
Droga Tachykardio!
Jak to jest z tajemnicami rodzinnymi? Myślisz, że lepiej je zostawić w przeszłości czy wyciągnąć je w teraźniejszość i sprawdzić jakie były? Wydaje mi się, że każdą tajemnicę należy poznać. Tylko należy uważać żeby nie naruszyć czyjegoś spokoju. Bo przecież wydarzenia z przeszłości odmienią życie wielu ludziom, nie tylko na dobre.
Dzisiaj chcę Ci opowiedzieć o książce Małgorzaty Yildirim „Włoskie sekrety”. Ta powieść to debiut Autorki. Jak dla mnie całkiem udany. Pani Małgorzata mieszka w podwarszawskiej miejscowości i jest specjalistką od public relations. Jednak nie będę mówić o Autorce tylko o książce.
Miranda Powell to amerykanka polskiego pochodzenia (ach ten polski akcent). Poznajemy ją w momencie powrotu z pogrzebu ukochanej cioci Agnes, która zginęła nieoczekiwanie w tragicznym wypadku. Cała rodzina przeżywa tragedię, jednak największe zaskoczenie wzbudza informacja, że Agnes pozostawiła testament. Podczas rodzinnego odczytu tego ważnego dokumentu okazuje się, że Miranda dziedziczy piękny dom we Włoszech oraz pół miliona dolarów. Największym szokiem jest jednak świadomość, że dom należał kiedyś do męża ciotki. Miranda zwalnia się z pracy w muzeum i postanawia wyjechać do Włoch żeby zobaczyć dom i jak najszybciej go sprzedać. Cała rodzina jest temu przeciwna. Jednak dziewczyna stawia na swoim i w ciągu kilku dni organizuje swój wyjazd. Na miejscu zaprzyjaźnia się z rodziną Gardioni którzy opiekowali się domem Villa di Rosa w Sorrento. Poznaje także intrygującego właściciela klubu Rafaela. Sprzątając dom Miranda natrafia na stary pamiętnik swojej ukochanej ciotki. Dzięki niemu poznaje jej smutną przeszłość. Jednak nie pełną, gdyż brakuje części stron. Postanawia poznać prawdę. Niestety nie jest jej to dane gdyż ktoś usilnie stara się jej w tym przeszkodzić. Czy uda się mu skutecznie przestraszyć dziewczynę, by ta całkowicie zrezygnowała z dociekania prawdy?
Kiedy zaczynałam czytać książkę, miałam wrażenie, że będzie to przesłodzona historyjka miłosna. Na szczęście nie zemdliło mnie po przeczytaniu całości. Mimo iż historia miłości Mirandy i Rafaela (zdradziłam ci sekret co?) to prawie jak bajka to całość przeplatana jest wątkami sensacyjnymi. Nie oszukujmy się, nie na co dzień ktoś chce się pozbyć mieszkanki pięknego domu we Włoszech. A właśnie. Na gigantyczny plus należy zaliczyć jeszcze kilka faktów: cała akcja dzieje się w pięknym malowniczym Sorrento. A co za tym idzie, Autorka sprawiła, że zatęskniłam za latem i za słońcem. Teraz normalnie marzy mi się taka Italia. Poza tym czytając książkę non stop czułam się głodna. Chcesz wiedzieć dlaczego? Potrawy serwowane przez głównych bohaterów były dość dokładnie opisywane co powodowało częste burczenie w brzuchu. A może by tak powstała książka kucharska z tymi przepisami? Nie miałabym nic przeciwko temu.
Przyznaję, że całość jest dopracowana w jak najmniejszych szczegółach. Bohaterowie są niesamowicie autentyczni a historie które przydarzały się głównej bohaterce czasem sprawiają wrażenie nieprawdopodobnych ale jednak możliwych. Książkę czyta się jednym tchem i nie ma się ochoty odłożyć jej na półkę.
Ponieważ wiem, że tak samo jak ja jesteś zakochana we Włoszech, polecam Ci tę piękną historię. Jestem przekonana, że przypadnie Ci ona do gustu. I od samego początku będziesz kibicowała Mirandzie, że będziesz się wkurzać na zachowanie jej siostry Katie, że podobnie jak ja zakochasz się w Rafaelu, że spodoba Ci się serdeczność rodziny Julianny. Tachykardio, musisz przeczytać „Włoskie sekrety”. I to koniecznie.
Pozdrawiam
Archer