Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Oficynka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Oficynka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 1 lipca 2021

#582 - W jak morderstwo




Właśnie złapałam się na tym, że ostatnio królują u mnie tylko ebooki. Nic na to nie poradzę, że czytnik jest wygodniejszy niż książka, jeśli czyta się nocą w łóżku. Niestety czytanie komedii kryminalnych ma jedną wadę i zdecydowanie nie powinnam ich czytać przy śpiącym obok mężu. Dlaczego? Bo muszę wtedy tłumić chichot, który mnie wręcz od środka rozsadza. Głośny śmiech w tym wypadku nie jest wskazany. Jesteście pewnie ciekawi, jaka książka wprawiła mnie w tak świetny nastrój? 

Już spieszę z odpowiedzią: „W jak morderstwo” Katarzyny Gacek. Przeczytałam tę książkę, nie dlatego, że niebawem jest premiera filmu na podstawie tej historii, ale dlatego, że prawie dziesięć lat temu czytałam inne książki Autorki i pamiętam, że były świetne. Pisała je wtedy w duecie z Agnieszką Szczepańską. Z ogromną ciekawością chciałam dowiedzieć się jak Katarzyna Gacek radzi sobie solo. I powiem Wam, że ubawiłam się setnie. 

Magda, kiedy na świecie pojawiły się dzieci zrezygnowała z pracy. Według niektórych można byłoby ją nazwać kurą domową. Pewnego wieczoru podczas spaceru z psem znajduje w parku zwłoki młodej kobiety. Okazuje się, że denatka, ma dokładnie identyczny wisiorek, jak zaginiona przed laty przyjaciółka Magdy, Weronika. Kobieta zaczyna się zastanawiać, czy te dwa wydarzenia nie są ze sobą połączone? Wraz z komisarzem Sikorą próbuje dowiedzieć się co się wydarzyło siedemnaście lat temu oraz dowiedzieć się, dlaczego ktoś zabił młodą kobietę. Czy się tego dowie? Tego nie zdradzę. 

Muszę wam powiedzieć, że Magdę polubiłam od samego początku. Przede wszystkim za to, że była sobą, niczego nie udawała, trochę naciągała prawdę i wkurzała się na męża gdy podejrzewała go o zdradę. Wpadała też w tarapaty i przeszkadzała w śledztwie. Umiejętnie kopała w przeszłości by dowiedzieć się dlaczego jej przyjaciółka zaginęła. Wkurzało mnie tylko w niej to, że nie potrafiła postawić się mężowi, że dawała się tak źle traktować i nie skłamię mówiąc, że ją poniżał. Według Tomasza, jej męża, Magda miała siedzieć w domu, bo przecież dzieci są malutkie i potrzebują mamy. Faktem było to, że Kaja miała lat dziewięć a Kuba dwanaście lat, i tak naprawdę były samodzielne. Poza tym mąż Magdy twierdził, że nie powinna pracować w zawodzie (Magda była weterynarzem) tylko zajmować się domem, siedzieć na czterech literach i podawać mu obiadki pod nos. Poza tym Tomasz nie przepadał ani za rodzicami Magdy (a trzeba przyznać, że to bardzo barwny duet) ani za jej przyjaciółmi, którzy próbowali uwolnić ją z tego toksycznego małżeństwa. Bardzo podobało mi się to, że kobieta w końcu przeciwstawiła się mężowi i zaczęła pracować w pobliskiej klinice. Wydaje mi się, że przez to śledztwo, stała się bardziej odważna i pewna siebie. A może taka zawsze była, tylko mąż ją tłamsił. 

Jeśli poszukujecie komedii kryminalnej z intrygującą zagadką kryminalną do rozwiązania, z genialnym poczuciem humoru, który wylewa się prawie z każdej strony, to „W jak morderstwo” się wam spodoba. Polecam i zabieram się za drugą część, gdyż jestem ciekawa na jakie zwłoki natrafi tym razem nasza bohaterka.

 

niedziela, 6 czerwca 2021

#579 - Ciało poniekąd ponętne

 



No dobra, powiem Wam, że jest mi smutno, bo to póki co ostatnia część z serii książek o Julii i Alicji. Polubiłam szalone panie nauczycielki oraz ich wakacyjne przygody. Kiedy dotarłam do ostatniej strony powieści pt. „Ciało poniekąd ponętne” Agnieszki Pruskiej uświadomiłam sobie, że to już koniec. Że chwilowo nie ma nic więcej. A ja ostatni miesiąc spędziłam właśnie z dziewczynami i bardzo się z nimi zaprzyjaźniłam. 

Nasze ulubione panie nauczycielki wyjeżdżają na wakacje do Władysławowa. I już na samym początku Julia wpada do ziemianki wykopanej przez wnuki gospodarzy, prosto w ramiona zmumifikowanych zwłok. No i nie byłyby sobą gdyby na własną rękę nie poprowadziły śledztwa. Co jest niestety utrudnione przez szalejącą w kraju pandemie. Oczywiście nie zrażone tym, że ludzie boją się kontaktu z drugim człowiekiem, chcą poznać prawdę o nieboszczyku. I tak trafiają na kolejne zwłoki. Nie wiem jak one to robią, ale w wyszukiwaniu zwłok są naprawdę dobre. 

Ciekawym smaczkiem tej części jest na pewno to, że Pani Agnieszka umieściła akcję w czasie teraźniejszym, kiedy to w kraju panuje pandemia. Pokazała dokładnie to jak ludzie rok temu podczas wakacji nie za bardzo brali wirusa na serio. Jestem przekonana, że wielu czytelników pamięta zdjęcia z plaż, które były pełne turystów. Owszem ludzie bali się choroby, chodzili w maseczkach, trzymali teoretyczny dystans. Natomiast na plaży leżeli obok siebie jak sardynki w puszce. 

Tym razem morderstwa dokonano w jednym z wakacyjnych kurortów. I podobnie jak we wcześniejszych częściach ważne w historii jest tło społeczne. Tutaj wszyscy się znają, mają wyrobione zdanie o innych, a wobec obcych są czasem podejrzliwi. Ale jednocześnie są chętni pomóc i dowiedzieć się kto zabija, bo przecież jak tak dalej pójdzie to wczasowicze uciekną. Bo kto chce mieszkać w miejscu gdzie dochodzi do morderstw?

Jeśli poszukujecie dobrej komedii kryminalnej, to czwarta część przygód Julii i Alicji nada się do tego idealnie. Powiem wam w sekrecie, że po przeczytaniu mam ochotę wybrać się nad morze by zjeść pieczoną flądrę. Polecam.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Oficynka





piątek, 4 czerwca 2021

#578 - Zimne nóżki nieboszczyka




Lubię wpadać w ciąg czytelniczy. To znaczy, lubię czytać całą serię po kolei. Dlaczego? Bo wtedy nie zapominam co było we wcześniejszych częściach. Chociaż zdarzają się takie serie, których nie trzeba czytać po kolei i można je czytać wybiórczo. Jednak, jeśli mam na półce powiedzmy czwartą część, to raczej chcę przeczytać wcześniejsze by poznać lepiej bohaterów i ich perypetie życiowe. „Zimne nóżki nieboszczyka” Agnieszki Pruskiej to trzecia część serii o dwóch gdańskich nauczycielkach. 

Tym razem Julia i Alicja wyjeżdżają na ferie zimowe do Chojnic. Znając ich charaktery wiem, że będąc na tych feriach natrafią na trupa. I co? Oczywiście tak się dzieje. Chociaż w sumie mogę śmiało stwierdzić, że znajdują dwa. Nie wiem jak one to robią, chyba mają jakiś magnes. Tym razem znajdują trupa zaginionego fotografa oraz trupa kobiety. Standardowo rozpoczynają śledztwo na własną rękę. Szukają powiązań, dokopują się do tajemnic. Oczywiście policja nie jest zachwycona faktem, że dwie nauczycielki trochę im przeszkadzają w śledztwie. Ale one są uparte i koniecznie chcą wiedzieć kto za tym wszystkim stoi.

Jak to w przypadku wcześniejszych części było zabawnie. Podziwiam Julię i Alicję, że mają odwagę same rozwiązywać detektywistyczne zagadki. Ja bym się bała, że mogę narazić się mordercy i sam może mnie dopaść. Ale one twierdzą, że skoro są razem to nic im nie grozi. Zdecydowanie współczuję partnerom naszych bohaterek, bo za żadne skarby świata nie są wstanie powstrzymać detektywistycznych zapędów Julii i Alicji. Chociaż, w sumie trochę je rozumiem, bo ileż można jeździć na nartach biegowych czy też spędzać czas w hotelowym barze. Z czasem wszystko się nudzi. 

Polecam

piątek, 21 maja 2021

#577 - Wakacje z trupami

 




Nie zaprzeczę, że wpadłam w ciąg czytelniczy. I powiem Wam, że bardzo mi się on podoba. Dlaczego? Bo czytam komedie kryminalne, które u mnie ostatnio królują. I zupełnie mi to nie przeszkadza i nie mam póki co zamiaru na zmianę repertuaru literackiego. Bo bawię się świetnie rozwiązując zagadki kryminalne. A dodatkowo lubię główne bohaterki, więc ciężko mi się z nimi rozstawać. 

Tak, właśnie zakończyłam podróż do Fromborka i okolic. To tam na urlop udały się Julia i Alicja, czyli bohaterki książki „Wakacje z trupami”. Jadą w tamte okolice, gdyż dowiedziały się, że grasuje tam duch. A na miejscu okazuje się, że oprócz ducha po okolicy krąży jeszcze włamywacz. Ale to nie koniec atrakcji. Dziewczyny podczas jednego z pierwszych spacerów natrafiają na zwłoki.. Bo one nie potrafią pojechać na wakacje bez spotkania na swojej drodze nieboszczyka. Na własną rękę próbują oczywiście dowiedzieć się kto to i dlaczego go zamordowali. Bo na śmierć naturalną to na bank nie wyglądało. A żeby było jeszcze zabawniej to przez zupełny przypadek (chociaż patrząc na Julię i Alicję, to o przypadkach mowy być nie może) znajdują kolejne zwłoki. 

Powiem Wam, że pomysły na śledztwo nasze ulubione nauczycielki z Gdańska miały… hmm… intrygujące. Nie wiem czy mnie osobiście, chciałoby się polować na włamywacza siedząc pod zepsutym ciągnikiem, podczas deszczu. I zastanawiać się kiedy i z której strony oberwę. Albo łazić po terenie opuszczonego ośrodka i teoretycznie zbierać grzyby, a właściwie to włamywać się do budynków i natrafiać na kolejne zwłoki. Nie, ja to chyba jestem jednak miłośniczką spokojnych wakacji bez takich niespodzianek. Ale dziewczyny chyba jednak wolą spędzać czas bardziej aktywnie i na własną rękę śledzić ducha, włamywacza a na końcu mordercę. Bo bez detektywistycznych atrakcji to nie wakacje. 

Jeśli szukacie lekkiego kryminału to tę część także polecam bez mrugnięcia okiem. 

Wakacje były, to teraz czas na zimowisko, czyli trzecią część przygód naszych dzielnych nauczycielek.

wtorek, 11 maja 2021

#576 - Zwłoki powinny być martwe




Wakacje sprzyjają wyszukiwaniu trupów. To chyba najlepsze podsumowanie książki „Zwłoki powinny być martwe” Agnieszki Pruskiej. Po książkę sięgnęłam, ponieważ niebawem pojawi się czwarta część przygód nauczycielek z Gdańska. A ja mam tak, że jeśli mogę to czytam wcześniejsze części, by wiedzieć co w trawie piszczy. 

Właśnie zauważyłam, że znów sięgnęłam po komedię kryminalną. Zdecydowanie w czasie pandemii, ciągnie mnie do nich bardziej. Bo przecież śmiech to zdrowie. 

Dwie przyjaciółki, nauczycielki wyjeżdżają razem na wakacje do leśniczówki w Olsztynku. Mają wypoczywać, zbierać siły przed nowym rokiem. Bywa jednak tak, że ten spokój to jest czasem zakłócany. Tak było właśnie w przypadku Alicji i Julii. Pewnego dnia na spacerze znajdują zwłoki mężczyzny. Oczywiście nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że kiedy wybierają się w to samo miejsce z organami ścigania, okazuje się, że ciała nie ma. Zniknęło. Żadna z nich nie poddaje się i rozpoczynają własne śledztwo by dowiedzieć się kim były zwłoki, które powinny być martwe. Ale żeby im nie było nudno, to nad jednym z jezior natrafiają na zwłoki kobiety. I wtedy rozpoczyna się zabawa i śledztwo, kto jak i dlaczego. Czy uda im się poznać mordercę? 

Przyznaję się bez bicia, że podczas czytania bawiłam się przednio. Bohaterki wpadały na takie szalone pomysły, że głowa mała. Ale uparły się, że chcą poznać prawdę. Co nie podobało się miejscowej policji oraz leśniczemu, który nie chciał by coś się im stało. Ale jak wiemy, kobiety bywają uparte i za wszelką cenę, na własną rękę, czasem ryzykując życiem postanawiają rozwiązać tajemnicę morderstwa. 

Całkiem przyjemna historia. Zaraz się zabieram za kolejną część, gdyż jestem ciekawa w jakie kłopoty tym razem wpakowały się moje ulubione nauczycielki z Gdańska. Polecam.

wtorek, 28 kwietnia 2020

#538 - Tysiąc kawałków



Po kiepskiej książce, którą zdarzyło mi się przeczytać, przyznaję, że nie wiedziałam czy kolejna też taka nie będzie. Z drżącym sercem zabrałam się za „Tysiąc kawałków” Anny Ziobro. Za debiut, który po dotarciu do ostatniej kropki uważam za całkiem udany.

Julia jest przed trzydziestką, pracuje w szpitalu jako pielęgniarka. Wraz z koleżankami postanawia spędzić sylwestra w Pradze. Tam poznaje Daniela, młodszego od niej studenta polonistyki. Nie jest to miłość od pierwszego wejrzenia. Jednak z czasem łączy ich coraz więcej. Julii nie przeszkadza różnica wieku. Kochają się. Ale czy to piękna i szczera miłość? Czy odległość, która w pewnym momencie zaczyna ich dzielić, może zniszczyć wszystko? Czy złamane serce da się jeszcze kiedykolwiek poskładać?

Prawdę mówiąc myślałam, że będzie to słodka miłosna historia jakich wiele na księgarskich półkach. Czyli piękna miłość z happy endem. Owszem mamy happy end, ale nie taki jaki chcielibyśmy na początku. I muszę przyznać, że jestem bardzo pozytywnie zaskoczona tym debiutem.

„Tysiąc kawałków” to słodko gorzka historia o toksycznej miłości. Dlaczego toksyczna? Julia kocha Daniela bezgranicznie, nie potrafi bez niego funkcjonować, realizuje plan zmiany nawyków męża. Poprzez ubiór czy też uprawiany sport. Zmienia go na swoją modłę. Daniel natomiast z miłości do ukochanej zgadza się na to wszystko. Kosztem realizacji własnych marzeń i planów.

Związki bywają różne, a każdy kocha na swój sposób, tak jak potrafi. Moim skromnym zdaniem, narzucanie komuś swojej woli kiedyś skończy się źle. Tak samo jak ograniczanie drugiego człowieka. Każdy z nas jest inny. Jednak każdy powinien mieć własną przestrzeń, taką odskocznię od drugiego człowieka. Miejsce w którym może się sam realizować.

Historia stworzona przez autorkę wciąga od samego początku. W szczególności, że rozpoczyna się tragedią. Potem cofamy się w czasie by dowiedzieć się co do niej doprowadziło i jak potoczyły się losy bohaterów.

Była tylko jedna rzecz, która wyprowadzała mnie z równowagi. Otóż autorka namiętnie używała: otworzywszy, zamknąwszy, stwierdziwszy, przebrnąwszy itp. itd. Na początku mi to nie przeszkadzało, jednak z czasem irytowało nieziemsko.

„Tysiąc kawałków” to naprawdę udany debiut. Nie skłamię pisząc, że czekam na kolejną historię, która wyjdzie spod pióra autorki.

Polecam!!!

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Oficynka


niedziela, 5 kwietnia 2020

#537 - Kruk Andaluzyjski



Właśnie się zastanawiam dlaczego sięgnęłam po książkę „Kruk Andaluzyjski” Katarzyny Dryńskiej. I za żadne skarby świata nie mogę do tego dojść. Myślę, że skusiła mnie lekko mroczna okładka i opis wydawcy. 

I wierzcie mi, bardziej nastawiałam się na wątek poszukiwania zaginionych Polaków, niż to co dostałam.
 
Ewa Mulner jest dziennikarką śledczą. Postanawia napisać reportaż o zaginionych w Wenezueli Polakach. Małżeństwo zaginęło w niewyjaśnionych okolicznościach, a trzeba zaznaczyć, że miało niejasne powiązania z rodziną Hugo Chaveza. Ewa jednak nie wyrusza osobiście do Ameryki Południowej, lecz jedzie do słonecznej Hiszpanii. 

Powiem tak, książka ma ok 224 stron, więc powinnam ją skończyć w przeciągu jednego dnia, bądź dwóch wieczorów. Niestety. Przeczytanie tej książki zajęło mi pięć bolesnych, wieczorów. Naprawdę liczyłam na wartką akcję opisującąposzukiwania zaginionych oraz pisanie reportażu. Najbardziej zastanowiło mnie to, że Ewa zamiast być na miejscu wydarzeń, o wszystkim dowiadywała się od swojej „wtyczki”, która była w Ameryce Południowej. Sama bohaterka sprawiała wrażenie jakby wszystko miało się kręcić wokół niej. To ona dyktowała warunki, a każdy miał się jej podporządkować. 

Irytującym mnie błędem o którym jeszcze muszę wspomnieć to imię córki bohaterki. Na samym początku była Kają, a kilka stron dalej już Zosią, by pod koniec książki znów zostać Kają. W pewnym momencie zaczęłam się nawet zastanawiać czy przypadkiem główna bohaterka nie ma dwóch córek. 

Żeby nie było, że ta książka ma same minusy wspomnę o dużym plusie tej historii. Miejsce akcji to słoneczna Hiszpania. Opisy sprawiają, że czytelnik czuje palące słońce na skórze, zachwyca się kulturą oraz opisami architektury. Ale to wszystko. Jak dla mnie jest to książka, której główny wątek mógł stworzyć coś świetnego, ale niestety trochę się rozjechało. 

To chyba jedna z niewielu książek której nie polecam. No chyba, że sami chcecie się męczyć. To proszę bardzo. Tylko jeśli wam się nie spodoba, to nie miejcie do mnie pretensji, że nie ostrzegałam. 

Książkę przeczytałam dzięki Wydawnictwu Oficynka


środa, 20 lutego 2013

#234

 
Droga Tachykardio!
Jak zdążyłaś zauważyć ostatnio królują u mnie książki Polskich Autorów. Dzieje się tak zapewne gdyż cudze chwalicie swego nie znacie. Czasem zdarza się tak, że nie czytujemy Polskich Autorów, ponieważ jak kiedyś powiedziała klientka w księgarni: "Nie czytam, bo polscy autorzy nie potrafią pisać". Uwierz mi, krew mi ścięło w żyłach. Nie przekreślam polskiej literatury, rodzimym autorom daję szansę i o dziwo ani razu się nie zawiodłam. Tak samo było z książką Iwony Mejzy "Wszystkie grzechy nieboszczyka". Posłuchaj.
Pewnego poniedziałkowego poranka, Bożenka Kryspin kasjerka w firmie ubezpieczeniowej "Bezpieczna Przyszłość" znajduje pod swoim biurkiem... nieboszczyka. Nie całkiem obcego. Niejaki Anatol Banyś miał właśnie zacząć pracę w "Bezpiecznej Przyszłości". Podczas rozmowy nad ciałem okazuje się, że Banyś zaczął "współpracę" z Firmą znacznie wcześniej niż się wszystkim wydawało. Pracownicy wpadają w popłoch. Bo przecież gdy śledztwo się zagłębi w sprawy firmy, lewe interesy wyjdą na jaw, a to oznacza kłopoty. I to wielkie. W szczególności, że pojawia się... kolejny nieboszczyk. Na wszystkich pada blady strach. Co dalej?
Nie wiem dlaczego, ale kiedy dostaję do rąk książkę, o której nie wiem absolutnie nic, czytam opis na okładce. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to dobre rozwiązanie, ale jest to silniejsze ode mnie. Tym razem było dokładnie tak samo. Na tylnej okładce doczytałam, że Autorka jest "zagorzałą wielbicielką książek Chmielewskiej". No cóż, nie da się ukryć, porównanie do książki Chmielewskiej "Wszyscy jesteśmy podejrzani" jakoś tłukło mi się w głowie podczas czytania powieści. W jednej i drugiej akcja dzieje się w zamkniętej grupie osób, która zna się prawie na wylot. Jednak styl i dowcip Iwony Mejzy jest całkowicie inny od Chmielewskiej. W sumie i dobrze, nie przepadam za książkami łudząco do siebie podobnymi.
Cała akcja powieści jak przystało na kryminał jest zagmatwana. Każda z postaci mogła przyczynić się do zabójstwa. Każdy mogła mieć motyw. Śledztwo, jest prowadzone rzetelnie, dowody zbierane, a wyjaśnienie zagadki morderstw - bo przecież trup ściele się gęsto - zaskakuje. Czyli tak jak powinno być w każdym kryminale.
Jeśli lubisz sensację połączoną z dowcipem, to "Wszystkie grzechy nieboszczyka" są jak najbardziej dla Ciebie. Nie będziesz się przy tej książce nudzić, nie ma takiej opcji. Akcja wciąga od samego początku. Z każdą przeczytaną stroną będziesz chciała więcej, aż w końcu razem z policją będziesz szukała wyjaśnienia o co w tym wszystkim chodzi. A poza tym, zakończenie będzie dla Ciebie wielkim zaskoczeniem. Mam nadzieję, że Iwona Mejza nie poprzestanie na tej jednej powieści i niebawem zaserwuje swoim czytelnikom kolejny dobry kryminał. Polecam!
Pozdrawiam
Archer