Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Guillaume Musso. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Guillaume Musso. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 lipca 2019

#524 - Zjazd absolwentów - przedpremierowo



Panie Musso, ale pan wymyślił!!!

Po książki tego autora sięgnęłam zupełnie przypadkowo. No dobra, nie do końca. Koleżanka z byłej pracy poleciła mi „Jutro”, która bardzo się jej podobała. Zamiast papieru, wybrałam audiobook „Uratuj mnie”. Gdy go tylko skończyłam, pobiegłam do biblioteki wypożyczyć inne książki, jakie tylko były na stanie. I co? Pokochałam i poczułam się „zamussowana”. 

Kiedy tylko dowiedziałam się, że na naszym rynku pojawi się najnowsza książka Musso, wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Gdy wpadła w moje ręce, zasiadłam na ulubionej krótkiej sofie i rozpoczęłam podróż na Lazurowe Wybrzeże, do Antibes. 

Od razu Wam się przyznam, że najnowsza książka, jest zupełnie, ale to zupełnie inna aniżeli, te do których zdążyłam się przyzwyczaić. Nie ma tutaj surrealizmu, duchów jak w przypadku „Uratuj mnie”, dziewczyny, która „wypada” z kart powieści jak w „Dziewczyna z papieru”, czy też powrotów do przeszłości. Nie, tego w najnowszej książce nie znajdziecie. 

Thomas Degalais, wraca w rodzinne strony, po dwudziestu pięciu latach. Okazją jest zjazd absolwentów szkoły, do której uczęszczał. Tam spotyka dawnych znajomych oraz swojego przyjaciela Maxime, z którym łączy go mroczna tajemnica z przeszłości. Próbują rozwiązać zagadkę tajemniczego zaginięcia, Vinci Rockwell. Żadne z nich nie przypuszcza, że grzebanie w odmętach przeszłości może okazać się groźne. 

Na piętnaście książek Musso, przeczytałam czternaście. Tylko jedna nie przypadła mi do gustu, a dwie zaskoczyły „innością”. Jedną z nich jest właśnie „Zjazd absolwentów”. Czym jest ta inność? Tak jak wspominałam na początku nie ma duchów, surrealizmu. Tradycyjnie jest suspens, a tak naprawdę to bardziej kryminał. Dlatego właśnie ta cała, wielowątkowa historia tak mnie zaskoczyła. Ale mimo wszystko mi się podobało. Bo akcja dzieje się na dwóch płaszczyznach czasowych - współcześnie, kiedy odkrywamy karty przeszłości, oraz dwadzieścia pięć lat temu kiedy, młodzieńcze zauroczenie głównych bohaterów doprowadziło do tragedii. Kolejnym plusem jest to, że kluczowe momenty, poznajemy z punktu widzenia nie tylko Thomasa, ale także innych ważnych bohaterów. 

Jeśli dopiero rozpoczynacie swoją literacką przygodę, to najnowsza książka Musso Wam się spodoba. Natomiast jeśli jak ja, kochacie Musso, za „to coś, które zawsze miał”, to możecie czuć się lekko zawiedzeni. Ale, mimo wszystko książka się Wam spodoba. To jest bardziej kryminalny Guillaume, na szczęście ma to swój czar. 

Polecam, wciąż kochająca Guillaume Musso, Archer.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwo Albatros 

niedziela, 21 lutego 2016

#371


 Autorzy którzy poruszają naszą duszę. 


ŚBK-i znów wracają do swoich co miesięcznych postów tematycznych. Jesteście ciekawi mojej odpowiedzi na pytanie zawarte w temacie? Posłuchajcie. 

Muszę przyznać, że dość długo zastanawiałam się jakich Autorów mogę zakwalifikować do tej grupy. Bo co to znaczy poruszają naszą duszę? Hm… w sumie interpretacja dowolna. Jedni doprowadzają do łez, drudzy wywołują emocjonalny rollercoaster, inni pokazują co to jest prawdziwa miłość i jak o nią dbać by nie przeminęła, inni poruszają dość ważne tematy życiowe. Jednak każda powieść która wyszła spod pióra takiego pisarza dotyka nas do głębi. Nasze struny emocjonalne drgają w rytm czytanej powieści. Zdarza się, że uronimy łzę, czasem z naszego gardła wydobędzie się szloch i krzyk: dlaczego Autor do tego dopuścił?! Jak mógł?! Czasem bywa, że książkę czytamy na bezdechu bo boimy się oddychać by nie uronić niczego z czytanej historii. Bywa też, że rzucamy książką w kąt bo buzujące w nas emocje nie pozwalają przebrnąć przez kolejne strony. 

Gdy teraz tak wymieniam co sprawia, że książki poruszają naszą duszę, wyłania mi się obraz Autorów i ich książek, które noszę gdzieś pod skórą, mimo że od skończenia czytania powieści minęło mnóstwo czasu. Ale sami musicie przyznać, że o książkach które wzbudzają w nas emocje, trudno zapomnieć. 

Pierwszą książką, która mną zawładnęła i sprawiła, że na długo nie mogłam o niej zapomnieć była „S@motność w sieci”. Myślę, że nie tylko mnie ta książka powaliła i na długo wryła się w pamięć. Nie będę Wam przybliżać treści, bo jestem pewna, że wielu z Was ją czytało. Pewnie wiele z Was chciało takiego Jakuba, który kocha bezgranicznie, miłością wielką i potrafi pięknie pisać o miłości. Bo przecież do kobiet trafia się właśnie przez duszę i przez mózg. Nie wiem jak Janusz Leon Wiśniewski to zrobił, ale zrobił to dobrze. Nad wyraz dobrze. I wiecie co? Wszystkie jego książki poruszają w czytelniku struny emocji, o których czasem zapominamy. 



Będąc w męskim gronie Autorów nie mogę zapomnieć o Guillaume Musso, którego książki nie można podciągnąć pod jeden określony gatunek literacki. Bo jest w nich miłość, odrobina kryminału i sprawy „nadprzyrodzone” (kto czytał Musso ten wie co mam na myśli). I za każdym razem, kiedy czytam powieść tego Autora nie mogę wyjść z podziwu skąd on bierze pomysły? 

Jest jeszcze Nicholas Sparks oraz Richard Paul Evans jak dla mnie idealnie piszący o miłości na różne sposoby. 


 Jeśli chodzi o Autorki to miałam małą zagwozdkę, bo znam ich zbyt dużo i każdej powieść w różny sposób porusza różne struny emocji. Od razu zaznaczam, że jeśli kogoś pominę to przepraszam, ale pisanie w podróży zdarzyło mi się pierwszy raz. Ale za to powiem Wam w sekrecie, że podoba mi się pisanie w środkach lokomocji.

Na początek Magdalena Witkiewicz. Książki Magdy to gwarancja zarwania nocki. Bo przecież muszę wiedzieć co będzie dalej. Nigdy się na jej książkach nie zawiodłam. W pracy polecam je w ciemno. I to nie tylko dlatego, że znam Magdę osobiście. Magda wydaje książki, które poruszają każdy zakamarek mojej duszy. Wiele razy zdarzyło mi się to, że w bohaterkach odnajdywałam siebie. Mogłam śmiało powiedzieć: mam tak samo. To nie tylko książki, które poruszają ważne tematy, ukazują miłość, która jest prawdziwa, nie wymyślona na potrzeby historii do książki. W jej książkach są prawdziwe emocje, historie zasłyszane na spotkaniach autorskich, poruszane na profilu czy tez wyznawane w e-mailach. Magda potrafi słuchać, no i jest tak optymistyczną gadułą, że nie można jej nie kochać. Jej książki to nie tylko emocje, ale także napady niepochamowanego śmiechu, o czym przekonałam się niejednokrotnie. Tak. Zdecydowanie Magdalena Witkiewicz to Autor który porusza duszę w każdy możliwy sposób. 

W sumie mogłabym zakończyć swój wywód, ale… to wciąż nie jest koniec.


Od niedawna zachwycam się książkami Gabrieli Gargaś, Krystyny Mirek, Magdaleny Kordel. Ich książki poruszają nie tylko tematy o miłości, tej bezgranicznej, potrafiącej przetrwać czas i na nowo nas spopielić. Ich książki napełniają nadzieją, otulają zapachem domu. Udowadniają, że rodzina to fundamenty, bez których nasze życie nie jest w żaden sposób pełne. 

Nie mogę jeszcze pominąć dwóch Ulubionych Agnieszek. 


Agnieszka Krawczyk. Znam już bardzo długo i czytuję wszystko co wyjdzie spod jej pióra (w czytniku jeszcze czeka kryminał) Książki Agi to historie które dotykają jak dla mnie tej romantycznej strony duszy. Aga ma niesamowity dar idealnego obrazowania opisywanych miejsc. Za każdym razem moja wyobraźnia galopowała jak rumak i podpowiadała obrazy które towarzyszyły czytanym powieściom. Cieszę się niezmiernie, że książki Agnieszki są grube, bo wtedy towarzyszą mi dłużej. I już tuptam z niecierpliwością, bo niebawem pojawi się w księgarniach kolejna saga a to zapowiada kilka spotkań z bohaterami.

Agnieszka Lingas-Łoniewska. Jej książki to zdecydowanie rollercoaster emocjonalny. Odkąd czytuję książki Agi – a trwa to już długo – nigdy nie zdarzyło mi się bym nie rzucała czytaną książką w kąt. Za każdym razem wkurzam się na Autorkę za to jaki los zgotowała bohaterom. I od jej książek też nie mogę się oderwać. 

Jak sami widzicie, czytuję same emocjonujące powieści. Ale, czyż nie o to chodzi w książkach? One muszą wzbudzać różne emocje w czytelnikach. Bo gdyby tak nie było byłyby kiepskie.



A czy Wy macie swoich Autorów, których książki poruszają Was do głębi? Podzielcie się, chętnie poszerzę grono ulubionych Autorów.

wtorek, 14 października 2014

#319



Znów wpadłam w ciąg. Przyznaję, że lubię czytać po kolei książki jednego Autora. Tylko razem padło (po
raz kolejny z resztą) na Musso. Ten Autor ma w sobie coś – znaczy się jego książki – co sprawia, że nie mogę oderwać się od kolejnych stron. I gdy docieram do końca książki w zakamarkach mojego umysłu pojawia się myśl: ale jak to? Już? To koniec? Dlaczego? I tak samo było i tym razem, a dokładniej podczas lektury „Kim byłbym dla Ciebie”.

Martina i Gabrielle poznajemy gdy są młodzi. Martin jest francuzem, który przyjechał do San Francisco by podszkolić język angielski i zarobić trochę grosza. W kawiarni w której dorabia poznaje Gabrielle. Zakochują się w sobie. Spędzają cudowne chwile. Niestety Martin musi wracać do Paryża. Wtedy kontakt się urywa. Mija trzynaście lat. Martin został policjantem i prowadzi sprawę Archibalda McLean’a, najlepszego złodzieja dzieł sztuki jakiego widział świat. Trop sprowadza go z powrotem do San Francisco. I tak przeżywa szok. Okazuje się bowiem, że „król złodziei” to mężczyzna bardzo bliski Gabrielle – jego miłości sprzed lat. Obydwaj wkraczają ponownie w jej życie po długim okresie nieobecności. Jak zakończy się cała historia? Tego nie zdradzę.

Musso jest mistrzem pióra! Tak w skrócie mogłabym podsumować tę historię i wierzę ,że wiele bym się nie pomyliła. Autor potrafi w swoich powieściach lawirować pomiędzy rzeczywistością a światem transcendentalnym. Tym razem nie ma duchów, nie ma hipnozy, jest za to stan zawieszenia pomiędzy życiem a śmiercią.

Nie wiem jak On to robi, ale za każdym razem wciąga mnie w swoje książki od początku do samego końca. Jego książek nie potrafię czytać na raty. Bo za każdym razem gdy odłożę książkę to natychmiast chcę do niej wrócić. Dlaczego? Ponieważ ciekawość tego co będzie dalej bierze górę.

Myślę, że wiele osób w ogóle nie sięga po jego książki, bo pewnie wydaje im się, że są to najzwyklejsze romansidła. Wcale się nie dziwię, że niektórzy tak myślą. Wszystko przez okładki, sugerujące przede wszystkim historie miłosne. Owszem, w książkach Musso odnajdziemy miłość, ale nie dominuje ona całej powieści. Jest subtelna. W tej powieści jest miłość, ale są także niedopowiedzenia między zakochanymi i tajemnice z przeszłości. Jest też wątek kryminalny. A to trzeba przyznać mieszkanka co najmniej wybuchowa.

Książki Musso polecam bez mrugnięcia okiem. Spodobają się każdemu. Nawet tym, którzy widząc „romansowe okładki” uciekają z krzykiem. Przełamcie się, nie pożałujecie.

niedziela, 14 września 2014

#312

 
Nigdy nie było mi po drodze z audiobookami, w drodze też nie byłam. Jednak jakiś czas temu zabierając się za porządki postanowiłam „poczytać” książkę „nausznie”. Starałam się na niej skupić i muszę przyznać, że udawało mi się to od samego początku. Wyłączyłam się na otoczenie i zasłuchałam się w głos Anny Dereszowskiej czytającej „Uratuj mnie” Guillaume Musso.

Nowy York. Juliette jest młodą francuską. Stara się znaleźć pracę jako aktorka. Niestety w ostateczności znajduje pracę jako kelnerka w kawiarni. Dzień przed swoim powrotem do Francji wpada na Sama. Sam jest lekarzem. Kocha swoją pracę, w którą ucieka po samobójczej śmierci swojej żony. To przypadkowe spotkanie powoduje, że chociaż obydwoje nie wierzą w miłość od pierwszego wejrzenia, to przeżywają niesamowite chwile namiętności. Niestety powrót Juliette do domu jest nieunikniony. Żegnają się na lotnisku. Dziewczyna wsiada do samolotu, który niedługo po starcie eksploduje…

Akcja książki nie zwalnia ani na minutę. W sumie jest tak bardzo zakręcona, że łatwo się w niej pogubić. Co chwila Autor serwuje nam kolejny wątek. Fakt, że cała fabuła skupia się na miłości głównych bohaterów, jednak dostajemy do tego poboczne historie. Ma się wrażenie jakby w ogóle nie pasowały do historii. Jednak po jakimś czasie wszystkie elementy układanki trafiają na swoje miejsce. I nagle okazuje się, że wszystko tworzy spójną całość.

Gdybym czytała książkę, jestem pewna, że skończyłabym ją w jeden dzień. Historia w niej zawarta wciąga od pierwszej linijki. Mamy tutaj nie tylko historię miłosną, jest tu także mowa o przeznaczeniu i o tym jak wiele w naszym życiu zależy od nas samych.

„Uratuj mnie” to mój pierwszy audiobook przesłuchany do końca. Jestem z siebie dumna. Już teraz wiem, że moja przygoda z „książką słuchaną” właśnie się rozpoczęła.

P.S.
Zdjęcie okładki pochodzi z tej strony Naukowa.pl

piątek, 25 kwietnia 2014

#298




Gdybyś miał możliwość cofnięcia się w czasie czy zmieniłbyś coś w swoim życiu? A może chciałbyś coś naprawić? Ale nie zapominaj, że wszystko co zrobisz ma swoje następstwa. Wszystko co zrobisz będzie mieć wpływ na twoją przyszłość, i nie tylko twoją. Więc jak? Czy zaryzykowałbyś wiedząc, że coś może pójść „nie tak” i dalsze życie może się całkowicie odmienić?

Taką szansę otrzymuje główny bohater powieści Guillaume Musso „Będziesz tam?”. Elliot Cooper jest znanym i cenionym chirurgiem. Zmaga się ze śmiertelną chorobą – rakiem płuc. Jego największym pragnieniem i marzeniem jest znów ujrzeć swoją ukochaną Ilenę, która zmarła tragicznie przed trzydziestoma laty. Pewnego dnia, będąc na misji gdzieś w dżungli, dostaje od szamana dziesięć tajemniczych pigułek. Dzięki nim ma możliwość przenoszenia się w czasie. Zażywa jedną z nich i trafia do roku w którym miał trzydzieści lat. Czy uda mu się dogadać, ze swoim młodszym ja? Czy uratuje Ilenę, swoją ukochaną przed śmiercią? Czy zmieni bieg swojego życia?

Musso ma to do siebie, że… nie nudzi. Jego książki czyta się z zapartym tchem i nigdy nie ma się ich dość. Kiedy odkłada się jedną od razu sięga się po następną, i następną. Wpada się w ciąg. Ja też wpadłam i zaraziłam nim innych.

„Będziesz tam?” to powieść z pogranicza fantastyki i realnego świata. Bo czy my sami nie chcielibyśmy zmienić czegoś w naszej przeszłości na lepsze?

Tym razem Musso sprawił, że zatrzymałam się na chwilę i spojrzałam na swoje życie z dystansu. Zaczęłam się zastanawiać nad tym co bym zmieniła, gdybym miała taką możliwość, i czy byłabym w tym miejscu w którym jestem teraz, gdybym zmieniła jedną małą rzecz w przeszłości. Jedno jest pewne: zmiana to reakcja łańcuchowa.

I nawet drobna zmiana jednego wydarzenia, pójście w inną stronę czy też „spacer inną drogą” , może sprawić, że całe nasze życie się zmieni. Zmieni się cały nasz świat. Bo nagle może się okazać, że nigdy nie spotkamy tych ludzi, którzy towarzyszą nam w dzisiejszym życiu. Ingerencja w przeszłość, zmieni naszą teraźniejszość i zaważy na naszej przyszłości.

„Będziesz tam?” to piękna historia o miłości, o poświęceniu swojego życia by ratować ukochaną osobę, choćby za cenę zmiany biegu historii. To także opowieść o przyjaźni i lojalności wobec nich. Polecam!!!