Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grażyna Plebanek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grażyna Plebanek. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 grudnia 2014

#325

Targi w Krakowie były? Były! Relacja w sumie jakaś tam była. W Katowicach Targi były? Były! Relacja, Jorx'a nie blogera też była. Jednak, przecież nie samymi spotkaniami bloger żyje. Ale przede wszystkim książkami. Oczywiście nie mogło obejść się bez przyjazdu z Targów bez książek. No bo jak to tak? Ponieważ byłam ograniczona bagażowo - plecak trzeba było nosić na własnych plecach, w dodatku środkami komunikacji miejskiej się poruszałam - to książek aż tak dużo nie przywiozłam. Z Katowic zdecydowanie mniej niż w zeszłym roku. Ale za to z Krakowa!!! No, tego było na prawdę dużo. A i tak nie tyle ile bym chciała. A tyle wspaniałych książek tam było. Jednak jak wiadomo bagaż ograniczony a portfel też wypchany nie był.

Tutaj nabytki z Krakowa:


I książki z autografem, bo przecież na targi jeździ się też dla spotkań z Autorami. Więcej zdjęć na fb bloga

 

Z Katowic tym razem mniej. Ale... Na tych najbardziej mi zależało.



A te dwa ostatnie stosiki to ostatnie nabytki. Trzy dolne pozycje z wymiany książkowej ŚBK która odbyła się w Zabrzu w zeszłą sobotę. "Zostań jeśli kochasz" to mój własny prezent na Mikołaja a "Love, Rosie" kupiłam za punkty Payback. A te obok też z wymiany.

A teraz proszę mi powiedzieć: JAK PRZEDŁUŻYĆ DOBĘ BY TE CUDOWNOŚCI PRZECZYTAĆ!



czwartek, 3 marca 2011

#055

Droga Espi!

Pamiętasz jakiś czas temu brałam udział w konkursie i pisałam o przyjaźni. Bo tak naprawdę to przyjaźń jest bardzo ważna w naszym życiu. Czasem bywa tak, że te szkolne przyjaźnie kończą się z ostatnim dzwonkiem, a te które zawarliśmy na podwórku są najbardziej trwałe i przetrwają bardzo wiele. Oczywiście nie zawsze tak jest. Zdarza się, że jakaś rysa na przyjaźni niszczy całość.

Po kolejną pozycję Grażyny Plebanek sięgnęłam z ciekawości. Czytając tytuły książek w bibliotece wypatrzyłam książkę „Dziewczyny z Portofino”. Zainteresował mnie ten tytuł, bo jak dobrze mi gdzieś w głowie świtało, ktoś kiedyś śpiewał o dziewczynach z Portofino.

Książka opowiada historię czterech dziewczyn z blokowiska lat siedemdziesiątych. Bohaterkami są Agnieszka – córka zamożnego lekarza, ordynatora ginekologii, który sam wychowuje córkę, jest w stanie dać jej wszystko oprócz prawdziwej miłości, Hanka – która codziennie przypatruje się jak ojciec bije i upokarza jej matkę, Beatę – której ojciec zdradza matkę oraz Manię – która pochodzi z patologicznej rodziny. Bohaterki poznajemy kiedy przeprowadzają się na nowo wybudowane osiedle w Warszawie. Skaczą w gumę, robią fikołki na trzepaku, noszą granatowe fartuszki z przyszywaną tarczą, słuchają kaset na grundingu, zlizują z dłoni „oranżadę w proszku”. Czy ktoś to wszystko jeszcze pamięta? Że kiedyś tak było? Muszę przyznać, że tak, ja pamiętam. Wiem, że to brzmi dziwnie, że możesz mi zarzucić, że przecież nie było mnie wtedy na świecie, że ja nic o tym nie wiem. Nie mam pojęcia. Owszem mam. Sama wychowywałam się jak główne bohaterki w blokowisku. Też jak one skakałam w gumę, zamiast oranżady z dłoni zlizywało się Visolvit bo był taki fajny musujący, też mam trzy przyjaciółki z którym najczęściej się bawiłam i spędzałam z nimi czas. I co z tego że z bohaterkami Plebanek dzieli nas przepaść wiekowa? Wiem jak to jest wychowywać się na osiedlu pełnym bloków. Fakt dzieli nas ustrój polityczny. Beata, Agnieszka, Hania i Mania wychowują się w czasach Polski Ludowej, wczesnogierkowskiej oraz kiedy to Pani Szczepkowska ogłosiła koniec komunizmu. Poznajemy życie dziewcząt. Pierwsze miłości, rozczarowania, szkoła podstawowa, średnia, stres związany z egzaminami na studia, a nawet skrobanki niechcianych ciąż. Poznajemy ich życie, problemy, kłótnie a co najważniejsze przyjaźń która potrafi przetrwać wszystko. Dosłownie wszystko.

Jednym z mankamentów książki na pewno jest to, że ma aż cztery główne bohaterki. A co za tym idzie, nie zagłębiamy się zbytnio w ich życie. Może gdyby był jeden główny bohater to łatwiej by mi było zrozumieć książkę. Bo po za tym faktem narracja bardzo często się zmienia. I dopiero po chwili można się zorientować o kim mowa. Plusem na pewno jest temat przyjaźni. Bo jak wspominałam na początku tego listu, takie podwórkowe mają możliwość przetrwania wielu burz. Podoba mi się też obserwacja życia bazarowego, bo przecież kiedyś nie było hipermarketów. Wszystko kupowało się na „handelku” niedaleko domu.

Książkę polecam nie tylko tym osobom które wychowywały się w czasach wczesnogierkowskich i dobrze pamiętają co się wtedy działo, jak wyglądała Polska, jaki panował ustrój polityczny i jak traktowano ludzi którzy mieli odmienne poglądy. Polecam ją również tym którzy wychowali się później i historię zawartą w „Dziewczynach z Portofino” pamiętają z opowiadań rodziców. Myślę, że każdy znajdzie tu coś dla siebie. Ja na pewno znalazłam historię przyjaźni która przetrwała wszystko. Bo jak już wcześniej wspominałam też wychowywałam się z trzema koleżankami z podwórka i z którymi do dnia dzisiejszego się przyjaźnię. Bo to przecież przyjaźń na całe życie czyż nie?

Pozdrawiam
Archer

poniedziałek, 21 lutego 2011

#050

Droga Espi

I znowu wpadła w moje ręce książka, której bohaterka ma tak samo na imię jak ja. Coś mi się wydaje, że teraz to takie właśnie będę wypatrywać w bibliotece. Bo księgarnie to ja omijam wielkim łukiem. Tego się staram trzymać jak tonący brzytwy. Ciekawa jestem jak długo z tym wytrzymam? Pewnie do następnej wyprzedaży. No ale dobrze powrócę do książki.

To moje pierwsze spotkanie z Panią Grażyną Plebanek, ale wiem, że nie będzie ostatnim. Kiedyś błądząc po portalach internetowych natrafiłam na wywiad z tą Panią. Przyznam się szczerze, że nie przeczytałam go, ale pamiętam, że pomyślałam sobie iż muszę kiedyś zapoznać sie z dorobkiem literackiem Pani Grażyny. I tak będąc w bibliotece natrafiłam na książkę „Pudełko ze szpilkami”.

Wydawnictwo pięknie napisało na okładce informację „Polska Bridget Jones”. Powiem szczerze, że miałam ochotę odłożyć książkę z powrotem na półkę. Bo przecież Bridget Jones jest jedna a reszta to marne podróbki. Jednak w ostateczności postanowiłam dać książce szansę i nie oceniać jej po haśle wydawnictwa.

Tak jak już wspominałam główna bohaterka ma na imię Marta i pochodzi z prowincji. Obecnie mieszka w kawalerce w dużym mieście. Jest młoda i robi karierę w dużej korporacji. Niestety kariera zostaje przerwana niespodziewaną ciążą. Tak naprawdę to nie wie kim jest ojciec dziecka. Mężczyzna na szczęście staje na wysokości zadania i nie porzuca Marty. Jest dla niej wsparciem tak samo jak trzy przyjaciółki które są bardzo barwnymi postaciami, jodobnie jak jej liczna rodzina.

Historia Marty jest o tyle interesująca, że przez cały czas nie mamy pewności, czy mąż Marty a zarazem ojciec dziecka naprawdę istnieje. Owszem jest o nim mowa, ale tak naprawdę to nie jest „czynnym bohaterem” powieści. Dopiero pod koniec tajemnica nie istnienia męża zostaje rozwiązana. Muszę przyznać, że dzięki ostatniej rozmowie książka a zarazem historia w niej zawarta wyjaśnia się do końca.

Muszę przyznać, że powieść bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Nie jest to jednak typowy dziennik młodej matki. Nie ma tutaj podziału na dni tygodnia, miesiąca czy chociażby godziny. Całość to raczej narracyjne zapiski Marty na luźnych kartkach i przechowywane we wspomnianym pudełku ze szpilkami. To książka nie tylko o kobiecie w ciąży. Ani o tym co czuje gdy nosi pod sercem dziecko, ani o tym jak reagują ludzie i co mówią kiedy na ich drodze staje kobieta w ciąży. To książka o przyjaźni i o tym jaki wielki wpływ ma na nasze życie, o miłości tej prawdziwej bezgranicznej matki do dziecka. To książka o wyborach, o dylematach jak pogodzić pracę zawodową i życie rodzinne.

Książkę polecam wszystkim kobietom które stają przed dylematami czy wpierw dziecko a potem kariera? Czy uda się pogodzić jedno i drugie? Czy mężczyzna ledwo poznany na wieść o tym, że partnerka zachodzi w ciążę ucieka gdzie pieprz rośnie czy może staje na wysokości zadania i wspiera ją w trudnych momentach?

Pozdrawiam
Archer

P.S. Zauważyłaś że dzisiaj stuknęła mi 50? czuję się staro ;)