Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo otwarte. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo otwarte. Pokaż wszystkie posty

sobota, 16 maja 2020

#543 - Będziesz moja



Możliwe, że po raz pierwszy zdarzyło mi się zakupić i przeczytać książkę, o której nie wiedziałam zupełnie nic. Bo wiecie, kiedy sięgam po dany tytuł to mniej więcej wiem o czym jest książka, bo przeczytałam opis na stronie Wydawnictwa lub też księgarni internetowej. W ostatecznym rozrachunku czytałam opinię o książce na ulubionym blogu. W przypadku książki „Będziesz moja” Diany Brzezińskiej żadna z tych rzeczy nie miała miejsca. Książkę zakupiłam w ciemno. Znałam tylko okładkę gdyż gdzieś tam mignęła mi w internetach. I tyle. Nic więcej. 

Wiecie jak to u mnie jest z debiutami. Są książki które mnie zachwycają od pierwszej strony. A są też takie, które zupełnie mnie „nie biorą” i porzucam je w dowolnym momencie. W przypadku książki Brzezińskiej było zupełnie inaczej. Na początku bałam się. Serio, bałam się, że mój zakup w ciemno jest złym wyborem. Okazało się, że strach jest zupełnie nie na miejscu, a zachwyt nad stworzoną historią sprawił, że książkę pochłonęłam w trzy dni. Oczywiście chodząc do pracy. 

Nie wiem czy chcę zdradzać Wam fabułę, ani opowiadać o czym jest. Ale żeby zachęcić powiem kilka słów. 

Akcja całej historii kryminalnej (tak, to kryminał, chociaż tytuł i okładka mogą sugerować całkiem coś innego, takie zmylenie czytelnika) dzieje się w światku policyjnym i prokuratorskim w Szczecinie. Adrianna Czarnecka jest psychologiem w Komendzie Wojewódzkiej, jest leniwa (jak to mówi jej szef) ale ma głowę na karku i widzi to czego nie dostrzegają inni. Jest dokładna. Ma męża, ale gdy czytelnik poznaje całą historię dokładnie, to dochodzi do wniosku, że zdecydowanie z mężem powinna się rozwieść. Krystian Wilk jest podkomisarzem w tej samej Komendzie, jest podrywaczem i zupełnie nie jest zainteresowany by wiązać się z kimś na stałe. Ma też brata bliźniaka, Przemka, który jest prokuratorem okręgowym. Pewnego dnia Krystian otrzymuje akta sprawy pewnego mężczyzny, który zaginął wiele lat wcześniej. Tak naprawdę ma sprawić wszystko, by zamknąć w końcu akta, bo nie ma ani narzędzia zbrodni ani ciała. Jednak praca z Adą nad tą sprawą, sprawia, że postanawiają odnaleźć zaginionego mężczyznę. Jednak, okazuje się, że muszą skupić się na sprawie seryjnego mordercy, który morduje rude, młode kobiety. Czy te dwie sprawy się łączą? Sami się przekonajcie. 

Powiem Wam, że Autorka stworzyła niesamowitą, zagmatwaną historię. Serio. Ogromnym plusem jest to, że oprócz prowadzonej sprawy zaginionego mężczyzny, otrzymujemy równolegle historię tego, który morduje młode kobiety, zadając im trzydzieści trzy ciosy nożem. Czytelnik razem z policjantami stara się rozwiązać obie zagadki kryminalne. Chce poznać motyw mordercy i powiązać sprawy razem. 

Oprócz zagadek kryminalnych, mamy świetnie skrojonych bohaterów Adę i Krystiana. Między nimi rodzi się dziwna przyjaźń. On jest seryjnym podrywaczem i zalicza panienki na prawo i lewo, a Ona jest szczęśliwą mężatką, która jest odporna na jego zaloty. To wcale nie przeszkadza temu, by połączyła ich przyjaźń, która (póki co) nie zakończyła się w łóżku. Pojawił się także mąż Ady, który doprowadzał mnie do wściekłości. Dlaczego? O tym poczytajcie sami, nie mogę Wam zdradzić takich smaczków. 

Jeśli szukacie świetnego kryminału, który dodatkowo ma świetne zaplecze obyczajowe, to pierwszy tom przygód Ady i Krystiana nadaje się do tego idealnie. Polecam bez dwóch zdań i zabieram się za drugi tom, bo jestem ciekawa co dalej u ulubionych bohaterów. 



sobota, 18 kwietnia 2015

#339


Droga Tachykardio!

Jak już zdążyłaś zauważyć ostatnimi czasy kiepsko idzie mi pisanie. Mam wrażenie, że to chyba jakieś wypalenie, albo mam marny zasób słów, by opisać te wszystkie przeczytane książki. Chociaż przyznaję się bez bicia, że czytam bardzo dużo. Wciąż łaknę słowa pisanego. Ale kiedy zasiadam przed laptopem z uruchomionym programem do pisania, nic się nie dzieje. Palce nie chcą wystukiwać żadnego rytmu. Dlatego znów wracam do tego co polecił mi Jorx: zeszyt i pióro. Tym razem jednak nie zasiadłam na krótkiej sofie, tylko wybrałam klimat mojej ulubionej kawiarni. Usiadłam przy stoliku, zamówiłam cafe Au lait i zasłuchałam się we francuską muzykę w tle. Starałam się coś napisać o książce którą dopiero co skończyłam czytać.

Muszę przyznać, że bardzo dawno żadna książka nie zawładnęła mną na tyle, że nie potrafiłam przestać o niej myśleć. Będąc w pracy odliczałam minuty by wyjść, wrócić do domu, zakopać się pod kołdrę i dalej poznawać losy bohaterów powieści „Hopeless” Colleen Hoover. Początkowo wydawało mi się, że to książka zdecydowanie nie dla mnie. Z opisu na okładce wynikało, że to bardziej styl „Young adult” jak to się dzisiaj mówi, ale dziewczyny z grupy na FB zgodnie polecały właśnie tę pozycję. Nie pozostało mi nic innego jak dać się wciągnąć w opowiadaną historię.

Sky nie należy do normalnych nastolatek. Jej mama uczy ją w domu, nie posiada telefonu komórkowego, nie ma komputera z Internetem ani dostępu do żadnych portali społecznościowych. Karen – mama Sky – brak udogodnień technicznych tłumaczy tym, że łatwo się od nich uzależnić. Dziewczynie to jednak nie przeszkadza, dzięki temu więcej czyta, biega i przyjaźni się z Six mieszkającą po sąsiedzku. Jednak kiedy nadchodzi ostatni rok nauki w liceum, Sky postanawia pójść do szkoły by obcować z rówieśnikami. Dowiedzieć się jak to jest być normalną nastolatką. Nie przypuszcza jednak, że zderzenie z codzienną rzeczywistością wywróci jej życie do góry nogami. No dobra, może nie do końca codzienność ale chłopak Dean Holder. Chłopak przy którym po raz pierwszy odczuwa różne emocje, które dotychczas były głęboko w niej schowane. To właśnie Dean sprawił, że poczuła swoje pierwsze motyle w brzuchu. Tylko czy ta znajomość, a w ostateczności miłość nie okaże się zgubna w skutkach?

Kiedy rozpoczynałam swoją przygodę z „Hopeless” myślałam, że dostanę historię miłosną jakich pełno w literaturze. Dwójka nastolatków: Ona dziewczyna wychowywana prawie pod kloszem, On buntownik, który nie boi się użyć siły, zakochują się stopniowo w sobie. Jednak gdy coraz lepiej poznajemy Ich historię, wiemy, że ona wcale nie jest taka typowa. Na jaw wychodzą tajemnice z przeszłości, które całkowicie zmieniają relacje między głównymi bohaterami. Nie dostajemy płytkiej miłości, tylko taką która sięga znacznie dalej i głębiej. Miłości, która jak się potem okazuje miała swój początek w ich dzieciństwie.

Książkę czyta się na jednym wdechu. Fakt, że na początku historia rozwija się bardzo powoli co może sprawić, że mamy ochotę odłożyć książkę na bok i podziękować. Z czasem to wszystko się zmienia. Gdy lepiej poznajemy bohaterów i to co nimi kieruje w życiu, akcja leci na łeb na szyję i czujemy się jakbyśmy pędzili na rollercoasterze. Odkładając książkę na bok chce się do niej wracać by odkryć wszystkie tajemnice z przeszłości, które ukształtowały bohaterów.

Teraz już wiem, że to nie jest do końca powieść dla młodzieży. To powieść dla każdego, nie ważne ile ma lat. Ukazuje nie tylko bezgraniczną miłość pomiędzy dwójką ludzi. To także powieść o przyjaźni, która mimo długiej przerwy – potrafi przetrwać każdą burzę. To również powieść o bólu, strachu, smutku i utracie zaufania do tych, którzy powinni być bohaterami w naszym życiu. Nie wyjaśnię ci tego co miałam na myśli. Sama musisz poznać historię Sky i Holdera. Nie zawiedziesz się!

Polecam!!!
Pozdrawiam Archer


czwartek, 5 czerwca 2014

#01#304

Od jakiegoś czasu Archer trąbi o zmianach. Miała popracować nad zmianami kolorystycznymi, ale jak to Ona obija się. A dodatkowo Jej Wena śpi, więc ja korzystam z okazji i wrzucam notkę. Zapraszam 



Śmieszni jesteśmy, my, Europejczycy. Ludzie kultury zachodu, cywilizacji, rozwoju i wszechobecnej techniki. Patrzymy na świat z naszego punktu widzenia i jak grabieżcy bierzemy z niego łapami to, co nam akurat potrzebne. Odkrywamy nowe lądy, morza, wodospady. Nazywamy je. Odkrywamy nowe zwierzęta. Badamy dzikie ludy. Opisujemy, katalogujemy i tworzymy kartoteki. Troszkę to śmiechu warte wszystko. 
Gdy nie ma już nic do odkrycia, zaczynamy jeździć gdzieś daleko, żeby naprawiać swoje życie. Bo potrzebujemy odmiany. Wykrzykników, które uświadomią nam, co jest dla nas ważne i pokażą, gdzie mamy iść. A ja się pytam: jakim prawem? Jakim prawem włazimy komuś w życie chcąc naprawić swoje? 
I kolejne pytanie, które ciśnie się na usta: naprawdę nie potrafimy zrobić tego na własnym podwórku?

Byłam ostatnio na spotkaniu z autorem, którego bardzo cenię – Tomkiem Michniewiczem. Tomek opowiadał o swojej nowej książce p.t : „Swoją drogą”, która ukazała się nakładem wydawnictwa Otwarte. Książkę przeczytałam i bardzo mi się podobała - jak dwie poprzednie z resztą. 


Autor poświęcił spotkanie opowieści o jednym z trzech bohaterów „Swoją drogą”. Nie chcę wdawać się w detale, więc tylko ogólnie: to Marcin, który jest księgowym, ale to nie jest to, czym powinien zajmować się w życiu. Tomek zabiera go więc do dżungli, do Pigmejów Baka – jednego z ostatnich ludów, które żyją poza cywilizacją. I to jest bardzo piękna historia, wiele uczy i daje do myślenia. Ale ma jedno ALE. 
Na spotkaniu Tomek mówił o antropologicznym charakterze wypadu. O uczeniu się od Baka, o poznawaniu ich i o tym, że on i jego przyjaciel, dla większej części tej społeczności byli pierwszymi białymi, których spotkała w życiu. I, no tak, wszystko super. Ale czy w tym jest szacunek do innej kultury? Choćby nie wiadomo jak prostej i pierwotnej , ale jednak kultury. Do sposobu życia innych LUDZI - nie obiektów badawczych, nie eksponatów albo materiału na doktorat, nie antidotum na życiowe kryzysy, ale ludzi. 
Baka w życiu Marcina zmienili wiele, ale co jego pojawienie się zmieniło w życiu Baka? Bo coś zmieniło na pewno. Tylko czy ta zmiana (tak pożądana w życiu Marcina) w życiu Baka wniesie coś dobrego? Mamy w końcu aż nadto przykładów, jak kontakt z naszą cywilizacją niszczy kultury.


Książka jest zachwycająca i daje do myślenia. Tylko wydaje mi się, że ograniczenie się do wniosków, że ‘trzeba mieć odwagę podążać za marzeniami’ jest nieco płytkie. 
Jeździmy sobie po świecie, jako badacze i odkrywcy. Dajemy sobie prawo do twierdzeń typu: „odkryliśmy nowy gatunek motyla, nazwiemy go …”. Ale odkryliśmy go dla nas, bo dla innych ludów on już mógł być znany. I o to mi właśnie chodzi – przyznaliśmy sobie prawo bycia odkrywcami, do nazywania wszystkiego. Ale to, co często jest nowe dla białasa, dla tubylca stanowi oczywistość. Poza tym, prawda jest też taka, że sami powinniśmy się douczyć życia, bo sporo nam umknęło. 
Możliwość podróżowania to wielki przywilej, o czym czasami chyba zapominamy.

Podsumowując:
Spotkanie było ciekawe, choć skierowane raczej do osób, które książki jeszcze nie czytały niż do tych, które są po lekturze. Tomek Michniewicz świetnie prowadził spotkanie, co i rusz wywołując śmiech na sali. Mnie osobiście bardzo zaskoczyła średnia wieku obecnych. Ja wiem? Jakieś 50 lat :)

PS. Książkę i autora szczerze polecam!:)






P.S. 2
Żeby nie było, Archer także była na tym spotkaniu i jak to Ona cykała fotki:



piątek, 10 lutego 2012

#170

Ogłoszeniowo - stosikowo

Wydawnictwo Otwarte przedstawia najnowszy tom przygód słynnego krakowskiego inwestygatora Kacpra Ryksa:

"Kacper Ryx i król alchemików"

Wydawało się, że po nobilitacji, ślubie z Janką i straceniu Samuela Zborowskiego Ryx może wreszcie odetchnąć i cieszyć się życiem. Nic bardziej mylnego. Przeszłość powraca w najmniej oczekiwanym momencie. Kacper musi po raz kolejny użyć swych inwestygatorskich talentów, by udaremnić spisek różokrzyżowców, odnaleźć księgę mistrza Twardowskiego, ocalić rodzinę i uniknąć śmierci.

Mariusz Wollny kocha historię i porywająco o niej opowiada. Pisze powieści i książki popularnonaukowe. Wiernych czytelników zyskał dzięki przygodom królewskiego inwestygatora opisanym w powieściach „Kacper Ryx”, „Kacper Ryx i król przeklęty” oraz „Kacper Ryx i tyran nienawistny”.

Mariusz Wollny postanowił przenieść świat z powieści do rzeczywistości i stworzył sklep „Kacper Ryx” w Kamienicy Hipolitów przy placu Mariackim 3 w Krakowie. Można w nim znaleźć przedmioty użytkowe z epoki: ozdoby, ceramikę, broń, biżuterię, stroje, zabawki, a nawet talizmany i amulety chroniące przed urokiem. Miłośnicy serii z pewnością znajdą w sklepie coś dla siebie.

Polecamy Państwu książkę "Kacper Ryx i król alchemików"

Wydawnictwo Otwarte


Zapraszam bardzo serdecznie na blog Sabinki, na kolejne ABC... tym razem z Panem Mariuszem Zielke. Tradycyjnie jest też konkurs gdzie można wygrać książki Autora. Więcej na ten temat znajdziecie pod tym linkiem który zabierze Was do Sabinki.
Ogłoszenia były tak więc przyszedł czas na stosy. Oto pierwszy z nich:
I idąc od góry:
1,2 - "Grzech Joanny" oraz "Cień gejszy" to nagrody, które udało mi się wygrać w konkursie organizowanym przez Panią Renatę Górską tutaj
3,4,5,6 - "Pretty Little Liars" kupiłam cztery pierwsze tomy bo były w promocji, a wszystko przez Viconię która mnie namówiła (recenzją oczywiście) na książki a potem na serial
7 - "Drzwi do piekła" - moja koleżanka Aga z pracy poleciła mi tę pozycję mówiąc, że jest świetna, pożyjemy zobaczymy
8 - "Ostatnie fado" - z promocji w księgarni Wydawnictwa Znak, musiałam skorzystać (ech ten mój książkoholizm)
9, 10 - "Anna Karenina" - a to wyczekany prezent od Tachykardii, od dłuższego czasu mam chrapkę na przeczytanie tej książki, wreszcie mam możliwość
11 - "Na fejsie z moim synem" - ponieważ uwielbiam książki J.L.W. nie mogło zabraknąć Jego najnowszej pozycji

I drugi stos:
1 - "Europa Blues" - Kropek uwielbia kryminały tak więc się właśnie nim zaczytuje, od Wydawnictwa Muza
2,3 - "Dotknąć prawdy" i "Duma, uprzedzenie i gra pozorów" - a obiecałam sobie, że nie będę zaglądać do biblioteki, no i co? obietnica złamana, szukając innych pozycji zabrałam te domu :)

niedziela, 3 lipca 2011

#105

Droga Moniko!

Dziś wyjątkowo piszę do Ciebie. Prawdę mówiąc zastanawiam się dlaczego akurat Ty? I jedyne co przychodzi mi na myśl, to nasza ostatnia rozmowa w pracy o książkach. Wspominałaś, że lubisz książki o Indiach i o innych kulturach. Myślę, że powieść o której chcę Ci teraz opowiedzieć bardzo przypadnie Ci do gustu.

Kiedy myślę Indie, widzę kobiety ubrane w kolorowe jedwabne sari oraz masę biżuterii, czuję zapach najlepszej kawy. Kiedy myślę Indie w uszach słyszę muzykę towarzyszącą filmom – musicalom prosto z Bollywood. W książce przed chwilą przeczytanej znalazłam ciepłe słońce, zapach kardamonu, piękne kolorowe tkaniny, ludzi którzy chcą walczyć o swoje szczęście. Bo właśnie taka jest powieść „Tygrysie Wzgórza” Sarity Mandanna.

Historia zawarta w książce rozpoczyna się od narodzin Dewi, upragnionej i wyczekiwanej córeczki. Dewi jest oczkiem w głowie całej rodziny. Całe swoje dzieciństwo spędza z chłopcem o imieniu Dewanną, który stracił swoją matkę a ojciec niezbyt interesował się jego losem. Dzieci wychowywały się razem, traktowały się jak rodzeństwo. Wszyscy byli pewni, że tych dwoje spędzi razem całe życie. Niestety jak to w życiu, los bywa przewrotny. Przypadkowe spotkanie Dewi z pogromcą tygrysów Maću sprawia, że życie trójki bohaterów zmienia się diametralnie.

Książka „Tygrysie Wzgórza” to barwna historia wielopokoleniowej rodziny. To także zagłębianie się w życie i kulturę Indii. W książce znajdziemy nie tylko przyjaźń między Dewi i Dewanną, znajdziemy tu także miłość. Miłość niestety nie do końca spełnioną. Dowiemy się także, że życie to nie tylko szczęście, ale także umiejętność poświęcenia się dla ukochanej osoby.

„Tygrysie Wzgórza” pełne są emocji. Wiele razy zdarzało się, że opisywane historie wywoływały we mnie bunt, miałam ochotę odłożyć książkę na bok i do niej nie wracać. Jednak moja podświadomość szeptała mi na ucho „nie poddawaj się, nie wkurzaj, przecież to życie i co z tego, że w innym świecie?” Wtedy brałam książkę i dalej zagłębiałam się w jej treść. W treść która była tak barwna jak sari bohaterek.

Na okładce widnieje informacja: „Pozwól się oczarować porywającej historii miłosnej porównywanej do „Przeminęło z wiatrem”. Zapierające dech w piersiach opisy nieprzeniknionej dżungli, łagodnych wzgórz i plantacji kawy tworzą egzotyczne tło sagi o sile namiętności i przebaczenia”. Podpisuję się pod tym obiema rękami i nogami. Niestety nie mogę powiedzieć czy „Tygrysie Wzgórza” przypominają „Przeminęło z wiatrem” gdyż tej drugiej pozycji nie przeczytałam. Wiem, nie mam się czym chwalić. Ale obiecuję Tobie i sobie, że pewnego dnia to się zmieni i poznam losy Scarlett oraz jej ukochanego Rhett’a.

Nie wiem czemu ale momentami styl Autorki przypominał mi styl innej Pani a konretniej Santy Montefiore. Sarita Mandanna podczas pisania posługiwała się tak barwnymi opisami – nie tylko otaczającego krajobrazu – iż miało się wrażenie, że samemu uczestniczy się w wydarzeniach.

Książkę polecam Ci ze szczerego serca. Bo wiem, że Ci się spodoba. Polecam ją także tym którzy chcą i lubią poznawać kultury innych narodów. Nie ma żadnych szans na nudę a o to przecież chodzi.

Pozdrawiam
Archer
P.S.
Za książkę chcę serdecznie podziękować Pani Agnieszce z Wydawnictwa Otwarte, dzięki której miałam możliwość powieść przeczytać. Pani Agnieszko, ta książka to strzał w dziesiątkę. Jeszcze raz dziękuję