Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 52 Book Challenge PL 2020. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 52 Book Challenge PL 2020. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 marca 2021

#570 - Las i ciemność

 




„Ach co to był za ślub…” 
Myślę, że na ten moment czekali wierni czytelnicy serii „Kryminał pod psem”. Bo o tej książce będę Wam dzisiaj opowiadać. A konkretniej o ósmej już części przygód Gucio & Company, czyli „Las i ciemność” Marty Matyszczak. 

Róża i Szymon planują ślub, albo raczej to Szymon planował, oczywiście bez pomocy Róży. Bo jak to on chciał jej zrobić niespodziankę. Ale jak to z naszymi ulubieńcami bywa, wszystko układa się nie tak jak powinno. Okazuje się bowiem, że impreza ma zostać zorganizowana w Puszczy Augustowskiej. W miejscu gdzie Róża, będąc nastolatką spędzała swoje młodzieńcze, niekoniecznie szczęśliwe wakacje. Nasza ulubiona dziennikarka będąc nastolatką, niestety nie należała do grupy osób, które wszyscy uwielbiają i zapraszają na imprezy. Jak dobrze wiemy, tam gdzie pojawiają się Gucio & Company, musi być trup. No i oczywiście do tej trójki należy rozwiązanie zagadki śmierci. I co z tego, że ślub za pasem?!

Hmm… powiem Wam, że tym razem nie było aż tak zabawnie jak przy innych częściach. Zastanawia mnie, dlaczego tak się wydarzyło? Ale nie znajduję żadnej jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. 

Ogromnym plusem tej historii jest to, że wreszcie poznajemy przeszłość Róży, która do tych kolorowych nie należała. Nie była lubianą osobą w szkole. Wręcz przeciwnie. Przez swoją tuszę i miłość do Szymona (tak, ta dwójka zna się już bardzo długo) była wyszydzana. Myślę, że niektóre osoby w postaci Róży sprzed lat odnajdą siebie. Jestem pewna, że nie każdy był przebojowy i nie każdy miał wianuszek przyjaciół, z którymi spędzał wszystkie szkolne przerwy. 

W tej części brakowało mi sarkazmu Gucia. Mam wrażenie, że te złośliwości i cynizm psiaka, są nieodłączną częścią tej serii. Szkoda, że tym razem nie było ich za wiele. 

Okładka z przyczepą może sugerować lekką wakacyjną przygodę. Ale jak dobrze wiemy z tymi bohaterami to tak do końca nigdy lekko nie ma. Bo zawsze tam gdzie pojawia się nasze śledcze trio jest zagadka morderstwa do rozwiązania. 

Powiem Wam, że takiego zakończenia się nie spodziewałam. Autorka walnęła takiego splot twista, że wypadłam z butów. Nigdy wcześniej aż tak nie waliła obuchem w czerep czytelnika. No może raz, ale nie z takim impetem. 

Ponieważ mam już przed sobą kolejną część, to dowiem się jak potoczyły się losy naszej trójki. Jak zwykle polecam nie tylko fanom komedii kryminalnych. Gucio & Company rządzi!!! 

środa, 17 lutego 2021

#568 - Kot dla początkujących

 



Jak już nie raz (a może i nie?) wspominałam, nie sięgam po poradniki, ani po biografie, ani po reportaże. Ale od czasu do czasu staram się wyjść poza swoją strefę komfortu czytelniczego i czytać coś czego nigdy nie czytałam. I tak sięgnęłam po książkę „Kot dla początkujących” Beaty Pawlikowskiej. Książkę przeczytałam także dlatego, że w naszym domu pojawiła się Marvella, dostojna i psotliwa kotka. A ja za mój cel obrałam sobie czytanie książek o kotach, by wiedzieć o nich wystarczająco dużo by czuć się pewnie. Zapewne zapytacie po co, przecież każdy kot jest inny. A i owszem, ale naprawdę chciałam mieć jakąś wiedzę na temat tych czworonogów. W szczególności, że nigdy wcześniej żadnego nie posiadałam. Zaopatrzona w ołówek i kolorowe „sticksy” zabrałam się za lekturę. 

Pani Beata opowiada swoją historię. Historię tego jak Krzysio Kolumb i Elvis Prestley (dwa kociaki) zamieszkały u niej w domu. Jak przystosowywały się do nowego miejsca. Opowiada o tym jak dobierała dla nich karmę. I zanim natrafiła na tę odpowiednią, to robiła dokładny research wśród tych dostępnych na rynku. I trzeba przyznać, że zabrała się do tego bardzo dokładnie. Podaje konkretne informacje o tym czego kot jeść nie powinien i co mu szkodzi. Całość okraszona jest anegdotami z życia dziennikarki, i jej kotów.

Książkę potraktowałam jak rozmowę z kimś kto już ma doświadczenie w byciu kocim rodzicem. Poza tym, w książce wytłuszczonym drukiem są ważne informacje dla posiadaczy kota. 

Podsumowując: książka została przeze mnie oklejona sticksami i porobiłam sporo notatek. I wiem, że większość informacji przyda mi się w codziennym życiu z naszą Marvellą








czwartek, 11 lutego 2021

#567 - To tylko przyjaciel




Znacie mnie już jakiś czas, więc wiecie, że sceptycznie podchodzę do książek, o których mówią „Wszyscy” na około (oczywiście w samych superlatywach), bo z czasem się okazuje, że te zachwyty są na wyrost, jeśli o mnie chodzi. Przecież nie wszystkim musi podobać się to samo. Po książkę „Tylko przyjaciel” Abby Jimenez sięgnęłam z czystej ciekawości. Albo raczej skusił mnie cytat: „Ta powieść stanie się hitem nadchodzącego lata”. I wiecie co? Tak właśnie jest. Ta książka rzeczywiście jest świetna. 

Josh po nieudanym związku, przeprowadza się do nowego miejsca. Niestety ma pecha i już pierwszego dnia wjeżdża w tył stojącego przed nim samochodu, którego kierowcą jest Kristen. Jakiś czas później ich drogi snów się krzyżują. Kristen jest przyjaciółką, narzeczonej najlepszego przyjaciela Josha, Brandona. Między głównymi bohaterami iskrzy, i to bardzo. Jednak gdy przychodzi co do czego, to Kristen stawia na układ „friends with benefits”. Ale czy to dobry pomysł? Bo co się stanie, jeśli dla każdego z nich to zdecydowanie za mało?

O mamo!!! Jaka to była cudna, ciepła, romantyczna i podnosząca na duchu powieść!!! Było nawet kilka momentów, przy których się wzruszyłam. Tak więc bez chusteczek to się nie obejdzie. Nie, i koniec – chusteczki obowiązkowe!Zastanawiam się w czym tkwi urok tej książki, która serio okazała się hitem wakacji. I dochodzę do wniosku, że:
Po 1: dialogi – są urocze, to dogryzanie sobie głównych bohaterów sprawia, że czytelnik cały czas się uśmiecha, bo bez problemu może odszukać w tych bohaterach siebie. 
Po 2: bohaterowie – są z krwi i kości, są tacy jak my z wadami i zaletami, a patrząc na Josha to też są waleczni (ale nie powiem wam dlaczego on taki był, musicie o tym przeczytać sami)
Po 3: sama historia – przyjaźń między kobietą i mężczyzną. 
Po 4: autorka w tej powieści poruszyła temat choroby i śmierci, nie powiem więcej co i jak ale to także nadaje smaczku tej historii. Chociaż kiedy ją poznacie, możecie mnie zapytać: tobie to już chyba serio odbiło!!!?

Tak, to hit lata. To książka, którą pochłania się jak ulubione ciasto. Rozkoszując się jej historią. Wkurzamy się na decyzje i wybory Kristen, nie zawsze się z nią zgadzając. No i trzymamy kciuki za powiedzenie się planu Josha. 

Jeśli poszukujecie historii lekkiej, ale nie przesłodzonej, to ta książka nada się do tego idealnie. Polecam, polecam, po stokroć polecam. I pamiętajcie o chusteczkach. 

sobota, 9 stycznia 2021

#565 - Siedem sióstr




Są książki i autorzy, którzy są ,lub stają się, fenomenem literackim. Już wyjaśniam o co chodzi. Chodzi mi o takich autorów, których ksiażki rozchodzą się jak świeże bułeczki i wszyscy je czytają, i o nich mówią. Jak poniektórzy wiedzą jestem księgarzem. Od wielu lat obserwuję co najchętniej czytają klienci i które książki sprzedają się najlepiej. Muszę powiedzieć, że kobiety najczęściej sięgają (nie tylko po Grey’a albo „365 dni”) po książki Lucindy Riley. I wiecie co? Postanowiłam sprawdzić, przekonać się co w tych książkach jest takiego, że wszyscy je czytają. Z pomocą, jak zwykle, przyszło mi Legimi. Wrzuciłam książkę na czytnik i zatopiłam się w historii Mai, czyli pierwszej córki Pa Salta , z serii „Siedem sióstr"

Po śmierci ojca, sześć sióstr spotyka się w rodzinnej posiadłości nad Jeziorem Genewskim. Każda z nich została adoptowana przez Pa Salta, będąc niemowlęciem. Każda otrzymała tajemniczy list, który jest zarazem pożegnaniem i pocieszeniem. Ojciec w ogrodzie postawił rzeźbę – sferę amilarną (no wiecie taki model strefy niebiesiej). Na każdej obręczy znajdowały się imiona dziewcząt oraz pewne liczby. Okazało się, że są to współrzędne geograficzne miejsc skąd pochodzą siostry. 

Pierwsza część skupia się na Mai, najstarszej z nich. Po odszyfrowaniu współrzędnych wyrusza do Brazylii, by poznać swoją przeszłość. Tam z pomocą brazylijskiego pisarza oraz historyka w jednej osobie, stara się odkryć zagmatwane losy swojej rodziny.

Muszę wam powiedzieć, że ta książka mnie oczarowała. Może dlatego, że sama rzadko sięgam po sagi rodzinne. Chyba bardziej wolę historie zamknięte w jednym tomie. Plusem na pewno jest to, że sześć historii jest już wydanych, więc mogę bez problemu czytać ciągiem. Tylko czy warto?

Po przeczytaniu pierwszej części serii myślę, że warto. Zobaczę jak będzie dalej. Sami dobrze wiecie, że jeśli jakaś książka mi nie podpasuje to porzucam, bez wyrzutów sumienia.

„Siedem sióstr” Lucindy Riley to historia o miłości. Tej wspaniałej, prawdziwej, do grobowej deski. Ale także tej niekoniecznie szczęśliwej. Prababcia Mai ze względu na pochodzenie społeczne, nie mogła podążyć za głosem serca. Musiała zrezygnować ze szczęścia. Ale wtedy były inne czasy. To rodzice wybierali męża swojej córce.

Jeśli poszukujecie hitorii niebanalnej to tom pierwszy nadaje się do tego idealnie. Zastanawia mnie tylko dlaczego na jednym z portali książkowych ktoś umieścił tę sagę w gatunku sci-fi. Tego zrozumieć nie mogę. Boję się, że może nie trafić do niektórych właśnie ze względu na tę błędną kategoryzację.

Ja osobiście polecam!!!

czwartek, 7 stycznia 2021

#564 - Falling fast

 


Od czasu do czasu, jak wiecie, sięgam po książki z gatunku Young Adult. Lubię wiedzieć, co w trawie piszczy. Poza tym dzięki temu mogę z czystym sumieniem polecać klientom te powieści, które uważam za dobre. A wierzcie mi, że to fajne uczucie, kiedy klient wraca po tym jak poleciłam mu książkę, która mu się podobała. Dlatego z ciekawością sięgnęłam po książkę Bianci Iosivoni „Falling fast”. Zaintrygowała mnie okładka oraz tytuł. Tytuł, który po przeczytani już książki, dla każdego czytelnika będzie mieć inny wydźwięk. 

Haillee wsiada w swój samochód i wyrusza przed siebie. Jednak nie jest to przypadkowa trasa. Dziewczyna ma dwa cele. Jednym z nich jest miasteczko, w którym żył jej przyjaciel – Jasper, a drugim latarnia morska, w okolicach San Diego. Niestety los krzyżuje jej plany. Samochód odmawia jej posłuszeństwa w Fairwood. Chcąc nie chcąc, Haillee musi znaleźć dach nad głową i pracę, by zapłacić za naprawę. I tak poznaje Chase’a Whittakera. Przyjaciela Jespera, który nie był obecny w jego życiu w ciężkich dla niego momentach. Pokłócił się z nim i wyjechał. Drogi Haillee i Chase’a przecinają się już pierwszego dnia pobytu dziewczyny w Fairwood. I to miało być tylko tyle. Jedno spotkanie i nic więcej. Ale jak wiadomo życie dla każdego z nas ma inny plan. Zaczyna ich łączyć coraz więcej. Niestety Haillee ukrywa mroczny sekret, który nie może ujrzeć światła dziennego. 

Kiedy dotarłam do końca książki czułam szybsze bicie serca. Czułam krew tętniącą w skroniach. Pomyślałam sobie: o nie, tak być nie może, chcę wiedzieć co dalej? Dlaczego akurat takie zakończenie? Ono serio wbija w fotel. Chociaż muszę przyznać, że po przeczytaniu trzech czwartych książki zaczęłam układać w głowie puzzle, które wpadały na swoje miejsce. I prawie się nie pomyliłam. Nie powiem Wam dlaczego prawie, bo o tym musicie poczytać sami. 

Całą opowiedzianą historię poznajemy z punktu widzenia Haille oraz Chase’a. Muszę przyznać, że bohaterowie tej powieści nie są wyidealizowani: mają swoje wady i zalety, oraz pewną przeszłość, która ich ukształtowała. 

Autorka bardzo umiejętnie wplotła w tę historię ważne tematy. Jak chociażby umiejętność radzenie sobie ze śmiercią przyjaciela. Pokazała jak ludzie, którzy utracili kogoś bliskiego radzą sobie z żałobą. Dodatkowo nie można zapomnieć o lęku społecznym, który dopada Haillee. Dziewczyna nie potrafi nawiązać relacji z nowo poznanym chłopakiem. Chce uciec, chce być sama. Co w małym miasteczku nie ma zupełnie racji bytu. Haillee chciała pozbyć się tego strachu, chciała wyjść do ludzi, być tak odważną jak jej siostra bliźniaczka, o której wspominała cały czas. Dzwoniła do niej co chwilę. Dało się odczuć, że siostra jest dla niej bardzo ważna i bliska. 

Powiem Wam, że historia opisana w „Falling fast” wciąga od samego początku. Czytelnik z ogromną ciekawością przewraca strony, by dowiedzieć się czy Haillee i Chase będą razem szczęśliwi? Czy w ogóle będą razem? 

Jeśli poszukujecie książki, od której się nie oderwiecie, to pozycja Bianci Iosivoni nadaje się do tego idealnie. To niesamowita historia niezwykłej miłości i przyjaźni, której zakończenie wbija fotel, a czytelnik ze stresu obgryza paznokcie. Polecam bez dwóch zdań.


Dziękuję Wydawnictwu Jaguar za możliwość przeczytania tej rewelacyjnej książki. 

środa, 6 stycznia 2021

#563 - Fucking Bornholm



Za słuchowiskami nie przepadam zupełnie, gdyż zawsze „dźwięki w tle” sprawiają, że nie skupiam się na treści. W przypadku „Fucking Bornholm” muzyka i wszystko co działo się wokół całej historii wyjątkowo mi nie przeszkadzały. Skupiłam się na świetnej grze aktorskiej. A trzeba przyznać, że nazwiska zrobiły swoje. W rolach głównych można usłyszeć: Leszka Lichotę, Magdalenę Różczkę, Michała Czarneckiego oraz Olgę Kalicką. Więc jak sami widzicie, to musiało być dobre. Ale czy takie było?

Cóż… nie powaliło mnie i nie rozłożyło na łopatki. Czwórka przyjaciół wraz z dziećmi po raz kolejny wyjeżdża na majówkę na Bornholm. Dwie pary, ich rozterki, kłótnie, problemy wychowawcze, zdrady, wspomnienia. 

Na pewno całość za krótka, ale taki pewnie był zamysł. Ogólnie nie było źle, ale czegoś brakowało. 

Można posłuchać, ale tylko dla samych aktorów. 

wtorek, 24 listopada 2020

#561 - Teściowe w tarapatach - recenzja premierowa

 


Czy ja już wyznawałam tutaj, że kocham książki Alka Rogozińskiego? Nie?! No to muszę to koniecznie nadrobić. Tak więc, ogłaszam wszem i wobec: kocham książki, które pisze Alek Rogoziński. Za dowcip, za sarkazm, cynizm, spostrzegawczość bohaterów, za kryminalne historie, które sprawiają, że płaczę ze śmiechu. A musicie sami przyznać, że w dzisiejszych czasach śmiech jest nam bardzo potrzebny. Oczywiście nie mam na myśli tego płaczu przez łzy. Dzisiaj wam troszkę opowiem o najnowszej książce Księcia Komedii Kryminalnej, która ma premierę już niebawem czyli „Teściowe w tarapatach”. To kontynuacja przygód Mai i Kazimiery, które poznaliśmy w hicie „Teściowe muszą zniknąć” (i tę właśnie książkę chciała przeczytać moja teściowa, ale w ostateczności zrezygnowała)

Maja i Kazimiera wyruszają w Świętokrzyskie. Oczywiście każda w innym celu. Kazimiera by odwiedzać sanktuaria maryjne, a Maja by wypoczywać w SPA i delektować się winami tamtejszych winnic. Ale jak to w przypadku tych dwóch starszych pań nigdy nie może być nudno. Zawsze musi być coś. I tym razem nie będzie delektowania się odpoczynkiem, tylko ratowanie życia. Bo teściowe jakby nie było znów wplątały się w aferę. A konkretnie w podwójne morderstwo, za którym stoi tajemnicza organizacja znana jako zakon Smoka. Czy uda im się rozwiązać zagadkę? O tym poczytajcie sami. 

Powiem Wam, że jak tylko książka trafiła w moje ręce, miałam trudny czas i odłożyłam ją na półkę. Moja głowa nie była gotowa na żadną książkę, nawet na komedię kryminalną. Jednak pewnego dnia się przemogłam i nie mogłam się oderwać. Serio. A co się przy tym naśmiałam to moje. Bo jak nikt, powiadam Wam jak nikt, Alek potrafi rozbawić czytelnika. Jego dowcip jest inteligentny i celnie opisuje współczesne wydarzenia. Największym smaczkiem dla mnie, osoby, która bywa na spotkaniach autorskich, jest anegdota z profesor łaciny w roli głównej. Bo chyba niewiele osób wie, że historia nauczycielki łaciny, o której wspomina Maja, jest historią z życia wziętą. Do dziś mam przed oczami Alka przytaczającego lekcje łaciny. Płakałam ze śmiechu w obu przypadkach. 

Alku, ogromnie ci dziękuję za śmiech do bólu brzucha i łzy cieknące po policzkach. Dzisiaj potrzebujemy takich właśnie książek, które sprawią, że chociaż na chwilę zapomnimy o tym co się dzieje wokół. No i to zakończenie!!! O matko!!! Aleksandrze, ja nie chcę nic mówić, ale tak zaostrzyłeś tym epilogiem apetyt, że pragnę wiedzieć co dalej!!! Nie zostawia się czytelnika z cieknącą śliną. 

Polecam!!! Jak zawsze i niezmiennie.

 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu W.A.B. 

niedziela, 8 listopada 2020

#560 - Co powiesz na spotkanie?

 



Kiedy wokół dzieje się to, co się dzieje. Kiedy zamiast czytać, gapię się w telewizor, wiem, że jest źle. Bo ja przecież kocham literki. Jak już wspominałam we wcześniejszym tekście, miłość trwa nieustannie. A ja ich łaknę jak kania dżdżu. I dlatego zaczęłam ostatnio przeglądać nowości Legimi, by wybrać coś co sprawi, że zapomnę o świecie wokół i skupię się na opowiadanej historii. Niestety jestem dość wybredną czytelniczką. Gdy jakaś książka nie wciągnie mnie po pięćdziesięciu stronach, to wiecie o tym dobrze, że mówię jej „Żegnam, nie jesteś warta mojego czasu!” 

Z ogromną ciekawością sięgnęłam po książkę z serii „Mała czarna”, którą wydaje Wydawnictwo Albatros. „Co powiesz na spotkanie?” Rachel Winters, odpaliłam na czytniku, bo nagłówek „Zwariowana komedia romantyczna” sprawił, że tego właśnie zapragnęłam. Bo nie wiem czy wiecie, ale ja kocham komedie romantyczne.

Evie pracuje jako asystentka agenta talentów telewizyjnych i filmowych. Pod skrzydła ich agencji trafia Ezra Chester. Młody scenarzysta, który ma już na swoim koncie koncie Oskara. Jego zadaniem jest napisać scenariusz komedii romantycznej. Niestety jest mały problem: Ezra wierzy, że w dzisiejszym świecie ludzie nie lubią się wzruszać. I wcale nie ma zamiaru tworzyć komedii romantycznej. W pewnym sensie Evie wymusza na nim napisanie tego scenariusza, chociażby miała odgrywać wiele kultowych scen, w nieskończoność. Z pomocą swoich przyjaciół, Bena i Anette – poznanych w kawiarni, dziewczyna zrobi naprawdę wszystko by poznać mężczyznę, tak jak to robią bohaterki komedii romantycznych?. A czy to się jej uda? Musicie przekonać się sami.

Och, jak ja się cudownie bawiłam podczas czytania tej historii. Serio, dzięki niej odcięłam się całkowicie od tego co działo się wokół i skupiłam tylko na bohaterach książki.

„Co powiesz na spotkanie?” to ciepła, wzruszająca i zabawna komedia romantyczna. Taka, którą nie mogłam odłożyć na bok, bo chciałam wiedzieć co dalej. Chociaż po północy mój rozsądek wziął górę i powiedział: idź spać, skończysz jutro. Posłuchałam. Ta książka idealnie nadaje się na scenariusz filmowy i powiem wam, że aż zapragnęłam obejrzeć filmy o których wspominała Evie. No i odgrywała sceny z najbardziej znanych i rozpoznawalnych komedii romantycznych.

Jeśli poszukujecie książki, którą wciąga się jak makaron spaghetti na obiad, to ta książka taka właśnie jest. To nie tylko książka o tym, że nie wszyscy wierzą w filmową miłość. To także książka o tym, że kiedy ktoś zdeptuje naszą samoocenę, nie powinniśmy się całkowicie poddawać tylko walczyć. Nie możemy być tchórzami i czasem bardziej uwierzyć w swoje możliwości.

Polecam i to tak bardzo!!!

wtorek, 8 września 2020

#558 - Powiem Ci coś

 




Są książki, po które sięgają wszyscy wokół. Gdzie się nie obrócisz tam albo fotka albo opinia, albo i zachwyty. Tylko, jak już zdążyłam zauważyć, nie każdemu podoba się to samo. Po książkę Piotra Adamczyka „Powiem Ci coś” sięgnęłam, ponieważ moja koleżanka zachwycała się powieściami autora. Mnie jednak nie zafascynowała. Wręcz przeciwnie. Nie potrafiłam przez nią przebrnąć. Przykładałam się do tego kilka razy, ale nie poczułam tej chemii.

Wiecie, ta książka pewnie jest dobra. Gdyż czytając opinie gdzieś w sieci, doczytałam, że wielu osobom się podobała. Ale ja, podczas czytania, gubiłam się w opowiadanej historii. Tak, zaczęłam ją czytać, ale po jakimś czasie się poddałam. A gdy ją odłożyłam na półkę zaczęłam się zastanawiać czy ja przypadkiem nie jestem za głupia do tej książki?

Fabułę powieści tworzą dwa przeplatające się wątki. Pierwszy z nich to historia pisarza, wynajmującego pokój młodej malarce, i piszącego jednocześnie kryminał, o ciemnych sprawkach dziejących się wokół mieszczącego się po sąsiedzku domu, i jego lokatorów. Drugi wątek to historia o mieszkających w domu obok gangsterów, którzy porywają i wykorzystują kobiety.

Całość jest tak pocięta i wymieszana, że się w tym gubiłam. I pewnie właśnie dlatego nie udało mi się ją dokończyć.

Tak więc „Powiem Ci coś” trafiło u mnie na listę książek niedokończonych. Jedno jest pewne, nie wrócę do niej za jakiś czas by dowiedzieć się co, gdzie i jak.


 



niedziela, 30 sierpnia 2020

#557 - Dżinsy i koronki




Tak się właśnie zastanawiam, czy czytałam kiedykolwiek książkę Diany Palmer. I wiecie co? Nie mogę sobie przypomnieć. Więc albo było to bardzo dawno, albo faktycznie nic z jej dorobku nie wpadło mi do tej pory w ręce. Dlatego z miłą chęcią sięgnęłam po książkę „Dżinsy i koronki”. 

Bess ma wszystko: duży dom, pieniądze, piękne suknie, jednak żyje pod ogromną presją matki. Robi to co ona chce. Od wielu lat podkochuje się w synu sąsiadów. Cade jest jej zupełnym przeciwieństwem: do wszystkiego doszedł sam. Mężczyzna wiele razy, nieświadomie, a może z premedytacją zranił Bess. Ale ona nadal nie potrafi przestać go kochać. A przecież dziewczyna z dobrego domu nie może zadawać się ze zwykłym kowbojem. Wszystko zmienia się w momencie śmierci ojca Bess. Okazuje się bowiem, że źle zainwestował pieniądze, co doprowadziło go do samobójstwa. Bess wraz z matką zostają bez grosza przy duszy. Muszą się wyprowadzić i rozpocząć nowe życie, w nowym miejscu. Dzięki przeprowadzce i rozpoczęciu pracy, Bess odcina pępowinę od matki. Ale czy Cadet otworzy się na miłość? Czy pójdzie po rozum do głowy?

Muszę powiedzieć, że na początku miałam mały problem by wgryźć się w tę historię. Chyba do końca nie byłam pewna czego się spodziewać. I na pewno nie jest to historia współczesna – mam na myśli to, że nikt tam nie ma telefonów komórkowych, social mediów. I to akurat było bardzo urokliwe. 

Co do bohaterów, to… główna bohaterka wkurzała mnie niemiłosiernie. Chyba najbardziej irytowało mnie w niej to, że nie potrafiła przeciwstawić się na początku matce. Potem irytowało mnie to, że leciała na każde kiwnięcie Cade’a. Lgnęła do niego jak ćma do światła. Sam mężczyzna też nie był święty. Był gburowaty i od samego początku chciał zniechęcić Bess do siebie. Ale jak to wśród bohaterów książkowych bywa, każde z nich przeszło pozytywną metamorfozę. Chociaż, miałam ochotę ukatrupić Cade’a (i to parę razy). 

„Dżinsy i koronki” nie są wymagającą lekturą. Ot historia na jedno popołudnie. Polecam 

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Harper Collins Polska


czwartek, 27 sierpnia 2020

#556 - Złowrogie niebo



Na samym początku przyznam się Wam szczerze, że oczekiwałam właśnie takiego kryminału. I dostałam go. To był taki rollercoaster, że z ciekawością i niepokojem przewracałam kolejne strony, by dowiedzieć się, jak bardzo autorka „przeczołgała” swoich bohaterów. Alex Kavy nikomu nie trzeba przedstawiać. Myślę, że jest wiele osób, które przeczytały chociaż jedną jej książkę. Kiedy dotarłam do końca, okazało się, że „Złowrogie niebo” jest piątą częścią serii z Ryderem Creedem. Ale w sumie bez znajomości wcześniejszych też da się czytać. No i wiecie co? Obiecałam sobie, że nadrobię wcześniejsze części. Już nakarmiłam nimi mój czytnik.



Podczas wideorozmowy Francine Russo, jest świadkiem śmierci swojego współpracownika Tylera. Wydaje jej się, że ma to coś wspólnego z odkryciem przez Tylera, że znany koncern spożywczy, dodaje do swoich produktów rakotwórcze składniki. Niestety, zanim Frankie się rozłączy, zabójcy dostrzegają jej twarz na ekranie smartfona zamordowanego mężczyzny. Kobieta wie, że to tylko kwestia czasu aż ją odnajdą. Przerażona prosi o pomoc swoją przyjaciółkę Hannę. Ta po rozmowie z Ryderem proponuje by Frankie skontaktowała się z Maggie O’Dell, aby ta jej pomogła. Po piętach depczą jej tajni agenci, a sama kobieta wpada w oko szalejącego nad Alabamą tornada. Czy Frankie przeżyje? Jaką rolę odegra w tym wszystkim Ryder oraz jego czworonożna towarzyszka Grace?
Byłam przekonana, że jest to kolejna część przygód Maggie O’Dell. Okazało się, że tym razem agentka gra drugie skrzypce, gdyż akcja w większej mierze skupia się na Frankie oraz na Ryderze Creedzie. Na jego pracy ratownika z psem tropiącym. Fabuła kręci się także wokół odnalezionej siostry Creeda. Brodie i Ryder muszą odnaleźć się w nowym życiu po tym gdy jego siostra wraca po wielu latach do domu. A to niestety nie jest takie proste. Nie powiem Wam o co tam chodziło, gdyż nie chcę psuć apetytu na przeczytanie tej historii.

Zastanawiam się dlaczego napisałam na początku, że to rollercoaster? Już wiem. Na pewno miałam na myśli tornado szalejące nad Alabamą, gdzie działa się historia, a czytelnik wraz z bohaterami uciekał przed żywiołem. No i nie można zapomnieć o ucieczce Frankie. Tajni agenci deptali jej wręcz po piętach bo bez problemu zdołali ją namierzyć. Jak? Należy wspomnieć o nowoczesnej technologii, która towarzyszy nam na każdym kroku. Okazuje się bowiem, że ta nowoczesność czyli smartfon, smartwatch, dostęp mobilny do internetu sprawiają, że jesteśmy zdecydowanie łatwiejsi do namierzenia.

Jeśli zaczynacie przygodę z książkami Kavy, to serię rozpocznijcie od pierwszej części. Jednak nie jest to konieczne, gdyż w tej części wszystko co działo się w przeszłości zostaje wyjaśnione. Jestem przekonana, że nie odłożycie książki dopóki nie dotrzecie do końca. Zdecydowanie polecam.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Harper Collins Polska.


piątek, 24 lipca 2020

#555 - Sen o aniele



Jak już zdążyliście zauważyć, sięgam po prawie każdy gatunek literacki. Ostatnio łapię się na tym, że często czytam powieści obyczajowo-romansowo-erotyczne. Taka to ciekawa mieszanka wybuchowa. Nie tak dawno opowiadałam Wam o książce „Dotyk Anioła” Katarzyny Mak. Pierwsza część mi się podobała, a zakończenie zaskoczyło. A jak było z drugą częścią czyli „Sen o Aniele”?

Tom pierwszy zakończył się odejściem Angel. Ale wiecie, w książkach wszystko jest możliwe. Okazało się bowiem, że jest zupełnie inaczej i kobieta została porwana przez szejka. Jest więziona w jego pałacu. Przez cały czas pobytu w tamtym miejscu wspomina swojego męża. Jedno wydarzenie sprawia, że inaczej spogląda na swojego porywacza. Brad dzięki wsparciu najbliższych, stara poradzić sobie 
z wychowywaniem bliźniaków. On też wciąż wspomina żonę. Pewnego dnia, jego była współpracownica Diana, informuje go, że dostała zlecenie na zabójstwo nowej partnerki szejka. Na jaw wychodzi informacja, że jest to Angel.

Powiem Wam, że ta część w porównaniu z wcześniejszą podobała mi się mniej. Mogę śmiało wręcz przyznać, że „Sen o Aniele” zmęczyłam. Przepraszam, ale kurczę, no jakoś nie przemówiła do mnie. 
I z ulgą dotarłam do końca.

Brakowało mi tutaj czegoś. Chyba tego pieprzyka, który był wyraźnie odczuwalny w pierwszej części. Poza tym końcówka była trochę irytująca. Najpierw jedno z nich chciało odejść, na co nie zgadzało się drugie. Potem na odwrót. A żeby było jeszcze ciekawiej, to Brad omal nie zginął i wtedy to Angel uświadomiła sobie, że nie potrafi bez niego żyć? Ale Autorko, serio? Nie wspomnę już o tym, że 
w pierwszej części Angel była bardziej religijna i nie zażywała tabletek antykoncepcyjnych a w tej… ech… nawet nie chcę o tym wspominać. Wiem, że pozmieniało jej się w głowie, że sytuacja to na niej wymogła. Ale to do mnie nawet nie przemówiło.

Czy polecam? Cóż, myślę, że tak, ale jeśli macie za sobą tom pierwszy. Jako ciekawostkę, jak 
w ostateczności zakończyła się ta historia.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Videograf 



środa, 22 lipca 2020

#554 - Zabójczy wirus


Kiedy odłożyłam książkę, już po jej przeczytaniu, zaczęłam się zastanawiać dlaczego po nią sięgnęłam? Chyba mam za mało wirusa na co dzień i musiałam o nim jeszcze poczytać. Masochizm, czy coś koło tego. Tak moi drodzy, właśnie skończyłam czytać książkę „Zabójczy wirus” Alex Kavy. Myślę, że to idealna książka na czas trwającej pandemii na świecie. Ale do brzegu, czyli opowiem Wam o samej książce. 

Pewnego dnia do FBI trafia pudełko pączków. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie liścik z pogróżkami. Maggie wraz z dyrektorem Cunninghanem wpadają w pułapkę zastawioną przez mordercę. Trafiają do wojskowego instytutu badawczego na kwarantannę. Okazuje się bowiem, że ktoś specjalnie rozsiewa zabójczy wirus. Rozsyła go w listach do wybranych osób. Na początku może się wydawać, że ofiary wybierane są losowo. Jednak po jakimś czasie okazuje się, że nic nie jest oddane przypadkowi. Zamknięta na kwarantannie Maggie wraz z Tullym musi rozwiązać zagadkę tajemniczego wirusa. 

Przyznam się szczerze, że bardzo dawno nie czytałam kryminału Kavy i trochę zatęskniłam za Maggie O’Dell. A u niej się dzieje. Nie biega za przestępcami, nie ściga ich, bo jest zamknięta w wojskowym intytucie badawczym, ale i tak zdalnie stara się rozwiązać zagadkę roprzestrzeniającej się zarazy. 

Jak dla mnie Kava, przy kolejnych częściach o agentce FBI, nie zaniża swojego poziomu. Nadal trzyma wysoki pułap. A same zagadki zdają się trudne do rozwiązania na własną rękę przez czytelnika. 

Myślę, że książkę powinien przeczytać każdy. Zwłaszcza gdy w tej chwili po świecie krąży koronawirus. Dlaczego? Gdyż świetnie pokazuje, że należy być rozważnym, przestrzegać zasad, bo może to się skończyć tragicznie. Tak więc: nośmy maski i rękawiczki. Polecam!!!

Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Harper Collins Polska


sobota, 18 lipca 2020

#553 - Carpe diem




Książkę Diane Rose „Carpe diem” polecił mi chyba trzy lata temu klient księgarni, w której wówczas pracowałam. Mówił, że to świetny debiut, i że on tę książkę wręcza wszystkim w prezencie. Od tamtego czasu myślę o tej powieści w kategorii „muszę ją przeczytać”. Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Videograf wreszcie mi się udało. 

Rosalie Heart ma dwadzieścia dwa lata, studiuje prawo, mieszka z bratem i jego rodziną. Codziennie odlicza dni do swojej śmierci. Zostało jej około 600 dni życia. Rosalie ma problemy z sercem, które mogą skończyć się tylko wraz z przeszczepem. Niczego nie planuje, gdyż do końca nie wie kiedy nadejdzie jej koniec. Ma marzenia, jak każda młoda osoba, jednak nie stara się ich realizować. Żyje z dnia na dzień według maksymy „Carpe diem”. Daniel Szymański w wieku szesnastu lat wyprowadził się z domu, po tym gdy jego ojciec, szanowany lekarz, postanawia zostać księdzem. Sam Daniel idzie w ślady dziadka oraz ojca i rozpoczyna studia medyczne. Pewnego dnia drogi Rosalie oraz Daniela się przetną. Będzie to niezwykle intensywna znajomość. Znajomość, która miała zakończyć się po pierwszej randce. A jaki będzie jej finał? Przeczytajcie sami.

Powiem Wam, że wcale się nie dziwię, że klient, o którym wspominałam na początku, wręczał tę książkę wszystkim w prezencie. Przy tej historii czytelnik się wzrusza. Zaprzyjaźnia z Rosalie, wspiera ją w walce. Ale także nie zawsze zgadza się z jej wyborami. To zrozumiałe, bo przecież my będąc na jej miejscu moglibyśmy zachowywać się podobnie albo zupełnie inaczej. 

Książkę się wręcz pochłania, jak pyszne danie w ulubionej restauracji. Cały czas zastanawiamy się jak zakończy się ta historia. Czy Rosalie pozwoli się kochać? Czy pozwoli zbliżyć się Danielowi? No i w końcu jak zareaguje Daniel, kiedy pozna prawdę o ukochanej? A tutaj należy dodać, że poznał ją nie tak jak powinien. 

Ważną postacią oprócz głównych bohaterów, jest brat Rosalie. To kochający siostrę brat, który wspiera ją w walce z chorobą. Nie poddaje się i walczy za nich obydwoje. Pozostałe postacie także są świetnie wykreowane, jak chociażby ojciec Daniela, który po porzuceniu przez żonę, postanowił zostać księdzem. 

„Carpe diem” to rewelacyjny debiut. Mimo, że temat poruszony w książce nie jest optymistyczny, to cała historia opowiedziana jest z nadzieją. Nadzieją na wyleczenie chorego serca Rosalie. To też historia miłości, która zostaje wystawiona na próbę. Próbę, którą nie wszystkie związki są w stanie przetrwać. Historia Rosalie pokazuje, że powinniśmy z życia czerpać garściami, kochać, bawić się, płakać czy śmiać się wbrew temu co myślą o nas inni. Mamy tylko jedno życie i to od nas zależy jak je przeżyjemy. 

Polecam bez dwóch zdań.



sobota, 11 lipca 2020

#552 - Miłość z widokiem na morze



Od razu się wam do czegoś przyznam: osobiście nie przepadam za opowiadaniami. Z kilku powodów: 
Po pierwsze: za krótkie – wciągnę się w historię a tu bach koniec, więcej nie będzie. 
Po drugie: Nie potrafię się do końca zżyć z bohaterami. Bo nie oszukujmy się, każdy czytelnik w jakimś tam sposób, zżywa się w bohaterami, kocha ich lub nienawidzi. A podczas czytania opowiadania się po prostu nie da. Nawet do końca ich lepiej nie poznajemy. 
Po trzecie: no za krótkie i już.

Ale… gdyż przecież zawsze musi być jakieś ale, bez tego jak wiemy ani rusz. Od czasu do czasu zdarza mi się po takie opowiadania sięgnąć. W szczególności jeśli autorami opowiadań są moi ukochani autorzy. A przy zbiorze „Miłość z widokiem na morze” tak właśnie jest. 

Ogromnym atutem zbioru jest zapewne to, że akcja dzieje się nad morzem. Mamy Sopot, Hel, mój ukochany Gdańsk Brzeźno. Zatapiając się w świat opowiadanych historii, czytelnik może poczuć ciepły piasek pod stopami, lekką bryzę a nawet usłyszeć krzyk mew. 

Nie wszystkie opowiadania są z gatunku romantycznych czytaj przesłodzonych. Trafiło się także jedno z nutką kryminalną, którego akcja dzieje się w moim miejscu na ziemi czyli Brzeźnie. I to w miejscu, które mijam za każdym razem w drodze na plażę, kiedy jestem na wakacjach - gdyż od kilku lat mieszkamy zupełnie niedaleko wspomnianej w opowiadaniu biblioteki. I wiecie co? Czytać takie opowiadanie to jak wrócić na stare śmieci. 

Jeśli szukacie lekkiej, wakacyjnej lektury z naszym pięknym morzem w tle, to zbiór opowiadań „Miłość z widokiem na morze” nadaje się do tego idealnie. Polecam!!!


wtorek, 7 lipca 2020

#551 - Ja Cię kocham a ty miau

Na ogół nie słucham audiobooków. Nie spędzam wielu godzin w samochodzie by ich słuchać,  do pracy mam na tyle blisko, że radio mi w zupełności wystarcza. Jednak do sprzątania czy też malowania ścian, audiobook nadaje się idealnie. Ponieważ wciąż korzystam z promocji i zainstalowałam sobie aplikację empikgo, to postanowiłam przetestować w niej audiobooki. I tak w mojej biblioteczce pojawiła się najnowsza książka Katarzyny Bereniki Miszczuk „Ja Cię kocham a ty miau”. Poza tym Alek Rogoziński ją polecał, więc sami rozumiecie. Nie było wyboru. 

Alicja ma kota Lorda. Dziewczyna jest ilustratorką książek dla dzieci, a Lord znudzony codziennością kociego życia postanawia przegnać, oczywiście na swój koci sposób, narzeczonego Ali. Bo jak się okazuje, ów narzeczony planował wyjazd do Niemiec  - bez ukochanej. Pewnego dnia dziewczyna otrzymuje tajemniczy list. Okazuje się, że zakwalifikowała się na warsztaty plastyczne , które odbędą się w starym dworku. Właściciel tej posiadłości ustanowił stypendium, dzięki któremu jeden z członków warsztatu zostanie jego spadkobiercą. Rywalizacja pomiędzy uczestnikami jest bardzo zacięta. Tak bardzo, że co rusz ginie kolejny artysta. Czy Lordowi i pozostałym mieszkańcom pałacyku uda się powstrzymać mordercę?

Muszę Wam powiedzieć, że książkę słuchało mi się z ogromną przyjemnością. A wszystko za sprawą fenomenalnego lektora Leszka Filipowicza. Bezbłędnie zinterpretował całość i nadał szyku samemu Lordowi. W końcu Lord to kot rasy brytyjskiej. 

Chyba coraz bardziej przemawiają do mnie książki, gdzie jednym z głównych bohaterów jest zwierzę. Ale oczywiście mam na myśli narratora opowieści. Mamy już uroczego psa czyli Gucia u Marty Matyszczak, a Katarzyna Berenika Miszczuk ma kota Lorda. 

Zakończenie sugeruje kontynuację. Nie pogardziłabym kolejnymi przygodami Lorda. Oczywiście w interpretacji tego samego lektora. 

Jeśli poszukujecie lekkiej komedii kryminalnej, to książka „Ja cię kocham a ty miau” nadaje się do tego idealnie. Alku dzięki za polecenie. 


niedziela, 5 lipca 2020

#550 - Smak nadziei. Słodkie Magnolie



Po książkę „Słodkie Magnolie. Smak nadziei” Sherryl Woods sięgnęłam gdyż Netflix zrobił serial pod tym samym tytułem. A ja mam tak (i zapewne) wiele z was, że najpierw czytam książkę a dopiero potem sięgam po ekranizację. Wiadomo, żeby porównać. 

Pewnego dnia Maddie dowiaduje się, że jej dwudziestoletnie małżeństwo się skończyło. Mąż znalazł sobie młodszą kochankę, która spodziewa się jego dziecka. Kobieta zostaje sama z trójką dzieci, bez jakiegokolwiek wsparcia finansowego. Przez dwadzieścia lat była żoną, która pomagała mężowi w karierze, porzucając jednocześnie swoją. Na szczęście Maddie może liczyć na swoje przyjaciółki, które nie zostawią jej w potrzebie. Dzięki nim zyskuje pracę. A oprócz tego na jej drodze staje pewien przystojny trener baseballu. 

Muszę powiedzieć, że przy opisywanej historii spędziłam dwa przyjemne dni. Autorce udało się stworzyć bohaterów, których lubimy od samego początku i którym kibicujemy do końca. Przyznam się szczerze, że trzymałam kciuki za Maddie i chciałam by w końcu była szczęśliwa. W szczególności po tym jak potraktował ją mąż. 

W książce poruszono dwa ważne tematy: podwójnej moralności oraz gdy partnerka jest starsza od partnera. W pierwszym przypadku, kiedy kobieta spotyka się z młodszym mężczyzną jest bardziej wytykana i szykanowana, aniżeli mężczyzna, który zdradził żonę z młodszą kobietą. To w szczególności można dostrzec w małych społecznościach. A takie właśnie jest Serenity, gdzie każdy zna każdego a plotki roznoszą się lotem błyskawicy. Mieszkańcy przymknęli oko na romans Billy’ego z Noreen, ale potępiali związek Maddie z młodszym od niej o dziesięć lat Calem. 

Teraz kiedy skończyłam książkę, mogę z czystym sumieniem zabrać się za serial. Jestem bardzo ciekawa jak bardzo będzie odbiegał od historii opowiedzianej w książce. 

Jeśli poszukujecie lekkiej książki na wakacje to książka Sherryl Woods nadaje się do tego idealnie. 


czwartek, 25 czerwca 2020

#549 - Zapomnij, że istniałem




Lubię odkrywać nowych autorów. To znaczy dla mnie nowych, bo inni przecież znają ich książki. A ja zawsze chciałam poznać książki Beaty Majewskiej. Dzięki współpracy Stowarzyszenia Śląskich Blogerów Książkowych z Wydawnictwem Jaguar, mogłam przeczytać powieść, którą objęliśmy naszym patronatem medialny: „Zapomnij, że istniałem”. Przyznam, że na początku trochę obawiałam się tej historii. Zupełnie niepotrzebnie, gdyż pochłonęła mnie ona od samego początku. 

Luiza jest bardzo młodą panią sołtys, małego Milikowa. Jest strasznie pewną siebie osóbką, można nawet śmiało stwierdzić, że sprawia wrażenie, jakby uważała siebie za kogoś lepszego od innych. Rafał jest samotnikiem, byłym bokserem, który jakiś czas temu stracił rodzinę. Pewnego dnia ich drogi się przecinają. Jednak to spotkanie nie należy do udanych. Dopiero wspólna troska o pasiekę i ule, które stoją na posesji Rafała, zbliża ich do siebie. Mężczyzna jednak stawia sprawę jasno: żadnego związku, czasem tylko seks, zupełnie bez zobowiązań. Niestety, przeszłość Rafała upomina się o niego. Życie tych dwojga zmieni się całkowicie. 

Muszę przyznać, że momentami było gorąco. Ta powieść obyczajowa była przeplatana scenami ognistego seksu. Uwierzcie mi, skutecznie oddziaływało to na wyobraźnię czytelnika. Myślę, że Rafał niektórym paniom może bardzo wpaść w oko. 

Cała ta historia, to taka mieszanka wybuchowa. Bo oprócz romansu, scen seksu, jest jeszcze odrobina kryminału. Czyli to co lubię w książkach. Bo ja proszę państwa lubię w książkach emocje. A tutaj jest ich naprawdę sporo. 

No i zakończenie, które sprawia, że chce się pogonić autorkę, do wydania kontynuacji natentychmiast. Bo czytelnik koniecznie chce wiedzieć co będzie dalej. Tak, zdecydowanie polecam. 






poniedziałek, 22 czerwca 2020

#548 - Dotyk Anioła





Myślę, że sięgając po książkę Katarzyny Mak „Dotyk anioła”, do końca nie wiedziałam na co się piszę. Byłam przekonana, że to powieść obyczajowa, chociaż okładka sugerowała coś zupełnie innego. Ale umówmy się, okładki czasem bywają mylne. Wiem natomiast jedno - książka na pewno mi się podobała. Ale od początku. 

Zuzanna przylatuje do Stanów Zjednoczonych. Chce odnaleźć swoją biologiczną matkę. Jednak zanim pojedzie do San Francisco, odwiedza swoją przyjaciółkę Jenny, która pracuje w Las Vegas. Tabletki na uspokojenie oraz duża ilość alkoholu nie są dobrym połączeniem. Na drodze Susann staje diabelsko przystojny Brad. Po alkoholowej nocy, dziewczyna budzi się w łóżku mężczyzny z kacem i… ślubną obrączką na palcu. To spotkanie i noc całkowicie odmienią jej życie. 

Kiedy dotarłam do ostatniej strony, byłam trochę wściekła. Bo takiego zakończenia zupełnie się nie spodziewałam. I dodatkowo uświadomiłam sobie, że na kontynuację przyjdzie mi jeszcze trochę poczekać. 

Muszę wam powiedzieć, że główna bohaterka strasznie mnie irytowała na samym początku. Jej naiwne zachowanie doprowadzało mnie do szewskiej pasji. Serio, momentami zachowywała się jak mała dziewczynka. Ale jak wiadomo, z bohaterami jest tak, że w końcu przechodzą metamorfozę. Zuza nie przeszła spektakularnej przemiany, ale pokazała pazurki i przeciwstawiła się władczemu Bradowi. 

Tak, jest to powieść obyczajowo erotyczna. Główni bohaterowie uprawiają dość często seks, który tylko czasem jest dziki i wulgarny. Zuza vel Angela jest słodko naiwna, natomiast Bradley… On jest, władczy, brutalny i zawsze dostaje to czego chce. Nie potrafi kochać, gdyż nikt nigdy go tego nie nauczył. W wieku pięciu lat trafił do rodziny zastępczej. Jak sam o sobie mówił: był złym człowiekiem. Czyli sami widzicie, ci dwoje w swoim towarzystwie nie mogli się nudzić. 

Autorka stworzyła bardzo wyraźnych głównych bohaterów. A bohaterowie drugoplanowi, też potrafią namieszać w relacjach Zuzy i Brada. Poza tym jest kilka wątków pobocznych, które dodają tej historii smaczku. 

Jeśli poszukujecie, fajnej powieści na wakacje, to „Dotyk anioła” nadaje się do tego najlepiej. Polecam, zdecydowanie polecam. No i czekam na kontynuację. 

P.S.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Videograf

 

piątek, 19 czerwca 2020

#547 - Wypocznij i zgiń





Nie będę Was okłamywać seria „Kryminał pod psem” bardzo pomaga mi w kryzysach czytelniczych. W szczególności, że to komedia kryminalna, tak bardzo teraz potrzebna w tych smutnych czasach . Po najnowszą część przygód Gucia, Szymona oraz Róży sięgnęłam z ciekawością, gdyż chciałam się dowiedzieć gdzie tym razem znajdą trupa. No i co tam u nich, jak im się układa. Bo przecież Szymon i Róża to taki Żuraw i Czapla. A ja od początku bardzo im kibicuję.

Tym razem nasza ulubiona Trójka bohaterów wybrała się na urlop do Szczawnicy. Oczywiście nie byliby sobą, gdyby na tym urlopie nie dostali śledztwa do rozwiązania. Pod wyciągiem narciarskim zostaje znalezione ciało lokalnego biznesmena Mateusza Słowika. Właściciel wyciągu prosi o pomoc w ujęciu sprawcy nasze detektywistyczne trio. No bo skoro są pod ręką, to dlaczego tego nie wykorzystać. A Szymon na to przystaje, bo przecież nic nie stoi na przeszkodzie by połączyć przyjemne z pożytecznym. Czyli znaleźć mordercę i móc szusować na nartach.

Powiem wam, że za każdym razem gdy rozpoczynam przygodę z kolejną częścią przygód Gucia & Company zastanawiam się co ich czeka i gdzie tym razem będą szukać mordercy. I zaczynam się obawiać że niebawem braknie miejsc – tych urokliwych - do których pojadą.

Tak jak we wcześniejszych częściach, tak i tutaj mamy wątek sprzed wielu lat, który przeplata się z teraźniejszą historią. I oczywiście, podobnie jak we wcześniejszych częściach, wydarzenia z przeszłości mają swój wydźwięk w obecnych czasach. 

Między głównymi bohaterami dzieje się że tak, że… ło matko. W końcu Szymon i Róża są gotowi do tego by wziąć ślub. Szymon po kryjomu zabiera się za przygotowania do tego ważnego dnia. Chce zrobić ukochanej niespodziankę. Ale oczywiście Róża nie byłaby sobą gdyby sama nie odkryła tajemnicy.

To już siódma część przygód naszej trójki i powiem wam że nadal trzyma poziom tak jak przy wcześniejszych częściach. Nadal jest zabawnie i nadal czytelnik nie może doczekać się ślubu Szymona i Róży. No i Gucio nie zatracił w sobie sarkazmu.

Jeśli nadal nie znacie przygód Gucia & Company to koniecznie musicie to nadrobić. Ostatnio poleciłam książki klientce. Tak naprawdę chciała tylko i wyłącznie pierwszą część. Ale mieliśmy tylko pakiet trzech pierwszych. Kupiła z obawą. Po jakimś czasie zadzwoniła z podziękowaniami za polecenie tych ciepłych i zabawnych kryminałów. No i oczywiście dokupiła resztę. To chyba najlepsza rekomendacja dla całej serii. Polecam!!!