Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katarzyna Michalak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katarzyna Michalak. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 kwietnia 2013

#247



Katarzyna Michalak przyzwyczaiła Nas – swoich czytelników – do książek pełnych magii, romantycznej miłości i czegoś niespotykanego. Jednak od jakiegoś czasu (a konkretniej od powieści „Nadzieja”) da się zauważyć, że Kasia, przestaje pisać „przesłodzone” książki o miłości. Zaczyna iść w stronę tę jakby bardziej mroczną. Można chyba śmiało powiedzieć, że dojrzała. Wiem, że to raczej dziwnie brzmi w szczególności, że Kasia do podlotków nie należy. Ale, mam na myśli, że dojrzała literacko. Wyswobadza się z kajdan lektur ciepłych, pełnych wiary, by zaskoczyć czymś całkowicie odmiennym. A konkretnie sensacją oraz delikatną erotyką. Dokładnie taką mieszankę serwuje nam Katarzyna Michalak w swojej najnowszej powieści „Mistrz”.

Pustymi ulicami Warszawy, późną nocą, Sonia wraca do domu. Niestety, ma do przebycia niezbyt przyjemny kawałek – przejście podziemne. Z duszą na ramieniu i szybkim krokiem przemierza drogę. Niestety kiedy znajduje się w połowie przejścia, słyszy kroki. Po chwili widzi mężczyznę uciekającego przed kilkoma podejrzanie wyglądającymi mężczyznami. Serce Sonii zamiera. Dobrze wie, że takie spotkanie w takim miejscu nie wróży niczego dobrego. W pewnym momencie mężczyzna wyciąga z kabury broń i na oczach przerażonej dziewczyny strzela sobie w skroń. Sonia chce uciec, jednak nie jest to jej dane. Tajemniczy mężczyźni pakują ją do samochodu i wywożą na Cypr. Przez całkowity przypadek dziewczyna trafia w ręce przystojnego Raula, który jest szefem mafii. Czy Raul pozbędzie się Sonii, niewygodnego świadka samobójstwa kuriera? Czy Sonii uda się uciec z twierdzy VillaRosa?

Nie wiem dlaczego, ale myślałam, że „Mistrz” będzie mocnym erotykiem. Gdzie sceny ostrego seksu będą wyciekać z każdej strony. Kamień spadł mi z serca, kiedy okazało się, że seks jest a i owszem, ale bardziej delikatny, jakby wysublimowany. Jest całkiem inny aniżeli w powieściach, których teraz pełno w księgarniach. Nie mam nic przeciwko erotyzmowi w powieściach. Przecież nic co ludzkie nie jest mi obce. Jednak czasem niektóre opisy odrzucają czytelnika. Na szczęście tutaj nic takiego nie ma miejsca. Wręcz przeciwnie. W „Mistrzu” każdą stronę czyta się z wypiekami na twarzy.

Nie spodziewałam się po Kasi takiej powieści. Jestem bardzo mile zaskoczona. Nie skłamię mówiąc, że chcę więcej. Kasia łamie tabu, jakim nadal w Polsce jest seks oraz wszystko co jest z nim związane. My Polacy nadal mamy problem z tym by mówić o tym czego pragniemy. Teraz na rynku wydawniczym pojawia się wiele powieści erotycznych. Po sukcesie trylogii Grey’a, jest mega wielki wysyp erotyków. Jednak nie są one tak świetne jak „Mistrz”. Bo oprócz erotyki, mamy jeszcze tajemnicę, sensację i miłość. Książka rozbudza zmysły i ciekawość co też się wydarzy. Jak potoczą się losy Sonii? Przez całą powieść trzymamy za nią kciuki. Dopingujemy na każdym kroku. Przeżywamy z nią każdą chwilę. Nie oszukujmy się , zaprzyjaźniamy się z Sonią.

Kasia w swojej powieści stworzyła bardzo różnorodnych bohaterów. Jest przystojny Raul, którego chcemy schrupać na samym początku. Oj, ja miałam na to wielką ochotę w szczególności, że Autorka „ubrała” go w czarne oczy i ciemne włosy, poza tym był świetnie zbudowany i opalony. No i był w mafii. A typ „niegrzecznego chłopca” kobiety zawsze pociągał. Jest także Angelika. Kobieta wyzwolona, która nie cofnie się przed niczym. Sonia, główna bohaterka, całkowite przeciwieństwo Angeliki. Spokojna, opanowana, niewinna, dopiero poznaje co to miłość i seks. Jest także Paweł lekarz, prawa ręka Raula. Jak widać bohaterowie różnorodni, co sprawia, że książkę czyta się z wielką przyjemnością. Poza tym, akcja całej powieści dzieje się na Cyprze. Gdzie szum morza sprawia, że mamy ochotę wspiąć się na klif i podziwiać horyzont.

Muszę się do czegoś przyznać. Nie wiem dlaczego nasunęło mi się to na myśl, ale tak się niestety stało. Czytając „Mistrza”, miałam wrażenie, że czytam kolejną powieść Agnieszki Lingas-Łoniewskiej. Ponieważ to Aga w swoich powieściach miała mafię, bandytów, czarne charaktery oraz miłość w tle. Tu zdecydowanie jest odwrotnie króluje erotyka a sensacja jest dopełnieniem, jednak porównanie się samo nasunęło.

Katarzyna Michalak pokazała pazur. Już nie tworzy grzecznych książek z miłością, magią i wiarą, że „wszystko się ułoży”. Sprezentowała swoim czytelnikom literacką przejażdżkę na rollercoasterze. Rozbudziła emocje i chęć na więcej. A także pokazała, że erotyka w powieściach też jest możliwa i nie koniecznie musi to być BDSM. 

sobota, 19 stycznia 2013

#231


Są książki, po które sięgamy z wielką przyjemnością. Są książki, które sprawiają, że odrywamy się od codzienności, zatapiamy się w świecie bohaterów. Wraz z nimi dokonujemy wyborów, towarzyszymy im w codziennych obowiązkach, śmiejemy się, rozpaczamy. Jednym słowem bohaterowie książek są naszymi przyjaciółmi. Są też książki, które sprawiają, że każdą kolejną stronę przewracamy z wielkim uśmiechem na twarzy. Do takich książek należą na pewno książki Katarzyny Michalak, Tej Michalak lub jak to sama Autorka mówi KejtEm. Na pewno do tych optymistycznych, pełnych humoru, ciętych ripost głównej bohaterki zaliczyć mogę książkę „Powrót do Poziomki”, dalsze losy Ewy, Julki, Witka, Andrzeja i reszty.

W Poziomce życie płynie spokojnym trybem, nic nie zapowiada nadchodzących zmian. Ewa po urlopie macierzyńskim, kiedy odchowała już Julijkę, postanawia wrócić do pracy. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że ktoś musi zaopiekować się dzieckiem podczas jej nieobecności. Mógłby to zrobić Witold, jednak ten informuje żonę, że jego projekt wygrał w konkursie i planuje wyjazd do Korei. Nie na tydzień lecz na kilka tygodni. Ewcia wpada w popłoch i koniecznie chce wyjechać razem z nim. No bo jak to, tam gdzie mąż tam i żona. Niestety przygotowania do wyjazdu Ewy nie kończą się szczęśliwie i do Korei leci sam Witold. Jednak na samej Korei jego wyjazd się nie kończy. W rzadkich e-mailach do żony informuje ją, że postanowił przedłużyć pobyt na Wschodzie i wybiera się do Indii, potem Chin a na końcu Japonii. No ale jak to tak? Sam? Bez żony, córki? Przecież ma obowiązki, nie jest wolnym strzelcem, że leci gdzie chce. Karolina trafia do szpitala, gdzie rodzi dwóch chłopców. Andrzej niestety wpada w tarapaty z których może nie wyjść obronną ręką. Ewa zatrudnia nianię do opieki na Julijką i… Tyle, więcej szczegółów nie zdradzę.

Przyznaję, że za każdym razem kiedy zaczynam czytać książki Kasi Michalak zatracam się w jej świat. Wszystko pozostałe przestaje istnieć. Bo Kasia ma w sobie taki talent, że kiedy zaczynamy czytać jesteśmy ciekawi co będzie dalej. Buduje napięcie przez szybkie zwroty akcji: chociażby postrzelona Ewa gdy ratują Binga z opresji, albo historia z porzuconą torbą na lotnisku. Przy książkach Tej Michalak nie można się nudzić. Język którym jest napisana książka zalicza się do prostych, przygody głównych bohaterów, czasem wydają się nieprawdopodobne, a tarapaty w jakie wpada Ewa sprawiają, że salwy śmiechu murowane. Chociaż, w pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać co Autorka jeszcze szykuje, bo nieźle wystawiła na próbę uczucie łączące Ewę z Witoldem. Aż takich zwrotów akcji nie oczekiwałam.

Z wielką przyjemnością wróciłam do Poziomki, do jej mieszkańców, czworonogów. Można powiedzieć, że poczułam się jakbym wróciła po długiej podróży do domu. Do domu, który pachnie ciastem drożdżowym i w którym słychać gaworzenie małej Julki, a po podwórku biega Gapa wraz z Kłapouszką.

„Powrót do Poziomki” spodoba się wszystkim, którzy szukają książki z wartką akcją oraz tych którzy potrzebują dużej dawki optymizmu. Moim zdaniem książki Katarzyny Michalak powinni przepisywać jako poprawiacze humoru w trybie natychmiastowym. Bo książki Kasi takie właśnie są. Cieszę się, że będzie ich więcej. Polecam!

poniedziałek, 11 czerwca 2012

#207



Są książki, które sprawiają, że po przeczytaniu mamy w głowie milion myśli i pytań do Autora. Są książki, które mimo  ich ukończenia i odłożenia na półkę, nie dają o sobie zapomnieć. Aż wreszcie są takie książki, które nigdy nie chciałoby się skończyć czytać. Tak właśnie jest z książkami Katarzyny Michalak. Katarzyna Michalak przyzwyczaiła Nas czytelników, do książek które podczas czytania wywołują w nas uśmiech, sprawiają, że zaprzyjaźniamy się z bohaterami, razem z nimi kochamy i jesteśmy kochani. Książki KejteM – jak to mawia o sobie Autorka – są pełne optymizmu, magii (bo czyż nie pamięta się o Patrycji, która miała zostać drimerką i wyśniła swój biały domek?). Oczywiście nie możemy o nich zapomnieć, nie możemy zapomnieć tej radości czerpanej podczas czytania. Jednak, najnowsza książka Kasi Michalak jest zupełnie inna niż pozostałe w Jej dorobku. Może gdyby nie nazwisko wypisane złotą czcionką na okładce, w życiu nie powiedziałabym, że „Nadzieja” wyszła spod pióra Tej Michalak. Czy to zła zmiana? Nie, skąd. To zmiana, która sprawi, że o bohaterach „Nadziei” nie zapomnimy tak szybko i tak łatwo.

Liliana była wychowywana w domu przez ojca i jego drugą żonę. Wychowywana, to zbyt duże słowo. Ponieważ przez bicie dziecka, wcale nie ma się na myśli wychowywania. Od małego Lilka była bita, za to że jest, za to że pląta się pod nogami, za to że jako dziecko jest ciekawa świata. Pewnego dnia ucieka z domu z zamiarem pójścia gdzie ją nogi poniosą. Bo przecież w domu w którym powinna panować miłość nie ma dla niej miejsca. Podczas „ucieczki” ratuje życie ośmioletniemu chłopcu Aleksiejowi. Chłopiec był we wsi uznawany za odmieńca, tylko dlatego, że urodził się w Czarnobylu i był „inny” aniżeli pozostali chłopcy we wsi. Od tego dnia rozpoczyna się przyjaźń między dziećmi. Aleksiej za każdym razem stawał w obronie dziewczynki. Obiecywał jej, że nikt nigdy jej nie skrzywdzi i przyrzekał, że zawsze przy niej będzie. Ciotka Anastazja, która wychowywała Aleksa jak własnego syna, pewnego dnia spakowała cały dobytek i wraz z chłopcem i Lilianą wyprowadziła się do maleńkiego domu. Do rodzinnego domu, do Nadziei, do miejsca gdzie nie ma trosk ani ojca bijącego pasem gdzie popadnie. Lilka kochała Aleksa całym swoim sercem, była dla niego wielką miłością oraz przekleństwem. Jak potoczyły się losy tych dwojga? Czy życie splotło ich drogi ze sobą? Czy może los okrutnie z nich zadrwił?

„Nadzieja” nie jest taką książką jak inne w dorobku Autorki. Nie ma tutaj dowcipnych dialogów, nie ma ani zabawnych ani magicznych sytuacji. W tej książce znajdziemy codzienną brutalność, o której nikt głośno nie mówi bo się boi. Autorka w swojej najnowszej książce ukazuje przemoc domową. To co dzieje się za zamkniętymi drzwiami. Opisuje ból i strach dziecka, które jest bite przez swego ojca, odpychane przez niego, nie chciane.  Ukazuje tęsknotę za miłością, dorosłej dziewczyny. Walkę o to by być kochaną za wszelką cenę, nawet ceny nienawiści do samej siebie. To także studium kłamstwa. Kłamstwa które potrafi ranić jak obusieczny nóż.

Czy w tej książce pełnej bólu jest miejsce na miłość? Owszem. Jest jej nawet sporo. Nie wylewa się jednak ze stron jak w innych książkach. Miłość tutaj, w tej książce, nie należy do tych pięknych z bukietami róż czy czekoladkami. Ta miłość jest miłością bezgraniczną która nie trafia się często. Była też miłością narkotyczną. Bo mimo iż Lilka raniła Aleksieja, ten wracał i wybaczał jej wszystko co złe. Kiedy już myśli, że jest wstanie ułożyć sobie życie z kimś innym… w jego życiu ponownie zjawia się Liliana i niweczy wszystkie plany. Bo On był od niej uzależniony, od jej obecności w swoim życiu.

Katarzyna Michalak zaskakuje od pierwszych stron. Od samego początku wciąga nas w historię Aleksieja i Liliany. Nie oszczędza swoich bohaterów. Bo przecież po co bohaterowie mają być w końcu szczęśliwi? Kiedy czytelnik ma nadzieję, że się wreszcie ułoży, Autorka bezlitośnie wali obuchem w łeb! A co tam?! Dorzucę im jeszcze trosk! Tak jak w życiu i tutaj nie jest kolorowo. Bo przecież nigdy nie wiemy kiedy los z nas zadrwi i życie kopnie nas w cztery litery.

Książkę czytałam na bezdechu. Tak bardzo wciągnęła mnie historia bohaterów, że czasem zapominałam oddychać. A przy pięćdziesiątej stronie zużyłam już dwie paczki chusteczek higienicznych. Po raz kolejny moje serce i uczucia zostały zmiksowane jak koktajl truskawkowy. „Nadzieja” to następna książka, która nie pozwoli o sobie tak szybko zapomnieć.

Książkę polecam nie tylko miłośnikom twórczości Katarzyny Michalak, bo tutaj na pewno się nie zawiedziecie, tylko będziecie zaskoczeni. I co chwila będziecie zaglądać na okładkę by upewnić się, że tę książkę napisała na pewno, na milion procent Ta Michalak. Polecam ją również osobom, które lubią powieści obyczajowe. To nie jest książka łatwa, przyjemna, którą po przeczytaniu odkłada się na półkę i nie pamięta o czym była. To książka pokazująca życie o którym się głośno nie mówi. To książka, która mimo wszystko daje Nadzieję.


Za możliwość przeczytania książki bardzo, ale to bardzo dziękuję samej Autorce Katarzynie Michalak oraz Wydawnictwu terMedia 

czwartek, 5 maja 2011

#080

Prawdę mówiąc, nie chciałam o tym w ogóle wspominać. Bo po co. Jednak coś tam mi podszeptywało, że może jednak warto coś na ten temat wspomnieć? Tak więc uprzejmie informuję, że w dniu dzisiejszym mój blog „…do ostatniej pestki trzeba mocno żyć…” obchodzi swoją pierwszą rocznicę istnienia. Na początku miał być w zamyśle tylko fotograficzny. Chciałam tutaj prezentować zdjęcia wykonane przeze mnie. Jednak w pewnym momencie okazało się, że zdjęć aż tyle nie ma a te tak zwane szufladowe nie nadają się. Wtedy udało mi się dostać ksiażkę a konkrenie e-book „Zła miłość” p. Aleksandra Sowy do przeczytania i zrecenzjonowania i tak właśnie zaczęła się moja przygoda z pisaniem recenzji. Pierwsza recenzja nie jest w „moim stylu” czyli w formie listu. Dlaczego listy? Hm… ponieważ uwielbiam je pisać i tak jest mi łatwiej uzewnętrznić się. Najtrudniej było wybrać adresata. Na początku miał to być Anioł, czyli mój bardzo dobry znajomy. Doszłam jednak do wniosku, że On nawet nie wie o istnieniu tego bloga więc listy nie miałyby sensu. Tak więc od stycznia wszelkie recenzje-listy piszę do Espi. Czy taka osoba naprawdę istnieje? Owszem, zostawia nawet komentarze pod wpisami. Nie, to nie jestem ja i nie jest to moje alter ego. Espi jest kobietą z krwi i kości, a mogę nawet stwierdzić, że jesteśmy rodziną. No dobrze może milionową wodą po kisielu ale zawsze coś.

Chciałabym podziękować wszystkim, którzy odwiedzają moje skromne progi. Tym którzy zostawiają po sobie ślad dziękuję najbardziej. Nadal łaknę słowa pisanego i nadal chcę pisać. No i po raz kolejny mogę śmiało stwierdzić, że jestem książkoholiczką. Najlepiej czuję się w księgarni oraz w bibliotece pośród książek. Moja mama widząc, że odkładam na półkę przeczytaną książkę i sięgając po następną mówi: „a może by tak zrobić przerwę, chociaż jeden dzień bez czytania?”. Wtedy spoglądam na nią z obłędem w oczach i mówię: „nie potrafię nie czytać”. Chcę jeszcze dodać, że dzięki temu właśnie blogowi poznałam fantastycznych i wartościowych ludzi, z którymi utrzymuję kontakt nie tylko wirtualny. Poza tym udało mi się nawiązać współpracę z Wydawnictwem ZNAK oraz NOVAE RES.

A tutaj torcik i urodzinowa świeczka:

oraz… niespodzianka która dotarła dzisiaj do mnie i której się nie spodziewałam, kiedy otworzyłam kopertę i wyciągnęłam książkę a potem zajrzałam do środka to… łzy stanęły mi w oczach. Pani Kasiu bardzo bardzo dziękuję J


środa, 27 kwietnia 2011

#078

Jak wiadomo w sobotę był Światowy Dzień Książki. Dokładnie tego dnia nie kupiłam ani jednej książki. Wiem dokonałam zbrodni nie do wybaczenia. Ale już spieszę z wyjaśnieniami. Otóż wcześniej kupiłam książki i czekałam na ich przybycie. Miałam nadzieję, że dotrą na sobotę, ale się niestety nie udało. Oto stos który udało mi się uzbierać przez ostatnie kilka dni:
Od góry:
"Spalona róża" - książka przywędrowała do mnie z Wydawnictwa Novae Res, podziękowania dla Pani Kamilii (i dla Pewnej Życzliwej i Kochanej Osóbki, tak Kochana to o Tobie mowa)
"Gwiezdny pył" - jest tylko przez chwilkę u mnie potem powędruje dalej a konkretniej do Staszowa (zakup na Empik.com za chwilę więcej na ten temat)
"Bogowie przeklęci" - Włóczykijka której przybycie prezentowałam wcześniej
"Lato w Jagódce" - bo od dłuższego czasu już choruję na najnowszą pozycję Kasi Michalak (zakup na empik.com)
"Północ" - najnowszy tom Wampirów (zakup w Matrasie), pozostałe jeszcze nie przeczytane, ale pierwszy sezon serialu mam już za sobą teraz czekam na sezon drugi który niebawem będzie u mnie;
"Masz przyjaciela" - bo słyszałam, że to dobra książka (zakup na empik.com)
"I że Cię nie opuszczę" - dalsze losy Elisabeth (zakup na empik.com)
"Mila księżycowego światła" - uwielbiam książki Lehanne więc nie mogłam nie kupić tej książki (zakup na empik.com)
"Miłość wyczytana z nut" - włóczykijka której prezentację przybycia prezentuję poniżej
a tutaj wpisy z Wydawnictwa oraz wcześniejszych Czytelniczek oraz samej Autorki:
I teraz wyjaśnienia. Książki z empiku kupiłam przez... Sil. No dobra może nie przez nią, ale... wspominała o promocji na empiku, no więc tam zajrzałam i... nie mogłam się opanować :( Tak to jest jak się jest książkoholikiem. Tak, ja jestem i się tego nie wstydzę :) No i mówię o tym głośno.

I mały apel
Dziewczyny: Leno i Tajemnico błagam byście chwilowo do mnie nic nie słały z Włóczykijki. Nie wiem jakim cudem i jak to możliwe, że dotarły do mnie dwie pozycje od Was. Przeczytam je tak szybko jak się da żeby przesłać je dalej. Myślę, że z początkiem czerwca możecie skierować do mnie kolejną pozycję z Akcji. Chwilowo mam co czytać więc biorę na wstrzymanie.

poniedziałek, 17 stycznia 2011

#039

Droga Espi!

Wiesz co, coś mi się wydaje, że coraz częściej będziesz dostawać ode mnie listy. Bo ostatnio nałogowo czytam. A co za tym idzie, mam do recenzji coraz więcej książek, a ty dostajesz ode mnie list z ową recenzją. Przy kolejnym liście powinnam chyba zapytać czy w ogóle chcesz na ten temat słuchać?

Prawdę mówiąc to bardzo długo się zastanawiałam czy mam Tobie polecić każdą z książek osobno czy zrobić to hurtem. No i doszłam do wniosku, że skoro to trylogia (nie sienkiewiczowska i całe szczęście) o Patrycji to lepiej omówić od razu wszystkie. Dlatego Espi przygotuj się na potrójną dawkę recenzji tak zwane trzy w jednym. Mam nadzieję, że w połowie nie zaśniesz z nudów ;-)

Autorką całej trylogii jest Pani Katarzyna Michalak. Muszę przyznać, że całkiem nieźle poszło jej opisywanie historii życia Patrycji i jej najbliższych osób. Każda część trylogii wciągała mnie od pierwszych stron i trzymała w napięciu do ostatniej strony. A kiedy już dotarłam do ostatniej kropki na ostatniej stronie dopadał mnie smutek, że to już koniec. Wiesz, kiedy to była pierwsza część a potem druga to była jeszcze nadzieja, że historia Patrycji się nie skończyła, bo było coś potem. Ale kiedy dotarłam do końca trzeciej części zrobiło mi się tak cholernie smutno bo przecież to już koniec. Nie będzie więcej Patrycji i jej najbliższych.

No dobra to teraz przejdę do sedna czyli do każdej części trylogii po koleji. Gotowa? Bierz kawkę w łapkę bo boję się, że mi w połowie zaśniesz a tego to ja bym nie chciała za żadne skarby świata.

"Poczekajka" to tytuł pierwszej części całej trylogii. Bohaterką jest Patrycja, która jest lekarzem weterynarii. Oprócz tego jest marzycielką i postanawia wymarzyć sobie miłość swojego życia oraz małą chatkę gdzieś pod lasem. I wyobraź sobie, że jej to się udaje. I właśnie w ten sposób trafia do Poczekajki - takiej małej wioski gdzie zamieszkuje w Chatce Wiedźmy oraz do zamojskiego ZOO gdzie dostaje pracę. W międzyczasie nadal śni o ukochanym i pisze do niego listy. Kurczę jak ja bym chciała też wyśnić sobie taką małą chatkę i poznać takiego Amre o którym śniła Patrycja. Cała książka jest łatwa, lekka i przyjemna. Oprócz Patrycji poznajemy jeszcze Łukasza, Gabriela, Hankę, księdza Plamę i cały zwierzyniec zamojskiego zoo. Nie zdradzę Ci jak poplączą się losy wszystkich bohaterów bo wtedy nie sięgnęłabyś po książkę. No dobra zdradzę Ci tylko, że Pipisia (tak nazywa ją jeden z bohaterów) w końcu spotka swojego Amre i...

"Zachcianek" to kolejna część trylogii. Muszę przyznać, że cieszyłam się iż już na samym początku zaopatrzyłam się w całą trylogię. Chyba nie przeżyłabym gdybym musiała biegać po księgarniach w poszukiwaniu wszystkich tomów po przeczytaniu pierwszej części. Nie myśl sobie jednak, że gdy Patrycja znalazła w końcu swojego Amre będzie pięknie i kolorowo bo tak nie jest. Amre pokazuje ciemną stronę swojego charakteru przez co traci swą ukochaną. No i tutaj pojawia się po raz kolejny magia. Do "akcji" wkraczają czarownice, które chcą sprawić by Patrycja była w końcu szczęśliwa. I co dalej? Hm... dalej znów jest niezły galimatias i losy bohaterów znów przeplatają się ze sobą i...

"Zmyślona" to ostatnia część trylogii i muszę przyznać, że... Do tej książki trzeba mieć mocne nerwy. Tak więc jak już dotrzesz do tej części to uzbrój się w jakiś persenik żeby uspokoić skołatane nerwy. Bo Pani Kasia - autorka - to nieźle namieszała w życiu bohaterów i wystawiła na próbę emocje czytelnika. Espi uwierz mi, że ja rzadko płaczę podczas czytania książek, ale tutaj to się wręcz poryczałam. Bo akcja w tej części jest wartka jak nie wiem co no i zaskakuje z każdą stroną jeszcze bardziej. Nie powiem co i jak sama doczytaj.

Pozdrawiam cieplutko i zabieram się za kolejną powieść. Więc niebawem oczekuj ode mnie kolejnego listu.

Archer

P.S. Jeśli chcesz to tutaj możesz zobaczyć teledysk z "Poczekajki"


sobota, 8 stycznia 2011

#035

Nadal łaknę słowa pisanego. To trochę nienormalne, wiem. Ale nic na to nie poradzę, że jestem molem książkowym i mogłabym czytać non stop. A kiedy skończę jedną książkę biorę się za następną. W dodatku w głowie mam kolejną listę książek które muszę koniecznie przeczytać.

Z niecierpliwością oczekuję książki "Bez przebaczenia" bo jestem ciekawa kolejnej pozycji Agnieszki Lingas-Łoniewskiej. Zamawiałam ją jeszcze w grudniu a do dzisiaj nie dotarła. No nic poczekam do końca przyszłego tygodnia. Jeśli nie dotrze anuluję zamówienie i wybiorę się na stronę wydawcy żeby tam ją zakupić.

Powinnam przestać oglądać komedie romantyczne typu "P.S. Kocham Cię" i "Narzeczony mimo woli" bo one zdecydowanie źle na mnie działają.

ech... idę pod kołdrę czytać "Poczekajkę"