Pokazywanie postów oznaczonych etykietą serial. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą serial. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 października 2020

#559 - A tak mi jakoś...

Tak, wiem. Znowu zapanowała tutaj cisza. Cisza taka dłuższa. Mam podobny spadek formy jaki miałam w marcu. Może nawet głębszy. Nie wiem, trudno mi powiedzieć. Wiem, że nie potrafię się skupić na literkach tak jakbym bardzo chciała to zrobić. Wrzesień był jeszcze trochę zaczytany, bo wciągnęłam się aż w sześć świetnych opowieści. Niestety październik jest chyba jednym z najgorszych miesięcy w czytaniu. Gdyż przeczytałam tylko dwie książki. Jedną z nich była „Wyjdź za mnie, kochanie” Krystyny Mirek. Pochłonęłam ją dosłownie w jeden dzień podczas mojego urlopu. Drugą książką była „Napraw mnie” Anny Langner. Więc jak sami widzicie czytanie idzie mi bardzo kiepsko. Z pisaniem jest dokładnie tak samo. Gdy nadchodzi niedziela obiecuję sobie, że w końcu zasiądę nad notesem z piórem i nadrobię zaległości, ale na obietnicach się kończy. Zamiast czytać, oglądam seriale. Wiecie, takie przy których nie muszę myśleć. 

I tak bez dwóch zdań pozwolę sobie polecić Wam jeden z nich. Oczywiście nie jest to najnowszy serial. Bo z tego co się orientuję to ma już kilka lat i można go oglądać na dwóch platformach. Na NETFLIXie znajdziecie 9 sezonów, a na HBO GO wszystkie. Polecam z ręką na sercu serial „Modern family”. Odcinki są krótkie, sezonów dwanaście. Ale uwierzcie mi warto. To serial o współczesnej rodzinie. A tak konkretniej to patchworkowej. Głowa rodziny rozwiedziony z pierwszą żoną, żeni się z młodszą kobietą, która ma już syna z pierwszego związku. Sam ma dwójkę dzieci z pierwszego małżeństwa. Syn – prawnik - żyje w związku partnerskim ze szkolnym trenerem futbolu, obydwaj adoptują dziewczynkę z Wietnamu. Córka zaś, wraz z mężem, który jest agentem nieruchomości wychowuje trójkę dzieci. Od tego serialu nie można się oderwać. Wciągnęłam go jak makaron. Myślę, że jest on idealny na teraz, by chociaż na chwilę oderwać myśli od tego co dzieje się wokół. Mnie pomógł. Ale przez to zaniedbałam czytanie i pisanie. 


Chociaż patrząc na to, że powstał ten wpis, to muszę powiedzieć, że chyba ma się ku dobremu. Mam taką ogromną nadzieję. Bo ja tęsknię za literkami.

piątek, 21 października 2016

#392

Serialowe uzależnienie



Nie samymi książkami bloger żyje. Tak, wiem, że pewnie zaraz podniesie się raban. No ale przecież sami przyznacie, że to niestety prawda. Nie wszyscy może tak mają, ale u mnie tak właśnie jest. Kiedy muszę odpocząć od literek, odpalam jeden z ulubionych seriali, rozsiadam się wygodnie i zatapiam się w świat bohaterów. 

Mam kilka takich seriali, które uwielbiam i oglądam je namiętnie. Najlepiej kilka odcinków pod rząd. Bo przecież po co odkładać kolejny odcinek na niewiadomo ile, skoro można sobie zrobić maraton. 


Od wielu lat jestem wierna serialowi „Chirurdzy”. Zaczęłam go oglądać tak naprawdę od połowy czwartego sezonu w TV. Jednak doszłam do wniosku, że muszę wiedzieć co gdzie jak i dlaczego. Tak więc zaczęłam od pierwszego odcinka i potem poszło. Nie potrafię sobie wyobrazić tego żeby ten serial kiedykolwiek znikł z anteny. Uwielbiam śledzić losy Meredith i innych lekarzy z GREY SLOANE MEMORIAL HOSPITAL. 


Następnym serialem w kolejce ulubionych jest Pretty Little Liars. Zaczęło się zupełnie niewinnie, całkowicie przez przypadek. Znajoma poleciła i wciągnęłam się tak bardzo, że z niecierpliwością oczekuję kolejnego odcinka. Fakt, że już jest to serial bardzo naciągany i dla nastolatek, a ja nastolatką już nie jestem od prawie dwóch dekad, oglądam go za każdym razem z gęsią skórką. 

Te dwa seriale to takie od których jestem najbardziej uzależniona. Nie będę wymieniać innych bez których nie mogę się obejść bo w sumie post byłby długi a Wy usnęlibyście w połowie. Wspomnę jeszcze te które oglądam z wielką przyjemnością:


Arrow - facet z łukiem walczący ze światem przestępczym. Dwa pierwsze sezony były ok potem było coraz gorzej, ale kurczę oglądałam. 


Homeland - opowiada historię agentki CIA Carrie Mathison, przed którą stawiane są coraz to nowsze zadania. Lubię i oglądam dla Claire Danes. 



Kochane kłopoty - wiem, że serial sprzed wielu lat ale ja odkryłam go dopiero niedawno i wcale a wcale tego nie żałuję. Wręcz przeciwnie polecam go wszystkim na poprawę humoru i nie tylko. To perypetie matki i córki mieszkających w małym miasteczku gdzie wszyscy wszystkich znają. 


Singielka - polski serial jak widać jedyny w tym zestawieniu. Historia Elki dziennikarki, która postanawia znaleźć prawdziwą miłość. Odcinki są krótkie i zapewniają ubaw po pachy. 


Hawaii Five 0 - serial sensacyjny o grupie specjalnej policjantów powołanych do walki z przestępczością w urokliwym klimacie Hawajów. Oglądając każdy odcinek mam ochotę się tam przeprowadzić. 

Uff… to byłoby chyba na tyle. Jest ich kilka a co jakiś czas dorzucam kolejne, nie wiem po co. Pewnie z czystej ciekawości. Wiem, że jest jeszcze wiele seriali do obejrzenia, tylko powiedzcie mi kiedy? Czy ktoś zna sposób na przedłużenie doby?

P.S.
Wszystkie zdjęcia pochodzą z internetu. 

niedziela, 17 marca 2013

#239/8




(Once Upon a Time...) Dawno, dawno temu a dokładnie w 2004 roku w głowach dwóch scenarzystów Edwarda Kitsisa i Adama Horowitza (odpowiedzialnych za takie hity jak Zagubieni czy Tron: Dziedzictwo) zrodził się niesamowity pomysł na serial opowiadający o podróżach między baśniowymi światami. Niestety, nie trafił on na podatny grunt i został schowany do szuflady, a twórcy zajęli się innymi sprawami. Po latach odkurzyli pomysł i z pomocą amerykańskiej stacji ABC w 2011 zrealizowali jedną ze swoich najbardziej szalonych wizji.

Pisałem niedawno, że twórcom coraz częściej brak pomysłów i sięgają po stare sprawdzone historie aby odrobinę je odświeżyć i zaprezentować w bardziej nowoczesnej formie. Czasem wychodzi to fatalnie, czasem nieźle, ale oryginalności w tym niewiele. Zdarzają się jednak wyjątki. Zazwyczaj jest tak, że scenarzysta bierze jakąś sprawdzoną baśń i przenosi ją w nowsze realia. Nie w tym przypadku. Przynajmniej nie do końca. Twórcy Dawno, dawno temu zerwali z tym szablonem i sięgnęli nie po jedną, nie po dwie a po niemal wszystkie baśniowe opowieści. I nie, nie przenieśli ich do naszych czasów. A właściwie to przenieśli, jednak nie tak jak wszystkim by się wydawało. Nie jest to luźna adaptacja zachowująca tytuł i wybrane motywy oryginału.

Pamiętacie Królewnę Śnieżkę? No jasne, że pamiętacie. To chyba najbardziej znana baśniowa postać. No i oczywiście jej konflikt ze Złą Królową w wyniku którego Królewna ucieka do lasu i zamieszkuje w towarzystwie krasnoludków. To wszystko pojawia się w serialu i to w prawdziwie baśniowym świecie. A co powiecie na to, że Śnieżka może mieć jako sojusznika Czerwonego Kapturka? I Wróżkę Chrzestną. I Gepetto. I Mulan. Twórcy tego serialu w przebłysku szaleństwa, połączyli ze sobą niesamowitą ilość baśniowych światów i postaci. A jak by komuś było mało to mniej baśniowe światy też się pojawiają. Nie chcę wam za wiele zdradzać ale wiedzcie, że on żyje! Żyje! Żeby jednak nie było, musi być do tego wszystkiego bardziej nowoczesne podejście. Jak się okazuje w pierwszym odcinku, historia jest prowadzona dwutorowo. Główna historia dzieje się w ustronnym miasteczku Storybrooke znajdującym się w naszym realnym, pozbawionym magii świecie. W świecie baśni zaś trafiamy w ramach retrospekcji.

Ale zaraz, zaraz zapytacie. Jak to świat realny i retrospekcje w świecie baśni? Dokładnie tak. Serial zaczyna się od sceny w której jedenastoletni Henry Mills puka do drzwi dwudziestoośmioletniej Emmy Swan. Chłopiec oznajmia, że jest jej oddanym do adopcji synem. Zaraz potem pokazuje jej swoją starą księgę baśni i próbuje przekazać, że mieszka w miasteczku w którym wszystkie postaci bajkowe zostały uwięzione przez klątwę Złej Królowej. Emma ma być - według niego, oczywiście - jedyną nadzieją dla wszystkich, aby zerwać klątwę ponieważ jak twierdzi jest ona zaginioną córką Królewny Śnieżki. W ten sposób trafia ona do Storybrooke. Pierwotnie aby oddać Henrego jego obecnej matce, jednak na miejscu postanawia zachować kontakt z chłopcem i pozostać w miasteczku na dłużej. W ten sposób rozpoczyna się ciąg wydarzeń który pokazuje jej, że miasteczko i jego mieszkańcy nie są tak do końca zwyczajni.

W każdym odcinku zobaczymy losy bohaterów dążących do rozwiązania tajemnicy miasteczka i zerwania klątwy. Poznajemy także historię postaci którymi mieszkańcy byli w czasach z przed klątwy. Dowiadujemy się jak doszło do powstania klątwy i jakie są powiązania między naprawdę godną podziwu kawalkadą postaci baśniowych. Główna historia toczy się wokół losów Królewny Śnieżki, Księcia Uroczego, Emmy, Henrego, Złej Królowej i moim zdaniem najlepszej postaci w całej serii Rumpelstiltskina. Serial jest wart obejrzenia chociażby tylko dla jego postaci. Ale jak zaczniecie oglądać to uwierzcie, że tak jak ja będziecie ciekawi w jaki sposób twórcy połączą losy poszczególnych baśniowych bohaterów. I kto się jeszcze pojawi. Twórcy zdają się nie znać ograniczeń a niektóre postaci jak i połączenia ich z główną historią bywają sporym zaskoczeniem. W serialu można znaleźć naprawdę wiele smaczków które są mocnym nawiązaniem do oryginalnych historii. Największą kopalnią odniesień jest antykwariat Pana Golda w którym można zobaczyć całą masę przedmiotów mogących zapowiadać kolejne postaci. Serial polecam gorąco a jeśli pierwszy sezon nie był dla was wystarczająco dobry to uwierzcie, że drugi przebija go we wszystkim.

środa, 24 października 2012

#220/1

No więc są!!! Po ponad dwóch latach postanowiłam zmienić logo. Nazwa się nie zmienia, jednak zdjęcie jak pewnie widzicie zmieniło się. Powód? Związany jest z niespodzianką, którą szykowałam od jakiegoś czasu.
Otóż od dzisiaj na blogu, który dotychczas był "domem" tylko Archer wprowadził się (jak na razie - jak to mówi - tylko gościnnie) Mój Osobisty Mężczyzna czyli Q. Nie będę przynudzać, o szczegółach opowiem przy okazji. Teraz zostawiam Was samych z Q. (Błagam, tylko bądźcie dla Niego wyrozumiali ;-))

- Raz, dwa... Raz, dwa... Halo, jak mnie słychać? Dobrze? Super! Z tej strony klawiatury kłania się Osobisty Mężczyzna. Dzięki uprzejmości Archer i zaawansowanym negocjacjom  (bała się konkurencji więc wciągnęła mnie do siebie ;) ) będę gościnnie zamieszczał tu recenzje seriali, filmów, książek a czasem może nawet gier. Tematyka może być zmienna i różna od tego do czego przyzwyczaiła was Właścicielka Bloga. Książkowo możecie spodziewać się głównie wszelkiej maści fantastyki a czasem horroru lub kryminału. W przypadku filmów i seriali ograniczeń właściwie nie widzę. Na początek poczęstuję was czymś nowym w tematyce Bloga a mianowicie recenzją serialu Beauty and the Beast. Dziękuję za uwagę i zapraszam do przeczytania (wszelkie uwagi i krytyka będą mile widziane choć nie ukrywam, że krytykę absolutnie zignoruję ;P ). Tryb recenzencki włącz.

    W ostatnim czasie wśród twórców filmów i seriali widać wyraźny spadek kreatywności. Coraz więcej produkcji okazuje się bazować na istniejących już wcześniej historiach czerpiąc z nich garściami, a często wręcz kopiując wprost oryginalny pomysł. Niedawno rozpoczęte Beauty and the Beast, produkcja amerykańskiej stacji CW jest tego idealnym przykładem. Pomysł oparty jest na serialu o tym samym tytule z 1987 roku ten zaś luźno oparty był na oryginalnej baśni o Pięknej i Bestii. W przeciwieństwie jednak do baśni, akcja serialu dzieje się w czasach współczesnych i jest czymś w rodzaju wszechobecnych dzisiaj serii kryminalnych doprawiona science fiction.

    Główna bohaterka Catherine Chandler jest grana przez sympatyczną Kristin Kreuk najlepiej znaną jako pierwsza dziewczyna Supermena w serialu Smallville. W rolę Bestii wciela się Jay Ryan który również nie ma na swoim koncie spektakularnych sukcesów.

    Historia serialu zaczyna się w noc kiedy z rąk bandytów ginie matka głównej bohaterki a nastoletnia jeszcze Catherine zostaje w ostatniej chwili uratowana przez tajemniczą bestię. Główny wątek toczy się dziewięć lat później. Bohaterka już jako dorosła kobieta jest pracownikiem wydziału zabójstw. Któregoś dnia trafia na sprawę podobną do tej w której zginęła jej matka. Wszystkie ślady prowadzą do zmarłego przed laty doktora Vincenta. Ten okazuje się żyć skrywając okropną tajemnicę w czym pomaga mu jego najlepszy przyjaciel. Kiedy wreszcie bohaterka odkrywa swojego wybawiciela dowiadujemy się, że powodem przemiany w Bestię był tajny wojskowy eksperyment mający na celu stworzyć super żołnierzy a który wymknął się spod kontroli. Vincent jako jedyny członek eksperymentu zdołał uciec i uniknąć śmierci. Od tego czasu zmaga się z momentami utraty kontroli nad swoją siłą i wzmocnionymi zmysłami. Catherine obiera sobie za cel Odnaleźć winnych tej sytuacji i pomóc Vincentowi wrócić do normalności.

    Serial jest połączeniem modnych ostatnio tematów w przystępnej dla widza formie. Mamy tu zarówno szczegółowe śledztwa rodem z CSI w wykonaniu Pięknej jak i nadnaturalne moce Bestii wykorzystywane do czynienia dobra jednak okraszone wielkim ryzykiem kiedy pod wpływem emocji traci panowanie nad nimi (porównania do Hulka jak najbardziej uzasadnione). Oczywiście nie brakuje tu też obowiązkowego rządowego spisku i romansu który z góry skazany jest na porażkę. Co ciekawe w porównaniu do wcześniejszych wizji w tej produkcji Bestia jest raczej nazwą umowną. Bohater poza robiącą wrażenie blizną na twarzy nie ma żadnych deformacji czy mutacji odczłowieczających jego wygląd.

    Od strony technicznej serial zrealizowany jest całkiem nieźle jak na dzisiejsze standardy. Jednak od strony scenariusza mogło by być odrobinę więcej polotu i dynamiki. Ogląda się go przyjemnie choć dla wielu może się wydawać odrobinę zbyt naiwny w porównaniu z konkurencją obecną na rynku. Miejmy nadzieję, że wraz z kolejnymi odcinakami serial nabierze tempa bo zapowiada się całkiem sympatyczne. Szczególnie jeśli lubicie seriale kryminalne i wszelkiej maści spiski.

    W mojej osobistej skali oceniam go na 7/10. Jak będzie dalej jeszcze się przekonamy.