Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Legimi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Legimi. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 maja 2020

#539 - Na lodzie




Droga Autorko, tak być nie może. Zgłaszam sprzeciw, nie zgadzam się na takie zakończenie tej historii. Naprawdę liczyłam, że będzie zupełnie inaczej. Że ta historia będzie miała taki piękny szczęśliwy koniec... Ale zacznijmy od początku.

Pewnego dnia przeglądałam nowości na moim ulubionym legimi (tak, nie wyobrażam sobie życia bez tej aplikacji) i w oczy rzuciła mi się książka Małgorzaty Falkowskiej „Na lodzie”. Dorzuciłam ją do rosnącej biblioteczki z zamiarem przeczytania jej w nieokreślonej przyszłości. Jednak, ta przyszłość okazała się być bardziej określoną i pewnego dnia, zanurzyłam się w lodowy świat bohaterów.

Lena jest młodą, utalentowaną łyżwiarką figurową. Od małego każdą wolną chwilę poświęcała na treningi. Łyżwiarstwo to całe jej życie, któremu podporządkowała swoją codzienność. Niestety los bywa bardzo przewrotny. Nieszczęśliwy wypadek na lodzie, sprawił, że dziewczyna musiała zrezygnować z udziału w igrzyskach olimpijskich. Krzysiek był całkiem dobrym hokeistą. Niestety kontuzje, których nabawił się po napadzie, sprawiły że stracił motywację do treningów i chęć do życia. Pewnego dnia drogi tych dwojga się przecinają. Pierwsze spotkanie jest dość niefortunne, ale kolejne sprawiają, że między tym dwojgiem zaczyna iskrzyć. Ale jak potoczą się ich losy, oraz o tym co się wydarzy w ich życiu musicie doczytać sami.

Jak na całkowicie pierwsze spotkanie z twórczością autorki, to jestem miło zaskoczona. Historia zwarta, dość sporo szczegółów związanych z jazdą figurową sprawiło, że zatęskniłam za pokazami transmitowanymi w telewizji, które oglądałam będąc dzieckiem. Na początku jednak sceny łóżkowe mnie trochę zniechęciły. Nie pytajcie tylko dlaczego, bo nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. I od razu dodam, że nie zapałałam miłością do głównej bohaterki. Nie wiem, może wkurzał mnie jej perfekcjonizm i to, że czasem traktowała innych z góry. Oczywiście jak to bohaterowie powieści, przeszła metamorfozę. I tu należy się duży plus, bo wyszło jej to tylko na dobre.

No i docieram do zakończenia, które mnie zmiażdżyło. Nie wiem dlaczego autorka postanowiła zakończyć całą historię w ten sposób. Na początku myślałam, że nie miało być happy endu a potem, że może bohaterowie namieszali i nie wiedziała jak tę historię skończyć. Nie wiem, serio.

„Na lodzie” to historia miłości do sportu i rozwijania swoich pasji. Porusza też trochę problem depresji i tego co dzieje się, kiedy marzenia zamiast się spełniać, zostają zakopane głęboko w nas.

Polecam na wolne popołudnie.

czwartek, 1 sierpnia 2019

#525 - Chroń ją



K.A.Tucker „kupiła mnie” serią „Ten tiny breaths”. Powieści obyczajowe z gatunku Young Adult spodobały mi się tak bardzo, że postanowiłam przeczytać „Chroń ją”. 

Noah prowadzi normalne życie. Jego matka , komendant policji, obwinia się o zniszczenie rodziny swojego byłego partnera. Chłopak odkrywa tajemnice sprzed wielu lat i po samobójstwie matki musi sam poukładać to o czym usłyszał od niej przed jej śmiercią. Rozwiązywanie tajemnicy, doprowadzi go do Gracie - córki byłego partnera matki. Jej ojciec zginął jako skorumpowany gliniarz. Gracie i Noah za wszelką cenę będą próbowali oczyścić jego dobre imię. 

Całą historię poznajemy na dwóch płaszczyznach czasowych. Przeszłość przeplata się z teraźniejszością opowiadaną z punktu widzenia dwójki bohaterów. 

Na prowadzenie wysuwa się wątek kryminalny. Dla osób, które znają K.A.Tucker tylko z powieści obyczajowych, może to być zaskoczenie. Dla mnie było tym pozytywnym.

Postacie są dobrze wykreowane, a wątek kryminalny poprowadzony sprawnie. Mamy tutaj samobójstwo, korupcję, zakłamanie i uzależnienie od narkotyków. Powieść jest cały czas dynamiczna. Cały czas coś się dzieje, a elementy układanki wskakują na swoje miejsce. 

Fani książek Autorki będą zadowoleni, tak samo jak osoby sięgające po jej książki pierwszy raz. 

Zdecydowanie polecam. 



niedziela, 7 lipca 2019

#519 - Trup na plaży i inne sekrety rodzinne




Powiem Wam, że kryminał na wesoło plasuje się u mnie dość wysoko. To znaczy, że jeśli miałabym wybrać kryminał gdzie krew kapie z każdej strony lub gdzie co stronę wybucham niekontrolowanym śmiechem, to wierzcie mi zdecydowanie wybieram to drugie. Tak, to tygryski, albo raczej Archer lubi najbardziej. Kiedy dowiedziałam się, że Aneta Jadowska (tak, dokładnie ta sama co pisała o Dorze Wilk) popełniła kryminał, złapałam się za głowę. Ale jak to? Tak to i to całkiem nieźle. Gdy tylko „Trup na plaży i inne sekrety rodzinne” pojawił się na Legimi, odpaliłam czytnik i wylądowałam w Ustce. 

Magda Garstka po zakończeniu studiów w Łodzi, powraca wraz z babcią do rodzinnej Ustki. Pewnego dnia będąc na porannym spacerze, odnajduje trupa. Nie byłaby sobą, gdyby nie przeprowadziła śledztwa na własna rękę. W końcu niedaleko pada jabłko od jabłoni, jej ojciec był policjantem. Dodatkowo odkrywa tajemnice babci i poznaje jej przeszłość. Dowie się także kim są dziewczyny pracujące w prowadzonym przez babcię pensjonacie. 

Jak na pierwsze spotkanie z twórczością Anety Jadowskiej to jestem zachwycona. Nie wiem czy z ciekawości sięgnę po jej cykle fantastyczne, ale po kolejną część przygód Magdy Garstki na pewno. 

Nie jest to taki bardzo kryminalny kryminał. Chodzi o to, że oprócz śledztwa i trupa, mamy wyśmienite tło społeczno-rodzinne. Bo to dzięki swojemu śledztwu Magda odkrywa tajemnice babki. Autorce udało się przemycić do swojej powieści, i to całkiem zgrabnie wątek przemocy domowej. 

Jeśli poszukujecie lekkiego kryminału to „Trup…” nadaje się do tego idealnie. Zastanawia mnie jedna sprawa: jak fani Jadowskiej – tej od Dory Wilk, odbiorą Jadowską od Garstki? Czy się zawiedli? Chyba podrzucę „Trupa…” mojemu Mężowi, bo on czytał pozostałe książki Autorki i będzie miał porównanie. 

A ja, jak zwykle polecam. 




poniedziałek, 3 grudnia 2018

#497




Od razu zacznę od tego, że post nie jest sponsorowany. Po prostu miałam ochotę podzielić się z Wami wrażeniami z użytkowania Legimi. Poza tym kilka osób pytało mnie już o moje zdanie na temat abonamentu. 

Czytnik mam dopiero od kilku lat, a może powinnam napisać „już od kilku lat”.Wcześniej ebooki czytałam na iPadzie. Jednak złe samopoczucie „zmusiło mnie” do zakupu czytnika PocketBook, którego nie zamieniłabym na nic innego za żadne skarby świata. 


Zwykle ebooki kupowałam w różnych księgarniach internetowych. Zawsze szukałam tych najtańszych. Jednak po jakimś czasie, czytnik wylądował w szufladzie i czytałam na nim zdecydowanie sporadycznie. Wszystko zmieniło się pod koniec zeszłego roku. U jednego z blogerów pojawił się link do darmowego miesiąca na Legimi. Postanowiłam skorzystać. Zainstalowałam na czytniku aplikację, potem przy pomocy konsultantów udało mi się wszystko sprawnie uruchomić. I tak rozpoczęła się moja przygoda, która trwa do dnia dzisiejszego i nie zakończy się tak szybko.


Dlaczego? Co miesiąc płacę za abonament 39,99 zł (można mniej, ale nie szukałam) „ebooki bez limitu” i czytam tyle ile potrzebuję. A muszę przyznać, że dzięki Legimi czytam znacznie więcej książek elektronicznych. A był taki moment, że mój mąż także sięgnął po czytnik. Nowości pojawiają się w miarę szybko i w ramach abonamentu mogę je sobie wrzucić na półkę by w dogodnej chwili je przeczytać. Niektóre tytuły są płatne, ale z tego co się orientuję, to dzięki punktom zbieranym podczas użytkowania, można je kupić nawet 50% taniej. 


Wiem, że niektórzy operatorzy sieci komórkowych mają w swojej ofercie promocje na abonament. Korzystajcie, bo warto. W każdej chwili można zrezygnować ze subskrypcji. 

Jeśli lubicie audiobooki, to jest także oferta łączona na ebooki i audiobooki. 


I powiem Wam, że obliczałam ostatnio ile zapłaciłabym za książkę i wyszło mi, że ok 12 złotych. A jak dobrze wiecie, w takiej cenie nowości nie zakupicie. 

Polecam



piątek, 31 sierpnia 2018

#490




Chyba cieszę się, że w ostateczności nie skusiłam się i nie kupiłam tej książki w papierowej wersji. Bo zapewne klnęłabym, że wydałam kasę na coś co mnie nie porwało i nie zachwyciło. Na szczęście z pomocą przyszło mi moje ukochane Legimi i bez problemu mogłam zabrać się za „Singielka w Londynie” Marty Matulewicz. 

Ewa na zaproszenie swojej przyjaciółki Zosi wyjeżdża do Londynu. Ucieka po rozstaniu z partnerem. Na początku swojego pobytu objawia swój „talent” do wpadania w tarapaty, który nie opuszcza jej aż do samego końca. Ewa dość szybko znajduje pracę oraz miłość. Czy nadal będzie roztrzepana? Czy może w końcu dojrzeje?

Zdecydowanie nie tego oczekiwałam. Miało być lekko i było. Ale też strasznie infantylnie i irytująco. Główna bohaterka doprowadzała mnie do szewskiej pasji. Jej zachowanie sugerowało nastolatkę, a nie dojrzałą panią filolog. Ewa co chwila wpadała w tarapaty, kłopoty ją zdecydowanie kochały. Nie zapominajmy, że robiła przy tym z siebie idiotkę, zapominała języka w gębie, a rozmowy czasem prowadziła na poziomie liceum. Jej przyjaciółka Zosia była trochę lepsza pod względem wpadania w kłopoty, ale zirytowałam się w jednym momencie i miałam ochotę zapytać co zrobiła z rozumem, bo chyba go zgubiła. 

Patrząc na zachwyty na portach literackich zastanawiam się na pewno czytałam tę samą książkę co inni czytelnicy? I dochodzę do wniosku, że chyba nie. 

Owszem książkę czyta się szybko, z nadzieją, że może będzie lepiej. Nie było. Jedynym plusem jaki dostrzegłam podczas czytania, to wspaniały Londyn opisany w ciekawy sposób. Ponoć ma być kontynuacja. Ale nie wiem czy przeczytam. No może, by przekonać się czy Ewa dorosła czy też nadal jest tak samo infantylna i irytująca. Raczej nie polecam. 

P.S.
I tak - jestem gotowa na falę hejtu. Tylko, że o gustach i guścikach się nie dyskutuje. To co podoba się jednemu wcale nie musi oznaczać, że to samo będzie się podobało komuś innemu. 

piątek, 31 stycznia 2014

#281





Tego jeszcze nie było. Kojarzycie zapewne „Zbrodnicze Siostrzyczki”, prawda? Otóż na legimi.pl można już naleźć, całkiem świeżutki, cieplutki minibook Agnieszki Krawczyk oraz Marty Guzowskiej. Jest to pierwsza w historii książka, napisana z myślą o osobach czytających ebooki w abonamencie. „4 zbrodnie na 4 pory roku” to zbiór kryminalnych opowiadań, których autorkami są właśnie Zbrodnicze Siostrzyczki.

Ich najnowsza książka zostaje wydana wyłącznie jako ebook, a dostępna będzie jedynie w księgarni Legimi.com. Wybór tematyki jest nieprzypadkowy – to właśnie w kryminałach specjalizują się autorki, ta kategoria jest zdecydowanie najpopularniejsza wśród osób, korzystających z subskrypcyjnego dostępu do ebooków.


Zbrodnicze Siostrzyczki doskonale bawią się krótką formą, proponując czytelnikom kryminalne zagadki, które rozwiązać można w tempie partii szachów błyskawicznych. Każda pora roku przynosi nieoczywistą zbrodnię, za którą kryją się skryte w odległej przeszłości motywy lub… przypadek. Zło czaić się może zarówno w ekskluzywnym domu spokojnej starości, jak i w zapuszczonym ośrodku wczasowym.

Rozmowa z Autorkami:
Agnieszka: Dlaczego napisałyśmy te opowiadania?
Marta: Mogę tylko mówić za siebie. Mam za dużo pomysłów…
Agnieszka: Ja też! Niektórych z nich…
Marta: … po prostu nie da zastosować się w powieściach.
Agnieszka: Z ust mi to wyjęłaś. Życia by nie starczyło, żeby na podstawie każdego pomysłu, jaki przychodzi mi do głowy, napisać powieść.
Marta: Ale można pisać opowiadania. To opowiedz, skąd przyszły Ci do głowy pomysły na Twoje „Drzewo samobójców” i „Wyjazd integracyjny”.
Agnieszka: Trucie roślinami to moje hobby – uwielbiam o tym pisać i stąd właśnie impuls do powstania „Drzewa samobójców”. A „Wyjazd integracyjny”… Każdy, kto choć przez chwilę pracował w korporacji lub dużej firmie był na takim wyjeździe; a kto nie był, to na pewno widział jakiś film o tym… No, ale zbrodnia na integracji? O tym przeczytacie wyłącznie u mnie!
Marta: Mnie do napisania „Zimnego poranka” natchnęła powieść Stanisława Lema „Katar” i cudowny pomysł, że zbrodnia może być dziełem zbiegu okoliczności. A „Kwestia czasu”? To dłuższa historia. Umówiłam się kiedyś z kimś (nie zdradzę z kim) w pewnym mieście (nie powiem jakim) pod pomnikiem (jakim, to też zachowam w tajemnicy). Stałam sobie pod tym pomnikiem i stałam, i on od dołu wyglądał, jakby miał się zaraz przewrócić. Nie przewrócił się podczas mojego czekania i, o ile mi wiadomo, nadal stoi, ale machina wymyślania już ruszyła. Nie mogłam się powstrzymać przed wyobrażeniem sobie całej sekwencji zdarzeń, która doprowadziłaby do… zresztą przeczytajcie sami.
Agnieszka: To może jeszcze powiemy, dlaczego publikujemy nasze opowiadania jako ebook, i dlaczego w Legimi.
Marta: Uwaga, przerwa na reklamę. Dostałam na urodziny czytnik i zakochałam się w ebookach. Chciałam zobaczyć, jak to jest, kiedy moje opowiadania wychodzą tylko w wersji elektronicznej.
Agnieszka: Ja jestem nieuleczalnym molem książkowym, a czytnik zmienił moje życie. W sprzyjających okolicznościach (mąż z dzieckiem u teściów na weekend) potrafię czytać książkę w dzień, góra dwa. Legimi to spełnienie snów o czytaniu bez ograniczeń za przystępną cenę. Wykupujesz abonament, który kosztuje mniej więcej miesięcznie tyle co pół książki i można czytać, czytać, czytać…

A mnie nie pozostaje nic innego jak zaprosić Was na stronę, gdzie dostępny jest e-book. O dokładnie TUTAJ. Osoby, którzy jeszcze nie korzystają z abonamentowego dostępu do ebooków mogą za darmo czytać tę i tysiące innych książek, aktywując tygodniowy okres testowy. Ebook Zbrodniczych Siostrzyczek dostępny będzie w Legimi również dla czytelników wybierających tradycyjny model dostępu do cyfrowych książek w cenie 4,99 zł, w formatach ePUB i MOBI (dla posiadaczy czytników Kindle).

Recenzję opowiadań przeczytacie już niebawem.