Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hanna Kowalewska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hanna Kowalewska. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 października 2016

#395

No to jedziemy... Przyznam się Wam szczerze, że uwielbiam magię targów i spotkania z ludźmi... Fakt, że nie przepadam za tłumem ale sorry nie można mieć wszystkiego...

Cieszę się na spotkania z ludźmi, których widuję dwa razy do roku właśnie na Targach. Ci właśnie ludzie ładują mnie pozytywnie na kolejny czas bez targów.

Targi to także spotkania z Autorami i Autorkami. Ulubionymi i tymi, które literacko poznaję.

Oczywiście Pan Miś jedzie razem z nami. To zrozumiałe, że bez niego się nie ruszamy. Może znów pozna znanego blogera i będzie sławny? A może da się sfotografować z którymś z Autorów i wtedy to dopiero będzie fejm!!!

Poniżej stosik książek które zabieram ze sobą. Do podpisu. Reszta do zakupienia na miejscu.



środa, 10 sierpnia 2016

#385



Raz na jakiś czas w moje ręce wpadają perełki. Książki z gatunku tych, po które rzadko sięgam. Rzadko, bo mam wrażenie, że coś co nie jest lekkie, łatwe i przyjemne nie jest dla mnie. Oj jak ja się mylę!!! A wracając do perełek. Ostatnia książka, która mnie zachwyciła, powaliła i sprawiła, że chcę więcej. Na książkę „Tego lata w Zawrociu” Hanny Kowalewskiej chorowałam bardzo długo. Mniej więcej od momentu kiedy zachwyciłam się inną powieścią tej autorki - „Tam gdzie nie sięga już cień”. 

Matylda otrzymuje w spadku po swojej babci dom w Zawrociu. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że widziała babkę tylko i wyłącznie raz. Nie odwiedzała jej podczas świąt ani podczas wakacji. Nie utrzymywały ze sobą żadnych kontaktów. Podczas przeglądania zawartości domu, w gabinecie dziadka Maurycego, Matylda znajduje pamiętnik. Pamiętnik, który na początku prowadził dziadek, a po jego śmierci zapiski przejęła babcia. Dzięki niemu lepiej pozna starszą kobietę. Lepiej pozna także swoją rodzinę która, mieszka niedaleko. 

Bardzo podoba mi się pierwszoplanowa narracja. Matylda zwraca się do nieżyjącej babci, tak jakby Ona siedziała tuż obok i rozmawiały ze Brzmiało to prawie jak monolog, który wciąga tak bardzo, że nie potrafimy się od niego oderwać. Oprócz tego powieść napisana jest barwnym językiem, można wręcz powiedzieć, zawiera poetyckie opisy. Właśnie to porywa mnie w książkach Hanny Kowalewskiej. I nie ważne co bym jeszcze napisała, nie odda to klimatu Zawrocia, którego nie można z niczym porównać.

Książką Kowalewskiej należy się delektować i chłonąć niespiesznie historię w niej opowiedzianą. Razem z Matyldą wędrować po ogrodzie i zachwycać się wszystkim dookoła. Ta powieść czaruje od pierwszej strony. Lecę po kolejną część gdyż chcę się dowiedzieć co dalej u Matyldy. Polecam!!!

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

#349



Po raz kolejny sięgnęłam po książkę, którą polecała Agnieszka Tatera. Nie wiem w sumie jak Ona to robi, ale ma chyba w sobie jakiś dar, który sprawia, że za Jej namową (lub raczej postem) sięgam po pozycję, której bym normalnie nie przeczytała. I tak, pewnego dnia zasiadłam z czytnikiem na swojej Krótkiej Kanapie i oddałam się lekturze książki „Tam gdzie nie sięga już cień” Hanny Kowalewskiej. 

Inka dziesięć lat temu wyjechała z Jantarni. Jednak niespodziewany telegram sprawia, że dziewczyna szybko pakuje torbę i wraca na stare śmieci. Nie ma pojęcia co zastanie po swoim powrocie. Wie jedno, że musi się spotkać z Ciotką, która ją wychowywała. Musi odkryć wiele tajemnic. Jej powrót wzbudza w małej miejscowości masę plotek oraz niechęć mieszkańców. To wywołanie burzy w szklance wody. Nie mogę Ci zdradzić więcej szczegółów, bo wyszłoby na to, że streszczam ci książkę. A nie o to chodzi. 

Nie jest to piękna historia o miłości, magicznych powrotach na stare śmieci. „Tam gdzie nie sięga już cień” to powieść pełna goryczy, smutku i złych wspomnień, które czasem towarzyszą nam w późniejszym życiu, odbijając się piętnem na codzienności. 

Historię mieszkańców Jantarni poznajemy nie tylko z punktu widzenia Inki, ale także okiem pozostałych bohaterów. Ich losy przeplatają się ściśle ze sobą. Każdy, nawet Inka, ma swoje tajemnice, które stopniowo są odkrywane na kartach powieści. Na początku takie niedopowiedzenia strasznie męczą, ciekawość czytelnika nie jest zaspokajana w trybie natychmiastowym. Powoli i sennie, jak Jantarnia po sezonie, odkrywamy karty każdego z bohaterów. 

Jak się okazuje, to nie moje pierwsze spotkanie z twórczością Autorki. Już jako nastolatka czytałam jej powieść dla młodzieży „Letnia akademia uczuć”, którą byłam zachwycona. Wiem też, że to nie jest moje ostatnie spotkanie z książkami Hanny Kowalewskiej. Autorka nie tworzy lekkich książek. Tych powieści nie da się przeczytać w jeden dzień. Nimi należy się delektować jak najlepszym daniem i przeżywać emocje. Bo bez emocji się nie da. 

Polecam