Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Znak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Znak. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 22 czerwca 2021

#581 - Zanim wyznasz mi miłość - opinia przedpremierowa

 




Chyba każdy z nas ma takiego ulubionego autora, którego książki go dogłębnie wzruszają. Tak naprawdę to mam kilka takich autorek. Jednak dzisiaj opowiem Wam o książce, która dopiero będzie miała premierę. I od razu Was uprzedzę, że tej opowieści nie da się czytać bez opakowania chusteczek. Co rusz będzie wzrusz (tak, ten kiepski rym jest jak najbardziej zaplanowany). Mam na myśli najnowszą powieść Magdaleny Kordel „Zanim wyznasz mi miłość”. Po książki Magdaleny zawsze sięgam z ogromną przyjemnością, bo wiem, że to będzie uczta literacka. Uczta, która gdy się skończy sprawi, że zrobi się pusto i smutno, że to koniec. Na szczęście, i to ogromniaste, okazuje się, że ta uczta jeszcze nie jest zakończona. Gdyż „Zanim wyznasz mi miłość” to pierwszy tom, a drugi pojawi się niebawem. I wiecie co? To jest najwspanialsza wiadomość. Za każdym razem zżywam się z bohaterami powieści Magdy, kibicuję im i trzymam kciuki za sukcesy, martwię gdy przeżywają kryzysy czy też gorsze momenty. Tak było i tym razem. 

Wszystko rozpoczęło się od spaceru nad jezioro, zakończonego spotkaniem z dziewczynką oraz ocaleniem szczeniąt. Spotkaniem z Jaśkiem, który pomógł Ewelinie zawieść szczenięta do lecznicy. Tak, to jest piękny początek historii. Ewelina wychowywała się bez rodziców, jednak w domu pełnym miłości. Miłości, którą otrzymała od swojej ukochanej babci Adeli oraz jej towarzyszki Muszki. A powiem Wam, że obie starsze panie to takie gagatki, że pokochacie je od razu. Ja pokochałam miłością ogromną. Oczywiście spotkanie z Jaśkiem nie było przypadkowe. Rozpoczęło natomiast ciąg wydarzeń, które jak to w powieściach Magdy zawierają tajemnice, a sekrety ujawniane są stopniowo. I to właśnie te tajemnice sprawiły, że z ogromną ciekawością i niecierpliwością oczekuję kolejnej części. Bo zakończenie tak bardzo zaostrzyło apetyt, że ja chcę kontynuację już teraz, natychmiast. 

To kolejna powieść Magdy, której akcja dzieje się w małym miasteczku. W miasteczku w którym wszyscy się znają, a życie płynie powolnym rytmem. Ale to, że wszyscy się znają, ma jeden minus: nic się w takim miejscu nie ukryje. A nawet zostanie nadinterpretowane. 

Ewelina ukrywa przed swoją rodziną oraz przyjaciółkami pewien sekret. Jednak nic o nim nie wiemy, nie mamy nawet żadnego naprowadzenia co to może być. Owszem możemy się domyślać, ale znając Magdę to wyjaśnienie i tak będzie inne niż sami obstawialiśmy. Tajemniczy jest także Jasiek, bo od początku wiemy, że nad tym jeziorem nie pojawił się przypadkiem. Zgadujemy to od razu, zanim wszystko zostanie wyjaśnione. Ale i tak mam wrażenie, że Jasiek jeszcze ukrywa jakiś sekret. No i sama babcia Adela też coś ukrywa w zanadrzu.

Uwielbiam styl pisarski Magdaleny Kordel. Jest taki ciepły, otulający dobrem, przytulający i jak to mówi Janina Bąk „pluszowy”. Takie właśnie są powieści Magdy. One dają nadzieję, są pełne miłości. Bohaterowie są tacy, że chce się z nimi wyskoczyć na piwo albo na kawę. A miejsca w których umieszcza akcję, zaliczają się do tych, które chce się odwiedzić. Nie inaczej jest tutaj. Każdy chciałby by ich zwierzakiem zaopiekowała się weterynarz Masza, żeby Muszka upiekła najlepsze ciasto drożdżowe a babcia Adela wsparła dobrym słowem. 

Magdo, Twoje książki niosą dobro, miłość, szczęście, nadzieję, ciepło, wsparcie dla słabszych. Myślę, że w tych bohaterach odzwierciedlasz siebie. 

A Wam Kochani czytelnicy, polecam tę książkę podobnie jak wszystkie inne, które już są wydane i te które dopiero się pojawią. 


Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu ZNAK

piątek, 31 stycznia 2020

#533 - Berdo - przedpremierowo


W zalewie książkowych nowości, które codziennie pojawiają się na księgarskich półkach, bardzo ciężko natrafić na perełkę. Na książkę, która nas zmiażdży emocjonalnie. Którą będziemy czytać i będziemy ją co chwilę odkładać by przetrawić to o czym przeczytaliśmy. By uspokoić szalejącą w nas burzę i z dystansu spojrzeć na nasze życie i relacje międzyludzkie. Właśnie odłożyłam na półkę, debiut literacki Anny Cieślar „Berdo”. Sama okładka przyciąga jak magnes. Zachęcający wpis Ignacego Karpowicza sprawił, że sama bardzo chciałam wpaść w te literackie wnyki.

Jak już wiele razy wspominałam, trochę boję się debiutów literackich. Dlaczego? Gdyż zdarza się tak, że dana książka mnie nie zachwyci. W tym przypadku było zupełnie odwrotnie. Nie potrafiłam jej przeczytać na jednym posiedzeniu. Gdyż bardzo głęboko weszła w mój krwioobieg. Płynęła wolno, by na końcu wwiercić się w mózg realistycznymi obrazami, które pojawiały się pod powiekami. Obrazami, które przyprawiały o gęsią skórkę, a czasem łzę smutku w oku.

Główna historia skupia się na trójce bohaterów, których los nierozerwalnie ze sobą połączył. Berdo, czyli Michał jest kłusownikiem. Zarabia na życie polując na dziką zwierzynę w bieszczadzkich lasach. Świetnie posługuje się kuszą, zastawia w lesie wnyki. Oczywiście nie robi tego legalnie, przecież wilki są pod szczególną ochroną. Ale wiadomo, jeśli ktoś dobrze zapłaci to dostanie skórę wilka bądź niedźwiedzia. Kilka lat temu Berdo oddał swoje serce kobiecie, która nie potrafiła żyć razem z nim w Bieszczadach. Uciekła. Zostawiając dziecko, małego Radka. Uroczego i wrażliwego na los zwierząt chłopca. W wychowaniu małego pomaga mu Milionen Jahren, malarz ikon, mieszkający samotnie.

Między ojcem a synem nie ma żadnej więzi emocjonalnej. I jest to w książce dobrze zobrazowane. Radek nie potrafi zrozumieć ani pojąć, jak można tak brutalnie pozbawiać zwierząt życia. Muszę przyznać, że skórowanie sarny, autorka przedstawiła nad wyraz realistycznie. Mogę nawet stwierdzić, że krew wylewała się z każdej strony. Chłopiec jest bardziej przywiązany do starego malarza, z którym podziwia dziką przyrodę i życie zwierząt. Pewnego dnia dochodzi do tragedii i Berdo wraz z synem jest zmuszony do ucieczki przez dzikie Bieszczady. Które przemierzają niekoniecznie szlakami typowo turystycznymi.

Gdy dotarłam do końca i zamknęłam książkę, powiem Wam, że poczułam pewien niedosyt. Bo kilka wątków, można byłoby wyjaśnić. Nie miałabym nic przeciwko, gdyby autorka pokusiła się na kontynuację.

Berdo, to nic innego jak pagórek, stroma góra, albo przepaść. Po przeczytaniu tej książki, już wiem skąd główny bohater ma ten pseudonim. Tutaj berdo to przepaść, która dzieli miłość i życie Michała oraz jego syna Radka.

Z ręką na sercu polecam wam debiut literacki Anny Cieślar. Dobry dramat psychologiczny o trudnych relacjach ojca z synem. Oraz relacjach człowieka z dziką naturą. Niesamowita historia którą warto przeczytać.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa ZNAK


środa, 16 maja 2018

#482



Droga Tachykardio!

Pewnie masz takich Autorów na których książki czekasz z utęsknieniem. Wypatrujesz ich premier i odliczasz dni, kiedy będziesz mogła zatopić się w świat bohaterów przez nich wykreowanych. Jak dobrze wiesz, mam kilku takich Autorów. Zalicza się do nich między innymi Magdalena Kordel i cały jej dorobek literacki. Chociaż powiem Ci, że chyba tylko jednej książki nie przeczytałam. Ale zapewne kiedyś nadrobię. Ach, to magiczne kiedyś... Kiedy w moje ręce wpadło „Serce w skowronkach” wiedziałam, że świat przestanie istnieć, a ja znów na jakiś czas przeprowadzę się do urokliwego Miasteczka. 

Ponieważ książki jeszcze nie ma na księgarskich półkach, nie chcę ci zbyt wiele zdradzać. Bo co to za przyjemność czytania, gdy już wiadomo co się będzie działo. A działo się sporo jak to zwykle u Magdy bywa. Mogę ci tylko powiedzieć, że Klementyna wraz z Dobrochną oraz Pogubioną Agatą zostają w Miasteczku. I nadal otaczają się masą życzliwych im ludzi. Klementyna boi się zamieszkać w kamienicy na stałe. Ale jak wiadomo życie nas zaskakuje i czasem los sam wybiera nam drogę, którą mamy podążyć mimo strachu. Chyba nie zdradziłam zbyt wiele. Jeśli tak, to przepraszam, ale ta historia wciąż we mnie żyje. 

To było cudowne uczucie znów znaleźć się w kuchni Klementyny, pić kawę, zajadać się smakołykami, które wyszły spod jej ręki i głaskać Marcepana leżącego u stóp. 

Historia, która się toczy w „Sercu w skowronkach” to kontynuacja tej, którą poznaliśmy czytając „Serce z piernika”. Pojawiają się te same postaci z którymi zdążyliśmy się już zaprzyjaźnić. Ale także na scenę wkraczają zupełnie nowi, którzy swoją obecnością wprowadzą spore zamieszanie w życiu mieszkańców Miasteczka. 

Pewnie się powtórzę mówiąc, że uwielbiam świat, historie i bohaterów tworzonych przez Magdę Kordel. Kiedy czytam jej książki, czuję się tak jakbym sama mieszkała w miejscu w którym toczy się akcja i przyjaźniła się z mieszkańcami. To miejsce i ludzie są tak bardzo podobni do tych, którzy są gdzieś niedaleko nas. Mają te same problemy, spełniają te same marzenia, boją się zmian i kochają jak nikt inny. 

Kiedy dotrzesz do ostatniej kropki, wypowiesz zdanie tak dobrze znane, po przeczytaniu innych książek Magdy: „ale jak to koniec?”. Otrzesz łzę, uśmiechniesz się, delikatnie pogłaszczesz okładkę, bo dobrze wiesz, że to zdecydowanie nie może być jeszcze koniec. 

Polecam fanom Magdy, a także zachęcam tych, którzy jeszcze nigdy nic Jej nie czytali. Czytajcie, radujcie się i wzruszajcie. Warto!!!

Pozdrawiam serdecznie
Archer

P.S.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa ZNAK


piątek, 16 marca 2018

#473





Droga Tachykardio!

Musisz przyznać, że dość długo do ciebie nie pisałam. Postaram się to zmienić, ale nie daję gwarancji, czy mi się uda. Czasem w moje ręce padają książki, po których zakończeniu zastanawiam się nad jednym: ale jak to już koniec? Przecież to nie mogło tak się skończyć? Ładunek emocjonalny jest tak wielki, że nie można się uspokoić. Dokładnie tak było gdy zamknęłam książkę „Gra w kolory” Marzeny Rogalskiej. Dawno nie miałam tak, że po dotarciu do ostatniej litery chciałam wiedzieć co dalej i czy będzie jakieś dalej. 

Powiem ci szczerze, że nie potrafię Ci o tej książce opowiedzieć tak by nie zdradzić za dużo. Mogę tylko troszeczkę uchylić rąbka tajemnicy, by zaostrzyć ci apetyt na fenomenalną lekturę, która w żaden sposób nie jest babskim czytadłem ani tanim romansem. To uczta dla zmysłów. 

Po stracie Agata nabiera sił pod opieką przyjaciół. Stara się także pokonać swoje demony przeszłości. Dzięki opowieściom, poznajemy jej dzieciństwo, wszystko to co się wydarzyło i jak bardzo ją to ukształtowało. Jej nowo założona firma zaczyna prosperować coraz lepiej na rynku, i liczyć się w biznesie. Agata co poniedziałek otrzymuje tajemnicze emaile. Bardzo pragnie poznać ich anonimowego autora, ale kiedy już ma dojść do umówionego spotkania, ona niestety nie dociera na miejsce. Powoli zaczyna rozumieć, że musi zaakceptować samą siebie i pogodzić z przeszłością by być szczęśliwą. 
Czy jej się to uda? Nie powiem, bo przecież wspominałam o apetycie. 

Podobnie jak w pierwszej części czyli „Wyprzedaż snów” Autorka nie skupia się na jednej postaci. Pokazuje także życie przyjaciół Agaty. Ich wybory, nadzieje, spełnianie marzeń. Wszystko malując kolorami emocji, jakie które towarzyszą nam każdego dnia. 

Powiem ci, że jak nigdy czekam na trzecią część tej historii. Bo ta opowieść nie mogła skończyć się w takim momencie. Musi być ciąg dalszy. 

Jeśli poszukujesz historii pełnej barw codzienności, przepełnionej emocjami oraz piękną muzyką to koniecznie sięgnij po tę książkę. Gwarantuję, że się nie zawiedziesz. Polecam!!! 

Pozdrawiam serdecznie
 Archer 

P.S.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa ZNAK



wtorek, 10 października 2017

#447



Czy w październiku, kiedy jeszcze świeci jesienne słońce można poczuć klimat świąt? Poczuć zapach wypiekanych pierników, zapach wanilii, cynamonu i padającego intensywnie śniegu? Oczywiście, że tak. Wystarczy wieczorem zasiąść w ulubionym fotelu zapatulić się w koc, w jednej ręce dzierżyć kubek herbaty z cytryną i imbirem, a w drugiej najnowszą książkę Magdaleny Kordel „Serce z piernika”.

Klementyna samotnie wychowuje córeczkę Dobrochnę i opiekuje się babką Agatą. Jest także mistrzynią wypieków piernikowych. Jej mieszkanie pachnie cynamonem, kardamonem i wanilią. Babka Agata nazywana Pogubioną Agatą, wiele razy uciekała pod osłoną nocy, by poszukiwać utraconego wiele lat temu synka. W tych podróżach zawsze towarzyszyła jej mała Klementyna. Jednak nadszedł czas, żeby powstrzymać babkę przed kolejnymi ucieczkami i zapewnić córce w miarę spokojne życie. Po ostatniej, udaremnionej ucieczce babki, Klementyna tworzy kamienicę z piernika. Rozpoznaje w niej starą kamienicę z przeszłości, ustawioną przy rynku. Wie, że to znak. Postanawia wrócić do tego miejsca, gdzie za młodu mieszkała babcia Agata. Ma nadzieje, że ta wyprowadzka sprawi, że w jej domu zapanuje spokój.

Kiedy zamykałam książkę Magdy i odkładałam na półkę, czułam w sercu ciepło, spokój i szczęście. Poczułam się otulona świąteczną atmosferą i zapachem wypiekanych pierników.

Był czas, kiedy nie czytałam żadnych książek w świątecznym klimacie. Może było to spowodowane tym, że pracowałam w centrum handlowym, gdzie męczono wszystkich świątecznymi piosenkami wiele tygodni przed czasem. Przez to właśnie zatracił mi się klimat świąt oraz ich magia. Bo kiedy Cię atakują, to jedyne wyjście to ucieczka. Jednak teraz to się chyba zmieniło, właśnie za sprawą świątecznych lektur. Łapię się na tym, że chcę czytać ich więcej i więcej. No dobra bo chyba zboczyłam trochę z tematu.

Dla niektórych świąteczny klimat książki może sugerować sielskość i anielskość historii. Owszem tak jest, ale też nie do końca. Autorka w swojej najnowszej powieści, poruszyła kilka trudnych tematów. Mamy tutaj ból i tęsknotę po utracie dziecka. Babcia Agata w czasie wojny utraciła swojego kochanego syna, a tułaczka była związana z jego poszukiwaniem. Pociągi, kojarzyły się starszej pani właśnie z wywózką synka. Oprócz tego mamy przemoc domową i alkoholizm. Fela była bita przez swojego męża. Sama sobie z tym radziła. Kiedy Klementyna chciała jej pomóc, Fela się wkurzyła. Nie potrzebowała pomocy od „dziewczyny z miasta, która nie zna się na życiu”. Jednak musiała swój pogląd zweryfikować, gdy pobita córka Feli pobiegła po pomoc właśnie do Klementyny.

„Serce z piernika” aż kipi od emocji. Magda dawkuje je bardzo powoli. Czytelnik, zagłębiając się w opowiadaną historię, nie ma ochoty by dotrzeć do jej końca. Dlaczego? Nie chce rozstać się z bohaterami. Tak dobrze mu w kamienicy pełnej zapachów pierników i wśród mieszkańców, dla których nie jest obojętny los bliźnich. I to jest w książce niesamowite.

Nie można, nie wspomnieć o bohaterach. Jestem przekonana, że wszyscy pokochają Dobrochnę. Córeczka Klementyny rozbraja nawet najbardziej zatwardziałe serca. Jest bardzo wygadana i dociekliwa jak na swój wiek.

Jeśli poszukujecie książki, która rozbawi Was do łez i wzruszy, że sięgniecie po chusteczki, to „Serce z piernika” nadaje się do tego idealnie. Mam nadzieje, że będzie dalszy ciąg, gdyż zakończenie sugeruje, że to jeszcze nie koniec.

sobota, 26 sierpnia 2017

#441



Kontynuacje książek mają to do siebie, że są albo lepsze, albo słabsze. Tak wiem, zawsze jest jedno albo drugie. Ponoć nigdy nie jest nic pośrodku. Kiedy zamknęłam książkę „Zanim się pojawiłeś” pomyślałam świetny obyczaj. I w sumie można było nic więcej do tego nie dodawać. Jednak kiedy okazało się, że pojawiła się kontynuacja, postanowiłam ją przeczytać, by dowiedzieć się co działo się z Lou gdy Will zniknął z jej świata.

Lou próbuje zrobić coś ze swoim życiem. Wyjeżdża do Paryża i przez chwilę pracuje tam w kawiarni. Niestety czuje, że jednak to nie to. Że jest tak, jakby zawiodła Will’a. Kupuje mieszkanie w Londynie i zaczyna pracę w barze na lotnisku. Pewnego dnia dochodzi do wypadku - dziewczyna spada z dachu. Wiele osób myśli, że chciała popełnić samobójstwo. Rodzice wysyłają ją na spotkania grupy wsparcia dla osób, które utraciły bliską osobę. W końcu na progu jej mieszkania staje córka Willa i wywraca jej życie do góry nogami, podobnie zresztą jak przystojny ratownik.

Okazuje się, że książka „Kiedy odszedłeś” pojawiła się na rynku, gdyż czytelniczki bardzo chciały się dowiedzieć co stało się z Lou po śmierci Willa – przynajmniej tak donosi Internet. W sumie się nie dziwię, bo sama byłam ciekawa jak dalej potoczą się jej losy. Zastanawiałam się czy popadnie w czarną rozpacz czy może odbije się od dna i zacznie się spełniać. Kiedy autorka strąciła bohaterkę z dachu pomyślałam: serio, teraz kolejną postać chcesz umieścić na wózku? Mało ci było Willa? Na całe szczęście wszystko potoczyło się dobrze. Jojo Moyes przedstawiła w swojej powieści proces jaki przechodzi każdy z nas, gdy umiera ukochany albo przynajmniej jak może taki proces wyglądać. Ukazuje wewnętrzną walkę Lou, gdy na horyzoncie pojawia się nowy mężczyzna. No i nie można zapomnieć o tym, że Lou musi sprawdzić się jako macocha nastolatki. A córka Willa jest bardzo irytującą dziewczyną. I całkiem nieźle podsumowuje ją cytat z książki: „wygląda jak półtora nieszczęścia wszystkie nastolatki tak wyglądają takie moje ustawienia domyślne”.

Przyznam się szczerze, że ta część bardziej mi się podobała. Tylko nie potrafię powiedzieć, dlaczego. Jeśli oczekuje się wyciskacza łez, to można się trochę rozczarować. Ale nie jest źle, jest czasem nawet zabawnie. Przez cały czas dopingowałam Lou, by wreszcie stanęła na nogi i posklejała swoje rozbite serce. Co się nawet udało. A zakończenie lekko sugeruje, że mogłaby powstać kontynuacja. W sumie nie miałabym nic przeciwko. Polecam!!!

poniedziałek, 5 czerwca 2017

#424


RECENZJA PRZEDPREMIEROWA


Magdalena Kordel przyzwyczaiła swoich czytelników do powieści, których akcja toczy się w maleńkim Malowniczem, u podnóża Sudetów. Do powieści pełnych ciepła, rodzinności. Dlatego wielkim zaskoczeniem będzie najnowsza książka Autorki „Wilczy Dwór. Córka wiatrów”. Ale uprzedzając wątpliwości: warto, naprawdę warto, pozwolić się porwać tej historii. 

Konstancję, właścicielką Wilczego Dworu poznajemy w pewien słoneczny wiosenny dzień. Od wielu już lat wiedzie spokojne życie, nie zaprzątnięte żadnymi problemami ani troskami. Jednak niespokojna przeszłość zastuka do bram dworu wraz z pojawieniem się Jana. Dawnego przyjaciela, który był nieobecny przez ostatnie dwanaście lat. Jego przyjazd rozpoczyna czas zmian i zawirowań oraz kłopotów, które miały dotrzeć do Wilczego Dworu. 

Znacie mnie już dobrze i wiecie, że powieści „nie współczesne” omijam szerokim łukiem. Ale dla ulubionych Autorek (czy też Autorów) robię wyjątki. I tak właśnie było w tym przypadku. 

Mimo iż nie jest to Malownicze, ani współczesność, Magdalena nie zatraciła w sobie daru opisywania otaczającego świata. Zatapiając się w świat Konstancji wyraźnie widzimy cudowny Wilczy Dwór, słyszymy paplaninę Pelasi, czujemy siłę bijącą z przyrody, słyszymy szelest wytwornych sukni. Wyobraźnia ma niewyobrażalnie wielkie pole do popisu. 

„Wilczy Dwór. Córka wiatrów” to powieść o sile kobiet. O tym, ile potrafimy znieść, o tym, że wcale nie jesteśmy takie kruche jak się niektórym może wydawać. Główna bohaterka udowodniła, że samotna kobieta, może dobrze zarządzać dworem i ziemiami oraz pokazać mężczyznom, że potrafił sobie bez nich radzić. A trzeba przyznać, że w czasach, kiedy toczy się historia powieści, mężczyźni zdecydowanie widzieli kobiety w domu zajmujące się raczej domem aniżeli władające szablą. 

To także opowieść pełna tajemnic, które chcemy jak najszybciej poznać. Ale wiecie, że nic nie może być za szybko w ujawnione, bo wtedy nie ma tego dreszczyku emocji przy ich odkrywaniu.

Gorąco polecam najnowszą powieść Magdaleny Kordel. Jeśli pokochaliście Malownicze to Wilczy Dwór pokochacie tak samo mocno. Teraz nie pozostanie mi nic innego jak z niecierpliwością oczekiwać kontynuacji, by dowiedzieć się co dalej.

Za możliwość przeczytania książki z całego serca dziękuję Wydawnictwu Znak

poniedziałek, 19 stycznia 2015

#329








Droga Tachykardio!

Kiedy sięgałam po ostatnią książkę oczekiwałam czegoś lekkiego. Czegoś co przeczytam w jedno popołudnie. Czegoś co sprawi, że nie będę musiała zastanawiać się nad swoim życiem. Richard Paul Evans przyzwyczaił mnie do powieści lekkich (mam tutaj na myśli „Kolory tamtego lata” oraz „Obiecaj mi”). Więc kiedy wzięłam powieść „List” oczekiwałam tego samego. Czy to dostałam? Nie do końca.

Nie będę Ci streszczać książki ani tym bardziej zagłębiać się w treść, bo to nie o to chodzi. Jeśli to zrobię nie będziesz mieć przyjemności zagłębiając się w historie opowiadaną przez Autora.

Historia głównych bohaterów MaryAnne i Davida może z pozoru wydawać się banalna. Jednak wcale taka nie jest. Autor pokazuje jak bardzo miłość może być silna i jak wiele potrafimy zrobić dla drugiej ukochanej osoby. Pokazuje, że czasem rozłąka może być dobrym rozwiązaniem i umocnić miłość w małżeństwie. Kiedy MaryAnne wyjechała, David uświadomił sobie jak bardzo oddalili się od siebie przez ostatnie lata. Jak bardzo krzywdził nie tylko siebie, ale także ukochaną żonę i zrobi wszystko by ją odzyskać. Oprócz utraty miłości w książce poruszany jest temat poszukiwań samego siebie. Od kiedy matka opuściła Davida, ten stara się dowiedzieć dlaczego do tego doszło. Podczas podróży do Chicago, by odnaleźć matkę odnajduje sens tego co jest najważniejsze.

Oprócz historii miłości dwojga bohaterów, w powieści poruszony jest problem rasizmu. Opisane jest jak biali ludzie traktowali innych o odmiennym kolorze skóry, a przede wszystkim Afroamerykanów. Na samą myśl o tych wszystkich opisach cierpnie mi skóra na karku. W szczególności, że Autor bardzo dokładnie opisywał upokorzenie człowieka przez człowieka, oraz nienawiść. Jest to wstrząsający obraz tego jak czarnoskórzy byli traktowani w latach trzydziestych ubiegłego wieku.

„List” to nie jest książka z serii łatwo przyswajalnych. To książka poruszająca trudne tematy. Tematy codzienne oraz te o których nie zawsze mówi się głośno. To książka o sile miłości. O tym ile potrafimy zmienić by ukochana osoba była wciąż przy nas. To książka, która wryje się w pamięć. Polecam!

Pozdrawiam serdecznie
Archer

P.S.
Ale zacznij od „Zegarek z różowego złota” bo „List” to jego kontynuacja.