Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 52 Book Challenge PL 2018. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 52 Book Challenge PL 2018. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 1 sierpnia 2019

#525 - Chroń ją



K.A.Tucker „kupiła mnie” serią „Ten tiny breaths”. Powieści obyczajowe z gatunku Young Adult spodobały mi się tak bardzo, że postanowiłam przeczytać „Chroń ją”. 

Noah prowadzi normalne życie. Jego matka , komendant policji, obwinia się o zniszczenie rodziny swojego byłego partnera. Chłopak odkrywa tajemnice sprzed wielu lat i po samobójstwie matki musi sam poukładać to o czym usłyszał od niej przed jej śmiercią. Rozwiązywanie tajemnicy, doprowadzi go do Gracie - córki byłego partnera matki. Jej ojciec zginął jako skorumpowany gliniarz. Gracie i Noah za wszelką cenę będą próbowali oczyścić jego dobre imię. 

Całą historię poznajemy na dwóch płaszczyznach czasowych. Przeszłość przeplata się z teraźniejszością opowiadaną z punktu widzenia dwójki bohaterów. 

Na prowadzenie wysuwa się wątek kryminalny. Dla osób, które znają K.A.Tucker tylko z powieści obyczajowych, może to być zaskoczenie. Dla mnie było tym pozytywnym.

Postacie są dobrze wykreowane, a wątek kryminalny poprowadzony sprawnie. Mamy tutaj samobójstwo, korupcję, zakłamanie i uzależnienie od narkotyków. Powieść jest cały czas dynamiczna. Cały czas coś się dzieje, a elementy układanki wskakują na swoje miejsce. 

Fani książek Autorki będą zadowoleni, tak samo jak osoby sięgające po jej książki pierwszy raz. 

Zdecydowanie polecam. 



czwartek, 25 lipca 2019

#523 - Psiego najlepszego



Ostatnio wybierając się do lekarza, w ostatniej chwili wrzuciłam do torebki czytnik. W sumie, tego nie planowałam, bo byłam przekonana, że szybko stamtąd wyjdę. Wiecie, płonne nadzieje, że tłumów nie będzie. Niestety, w przychodni spędziłam ponad trzy godziny, a czytnik uratował mnie przed nudą i bezsensownym scrollowaniem ekranu telefonu przy przeglądaniu mediów społecznościowych. Siedząc w poczekalni, przejrzałam listę książek. Od razu, wpadł mi w oko tytuł „Psiego najlepszego. Był sobie pies na święta” Bruce W. Cameron’a. 

Josh Michaels leczy złamane serce. Wciąż zbiera się po odejściu Amandy. Mieszka samotnie w górach i zdalnie pracuje, zajmując się interfejsami. Pewnego wieczoru jego życie zostaje wywrócone do góry nogami. Sąsiad mieszkający obok, zostawia mu pod opieką ciężarną suczkę Lucy. Mężczyzna jest przerażony, gdyż nigdy wcześniej nie miał psa bał się takiej odpowiedzialności za zwierzę. Niestety, kiedy dochodzi do porodu, okazuje się, że szczeniaki są martwe. Josh martwi się tym, że to jego wina, że sunia straciła swoje maleństwa. Kiedy wraca z Lucy do domu od weterynarza, znajduje karton pełen szczeniaków. Psy oraz poznana w schronisku Kerri zmienią jego życie. 

Uwierzcie mi, po raz pierwszy cieszyłam się, że moja wizyta u lekarza trwa tak długo, bo bez problemu mogłam poznawać losy głównego bohatera. 

Książka porusza bardzo ważny temat we współczesnym świecie: przyjaźń człowieka i psa. Przywiązanie do siebie, dbałość i troskę, a także tego jak dużą rolę zwierzęta odgrywają w naszym życiu. Josh, który wcześniej nie miał styczności z psami, dość szybko odnalazł się w nowej sytuacji. Mimo iż psy całkowicie zawładnęły jego światem. Mężczyzna odkrywa nowe emocje, uczucia i uczy się odpowiedzialnością za siebie i psiaki oraz podejmuje decyzje nie tylko związane ze zwierzętami ale także z miłością, która niespodziewanie puka do jego drzwi. 

Jeśli poszukujecie optymistycznej historii, która Was wzruszy i wywoła uśmiech na twarzy, to „Psiego najlepszego” jest lekturą obowiązkową. A do tego świąteczny klimat, nada tej opowiadanej historii odrobine magii. 

Polecam 

niedziela, 21 lipca 2019

#522 - Światło o poranku



Droga Tachykardiio!

Chyba znowu wracam na właściwe tory czyli do pisania listów do Ciebie. I powiem ci, że mi tego bardzo brakowało. A tobie? Czy też Ci tego brakowało? Tych moich listów, takich rozmów przez Polskę? Bo przecież mieszkasz w centrum, a ja prawie na południu.

Postanowiłam zaklinać wiosnę. To znaczy zabrać się za książki pełne słońca i miłości. Bo przecież miłość, podobnie jak kwiaty, kwitnie właśnie wiosną. Dlatego postanowiłam wrzucić na czytnik książkę Krystyny Mirek „Światło o poranku”.

Święta odeszły w zapomnienie. Magda stara się pozbierać po rozstaniu z Konstantym, który zostawił ją dla swojej szefowej Luizy. Michał nie przyznaje się, przed światem do swoich uczuć, twierdząc, że jest ono zupełnie nieodwzajemnione. Bartek by nie sprawiać najstarszemu bratu zmartwień, stara się dobrze pracować. Natomiast Bianka wraca do Warszawy, do matki, myśląc, że uczucie do Michała jest nieodwzajemnione. Szara codzienność stolicy i prawda o przeszłości przytłacza ją tak bardzo, że ucieka. Jak potoczą się losy bohaterów? Na pewno zaskakująco. Ale ty wiesz, że o szczegółach musisz poczytać sama.

Powiem ci, że brakowało mi tej czwórki. Tęskniłam za Willą pod Kasztanem gdzie pachniało domowym ciastem a każdy gość był ciepło przyjmowany. Dom Babci Kaliny to taka przystań, w której każdy zbłąkany wędrowiec znajdzie swoje miejsce. I tak właśnie jest z Antkiem oraz Bianką. 

W tej części poznajemy matkę Bianki, oraz jej historię. Dowiemy się co działo się w młodości Patrycji i jak bardzo duży miała wpływ na jej późniejsze życie. Autorka oczywiście nie zapomniała o rodzicach Konstantego, którzy przeżywali kryzys małżeński. Wszystko jest idealnie wplecione w losy pozostałych bohaterów. 

Bardzo lubię książki Krystyny Mirek. To historie pełne rodzinnego ciepła, miłości, szczęścia i nadziei, że z każdego upadku podniesiemy się silniejszy. Polecam



Pozdrawiam serdecznie
Archer

środa, 17 lipca 2019

#521 - Kredziarz




Zdarza mi się sięgać po książki, po które zapewne nigdy bym nie sięgnęła. Ale sięgam też po takie, które mnie zafascynują chociażby samym opisem fabuły. Albo chociażby rekomendacjami innych czytelników. Wiecie, chcę sobie wyrobić opinię. Przekonać się czy wszystkie zachwyty nad daną pozycją są słuszne. W przypadku książki „Kredziarz” C.J.Tudor było dokładnie tak samo. 

Jest rok 1986. Piątka zgranych przyjaciół mieszka w małym, sennym, angielskim miasteczku. Wolny czas spędzają jeżdżąc na rowerach, na wygłupach. Ich spokój zostaje przerwany wypadkiem w wesołym miasteczku. W tym samym czasie do miasteczka przyjeżdża nowy nauczyciel. Dzieciaki porozumiewają się między sobą kolorowymi rysunkami ludzików z kredy. Pewnego dnia jeden rysunek doprowadza ich do ludzkich zwłok. To całkowicie zmienia ich życie. Po trzydziestu latach Eddie wraz z przyjaciółmi otrzymuje tajemnicze koperty z kredą i symbolem sprzed lat. Nie biorą ich na poważnie, do czasu aż jeden z nich ginie. To nie przelewki. Eddie postanawia dowiedzieć się, co tak naprawdę wydarzyło się te trzydzieści lat temu. 

„Kredziarz” nie jest typowym kryminałem. Owszem mamy tutaj morderstwo i poszukiwanie winnego. Ale to także studium dzieciństwa w małym miasteczku i to jak wyglądało życie w latach osiemdziesiątych, kiedy nie było telefonów komórkowych, tabletów ani komputerów. To dzieciństwo, które nie było wcale takie beztroskie jakby się mogło wydawać. To pokazanie problemów ówczesnego świata. A także, że nasze czyny i to co robimy mogą odnieść inne skutki niż tego oczekiwaliśmy. 

Akcja „Kredziarza” snuje się powoli jak życie w Anderbury. Jednak cała historia sprawia, że czytelnik wczuwa się w mroczny klimat. Dodatkowym plusem jest retrospekcja – to co działo się trzydzieści lat temu i to co dzieje się współcześnie. Dzięki temu zabiegowi czytelnik poznaje życie bohaterów, ich charaktery i to co ich ukształtowało. Trzeba przyznać, że Autorka potrafi wyprowadzić czytelnika na manowce. Kiedy już łapiemy trop i domyślamy się, kto co i jak, następuje zwrot akcji i mamy totalny mętlik w głowie. Szukamy dalej by znów znaleźć się w ślepym zaułku. 

Jeśli chodzi o bohaterów to wiodący jest tutaj Eddie. To właśnie z jego punktu widzenia poznajemy całą historię. To on przedstawia swoich przyjaciół, ich życie codzienne, relacje z rówieśnikami. Każdy z nich ukrywa jakiś sekret, mimo iż są przyjaciółmi, nie dzielą się wszystkim między sobą. Są zgrani, bo żaden z nich nie ma normalnego domu. A odnalezienie zwłok całkowicie ich odmienia. To ich łączy na całe życie. 

„Kredziarz” to inteligentny kryminał z zaskakującym zakończeniem, gdyż nic nie jest takie jakie się wydaje podczas rozwiązywania przez czytelnika zagadki. Książka angażuje od samego początku i nie pozwala na odłożenie do samego końca. 

Polecam



sobota, 13 lipca 2019

#520 - Stało się



Droga Tachykardio!

Chyba znów weszło mi w nawyk pisanie listów do Ciebie. Dzięki temu wiesz co warto czytać, a co omijać szerokim łukiem. Dzisiaj będzie o tych które można przeczytać, ale…
Sięgam po różne książki, debiuty, nowości znanych i lubianych przeze mnie autorów, ale także po takie o których nie jest głośno. Ewentualnie ktoś gdzieś polecił, a ja postanowiłam wyrobić sobie własne zdanie na ich temat. I tak właśnie było w przypadku książki „Stało się” Magdaleny Kuydowicz.

W tajemniczych okolicznościach ginie kochanek Matyldy, dziennikarki telewizyjnej. Dodatkowo w jej otoczeniu dzieją się niepokojące rzeczy dlatego wraz z przyjaciółką Natalią i porucznikiem Kudełką, postanawia wszcząć własne śledztwo. I tak, lądują w nadmorskim miasteczku, gdzie zaginiony miał dom. Śledztwo dzielą pomiędzy wczasami na turnusie odchudzającym a odnajdywaniem kolejnych trupów.

No cóż… nie jest to do końca komedia kryminalna jak może sugerować opis na okładce. Prawdę mówiąc, to nawet koło takowej nie leżało. I jeszcze porównanie książki do twórczości Joanny Chmielewskiej jak dla mnie jest nad wyrost. Chmielewska miała swój styl i owszem swoich następców. Chociażby świetne kryminały Olgi Rudnickiej gdzie komizm wylewa się ze stron powieści, a czytelnik co rusz wybucha śmiechem. Podobnie w przypadku książek Marty Obuch czy też Alka Rogozińskiego. Tu tego niestety nie ma. Owszem uśmiechnęłam się pod nosem kilka razy, ale to tylko tyle. Nic więcej. A sama zagadka kryminalna jest jak dla mnie trochę niedopracowana i chaotyczna. Brakuje w niej czegoś spójnego. Mam wrażenie jakby się rozjeżdżała.

Nie wiem czy sięgnę po coś innego pióra Magdaleny Kuydowicz. Może kiedyś z ciekawości by się przekonać czy jest lepiej.

Ale póki co, tej ci nie polecam.

Pozdrawiam Archer

niedziela, 7 lipca 2019

#519 - Trup na plaży i inne sekrety rodzinne




Powiem Wam, że kryminał na wesoło plasuje się u mnie dość wysoko. To znaczy, że jeśli miałabym wybrać kryminał gdzie krew kapie z każdej strony lub gdzie co stronę wybucham niekontrolowanym śmiechem, to wierzcie mi zdecydowanie wybieram to drugie. Tak, to tygryski, albo raczej Archer lubi najbardziej. Kiedy dowiedziałam się, że Aneta Jadowska (tak, dokładnie ta sama co pisała o Dorze Wilk) popełniła kryminał, złapałam się za głowę. Ale jak to? Tak to i to całkiem nieźle. Gdy tylko „Trup na plaży i inne sekrety rodzinne” pojawił się na Legimi, odpaliłam czytnik i wylądowałam w Ustce. 

Magda Garstka po zakończeniu studiów w Łodzi, powraca wraz z babcią do rodzinnej Ustki. Pewnego dnia będąc na porannym spacerze, odnajduje trupa. Nie byłaby sobą, gdyby nie przeprowadziła śledztwa na własna rękę. W końcu niedaleko pada jabłko od jabłoni, jej ojciec był policjantem. Dodatkowo odkrywa tajemnice babci i poznaje jej przeszłość. Dowie się także kim są dziewczyny pracujące w prowadzonym przez babcię pensjonacie. 

Jak na pierwsze spotkanie z twórczością Anety Jadowskiej to jestem zachwycona. Nie wiem czy z ciekawości sięgnę po jej cykle fantastyczne, ale po kolejną część przygód Magdy Garstki na pewno. 

Nie jest to taki bardzo kryminalny kryminał. Chodzi o to, że oprócz śledztwa i trupa, mamy wyśmienite tło społeczno-rodzinne. Bo to dzięki swojemu śledztwu Magda odkrywa tajemnice babki. Autorce udało się przemycić do swojej powieści, i to całkiem zgrabnie wątek przemocy domowej. 

Jeśli poszukujecie lekkiego kryminału to „Trup…” nadaje się do tego idealnie. Zastanawia mnie jedna sprawa: jak fani Jadowskiej – tej od Dory Wilk, odbiorą Jadowską od Garstki? Czy się zawiedli? Chyba podrzucę „Trupa…” mojemu Mężowi, bo on czytał pozostałe książki Autorki i będzie miał porównanie. 

A ja, jak zwykle polecam. 




sobota, 16 lutego 2019

#509 Życie na zamówienie



Droga Tachykardio!

Jak już zauważyłaś sięgam coraz częściej po książki naszych rodzimych Autorów czy też Autorek. To wcale nie uwłacza Autorom zagranicznym, jednemu jak wiesz jestem wierna i jest to Musso. Jednak nie o tym chciałam pisać. Do długiej listy ulubionych Autorek dołączyła właśnie Karolina Wilczyńska. Mam już za sobą kilka książek tej Autorki, ale chcę ci opowiedzieć o tej którą niedawno przeczytałam. A jest to „Życie na zamówienie czyli espresso z cukrem.”

Miłka na co dzień pracuje w pensjonacie swoich rodziców w Busku Zdroju. Ogólnie wiedzie spokojne życie, dyktowane rytmem pracy i przyjazdami kuracjuszy. Niestety pewnego dnia, ukochana babcia trafia do szpitala. Przed swoją śmiercią wyjawia Miłce skrywany od wielu lat sekret. Wyjawienie go, całkowicie zmienia życie dziewczyny. Miłka, pakuje wszystkie swoje rzeczy i postanawia wyjechać do Kielc, by tam rozpocząć całkiem nowe życie. Dosłownie od zera, bez najbliższych, bez pracy i bez dachu nad głową. Przez zupełny przypadek trafia w progi małej „Kawiarni za rogiem” gdzie udaje jej się dostać pracę. Czy uda jej się tam dłużej zatrzymać? Kim jest jej prześladowca? Czy uwolni się od niego sama czy z pomocą? I czy szef, okaże się rycerzem na białym koniu?

Kiedy zabierałam się za powieść, wiedziałam, że nie dostanę przesłodzonej opowieści, tak jakby mógł sugerować tytuł czy też okładka. Poza tym, espresso z cukrem to mimo wszystko mocna dawka kofeiny i co z tego że z cukrem? Życie jest jak ta kawa, o czym przekonała się na własnej skórze główna bohaterka powieści.

Czytelnik biorąc do ręki powieść Karoliny Wilczyńskiej może być nastawiony na lekką lekturę. Jednak, jeśli już kiedyś czytał inne powieści Autorki, to wie, że Karolina w swoich książkach nie boi się poruszać trudnych tematów. Robi to z taką gracją i zupełnie nie nachalnie, że każdy będzie zadowolony. I tak na przykład został poruszony temat braku akceptacji swojego wyglądu. Miłka nie należy do grupy modelek z Victoria’s Secret. Traci wiarę we własne piękno, kiedy na każdym prawie kroku słyszy niewybredne żarty na swój temat. A przecież każdy z nas jest piękny, piękno nosimy w sobie. Jednocześnie pojawia się temat stalkingu. Widzimy i czujemy strach ofiary i jej bezradność wobec oprawcy. 

Wspominałam, że przed śmiercią babcia wyjawiła Miłce tajemnice. Niestety do samego końca nie dowiadujemy się co też usłyszała główna bohaterka. I nie wiemy dlaczego odcięła się od swojej rodziny. Owszem, możemy się domyślać, ale przecież nie mamy pewności czy to o czym myślimy to prawda. 

Dlatego z niecierpliwością oczekuję kontynuacji by dowiedzieć się co u Miłki? Czy uwolni się od prześladowcy i znajdzie miłość?

Polecam bez dwóch zdań
Archer

wtorek, 8 stycznia 2019

#502 Szczęście za horyzontem


Jak już zdążyliście zauważyć (oczywiście jeśli jeszcze ktoś tu zagląda) lubię polską literaturę. Bardzo rzadko sięgam po zagranicznych autorów, ale zdarza mi się. Ale tym razem znów Wam opowiem o powieści napisanej przez jedną z moich ulubionych polskich Autorek. Twórczość Krystyny Mirek znam chyba od początku jej przygody pisarskiej. Jeśli nie od pierwszej książki to na pewno pierwszej, jaką wydała w Wydawnictwie Feeria. Od tamtego czasu z ogromną przyjemnością sięgam po Jej powieści, które są pełne ciepła i każdego czytelnika wypełniają nadzieją. I taka też jest książka „Szczęście za horyzontem”. 

Jedna nierozważna decyzja doprowadza do tragedii. W ułamku sekundy świat Justyny zostaje wywrócony do góry nogami. Podczas wypadku samochodowego traci swoje nienarodzone bliźniaki. Jej związek z ojcem dzieci, nie przetrwał tego nieszczęścia. Kobieta pozostaje z tym bólem sama, dodatkowo skłócona z rodziną nie wie co robić. Stawia wszystko na jedną kartę i wyjeżdża do swojej ukochanej babci. Opowiada jej o ostatnich wydarzeniach. Starsza Pani podpowiada jej co mogłaby zrobić, by sumienie przestało ją tak bardzo gryźć. I w ten sposób Justyna trafia pod dach Jana i jego rodziny. Jan sam wychowuje trójkę dzieci, które podczas jego nieobecności są zdane same na siebie. Do czasu, gdy na ich progu staje Justyna. Jak bardzo zmieni się życie ich wszystkich musicie przeczytać sami. 

Po raz kolejny udało się Krysi stworzyć historię, która porusza serca czytelników. Która wzrusza, każe się zatrzymać i przemyśleć swoje życie. Pokazuje, że niestety w dzisiejszych czasach ludzie oceniają po pozorach. Nie zagłębiając się w szczegóły oceniamy to co widzimy. A przecież nie wiemy dlaczego ktoś znalazł się w takiej sytuacji. Dopóki nie założymy czyiś butów, nie jesteśmy w stanie stwierdzić, ile w życiu przeszedł. 

Autorka w powieści pokazuje, że ktoś zupełnie obcy jest nam czasem bardziej pomocny aniżeli ktoś z bliskich. Tylko musimy temu komuś zaufać, pozwolić się zbliżyć, dostrzec dobro. Poza tym historia pokazuje, że czasem trzeba przejść długą drogę by być szczęśliwym. 

Pewnie się powtórzę, mówiąc, że Autorka w swoich powieściach snuje realistyczne historie a jej bohaterowie są nam bardzo bliscy. Jakby mieszkali zaraz obok. Czytelnik się z nimi zaprzyjaźnia i kibicuje od samego początku. Trzyma kciuki za happy end. 

„Szczęście za horyzontem” to historia na wskroś prawdziwa. Pełna dobra, miłości, wybaczania i pomocy bliźnim. Polecam bez mrugnięcia okiem.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Edipresse 

sobota, 5 stycznia 2019

#500




W okresie zimowym najbardziej lubię czytać książki w klimacie świątecznym. Czytam by nastroić się na święta, by wczućsię w ich magię. Tak, nie przepadam zbytnio za tym okresem. Na szczęście jest on już za nami, ale takie książki będą mi jeszcze przez chwilę towarzyszyć. Ostatnio dzięki współpracy Śląskich Blogerów Książkowych z Księgarnią Tak Czytam w Katowicach, udało mi się sięgnąć po debiutancką powieść Cassandry Rocca „Wszystko przez ten Nowy Jork”.

Clover O’Brien mieszka sama w Nowym Jorku. Pracuje jako „personal shopper”. Ma ognisto rude włosy, taki sam temperament oraz niewyparzony język. Wyprowadza z równowagi matkę, nie przepada za bratową, a stosunki z bratem uległy ochłodzeniu. Uwielbia atmosferę świąt, ich magię oraz całą otoczkę z nimi związaną. Cade Harrison to gwiazda kina. Po burzliwym związku i rozstaniu, ukrywa się w willi swojego przyjaciela w Nowym Jorku. Bardzo chce odpocząć od szumu wokół swojej osoby. Niestety los bywa przewrotny i pewnego dnia wpada na niego pewna, urocza ruda dziewczyna. Czy z tej mąki może powstać chleb?

Przyznam się Wam szczerze, że książkę wchłonęłam jak makaron na obiad. Zasiadłam i skończyłam. Oczywiście z przerwą na sen, jedzenie i kilka odcinków serialu. 

Powieść Rocci należy do tych z gatunku lekkich, łatwych i przyjemnych. Owszem jest bardzo przewidywalna, ale czasem moża po taką pozycję sięgnąć. By oderwać się od codzienności i zanurzyć się w magiczny świat bohaterów. Biegać po śniegu w Central Parku, uciekać przd paparazzji czy zjeść kolację w towarzystwie bożyszcza kobiet. 

Bawiłam się świetnie podczas czytania. Dopingowałam Clover od samego początku. Trzymałam kciuki by w końcu znalazł się ktoś kto ją uszczęśliwi. Myślę, że każda chciałaby się znaleźć na jej miejscu. 

Jeśli szukacie książki idealnej na zimę, to właśnie ta do takich się zalicza. Wzruszycie się, pośmiejecie i zachwycicie zaśnieżonym Nowym Jorkiem. Polecam.

wtorek, 1 stycznia 2019

#498



Łapię się na tym, że ostatnio sięgam po książki z cyklu łatwych i przyjemnych. Gdzie królują historie z okolic bożonarodzeniowych. Nic na to nie poradzę, że lubię czytać świąteczne powieści, pełne miłości i świątecznych klimatów. One sprawiają, że łagodnieję, zatrzymuję się na chwilę, uśmiecham. I tak też było przy powieści „Miłość zimową porą” Carrie Elks. 

Kitty Shakespeare stara się o staż w branży filmowej Los Angeles. Niestety, nikt nie chce zatrudnić zdolnej studentki. Pewnego dnia odbiera telefon z propozycją pracy. Nie jest to jednak staż, tylko posada niani u pewnego producenta filmowego. Praca nie w Los Angeles, tylko z mroźnej Wirginii. Sam przyjazd dziewczyny to wielka przygoda. Potrąca samochodem jelenia i staje oko w oko z pewnym przystojniakiem, który nie robi na niej najlepszego wrażenia. Okazuje się, że to Adam Klein, świetny reportażysta, mieszkający w domku nad jeziorem. Przysłowie „Kto się czubi ten się lubi” pasuje do tych dwojga idealnie. Między nimi zaczyna iskrzyć. Czy zaiskrzy wystarczająco mocno? Jaką tajemnicę skrywa Adam? Czy Kitty uda się zdobyć wymarzony staż?

Och, co to była za huśtawka emocjonalna. Muszę przyznać, że dawno nie czytałam takiej właśnie historii. Całość poznajemy z dwóch punktów widzenia. Jest historia Kitty, która marzy o stażu w branży filmowej. Pracę niani bierze tylko dlatego, że ma nadzieję iż uda się jakoś jej wkręcić do tego świata przez Everetta Kleina, znanego producenta filmowego. Na początku swojej przygody poznaje Adama. No cóż, mężczyzna nie sprawia, że od pierwszej chwili da się go polubić. Wręcz przeciwnie. Jest gburowaty i tajemniczy. Co sprawia, że troszkę ją fascynuje. Adam, skrywa tajemnicę z przeszłości, o której nie chce mówić. Oraz poznajemy poprzez sesje terapeutyczne samego Adama. Nie odkrywamy do końca jego sekretów, ale dowiadujemy się dlaczego mieszka samotnie w starej chacie nad jeziorem. 

Pomimo, że całość jest bardzo przewidywalna, to jednak książkę czytałam z ciekawością. Może dlatego, że zastanawiałam się jak ostatecznie potoczą się losy bohaterów. Całość jest przeplatana także rozpadem małżeństwa Everetta oraz przygotowaniami do świąt. Momentami czułam tę magię. Nie można jeszcze zapomnieć o siostrach Shakespeare, które wspierają Kitty, chociaż każda mieszka w zupełnie innym miejscu. Powieść pokazuje, że więzy rodzinne są bardzo ważne. Nie ważne gdzie rzuci nas los, bliscy zawsze będą najważniejsi. 

Polecam na zimowe wieczory. Mam nadzieję, że ta książka stanie się bestseller'em. Takie ciepłe historie, zawsze rozgrzewają zimowe serca. 

poniedziałek, 12 listopada 2018

#495



Kiedy nadchodzi jesień, lubię sięgnąć po dobry kryminał. Nie wiem dlaczego tak się dzieje. Może chodzi o to, że dzień staje się krótszy a jesienna słota sprawia, że popadam w mroczny stan. Dlatego 
z ogromną przyjemnością sięgnęłam po książkę Darii Orlicz „Diabelski młyn”. Ciężko napisać opinię 
o kryminale by nie zdradzić zbyt wiele, a przede wszystkim tego „kto zabił?”

W nadmorskim miasteczku czas płynie wolno, ale nie do końca spokojnie. Młodszy aspirant Krzysztof Bugaj będzie musiał rozwiązać kilka spraw: śmierci młodej ciężarnej Litwinki, gwałtu na młodej letniczce oraz porwania małej dziewczynki. Będzie także rozdarty pomiędzy zaborczą kochankę i żonę, która ukrywała mroczny sekret z przeszłości.

Przyznam, że tej książki nie mogłam czytać jednym ciągiem. Musiałam ją co jakiś czas odkładać by wziąć głęboki oddech i się uspokoić. Autorka w bardzo realistyczny sposób przedstawiła brutalność otaczającego świata. Opisała sytuacje, które mają miejsce za zamkniętymi drzwiami niektórych domów. I to przeraża najbardziej. Bo czytając ten kryminał uświadamiamy sobie, że gdzieś – może zupełnie niedaleko nas – dochodzi do porwań młodych kobiet, które kończą wywiezione do domów publicznych za granicą. Że małe dzieci są wywożone i sprzedawane za grube pieniądze, albo w najgorszym wypadku molestowane i wykorzystywane seksualnie. 

„Diabelski młyn” to wielowątkowy kryminał, który wciąga czytelnika w swój świat i nie wypuszcza go do samego końca. Mimo iż większa część akcji skupia się na młodym aspirancie, jakoś nie zaprzyjaźniłam się z nim zbytnio. Nie wzbudził mojej sympatii. Mam nadzieję, że w kolejnej części, choć trochę się zrehabilituje. Ale patrząc na dotychczasowe jego zachowania, szczerze w to wątpię. 

Autorka skrupulatnie przeplatała wszystkie wątki, by w ostateczności wyjaśnić „co i jak”. Jednak ja osobiście miałam małe zastrzeżenia co do wyjaśnienia niektórych sytuacji. Jak dla mnie za szybko zostało to przedstawione. Tak jakby brakowało pomysłu jak to w ostateczności rozwiązać. Ale chyba tak miało być. 

Jeśli poszukujecie dobry kryminał o którym długo nie zapomnicie, to „Diabelski młyn” jest dla was. Polecam i czekam na kolejną część. 



Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Harper Collins Polska

poniedziałek, 15 października 2018

#494



Mój mąż zarzucił mi ostatnio, że zaczytuję się głównie w powieściach obyczajowych. A i owszem. W okresie kiedy dni są długie, lubię dobre obyczajówki, po kryminały sięgnę gdy nastanie jesień. Pewnie chcecie widzieć, co mam na myśli dobre powieści obyczajowe? Otóż historie w nich zawarte są… z życia wzięte, a czasem wręcz dosłownie. Bo takie piękne historie, które urzekają pisze samo życie. Nie trzeba wysilać wyobraźni by stworzyć fikcję. Taką opowieścią podzieliła się ostatnio Anna H. Niemczynow w swojej najnowszej książce „Zostań ile chcesz”. 

Alicja to kobieta, która samotnie wychowuje córkę. Pracuje na dwa etaty, by pewnego dnia spełnić marzenie o domu z białymi filarami oraz o miłości takiej prawdziwej. Ojciec jej córeczki, złamał jej serce oraz sprawił, że straciła wiarę w miłość. Jej przyjaciółka namawia ją by założyła sobie konto na portalu randkowym. Ma wielką nadzieję, że dzięki temu Alicja znajdzie kogoś wartościowego i właściwego. Maciej mieszka sam w wielkim, nie do końca wyremontowanym domu. Dochodzi do siebie po rozwodzie. Korzysta z tego samego portalu randkowego. Pewnego dnia Maciej natrafia na zdjęcie Ali, które go intryguje podobnie jak dziewczyna. Nawiązuje z nią kontakt. Tylko czy taka znajomość ma w ogóle racje bytu? Czy dwoje ludzi tak bardzo pokiereszowanych przez życie będzie potrafiło kochać, wspierać się a czasem nawet walczyć o uczucia? 

Uwielbiam historie inspirowane życiem. Dlaczego? Ponieważ nigdy nie są przesłodzone i nie są kolorowe. Gdyby takie były, zdecydowanie nie byłyby… szczere. „Zostań ile chcesz” to powieść inspirowana życiem Autorki oraz Jej męża Przemysława. Ania przedstawia całą gamę uczuć, która towarzyszyła im od pierwszego momentu. Opisuje strach, jaki dopada ludzi po przejściach, kiedy na ich drodze staje ktoś nowy. Ale także radość i euforia, jaka im towarzyszy. Oni uczą się na nowo ufać i kochać. A to wcale nie jest takie proste. Przecież gdzieś tam z tyłu głowy tłucze się wielka obawa, że przecież to nie może się udać, bo jest za piękne by mogło być prawdziwe. A może lepiej dać szansę starej miłości, bo przecież ją znamy, wiemy czego można się po niej spodziewać. Tylko po co? Czasem warto zaryzykować i wypłynąć łódeczką na rozszalałe morze. Bo może się okazać, że osoba, która nam w tej podróży towarzyszy, może okazać się tą, która z nami zostanie ile zechcemy. Poza tym Nowa Miłość, ta właściwa, piękna, sprawi, że wyrosną nam skrzydła. Będziemy szczęśliwi. Nowa Miłość pokaże nam, że związek to nie tylko awantury, fochy, ale przede wszystkim wzajemna miłość, szacunek, partnerstwo i rozmowy, dzięki którym będziemy mogli rozwiązać konflikty. 

Książka Anny H. Niemczynow pokazuje, że wszyscy potrzebujemy i zasługujemy na miłość. 

Myślę, że wiele czytelniczek będzie utożsamiać się z bohaterką. Alicja jest taka jak każda z nas. Pełna wątpliwości, strachu przed wejściem w nowy związek. Dodatkowo, Alicja nie może myśleć tylko o sobie. Ma przecież córeczkę, która jest dla niej całym światem. 

Jeśli poszukujecie miłości, bądź już ją posiadacie, to ta książka jest dla Was. W niej znajdziecie wszystko to co poszukujecie w dobrych historiach. 

P.S.
Aniu, dziękuję za wspaniałą historię i czekam na kolejne Twoje powieści, pełne Miłości, Prawdy, samego Życia. Dziękuję

P.S.2
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autorki oraz Wydawnictwa Filia. Za co dziękuję po stokroć.


czwartek, 11 października 2018

#493



O książce Małgorzaty Kursy „Wiedźmy na gigancie” pierwszy raz usłyszałam pewnego czerwcowego wieczoru. Już wtedy wiedziałam, że po tę książkę sięgnę prędzej czy później. Było później. Kolejny głos w sprawie książki pojawił się pewnego dnia w internecie na jednym z portali literackich. W sieci zawrzało, światłowody jarzyły się mocnym światłem, a moja chęć przeczytania rosła z każdą chwilą jeszcze bardziej. W ostateczności udało mi się przeczytać tę książkę i… no cóż. Sami się przekonajcie. 

Redaktorki agencji literackiej „Tercet”, popadają w konflikt z autorem kryminałów Adamem Grandzikiem, który postanawia się na nich zemścić. Podczas imprezy jaką są Imieniny Jana Kochanowskiego dochodzi do podejrzanych zgonów kilku znanych i poczytnych pisarek. Na środowisko literackie pada blady strach. Czy śmierć Autorek była przypadkowa, czy może ktoś pozbywa się konkurencji? Redaktorki, zwane Wiedźmami, na własną rękę starają się rozwiązać zagadkę kryminalną. Czy im się to uda?

Na jednym z portali książkę skategoryzowano jako kryminał i jestem przekonana, że w zamyśle Autorki było podobnie. No dobrze, mamy trupy, ale to tyle. Nic więcej. I te trupy nie pojawiają się od razu na początku tylko gdzieś tak grubo po połowie. Czytelnik na początku zastanawia się kiedy będzie ten kryminał a jak już go ma to… no cóż. Przemilczę. Napisali także, że to komedia. Serio??? Przyznaję się bez bicia, że żadnych wybuchów śmiechu nie było. Nawet kącik ust mi nie drgnął podczas czytania. Dlaczego, skoro wielu czytelników zachwyca się historią opowiedzianą przez Autorkę. 

Obawiam się, że mnie nie porwało, nie zachwyciło. No cóż… myślę, że przede wszystkim chodzi o to, że Autorka usilnie upiera się przy tym, że bohaterowie to „czysta fikcja literacka”. Osoby, które światka literacko – blogowego nie znają, mogą się na to nabrać. Jednak ktoś kto, chociaż trochę w tym świecie „siedzi” bez problemu będzie potrafił w postaciach rozpoznać prawdziwych Autorów, blogerów, czy też redaktorów z Wydawnictw. Nieładnie, Pani Autorko, nieładnie. Nie podoba mi się to i nie akceptuję tego by wyśmiewać się z innych np.: za to jak wyglądają (tu chociażby można wspomnieć o orce), porównywać kogoś do narcyza o mentalności czterolatka czy też wyśmiewać blogerkę za styl w jaki pisze swoje recenzje (tak, znam osobiście i jestem ciekawa czy w tej postaci odnalazła siebie, wstyd Pani Autorko, wstyd). Ponoć miało to być karykaturalne przedstawienie światka literackiego. Świetnie, mogłoby tak być gdyby nie to, że stworzenie „fikcyjnych postaci” i nadanie im określonych rysów sprawiło, że Autorzy bez problemu odnaleźli w nich siebie. 

Miało być zabawnie, a wyszło smutno i żałośnie. Mam wrażenie, że szambo wylało i wszyscy w nim toną. A wiecie co boli najbardziej? Że niektórzy nie widzą w tym problemu, iż ktoś w ten sposób przedstawił kolegów po piórze. 

Ta wojenka jeszcze pewnie potrwa. Bo przecież nie wszyscy się w tym światku kochają. Ok, nie musimy się kochać, ale kurczę, szanujmy się nawzajem i nie zapierajmy, że to fikcja literacka. 

Nieładnie Pani Autorko, nieładnie.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości 

niedziela, 16 września 2018

#492



Jak dobrze wiecie, częściej sięgam po powieści obyczajowe aniżeli thrillery czy też kryminały. Po najnowszą książkę Maxa Czornyja „Najszczęśliwsza” sięgnęłam, gdyż moja Siostra czytała „Grzech” i namawiała mnie na przeczytanie. Jednak sama wybrałam nowość.

I jestem zachwycona. Bardzo dawno żadna książka nie pochłonęła mnie do tego stopnia, że nie mogłam się od niej oderwać. Z każdą stroną byłam ciekawa jak to wszystko się rozwiąże. Owszem miałam kilka tropów, ale Autor tak bardzo poprowadził całą akcję, że jak dotarłam do końca to jedyne co cisnęło mi się na usta to: o kurde, tego się nie spodziewałam. 

Czytajcie, nie wahajcie się, to zdecydowanie najlepsza książka jaką w tym roku przeczytałam. Chylę czoła i wiem, że sięgnę po inne tytuły tego Autora. 


środa, 5 września 2018

#491



Za każdym razem kiedy sięgam po kolejną część serii „Kryminał pod psem”, wiem, że zabawa będzie przednia. To znaczy, że będzie zagadka do rozwikłania, no i wyśmienity humor - obowiązkowy. 
I wiecie co? Znów się nie zawiodłam. Moje napady śmiechu było słychać na pół Zakopanego, bo tak się złożyło, że najnowszy kryminał Marty Matyszczak „Zło czai się na szczycie” czytałam u podnóża samiusieńkich Tater. 

Szymon Solański wraz ze swoim wiernym kompanem Guciem wyjeżdżają na wesele pani prokurator do Zdrojowic. Tam oczywiście spotykają Różę z nowym absztyfikantem i żeby nie było za spokojnie, podczas wesela Szymon odnajduje całkiem „świeże” zwłoki. Od tej pory spokój w miasteczku zostaje zakłócony. A nasi dzielni bohaterowie zabiorą się za rozwiązywanie zagadki morderstwa. Pobyt w Zdrojowicach jest dla Szymona powrotem do przeszłości. To właśnie tam wiele lat temu, w pożarze zginęła jego żona. 

Ale się działo!!! Od pierwszych stron nie mogłam się oderwać. Ale to przy książkach Matyszczak zupełnie zrozumiałe. Przy czwartej książce Autorka nie zatraciła umiejętności połączenia misternie utkanej intrygi kryminalnej i dobrej komedii. Wybuchy śmiechu są na porządku dziennym. Wpadki bohaterów sprawiają, że czytelnik śmieje się do rozpuku, chociaż nie zawsze sytuacje, w których się znajdują, są na pierwszy rzut oka zabawne. Gucio – towarzysz Szymona, nadal ma cięty język i cyniczno – sarkastyczne spojrzenie na zachowanie swojego właściciela i Róży. Muszę jeszcze dodać, że pomiędzy Różą i Szymonem nadal iskrzy. Tak bardzo, że jak tak dalej pójdzie, to pożar może strawić miejsce, w których się znajdą. A zakończenie książki jest tak wielkim uderzeniem obuchem w łeb czytelnika, że po zamknięciu ma się ochotę chwycić za telefon, zadzwonić do Autorki i zażądać natychmiastowego dostarczenia dalszych losów ukochanych bohaterów. 

Tak jak przy wcześniejszych częściach powtórzę: czytajcie Matyszczak. To wyśmienite kryminały nie tylko dla miłośników tego gatunku. Nie zawiedziecie się!!!

piątek, 31 sierpnia 2018

#490




Chyba cieszę się, że w ostateczności nie skusiłam się i nie kupiłam tej książki w papierowej wersji. Bo zapewne klnęłabym, że wydałam kasę na coś co mnie nie porwało i nie zachwyciło. Na szczęście z pomocą przyszło mi moje ukochane Legimi i bez problemu mogłam zabrać się za „Singielka w Londynie” Marty Matulewicz. 

Ewa na zaproszenie swojej przyjaciółki Zosi wyjeżdża do Londynu. Ucieka po rozstaniu z partnerem. Na początku swojego pobytu objawia swój „talent” do wpadania w tarapaty, który nie opuszcza jej aż do samego końca. Ewa dość szybko znajduje pracę oraz miłość. Czy nadal będzie roztrzepana? Czy może w końcu dojrzeje?

Zdecydowanie nie tego oczekiwałam. Miało być lekko i było. Ale też strasznie infantylnie i irytująco. Główna bohaterka doprowadzała mnie do szewskiej pasji. Jej zachowanie sugerowało nastolatkę, a nie dojrzałą panią filolog. Ewa co chwila wpadała w tarapaty, kłopoty ją zdecydowanie kochały. Nie zapominajmy, że robiła przy tym z siebie idiotkę, zapominała języka w gębie, a rozmowy czasem prowadziła na poziomie liceum. Jej przyjaciółka Zosia była trochę lepsza pod względem wpadania w kłopoty, ale zirytowałam się w jednym momencie i miałam ochotę zapytać co zrobiła z rozumem, bo chyba go zgubiła. 

Patrząc na zachwyty na portach literackich zastanawiam się na pewno czytałam tę samą książkę co inni czytelnicy? I dochodzę do wniosku, że chyba nie. 

Owszem książkę czyta się szybko, z nadzieją, że może będzie lepiej. Nie było. Jedynym plusem jaki dostrzegłam podczas czytania, to wspaniały Londyn opisany w ciekawy sposób. Ponoć ma być kontynuacja. Ale nie wiem czy przeczytam. No może, by przekonać się czy Ewa dorosła czy też nadal jest tak samo infantylna i irytująca. Raczej nie polecam. 

P.S.
I tak - jestem gotowa na falę hejtu. Tylko, że o gustach i guścikach się nie dyskutuje. To co podoba się jednemu wcale nie musi oznaczać, że to samo będzie się podobało komuś innemu. 

niedziela, 22 lipca 2018

#489




Zdarza mi się sięgnąć po książkę, którą ktoś kiedyś, gdzieś polecał. Tak właśnie było w przypadku książki „W maratonie życia” Anny H. Niemczynow, którą polecała Magdalena Witkiewicz.

Matylda bierze udział w martonie. To takie odkupienie win. Podczas tego biegu rozlicza się z przeszłością, z wszystkim tym co wydarzyło się w jej życiu. A trzeba przyznać, że wydarzyło się bardzo wiele. Wie czym jest nieodwzajemniona miłość, wie czym jest romans z żonatym mężczyzną oraz utrata dziecka. Jednak kobieta nie załamuje się. Bierze sprawy w swoje ręce i walczy o lepsze jutro dla siebie oraz synka. Czy ta walka będzie wygrana? Czy dotrze do linii mety już jako inna kobieta? O tym poczytajcie sami. 

Wiele razy wspominałam już, że lubię sięgać po książki debiutujących autorów. Lubię jednak odkrywać nowe historie, które porywają od pierwszych stron. I właśnie tutaj tak było. 

Opis i okładka mogą sugerować lekką książkę o bieganiu. Owszem główna bohaterka bierze udział w maratonie, codziennie także biega dla oczyszczenia umysłu, ale to wcale nie jest łatwa historia. Autorka porusza tutaj kilka ważnych tematów. Nie robi tego nachalnie, wręcz przeciwnie wszystko jest subtelnie wplecione w bieg głównej bohaterki. Matylda pomimo młodego wieku została pokiereszowana przez życie. Podczas maratonu rozlicza się z przeszłością, opowiadając o swoim życiu właśnie podczas biegu. Można śmiało powiedzieć, że to spowiedź a meta będzie rozgrzeszeniem. W książce nie znajdziecie pięknych opisów, miłości gdzie zakochani spijają sobie z dzióbków. Mamy tutaj brutalną, szczerą codzienność, która dzieje się za wieloma drzwiami mieszkań. Czytelnik – a na pewno ja – podziwiałam Matyldę od samego początku. Za jej heroizm, za siłę i za to, że nie poddała się wtedy gdy dopadały ją ciosy życia. Przyznam się Wam szczerze, że zastanawiałam się czy też bym miała tyle sił by walczyć o siebie. 

Podsumowując, nie jest to babskie czytadło, tylko powieść z przesłaniem. Jakim? Myślę, że każdy odbierze tę książkę inaczej. Dla mnie najważniejszym było: nie poddawać się i walczyć o swoje szczęście. Bo to od nas zależy jakie życie będziemy wieść. Polecam!!!

P.S.
Aniu, „W maratonie życia” to fenomenalny debiut. Ale to już wiesz, bo zdążyłam Ci o tym powiedzieć podczas naszego spotkania na WTK w maju. Pozostałe Twoje książki też rozkładają na łopatki. Ale o tym to przy najbliższej okazji.



środa, 18 lipca 2018

#488



Droga Tachykardio! 

Bułgaria w latach osiemdziesiątych i na początku lat dziewięćdziesiątych była miejscem gdzie wielu wyjeżdżało na urlop, gdyż nie była drogim miejscem docelowym. Ta tendencja utrzymuje się nadal, ale mam wrażenie, że już w mniejszym stopniu. Sama byłam tam prawie 30 lat temu, a dokładnie w Warnie. Natomiast w tym roku przeniosłam się tam dzięki najnowszej książce Ałbeny Grabowskiej „Kości proroka”. A konkretnie do Płowdiwu gdzie toczy się akcja.

XXI w. W Płowdiwie w antycznym teatrze zostają odnalezione zwłoki polskiego posła. Mężczyzna został ukrzyżowany, głowę odcięto i ułożono na tacy, a całe ciało pokryto cyrylicą, egipskimi, trackimi oraz greckimi symbolami. Bułgarska policja prosi o pomoc w rozwiązaniu zagadki morderstwa Margaritę Nowak, córkę znanej i cenionej archeolożki. Gita na prośbę przyjaciela wraca na stare śmieci, zostaje policyjnym konsultantem by dowiedzieć się dlaczego doszło do zbrodni. 
XIIw. Dwunastu braci bogomiłów wyrusza do Konstantynopola by przekazać cesarzowi świętą księgę. By uchronić się przed kradzieżą niosą sześć falsyfikatów. Żaden z nich nie wie, która jest prawdziwa.
I w. Dwunastu uczniów powołanych przez Mesjasza, wraz z Janem Chrzcicielem udaje się do Jerozolimy na spotkanie z Chrystusem. Jest wśród nich Ariel, który zostaje kronikarzem spisuje wszystko co wydarzy się podczas podróży oraz notuje wszystkie nauki nauczyciela. 

Jak sama widzisz cała historia opisana jest na trzech płaszczyznach czasowych, które przeplatają się ze sobą. I w ostatecznym rozrachunku wiążą się ze sobą bardzo ściśle. Dla mnie na początku bardzo ciężko czytało się tą książkę, ponieważ w pewnym momencie zaczynałam zapominać o tym co było wcześniej. W szczególności że chodziło o morderstwo. Jednak potem wszystko zaczęło wskakiwać na swoje miejsce jak puzzle. 

Chylę czoła przed Autorką, która wykonała niesamowitą pracę by połączyć te wszystkie historie w jedną logiczną całość - tak, by czytelnik nie miał problemów podczas czytania. A musisz sobie zdawać sprawę , że ilość nazwisk, miejsc oraz wydarzeń troszkę przytłacza, ale to wcale nie umniejsza całej historii. 

Oprócz zbrodni, która rozegrała się w teatrze antycznym, mamy wyśmienite tło obyczajowe. Poznajemy przeszłość Margarity, jej powód ucieczki z Bułgarii oraz porzucenia studiów. A także trudne relacje z matką, znaną archeolożką, która tak naprawdę nie potrafiła okazać zainteresowania córką i całe życie spędziła przeważnie na wyjazdach archeologicznych, aniżeli na zacieśnieniu więzów z pierworodną. A także miłość, która zrodziła się pomiędzy dwójką głównych bohaterów.

„Kości Proroka” to lektura która pochłonie od samego początku. Owszem może być momentami ciężko, ale nikt nie powiedział że książki z historią w tle należą do tych lekkich, które czyta się od deski do deski na jednym posiedzeniu. To kawał świetnej opowieści. Od samego początku będziesz kibicować Margaricie i Dimityrowi podczas rozwiązywania tajemniczej śmierci polskiego posła oraz wędrować na przemian z dwunastoma apostołami i bogomiłami. Dodam jeszcze na koniec, że Ałbena perfekcyjnie przygotowała się do stworzenia całej historii. Research Autorki naprawdę rozkłada na łopatki. Polecam bez dwóch zdań.

Pozdrawiam serdecznie
Archer

P.S.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Marginesy.

środa, 11 lipca 2018

#486



Droga Tachykardio!

Myślisz, że czytanie książek zimowych, a co za tym idzie tych świątecznych, w okresie letnim to dobry pomysł? Bo wiesz, tu żar leje się z nieba a ty czytasz o śniegu po kolana, kolędach i ubieraniu drzewka. Mnie się wydaje, że czas tutaj nie gra roli, bo tak samo odbierzesz ją w listopadzie czy też w lipcu. Chociaż w listopadzie będziesz oczekiwać zbliżających się Świąt, a w lipcu ochłodzisz się podczas upałów. I ja tak właśnie miałam podczas czytania książki Gabrieli Gargaś „Wieczór taki jak ten”.

W małej miejscowości Złotkowo w samiusieńkich Bieszczadach mieszka z babcią i młodszym bratem Michalina. Dziewczyna po śmierci swojej mamy musi zaopiekować się bratem i zadbać o swoją przyszłość. Babcia prowadzi kawiarenkę, ale przydałoby im się dodatkowe źródło utrzymania. Michalina wpada na pomysł otwarcia pensjonatu, miejsca gdzie można odpocząć i zregenerować siły. A przecież święta to najlepszy czas na takie inwestycje. W szczególności w małym miasteczku w sercu Bieszczad. Pierwszy przyjeżdża Artur. Rozwodnik, ojciec dwójki dzieci, pracoholik, który ma ochotę popracować nad projektami w spokoju. A jak wiemy los bywa przewrotny i zamiast spokoju Artur się zakochuje. Przyjeżdża także pani Wiktoria, która pragnie odzyskać wspomnienia i pogodzić się z synową. Dociera także Lena z córką, która po śmierci męża nie potrafi się odnaleźć, a święta to dla nich obu ból i tęsknota. Natomiast w samą Wigilię dociera najważniejszy gość, który bardzo namiesza w życiu Michaliny.

Gabrysia, jak to ma w zwyczaju w swoich książkach, tka historię z najważniejszej nici uczuć jaką jest Miłość, nie tylko ta do mężczyzny, ale także matki do dziecka i tej pomiędzy rodzeństwem. Ale najbardziej skupia się na rodzinie, pokazuje jak ważna jest naszym życiu i jak bardzo potrzebujemy jej wsparcia gdy upadamy, oraz na tym, że powinniśmy dawać drugą szansę, kochać i przebaczać. Bo przecież czas Bożego Narodzenia to czas przebaczania i nadziei. Nadziei, że błędy przeszłości zostaną wybaczone. 

Z ogromną przyjemnością powrócę do Złotkowa w najnowszej książce Gabrysi „Lato utkane z marzeń”, która niebawem pojawi się na księgarskich półkach.

Jeśli nie znasz twórczości Gabrieli Gargaś to musisz to zmienić. To Czarodziejka emocji. Potwierdzam! A książkę "Wieczór taki jak ten" Polecam!!!

Gabrysiu, dziękuję za kolejną piękną historię. 

Pozdrawiam Archer 







poniedziałek, 9 lipca 2018

#485



Macie tak, że czytacie książkę, na początku Wam się podoba, ale w pewnym momencie nie dajecie rady i ją porzucacie? Zdarza się Wam nie skończyć książki? Osobiście staram się dotrzeć do ostatniej strony. Dochodzę jednak do wniosku, że szkoda marnować czasu na słabe książki i trzeba zabrać się za takie, które pochłoniemy bez reszty (albo to one pochłoną Nas). Kiedy okazało się, że powstała książka o dalszych losach Magdy Miłowicz, znanej z serialu „Magda M.” postanowiłam się w nią zaopatrzyć i dowiedzieć co działo się dalej. I tak w drodze powrotnej z Zakopanego towarzyszyła mi książka „Magda M. Ciąg dalszy nastąpił” Radosława Figury. 

Nie wiem czego się spodziewałam, ale na pewno nie tego co otrzymałam. Sorry, ale Magda mnie strasznie irytowała. Myślałam, że z wiekiem zrobi się mniej infantylna. Dojrzeje. Nie wiem, może gdzieś pod koniec bohaterka się zmieniła. Niestety nie dałam książce szansy by się o tym przekonać. Porzuciłam ją, gdyż jak dla mnie była za bardzo przegadana. 

Ci którzy wiele lat temu oglądali serial nie muszą sobie przypominać odcinków, gdyż wszystko jest ładnie wyjaśnione. Jest masa powrotów i przemyśleń. Byłam wielką fanką tego serialu. Czekałam z niecierpliwością na każdy kolejny odcinek, czekałam na to jak rozwinie się wątek Magdy i Piotra. Nie wiem czy fanom spodoba się to jak Autor rozwinął wątek głównych bohaterów. Mnie oczywiście się to nie spodobało, ale cóż…przecież nasze życie nie zawsze musi być tak bardzo kolorowe. Poza tym czułam niedosyt pozostałych postaci. Wiem, że tu chodziło głównie o Magdę, ale… tak bardzo mało było Sebastiana, Agaty, Karoliny. Całość skupiła się na traumie Magdy i jej ciężkiego powrotu, do życia, do kancelarii. 

Czy się zawiodłam? Na pewno tym, że w ostateczności Magda i Piotr nie mieli takiego happy endu na jaki zasługiwali. 

Jedynym plusem po porzuceniu tej książki jest to, że z ogromną przyjemnością powróciłam do serialu. Do przystojnego i młodego Pawła Małaszyńskiego i Joanny Brodzik uwielbiającej grochy. Chyba jednak serial mi wystarczy.