Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo HarperCollins. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo HarperCollins. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 30 sierpnia 2020

#557 - Dżinsy i koronki




Tak się właśnie zastanawiam, czy czytałam kiedykolwiek książkę Diany Palmer. I wiecie co? Nie mogę sobie przypomnieć. Więc albo było to bardzo dawno, albo faktycznie nic z jej dorobku nie wpadło mi do tej pory w ręce. Dlatego z miłą chęcią sięgnęłam po książkę „Dżinsy i koronki”. 

Bess ma wszystko: duży dom, pieniądze, piękne suknie, jednak żyje pod ogromną presją matki. Robi to co ona chce. Od wielu lat podkochuje się w synu sąsiadów. Cade jest jej zupełnym przeciwieństwem: do wszystkiego doszedł sam. Mężczyzna wiele razy, nieświadomie, a może z premedytacją zranił Bess. Ale ona nadal nie potrafi przestać go kochać. A przecież dziewczyna z dobrego domu nie może zadawać się ze zwykłym kowbojem. Wszystko zmienia się w momencie śmierci ojca Bess. Okazuje się bowiem, że źle zainwestował pieniądze, co doprowadziło go do samobójstwa. Bess wraz z matką zostają bez grosza przy duszy. Muszą się wyprowadzić i rozpocząć nowe życie, w nowym miejscu. Dzięki przeprowadzce i rozpoczęciu pracy, Bess odcina pępowinę od matki. Ale czy Cadet otworzy się na miłość? Czy pójdzie po rozum do głowy?

Muszę powiedzieć, że na początku miałam mały problem by wgryźć się w tę historię. Chyba do końca nie byłam pewna czego się spodziewać. I na pewno nie jest to historia współczesna – mam na myśli to, że nikt tam nie ma telefonów komórkowych, social mediów. I to akurat było bardzo urokliwe. 

Co do bohaterów, to… główna bohaterka wkurzała mnie niemiłosiernie. Chyba najbardziej irytowało mnie w niej to, że nie potrafiła przeciwstawić się na początku matce. Potem irytowało mnie to, że leciała na każde kiwnięcie Cade’a. Lgnęła do niego jak ćma do światła. Sam mężczyzna też nie był święty. Był gburowaty i od samego początku chciał zniechęcić Bess do siebie. Ale jak to wśród bohaterów książkowych bywa, każde z nich przeszło pozytywną metamorfozę. Chociaż, miałam ochotę ukatrupić Cade’a (i to parę razy). 

„Dżinsy i koronki” nie są wymagającą lekturą. Ot historia na jedno popołudnie. Polecam 

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Harper Collins Polska


czwartek, 27 sierpnia 2020

#556 - Złowrogie niebo



Na samym początku przyznam się Wam szczerze, że oczekiwałam właśnie takiego kryminału. I dostałam go. To był taki rollercoaster, że z ciekawością i niepokojem przewracałam kolejne strony, by dowiedzieć się, jak bardzo autorka „przeczołgała” swoich bohaterów. Alex Kavy nikomu nie trzeba przedstawiać. Myślę, że jest wiele osób, które przeczytały chociaż jedną jej książkę. Kiedy dotarłam do końca, okazało się, że „Złowrogie niebo” jest piątą częścią serii z Ryderem Creedem. Ale w sumie bez znajomości wcześniejszych też da się czytać. No i wiecie co? Obiecałam sobie, że nadrobię wcześniejsze części. Już nakarmiłam nimi mój czytnik.



Podczas wideorozmowy Francine Russo, jest świadkiem śmierci swojego współpracownika Tylera. Wydaje jej się, że ma to coś wspólnego z odkryciem przez Tylera, że znany koncern spożywczy, dodaje do swoich produktów rakotwórcze składniki. Niestety, zanim Frankie się rozłączy, zabójcy dostrzegają jej twarz na ekranie smartfona zamordowanego mężczyzny. Kobieta wie, że to tylko kwestia czasu aż ją odnajdą. Przerażona prosi o pomoc swoją przyjaciółkę Hannę. Ta po rozmowie z Ryderem proponuje by Frankie skontaktowała się z Maggie O’Dell, aby ta jej pomogła. Po piętach depczą jej tajni agenci, a sama kobieta wpada w oko szalejącego nad Alabamą tornada. Czy Frankie przeżyje? Jaką rolę odegra w tym wszystkim Ryder oraz jego czworonożna towarzyszka Grace?
Byłam przekonana, że jest to kolejna część przygód Maggie O’Dell. Okazało się, że tym razem agentka gra drugie skrzypce, gdyż akcja w większej mierze skupia się na Frankie oraz na Ryderze Creedzie. Na jego pracy ratownika z psem tropiącym. Fabuła kręci się także wokół odnalezionej siostry Creeda. Brodie i Ryder muszą odnaleźć się w nowym życiu po tym gdy jego siostra wraca po wielu latach do domu. A to niestety nie jest takie proste. Nie powiem Wam o co tam chodziło, gdyż nie chcę psuć apetytu na przeczytanie tej historii.

Zastanawiam się dlaczego napisałam na początku, że to rollercoaster? Już wiem. Na pewno miałam na myśli tornado szalejące nad Alabamą, gdzie działa się historia, a czytelnik wraz z bohaterami uciekał przed żywiołem. No i nie można zapomnieć o ucieczce Frankie. Tajni agenci deptali jej wręcz po piętach bo bez problemu zdołali ją namierzyć. Jak? Należy wspomnieć o nowoczesnej technologii, która towarzyszy nam na każdym kroku. Okazuje się bowiem, że ta nowoczesność czyli smartfon, smartwatch, dostęp mobilny do internetu sprawiają, że jesteśmy zdecydowanie łatwiejsi do namierzenia.

Jeśli zaczynacie przygodę z książkami Kavy, to serię rozpocznijcie od pierwszej części. Jednak nie jest to konieczne, gdyż w tej części wszystko co działo się w przeszłości zostaje wyjaśnione. Jestem przekonana, że nie odłożycie książki dopóki nie dotrzecie do końca. Zdecydowanie polecam.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Harper Collins Polska.


środa, 22 lipca 2020

#554 - Zabójczy wirus


Kiedy odłożyłam książkę, już po jej przeczytaniu, zaczęłam się zastanawiać dlaczego po nią sięgnęłam? Chyba mam za mało wirusa na co dzień i musiałam o nim jeszcze poczytać. Masochizm, czy coś koło tego. Tak moi drodzy, właśnie skończyłam czytać książkę „Zabójczy wirus” Alex Kavy. Myślę, że to idealna książka na czas trwającej pandemii na świecie. Ale do brzegu, czyli opowiem Wam o samej książce. 

Pewnego dnia do FBI trafia pudełko pączków. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie liścik z pogróżkami. Maggie wraz z dyrektorem Cunninghanem wpadają w pułapkę zastawioną przez mordercę. Trafiają do wojskowego instytutu badawczego na kwarantannę. Okazuje się bowiem, że ktoś specjalnie rozsiewa zabójczy wirus. Rozsyła go w listach do wybranych osób. Na początku może się wydawać, że ofiary wybierane są losowo. Jednak po jakimś czasie okazuje się, że nic nie jest oddane przypadkowi. Zamknięta na kwarantannie Maggie wraz z Tullym musi rozwiązać zagadkę tajemniczego wirusa. 

Przyznam się szczerze, że bardzo dawno nie czytałam kryminału Kavy i trochę zatęskniłam za Maggie O’Dell. A u niej się dzieje. Nie biega za przestępcami, nie ściga ich, bo jest zamknięta w wojskowym intytucie badawczym, ale i tak zdalnie stara się rozwiązać zagadkę roprzestrzeniającej się zarazy. 

Jak dla mnie Kava, przy kolejnych częściach o agentce FBI, nie zaniża swojego poziomu. Nadal trzyma wysoki pułap. A same zagadki zdają się trudne do rozwiązania na własną rękę przez czytelnika. 

Myślę, że książkę powinien przeczytać każdy. Zwłaszcza gdy w tej chwili po świecie krąży koronawirus. Dlaczego? Gdyż świetnie pokazuje, że należy być rozważnym, przestrzegać zasad, bo może to się skończyć tragicznie. Tak więc: nośmy maski i rękawiczki. Polecam!!!

Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Harper Collins Polska


niedziela, 5 lipca 2020

#550 - Smak nadziei. Słodkie Magnolie



Po książkę „Słodkie Magnolie. Smak nadziei” Sherryl Woods sięgnęłam gdyż Netflix zrobił serial pod tym samym tytułem. A ja mam tak (i zapewne) wiele z was, że najpierw czytam książkę a dopiero potem sięgam po ekranizację. Wiadomo, żeby porównać. 

Pewnego dnia Maddie dowiaduje się, że jej dwudziestoletnie małżeństwo się skończyło. Mąż znalazł sobie młodszą kochankę, która spodziewa się jego dziecka. Kobieta zostaje sama z trójką dzieci, bez jakiegokolwiek wsparcia finansowego. Przez dwadzieścia lat była żoną, która pomagała mężowi w karierze, porzucając jednocześnie swoją. Na szczęście Maddie może liczyć na swoje przyjaciółki, które nie zostawią jej w potrzebie. Dzięki nim zyskuje pracę. A oprócz tego na jej drodze staje pewien przystojny trener baseballu. 

Muszę powiedzieć, że przy opisywanej historii spędziłam dwa przyjemne dni. Autorce udało się stworzyć bohaterów, których lubimy od samego początku i którym kibicujemy do końca. Przyznam się szczerze, że trzymałam kciuki za Maddie i chciałam by w końcu była szczęśliwa. W szczególności po tym jak potraktował ją mąż. 

W książce poruszono dwa ważne tematy: podwójnej moralności oraz gdy partnerka jest starsza od partnera. W pierwszym przypadku, kiedy kobieta spotyka się z młodszym mężczyzną jest bardziej wytykana i szykanowana, aniżeli mężczyzna, który zdradził żonę z młodszą kobietą. To w szczególności można dostrzec w małych społecznościach. A takie właśnie jest Serenity, gdzie każdy zna każdego a plotki roznoszą się lotem błyskawicy. Mieszkańcy przymknęli oko na romans Billy’ego z Noreen, ale potępiali związek Maddie z młodszym od niej o dziesięć lat Calem. 

Teraz kiedy skończyłam książkę, mogę z czystym sumieniem zabrać się za serial. Jestem bardzo ciekawa jak bardzo będzie odbiegał od historii opowiedzianej w książce. 

Jeśli poszukujecie lekkiej książki na wakacje to książka Sherryl Woods nadaje się do tego idealnie. 


czwartek, 14 lutego 2019

#508 Martwe dusze



Znów wróciłam do nadmorskiego miasteczka, w którym spokoju pilnuje młodszy aspirant Krzysztof Bugaj i jego kumple z komisariatu. Tym razem było mniej drastycznie niż w części pierwszej. Chodźcie posłuchać co myślę o książce „Martwe dusze” Darii Orlicz. 

Kiedy kończą się wakacje, miasteczko popada w letarg. Turyści wracają do domów i znów jest spokojnie. Do czasu, bo przecież wszystko co piękne szybko się kończy. W wypadku ginie kobieta. W trakcie śledztwa okazuje się, że nie był to przypadek. Ktoś umyślnie spowodował jej śmierć. Wychodzi także na jaw, że miała większą ilość wrogów aniżeli przyjaciół. Ktoś ewidentnie życzył jej śmierci. Jak zakończy się śledztwo? Czy Krzysztof będzie potrafił powstrzymać się przed kolejnymi skokami w bok?

„Martwe dusze” to kontynuacja wielu wątków rozpoczętych w pierwszej części jaką jest „Diabelski młyn”. I powiem szczerze, że jak dla mnie jest mniej brutalna aniżeli pierwsza część. Od tej nie potrafiłam się oderwać, a jak wiecie pierwszą musiałam odkładać na bok by zaczerpnąć tchu. 

Plusem tej powieści jest tło społeczne. Autorka wraz z czytelnikiem nie tylko skupia się na rozwiązaniu zagadki morderstwa, ale także na życiu mieszkańców. I znów razem z Bugajem wikłamy się w kolejne romanse. Serio? Czasem się zastanawiam czy on nie może żadnej przepuścić? Przyznaję, że tym swoim zachowaniem zaczyna mnie wkurzać. Powinien zdecydowanie zapisać się na jakąś terapię. Czy on musi być aż tak uzależniony od seksu? Dodatkowym smaczkiem jest tajemnicza postać byłego księdza i jego spotkania z wiernymi w starej stodole. Czy to on zabił ? Nie powiem. Darii Orlicz tak pięknie lawirowała pomiędzy podejrzanymi, że do prawie samego końca czytelnik nie wie kto zabił i dlaczego? 

Zakończenie książki wcisnęło mnie w fotel. Serio, tego co tam się wydarzyło się nie spodziewałam. Autorka niezły los zgotowała głównemu bohaterowi. Ale przyznaję, że… chyba sobie zasłużył. Czekam zatem na kontynuację. Oczywiście jeśli będzie. To znaczy powinna, bo historia nie mogła się tak skończyć.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Harper Collins Polska


poniedziałek, 12 listopada 2018

#495



Kiedy nadchodzi jesień, lubię sięgnąć po dobry kryminał. Nie wiem dlaczego tak się dzieje. Może chodzi o to, że dzień staje się krótszy a jesienna słota sprawia, że popadam w mroczny stan. Dlatego 
z ogromną przyjemnością sięgnęłam po książkę Darii Orlicz „Diabelski młyn”. Ciężko napisać opinię 
o kryminale by nie zdradzić zbyt wiele, a przede wszystkim tego „kto zabił?”

W nadmorskim miasteczku czas płynie wolno, ale nie do końca spokojnie. Młodszy aspirant Krzysztof Bugaj będzie musiał rozwiązać kilka spraw: śmierci młodej ciężarnej Litwinki, gwałtu na młodej letniczce oraz porwania małej dziewczynki. Będzie także rozdarty pomiędzy zaborczą kochankę i żonę, która ukrywała mroczny sekret z przeszłości.

Przyznam, że tej książki nie mogłam czytać jednym ciągiem. Musiałam ją co jakiś czas odkładać by wziąć głęboki oddech i się uspokoić. Autorka w bardzo realistyczny sposób przedstawiła brutalność otaczającego świata. Opisała sytuacje, które mają miejsce za zamkniętymi drzwiami niektórych domów. I to przeraża najbardziej. Bo czytając ten kryminał uświadamiamy sobie, że gdzieś – może zupełnie niedaleko nas – dochodzi do porwań młodych kobiet, które kończą wywiezione do domów publicznych za granicą. Że małe dzieci są wywożone i sprzedawane za grube pieniądze, albo w najgorszym wypadku molestowane i wykorzystywane seksualnie. 

„Diabelski młyn” to wielowątkowy kryminał, który wciąga czytelnika w swój świat i nie wypuszcza go do samego końca. Mimo iż większa część akcji skupia się na młodym aspirancie, jakoś nie zaprzyjaźniłam się z nim zbytnio. Nie wzbudził mojej sympatii. Mam nadzieję, że w kolejnej części, choć trochę się zrehabilituje. Ale patrząc na dotychczasowe jego zachowania, szczerze w to wątpię. 

Autorka skrupulatnie przeplatała wszystkie wątki, by w ostateczności wyjaśnić „co i jak”. Jednak ja osobiście miałam małe zastrzeżenia co do wyjaśnienia niektórych sytuacji. Jak dla mnie za szybko zostało to przedstawione. Tak jakby brakowało pomysłu jak to w ostateczności rozwiązać. Ale chyba tak miało być. 

Jeśli poszukujecie dobry kryminał o którym długo nie zapomnicie, to „Diabelski młyn” jest dla was. Polecam i czekam na kolejną część. 



Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Harper Collins Polska

środa, 23 maja 2018

#483



Droga Tachykardio!

Czasem zastanawiam się czym kieruję się przy wyborze książek? Na pewno sympatią do Autora (bo dobrze wiedzieć, co nowego napisał), opisem książki, czasem okładką, a czasem tym, że wcześniejsza ksiażka powaliła mnie na kolana, bądź podobała mi się tak bardzo, że miałam ochotę na inną pozycję tego Autora. Tak właśnie było z książką Anny Snoekstra „Laleczki”. Jej debiut literacki „Córeczka” był świetny. A jak było z tą?

Colmstock to małe miasteczko, gdzie każdy zna każdego. Młodzi ludzie albo uciekają w lepszy świat albo parają się handlem narkotykami. Podczas pożaru, który strawił budynek sądu zginął nastolatek, który był ulubieńcem mieszkańców. Jednak mieszkańcami zawrzało gdy pewnego dnia na progach kilku domów znaleziono porcelanowe laleczki, łudząco podobne do dziewczynek mieszkających w tym miejscu. Ambitna Rose, która chce zostać dziennikarką postanawia sama rozwiązać zagadkę lalek. Chce napisać artykuł, który sprawi, że wyrwie się z tego miasta i zacznie lepsze życie. Czy to się jej uda?

Muszę przyznać, że po zachwycającym debiucie, kolejna powieść Autorki, nie sprostała chyba zadaniu bycia świetną. Owszem historia miała potencjał, jednak coś tu nie zagrało. Było czasem mrocznie, groźnie. Autorka dobrze pokazała ciemną stronę miasteczka, w którym szerzy się bezrobocie, każdy mieszkaniec zna tajemnice innych mieszkańców. Dobrze była wykreowana postać Rose, która ambitnie i prawie po trupach dążyła do wyrwania się z tego miasta. Miasta które swoimi szponami trzymało ją w miejscu. Ale czegoś zabrakło.

Autorka prowadziła kilka wątków jednocześnie, co mogło przyprawić czytelnika o lekki zawrót głowy. Pojawiały się postacie, które w ostatecznym rozrachunku niewiele wniosły do akcji. I zakończenie jest tak jakby zupełnie oderwane od całości. 

Książka napisana jest przystępnym językiem, a akcja trzyma momentami w napięciu – co jest jak najbardziej na plus. Można było jednak rozwinąć kilka wątków, wyjaśnić nieścisłości, by czytelnik czuł się w pełni usatysfakcjonowany. 

Czy książkę polecam? Tak polecam, bo jestem przekonana, że niektórym może się spodobać. Pewnie powiecie, że wyolbrzymiam. Ale… nie każdy lubi to samo. 

Pozdrawiam serdecznie
Archer

P.S.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Harper Collins Polska

poniedziałek, 23 kwietnia 2018

#478





Droga Tachykardio!

Lubię sięgać po kryminały, w których ciężko mi na początku wytypować zabójcę. Gdzie całe śledztwo i poszukiwania zabójcy trwają, trwają, i trwają. Aż do samego końca. A gdy w końcu tajemnica zostaje wyjaśniona, pojawia się okrzyk: ”No tak, przecież to było oczywiste”. Właśnie tak miałam podczas czytania kryminału „Spacer na krawędzi” Sherri Smith. 

Pewnego dnia Mia otrzymuje telefon od szeryfa informujący ją, że zaginął jej brat mieszkający wciąż w małym, rodzinnym miasteczku. Mało tego, okazuje się, że Lucas jest oskarżony o morderstwo swojej uczennicy. Mia nie wierzy, że jej brat byłby do tego zdolny. Na własną rękę postanawia przeprowadzić śledztwo. To co odkryje wzburzy życiem małego miasteczka i jego mieszkańcami. A prawda okaże się szokująca. 

Przyznam Ci się, chociaż sama wiesz i to bardzo dobrze, że nie często sięgam po kryminały. Wynika to z tego, że boję się bać i nocnych szmerów mieszkania. Bo wiesz wyobraźnia działa. Ale to właśnie jest piękne w czytaniu - pod powiekami tworzymy obrazy tego o czym właśnie przeczytaliśmy. Tak było także w tym przypadku. I bałam się nie na żarty. 

Powiem Ci jeszcze, że główna bohaterka przypominała mi trochę tę z książki „Dziewczyna z pociągu”. Mia nie była uzależniona od alkoholu, ale od leków. Leków, które trzymały ją przy życiu, nakręcały do działania. 

Autorka akcję powieści osadziła w małej miejscowości. A jak dobrze wiemy małe społeczności mają to do siebie, że wszyscy o wszystkich wiedzą. Jednak nie zawsze jest to pomocne. Każdy ruch jest obserwowany i nic nie da się ukryć. Ale czy na pewno? Przecież osoba która zabiła dziewczynę, nie została złapana od razu. Śledztwo posuwało się do przodu w ślimaczym tempie. 

Nie jest to krwawy kryminał, ale intryga dobrze jest poprowadzona i do prawie samego końca nie wiemy kto zabił. 

Polecam i pozdrawiam serdecznie
Archer

P.S.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Harper Collins Polska


poniedziałek, 19 lutego 2018

#469



Wciąż uwielbiam czytać historie miłosne. Nie wyrosłam z tego i nie jest mi z tym źle. W żadnym wypadku. Poza tym uważam, że raz na jakiś czas powinniśmy czytać coś lekkiego by nie zwariować. Dlatego sięgnęłam po najnowszą książkę Sarah Morgan „Cud na Piątej Alei”

Eva jest romantyczką, która wierzy w szczęśliwe zakończenia, i że ludzie są pełni dobra. Razem z dwiema przyjaciółkami prowadzi firmę organizującą przyjęcia. Od śmierci ukochanej babci w jej sercu panuje smutek. Największą pasją jest gotowanie i poświęca się temu całym sercem. Przed świętami Bożego Narodzenia dostaje zlecenie od Mitzy, która prosi aby zadbała o świąteczną atmosferę w mieszkaniu wnuka. Lucas jest pisarzem i według babci powinien teraz przebywać w Vermont i pisać swoją najnowszą powieść. Niestety Lukas nie wyjechał, a Eva nie może zrezygnować z zadania, bo nad Nowym Jorkiem szaleje śnieżyca i służby odradzają opuszczanie mieszkań. I tak Eva zostaje uwięziona w mieszkaniu z cynicznym autorem kryminałów, który ma zupełnie inne spojrzenie na świat aniżeli ona. Co z tego wyniknie? Musicie się poczytać o tym sami.

Dwa skrajnie różne temperamenty i charaktery pod jednym dachem to mieszanka wybuchowa. W szczególności, że Eva stara się pokazać Lucasowi, że można kochać dwa razy, że powinien dostrzegać w ludziach dobro, a nie tylko złe cechy. Będzie się także starać aby na jego twarzy częściej gościł uśmiech. Po śmierci żony Lucas całkowicie odciął się od świata. Eva będzie próbować to zmienić. Czy się uda?

„Cud na Piątej Alei” to książka przy której można się odprężyć. Autorka stworzyła bohaterów, którzy czytelnikom kradną serca. A historia o współczesnym kopciuszku wciąga od samego początku. Kibicujemy Evie podczas dokonywania zmian w Lukasie i wkurzamy się na pisarza za gburowatość i brak serca.

Ta powieść jest magiczna, a to pewnie za sprawą świątecznej atmosfery i miłości, która niespodziewanie spada na bohaterów. Polecam!!!

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Harper Collins Polska




niedziela, 21 stycznia 2018

#465

Post tematyczny ŚBKów „Moje ulubione wydawnictwa”

Przyznam się, Wam szczerze, że miałam zagwozdkę. Może dlatego, że tych najważniejszych wydawnictw którzy wydają moich ulubionych Autorów i Autorki jest kilka.

Na początek WYDAWNICTWO FILIA
Wydawnictwo na rynku istnieje kilka lat a już zdążyło zyskać wielkie grono czytelników. Jak dla mnie Najważniejsi gdyż wydają książki: Magdaleny Witkiewicz, Agnieszki Krawczyk, Gabrysi Gargaś, Alka Rogozińskiego, Krystyny Mirek i wielu innych Autorów których cenię.


Wydawnictwo Czwarta Strona
Tym razem „dziecko” Wydawnictwa Poznańskiego. Wydawnictwo które szturmem zdobywa serca czytelników, uwielbiających powieści obyczajowe. To właśnie u nich możemy znaleźć powieści m.in.: Joasi Szarańskiej, Agnieszki Lis, Natalii Sońskiej, Agaty Przybyłek czy też Remigiusza Mroza.  
Wydawnictwo Albatros
Ich to uwielbiam przede wszystkim za książki Musso, które pojawiają się zawsze w okolicach sierpnia. Jestem ciekawa czy w tym roku pojawi się coś nowego tego Autora?



Wydawnictwo Kobiece
Lubię je za fajne powieści obyczajowe i powieści z nutką erotyki. Tak moi drodzy, raz na jakiś czas sięgam po taki gatunek, ale robię to bardzo, ale to bardzo rzadko.
Wydawnictwo Harper Collins
Za to, że wydają książki Carolle Mathews, którą uwielbiam za Klub Miłośniczek Czekolady i za Sarah Dessen, Autorkę powieści młodzieżowych, które lubię i które od czasu do czasu czytuję.


Wydawnictwo Edipresse
Za polskie powieści obyczajowe.



Tak naprawdę to ciężko wymienić mi tutaj wszystkie wydawnictwa które wydają moich ulubionych Autorów.  

A Wy macie swoje ulubione Wydawnictwa?