Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Janet Evanovich. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Janet Evanovich. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 stycznia 2014

#277

Moje postanowienia

Z końcem Starego roku większość z Was robiła podsumowanie roku 2013. Były statystyki ile książek każdy przeczytał, które zrobiły największe wrażenie na czytelniku oraz którzy Autorzy jak zwykle nie zawiedli itd. Itp. Po raz pierwszy chyba nie zrobiłam takiego zestawienia. Powód? Hm… jeśli chodzi o przeczytane książki rok 2013 nie należał do udanych. Jednak obfitował w inne wydarzenia: została powołana do życia wspaniała Grupa Śląskich Blogerów Książkowych (jest o Nas głośno i to nie tylko teoretycznie ale i praktycznie) Targi Książki w Katowicach gdzie Grupa Śląskich Blogerów Książkowych miała mocny udział (patronat i panele dyskusyjne), Targi Książki w Krakowie gdzie można było spotkać masę znanych Autorów i zdobyć nie tylko autografy ale także uwiecznić ich na zdjęciu, współpraca z Księgarnią Victoria w Zabrzu. Oraz co najważniejsze (dla mnie oczywiście) moje opowiadanie znalazło się w wydanym przez Magdę Kordel tomiku opowiadań. Nie było źle. Natomiast z Nowym 2014 rokiem każdy robi noworoczne postanowienia. Z reguły bywa tak, że spisujemy je zaraz 01.01. Jednak jak wiadomo (nie u każdego, ale się zdarza) postanowienia na cały rok kończą się po pierwszym tygodniu nowego roku tudzież pod sam koniec stycznia. Dlatego ja post z postanowieniami noworocznymi umieszczam po pierwszym tygodniu, ponieważ liczę na to, że wytrwam w tych postanowieniach CAŁY ROK. 

A idąc za ciosem:
1. Więcej czytać – w sumie mol książkowy, więc nie oczekujmy że to się zmieni
2. Pisać – oczywiście mam na myśli moje opinie o przeczytanych książkach
3. Ukończyć moją powieść – myślę, że to powinno być na pierwszym miejscu, bo na ten rok to mój priorytet,byle Wena dopisała
4. Fotografować – to moja kolejna po czytaniu i pisaniu pasja
5. Nie zaniedbywać blogosfery
Mam też inne postanowienia, ale zdecydowanie nie są one już zaliczane do postanowień literackich, tylko bardziej tych osobistych, przyziemnych.

Życzę Wam i sobie wytrwałości we wszystkich postanowieniach noworocznych.

A teraz coś z innej beczki. Jak wszyscy wiedzą początek roku, to „wysyp” nowości na które wszyscy czekają z utęsknieniem. Nie jestem gorsza. Poniżej książki których się nie mogę doczekać, by je dostać w łapki i przeczytać. Kolejność zupełnie przypadkowa:


"Brudny Świat" Agnieszka Lingas - Łoniewska: (książka która została wydana w USA, uwielbiam książki Agnieszki więc tuptam z niecierpliwością)


"Miłość z jasnego nieba" Krystyna Mirek: ("Pojedynek uczuć" i 'Droga do marzeń" mnie zachwyciły)

Czy prawdziwa miłość może zdarzyć się między ludźmi stojącymi po przeciwnych stronach barykady? Angelika przyjeżdża z Monachium do Krakowa z jednym celem: nakłonić Daniela do podpisania wyjątkowo niekorzystnego dla jego firmy kontraktu. Daniel oczekuje jej przybycia, mając w zanadrzu własną wersję umowy, której nigdy nie zaakceptuje szef Angeliki. Czy tych dwoje zdoła się porozumieć? I czy Daniel – niepoprawny uwodziciel i Angelika –dziewczyna z trudną przeszłością, przekonana, że musi radzić sobie ze wszystkim sama, mają szansę na coś więcej, niż służbowe negocjacje?

Jedno jest pewne - w dzień św. Walentego wiele się może wydarzyć…


"Namaluj mi słońce" Gabriela Gargaś: (bo byłam zachwycona książką "Jutra może nie być") a poza tym jestem jej strasznie ciekawa

Sabina jest przyjacielem do wynajęcia. Spotyka się z samotnymi ludźmi, którzy nie mają z kim porozmawiać o swoich kłopotach, i cierpliwie wysłuchuje ich problemów. Sama jednak nie ma udanego życia – żyje samotnie i choć docenia uroki życia w pojedynkę, tak naprawdę wydaje się nieszczęśliwa, jakby zamrożona.
Gdy pewnego dnia w parku poznaje małą dziewczynkę, Marysię, nawet nie podejrzewa, jak bardzo ta znajomość zmieni jej życie. Marysia z niezwykłym uporem dąży do zaprzyjaźnienia się z Sabiną, co początkowo bardzo drażni kobietę. Niepostrzeżenie jednak mała zajmuje w sercu kobiety coraz więcej miejsca. A gdy na scenę wkracza jej ojciec, przystojny Maks z trudną przeszłością , akcja nabiera tempa…


"Pensjonat marzeń" Magdalena Witkiewicz (czekam z niecierpliwością, bo szkołę czytałam i jestem ciekawa co będzie dalej)


"Prowincja pełna czarów" Katarzyna Enerlich (dałam się porwać Kasi na spotkaniu autorskim i teraz wiem, że muszę nadrobić zaległości w jej książkach)


"Przebudzenie. Łatwopalni II" Agnieszka Lingas - Łoniewska: (jestem ciekawa co dalej z bohaterami) 


"Stephanie Plum. Wystrzałowa dziewiątka" Janet Evanovich (bo Śliwkę powinni przepisywać na depresję)
 "Malownicze. Wymarzony dom" Magdalena Kordel: (bo wszędzie dobrze, ale w Malownicze najlepiej)

sobota, 9 marca 2013

#237

 Droga Tachykardio!

Absolutnie się nie dziwię, że seria książek Janet Evanovich o gapowatej łowczyni nagród robi w świecie taką furorę. Przecież nie da się nie lubić Stephanie Plum. Pewnie powiesz, że łowca nagród to musi być poważna? Ta, a świstak siedzi za sreberka. Nie skąd. Stephanie była przecież dotychczas sprzedawcą w sklepie. Ale kiedy ją zwolnili trzeba było zacisnąć pasa i znaleźć sobie pracę. Nie chciała pracować w fabrykach, ta praca jest dla niej za nudna. Więc została łowcą nagród w firmie windykacyjnej swojego kuzyna. I uwierz mi w tej pracy nie ma jak się nudzić. To co, pewnie jesteś ciekawa co wydarzyło się w kolejnym tomie „Po szóste nie odpuszczaj”.

Jak już wspominałam we wcześniejszym liście, Stephanie ma problemy… sercowe. Bo nagle okazuje się, że Komandos wcale nie jest jej obojętny. Ale z drugiej strony Morelli. No cóż. Obok życia prywatnego trzeba zająć się pracą. I tutaj jak zwykle w przypadku Steph zaczynają się schody. Trzeba znaleźć szaleńca który zabił i podpalił handlarza bronią. Niestety wszelkie ślady prowadzą do… Komandosa. A żeby było ciekawiej, Komandos nie stawi a się na rozprawie i automatycznie staje się NS-em. Czyli… Trzeba go dorwać i zaprowadzić do sądu. Ale jak to? Przyjaciela? Swojego Mistrza? Z krwawiącym sercem Steph oddaje tego NS’a Joyce. Ale i tak dobrze wie, że Komandosa nie da się „dopaść”. W sprawie wydania Komandosa jest śledzona przez dwóch typków w gangolach. Oprócz tego jeden NS chce ją podpalić i wyprawić na tamten świat. A żeby całkowicie się Stephanie nie nudziło wprowadza się do niej babcia Mazurowa. A to dopiero początek wyśmienitej zabawy.

 I tym razem Autorka nie zawiodła swoich czytelników. Wierz mi, książka – tak jak poprzednie części – wciąga od pierwszych stron i nim się obejrzysz jesteś już na końcu. Oczywiście po drodze śmiejąc się do rozpuku albo wściekając na to, że ktoś celuje w Śliwkę z broni albo porywa ją i więzi gdzieś za miastem.

Nie będę wznosić peanów na jej cześć bo wiele razy już to robiłam, a nie mam zamiaru się powtarzać. Książka o przygodach Stephanie Plum jest świetną rozrywką. Powinni je przepisywać na poprawę humoru i na chroniczną niechęć do czytania, bo jak wspominałam przy poprzedniej części sama na to cierpiałam i Śliwka pomogła.

Szkoda tylko dwóch rzeczy: za szybko te książki się kończą i czas oczekiwania na kolejny tom jest strasznie długi. W sumie mam na półce „Seven up” ze wcześniejszego wydania ale… hm… jak znajdę moment to pewnie przeczytam a potem porównam z wersją tłumaczoną przez Dominikę Repeczko.

Tachykardio, koniecznie zapoznaj się z serią o Plum. Nie będziesz żałować. Wręcz przeciwnie będziesz chciała więcej i więcej. Ponieważ jest już sześć części, taka wielka dawka świetnej rozrywki jest najlepsza na szarą pogodę jaka panuje za oknem. Nie oszukujmy się: ŚLIWKA RZĄDZI!!!

Pozdrawiam
Archer


środa, 6 marca 2013

#236



Droga Tachykardio!

Od jakiegoś czasu, jak dobrze wiesz przechodziłam zapaść czytelniczą. Pewnie jesteś ciekawa czym to się objawiało? Otóż odrzucało mnie od czytania. Tak wiem, to niespotykane w szczególności, że jestem molem książkowym i nie wyobrażam sobie dnia bez czytania. Jednak dopadł mnie kryzys i odrzucało mnie od książek. Nie potrafiłam przeczytać ani jednej strony. Aż w końcu stwierdziłam, że potrzebuję czegoś na poprawę tego stanu. A co jest najlepsze na kryzys? Książka Janet Evanovich. I tak pewnego wieczoru zasiadłam w ukochanym fotelu i zabrałam się za piątą już część przygód Stephanie Plum czyli „Przybić piątkę”.

Nastają ciężkie czasy i jest coraz mniej NS-ów do łapania. A co za tym idzie, Steph nie ma pieniędzy na rachunki. Do złapania jest jeden NS który wcale nie ma zamiaru ułatwić Śliwce zadania. A jak wiadomo Ona się nigdy nie poddaje. Chociażby miała rozwalić drzwi łyżką do opon. Kiedy w końcu go dopada, ten wpłaca kaucję i… wprowadza się do niej na kanapę. Dodatkowo żeby było ciekawiej (tak wiem ze Śliwką nigdy nie jest nudno) ciocia Mabel prosi ją o pomoc w poszukiwaniu wujka Freda, który zaginął kilka dni wcześniej. Oczywiście, żeby nie było, sprawa wcale nie jest taka łatwa jaką się wydaje, że jest. Zamiast wujka, Stephanie znajduje zdjęcia zwłok w czarnych workach na śmieci. No cóż, NS-ów brak więc nasza bohaterka chwyta się innej dodatkowej pracy, przecież każdy grosz się przyda. I tak zaczyna pomagać Komandosowi. A jak wiadomo to nie wróży niczego dobrego. Wręcz przeciwnie, Stephanie Plum uzyskuje przydomek „bombowej łowczyni nagród”. Dosłownie. Mało wrażeń? Mało! Benito Ramirez wychodzi z więzienia i postanawia zaprowadzić Śliweczkę przed oblicze Pana. Chcesz więcej? Sorry o tym musisz przeczytać.

To się dzieje. Tachykardio uwierz mi, tego właśnie potrzebowałam. Potrzebowałam znów dać się porwać przygodom mojej ulubionej bohaterki Stephanie Plum. Nie mam pojęcia jak to robi Autorka, ale za każdym razem wciągam się w świat Grajdoła. No i oczywiście standardowo nie mogę się nudzić. Bo ze Śliwką nie da się nudzić. O co to, to nie. Tym razem „przygody” Steph są niebezpieczne. Bo nie oszukujmy się, skoro rewolwer opuścił słoik z ciastkami to znaczy, że coś się dzieje. A wierz mi nie jest spokojnie. Z tarapatów jak zwykle wyciąga ją Komandos , a wspiera Lula oraz niezastąpiona babcia Mazurowa.

Tym razem w tej części jest sporo o… prywatnym życiu Steph. Dotychczas na horyzoncie kręcił się tylko Morelli. Jednak na scenę wkroczył także Komandos. Tak, dobrze widzisz. Ten Komandos który zawsze wyciągał ją z tarapatów. No i żeby było jeszcze ciekawiej panna Plum jest rozdarta między dwóch mężczyzn.

Jak widać ze Stephanie Plum zawsze jest wesoło. Jestem ogromnie wdzięczna Autorce za to, że stworzyła ten wspaniały cykl. Fajnie by było gdyby sfilmowano kolejne części serii. No i oczywiście główną rolę także powinna zagrać Heighl. Polecam!

Pozdrawiam
Archer  

piątek, 4 stycznia 2013

#229



Właśnie doszłam do wniosku, że serie książkowe są jednak całkiem niezłe. Powód? Mamy pewność, że szybko nie rozstaniemy się z ulubionymi bohaterami. Bo skoro czytamy już np. czwartą książkę z serii to znaczy, że:
a) lubimy bohaterów i się z nimi zaprzyjaźniliśmy
b) książki są świetne i wciągające.
Tak właśnie jest z kolejną częścią przygód nieustraszonej łowczyni nagród Staphanie Plum czyli książką Janet Evanovich „Zaliczyć czwórkę”

Stephanie Plum znów wpada w tarapaty. No cóż, w jej przypadku to normalka. Tym razem musi doprowadzić do aresztu Maxime Nowicki, która ukradła samochód swojego chłopaka i nie stawiła się na rozprawie. Niby nic trudnego. Jednak dla Stephanie każde zadanie jest nadzwyczajne i… wpędza ją w kłopoty. Tym razem Steph natknie się na: oskalpowaną matkę Maxime, przyjaciółkę bez palców. Do pomocy będzie miała niezastąpioną Lulę oraz Sally’ego drag queen. Niezły tandem co? Ale żeby nie było nudno jej samochód wyleci w powietrze, ktoś podpali mieszkanie i Cukiereczek będzie jej groził śmiercią. A żeby nie było całkowicie nudno pojawi się rodzina Morellego. Babcia Bella, która uroczym okiem wypatrzy małe bambino, a ciotki będą donosić jedzenie, bo przecież kobieta w ciąży musi o siebie dbać. No i jak tu nie zwariować?! Na szczęście zawsze może liczyć na Komandosa, który jak zwykle wyciągnie ją z kłopotów.

Książki Janet Evanovich mają to do siebie, że są świetne. Nie mogę sobie przypomnieć, czy czytałam kiedykolwiek lepszą serię kryminalno – komediową. Tak właśnie. Te książki sprawiają, że śmieję się jak norka i nie potrafię przestać. Autorka ma świetny talent wymyślania nowych kłopotów w które pakuje się jej bohaterka. Dodatkowo dorzuca nowych i barwnych bohaterów. W tej części takim bohaterem jest Sally. Sally to drag queen który pomaga Steph w rozwiązywaniu zaszyfrowanych wiadomości. Niestety jest też nie małą przyczyną jej kłopotów. Oczywiście, nie można zapomnieć o Luli która jak zwykle będzie towarzyszyć Śliweczce podczas „akcji” i będzie ratować jej tyłek… paralizatorem.

Jedyną wadą książek Janet Evanovich jest to, że… za szybko się kończą. Seria o Stephanie Plum wciąga, a co za tym idzie książkę jesteśmy w stanie przeczytać w ciągu jednego dnia. Nie można się od nich oderwać. No i oczekiwanie na kolejną część trwa w nieskończoność. Nie oszukujmy się, z ostatnią kropką jesteśmy ciekawi co będzie dalej. Czy Morelli w końcu dojrzeje do związku? Czy Steph w końcu przestanie popadać w tarapaty? Polecam!!!

środa, 29 sierpnia 2012

#213


Jeszcze chwilka, jeszcze momencik i dalsze przygody uroczej Stephanie Plum znajdą się w księgarniach. Musze przyznać, że z niecierpliwością wyczekiwałam kolejnego tomu bestsellerowej autorki Janet Evanovich.

Tym razem Śliweczka ma za zadanie doprowadzić przed oblicze sprawiedliwości Mosesa Bedemiera, potocznie zwanego wujaszkiem Mo. Wydawać by się mogło, że zadanie nie będzie takie trudne do wykonania. Niestety jak to zwykle bywa problemy piętrzą się w zawrotnym tempie. Wujaszek Mo jest legendą w Grajdole. Kiedy do sąsiadów dociera informacja, że Stephanie poszukuje Wujaszka Mo nie są wcale z tego faktu zadowoleni. Jak to jest możliwe, że osoba którą wszyscy uwielbiają może złamać prawo. To się w głowie nie mieści. Niestety Stephanie ma zadanie do wykonania, potrzebna jej gotówka więc zaciska zęby i wyrusza na poszukiwania wujaszka Mo, który znikł z horyzontu. A co jest oczywiste znów pakuje się w kłopoty z których standardowo ratuje ją Komandos i Morelli. Trup ściele się gęsto w postaci dilerów narkotykowych i to za każdym razem gdy w pobliżu jest Śliweczka. W dodatku ktoś nieopatrznie grozi jej ukochanemu chomikowi, fryzjer funduje jej pomarańczowe włosy, ktoś do niej strzela, auto ciągle się psuje. Przy takich ekstremalnych wrażeniach nikt nie pozostałby przy zdrowych zmysłach i każdy w końcu wyjąłby broń ze słoika z ciasteczkami.

Kiedy w końcu zasiadłam w ukochanym fotelu z książką w ręku wiedziałam, że czeka mnie mega przygoda. Nie sądziłam jednak, że będzie to ostra jazda prawie bez trzymanki. Przyznaję, że bardzo polubiłam Śliweczkę, Babcię Mazurową, Komandosa, Lulę oraz Morellego. Z wielką niecierpliwością oczekiwałam kolejnego tomu.

W tej części Stephanie znów pakuje się w nie lada kłopoty. W sumie sądziłam, że po tylu przygodach i już nie małym doświadczeniu jako łowca nagród nauczy się czegoś. Niestety Śliweczka na drugie ma chyba Kłopoty. Tym razem jednak nie wpada w nie sama, dość często towarzyszy jej Lula, która postanawia także zostać łowcą nagród. Na nieszczęście Steph, Lula zwiewa za każdym razem gdy robi się gorąco. Niestety w tej części mało jest Babci Mazurowej. A szkoda, bo brakowało mi tej barwnej postaci. Jednak nie zniknęła ona całkowicie ze stron powieści. Pojawia się od czasu do czasu i trzeba jej przyznać, że robi to w wielkim stylu. W jakim? O tym trzeba koniecznie przeczytać.

Seria książek o Stephanie Plum, zdrobniale nazywanej Śliweczką jest jedną z lepszych serii jakie miałam przyjemność czytać. Przy tych książkach nie da się nudzić. Każdy czytelnik znajdzie coś dla siebie: będzie trochę sensacji (no halo, przecież łowca nagród to nie byle jakie zajęcie), będzie trochę trupów (trzeba wyczyścić miasto z dilerów narkotykowych), będzie masa dowcipu i zabawnych sytuacji (wiele razy można spaść z krzesła) no i jak zawsze będzie Śliweczka która nie pozwala się zasnąć.

Z niecierpliwością oczekuję kolejnego tomu, by znów spotkać się ze Stephanie i pozostałymi bohaterami serii. Myślę, że książka jest idealna na poprawę humoru. Polecam!


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Fabryka Słów

wtorek, 22 maja 2012

#201



Droga Tachykardio!

Z kontynuacjami książek w serii różnie, prawda? Sama musisz przyznać, często kolejne tomy mają to do siebie, że bywają gorsze niż wcześniejsze części. Ma się wtedy wrażenie, że Autor się wypalił i pomysł na dalszy ciąg ugrzązł w bagnie pomysłów. Jednak zdarza się tak, że kolejna część jest tak samo dobra. Zdziwiona? Też byłam jak dotarłam do końca kolejnej książki Janet Evanovich „Po drugie dla kasy” opowiadającej o losach łowczyni nagród Stephanie Plum. A wiesz co jest jeszcze lepsze? Znów podczas czytania miałam uśmiech od ucha do ucha, a napady śmiechu zdarzały się dokładnie tak samo często jak podczas czytania części pierwszej. To co, chcesz posłuchać w jakie tarapaty znów wpadła Moja Ulubiona Śliweczka?

Stephanie Plum to łowczyni nagród, która pracuje u swojego kuzyna Vinniego. Tym razem ma za zadanie złapać Kenny’ego Mancusa, bo musi mieć przecież kasę na życie. Nie szuka go sama. Po piętach depcze jej Joe Morelli, który stara się za wszelką cenę wydobyć informacje o Kenny’m od Stephanie. Na dodatek Babcia Mazurowa postanawia trochę się rozerwać i szuka najlepszego w mieście zakładu pogrzebowego. Nie, skąd, nie wybiera się na tamten świat, ale przecież nigdy nic nie wiadomo. Więc  wraz ze swoją wnuczką udaje się na tzw „tour” po pobliskich zakładach pogrzebowych. W jednym z nich Spiro Stiva – syn właściciela – szuka dwudziestu czterech trumien które kupił po okazyjnej cenie. Prosi o pomoc Stephanie by ta pomogła mu znaleźć złodzieja. Oczywiście, nie obejdzie się bez komplikacji, bo przecież wiadomo, że Stephanie co rusz wpada w kłopoty. Nie obejdzie się też bez trupów, nie koniecznie z wszystkim członkami. Czy dzięki Babci Mazurowej uda się Stephanie złapać Kenny’ego? O tym przekonać się musisz sama.

Wiesz, nie miałam żadnych obaw co do tego, że kolejna część przygód Śliweczki będzie gorsza. Wręcz przeciwnie, wiedziałam, że będę się równie dobrze bawić jak przy części pierwszej. Nie wiem skąd takie moje małe zapewnie. Podświadomie wierzyłam, że Autorka nie mogła „zmaścić” kolejnych części. Główna bohaterka nadal ma tendencję do wpadania w tarapaty, z których wyciąga ją Morelli. Muszę przyznać, że facet coraz bardziej zaczyna mi się podobać. Zdaję sobie sprawę, że nie wiem jak wygląda ten bohater, ale… Ostatnimi czasy lubię sobie wizualizować bohaterów. Tak więc Stephanie Plum wygląda jak Katherine Heighl (tak wiem, ta aktorka grała Śliweczkę w filmie) natomiast Morelli wygląda dokładnie tak samo jak Gerard Butler.

Akcja znów leci na łeb na szyję, że nie potrafisz się oderwać od kolejnych stron. Co chwila masz ochotę na więcej i więcej. Ale tak to już jest z książkami które są dobrze napisane, mają nietuzinkowych bohaterów a ich przygody są prawie z życia wzięte. W tej części Stephanie jakby mniej była gapowata, ale nadal ma cięty język. Więcej jest też Babci Mazurowej, która podobnie jak wnuczka co rusz wpada w tarapaty. Jest tutaj jedna rzecz na którą warto zwrócić uwagę. Otóż, jeśli krzywdzisz kogoś z mojej rodziny, bądź przygotowany, że ja skrzywdzę Cię jeszcze mocniej. Czyli krzywd wyrządzonych rodzinie nie wybacza się, lub coś w tym stylu. Czyż nie brzmi to jak motto mafii?

Tak więc droga Tachykardio, biegiem do księgarni po kolejną część przygód Śliweczki. Ale proszę Cię nie czytaj tego przed egzaminami, bo obawiam się, że wszystko inne pójdzie w odstawkę. A nie chcę żebyś przeze mnie miała kłopoty. Gorąco polecam.

Pozdrawiam
Archer

sobota, 21 kwietnia 2012

#192

 
Droga Tachykardio!

Tak wiem znów piszę do Ciebie. Ale to nie moja wina, że znów chciałabym Ci opowiedzieć o książce która wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Tak naprawdę to za tę książkę miałam się zabrać dopiero podczas długiego weekendu majowego. Wiesz, lektura lekka, łatwa i przyjemna na wolny tydzień. Jednak trochę mi się plany pokrzyżowały i zaczęłam szybciej niż planowałam. No i w sumie dobrze się stało, bo połknęłam ją w niecałe trzy dni, gdzie chodziłam do pracy i spałam w nocy. Więc jak na mnie całkiem nieźle. Chociaż prędzej powiem, że książka wciąga od pierwszych słów. No ale dobra od początku.

Jakiś czas temu wpadła mi w oko informacja, że Katherine Heighl zagrała w nowym filmie pt.: „Jak upolować faceta.” Pogrzebałam tu i ówdzie i się okazało, że to film na podstawie książki pod tym samym tytułem. Więc skoro nakręcili film, to książka musi być niezła.

Główną bohaterką książki „Jak upolować faceta. Po pierwsze dla pieniędzy” Janet Evanovich jest Stephanie Plum. Plum – jak śliwka. Pewnego dnia zostaje zwolniona, windykator zajmuje jej samochód więc postanawia coś zrobić. No bo przecież trzeba za coś żyć i mieć pieniądze na czynsz. Przypadkiem jej matka podpowiada, że kuzyn Vinnie poszukuje kogoś do archiwizacji. No cóż, nie jest to może marzenie Stephanie, wklepywanie danych do programu komputerowego, ale przecież żadna praca nie hańbi prawda? Niestety w ostateczności okazuje się, że posada została objęta. Dopuszczając się małego szantażu, wymusza na kuzynie pracę jako… łowca nagród. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że Stephanie nie zna się na tym zupełnie. Nie wie jak posługiwać się bronią a co dopiero z niej strzelać. Pierwszym zleceniem jakie otrzymuje to doprowadzenie na policję Joe Morelli’ego. Grzebiąc głęboko w pamięci, okazuje się, że Morelli wykorzystał Plum w liceum na podłodze w cukierni, w której pracowała. No ale cóż, przecież to nic osobistego, prawda? Przecież, to wydarzyło się prawie piętnaście lat temu, więc… czy można jeszcze chować urazę?

Przyznaję, że na początku bardziej obstawiałam, że będzie to coś w stylu poradnika. No wiesz, zrób to, nie rób tamtego.  A tu proszę… kryminał i to z całkiem niezłą akcją. Autorka stworzyła bardzo sympatyczną postać Stephanie Plum. Nie jest to typowa łowczyni nagród, która potrafi strzelać, bez problemu zakładać przestępcy kajdanki czy też bronić się w razie ataku. „Śliweczka” jest nierozgarnięta, zawsze uśmiechnięta, a przede wszystkim ma niesamowicie  cięty język. Niestety te wszystkie cechy sprawiają, że co rusz popada w tarapaty.

Wiesz co jest najlepsze w tym wszystkim? Jest to pierwsza część z serii opowiadająca o przygodach „Śliweczki”. Nakładem Wydawnictwa Fabryka Słów została wydana już druga część „Po drugie dla pieniędzy” (która cierpliwie czeka na przeczytanie), a z tego co wyczytałam na stronie Wydawnictwa, trzecia część „Po trzecie dla zasady” ma trafić do księgarń już w maju.  Normalnie nie mogę się już doczekać. Dawno nie czytałam książki, która podczas czytania wywoływała we mnie tyle wybuchów śmiechu. Ach! Zapomniałabym!!! Na szczególną uwagę zasługuje postać Babci Mazurowej(czy nie zauważyłaś w tym polskiego akcentu?). Dlaczego? Nie mogę zdradzić, ale szepnę w sekrecie, że starsza pani ma niesamowite poczucie humoru. Teraz już wiem po kim Stephanie odziedziczyła cięty język.

Tachykardio, nie zwlekaj, pędź do księgarni (bądź też biblioteki) i koniecznie przeczytaj powieść Janet Evanovich. Nie schodzący z twarzy uśmiech gwarantowany.

Pozdrawiam serdecznie
Archer

P.S.
Obejrzałam film z Heighl. Nie jest zły, można się pośmiać, ale... książka milion razy lepsza