Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prószyński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prószyński. Pokaż wszystkie posty

piątek, 4 sierpnia 2017

#436




Dość często sięgam po książki których okładka mnie zachwyciła. Te książki przyciągają wzrok, a przez to mają w sobie coś takiego, że mam ochotę zatopić się w ich historii. Tak właśnie było w przypadku książki „Apetyt na życie” Mary Simes.

Ellen przyjeżdża do małego miasteczka, w którym tydzień wcześniej umarła jej ukochana babcia. Kobieta chce wypełnić ostatnią wolę starszej pani i oddać list pewnej ważnej osobie z przeszłości babci. Wypadek, któremu ulega Elen na samym początku pobytu w Beacon, jest początkiem serii niefortunnych zdarzeń które ją spotykają. Czy dowie się kim był tajemniczy adresat listu? Czy odkryje ukrytą prawdę o swojej babci? Kim okaże się Roy? I Jak bardzo pobyt w Beacon zmieni Ellen?

„Apetyt na życie” to książka, od której nie możemy się oderwać. Autorka stworzyła interesującą historie, chociaż dla niektórych może to być historia jakich wiele, bo przecież większość historii miłosnych jest podobna do siebie.

Kiedy zagłębiamy się w świat Ellen, razem z nią poznajemy tajemnice, którą ukrywała przed najbliższymi babcia. Poznajemy jej młodość, pasje i dawno utraconą miłość. Ze zlepków, rozmów, spotkań, odkrywamy jej przeszłość i to kim była. 

„Apetyt na życie” to nie tylko powieść o poznawaniu tajemnic, to także powieść o tym, że raz obrana droga niekoniecznie musi być tą właściwą. Bo przecież nagle może się okazać, że to co uważaliśmy za dobre dla nas, wcale takie nie musi być. A życie mamy jedno i powinniśmy przeżyć je jak najlepiej. 

Polecam tą książkę tym którzy chcą się oderwać od codzienności i pragną zaszyć się w miasteczku, gdzie nic się nie dzieje, ale gdzie można znaleźć miłość i być szczęśliwym piekąc jagodowe babeczki.

środa, 14 czerwca 2017

#427




Bywają książki, które mnie wołają, przyciągają okładką czy też opisem. Bywa też, że impulsem do ich przeczytania jest film albo serial, który został nakręcony na podstawie danej książki. Kiedy pojawił się serial „Wielkie kłamstewka” stwierdziłam, że go obejrzę. Gdzieś tam w tyle głowy kołatała mi się myśl, że jest także książka. Ale nie chciałam jej czytać. Jednak gdy obejrzałam pierwszy odcinek serialu, zdecydowanie zmieniłam zdanie. Zamówiłam książkę, usiadłam rano i nie mogłam się oderwać. 

Cała opowieść rozpoczyna się mocnym akcentem. Podczas wieczoru integracyjnego dla rodziców dzieci z przedszkola Piriwee Public, w nadmorskiej miejscowości niedaleko Sydney dochodzi do śmiertelnego wypadku. Bohaterów poznajemy podczas retrospekcji, podczas tego co wydarzyło się przez pół roku przed wypadkiem. Zaprzyjaźniamy się z Jane samotną matką wychowująca syna, z Madeline odważną i pewną siebie matką trójki dzieci, Celeste tajemniczą i spokojną żoną przystojnego i bogatego męża, matkę bliźniaków. Wszystkie łączy jedno: ich dzieci chodzą do szkoły Piriwee Public. Co się wydarzyło i kto zginął? Cóż, Nie mogę tego zdradzić, bo stracicie chęć na przeczytanie książki. 

Książka „Wielkie kłamstewka” skupia się przede wszystkim na przyjaźni Jane, Celeste i Madeleine. Na ich życiu rodzinnym, codzienności, sprawach domowych oraz tajemnicom które każda z nich ukrywa. W tej powieści dużą rolę odgrywa także miasto, a konkretnie hermetyczne społeczeństwo, gdzie wszyscy wszystkich znają i nic się nie ukryje.

To nie jest kryminał, ale dobry mocny obyczaj. Ta książka wciąga od samego początku nie odłożymy jej aż nie dowiemy się kto zginął, nie poznamy sekretów mieszkańców. Autorka w swojej powieści poruszyła temat o którym rzadko się mówi: przemoc domowa fizyczna i psychiczna. Na pozór szczęśliwe małżeństwo Celesty za zamkniętymi drzwiami przemieniało się w koszmar, o którym ona sama nikomu nie mówi. Przecież mogłoby się zdarzyć, że nikt by jej nie uwierzył.
Bo jak to jest możliwe, że mąż ją bije, skoro kupuje jej wszystko czego pragnie, a robił to aby zagłuszyć wyrzuty sumienia. 

Podczas czytania nie opuszczała mnie ciekawość kto zginął na początku książki. Cierpliwie przerzucałem strony układam sobie w głowie plan kto to mógł być.
Kiedy tajemnica została odkryta, cóż nie zdziwiłam się zbytnio, bo można było się tego spodziewać, ale czy na pewno ? 

Oprócz przemocy domowej, autorka porusza temat przemocy wśród dzieci w szkołach. I ich częstego niesprawiedliwego traktowania, tylko dlatego, że pochodzą z niepełnej rodziny. Na przykładzie syna Jane widzimy, że przyczepiona mu łatka łobuza pozostaje na długo.

„Wielkie kłamstewka” to opowieść pełna różnych emocji: tych dobrych jak i tych złych. To też powieść o miłości matki do dziecka i tego jak wiele może ona dla niego poświęcić. Myślę, że nie zawiedziecie się na tej książce. To teraz skoro wiem kto zginął mogę zabrać się za serial i przekonać się jak scenarzyści, reżyser i aktorzy poradzili sobie z tą historią. 

sobota, 8 października 2016

#391




Czytacie czasem takie książki po zamknięciu których macie totalną pustkę w głowie? Chcielibyście podzielić się opinią o książce, jednak nie potraficie uczuć i emocji ubrać w słowa. Bo nie ważne co powiecie, to nie odda to tego co odczuwacie po przeczytaniu tej książki. I nie odda to tego jak ta książka jest dobra i jak bardzo wasze uczucia zostały zmiażdżone. Czuję się tak właśnie w momencie gdy dotarłam do ostatniej kropki najnowszej książki Małgorzaty Warda „Ta którą znam”. To kolejna książka Małgosi którą czytałam na bezdechu z wypiekami na twarzy, zapominając całkowicie o otaczającym mnie świecie i uciekającym czasie. 

Ada jest młodą modelką i aktorką, która uciekła przed demonami przeszłości w wielki świat. Podczas sesji fotograficznej w Chorwacji otrzymuje rozpaczliwy telefon od swojej siostrzenicy. W domu, w Polce doszło do tragedii. Starsza siostra Ady Agnieszka, miała wypadek samochodowy. Dziewczyna nie waha się ani chwili. Pakuje swoje rzeczy, wsiada w najbliższy samolot i wraca do ojczyzny. Wraca do domu i do tajemnic skrzętnie ukrywanych przed światem. Czy uda się jej pokonać demony przeszłości? O tym nie powiem, nie będę zdradzać szczegółów. 

Małgosia nie pisze książek lekkich, przyjemnych. Ona zawsze porusza w swoich powieściach tematy, o których nie zawsze możemy przeczytać w książkach. To tematy codzienne o których nie wszyscy lubią mówić. W najnowszej powieści Autorka porusza temat przemocy domowej, alkoholizmu oraz gwałtu. Wnika głęboko w psychikę kobiety, która przeżyła dramat. Pokazuje jej strach, ból i chęć zemsty. Czytelnik sam sobie zadaje w pewnym momencie pytanie co zrobiłby na miejscu głównej bohaterki. Czy to co zrobiła Ada było słuszne? Czy mnie także sparaliżowałby strach? A może miałabym w sobie na tyle odwagi by przerwać ten stan? 

Ale to nie wszystko, jest też morderstwo sprzed lat, tajemnica która tak naprawdę nigdy nie została rozwiązana a bardzo nurtowała główną bohaterkę. Ada za wszelką cenę chciała dowiedzieć się co stało się z tamtą dziewczyną? 

Dzięki retrospekcji, mamy możliwość poznania przeszłości bohaterów. Dokładnie widzimy co kształtowało ich przyszłość. Co wynieśli z domu i kim się stali w dorosłym życiu. Jak bardzo demony przeszłości potrafią wypłynąć na powierzchnię w najmniej oczekiwanym momencie. 

Od książki „Ta którą znam” nie można się oderwać. Nawet kiedy odłoży się ją na bok, cały czas zastanawiamy się jak potoczy się historia. Zastanawiamy się czy Ada poradzi sobie z przeszłością? 

To historia obok której nie można przejść obojętnie. To książka której mrok i niepokój wchłonie nas od samego początku. Ale gdy dotrzemy do samego końca zobaczymy światło. Bo przecież jest tak, że po burzy zawsze wychodzi słońce. Na końcu książki znajdują się pytania do dyskusji, do zastanowienia się nad przeczytaną historią i tego jak sami zachowalibyśmy się w sytuacji w której znalazła się Ada. 

Wiem, że to nie moje ostatnie spotkanie z twórczością Małgosi. Plusem jest to, że mam kilka nieprzeczytanych książek na półce. Ale myślę, że muszę najpierw ochłonąć po tej by sięgnąć po następne.

piątek, 22 lipca 2016

#382



Dość sceptycznie podchodzę do debiutów. Boję się ich po prostu. Bo przecież książka może okazać się porażką, bełkotem, a historia w niej zawarta powieleniem tego co już na półkach księgarskich się znajduje. Jednak czasem natrafiam na perełki, które zdecydowanie się wyróżniają. Są powalające i czasem wyciskają z oczu łzy. Przyznam się, że dawno nie czytałam książki przy której uroniłam nie jedną łzę i tak bardzo wkurzałam się na bohaterów. O złości na Autorkę nie wspominając. Bo przecież tak bardzo namieszała w życiu bohaterów. „Poza czasem szukaj” to debiut literacki Kasi Hordyniec, blogerki z Notatek coolturalnych. 

Pewnego dnia Lena, dochodzi do wniosku, że musi dokonać w swoim życiu zmiany. Rozstaje się ze swoim wieloletnim partnerem, zwalnia z pracy i wyjeżdża z rodzinnego Koszalina. Znajduje pracę i mieszkanie w Warszawie. To właśnie w stolicy podczas spotkania integracyjnego poznaje dużo starszego od siebie Juliusza. Tak naprawdę to nic ich nie łączy, są totalnymi przeciwieństwami. Jednak jak dobrze wiemy, przeciwieństwa się przyciągają. I u Leny i Jula było dokładnie tak samo. Już przy pierwszym spotkaniu zaiskrzyło i zakochali się w sobie bez pamięci. Tylko czy taki związek ma rację bytu? Czy obydwoje będą potrafili okiełznać swoje namiętności?

Gdy czytałam tę książkę, w szczególności opisy miejsc w których bywała główna bohaterka, przed oczami stawała mi Kasia. Dlaczego? Bo Kasia sama będąc w Warszawie odwiedzała te miejsca i dzieliła się wrażeniami o nich na FB oraz Instagramie. Robiła to z taką swadą, że uśmiech na twarzy towarzyszył mi zawsze gdy czytałam jej posty. Bo Kasia ma niesamowity dar pisania, opowiadania i to tak bardzo odbiło i przysłużyło się książce. Historię Leny i Jula czyta się jednym tchem i z uśmiechem oraz nadzieją, że taka miłość istnieje. 

„Poza czasem szukaj” napisana jest prostym ale bardzo barwnym językiem. Historia opowiadana jest przez Lenę i Jula. Wzrusza, i dzięki temu możemy poczuć emocje bohaterów. A te są bardzo burzliwe. Uczucia i niedopowiedzenia między Leną i Julem są tak wielkie, że porównanie ich do Żurawia i Czapli z wiersza Jana Brzechwy oddaje ich związek idealnie. Fakt, było to irytujące, ale przecież nikt nie powiedział że miłość jest łatwa. 

„Poza czasem szukaj” to świetnie dopracowana powieść, napisana przez debiutującą Autorkę. Muszę przyznać, że to całkiem niezły debiut. Wydawca tą książką strzelił w dziesiątkę. Z niecierpliwością czekam na kolejną powieść. Ale zanim się doczekam lecę zajrzeć na profil Kasi. Jestem pewna, że znów przeżyła fajną przygodę i podzieliła się nią ze światem.