Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ewa Cielesz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ewa Cielesz. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 czerwca 2021

#580 - Tango

 


Po książki Ewy Cielesz sięgam z ogromną przyjemnością. Wiem, że historia którą poznam będzie dopracowana w najdrobniejszych szczegółach. Bo każda książka, która wyjdzie spod pióra Pani Ewy to czysta uczta literacka. Język jest plastyczny i niesamowicie obrazowy. Czytelnik zanurza się w świecie bohaterów, płynie z prądem spokojnej lub bardziej rwącej rzeki opowieści. Kiedy w moje ręce wpadła książka „Tango” i na jej okładce przeczytałam zdanie: „Tango to pierwsza tak osobista książka Ewy Cielesz. Oparta została na doświadczeniach jej córki, której udało się wyzwolić z toksycznego związku.” Wiedziałam, bardzo dobrze wiedziałam, że ta opowieść przeczołga mnie emocjonalnie i nie myliłam się. 

Powiem Wam, że nie wiem jak mam ubrać w słowa to co dzieje się w moim wnętrzu. Po przeczytaniu tej historii, będziecie mieli kaca czytelniczego. Każda kolejna książka nie będzie tak dobra, nie porwie was od pierwszej strony. 

Podczas czytania miałam wiele razy ochotę wyrzucić książkę przez okno. Nie dlatego, że autorka tak brutalnie potraktowała główną bohaterkę. Ale dlatego, że ta historia bazowała na życiu córki Pani Ewy. Że osią całej powieści była historia kobiety, która uwolniła się z toksycznego związku. 

Przemoc psychiczna, moim zdaniem jest gorsza od tej fizycznej. Oprawca zasiewa w ofierze strach, że jest ona niewystarczająco dobra, że nie robi to tak jak robić powinna, manipuluje nią. W tej historii tak naprawdę to oprawców było dwóch. Pierwszym z nich była matka głównej bohaterki. Ktoś może powiedzieć ale jak to? Przecież każda matka swoje dziecko kocha nad życie i nie da go skrzywdzić. Ale co jeśli to matka krzywdzi dziecko? Alicja, przez większą część swojego życia była krytykowana przez matkę. Nigdy nie usłyszała od niej dobrego słowa. Dało się odczuć, że córka musi zrobić wszystko by zasłużyć na jej miłość. A przecież tak być nie powinno. Bo przecież miłość matki do dziecka jest bezwarunkowa. Ale czy na pewno? Kiedy pojawił się w życiu Alicji Feliks, dziewczyna poczuła się… wyjątkowa. Oto bowiem pojawił się przysłowiowy „książę na białym koniu”, który był kochający, zaradny, męski i stanowczy. Jednak swoim zachowaniem, swoją zaborczością, którą Alicja brała za opiekuńczość i troskę, sączył jad, który zatruwał dogłębnie dziewczynę. W jej krwi płynęła trucizna, która każdego dnia wykańczała dziewczynę psychicznie. Kochający mężczyzna z dnia na dzień stawał się niszczycielem. Zmienił się w tego okrutnego, zabierającego jej wszystko to co miała najlepsze: matkę (przecież dzisiaj masz spędzić dzień ze mną a nie z nią), przyjaźń (jak można przyjaźnić się z własnym szefem?), pracę (przecież nie musisz pracować) aż w końcu wolność wyboru. Alicja została pozbawiona poczucia własnej wartości, godności i wiary w drugiego człowieka. Kiedy wreszcie uciekła, oglądała się przez ramię czy jej oprawca nie depcze jej po piętach. Strach trzymał ją dość długo, tak samo jak brak wiary w to, że są wokół niej ludzie którzy chcą jej pomóc, którzy są jej życzliwi. 

„Tango” to nie tylko historia o toksycznym związku. To także powieść, która pokazuje, że kiedy znajdziemy w sobie chociaż zalążek siły, możemy uciec, spróbować zacząć od nowa. Możemy próbować budować swój świat na nowo - na początku z dystansem, a potem z delikatną wiarą, że nie wszyscy wokół nas są źli. 

A wiecie co boli mnie najbardziej? Że gdzieś za drzwiami sąsiednich mieszkań, może rozgrywać się taki sam dramat jak w życiu bohaterki. Boli to, że historia nie została zmyślona, że nie jest czystą fikcją literacką. 

Czy polecam? Tak, jak wszystkie inne książki Pani Ewy. Chociaż tę chyba bardziej, bo tak dobrej książki nie czytałam dawno. Pełnej różnych emocji, które wzbudza. Czytajcie, miejcie wiarę w siebie i nigdy nie dajcie sobie wmówić, że jest inaczej.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Axis Mundi 

wtorek, 19 listopada 2019

#528 - Pochyłe niebo. Pajęczyna



Są książki, które długo po zakończeniu w nas siedzą. Gdzieś tam pod skórą, wciąż żyją. Emocje po ich odłożeniu wciąż buzują w krwioobiegu. Jest niewiele takich książek i niewiele takich autorek, które to wszystko potrafią. Potrafią w poetycki sposób opowiedzieć niezwykłą historię. Od dłuższego czasu, wśród takich autorek prym wiedzie Ewa Cielesz. I myślę, że prędko to się nie zmieni. Powiem Wam, że jest niewiele autorek, które tak pięknie czarują słowem. Gdzie wszystko jest tak zobrazowane, że wyobraźnia nie musi aż tak bardzo pracować, gdyż wszystko maluje się nam pod powiekami. 

Anita i Michał muszą zmierzyć się z nowym życiem. Odziedziczony dom to ich nowa przystań. Luksusów tam nie ma. Anita z wielkim trudem stara się doprowadzić dom do porządku. Michał postanawia poddać się operacji przywrócenia wzroku, Sonia rozpoczyna szkołę, a Anita stara się stanąć z codziennymi problemami twarzą w twarz. Z Michałem żyją razem, a jakby osobno. Na jej drodze znów stają dawni znajomi. Czy pajęczyna miłości, która ich oplotła, będzie na tyle silna by przetrwać każdą burzę?

Nie potrafię czarować słowem, tak jak zrobiła to autorka. Nie potrafię tak pięknie opisać własnych wrażeń, po przeczytaniu tej książki. Bo nieważne co bym napisała, to wydaje mi się za bardzo oklepane i płytkie. 

„Pajęczyna” to książka opisująca życie w małych miastach. W miastach gdzie każdy każdego zna. Gdzie w razie kryzysu możemy liczyć na sąsiedzką pomoc i nikt nie obróci się do nas plecami tylko wyciągnie pomocną dłoń. No i gdzie plotki roznoszą się lotem błyskawicy. 

W pierwszej części, trzymałam kciuki za Anitę, za to by była szczęśliwa. Tym razem kibicowałam także Michałowi. By trud wspólnego życia nie zaważył na miłości, która zrodziła się między nimi. By utkana pajęczyna miłości, zrozumienia, wsparcia, nie została zerwana niedomówieniami i zazdrością. 

Niebawem sięgnę po trzecią część historii Anity, Michała i małej Sonii. Jestem ciekawa, jak bardzo autorka zagmatwa ich losy. Polecam bez dwóch zdań.



niedziela, 10 lutego 2019

#506 Pochyłe niebo. Ćma




Po książki Ewy Cielesz sięgnęłam chyba trzy lata temu. Przyznaję, że miałam małe obawy, ale zniknęły one tuż po przeczytaniu pierwszej i kolejnych książek Autorki. Co o nich sądzę, już wiecie bo ich opinie pojawiały się na blogu. Tym razem, postaram się opowiedzieć Wam o najnowszym literackim dziecku Autorki „Pochyłe niebo. Ćma.” To pierwsza część trzytomowej serii. 

Anita ma siedemnaście lat, mieszka wraz z matką i babką. Ma starszą siostrę, która już dawno temu wyprowadziła się z domu. Pewnego dnia, dziewczyna odkrywa, że jest w ciąży. Kiedy wyznaje prawdę matce, ta wyrzuca ją z domu. Anita pakuje swoje rzeczy i wyjeżdża do Wrocławia. Tam znajduje kąt u ciotki. Siostra matki pomaga jej jak tylko może. Dziewczyna by zarobić na swoje utrzymanie zatrudnia się przy opiece nad starszą panią. Kobieta mieszka w słynnym wrocławskim trójkącie bermudzkim. Anita poznaje tam młodych ludzi, którzy mieszkają razem „na kwadracie” i nie należą do tych układnych i grzecznych. Tam spotyka Wilka, którym jest zafascynowana. Jak potoczą się jej losy? Nie zdradzę. Czy wybierze ustawionego, na wysokim stanowisku mężczyznę, za którego na siłę stara się wydać jej ciotka? A może na jej drodze stanie ktoś zupełnie inny? Ktoś kto zaopiekuje się Anitą oraz jej córeczką?

Powiem Wam, że książka mną… wstrząsnęła. Tak… pozytywnie. Anita mimo tego, że matka wyrzuciła ją z domu (która matka robi coś takiego własnemu dziecku?), nie poddaje się i szuka swojego miejsca na ziemi. Jednak nie jest sama. Musi myśleć o swoim dziecku. Musi walczyć o siebie i córeczkę. 

Cała opowieść rozgrywa się w szarych czasach lat 70 i 80tych. W czasach w których tylko nielicznych było stać na zakupy w kolorowych Pewexach, gdzie głównie płacono dolarami. Sama taki Pewex w moim mieście pamiętam. Pamiętam lalki Barbie, które były wystawione na półkach. I ten ból w oczach dziecka, że nie dostanie ukochanej i upragnionej zabawki. W czasach, w których wprowadzono stan wojenny, a na ulicach można było spotkać czołgi. Czasach Solidarności, Zomo, kartek na żywność i długich kolejek. 

Chylę czoła przed Autorką. Język jakim jest napisana powieść zdecydowanie jest poetycki. Bardzo obrazowy. Czytając widziałam wszystko przed swoimi oczami. Widziałam podróż Anity do Ciotki, ulice Wrocławia pełne czołgów i walczących ludzi. 

Przez całą powieść trzymałam kciuki i podziwiałam bohaterkę. Bo jej nie można nie podziwiać. Mimo tego co przeżyła, nie poddawała się. Walczyła. Nie z wszystkimi jej wyborami się zgadzałam, ale to Ona podejmowała decyzje… tylko czy liczyła się z ich konsekwencjami?

Z niecierpliwością oczekuję kolejnej części by towarzyszyć Anicie w podróży, w poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi. 

Pani Ewo, jest Pani niesamowitą malarką słów i emocji.


niedziela, 18 marca 2018

#474




Droga Tachykardio!

Nie wiem czy pamiętasz, ale jakiś czas temu pisałam o powieści „Słońce umiera i tańczy” Ewy Cielesz. Po prawie ośmiu miesiącach doczekałam się jej kontynuacji. „Szepty stepowe” to dalsze losy Jagody i Dymitra. 

Po spakowaniu swoich rzeczy, Jagoda wraz z Dymitrem wyjeżdża do Mongolii. Niestety nie jest to podróż marzeń. Zamiast dwóch miesięcy, Jagoda spędza znacznie więcej czasu w kraju swojego narzeczonego. Jest tym faktem załamana gdyż, to nie tak miało wyglądać. Dziewczyna nie potrafi się odnaleźć w nowym miejscu, a bariery językowej nie da się tak łatwo przeskoczyć. Dodatkowo Ochir (Dymitr) ujawnia swoje prawdziwe oblicze. Jagoda pragnie wrócić do Polski, ale Ochir jest temu przeciwny. Dochodzi do wypadku, który przyspiesza jej ucieczkę. Nie jest to jednak do końca tak łatwe jakby się wydawało. 

Powiem Ci Tachykardio, że bardzo bałam się tego drugiego tomu. Bo jak wiesz, część pierwsza nie bardzo przypadła mi do gustu. Wiele wątków było poucinanych i niedokończonych. Jeśli chodzi o tę część, to przyznam ci się, że bardziej mi się podobała.

Jest tu więcej akcji i przygód. Zdumiewa także przygotowanie Autorki. Opisy stepów mongolskich i życia rodziny Ochira jest tak wiarygodne, że czasem zastanawiałam się czy sama Autorka nie przeżyła takiej podróży. Co jest bardzo prawdopodobne. Zaskakuje także metamorfoza głównej bohaterki. Z początku odbieramy ją jako tę która kocha za mocno i jest w stanie wybaczyć bardzo wiele ukochanemu mężczyźnie. Trzeba przyznać, że wiele kobiet jest zaślepionych miłością, i kiedy ukochany je krzywdzi - one mu wybaczają od ręki. Ba, nawet same go usprawiedliwiają. Niestety jak to czasem bywa. Każdy z nas ma pewną granicę do której musi dotrzeć, aby powiedzieć dość. I właśnie do tej granicy dotarła Jagoda. Powiedziała dość. Pokazała, że mimo strachu jest silną kobietą, która jest wstanie uciec od ukochanego Ochira i jego rodziny. Uciekła bez grosza przy duszy. Gdy dotarła do Ułan Bator znalazła pracę w hotelu by móc zarobić na bilet powrotny do Polski. Wykazała się determinacją i wolą przetrwania w obcym miejscu. Nie poddała się i nie zawróciła z raz obranej drogi. 

Ewa Cielesz tą powieścią podniosła sobie poprzeczkę. „Szepty stepowe” są zaskakujące. Jestem bardzo ciekawa czy będzie część trzecia. A jeśli tak, to zastanawiam się jakie przygody tym razem zaserwuje swojej głównej bohaterce. 
Polecam. 

Pozdrawiam serdecznie 
Archer

P.S.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Axis Mundi



sobota, 24 czerwca 2017

#430




Wszystko co piękne szybko się kończy. Moja podróż z Julianą także dobiegła końca. Podróż przez całe jej życie, wzloty, upadki, zmiany miejsca zamieszkania, podróże, walkę o przetrwanie oraz tworzenie swojej firmy od podstaw. 

Kiedy Juliana opuściła dom w Bieszczadach koniecznie chciała odnaleźć rodzinę matki. Niestety nigdy to się jej nie udało. Gdy dotarła do Babci Oleny, tam ukończyła szkołę, a u szeptuchy zdobyła wiedzę zielarską. Jednak nie mieszkała tam długo. Podróż, którą rozpoczęła, a która miała ją zaprowadzić do Warszawy, zaprowadziła ją w zupełnie inne miejsce. Trafiła do Olsztyna. Tam została wolnym słuchaczem na uczelni. Dzięki swojej zielarskiej wiedzy, pomagała ludziom. Rozpoczęła pracę w miejscowej bibliotece i tak poznała Abrahama, swojego przyszłego męża. Tak naprawdę było to małżeństwo z rozsądku. Ale dzięki niemu osiągnęła spokój i stabilizację życiową. Przez cały okres trwania małżeństwa, Abraham wspierał Julianę w rozwijaniu własnego biznesu. Ale czy to przełożyło się na szczęście w miłości?

Rozpoczętą w drugim tomie historię, Juliana opowiada dalej. I tutaj, podobnie jak w poprzednich częściach, pewną rolę odgrywa tło historyczne. Tym razem mamy czasy PRL-u. Kiedy za drobne przewinienia szło się do więzienia i „dzięki współpracy” z milicją można było pozbyć się „kłopotów”. A także czasy, kiedy w sklepach półki świeciły pustkami. 

Zakończenie trylogii i pozostałych historii, uświadamia nam, że to już jest koniec, że już nic więcej nie będzie. Że musimy się rozstać z bohaterami. W tym przypadku jest identycznie. Chociaż… zakończenie jest zaskakujące i jak dla mnie mogłaby powstać kontynuacja. Dlaczego? Gdyż jestem ciekawa jak potoczyły się dalsze losy Joanny i Adama. I jak ostatecznie zakończyła się historia Toffi. 

Muszę przyznać, że Autorka bardzo umiejętnie snuła całą historię. Wszystko jest na swoim miejscu, a czytelnik z każdą przewracaną kartką zaprzyjaźnia się z bohaterami, podróżuje po Polsce, uczy się zielarstwa, czy chociażby przeżywa wzloty i upadki firmy Juliany. Przez cały czas kibicowałam tej kobiecie, trzymałam kciuki za rozwój jej firmy. Smuciłam się przy wszelkich niepowodzeniach i wręcz rzucałam książką przy awanturach. 

„Córka cieni” to saga, obok której nie można przejść obojętnie. Wciąga od pierwszej strony i czytelnik nie odłoży jej, dopóki nie dotrze do ostatniej kropki. A tło historyczne idealnie dodaje smaczku wszystkim wątkom.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Axis Mundi





wtorek, 20 czerwca 2017

#429





Czy zauważyliście, że ostatnio sięgam głównie po polską literaturę? Nie wiem czemu tak się dzieje. Może dlatego, że chcę poznawać więcej i więcej książek rodzimych Autorów, by dzielić się nimi wszędzie, gdzie tylko się da. Bo jak powtarzam, cudze chwalicie swego nie znacie. Jakiś czas temu zachwycałam się twórczością Ewy Cielesz. Dzisiaj opowiem Wam o najnowszej powieści Autorki „Słońce umiera i tańczy”.

Jagoda jest młodą malarką. Mieszka w Krakowie wraz z rodzicami, którzy nie potrafią nigdzie zagrzać miejsca. Pewnego dnia informują ją, że znów wyjeżdżają. A ona zostaje sama i musi utrzymać się z malowania. Gdy na jej drodze staje Dymitr, uliczny muzyk z Mongolii, dotychczasowe życie zostanie wywrócone do góry nogami. No i pojawia się pan Wiesław, przez którego zostanie wplątana w sprawę kryminalną. 

Tym razem Autorka zabiera nas w podróż po artystycznym świecie. Mamy Jagodę, która żyje z malowania obrazów. Widzimy dokładnie jak wygląda jej życie, codzienność i jej malarski świat. Muszę przyznać, że z miłą chęcią zobaczyłabym namalowane przez nią obrazy: portret Dymitra, dzięki któremu wygrywa dodatkową nagrodę w konkursie czy też obraz lotnika namalowany na podstawie zdjęcia z medalionu. No i mamy jeszcze Dymitra albo raczej Ochira, ulicznego grajka, który przez zupełny przypadek zostaje jednym z wokalistów w zespole muzycznym. Możemy przyglądać się życiu muzyka, jak tworzy teksty i komponuję do nich muzykę – jak zaklina emocje we własnych piosenkach. A także świat wielkiej sceny, który potrafi wciągnąć, przemielić i wypluć. A skoro już przemielił to człowiek zostaje zazwyczaj wypluty złamany i poraniony. I nigdy nie jest już taki jak na początku muzycznej przygody. 

Autorka nie ogranicza się w swojej opowieści tylko do głównego wątku. Wzbogaca powieść licznymi historiami, które nie pozostają bez wpływu na głównych bohaterów, ale nie kończy ich. Urywają się gdzieś w trakcie powieści bez zakończenia, a szkoda, bo wydaję mi się, że można by opowiedzieć do końca.

Miłość głównych bohaterów to nie jest przesłodzona romantyczna miłość. Ewa Cielesz pokazuje jak trudne bywa życie dwojga artystów walczących o swoje miejsce. A także różnorodność kulturową. Bo temperamentny charakter Dymitra, wiązał się przecież z jego pochodzeniem. 

„Słońce umiera i tańczy” to część pierwsza historii Jagody i Dymitra. Teraz przyjdzie mi uzbroić się w cierpliwość w oczekiwaniu na nowy tom.


Książkę przeczytałam dzięki Wydawnictwu Axis Mundi






czwartek, 23 marca 2017

#419




Właśnie uświadomiłam sobie, że bardzo przywiązuje się do bohaterów. I lubię, kiedy historie nie zamykają się tylko w jednym tomie. Wiem wtedy, że z bohaterami jeszcze nieraz wypiję kawę i odwiedzę znajome kąty. Tak właśnie jest w przypadku drugiego tomu trylogii Ewy Cielesz „Córka cieni. Obce matki”.

Adam ukończył studia historyczne. Nie jest do końca zadowolony ze swojej pracy dyplomowej, nie udało mu się odkryć co stało się z Julianą, więc razem z Toffi wyrusza w Polskę na poszukiwania śladów kobiety. I dopiero wtedy poznaje prawdę kim Juliana jest dla dziewczyny i dlaczego pamiętnik trafił właśnie do niego. Wyprowadza się w końcu do Warszawy, by tam rozpocząć pracę w muzeum oraz w redakcji pisma historycznego. Jednak pewnego dnia, zupełnie przypadkowo spotyka kobietę, Joannę, która okazuje się córką poszukiwanej przez nich Juliany. I tak rozpoczyna się opowieść o tym co działo się z nią od momentu opuszczenia chaty, gdy tylko ukończyła siedem lat.

Najwspanialsze było to że posiadam w domu całą trylogię. W momencie, gdy skończyłam tom pierwszy, mogłam bez problemu zabrać się za kolejny. Nie miałam żadnej przerwy w czytaniu, była ciągłość i dzięki temu nie zapomniałam tego co już się wydarzyło. 

W drugim tomie poznajemy historię Julianny z pierwszej ręki. Kobieta snuje opowieść o tym co działo się w jej życiu, gdy tylko przekroczyła próg domu w Bieszczadach. Jej tułaczkę po Polsce, szukanie swojego miejsca oraz rodziny w Konstancinie pod Warszawą.

W tej części, podobnie jak w tej wcześniejszej dużą rolę odegrało to historyczne I tak dowiadujemy się, że kiedy Juliana przebywa w domu dziecka w Polsce trwa okres stalinowski. Losy bohaterek pokazują wprost, że ci którzy mieli swoje zdanie i byli przeciwni reżimowi nie kończyli najlepiej. No i poznajemy Kobiety - obce matki - które stawały na drodze dziewczynki i opiekowały się nią oraz zapewniały jej dach nad głową. Ale dziewczynka dość często zmieniała miejsce zamieszkania. Uciekała w nowe miejsca, gdy w starych nie czuła się już bezpiecznie. Nie zawsze jednak bywała wtedy szczęśliwa. Zdarzało się, że była wykorzystywana do pracy w domu w zamian za nocleg i jedzenie.

W drugim tomie rozwiązane zostają tajemnice z tomu pierwszego. Wszelkie nieścisłości zostają wyjaśnione. W drugiej części należy jeszcze zwrócić uwagę na burzliwą przyjaźń pomiędzy Adamem i Toffi. Przyjaźń trudną, która jest przetykana kłótniami, sprzeczkami oraz nieporozumieniami.

Cieszę się, że od razu mogą zagłębić się w trzecią część i poznać dalszą przeszłość przyszłość Juliany oraz przyszłość Adama i Toffi. 


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Axis Mundi


wtorek, 14 marca 2017

#417




Zdarza mi się, że przy pierwszym spotkaniu z książką – np. tylko wizualnym, bądź na którymś z portali internetowych – nie jestem nią zainteresowana. Potem mija jakiś czas i pojawia się usilna chęć by tę książkę jednak przeczytać. I tak właśnie było w przypadku książki Ewy Cielesz „Córka cieni. Siedem szmacianych dat". Na początku obawiałam się, że ta historia to nie moje klimaty. Wszystko się zmieniło, gdy zatopiłam się w lekturze i dałam się porwać wydarzeniom. 

Adam wraz z kolegami przemierza z plecakiem Bieszczady. Idąc przez las natrafiają na opuszczony dom, w którym natykają się w jednej z izb na siedem szmacianych lalek leżących na podłodze. Na przyjaciołach Adama nie robi to żadnego wrażenia, ale Adam podskórnie czuje, że w tym domu coś się wydarzyło, że skrywa jakąś tajemnicę. Na skrzyni stojącej nieopodal, chłopak dostrzega też tajemniczy pakunek. Przekonuje kolegów, że nocowanie w tym miejscu, to nie jest najlepszy pomysł. Rozbijają namioty na polanie przy domu i kładą się spać, ale Adam nie może zasnąć. Ten pakunek ze skrzyni wciąż siedzi mu głowie. Wraca do środka i zabiera go ze sobą. Po powrocie do Wrocławia w pakunku znajduje pamiętnik młodej dziewczyny Magdaleny, która mieszkała kiedyś w tamtym domu. Adam czytając pamiętnik całkowicie zatraca się w jej historii. Po ostatnim urwanym wpisie pamiętnika postanawia dowiedzieć się co się stało z kobietą a także z jej córką, Czy mu się to udało? Cóż na to pytanie znajdziemy mam nadzieję odpowiedzi w drugim tomie „Córka cieni. Obce matki”. 

Tak naprawdę, jak dobrze wiecie, bo powtarzam to raz na jakiś czas, nie czytuję książek z tłem historycznym. Ale przyłapuję się na tym coraz częściej, że jakąś książkę z historią w tle przeczytam. Tutaj było dokładnie tak samo. Autorka fantastycznie połączyła opowieść Magdaleny i dzieję Kresów Wschodnich, terenów jakże pięknych a zarazem niebezpiecznych, zwłaszcza podczas wojennej pożogi. Przeżycia bohaterki, jej odczucia, a przede wszystkim strach o całą swoją rodzinę, nadają książce niesamowity nastrój przez co ciężko jest się od niej oderwać. Opisując to wszystko Autorka sprawiła, że z przyjemnością zatapiałam się w świat powieści i z każdą stroną byłam bardziej ciekawa tego co będzie dalej. 

Jeśli w książce występują błędy i nieścisłości historyczne to ja ich nie dostrzegam. Wszystkie historyczne wtrącenia nadają opowieści klimatu i idealnie ją dopełniają. 

Mam nadzieję, że w kolejnej części Adamowi uda się odkryć tajemnicę Juliany i dowie się co działo się z Magdaleną, gdy zapiski z pamiętnika się urywają. No i że w tym wszystkim pomoże mu tajemnicza Toffi. Lecę czytać drugi tom. Do usłyszenia. 



Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Axis Mundi


środa, 14 grudnia 2016

#403



Jak już sami zauważyliście dość często sięgam po literaturę polską. Jest przecież tylu nieodkrytych autorów, o których warto wspomnieć. I których warto czytać. Niekiedy sięgam po książkę, gdyż zaintryguje mnie okładka, opis albo pierwsza strona powieści. W przypadku książki Ewy Cielesz „Niskie drzewa” skusił mnie opis, że to książka z magią. Pamiętam, że po powrocie z pracy, po nocnej zmianie, zasiadłam na „krótkiej sofie”, owinęłam nogi kocem i zaczęłam czytać. Było chwilę po piątej rano. Doszłam do trzydziestej strony i poszłam spać. Przyznam się szczerze, że… książkę odłożyłam na późniejszy termin. Jednak coś było w tej książce, że o niej myślałam. Wreszcie po raz kolejny zasiadłam na „krótkiej sofie” i dałam się porwać historii.

Pewna młoda kobieta, która na co dzień pracuje w domu dziecka, przez zupełny zbieg okoliczności zostaje nauczycielką w wiejskiej szkole. Przeprowadza się do domku na końcu wsi Nieoczekiwanie dla samej siebie oraz mieszkańców, całkowicie wsiąka w życie wiejskiej miejscowości. Ale jak potoczą się jej losy i co będzie przeżywać to musicie przeczytać sami nie będę przecież odbierać Wam frajdy czytania. 

Kiedy zabierałam się za powieść, miałam pewne obawy, że historia mnie nie porwie, nie pochłonie. Myliłam się. Fakt, że na początku miałam problem z wciągnięciem się w opisywaną historię - jednak z czasem byłam bardzo ciekawa jak potoczą się losy nauczycielki i mieszkańców wsi. Niekiedy główna bohaterka doprowadzała mnie do szewskiej pasji i miałam ochotę nią wstrząsnąć by wreszcie wzięła się w garść, irytowała dość często. W szczególności, jeśli chodziło o Jacka, nauczyciela wuefu, któremu ewidentnie się podobała. Niestety to jak go traktowała przechodziło ludzkie pojęcie. No ale cóż, nieczułe kobiety także się zdarzają. 

Może się wydawać, że to historia jakich wiele. Możliwe, jednak ma w sobie coś nieuchwytnego, co sprawia, że przyjemnie się ją czyta. Może są to mądrości Szamanki a może ciekawość życia na wsi. Polecam na zimowe wieczory. 

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Axis Mundi