niedziela, 16 września 2018

#492



Jak dobrze wiecie, częściej sięgam po powieści obyczajowe aniżeli thrillery czy też kryminały. Po najnowszą książkę Maxa Czornyja „Najszczęśliwsza” sięgnęłam, gdyż moja Siostra czytała „Grzech” i namawiała mnie na przeczytanie. Jednak sama wybrałam nowość.

I jestem zachwycona. Bardzo dawno żadna książka nie pochłonęła mnie do tego stopnia, że nie mogłam się od niej oderwać. Z każdą stroną byłam ciekawa jak to wszystko się rozwiąże. Owszem miałam kilka tropów, ale Autor tak bardzo poprowadził całą akcję, że jak dotarłam do końca to jedyne co cisnęło mi się na usta to: o kurde, tego się nie spodziewałam. 

Czytajcie, nie wahajcie się, to zdecydowanie najlepsza książka jaką w tym roku przeczytałam. Chylę czoła i wiem, że sięgnę po inne tytuły tego Autora. 


środa, 5 września 2018

#491



Za każdym razem kiedy sięgam po kolejną część serii „Kryminał pod psem”, wiem, że zabawa będzie przednia. To znaczy, że będzie zagadka do rozwikłania, no i wyśmienity humor - obowiązkowy. 
I wiecie co? Znów się nie zawiodłam. Moje napady śmiechu było słychać na pół Zakopanego, bo tak się złożyło, że najnowszy kryminał Marty Matyszczak „Zło czai się na szczycie” czytałam u podnóża samiusieńkich Tater. 

Szymon Solański wraz ze swoim wiernym kompanem Guciem wyjeżdżają na wesele pani prokurator do Zdrojowic. Tam oczywiście spotykają Różę z nowym absztyfikantem i żeby nie było za spokojnie, podczas wesela Szymon odnajduje całkiem „świeże” zwłoki. Od tej pory spokój w miasteczku zostaje zakłócony. A nasi dzielni bohaterowie zabiorą się za rozwiązywanie zagadki morderstwa. Pobyt w Zdrojowicach jest dla Szymona powrotem do przeszłości. To właśnie tam wiele lat temu, w pożarze zginęła jego żona. 

Ale się działo!!! Od pierwszych stron nie mogłam się oderwać. Ale to przy książkach Matyszczak zupełnie zrozumiałe. Przy czwartej książce Autorka nie zatraciła umiejętności połączenia misternie utkanej intrygi kryminalnej i dobrej komedii. Wybuchy śmiechu są na porządku dziennym. Wpadki bohaterów sprawiają, że czytelnik śmieje się do rozpuku, chociaż nie zawsze sytuacje, w których się znajdują, są na pierwszy rzut oka zabawne. Gucio – towarzysz Szymona, nadal ma cięty język i cyniczno – sarkastyczne spojrzenie na zachowanie swojego właściciela i Róży. Muszę jeszcze dodać, że pomiędzy Różą i Szymonem nadal iskrzy. Tak bardzo, że jak tak dalej pójdzie, to pożar może strawić miejsce, w których się znajdą. A zakończenie książki jest tak wielkim uderzeniem obuchem w łeb czytelnika, że po zamknięciu ma się ochotę chwycić za telefon, zadzwonić do Autorki i zażądać natychmiastowego dostarczenia dalszych losów ukochanych bohaterów. 

Tak jak przy wcześniejszych częściach powtórzę: czytajcie Matyszczak. To wyśmienite kryminały nie tylko dla miłośników tego gatunku. Nie zawiedziecie się!!!

piątek, 31 sierpnia 2018

#490




Chyba cieszę się, że w ostateczności nie skusiłam się i nie kupiłam tej książki w papierowej wersji. Bo zapewne klnęłabym, że wydałam kasę na coś co mnie nie porwało i nie zachwyciło. Na szczęście z pomocą przyszło mi moje ukochane Legimi i bez problemu mogłam zabrać się za „Singielka w Londynie” Marty Matulewicz. 

Ewa na zaproszenie swojej przyjaciółki Zosi wyjeżdża do Londynu. Ucieka po rozstaniu z partnerem. Na początku swojego pobytu objawia swój „talent” do wpadania w tarapaty, który nie opuszcza jej aż do samego końca. Ewa dość szybko znajduje pracę oraz miłość. Czy nadal będzie roztrzepana? Czy może w końcu dojrzeje?

Zdecydowanie nie tego oczekiwałam. Miało być lekko i było. Ale też strasznie infantylnie i irytująco. Główna bohaterka doprowadzała mnie do szewskiej pasji. Jej zachowanie sugerowało nastolatkę, a nie dojrzałą panią filolog. Ewa co chwila wpadała w tarapaty, kłopoty ją zdecydowanie kochały. Nie zapominajmy, że robiła przy tym z siebie idiotkę, zapominała języka w gębie, a rozmowy czasem prowadziła na poziomie liceum. Jej przyjaciółka Zosia była trochę lepsza pod względem wpadania w kłopoty, ale zirytowałam się w jednym momencie i miałam ochotę zapytać co zrobiła z rozumem, bo chyba go zgubiła. 

Patrząc na zachwyty na portach literackich zastanawiam się na pewno czytałam tę samą książkę co inni czytelnicy? I dochodzę do wniosku, że chyba nie. 

Owszem książkę czyta się szybko, z nadzieją, że może będzie lepiej. Nie było. Jedynym plusem jaki dostrzegłam podczas czytania, to wspaniały Londyn opisany w ciekawy sposób. Ponoć ma być kontynuacja. Ale nie wiem czy przeczytam. No może, by przekonać się czy Ewa dorosła czy też nadal jest tak samo infantylna i irytująca. Raczej nie polecam. 

P.S.
I tak - jestem gotowa na falę hejtu. Tylko, że o gustach i guścikach się nie dyskutuje. To co podoba się jednemu wcale nie musi oznaczać, że to samo będzie się podobało komuś innemu. 

niedziela, 22 lipca 2018

#489




Zdarza mi się sięgnąć po książkę, którą ktoś kiedyś, gdzieś polecał. Tak właśnie było w przypadku książki „W maratonie życia” Anny H. Niemczynow, którą polecała Magdalena Witkiewicz.

Matylda bierze udział w martonie. To takie odkupienie win. Podczas tego biegu rozlicza się z przeszłością, z wszystkim tym co wydarzyło się w jej życiu. A trzeba przyznać, że wydarzyło się bardzo wiele. Wie czym jest nieodwzajemniona miłość, wie czym jest romans z żonatym mężczyzną oraz utrata dziecka. Jednak kobieta nie załamuje się. Bierze sprawy w swoje ręce i walczy o lepsze jutro dla siebie oraz synka. Czy ta walka będzie wygrana? Czy dotrze do linii mety już jako inna kobieta? O tym poczytajcie sami. 

Wiele razy wspominałam już, że lubię sięgać po książki debiutujących autorów. Lubię jednak odkrywać nowe historie, które porywają od pierwszych stron. I właśnie tutaj tak było. 

Opis i okładka mogą sugerować lekką książkę o bieganiu. Owszem główna bohaterka bierze udział w maratonie, codziennie także biega dla oczyszczenia umysłu, ale to wcale nie jest łatwa historia. Autorka porusza tutaj kilka ważnych tematów. Nie robi tego nachalnie, wręcz przeciwnie wszystko jest subtelnie wplecione w bieg głównej bohaterki. Matylda pomimo młodego wieku została pokiereszowana przez życie. Podczas maratonu rozlicza się z przeszłością, opowiadając o swoim życiu właśnie podczas biegu. Można śmiało powiedzieć, że to spowiedź a meta będzie rozgrzeszeniem. W książce nie znajdziecie pięknych opisów, miłości gdzie zakochani spijają sobie z dzióbków. Mamy tutaj brutalną, szczerą codzienność, która dzieje się za wieloma drzwiami mieszkań. Czytelnik – a na pewno ja – podziwiałam Matyldę od samego początku. Za jej heroizm, za siłę i za to, że nie poddała się wtedy gdy dopadały ją ciosy życia. Przyznam się Wam szczerze, że zastanawiałam się czy też bym miała tyle sił by walczyć o siebie. 

Podsumowując, nie jest to babskie czytadło, tylko powieść z przesłaniem. Jakim? Myślę, że każdy odbierze tę książkę inaczej. Dla mnie najważniejszym było: nie poddawać się i walczyć o swoje szczęście. Bo to od nas zależy jakie życie będziemy wieść. Polecam!!!

P.S.
Aniu, „W maratonie życia” to fenomenalny debiut. Ale to już wiesz, bo zdążyłam Ci o tym powiedzieć podczas naszego spotkania na WTK w maju. Pozostałe Twoje książki też rozkładają na łopatki. Ale o tym to przy najbliższej okazji.



środa, 18 lipca 2018

#488



Droga Tachykardio! 

Bułgaria w latach osiemdziesiątych i na początku lat dziewięćdziesiątych była miejscem gdzie wielu wyjeżdżało na urlop, gdyż nie była drogim miejscem docelowym. Ta tendencja utrzymuje się nadal, ale mam wrażenie, że już w mniejszym stopniu. Sama byłam tam prawie 30 lat temu, a dokładnie w Warnie. Natomiast w tym roku przeniosłam się tam dzięki najnowszej książce Ałbeny Grabowskiej „Kości proroka”. A konkretnie do Płowdiwu gdzie toczy się akcja.

XXI w. W Płowdiwie w antycznym teatrze zostają odnalezione zwłoki polskiego posła. Mężczyzna został ukrzyżowany, głowę odcięto i ułożono na tacy, a całe ciało pokryto cyrylicą, egipskimi, trackimi oraz greckimi symbolami. Bułgarska policja prosi o pomoc w rozwiązaniu zagadki morderstwa Margaritę Nowak, córkę znanej i cenionej archeolożki. Gita na prośbę przyjaciela wraca na stare śmieci, zostaje policyjnym konsultantem by dowiedzieć się dlaczego doszło do zbrodni. 
XIIw. Dwunastu braci bogomiłów wyrusza do Konstantynopola by przekazać cesarzowi świętą księgę. By uchronić się przed kradzieżą niosą sześć falsyfikatów. Żaden z nich nie wie, która jest prawdziwa.
I w. Dwunastu uczniów powołanych przez Mesjasza, wraz z Janem Chrzcicielem udaje się do Jerozolimy na spotkanie z Chrystusem. Jest wśród nich Ariel, który zostaje kronikarzem spisuje wszystko co wydarzy się podczas podróży oraz notuje wszystkie nauki nauczyciela. 

Jak sama widzisz cała historia opisana jest na trzech płaszczyznach czasowych, które przeplatają się ze sobą. I w ostatecznym rozrachunku wiążą się ze sobą bardzo ściśle. Dla mnie na początku bardzo ciężko czytało się tą książkę, ponieważ w pewnym momencie zaczynałam zapominać o tym co było wcześniej. W szczególności że chodziło o morderstwo. Jednak potem wszystko zaczęło wskakiwać na swoje miejsce jak puzzle. 

Chylę czoła przed Autorką, która wykonała niesamowitą pracę by połączyć te wszystkie historie w jedną logiczną całość - tak, by czytelnik nie miał problemów podczas czytania. A musisz sobie zdawać sprawę , że ilość nazwisk, miejsc oraz wydarzeń troszkę przytłacza, ale to wcale nie umniejsza całej historii. 

Oprócz zbrodni, która rozegrała się w teatrze antycznym, mamy wyśmienite tło obyczajowe. Poznajemy przeszłość Margarity, jej powód ucieczki z Bułgarii oraz porzucenia studiów. A także trudne relacje z matką, znaną archeolożką, która tak naprawdę nie potrafiła okazać zainteresowania córką i całe życie spędziła przeważnie na wyjazdach archeologicznych, aniżeli na zacieśnieniu więzów z pierworodną. A także miłość, która zrodziła się pomiędzy dwójką głównych bohaterów.

„Kości Proroka” to lektura która pochłonie od samego początku. Owszem może być momentami ciężko, ale nikt nie powiedział że książki z historią w tle należą do tych lekkich, które czyta się od deski do deski na jednym posiedzeniu. To kawał świetnej opowieści. Od samego początku będziesz kibicować Margaricie i Dimityrowi podczas rozwiązywania tajemniczej śmierci polskiego posła oraz wędrować na przemian z dwunastoma apostołami i bogomiłami. Dodam jeszcze na koniec, że Ałbena perfekcyjnie przygotowała się do stworzenia całej historii. Research Autorki naprawdę rozkłada na łopatki. Polecam bez dwóch zdań.

Pozdrawiam serdecznie
Archer

P.S.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Marginesy.