Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ekspozycja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ekspozycja. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 stycznia 2016

#365





Droga Tachykardio! 
 
W nowym roku postanowiłam zabrać się za dwa wyzwania czytelnicze. Pierwszym jest czytanie polskich kryminałów a drugim wyczytywanie swoich książek z półek. W sumie pomysł całkiem niezły w szczególności, że na półkach mam kilka kryminałów polskich autorów, które chciałabym w końcu przeczytać. Na pierwszy ogień poszła w końcu „Ekspozycja” Remigiusza Mroza.

Pewnego dnia na krzyżu na Giewoncie turysta znajduje ciało zamordowanego mężczyzny. Niby nic niebywałego, ale nieboszczyk miał w ustach monetę. Wiktor Forst chce koniecznie dowiedzieć się, kto dokonał morderstwa. Niestety nie będzie miał takiej możliwości. Ktoś odsuwa go od śledztwa. Jednak Forst nie ma zamiaru tak łatwo się poddać. Usilnie chce rozwiązać zagadkę tajemniczego morderstwa. Wraz z dziennikarką Olgą Szrebską postanawia na własną rękę dopaść zabójcę. Czy w końcu mu się to uda i co po drodze przeżyje ‒ o tym poczytać sama. Nie mogę zdradzić ci więcej szczegółów, bo sama nie wiem kto zabił.

Remigiusz Mróz to gorące nazwisko na rynku książki. Wszyscy chcą czytać wszystko co wyjdzie spod pióra Autora. I jak to jedna z blogerek świetnie podsumowała: czujemy się zamrozowani. Niestety w przypadku „Ekspozycji” nie czuję się zamrozowana, ani tym bardziej zamrożona. Wręcz przeciwnie. Ta książka mną nie wstrząsnęła, nie pochłonęła i nie wciągnęła od pierwszej strony jak to było w przypadku „Kasacji” czy też „Zaginięcia”. Nie miałam problemów z jej odłożeniem na później. W głowie kłębiło mi się tylko pytanie: I co jeszcze im Autorze zgotujesz? Oczywiście miałam na myśli głównych bohaterów.

Bo w książce dużo się dzieje. Nie mam na myśli tego, że trup ściele się gęsto, jak to w kryminałach czasem bywa. Nie ‒ mamy owszem kilka trupów i międzynarodowe śledztwo, ale bardziej mam na myśli to jak potraktował Mróz bohaterów. Powiem Ci szczerze, że ich nie oszczędzał. W pewnym momencie zaczęłam się nawet zastanawiać czy główny bohater to wszystko przeżyje, ale potem doszłam do wniosku, że książka nie obejdzie się bez głównego bohatera. Więc: będzie żył. Ale i tak uważam, że Forst to cyborg. No sorry, ale… Posłuchaj. Forst kiedy dowiaduje się, że go odsunęli od śledztwa sam postanawia działać. Zabiera ze sobą Olgę i wtedy akcja naprawdę się rozkręca. Uciekają przez agentami służb bezpieczeństwa, którzy podobnie jak policja depczą im po piętach, starają się rozwiązać zagadkę historyczną, zostają porwani, bici, więzieni. Uciekają przez zieloną granicę na Ukrainę w poszukiwaniu odpowiedzi na nurtujące pytania. Czytając książkę nasuwają mi się pytania: długo jeszcze? Ileż można? Skąd Autor wytrzasnął pomysł na intrygę historyczną nie wiem, ale jest to pomysł na miarę samego Dan’a Brown’a i przyznaję, że całkiem nieźle mu to wyszło. Chylę czoła, w szczególności, że intryga zahacza o biblię, a to jak wiemy czasem kruchy temat, jak lód na zamarzniętym jeziorze. Choćby na Ukrainie.

Kilka razy miałam ochotę rzucić książką, ale… szkoda mi jej było. No i powiem Ci w sekrecie, że byłam ciekawa jak się historia kończy. A kończy się tak, że ma się ochotę krzyknąć: Cholera jasna, jak tak można??? I zgodzę się z jedną opinią: „Podobno mężczyzn ocenia się nie po tym jak zaczynają a jak kończą. Mróz potrafi kończyć.” Mróz potrafi kończyć tak, że klękajcie narody. Na półce czeka kolejna część przygód Forsta. Ale podchodzę do niej z dystansem i niekłamaną ciekawością. Niestety, musi swoje odczekać.

Pozdrawiam
Archer