Pokazywanie postów oznaczonych etykietą młodzieżowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą młodzieżowe. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 stycznia 2018

#464



Obiecywałam sobie, że po lektury młodzieżowe oraz Young Adult chwilowo nie sięgnę. I co?! Oczywiście, złamałam swoją obietnicę. A to wszystko za sprawą najnowszej książki Sarah Dessen „Raz na zawsze”. 

Louna pomaga mamie w rodzinnym biznesie. Razem zajmują się organizacją przyjęć weselnych. Na jednej z imprez poznaje Ambrose’a, który prosi ją do tańca. Louna odmawia, a zdarzenie budzi w niej wspomnienia sprzed roku, kiedy w podobnej sytuacji poznała innego chłopaka. Tamto spotkanie odciska na niej swoje piętno. Ambrose to typ podrywacza, każdego dnia ma inną dziewczynę, a Louna, która straciła swoją wielką miłość, stara się wycofać z życia towarzyskiego. Jej przyjaciółka ma oczywiście inne zdanie na ten temat i próbuje wyciągać ją na różne imprezy i podwójne randki. Pewnego dnia Ambrosę i Louna zakładają się - on ma wytrzymać w związku z dziewczyną przez siedem tygodni, a Ona codziennie ma spotykać się z innymi chłopakiem. Jak to się zakończy? O tym musicie doczytać sami. 

W książce teraźniejszość przeplata się ze wspomnieniami. I muszę przyznać, że to co dzieje się „obecnie” jest jakoś bardziej przekonujące niż wspomnienia Louny. 

Wiem, że mówię zagadkami, ale… Otóż, poznajemy historię wielkiej miłości Louny, która tak naprawdę zamyka się w jednej nocy. Dziewczyna na jednym z przyjęć weselnych poznaje chłopaka, zakochuje się w nim i przeżywa swój pierwszy raz. Po wszystkim każde z nich wraca do swojego świata. Rozmawiają ze sobą telefonicznie, wymieniają esemesy. Niestety, koniec miłości jest tragiczny. Cóż… po utracie miłości chyba każdy zamyka swoje serce. Przestaje imprezować, spotykać się z ludźmi, woli domowe zacisze. Tylko że, młodzi ludzie nie powinni rezygnować z życia, bo na ciepłe bamboszki mają jeszcze czas. Przyznaję, że miałam ochotę potrząsnąć główną bohaterką i kazać jej wziąć się w garść. 

Tak jak we wcześniejszej powieści Dessen, którą czytałam, tak i tutaj historia napisana jest przystępnym językiem. Jest tu wszystko czego młodzi ludzie mogą szukać w takich powieściach. Jestem przekonana, że sięgnę po inne tytuły tej Autorki. Polecam.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Harper Collins Polska 

niedziela, 18 czerwca 2017

#428



Jak już wspominałam wiele razy, po młodzieżówki sięgam rzadko. Jednak raz na jakiś czas wybieram coś lekkiego. Po przeczytaniu książki „Nic do stracenia. Początek” czułam niedosyt. Dlaczego? Byłam ciekawa co będzie dalej z Anabelle i Ashtonem. Więc gdy tylko w moje ręce wpadła jej kontynuacja „Nic do stracenia. Wreszcie wolni” zabrałam się od razu za jej czytanie.

Ojciec Anny zostaje wybrany na prezydenta. Z anonimowej osoby Anna staje się córką głowy państwa. Związek z Ashtonem kwitnie, a dziewczyna uświadamia sobie, że jest w nim zakochana. Wszystko układa się tak jak powinno. Do czasu, kiedy Carter wychodzi na wolność. Mężczyzna postanawia odzyskać Annę za wszelką cenę. Czy mu to się uda? Czy Anna straci kolejną miłość przez Cartera? Czy będzie happy end?

Moja ciekawość dalszych przygód Anny i Ashtona została zaspokojona. Cały czas zastanawiałam się czy Anna wreszcie odetnie się od przeszłości i zapomni o uczuciu do Jack’a, po to aby być szczęśliwą. Rozumiałam ją - pierwsza miłość, o niej się tak łatwo nie zapomina. Jednak czasem musimy odgrodzić się od przeszłości grubą linią by znowu zacząć żyć. Bo nie można żyć tym co było- pomimo, że to nas ukształtowało. Było i nie wróci - należy zamknąć przeszłość w skrzyni i zakopać głęboko. Musimy żyć tym co teraz i tym co może przynieść przyszłość. 
Anna w końcu to odkryła i podjęła właściwą decyzję. Mimo iż na samym początku się bała. Ale zawsze się boimy. Ważne by oswoić strach i zacząć żyć pełną piersią.

Przyznaję, że miałam obawy, że powieść będzie bardzo przesłodzona. Że miłość będzie się wylewać z każdej strony. Na szczęście Autorka postawiła na akcję i dreszczyk grozy. Ashton z ochroniarza przemienia się w wyszkolonego agenta SWAT, który nie waha się by walczyć na śmierć i życie. 

Podczas czytania gdzieś tam kołatało mi się porównanie do filmu „Córka prezydenta” z Katie Holmes. Zaciekawiłam? To dobrze, o to właśnie chodzi. 

Seria o Annie i Ashtonie nadaje się idealnie na lato. Szybko się ją czyta i zapomina o całym świecie. Polecam. 

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Harper Collins Polska



sobota, 4 czerwca 2016

#379



Bardzo rzadko sięgam po literaturę młodzieżową. Zawsze dochodzę do wniosku, że jestem już za stara na ten gatunek literacki. Jednak bez wahania sięgam po książki Young Adult. Wydaje mi się, że robię to gdyż chcę się odmłodzić i znów poczuć nastolatką. Poza tym, znajomość literatury młodzieżowej pomaga mi w pracy. Dlatego z miłą chęcią zatopiłam się w historii bohaterów „Teraz albo nigdy” Sarah Dessen. 

Macy niespodziewanie traci ukochanego ojca. Zostaje sama z mamą oraz starszą siostrą. By jakoś uporać się ze stratą postanawia zostać lepszą osobą. To dzięki swojemu chłopakowi Jasonowi, chce być idealna. Zastępuje Jasona w pracy w bibliotece. I mimo iż nie jest to praca jej marzeń, nie chce zawieść chłopaka. Podczas jednego z przyjęć, które organizuje jej matka, firma cateringowa potrzebuje pomocy. Macy nie waha się ani minuty i działa. Tak rozpoczyna się nowa przygoda jej życia. Dzieje się coś co nigdy nie zdarzało się jej. Czy Macy zmieni swoje życie? Czy przestanie chcieć być idealną by stać się szczęśliwą?

Autorka stworzyła interesującą historię. Macy będąc w idealnym związku z idealnym facetem sama dąży do tego by być idealną. Ale przecież nie ma ludzi doskonałych. Prędzej czy później każdy z nas popełnia błędy. Jednak Macy w pewnym momencie wychodzi z kokonu idealności. Można powiedzieć, że się buntuje. Jednak do czasu. Potem żyje pod dyktando matki, która uważa, że towarzystwo w które się „wkręciła” źle na nią wpływa. 

Sarah Dessen w swojej powieści porusza dość istotny temat utraty kogoś bliskiego. Tutaj Macy traci ukochanego ojca. Autorka pokazała, jak każdy z członków rodziny radził sobie ze stratą: Caroline wypłakała wszystkie łzy, matka oddała wszystkie rzeczy ojca oraz całkowicie poświęciła się pracy. Macy natomiast nie potrafiła rozmawiać o tym co się wydarzyło. Bała się ciągłej reakcji ludzi, komentarzy w stylu: jaka to ona jest biedna. 

Wydaje mi się, że kiedy tracimy ukochaną osobę, powinniśmy rozmawiać z innymi o tym co się wydarzyło, dzielić się swoim bólem, a nie zamykać się w sobie. Bo prędzej czy później ten ból nas pokona i tęsknota się uleje. 

„Teraz albo nigdy” to także historia rodzącej się przyjaźni. O tym jak ważna jest w naszym życiu i jak otoczenie ma na nas wpływ.

To nie jest tylko powieść dla nastolatków. Myślę, że każdy w niej znajdzie coś dla siebie. Polecam!!!

P.S.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Harper Collins