środa, 26 kwietnia 2017

#422


Kiedy za oknem pogoda nie sprzyja czytaniu w plenerze, wtedy najlepszym rozwiązaniem jest zakopanie się pod kocem, z ulubioną herbatą oraz świetną książką. Tak właśnie zrobiłam. Zasiadłam na krótkiej sofie z drugim tomem sagi „Czary codzienności. Przyjaciele i rywale" Agnieszki Krawczyk. Postanowiłam przeczytać tę pozycję po raz drugi, bo niebawem swoją premierę będzie miał tom trzeci. A mnie umknęło kilka rzeczy od czasu, kiedy czytałam ją po raz pierwszy.

Życie w Zmysłowie toczy się utartym rytmem. Kawiarnia prowadzona przez Agatę, Tosię i Danielę, prosperuje wyśmienicie i przyciąga coraz większe rzesze klientów. Wszyscy są zachwyceni nowym miejscem na mapie Zmysłowa. Agata nie ustaje w poszukiwaniach ojca Tosi, ale kiedy odkrywa prawdę, jest już za późno na to, aby Tosia poznała swojego tatę. Testament znaleziony w skrytce depozytowej matki, uświadamia jej, że czeka ją batalia z innymi spadkobiercami. Jakby tego było mało, na spokojnym dotychczas życiu mieszkańców Zmysłowa, kładzie się cieniem budowa nowoczesnego ośrodka z termami. Spokój zostaje zmącony, a lokalna społeczność dzieli się na dwa obozy. A żeby jeszcze bardziej utrudnić życie siostrom, w Zmysłowie zjawia się starszy, przyrodni brat Tosi. 

Jak już nieraz wspominałam lubię czytać książki, które układają się w serie. Wtedy nie rozstaję się tak szybko z bohaterami, z którymi zdążyłam się już zżyć we wcześniejszych częściach i wiem, że znów się spotkamy. Tutaj było identyczne. Lubię wracać do Zmysłowa, do kawiarni „3 siostry i 3 koty” by napić się spokojnie dobrej kawy i zjeść jakiś specjał przygotowany przez Danielę. To miejsce ma swój urok. Uwielbiam zaglądać w znajome kąty i spotykać „znajomych”. Toczyć z nimi nieśpieszne rozmowy o codzienności i pomagać przy rozwiązywaniu problemów. 

W tej części podobnie jak w poprzedniej, Agnieszka uwodzi opisami. Czytając o Zmysłowie, czytelnik ma wrażenie jakby sam spacerował po tym małym miasteczku. Czuł zapach traw, kwiatów czy też aromatów herbat serwowanych w kawiarni. Takie właśnie są książki Agi. To ciepłe opowieści o codzienności. Przepełnione magią. Sielskość małej miejscowości sprawia, że chce się tam jechać, obcować z przyrodą. Może się komuś wydawać, że są one przesłodzone, ale według mnie tak nie jest. Jednak jak dobrze wiemy nie zawsze wszystko jest kolorowe. I tym razem też tak nie jest. Budową ośrodka z termami wszystkim komplikuje życie, a pani burmistrz za wszelką cenę chce postawić na swoim. Nie cofnie się przed niczym i choć jej determinacja jest godna podziwu, to nie zdaje sobie jednak sprawy jak bardzo zżyte są małe społeczności, które będą walczyć z tym co nie jest po ich myśli. Przecież w kupie siła. I należy dbać o dobro ogółu, a nie jednostek.

Tym razem Agnieszka kończy swoją część z przytupem. I to takim, że czytelnik przebiera nogami z niecierpliwością w oczekiwaniu na kolejny tom. Dlatego też, choć uwielbiam czytać serie, to minusem jest to, że nie wszystkie części są od razu wydawane. Postanowiłam więc przeczytać ten drugi tom jeszcze raz by przypomnieć sobie to co działo się w tej części. Bo przecież za chwilę premiera tomu trzeciego. Jestem bardzo ciekawa jak Agnieszka poplącze losy bohaterów i rozwiąże niesnaski.



wtorek, 11 kwietnia 2017

#421



Jak sami zdążyliście zauważyć, rzadko sięgam po kryminały. Nie dzieje się tak, że ich nie lubię. Owszem lubię, ale… jakby nie zawsze lubię się bać. Jednak raz na jakiś czas zatapiam się w kryminalny świat. Dlatego z miłą chęcią sięgnęłam po debiut literacki Anna Snoekstra „Córeczka”.

Pewna bezdomna kobieta, próbując uniknąć więzienia, przywłaszcza sobie tożsamość dziewczyny, która zaginęła wiele lat wcześniej. Bardzo pomógł jej tym fakt, że była podobna do zaginionej. Rozpoczyna nowe życie jako Rebecca Winter. Bez problemu wtapia się w życie rodzinne: śpi w jej łóżku, nosi jej ubrania, przyjaźni ze znajomymi. Policjant, który prowadził śledztwo zaginięcia Rebeki, chce jednak za wszelką cenę dowiedzieć się co działo się z dziewczyną, podczas jej nieobecności. Gdzie była? Gdzie się ukrywała? Jednak ona nie ma ochoty mu w tym pomagać. W pewnym momencie dociera do niej, że to zaginięcie wcale nie musi być przypadkowe. I odkrywa, że jej także grozi niebezpieczeństwo. A może Beca nie zaginęła tylko ktoś ją zamordował? Czy rodzina coś ukrywa? 

Kiedy zagłębiałam się w świat bohaterów nie wiedziałam co otrzymam. Prawie pod koniec, bałam się czytać dalej. 

Autorka wykreowała historię, która trzyma w napięciu. Nie pozwala wręcz od siebie się oderwać. Odwracając kolejne strony czytelnik zastanawia się co tak naprawdę wydarzyło się w tym domu? Ile zła w nim mieszka. I czy główna bohaterka rozwiąże zagadkę zaginięcia Rebecci?

Świetnym zagraniem jest to, że kobieta, którą poznajemy na samym początku nie ma imienia - nie wiemy skąd jest i jaką ma przeszłość. Z czasem poznajemy ją lepiej, gdy porównuje swoje dawne życie z tym, które wiedzie obecnie. Jednocześnie prowadzona jest równoległa narracja, która opowiada całą historię z punktu widzenia zaginionej dziewczyny. Wiemy dokładnie jak wyglądało jej życie, praca oraz przyjaźnie. I co działo się z nią podczas feralnych dni przed zaginięciem.

Czytając powieść, czytelnik zastanawia się czy kradzież tożsamości może mieć jakieś konsekwencje. Czy bohaterce ujdzie to na sucho, jeśli prawda wyjdzie na jaw? A wy jak myślicie?

„Córeczka” to świetny thriller, który trzyma w napięciu cały czas. Jeśli lubicie się zastanawiać „kto zabił?” to ta książka jest właśnie dla was. Gdyż do samego końca, czytelnik nie ma pojęcia co się stało z Rebeccą Winter. Polecam!


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Harper Collins


wtorek, 4 kwietnia 2017

#420




Harry nie jest już oficerem policji. Już nie goni cieni. Jest za to mężem Rakel i ojcem dla Olega. Ale też suchym alkoholikiem i człowiekiem, którego dręczą sny, a w szczególności jeden. Koszmar, w którym nawiedza go mężczyzna „opętany” przez demona. Niektóre rzeczy możemy odłożyć na póżniej, o niektórych możemy zapomnieć. Jednak nierozwiązane sprawy, te których nie udało nam się doprowadzić do końca, zazwyczaj będą nas prześladowały po kres naszych dni. Zwłaszcza jeśli ktoś nazywa się Harry Hole.

W Oslo giną młode kobiety. Są zabijane w okrutny i dosyć osobliwy sposób. Wszyscy chcą jak najszybszego rozwiązania sprawy i ujęcia mordercy – a najbardziej ambitny i nie oglądający się na innych komendant policji, któremu medialny rozgłos sprawy może bardzo zaszkodzić w karierze. Bellman składa Harremu oferte nie do odrzucenia, a Harry pomimo, że obiecał Rakel nie zajmować się już śledztwami przyjmuję propozycję. Bo pragnienie nigdy nie gaśnie, i jeśli wydaje ci się, że nic nie możesz zrobić to przynajmniej zrób „coś, do czego możesz się przydać”. Jednocześnie morderstwa, w niejasny sposób, przypominają Harremu coś co miało już miejsce w przeszłości. A może to tylko przez te koszmary i demony. 

Nesbo kazał nam czekać dosyć długo na nową powieść z udziałem Harrego Hole. I w samej książcę również tak samo długo musimy czekać na starego dobrego Harrego. Przez pierwsze sto stron nasz bohater jest raczej postacią drugolanową – przynajmniej można odnieść takie wrażenie. Ale kiedy się już zacznie to z „przytupem” i wierzę, że miłośnicy Harre Hole nie będą rozczarowani.

Zwyczajnie przez te pierwsze sto stron komisarz potrzebuje czasu, aby znowu poczuć zew krwi i na nowo przekonać samego siebie co jest jego powołaniem. I kiedy już wie... to nie cofnie się i nie spocznie, dopóki nie znajdzie odpowiedzi na pytania : kto ? jak ? I dlaczego?
I zapewniam Was, że jak w poprzednich książkach Jo Nesbo, tak i w tej, nie wszystko jest takie jak sie wydaje. 

„Pragnienie” jest książką, która trzyma poziom, tak jak wszystkie poprzednie z serii. Czasami nie dzieje się nic, ale tylko po to, aby wzbudzić nasz głód i pragnienie, aby w końcu się wydarzyło. Bo przecież o to właśnie chodzi, żeby czytelnik połykał kolejne strony powieści i pędził z bohaterami ku „przepaści”, która nazywa się KONIEC. 



czwartek, 23 marca 2017

#419




Właśnie uświadomiłam sobie, że bardzo przywiązuje się do bohaterów. I lubię, kiedy historie nie zamykają się tylko w jednym tomie. Wiem wtedy, że z bohaterami jeszcze nieraz wypiję kawę i odwiedzę znajome kąty. Tak właśnie jest w przypadku drugiego tomu trylogii Ewy Cielesz „Córka cieni. Obce matki”.

Adam ukończył studia historyczne. Nie jest do końca zadowolony ze swojej pracy dyplomowej, nie udało mu się odkryć co stało się z Julianą, więc razem z Toffi wyrusza w Polskę na poszukiwania śladów kobiety. I dopiero wtedy poznaje prawdę kim Juliana jest dla dziewczyny i dlaczego pamiętnik trafił właśnie do niego. Wyprowadza się w końcu do Warszawy, by tam rozpocząć pracę w muzeum oraz w redakcji pisma historycznego. Jednak pewnego dnia, zupełnie przypadkowo spotyka kobietę, Joannę, która okazuje się córką poszukiwanej przez nich Juliany. I tak rozpoczyna się opowieść o tym co działo się z nią od momentu opuszczenia chaty, gdy tylko ukończyła siedem lat.

Najwspanialsze było to że posiadam w domu całą trylogię. W momencie, gdy skończyłam tom pierwszy, mogłam bez problemu zabrać się za kolejny. Nie miałam żadnej przerwy w czytaniu, była ciągłość i dzięki temu nie zapomniałam tego co już się wydarzyło. 

W drugim tomie poznajemy historię Julianny z pierwszej ręki. Kobieta snuje opowieść o tym co działo się w jej życiu, gdy tylko przekroczyła próg domu w Bieszczadach. Jej tułaczkę po Polsce, szukanie swojego miejsca oraz rodziny w Konstancinie pod Warszawą.

W tej części, podobnie jak w tej wcześniejszej dużą rolę odegrało to historyczne I tak dowiadujemy się, że kiedy Juliana przebywa w domu dziecka w Polsce trwa okres stalinowski. Losy bohaterek pokazują wprost, że ci którzy mieli swoje zdanie i byli przeciwni reżimowi nie kończyli najlepiej. No i poznajemy Kobiety - obce matki - które stawały na drodze dziewczynki i opiekowały się nią oraz zapewniały jej dach nad głową. Ale dziewczynka dość często zmieniała miejsce zamieszkania. Uciekała w nowe miejsca, gdy w starych nie czuła się już bezpiecznie. Nie zawsze jednak bywała wtedy szczęśliwa. Zdarzało się, że była wykorzystywana do pracy w domu w zamian za nocleg i jedzenie.

W drugim tomie rozwiązane zostają tajemnice z tomu pierwszego. Wszelkie nieścisłości zostają wyjaśnione. W drugiej części należy jeszcze zwrócić uwagę na burzliwą przyjaźń pomiędzy Adamem i Toffi. Przyjaźń trudną, która jest przetykana kłótniami, sprzeczkami oraz nieporozumieniami.

Cieszę się, że od razu mogą zagłębić się w trzecią część i poznać dalszą przeszłość przyszłość Juliany oraz przyszłość Adama i Toffi. 


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Axis Mundi


sobota, 18 marca 2017

#418




Po książki Wydawnictwa Czwarta Strona sięgam w ciemno, bo wiem, że się nie zawiodę. I tak też było z książką Katarzyny Żak „Nie ma tego złego”. Kiedy tylko wypatrzyłam ją na stole nowości wiedziałam, że muszę ją przeczytać.

Zuzanna zostaje zdradzona i porzucona przez swojego narzeczonego dwa miesiące przed ślubem. Zwalnia się z pracy, by nie spotykać Niewiernego i jego nowej miłości , ale nie ma jednak czasu na ronienie łez. Dziewczyna musi znaleźć nową pracę by spłacać kolejne raty nowego mieszkania, w którym miała notabene mieszkać z przyszłym mężem. Zuza wraca do rodzinnego miasteczka i rozpoczyna pracę w miejscowej gazecie, którą rządzi jej wujek. W miasteczku huczy od plotek, w sprawie morderstwa pewnego przedsiębiorcy. Gdy na imprezie z okazji dziesięciu lat po maturze Zuzy, ginie jej przyjaciółka, dziewczyna postanawia przeprowadzić własne śledztwo, by dowiedzieć się kto jest mordercą.

Byłam nastawiona na powieść bardzo lekką, a dostałam obyczajowy kryminał, który wciąga i od którego nie można się całkowicie oderwać. Na początku powieści będziemy trzymać kciuki za Zuzę, by poradziła sobie z porzuceniem przez Niewiernego. A później będziemy jej kibicować by nic złego nie stało się podczas śledztwa w sprawie morderstwa przyjaciółki.

Niech nikogo nie zwiedzie Seria z babeczką, to nie romans ani babskie czytadło. To całkiem nieźle skonstruowany obyczaj z kryminałem w tle podczas lektury którego sami będziemy się zastanawiać kto za tym wszystkim stoi. A gdy już tajemnica zostanie ujawniona krzykniemy: co?!

To debiut autorki i w dodatku całkiem niezły. Styl jest lekki co sprawia, że szybko się czyta. Na wakacje i wolne popołudnie idealne. Polecam!




wtorek, 14 marca 2017

#417




Zdarza mi się, że przy pierwszym spotkaniu z książką – np. tylko wizualnym, bądź na którymś z portali internetowych – nie jestem nią zainteresowana. Potem mija jakiś czas i pojawia się usilna chęć by tę książkę jednak przeczytać. I tak właśnie było w przypadku książki Ewy Cielesz „Córka cieni. Siedem szmacianych dat". Na początku obawiałam się, że ta historia to nie moje klimaty. Wszystko się zmieniło, gdy zatopiłam się w lekturze i dałam się porwać wydarzeniom. 

Adam wraz z kolegami przemierza z plecakiem Bieszczady. Idąc przez las natrafiają na opuszczony dom, w którym natykają się w jednej z izb na siedem szmacianych lalek leżących na podłodze. Na przyjaciołach Adama nie robi to żadnego wrażenia, ale Adam podskórnie czuje, że w tym domu coś się wydarzyło, że skrywa jakąś tajemnicę. Na skrzyni stojącej nieopodal, chłopak dostrzega też tajemniczy pakunek. Przekonuje kolegów, że nocowanie w tym miejscu, to nie jest najlepszy pomysł. Rozbijają namioty na polanie przy domu i kładą się spać, ale Adam nie może zasnąć. Ten pakunek ze skrzyni wciąż siedzi mu głowie. Wraca do środka i zabiera go ze sobą. Po powrocie do Wrocławia w pakunku znajduje pamiętnik młodej dziewczyny Magdaleny, która mieszkała kiedyś w tamtym domu. Adam czytając pamiętnik całkowicie zatraca się w jej historii. Po ostatnim urwanym wpisie pamiętnika postanawia dowiedzieć się co się stało z kobietą a także z jej córką, Czy mu się to udało? Cóż na to pytanie znajdziemy mam nadzieję odpowiedzi w drugim tomie „Córka cieni. Obce matki”. 

Tak naprawdę, jak dobrze wiecie, bo powtarzam to raz na jakiś czas, nie czytuję książek z tłem historycznym. Ale przyłapuję się na tym coraz częściej, że jakąś książkę z historią w tle przeczytam. Tutaj było dokładnie tak samo. Autorka fantastycznie połączyła opowieść Magdaleny i dzieję Kresów Wschodnich, terenów jakże pięknych a zarazem niebezpiecznych, zwłaszcza podczas wojennej pożogi. Przeżycia bohaterki, jej odczucia, a przede wszystkim strach o całą swoją rodzinę, nadają książce niesamowity nastrój przez co ciężko jest się od niej oderwać. Opisując to wszystko Autorka sprawiła, że z przyjemnością zatapiałam się w świat powieści i z każdą stroną byłam bardziej ciekawa tego co będzie dalej. 

Jeśli w książce występują błędy i nieścisłości historyczne to ja ich nie dostrzegam. Wszystkie historyczne wtrącenia nadają opowieści klimatu i idealnie ją dopełniają. 

Mam nadzieję, że w kolejnej części Adamowi uda się odkryć tajemnicę Juliany i dowie się co działo się z Magdaleną, gdy zapiski z pamiętnika się urywają. No i że w tym wszystkim pomoże mu tajemnicza Toffi. Lecę czytać drugi tom. Do usłyszenia. 



Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Axis Mundi


sobota, 11 marca 2017

#416




Jak już wielu z was zauważyło, czytuję głównie książki lekkie, łatwe obyczajówki. Czasem sięgnę po dobry kryminał. Nie sięgam po reportaże, wspomnieniówki ani te historyczne. Dlatego zastanawiam się, co mną kierowało przy wyborze tej lektury? Myślę, że to, że gdy tylko książka znalazła się w księgarni i po nią sięgnęłam czytając dowolny fragment, wiedziałam, że przeczytam ją całą. 

Filipa Springera nie trzeba nikomu przedstawiać. Jego debiut reporterski „Miedzianka. Historia znikania” znalazł się w finale Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za Reportaż Literacki 2011. Springer jest także autorem książek „11 pięter”, „Wanna z kolumnadą” oraz „Księga zachwytów” o której chciałabym Wam opowiedzieć. 

Chociaż tak naprawdę to boję się cokolwiek pisać, gdyż znawcą nie jestem i nie mam wiedzy na ten temat. Mogę tylko podzielić się odczuciami i tym co myślę o tej książce.

Księga Zachwytów to zbiór tekstów, dodajmy, że niezwykłych tekstów, o architekturze naszego kraju. Filip Springer zabiera nas w podróż po Polsce, w miejsca znane i nieznane, by zaprezentować nam jedne z bardziej charakterystycznych budynków dla danego miasta. I tak na przykład zachwycamy się Hotelem Hilton w Gdańsku, spacerujemy Aleją Korfantego w Katowicach, zastanawiamy się nad dworcem tramwajowym w Łodzi, czy też podziwiamy Elbląską starówkę i odkrywamy domy na drzewach w Nałęczowie.

Muszę wam przyznać, że podczas czytania nie odrywałam się od komputera. Dlaczego? W książce niewiele jest zdjęć, a ciekawość zawsze brała górę. Poza tym, autor przytaczał wiele nazwisk architektów i inne ich dzieła, więc chcąc nie chcąc zaglądałam do Internetu by podziwiać budynki przez nich zaprojektowane. 

I nie można się nie zgodzić ze wstępem do książki, w którym to autor piszę że, książkę tę należy przeczytać, ale potem wybrać się na spotkania z tymi budowlami. Bo co innego zachwycać się nimi na papierze a co innego w rzeczywistości. Polecam




czwartek, 9 marca 2017

#415

Czujecie? To już chyba wiosna. Za oknami świeci piękne słońce, ptaszki cudnie śpiewają, drzewa powoli zaczynają się zielenić i od razu chce się żyć. Tylko patrząc na ciuchy wiosenne zaczynam dochodzić do wniosku, że po zimie to chyba raczej się do nich nie zmieszczę. No cóż, jak to mówią: „Samo się nie zrobi”. Stanęłam przed biblioteczką i zaczęłam się zastanawiać, czy znajdę w niej jakieś książki z dietami, przepisami, ćwiczeniami. Okazało się, że mam kilka tytułów. Przejrzałam je dokładnie i doszłam do wniosku, że czas wySTARTować z wyzwaniem: mniejsze ubranie. Nie myślcie sobie, że zamienię ten blog na taki sportowy albo z dietami, przepisami. O nie!!! Takich lifestylowych blogów jest masa i powstają jak grzyby po deszczu. Więc nie chcę dublować, powielać innych. Po prostu postanowiłam podzielić się z Wami moimi ulubionymi książkami z przepisami dietetycznymi i nie tylko.


„Zielone koktajle” przepisy z bloga
Tę książkę kupiłam na promocji w jednej z sieci księgarskich, za całkiem niezłą cenę. Pomyślałam sobie, że pewnie coś znajdę dla siebie. Znalazłam. Książka wydana bardzo ładnie, z masą zdjęć i przepisów a konkretnie 365 więc każdego dnia możecie zrobić inny koktajl. Idealnie - prawda?



„Koktajle” Katarzyna Błażejewska-Stuhr
Tutaj znajdziemy przepisy na koktajle na wszystkie okazje: przed treningiem, po treningu. Łatwe i szybkie do wykonania.



„Zostań fit w 180 dni” oraz „Dieta fit” Natalia Gacka
W wypadku tych książek muszę przyznać, że sięgnęłam po nie ze względu na treningi. Jednak... nie korzystam z tych treningów z książki... sama sobie wybieram ćwiczenia, ale niektóre przepisy są zacne i godne polecenia. Poza tym Natalia Gacka do mnie bardziej przemawia niż Chodakowska czy Lewandowska. Tylko nie pytajcie dlaczego. Natomiast niektóre przepisy z diety... wykorzystuję dość często.



„Lekkość” Anna Starmach
Anna Starmach wydała wyśmienite książki z serii „Pyszne”. Z przepisów korzystam dość często i z wielką przyjemnością sięgam po „Lekkość”. Tutaj również, prócz przepisów znajdziemy ćwiczenia.

Tak więc, porzucam słodycze, fast foody, ograniczam makarony, dodaję ćwiczenia i liczę, że uda mi się wcisnąć w ulubione dżinsy.

P.S. Pamiętajcie, że powyższy post jest postem konkursowym, w nim można szukać słowa z hasła w konkursie z "Był sobie pies".



środa, 8 marca 2017

#414




Dzisiaj na kilku blogach ŚBK ukaże się podobny post z zapowiedzią konkursu. Zapamiętajcie dobrze te blogi, bo to na tych stronach JUTRO musicie szukać wskazówek do odgadnięcia konkursowego hasła.

Ale po kolei:
Konkurs Śląskich Blogerów Książkowych oraz Granic.pl rozpocznie się 9.03.2017, ale dzisiaj zaprezentuję jego przebieg i zasady, na jakich będzie się opierał.
Konkurs z "Był sobie pies" będzie polegał na tym, aby odnaleźć w ZAMIESZCZONYCH JUTRO wpisach, na blogach ŚBK słowa - klucze, które ułożą się w hasło konkursowe.
Hasło to trzeba będzie wysłać na adres mailowy ŚBK: silesiabook@onet.pl
Nie powiem Wam, jakich słów trzeba szukać, nie martwcie się jednak, słowo - klucz będzie bardzo wyraźnie zaznaczone i łatwe do znalezienia. Idąc po śladach, klikając na odpowiednie słowa, będziecie przechodzić od bloga do bloga, aż w końcu traficie na fanpage Śląskich Blogerów Książkowych na FB. To będzie dla Was sygnał, że ułożyliście całe hasło. Następnym krokiem będzie wysłanie hasła na adres mailowy podany wyżej. Dla ułatwienia konkursu, proponuję zacząć poszukiwania na moim blogu. Potem powinno pójść Wam jak z płatka.

Regulamin
1. Konkurs z "Był sobie pies" organizowany jest przez grupę ŚBK
2. Sponsorem nagród są Granice.pl
3. Nagrodami w konkursie są trzy książki "Był sobie pies" 
4. Konkurs trwa od 9.03.2017 do 13.03.2017 godz. 23:59.
5. Wyniki zostaną ogłoszone 15.03.2017.
6. Odpowiedzi na zadania konkursowe proszę wysyłać na adres:silesiabook@onet.pl
7. O wygranej w konkursie decyduje kolejność zgłoszeń. Wygrywa CZWARTA i PIĘTNASTA osoba od POCZĄTKU oraz SIÓDMA osoba od KOŃCA osoba.
8. Pod uwagę brane będą tylko prawidłowe odpowiedzi wysłane drogą mailową, sygnowane własnym imieniem i nazwiskiem
9. Nagroda zostanie przesłana na adres podany przez zwycięzcę. W przypadku nieodebrania nagrody organizatorzy konkursu mogą wyłonić innego zwycięzcę lub przeznaczyć nagrodę na inne cele.
10. Biorąc udział w konkursie, zgadzają się Państwo na przetwarzanie podanych przez siebie danych osobowych przez organizatora Grupę ŚBK oraz Granice.pl, zgodnie z Ustawą o ochronie danych osobowych z dnia 29 sierpnia 1997 r (Dz. U. nr 133 poz. 883) - które zostaną wykorzystane jednorazowo.
11. Wysyłka tylko na terenie Polski

Zadanie konkursowe:
Ze słów - kluczy podanych na blogach ŚBK ułóż hasło konkursowe.



wtorek, 28 lutego 2017

#413


Sięgacie czasem po debiuty literackie? A czym się sugerujecie przy ich wyborze? Rekomendacją kogoś znanego np. autora, aktora? A może czytacie recenzje w Internecie? Sama sięgam dość często po książki debiutantów. Czym się kieruje? A to różnie, czasem okładką, czasem opisem, a czasem ciekawością. Do przeczytania książki Natalii Nowak-Lewandowskiej „Pozorność” namówiła mnie Ania z bloga „Un cafe con libros”. Stwierdziła, że książka jest „w moim typie” i mi się spodoba. Czy tak było? 

Anna i Piotr to pozornie szczęśliwe małżeństwo. Jednak… wszystko co złe dzieje się za zamkniętymi drzwiami ich łódzkiego mieszkania. Anna stara się zajść w ciążę, jednak kolejne próby kończą się poronieniami. To właśnie wtedy Piotr ujawnia swoje prawdziwe oblicze – to agresywne. Anna nie potrafi pogodzić się z tym, że jej ukochany mąż, przejawia agresję. Tłumaczy to stresem. Za każdym razem, kiedy kobieta traci ciążę bierze winę na siebie, oczywiście mąż temu nie zaprzecza. Wręcz wyżywa się fizycznie i psychicznie na żonie. Do czasu.

Historia, która wyszła spod Pióra Natalii Nowak-Lewandowskiej, to nie jest banalna historia o miłości i o kłopotach ze zajściem w ciążę. To opowieść o problemach o których nie mówi się głośno. To historia, która toczy się za zamkniętymi drzwiami niektórych rodzin. Przemoc nie tylko fizyczna, ale także psychiczna nie jest tematem często poruszanym w książkach. O tym się milczy. A szkoda. Chociaż z drugiej strony może być tak że czytelnicy nie chcą czytać o smutnych rzeczach, o bólu, bo miewają to na co dzień. Tylko że… o tym trzeba mówić, wręcz krzyczeć, a ofiary przemocy otaczać opieką, dawać im siłę by odchodziły od swoich oprawców. 

Czy mi się opowieść podobała? Jeśli rekomendacją byłoby czytanie do prawie drugiej w nocy, to sami odpowiedzcie sobie na to pytanie. 

Podczas czytania pozycji łapałam się na tym, że czegoś mi jednak w niej brakuje. Myślę, że głębszej charakterystyki głównych bohaterów. Autorka skupiła się na problemie a nie na cechach bohaterów. Oprócz tego w kilku momentach poległa korekta, ale kto by czepiał się szczegółów. Myślę też, że epilog jest zbędny. Gdyby go nie było historia i tak miałaby swoje zakończenie, i jak dla mnie byłaby zamkniętą całością. Chyba, że jest to celowy zabieg i autorka stworzy kiedyś kontynuację. 

Podsumowując „Pozorność” to dobry debiut, poruszający ważny temat, na który się milczy. To książka, która otwiera oczy i sprawia, że długo nie da się o niej zapomnieć. 




sobota, 11 lutego 2017

#412

Dzisiaj będzie kolejny post z serii „Niedokończone książki”. Nie przypuszczałabym, że znów natrafię na książki które mnie nie porwały, nie zainteresowały lub znudziły. I tak jak już wspominałam za pierwszym razem: wolę odłożyć książkę, która mnie nie pochłonęła niż męczyć się jej czytaniem. Przecież tyle pozycji czeka na swoją szansę. 


„Neponset” Agnieszka Osiecka
To, że kocham piosenki i teksty Osieckiej wie każdy. Tak samo jak to, że „Listy na wyczerpanym papierze” to książka którą uwielbiam i od czasu do czasu do niej zaglądam by podczytać list pisany miedzy Osiecką a Przyborą. Sięgnęłam po „Neponset” z nadzieję, że książka mnie porwie. Pomyliłam się. Chyba pozostanę przy piosenkach i listach. 


„Harda” Elżbieta Cherezińska
Wszyscy zachwycali się tą pozycją oraz innymi książkami Autorki. Wiedziałam, że zawsze jest tło historyczne, a jak wiadomo ja z książkami z historią jestem bardzo na bakier. Zaczęłam i porzuciłam. Przepraszam, ale nie dałam rady. Miłość do obyczajówek wzięła górę. 


„Gwiazd naszych wina” John Green
Wszyscy kochają książkę, zachwycają się jej historią, płaczą rzewnymi łzami na filmie. A ja? Hm… i znów wychodzi na to, że jestem bez serca, bo mnie historia nie wciągnęła, porzuciłam po setnej stronie. Nie wiem czy do niej wrócę. Prędzej obejrzę film, ale po nieprzeczytanej książce jest to mało prawdopodobne. 


„Eleonora i Park” Rainbow Rowell
Niesiona prądem przeczytanej książki „Linia serc” postanowiłam sięgnąć po inną pozycję tej Autorki. Ale chyba jednak młodzieżówka nie jest mi już pisana. Za stara na nią jestem. Chociaż koleżanka była zachwycona, a do młodzieży się już nie zalicza. 


„Gdzie jesteś” Marc Levy 
Na fali miłości do Musso postanowiłam przeczytać książki innego francuskiego Autora. Padło na Levy i na książkę „Gdzie jesteś”. I powiem, że mnie nie pochłonęło. Coś mi się wydaje, że palmę pierwszeństwa we francuskiej literaturze będzie niósł Guillaume Musso. No chyba, że dołączy do niego brat Valentin, ale o tym przekonam się niebawem. 

Uff… Na chwilę obecną tylko tyle. A jak u Was? Doczytujecie w bólach czy porzucacie?


P.S.
Pamiętajcie, że w tekście jest ukryte słowo potrzebne do ułożenia hasła konkursowego, o którym była mowa we wczorajszym poście.

piątek, 10 lutego 2017

#411


Dzisiaj na kilku blogach ŚBK ukaże się podobny post z zapowiedzią konkursu. Zapamiętajcie dobrze te blogi, bo to na tych stronach JUTRO musicie szukać wskazówek do odgadnięcia konkursowego hasła.

Ale po kolei:
Konkurs Śląskich Blogerów Książkowych rozpocznie się 11.02.2017, ale dzisiaj zaprezentuję jego przebieg i zasady, na jakich będzie się opierał.

"Konkurs z Natalią Nowak - Lewandowską" będzie polegał na tym, aby odnaleźć w ZAMIESZCZONYCH JUTRO wpisach, na blogach ŚBK słowa - klucze, które ułożą się w hasło konkursowe.

Hasło to trzeba będzie wysłać na adres mailowy ŚBK: silesiabook@onet.pl

Nie powiem Wam, jakich słów trzeba szukać, nie martwcie się jednak, słowo - klucz będzie bardzo wyraźnie zaznaczone i łatwe do znalezienia. Idąc po śladach, klikając na odpowiednie słowa, będziecie przechodzić od bloga do bloga, aż w końcu traficie na fanpage Śląskich Blogerów Książkowych na FB. To będzie dla Was sygnał, że ułożyliście całe hasło. Następnym krokiem będzie wysłanie hasła na adres mailowy podany wyżej. Dla ułatwienia konkursu, proponuję zacząć poszukiwania na blogu Dowolnik. Potem powinno pójść Wam jak z płatka.

Regulamin
1. Konkurs z Natalią Nowak - Lewandowską organizowany jest przez grupę ŚBK
2. Sponsorem nagród jest Wydawnictwo Replika
3. Nagrodą w konkursie jest książka "Pozorność" Natalii Nowak - Lewandowskiej
4. Konkurs trwa od 11.02.2017 do 17.02.2017 godz. 23:59.
5. Wyniki zostaną ogłoszone 19.02.2017.
6. Odpowiedzi na zadania konkursowe proszę wysyłać na adres:silesiabook@onet.pl
7. O wygranej w konkursie decyduje kolejność zgłoszeń. Wygrywa SIÓDMA od KOŃCA osoba.
8. Pod uwagę brane będą tylko prawidłowe odpowiedzi wysłane drogą mailową, sygnowane własnym imieniem i nazwiskiem
9. Nagroda zostanie przesłana na adres podany przez zwycięzcę. W przypadku nieodebrania nagrody organizatorzy konkursu mogą wyłonić innego zwycięzcę lub przeznaczyć nagrodę na inne cele.
10. Biorąc udział w konkursie, zgadzają się Państwo na przetwarzanie podanych przez siebie danych osobowych przez organizatora Grupę ŚBK oraz Wydawnictwo Replika, zgodnie z Ustawą o ochronie danych osobowych z dnia 29 sierpnia 1997 r (Dz. U. nr 133 poz. 883) - które zostaną wykorzystane jednorazowo.
11. Wysyłka tylko na terenie Polski

Zadanie konkursowe:
Ze słów - kluczy podanych na blogach ŚBK ułóż hasło konkursowe.

wtorek, 31 stycznia 2017

#410




Michała Nogasia nikomu przedstawiać nie trzeba. Kiedyś ulubiony głos literatury w Trójce… teraz… cóż myślę, że można powiedzieć… twarz Gazety Wyborczej oczywiście wciąż w literackim tonie. Do Katowic zawitał w ramach trasy „Akademia opowieści” organizowanej właśnie przez Gazetę Wyborczą i poprowadził spotkanie z Martą Fox, pisarką i poetką. Tematem „Akademii opowieści” jest „najważniejszy człowiek w życiu”.



Autorka opowiadała o swoim ojcu, chociaż przyznała, że na każdym etapie życia pojawiają się różne osoby, które także można uznać za najważniejsze. To jednak podczas spotkania skupiła się właśnie na ojcu, osobie która najbardziej wpłynęła na jej życie.


Pisarka zdradziła także tajniki swojej twórczości. Wspominała jak kiedyś wyglądała jej praca: zasiadała w kuchni o 21 i podczas gotowania obiadu na dzień następny, spisywała to co wymyśliła w ciągu dnia. Wszyscy domownicy wiedzieli, że to jej czas i za żadne skarby świata nie wolno wchodzić do kuchni. 


Według Pani Marty jest pięć zasad pisania:
1. Należy być odważnym, nie chować swojej twórczości do szuflady. Trzeba poczuć się ważnym, wyjątkowym, wyjść ze swojej strefy komfortu.
2. Wyłączyć swojego wewnętrznego cenzora. Bo przecież pisanie to wolność, kreowanie światów. 
3. Znaleźć czas na pisanie. Można nawet wstawać dwie godziny wcześniej by pisać, przestać szukać wymówek i mówić, że się nie ma czasu, jeśli się chce to się czas zawsze wygospodaruje. I nie czekać na natchnienie, bo coś takiego nie istnieje. A pisanie porównała do pracy górnika na kopalni. 
4. Pierwsze zdanie jest najważniejsze, to od niego zależy czy historia nas porwie. Ona nigdy nie zaczyna jeśli nie ma pierwszego zdania. 
5. Nie należy pisać ogólnikowo, tylko skupić się na szczegółach. Bo przecież: „Bóg tkwi w szczegółach a diabeł wszędzie”.


Było zabawnie, nostalgicznie. Nogaś jak zawsze pytaniami trafiał w punkt i ze znanym tylko sobie inteligentnym dowcipem poprowadził całe spotkanie, a że Redaktora można słuchać na okrągło i zawsze będzie mało, cóż.. o tym wiedzą wszyscy jego fani.


P.S. 
O całej akcji oraz konkursie który trwa do 31.03.2017 możecie przeczytać tutaj



poniedziałek, 2 stycznia 2017

#409



W swoim czytelniczym życiu postanowiłam nie tylko skupiać się na książkach obyczajowych, kobiecych, ale także na tych z gatunku Young Adult. I nie robię tego dlatego, że chcę się odmłodzić czy coś, po prostu jestem bardzo ciekawa co Młodzi teraz czytują i jak bardzo zmienił się gust czytelniczy od czasu, gdy sama byłam młoda i zaczytywałam się w powieściach Musierowicz. Ostatnio w moje oczy rzuciła się najnowsza książka „Margo” Tarryn Fisher, która znalazła się na liście moich ulubionych autorek. Zaintrygowała mnie okładka i opis powieści, który może i sugeruje o czym jest książka, ale zapewniam, że niczego nie zdradza. 

Bone to zapomniane przez Boga miasteczko niedaleko Seattle. Właśnie tam w domu zwanym „pożeraczem”, z matką prostytutką mieszka nastoletnia Margo. Żeby uciec od przytłaczającej codzienności, przyjaźni się z Judah, chłopakiem jeżdżącym na wózku i mieszkającym w sąsiedztwie. Gdy umiera siedmioletnia dziewczynka Margo postanawia rozpocząć walkę ze złem. Z jakim skutkiem? Cóż, tego zdradzić nie mogę, by nie odbierać Wam przyjemności czytania. 

Kiedy rozpoczynałam przygodę czytelniczą z „Margo” nie spodziewałam się takiego emocjonalnego rollercoastera. Od tej książki nie można się oderwać i w zupełności nie przeszkadzała mi mała czcionka (okularnicy wiedzą co mam na myśli). To historia o której myśli się cały czas. Tej książki nie można odłożyć na potem. A nawet jeśli by wam się to zdarzyło to pewnie tylko po to by wziąć głębszy oddech i kontynuować czytanie. Będąc w pracy, przebierałam nogami z niecierpliwości, bo pragnęłam wrócić do domu i zatopić się z powrotem w świat Margo i Judah. 

Jeśli wydaje się Wam, że dostaniecie lekką historię o przyjaźni nastolatków to muszę Was rozczarować. To książka pełna bólu, samotności, smutku. To książka o porzuceniu dziecka przez matkę, o braku matczynej miłości, której każde dziecko powinno doświadczać od najmłodszych lat. Pokazuje, że krzywdy wyrządzone nam w dzieciństwie odbijają się na nas w przyszłości. Dzieciństwo nas kształtuje i w dużej mierze zależy to od naszych rodziców i osób które nas otaczają. Dopiero kiedy dorastamy, dopiero wtedy z problemami z przeszłości możemy poradzić sobie sami, ale i tak najlepiej z pomocą drugiej osoby. 

Autorka stworzyła dość mroczną historię i niesamowitą bohaterkę. Mamy możliwość zagłębić się w świat Margo, poznać jej lęki, strach a na końcu odwagę. Dzięki temu odkrywamy jej motywy działania. Czy je usprawiedliwiamy? To już pozostawiam do osobistej oceny. 

„Margo” nie jest powieścią dla każdego, ale każdy powinien ją poznać. By zostać zaskoczonym zakończeniem, które wbija całkowicie w fotel. Bo absolutnie nikt takiego obrotu sprawy się nie spodziewa. A to jak odbierzemy całą historię zależy od nas samych. 
Pozdrawiam i życzę miłej lektury.

Książkę przedpremierowo przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa SQN