraz nienawiść. Jest to wstrząsający obraz tego jak czarnoskórzy byli traktowani w latach trzydziestych ubiegłego wieku.

„List” to nie jest książka z serii łatwo przyswajalnych. To książka poruszająca trudne tematy. Tematy codzienne oraz te o których nie zawsze mówi się głośno. To książka o sile miłości. O tym ile potrafimy zmienić by ukochana osoba była wciąż przy nas. To książka, która wryje się w pamięć. Polecam!

Pozdrawiam serdecznie
Archer

P.S.
Ale zacznij od „Zegarek z różowego złota” bo „List” to jego kontynuacja.

wtorek, 21 stycznia 2014

#279

ŚBK - Alfabet książek bliskich memu sercu


Dzisiaj kolejny post tematyczny Śląskich Blogerów Książkowych. Tym razem jest to zestawienie książek które są ważne w naszym życiu. Hm… muszę przyznać, że miałam niezłą zagwozdkę. Za dużo ich przeczytałam i ciężko mi było wybrać te najlepsze. Spróbowałam i przed Wami mój alfabet:

A – „Ania z Zielonego Wzgórza” Lucy Maud Montgomery = myślę, że dla wielu osób właśnie ta książka przychodzi na myśl kiedy kdoś rzuca hasło: „ulubiona książka na literę A”, a poza tym nie oszukujmy się, chyba nie ma takiej osoby, która nie lubiłaby przygód Ani

B – „Bez przebaczenia” Agnieszki Lingas – Łoniewskiej – hm… nie jestem pewna, ale jedna z pierwszych książek od których zaczęła się moja przygoda z książkami Agnieszki, rozwaliła mnie (książka) emocjonalnie a moje serce rozpadło się na milion kawałków

C – „Cień wiatru” Carlos Ruiz Zafon – jedyna książka Zafona po której żadna inna nie przypadła mi do gustu

D – „Dom nad rozlewiskiem” Małgorzata Kalicińska – chyba wiele osób zauroczyło się tą powieścią i historią w niej zawartą, szkoda, że serial się nie udał, a może i dobrze

E – „Eragon” Christopher Paolini – fenomen nastoletniego autora

F – „Firma” John Grisham – będąc w liceum zaczytywałam się prawniczymi kryminałami Grishama i byłam nimi zachwycona.

G – „Georgialiki. Książka Pakosińsko – Gruzińska” Katarzyna Pakosińska – przyznaję, że miałam małe obawy przed przeczytaniem tej książki, kolejna gwiazda napisała ksiażka… na szczęście mile się rozczarowałam, uśmiech nie schodził mi z twarzy

H – „Harry Potter” J.K. Rowling – wszystkie części, bo to przecież fenomen!!!

I – „I wciąż ją kocham” Nicholas Sparks – bo mimo iż książki napisał facet, to zdecydowanie są dla kobiet, a poza tym ekranizacja z Channing Tatum mówi wszystko ;)

J – „Jak upolować faceta” Janet Evanonich – od tego zaczęła się moja miłość do książek ze Stephanie Plum i trwa do dzisiaj, jak dla mnie świetne książki, które powinni przepisywać na receptę

K – „Kolory tamtego lata” – Richard Paul Evans – piękna historia z Włochami w tle

L – „Jeremiego Przybory i Agnieszki Osieckiej Listy na wyczerpanym papierze” kiedy pewnego dnia w jakiejś kolorowej gazecie znalazłam zapowiedź tej książki i dowiedziałam się, że Osiecka i Przybora mieli romans wiedziałam, że musze mieć tę książkę, poza tym listy zebrane w tej książce są przepełnione miłością, takiej miłości życzę każdemu

M – „Mały Książę” Antoine de Saint – Exupery – bo piękna i tyle

N – „Nigdy w życiu” Katarzyna Grochola – bo przecież my polki też chciałyśmy mieć taką Bridget Jones

O – „Okno z widokiem” Magdalena Kordel – keidy zabierałam się za pierwszą powieść Magdy („48 tygodni”) to nie byłam zachwycona, dopiero powieści z Malownicze w tle sprawiły że na nowo się przekonałam do Autorki

P – „Pamiętnik” Nicholas Sparks – o pięknej i bezgranicznej miłości dla której nie istnieją podziały

R – „Romans na receptę” Monika Szwaja – czasem nie potrafię znaleźć powodu, dla którego ta książka a nie inna, właśnie tutaj tak jest ;)

S – „Samotność w sieci” Janusz L. Wiśniewski – dla mnie najlepsza

T – „Tam gdzie spadają Anioły” Dorota Terakowska – czytałam bardzo dawno, ale do dzisiaj pamiętam, że wywarła na mnie wrażenie

U – „Uwikłanie” Zygmunt Miłoszewski – kryminał trzymający w napięciu i zaskakująca terapia ustawień

W – „Wiedźmin” Andrzej Sapkowski – cała saga, dawno temu przyjaciel mojego ówczesnego faceta stwierdził, że kobiety nie czytują tego typu literatury, chcąc mu udowodnić, że się myli przeczytałam opowiadania pożyczone od kolegi z klasy (Jorx to o Tobie mowa) i… pochłonął mnie świat Geralta, Jaskiera i Yennefer

Z – „Zapałka na zakręcie” Krystyna Siesicka – ulubiona z lat młodzieńczych i wryte w pamięć hasło „Uważaj! Zapałka na zakręcie”




A ty masz swój alfabet? A może któraś z książek wypisanych powyżej jest także bliska Tobie?

środa, 21 grudnia 2011

#154

Droga Tachykardio!

Powiedz mi jak to jest z obietnicami? Czy zdarza Ci się obiecać coś a potem nie dotrzymać słowa? Wiem, że tak niestety bywa w naszym życiu że… mimo wszystko nie udaje nam się dotrzymywać złożonych obietnic. Mimo iż bardzo byśmy tego chcieli. Bo przecież los weryfikuje nasze plany. I rzadko bywa tak jakbyśmy tego chcieli. Dzisiaj opowiem Ci o książce którą właśnie skończyłam czytać.

„Obiecaj mi” Richard’a Paul’a Evans’a to bardzo wyjątkowa książka. Z Autorem spotykam się już po raz drugi i wiem, że nie ostatni. Niedawno czytałam jego książkę „Kolory tamtego lata” i się zachwyciłam. Ale wiem, już o tamtej opowiadałam. Zdania nie zmieniłam i nadal twierdzę, że o miłości najpiękniej potrafią pisać mężczyźni. Ale czekaj, bo ja znów odbiegam od tematu i jak zwykle mój list będzie nieskładny. „Obiecaj mi” to najnowsza powieść autora. Powiem krótko: musisz ją przeczytać.

Beth, główną bohaterkę poznajemy w momencie przygotowań do świątecznej kolacji w 2008 roku. Zanim zejdzie na uroczysty posiłek, sięga do szafy i wyciąga z niej szkatułkę. Przechowuje w niej dwa piękne wisiorki, które otrzymała od kochających ją mężczyzn. Od mężczyzn którzy złożyli obietnicę. Pierwszy z nich otrzymała od mężczyzny który złamał złożoną obietnicę, drugi od tego który jej dotrzymał. Skomplikowane? Słuchaj dalej. Przeglądając szkatułkę przenosimy się wraz z główną bohaterką do roku 1989 i wraz z nią wspominamy to co się od tamtego czasu wydarzyło. Był to trudny rok. Życie które było misternie ułożone, zaczęło się sypać. Mąż złamał obietnicę którą złożył podczas przysięgi małżeńskiej. Nie jest to jednak koniec zmartwień. Otóż okazuje się, że ukochana córeczka Charlotte cierpi na chorobę której nie potrafią zdiagnozować lekarze. Żeby było mało pojawiają się problemy w pracy a niewierny mąż umiera na raka. Kiedy Beth myśli, że życie nie ma sensu, że nie może ufać już mężczyznom, na jej drodze staje Mathew, który przywraca jej wiarę w sens istnienia. Ale tak do końca nie jest tym za kogo się podaje. Czy Beth będzie w stanie mu całkowicie zaufać? Czy po poznaniu historii Mathew jej życie zmieni się? O tym musisz przekonać się już sama.

Jak zwykle czytając Evans’a zatraciłam się w historii przez niego opowiedzianej. Świat zewnętrzny przestał istnieć. Książka wciąga od pierwszych stron i nie wypuszcza aż do końca. Tym razem akcja dzieje się w Utah, jednak są akcenty europejskie. Mathew jest Włochem i wraz z Beth oraz Charlotte odwiedza swe rodzinne miasto Anacapri. Książka jest przepełniona skrajnymi emocjami: jest miłość, jest ból, jest tęsknota, nadzieja, zwątpienie. Kiedy czytałam historię Beth, zastanawiałam się dlaczego Autor tak bardzo namieszał w jej życiu i wystawił na ciężką próbę? I doszłam do wniosku, że z nami jest dokładnie tak samo. Kiedy myślimy, że już jest dobrze, podcina się nam skrzydła. A ktoś kto obiecywał nas kochać, nie dotrzymuje obietnicy.

Książka nie jest typowym romansem. Jest w niej trochę magii. Jestem pewna, że podczas czytania nie raz zakręci Ci się w oku łza. Tak jak mnie. I mam nadzieję, że podobnie jak ja będziesz kibicować Beth, żeby w końcu była szczęśliwa. Bo przecież wszyscy na to zasługujemy.

Pozdrawiam Cię bardzo cieplutko w to zimowe popołudnie
Archer

P.S.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa ZNAK Literanova.