Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Erica Spindler. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Erica Spindler. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 listopada 2017

#457



No to teraz jestem w domu. Dziwny początek prawda? Ale w pełni oddaje to, że już wiadomo z kim, albo raczej czym, walczyli Micki Dare i Zach Harris w poprzedniej książce Spindler, oraz tej najnowszej „Szóstka”, o której chcę Wam opowiedzieć. 

Po trzech miesiącach od feralnej nocy, kiedy Micki prawie nie straciła życia, kobieta powoli wraca do służby. Przez cały czas zastanawia się jak to się stało, że przeżyła. Dokładnie pamięta kokon światła, który ją otoczył. Prosi Zacha o wyjaśnienia, ale ten wcale nie chce zagłębiać się w szczegóły. Nowym Orleanem wstrząsa fala naruszeń miru domowego. Duet Dare i Harris muszą zapewnić bezpieczeństwo osobom, które są dla nich bliskie. Dodatkowo muszą uwolnić Angel, która przez swoją naiwność i chęć zmiany, wpakowała się w nie lada kłopoty. Sprawa napadów okazuje się mieć drugie dno. Bez Zacha, który wprowadza Micki w swój świat, nie udałoby się rozwiązać sprawy. Obydwoje wiedzą jednak, że to jeszcze nie koniec. Strażnicy Światła muszą dalej walczyć ze Złem. 

Tym razem jednak książka, albo raczej historia, dużo bardziej mnie zachwyciła niż jej poprzedniczka. Może dlatego, że w tej części dokładnie wyjaśniono kim są Strażnicy Światła i dlaczego Zach nazywany jest Pół Blaskiem. Miałam też wrażenie, że motyw walki Ciemności z Jasnością jest ważniejszy aniżeli walka z grupą przestępczą, która dokonywała naruszeń miru domowego. A może dlatego, że jedno z drugim było bardziej połączone. 

Tym razem książkę czytało mi się znacznie szybciej. Pewnie dlatego, że w większości składała się z dialogów. Nim się obejrzałam był już koniec. 

Przyznam się szczerze, że jestem ciekawa co będzie dalej? Czy rzeczywiście Ciemność pochłonie Strażników Światła czy wykorzysta Pół Blaski do tego by przeciwstawiły się Światłu? 

Jeśli lubicie wątki kryminalne to książka dla Was, ale nastawcie się jeszcze na delikatną fantastykę.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Edipresse


sobota, 11 listopada 2017

#455



Erica Spindler to Autorka znana z thrillerów i całkiem niezłych kryminałów. Sama kilka z nich przeczytałam jakiś czas temu. Nie mogłam się oczywiście od nich oderwać. Nie tak dawno na stole nowości pojawił się jej nowy tytuł „Siódemka”. Opis był bardzo obiecujący, więc bez wahania po nią sięgnęłam. 

Micki Dare to doświadczona nowoorleańska policjantka. Zostaje przydzielona do nowo powstałej grupy mającej walczyć z przestępczością. Jej partnerem zostaje Zach Harris, nowy policyjny nabytek, który ukończył specjalny program o nazwie „Szóstki”. Program skupiał się na ludziach, którzy mają dobrze rozwinięty szósty zmysł i potrafiący go wykorzystać, bardziej niż przeciętni ludzie. Mick ma pilnować Zach’a, gdy ten podczas dochodzenia będzie wykorzystywał swój zmysł. Po jakimś czasie okazuje się, że tu wcale nie chodzi o łapanie przestępców. Tu chodzi o większe zło, z którym Micki się jeszcze nie spotkała. Kiedy dochodzi do zniknięcia kolejnej dziewczyny, okazuje się, że z siłą ciemności mogą nie wygrać. Czy Micki przeżyje ostatnie starcie?

Kiedy sięgałam po książkę Spindler oczekiwałam dobrej i mocnej sensacji, dreszczy na plecach i pytania kto zabił? A dostałam sensację z suspensem, który nijak ma się do wcześniejszych kryminałów Autorki. Główny bohater czytający w myślach, reagujący na złą siłę i tu wcale nie mam na myśli złych i niebezpiecznych ludzi, tylko „mroczny cień”. Mroczny cień będący bezkształtną postacią. 

Ogólnie nie czyta się źle. Większą część powieści stanowią dialogi i krótkie rozdziały. Więc książkę połyka się raz dwa. Irytowali mnie tylko bohaterowie. W szczególności Zach, który dość często podczas śledztwa działał na własną rękę. Nie konsultował się przed swoim działaniem z partnerem tylko informował go po wykonanej akcji. A tak chyba nie powinno być prawda?

„Siódemka” to jednak dobry kryminał, a do nadprzyrodzonej siły można się w ostateczności przyzwyczaić.



czwartek, 24 listopada 2011

#149

Po romansach czas zmienić repertuar literacki i zabrać się za coś, co sprawia, że wysila się swoje szare komórki. Za coś co sprawi, że nie będziemy mogli oderwać się od książki.

Z autorką Ericą Spindler spotykam się po raz pierwszy. Gdzieś kiedyś jej nazwisko wpadło mi w oko, ale dość szybko wypadło. Jakiś czas temu, podczas wymianki organizowanej przez Sabinkę otrzymałam nawet książkę tej autorki, ale jakoś nie miałam odwagi by po nią sięgnąć. Teraz już wiem, że przy najbliższej nadarzającej się okazji nadrobię zaległości. Teraz zastanawiam się, dlaczego dotychczas nie znam twórczości Pani Spindler? I już wiem. Otóż miałam wrażenie, że Spindler pisze głównie romanse. I jakie było wielkie zaskoczenie kiedy okazało się, że w swoim dorobku ma także kryminały, thrillery. Bez wahania sięgnęłam po „Zabić Jane”, czego nie żałuję.

Jane Killian kiedy była piętnastoletnią dziewczyną została potrącona przez motorówkę i cudem uniknęła śmierci. Następstwem tego wypadku była utrata połowy twarzy i masa blizn na całym ciele. Dzięki operacjom plastycznym mogła znów zacząć normalnie żyć i nie wyglądać jak dziewczyna Fraknenstaina. Teraz jest spełnioną artystką. Mieszka wraz z mężem, chirurgiem plastycznym w Dallas i oczekuje narodzin swojego pierwszego dziecka. Niestety to co piękne nie może trwać wiecznie. Jane nawiedzają koszmary senne z przeszłości: znów jest w jeziorze, pędzi na nią motorówka, która po chwili zawraca by dokończyć to co zaczęła – a konkretniej zabić Jane. Pewnego dnia policja znajduje w hotelu ciało kobiety Elle Vanmeer. Okazuje się, że kobieta była pacjentką Ian’a. Najgorsze w tym wszystkim jest to iż prawdopodobnie miała z nim romans. Potem ginie asystentka męża. Wszystkie ślady wskazują na to iż najbardziej podejrzany jest właśnie Ian mąż Jane. Dodatkowo sprawę komplikują anonimy, które wzbudzają w Jane coraz większy strach. Osoba, która je wysyła zna bardzo dokładnie rozkład jej dnia, zna jej obsesje, fobie i wie, że w dzieciństwie przeżyła tragedię. Czy policji, a konkretniej siostrze Jane – Stacy, uda się znaleźć tajemniczego prześladowcę? Czy dowody wskazujące winę na Ian’a okażą się na tyle mocne żeby go skazać?

Przyznaję się bez bicia, że przez całą powieść zastanawiałam się kto za tym wszystkim stoi? Kto ukartował całą maskaradę i kto chce się pozbyć Jane. Typowałam prześladowcę, jednak za każdym razem gdy byłam już pewna swego, okazywało się, że trop jest fałszywy. Dawno tak dobrze nie bawiłam się rozwiązując zagadki kryminalne w powieści.

Na wielki plus w tej powieści zasługuje fakt, że jest wielowątkowa. Mamy tutaj wątek morderstw, oraz trudne relacje między siostrami: Jane i Stacy. Wątek kryminalny jest świetnie poprowadzony. Co chwila poznajemy różne fakty, dostajemy dowody skazujące, by po chwili okazało się, że to wszystko nie tak. Że myliliśmy się, że trzeba jeszcze raz. Z drugiej strony jednak, pojawiają się dowody obciążające i wychodzi na to, że aresztowany jest naprawdę winny. Ale ile razy zdarzało się tak, że skazywany zostawał całkiem niewinny człowiek?

Myślę, że książka spodoba się osobom które uwielbiają thrillery. Przy tej książce nie sposób się nudzić. Akcja leci na łeb na szyję i nim się obejrzymy dotrzemy do ostatniej strony. Oczywiście po drodze będziemy potykać się o trupy, szczekającego psa, będziemy na wystawie rzeźb Jane a przede wszystkim będziemy się starać udowodnić, że Ian jest niewinny. A może jednak winny?

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Mira Harlequin