piątek, 20 października 2017

#450



Nie wiem, ile w literaturze kryminalnej i nie tylko, jest psów, które są narratorami powieści. Miłośnicy czworonogów pewnie mnie zakrzyczą, mówiąc, że jest ich sporo. Mnie osobiście żadne książki nie wpadły w ręce. Aż do teraz. I powiem wam, że Gucia pokochałam od razu za spostrzegawczość i cięty język. Gucio to obok Szymona Solańskiego to główny bohater debiutanckiej powieści Marty Matyszczak „Tajemnicza śmierć Marianny Biel”.

Szymon Solański po odejściu ze służby w policji, przygarnia ze schroniska psa, przeprowadza się do chorzowskiego familoka, zakłada agencją detektywistyczną i liczy na względny spokój. Niestety to marzenie ściętej głowy. Otóż, w piwnicy wspomnianego familoka zostają odnalezione zwłoki Marianny Biel, starszej pani, która była gwiazdą Teatru „Uciecha”. Policja szybko umarza śledztwo twierdząc, że był to nieszczęśliwy wypadek. Jednak Szymonowi nie daje to spokoju i wraz z Guciem, Różą dziennikarką postanawia sam odnaleźć mordercę. A ma w czym wybierać. Lokatorzy familoka przy ulicy 11 Listopada mają wiele za uszami. Czy Szymonowi uda się rozwiązać zagadkę?

Dobrze wiecie jakie mam podejść do debiutów. Przyznam się, że tutaj nie miałam żadnych wątpliwości. Wiedziałam od samego początku, że zakocham się w powieści i bohaterach. Bo tej powieści nie można nie lubić. 

Autorka stworzyła lekki kryminał, z tłem społecznym, które idealnie go uzupełnia. Na przykładzie mieszkańców ulicy 11 listopada i śmierci starszej pani widzimy jaka panuje znieczulica i jak mieszkańcy nie są ze sobą zżyci. Nikt nie zwrócił uwagi na to, że nie ma Marianny, że nie wychodzi na zakupy czy też ze śmieciami.

Bohaterowie to cały wachlarz różnych charakterów: mamy małżeństwo Polaczków, Ona pracuje we własnej księgarni mieszczącej się na parterze kamienicy, On nauczyciel w gimnazjum uzależniony od hazardu i do tego nastoletnia córka. Na wysokim parterze mieszka Buchta, którą można śmiało zakwalifikować do „osiedlowego monitoringu” czyli wysiaduje oknie i wie wszystko co dzieje się w okolicy. Idąc wyżej bracia bliźniacy: Hubert, który wrócił do Polski po śmierci rodziców, po tym jak w Niemczech nie wypalił jego biznes, oraz Adam, aktor teatru Uciecha, który grywa raczej mało znaczące rolę. Sami widzicie mamy tutaj przekór różnych typów ludzi, którzy bardziej myślą o sobie niż o bliźnich. Jest jeszcze Róża dziennikarka i przyjaciółka Szymona pomaga mu w śledztwie. 

Najlepsze w tym wszystkim jest to, że jednym z narratorów jest pies, Gucio. A Gucio jest świetnym obserwatorem, ma inteligentne poczucie humoru i jak pisałam na początku cięty język. Do tego jego przemyślenia dotyczące śledztwa, uwagi do zachowania Szymona są barwnym dodatkiem w tym kryminale.

Jeśli jesteś miłośnikiem kryminałów Joanny Chmielewskiej oraz kochasz psy to ten kryminał jest idealny dla ciebie A jeśli nie jesteś to nic straconego, po przeczytaniu tej książki będziesz. To książka dla tych, którzy lubią zagadki kryminalne, lubią je rozwiązywać i lubią być zaskakiwani. Nie zawiedziecie się żadnym wypadku. A teraz was żegnam i razem z Guciem jadę do Irlandii rozwiązać kolejną zagadkę. Do zobaczenia.

wtorek, 17 października 2017

#449



Lubię sięgać po książki w których bohaterka ma tak samo na imię jak ja lub gdy akcja dzieje się w jednym z moich ulubionych miast. Dlatego nie mogłam przejść obojętnie obok książki „Zacisze” Katarzyny Redmerskiej, której akcja po części dzieje się we Wrocławiu. A jak wiecie kocham to miasto.

Julia jest szczęśliwą żoną Piotra. Pracuje jako konserwator sztuki, kocha to zajęcie, tak samo jak męża. Jednak do pełni szczęścia brakuje jej dziecka. Martwi się, że dobiega czterdziestki i może już nie zdążyć. Irytuje ją nad opiekuńczość matki oraz męża. Do czasu, gdy na jej drodze staje Marcin - miłość z lat młodzieńczych. Mężczyzna będzie bardzo chciał namieszać w życiu Julii. Ujawni jej sekret swojego tajemniczego zniknięcia sprzed lat. Jak na te rewelacje zareaguje Julia? Czy uda się jej znów zaufać rodzicom i Piotrowi, którzy maczali w tym wszystkim palce?

Autorce udało się świetnie przedstawić idylliczność mieszkania w malowniczym Idzikowie, gdzie swój dom miała główna bohaterka. 

„Zacisze” to lekka powieść bez skomplikowanej fabuły. Chyba tylko trzy rzeczy mnie w tej książce irytowały. Tak bardzo, że rzucałam nią w kąt. Nie mam na myśli zawirowań w życiu głównych bohaterów. Co mnie wkurzało? Po pierwsze: bohaterowie nagminnie używali słowa „bynajmniej”. Jeśli zrobić statystyki to jestem przekonana, że „bynajmniej” używano co piątą stronę w tej 392 stronicowej książce. Po drugie: najbliżsi mówili do prawie czterdziestoletniej kobiety „Bączku”. Troszkę mnie to drażniło, a w połączeniu z „bynajmniej” tworzyło mieszankę wybuchową. No i po trzecie: wkurzało mnie zachowanie głównej bohaterki. Tak bardzo była podatna na nadopiekuńczość matki i męża. Nie potrafiła się przeciwstawić i pokazać, że ona też chce decydować samo swoim życiu. 

Zacisze to książka idealna na urlop. Do przeczytania w dwa popołudnia. Taka, o której po przeczytaniu szybko się zapomina.

środa, 11 października 2017

#448




Mój pobyt na zamku Cantendorf niestety dobiegł końca. Pakuję kufry, wsiadam do powozu I opuszczam to miejsce. To co miało zostać wyjaśnione, wyjaśnione zostało, sekrety wyszły na jaw, a na zamku pozostał prawowity jego właściciel. Posłuchajcie o książce „Prawdziwa miłość” Krystyny Mirek.

W życiu hrabiego Aleksandra wszystko się zmienia. Dotychczas ukrywana tajemnica o jego pochodzeniu, wreszcie ujrzała światło dzienne. Przygotowania do ślubu z Isabelle trwają w najlepsze. Jednak lady Adler odkrywa, że wrabianie Aleksandra w dziecko oraz ślub, mimo iż jest to spełnienie jej marzeń, nie jest wyjściem z całej sytuacji. Czuje, że go już nie kocha, że tęskni za uczuciem, za miłością, którą odnalazła u boku Roberta, prawdziwego ojca jej dziecka. Kate, przekonana o zdradzie Aleksandra zapada na zdrowiu. Jest bliska śmierci. Kiedy lekarz bezradnie rozkłada ręce, rodzice szukają pomocy u wiedźmy Alice. Czy dziewczyna przeżyje? Czy znów będzie szczęśliwa z ukochanym?

I dotarłam do końca, do ostatniej kropki Sagi Rodu Cantendorf. Muszę przyznać, że rozwiązanie tajemnic, wyznanie prawdy, i jej skutki, sprawiają, że czytelnik oddycha z ulgą. Przecież wszystkie elementy układanki muszą do siebie pasować i pasują. Zastanawiamy się także nad motywami zachowań bohaterów i tym, jak sami byśmy zachowali się w opisanych sytuacjach. Tylko musimy wziąć pod uwagę, że powieść nie jest współczesna i kiedyś panowały inne zasady niż dziś. 

Gdy docieramy do końca, okazuje się, że czarny charakter powieści jakim była niewątpliwie Lady Isabelle Adler, ulega małej metamorfozie i możemy ją polubić. Trzymałam kciuki by zmądrzała i podejmowała tylko i wyłącznie słuszne decyzje. 

Jeśli czytaliście inne książki Krystyny Mirek, to tę sagę pokochacie równie mocno. I nie będzie Wam przeszkadzać XIX wieczna Anglia i wielki zamek. To nadal historia o miłości, która wygrywa. O tym, że kłamstwo prędzej czy później będzie uwierać i że, czasem serce bierze górę na rozumem. 

Polecam całą trylogię. Nie zawiedziecie się.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Edipresse 


wtorek, 10 października 2017

#447



Czy w październiku, kiedy jeszcze świeci jesienne słońce można poczuć klimat świąt? Poczuć zapach wypiekanych pierników, zapach wanilii, cynamonu i padającego intensywnie śniegu? Oczywiście, że tak. Wystarczy wieczorem zasiąść w ulubionym fotelu zapatulić się w koc, w jednej ręce dzierżyć kubek herbaty z cytryną i imbirem, a w drugiej najnowszą książkę Magdaleny Kordel „Serce z piernika”.

Klementyna samotnie wychowuje córeczkę Dobrochnę i opiekuje się babką Agatą. Jest także mistrzynią wypieków piernikowych. Jej mieszkanie pachnie cynamonem, kardamonem i wanilią. Babka Agata nazywana Pogubioną Agatą, wiele razy uciekała pod osłoną nocy, by poszukiwać utraconego wiele lat temu synka. W tych podróżach zawsze towarzyszyła jej mała Klementyna. Jednak nadszedł czas, żeby powstrzymać babkę przed kolejnymi ucieczkami i zapewnić córce w miarę spokojne życie. Po ostatniej, udaremnionej ucieczce babki, Klementyna tworzy kamienicę z piernika. Rozpoznaje w niej starą kamienicę z przeszłości, ustawioną przy rynku. Wie, że to znak. Postanawia wrócić do tego miejsca, gdzie za młodu mieszkała babcia Agata. Ma nadzieje, że ta wyprowadzka sprawi, że w jej domu zapanuje spokój.

Kiedy zamykałam książkę Magdy i odkładałam na półkę, czułam w sercu ciepło, spokój i szczęście. Poczułam się otulona świąteczną atmosferą i zapachem wypiekanych pierników.

Był czas, kiedy nie czytałam żadnych książek w świątecznym klimacie. Może było to spowodowane tym, że pracowałam w centrum handlowym, gdzie męczono wszystkich świątecznymi piosenkami wiele tygodni przed czasem. Przez to właśnie zatracił mi się klimat świąt oraz ich magia. Bo kiedy Cię atakują, to jedyne wyjście to ucieczka. Jednak teraz to się chyba zmieniło, właśnie za sprawą świątecznych lektur. Łapię się na tym, że chcę czytać ich więcej i więcej. No dobra bo chyba zboczyłam trochę z tematu.

Dla niektórych świąteczny klimat książki może sugerować sielskość i anielskość historii. Owszem tak jest, ale też nie do końca. Autorka w swojej najnowszej powieści, poruszyła kilka trudnych tematów. Mamy tutaj ból i tęsknotę po utracie dziecka. Babcia Agata w czasie wojny utraciła swojego kochanego syna, a tułaczka była związana z jego poszukiwaniem. Pociągi, kojarzyły się starszej pani właśnie z wywózką synka. Oprócz tego mamy przemoc domową i alkoholizm. Fela była bita przez swojego męża. Sama sobie z tym radziła. Kiedy Klementyna chciała jej pomóc, Fela się wkurzyła. Nie potrzebowała pomocy od „dziewczyny z miasta, która nie zna się na życiu”. Jednak musiała swój pogląd zweryfikować, gdy pobita córka Feli pobiegła po pomoc właśnie do Klementyny.

„Serce z piernika” aż kipi od emocji. Magda dawkuje je bardzo powoli. Czytelnik, zagłębiając się w opowiadaną historię, nie ma ochoty by dotrzeć do jej końca. Dlaczego? Nie chce rozstać się z bohaterami. Tak dobrze mu w kamienicy pełnej zapachów pierników i wśród mieszkańców, dla których nie jest obojętny los bliźnich. I to jest w książce niesamowite.

Nie można, nie wspomnieć o bohaterach. Jestem przekonana, że wszyscy pokochają Dobrochnę. Córeczka Klementyny rozbraja nawet najbardziej zatwardziałe serca. Jest bardzo wygadana i dociekliwa jak na swój wiek.

Jeśli poszukujecie książki, która rozbawi Was do łez i wzruszy, że sięgniecie po chusteczki, to „Serce z piernika” nadaje się do tego idealnie. Mam nadzieje, że będzie dalszy ciąg, gdyż zakończenie sugeruje, że to jeszcze nie koniec.

niedziela, 8 października 2017

#446



Wróciłam właśnie na zamek Cantendorfów i przechadzam się znajomymi korytarzami. Wpadam czasem na lady Isabelle i staram się schodzić z drogi gospodyni pani Hammond. No i obserwuję rodzącą się miłość między Aleksandrem i Kate. I kibicuje im z całego serca. Bo przecież miłość, ta najszczersza, jest najpiękniejszym co może w życiu się przydarzyć.

Hrabia Aleksander oświadcza się ukochanej Kate. Wszystko wskazuje na to, że na zamku pojawi się nowa żona i zarazem hrabina. Jednak jest ktoś komu ten cały ślub jest w niesmak. I knuje jak nie dopuścić do ceremonii. Lady Adler za wszelką cenę chce zostać Panią na zamku. Nie cofnie się przed niczym by swój cel osiągnąć. Wiedźma Alice, wie, że na zamku ukryta jest tajemnica, która przybliży ją do rozwiązania zagadki o jej pochodzeniu. Czy odkryje tę tajemnicę? Czy sekrety, które dotychczas ukrywała Pani Hammond, ujrzą światło dzienne? Jak bardzo odbije się to wszystko na Kate?

Och, ale się dzieje. Ile intryg i nie rozwiązanych zagadek z przeszłości. Przez całą powieść czytelnik zastanawia się nad tajemnicą ukrytą na zamku, gdzieś w jego murach. I w trakcie poznawania historii sam wkłada puzzle w odpowiednie miejsce.

Tak jak w przypadku części pierwszej, jest tutaj dużo miłości. Jednak nie tyle co w „Tajemnicy zamku”, ponieważ Autorka postanowiła bardzo namieszać w życiu głównych bohaterów. Przyznam się, że to dobre zagranie, gdyż słodkie uczucie łączące Aleksandra i Kate mogłoby w pewnym momencie przyprawić czytelnika o mdłości.

Sekret Cantendorfów zostaje prawie odkryty. Za chwilę Aleksander pozna prawdę, która go zaszokuje. Czy miłość zwycięży? O tym przekonamy się, mam nadzieję, w trzecim tomie, za który właśnie się zabieram. Stay tuned.

środa, 4 października 2017

#445




Wiele razy wspominałam już, że po serie i trylogie lubię sięgać, gdy wszystkie części są już wydane. Dlatego gdy w moje ręce wpadła ostatnia część „Sagi rodu Cantendorf” mogłam bez zastanowienia zabrać się za ich czytanie. „Tajemnica zamku” wybrała się ze mną na urlop nad morze. Byłam bardzo ciekawa co tym razem Krystyna Mirek wymyśliła. Powiem tylko, że ta saga nie jest współczesna.

Na zamku Cantendorf panuje żałoba. Hrabia Aleksander właśnie pochował czwartą żonę. Tajemnicza śmierć kolejnej żony sprawia, że ludzie zaczynają się zastanawiać czy to hrabia je wykańcza czy też nad zamkiem wisi jakaś klątwa. Żadna z żon nie pozostawiła po sobie dziecka. A potrzebny jest dziedzic, który w przyszłości przejmie rodzinną schedę. Sąsiedzi martwią się o swoje córki, bo przecież hrabia nie może mieszkać sam, a jak kończą jego żony wszyscy dobrze wiedzą. Caroline Milton postanawia wydać za mąż za Aleksandra starszą córkę Amelię, oczywiście wbrew zainteresowanej. Jej młodsza siostra, Kate, postanawia unicestwić ten plan. Nie przypuszcza jednak, że sama wpadnie w sidła miłości hrabiego. 

Czytając „Tajemnice zamku” czułam się jakbym przeniosła się w czasy Jane Austin. I wcale nie mam na myśli romansu, który króluje w powieści. Jest tam także tajemnica i dreszczyk emocji, które towarzyszą nam od samego początku historii.

Na początku miałam mały problem by wgryźć się w opowiadaną w książce historię. Miałam nawet ochotę odłożyć ją na półkę. Jednak im więcej stron przeczytałam i bardziej poznawałam losy bohaterów, tym byłam ciekawsza co dalej. I okazało się, że ciekawość wzięła górę. Zastanawiałam się kogo wybierze na żone hrabia? Czy zwróci uwagę na rudego kociaka jakim była Kate czy może wybierze kogoś bardziej zamożnego?

Dawno nie czytałam tak dobrze napisanego romansu historycznego. Dzięki autorce przeniosłam się do dziewiętnastowiecznej Anglii, w której wydawano proszone przyjęcia, a śluby brano niekoniecznie z miłości.

„Tajemnica zamku” to piękna powieść o miłości, która spada na nas niespodziewanie. Która wyrywa się z ram konwenansów. To też powieść o sile kobiet i o tym, że bycia damą można się nauczyć. Lecę czytać „Cenę szczęścia”, bo jestem ciekawa co będzie dalej. Czy Isabelle dopnie swego i zostanie panią na zamku Cantendrofów? 

sobota, 30 września 2017

#444





Nory Roberts nikomu przedstawiać nie trzeba. Obok Danielle Steel jest królową romansu. Jednak w swoim dorobku literackim ma nie tylko powieści miłosne. Całkiem nieźle radzi sobie także z sensacją. Pod pseudonimem J.D. Robb stworzyła serię „In death/Oblicza śmierci” z wyśmienitą bohaterką - Eve Dallas, która to seria ma już ponad trzydzieści części. Oprócz tego obyczajówki, romanse, czyli około dwustu tytułów i co chwilę wydaje nowe. Czyste szaleństwo, prawda? Lubię książki Nory Roberts, ale nie te miłosne, tylko te z wątkiem sensacyjnym. Dlatego z wielką przyjemnością sięgnęłam po jej najnowszą pozycję „Kłamca”.


Shelby w wypadku traci męża. Zostaje sama z małą córeczką oraz długami, które pozostawił po sobie Richard. Okazuje się, że mąż nie był tym za kogo się podawał. Wystawne przyjęcia, podróże, piękny duży dom, ubrania od najlepszych projektantów to był fałszywy złudny świat, w którym żyła Shelby. Wychodzi na jaw, że Richard był złodziejem i oszustem. Shelby żeby zapewnić sobie oraz swojej córce jakiekolwiek godne życie musi wszystko sprzedać i wrócić do rodzinnej miejscowości. Znajduje pracę, miłość, i w końcu jest szczęśliwa. I wtedy odkrywa, jeszcze bardziej mroczną tajemnicę męża, która w końcu wychodzi na jaw – ten podły drań upozorował własną śmierć.



Widać, że dawno nie czytałam żadnej pozycji Roberts. Dlaczego? Bo nie potrafię się przyczepić do niczego w tej powieści. Ale żeby nie było, że wznoszę peany na jej cześć... Roberts swoje książki pisze w podobnym stylu i powiela schematy. Mamy cierpiącą kobietę, która musi wrócić w rodzinne strony by zacząć wszystko od nowa. Na swojej drodze spotyka mężczyznę, który się w niej zakochuje, ale wie że Ona musi jeszcze chwilę poczekać, bo nie jest jeszcze gotowa na nowy związek. Do tego dorzućmy jej rodzinę, która zawsze gra pierwsze skrzypce i jest najważniejsza, bo wspiera porzuconą kobietę.
I nie możemy zapomnieć o pierwiastku zła. W tej powieści jest nim mąż, który kłamał, kradł, i był oszustem. Gdy wszystko razem wymieszamy powstanie nam kolejna książka w dorobku Roberts, podobna do kilku wcześniejszych. Niektórzy czytelnicy, którzy nie zaczytują się prozą Nory, mogą być ucieszeni. Pozostali delikatnie zawiedzeni. Bo przecież gdzieś już to czytali. Ale mimo wszystko książkę czyta się szybko i przyjemnie, i wcale nie przeraża grubość. Zakończenie nie zaskakuje. Wręcz przeciwnie.

Kiedy wreszcie dopasowujemy kolejne puzle, koniec historii okazuje się banalny i znów możemy zanucić : „Ale to już było”.


Dlatego też „Kłamca” idealnie nadaje się na urlop tudzież wolny weekend. To książka dla fanów romansów z domieszką sensacji, którzy nie oczekują więcej niż dobrze opowiedziana historia. I im właśnie ją polecam.

wtorek, 26 września 2017

#443


Jak pisze Wikipedia: „Thriller (Dreszczowiec): rodzaj utworu sensacyjnego, powieści, filmu mającego wywołać u czytelnika, bądź widza, dreszczyk emocji. Wykorzystuje on napięcie, niepewność i tajemniczość jako główne elementy utworu. Thriller psychologiczny koncentruje się na psychologicznych aspektach postępowania bohaterów.”

Kiedy sięgałam po książkę Delii Ephron „Siracusa” byłam kuszona opisem na okładce: thriller psychologiczny. Oczekiwałam dreszczu emocji, kłębiącego się pod skórą poczucia niepokoju, przysłowiowego trupa w szafie. A co otrzymałam? Na pewno nie to czego oczekiwałam. Myślę, że chciałam czegoś na miarę „Dziewczyny z pociągu” (tak wiem, że dla niektórych ta powieść była kiepska) albo chociażby czegoś podobnego do książki „Zamknij oczy” gdzie po plecach przechodziły mi ciarki. Tutaj nic takiego się nie działo. Nie miałam nawet gęsiej skórki. 

Historię poznajemy z punktu widzenia każdego z bohaterów. Na początku trudno ich rozpoznać i dopasować kto jest kim dla kogo i gdzie pracuje, i jaką ma przeszłość. Z czasem dochodzimy do wniosku, że jest to dobre posunięcie, bo historia jest pełniejsza, kiedy każdy ją uzupełnia. A trzeba przyznać, że bohaterowie różnią się bardzo od siebie. Każdy z nich kreuje się na tego lepszego, jednak wszyscy mają coś za uszami. Wyśmiewają innych (czasem tych najbliższego) zdradzają, wywyższają się.

Nie potrafiłam w tej historii odnaleźć „obiecanego” thrillera. Zaginął w akcji lub może zagubił się w podróży z Rzymu do Siracusy. Plusem książki są ciekawe opisy włoskich miast i dla mnie tylko to ratuje tę powieść. A może się czepiam?

środa, 30 sierpnia 2017

#442

„Ósmy cud świata” Magdalena Witkiewicz - PREMIERA 13 września 2017 



13 września 2017 premiera powieści „Ósmy cud świata” bestsellerowej polskiej pisarki Magdaleny Witkiewicz, inspirowana podróżą autorki do Wietnamu. „Ósmy cud świata” to opowieść o singielce poszukującej najważniejszych wartości w życiu. W tle Wietnam z malowniczą zatoką Ha Long i tętniącym życiem Hanoi. 

Bohaterka powieści Anna - singielka, odnosi sukcesy, żyje wygodnie i bez zobowiązań, ale cały czas nie czuje się spełniona. Wszystko zmienia się, gdy pod wpływem towarzyszących jej emocji postanawia wyjechać do Wietnamu. To co tam ją spotka już na zawsze pozostawi ślad. Czy jej decyzje mogą zaważyć na losach innych ludzi? Czy szczęście, którym się cieszy rozsypie się nagle jak domek z kart? Anna przeżywa wietnamską przygodę i odkrywa swój własny ósmy cud świata. 

Magdalena Witkiewicz bestsellerowa polska autorka, absolwentka Uniwersytetu Gdańskiego i studiów MBA. Z zawodu analityk marketingowy, specjalista od modeli ekonometrycznych, z pasji pisarka. Uwielbiana przez kobiety, od lat wzrusza i motywuje swoje czytelniczki, nie tylko w Polsce, ale również za granicą. Jej książki czytają Wietnamki, Litwinki i Amerykanki. W swych powieściach porusza trudne tematy samotności, poszukiwania sensu życia, dokonywania często niełatwych wyborów, miłości. Nazywana specjalistką od szczęśliwych zakończeń, opowiada o poważnych sprawach w lekkim, a czasami nawet w bardzo lekkim stylu. Dla dzieci i dla dorosłych. A czasami tylko dla dorosłych. 

Jej najnowsza książka „Ósmy cud świata” jest inspirowana podróżą autorki do Wietnamu, gdzie w 2014r. Magdalena Witkiewicz reprezentowała Polskę na Międzynarodowym Festiwalu Literatury Europejskiej w Hanoi. 

Tytuł: Ósmy cud świata
Autor: Magdalena Witkiewicz Wydawnictwo: Filia
Data premiery: 13 września 2017 



sobota, 26 sierpnia 2017

#441



Kontynuacje książek mają to do siebie, że są albo lepsze, albo słabsze. Tak wiem, zawsze jest jedno albo drugie. Ponoć nigdy nie jest nic pośrodku. Kiedy zamknęłam książkę „Zanim się pojawiłeś” pomyślałam świetny obyczaj. I w sumie można było nic więcej do tego nie dodawać. Jednak kiedy okazało się, że pojawiła się kontynuacja, postanowiłam ją przeczytać, by dowiedzieć się co działo się z Lou gdy Will zniknął z jej świata.

Lou próbuje zrobić coś ze swoim życiem. Wyjeżdża do Paryża i przez chwilę pracuje tam w kawiarni. Niestety czuje, że jednak to nie to. Że jest tak, jakby zawiodła Will’a. Kupuje mieszkanie w Londynie i zaczyna pracę w barze na lotnisku. Pewnego dnia dochodzi do wypadku - dziewczyna spada z dachu. Wiele osób myśli, że chciała popełnić samobójstwo. Rodzice wysyłają ją na spotkania grupy wsparcia dla osób, które utraciły bliską osobę. W końcu na progu jej mieszkania staje córka Willa i wywraca jej życie do góry nogami, podobnie zresztą jak przystojny ratownik.

Okazuje się, że książka „Kiedy odszedłeś” pojawiła się na rynku, gdyż czytelniczki bardzo chciały się dowiedzieć co stało się z Lou po śmierci Willa – przynajmniej tak donosi Internet. W sumie się nie dziwię, bo sama byłam ciekawa jak dalej potoczą się jej losy. Zastanawiałam się czy popadnie w czarną rozpacz czy może odbije się od dna i zacznie się spełniać. Kiedy autorka strąciła bohaterkę z dachu pomyślałam: serio, teraz kolejną postać chcesz umieścić na wózku? Mało ci było Willa? Na całe szczęście wszystko potoczyło się dobrze. Jojo Moyes przedstawiła w swojej powieści proces jaki przechodzi każdy z nas, gdy umiera ukochany albo przynajmniej jak może taki proces wyglądać. Ukazuje wewnętrzną walkę Lou, gdy na horyzoncie pojawia się nowy mężczyzna. No i nie można zapomnieć o tym, że Lou musi sprawdzić się jako macocha nastolatki. A córka Willa jest bardzo irytującą dziewczyną. I całkiem nieźle podsumowuje ją cytat z książki: „wygląda jak półtora nieszczęścia wszystkie nastolatki tak wyglądają takie moje ustawienia domyślne”.

Przyznam się szczerze, że ta część bardziej mi się podobała. Tylko nie potrafię powiedzieć, dlaczego. Jeśli oczekuje się wyciskacza łez, to można się trochę rozczarować. Ale nie jest źle, jest czasem nawet zabawnie. Przez cały czas dopingowałam Lou, by wreszcie stanęła na nogi i posklejała swoje rozbite serce. Co się nawet udało. A zakończenie lekko sugeruje, że mogłaby powstać kontynuacja. W sumie nie miałabym nic przeciwko. Polecam!!!

środa, 23 sierpnia 2017

#440



Mówiłam Wam już, że zdarza mi się sięgać po książki tylko dlatego, że spodobała mi się okładka 
i tytuł. Czasem sięgam też po książkę, gdy wszędzie widzę jej reklamę i wszyscy się nią zachwycają. Chociaż z drugiej strony, bywa też tak, że sięgam po taką książkę dopiero wtedy, kiedy szał na nią minie. Z książką Doroty Milli „To jedno lato” było tak, że zachwyciłam się okładką, a potem na profilu „Ona czyta” dowiedziałam się, że jest świetna i nadaje się idealnie na wakacje. Uwierzycie, że zamówiłam ją w ciemno nie wiedząc nawet o czym jest? Dopiero gdy zabrałam się za jej czytanie, zerknęłam na opis. I już wtedy wiedziałam, że to dobry wybór. Ale czy na pewno?

Lukrecja Lis ma ambitny plan na życie: wyjść bogato za mąż, nie pracować tylko leżeć i pachnieć. Jest na dobrej drodze do tego by tak się właśnie stało. Od jakiegoś czasu spotyka się z Aleksem synem państwa Heydel, znanych potentatów farmaceutycznych. Mężczyzna nie jest ani przystojny, ani oczytany, nie ma ambicji, ale ma bogatych rodziców, co zdecydowanie trzyma przy nim Lukę. Czeka na pierścionek, jednak przyłapany na podrywaniu kelnerek, Aleks przyznaje się, że to nie pierwszy skok w bok. Plotki które krążyły, potwierdzają się, mężczyzna zdradzał Lukrecję. Jej świat wali się w gruzy. Za namową przyjaciółki, bierze urlop i wyjeżdża do rodziców do Dźwiżyna. By leczyć rany. Nie wie, że pobyt nad morzem i znajomość z Hubertem wywróci jej świat do góry nogami i zmieni całkowicie światopogląd na życie. 

Od razu Wam powiem, że swoim zachowaniem Lukrecja wkurza czytelnika. Przepraszam bardzo, ale tej dziewczyny nie da się lubić od początku tej historii. Mamy ochotę wrzucić ją pod nadjeżdżający tramwaj na warszawskich ulicach. Jej charakter tak podnosi ciśnienie, że wiele razy odkładałam książkę na bok, by odetchnąć, zebrać się w sobie by czytać dalej. Dlaczego? Główna bohaterka tak naprawdę na początku jest – antybohaterką. Od najmłodszych lat jest przekonana, że jeśli coś pójdzie nie tak to zawinili inni nie ona; jest egoistką myślącą tylko o sobie, upokarzała innych, czuje się od nich lepsza. Winę za wszelkie niepowodzenia „zwala” na matkę dziewczynki, której dokuczała w dzieciństwie. Otóż kobieta, była nazywana Czarownicą i rzuciła „klątwę”, za sprawą której Luka miała do końca życia być nieszczęśliwa. Dlatego powrót do rodzinnego miasta miał być pretekstem by Czarownica zdjęła czar. Jak sami widzicie głównej bohaterki nie da się lubić. Ale jak to w tych pozytywnych powieściach bywa, bohaterka przechodzi metamorfozę, ale… to długa droga i jak wiadomo nie zawsze usłana różami. 

Powiem tak: chciałam porzucić książkę w połowie, właśnie przez zachowanie Lukrecji. Jednak postanowiłam dać jej szansę. Warto było. 

„To jedno lato” to książka idealna na urlop. Na czytanie na plaży, pod parasolem. Jestem przekonana, że tak jak ja nabierzecie ochotę na podróż do Dźwiżyna by przespacerować się uliczkami, którymi chadzali bohaterowie. 

Czytając, zaciśnijcie zęby i nie zważajcie na zachowanie Lukrecji. Na szczęście drugoplanowi bohaterowie osładzają historię i charakterek panny Lis. Polecam!



poniedziałek, 14 sierpnia 2017

#439





Wszystko co piękne kiedyś się kończy. Mój pobyt w pięknym i urokliwym Zmysłowie także. Czas spakować walizki i pożegnać się z mieszkańcami Willi Julia. Właśnie odłożyłam na półkę ostatni tom sagi „Czary codzienności. Słoneczna Przystań” Agnieszki Krawczyk. To trudne rozstanie, gdyż zżyłam się z bohaterami, wraz z nimi cieszyłam się i płakałam. 

Jak już dowiedzieliśmy się na końcu tomu drugiego, w życiu sióstr pojawił się Tomasz Halicki. Przyrodni, starszy brat Tosi, który nie miał wcale przyjaznych zamiarów. Ani Agata, ani Daniela nie dają się omamić pięknym słowom Halickiego i nie poddadzą się bez walki. W Willi Julia pojawia się także Magda, była już dziewczyna Filipa. Tym razem potrzebuje pomocy. Wystawa obrazów matki Agaty wreszcie dochodzi do skutku, a budowa ośrodka z termami zostaje zbojkotowana przez mieszkańców Zmysłowa oraz zaprzyjaźnionych ekologów. Ale o tym jak potoczyły się dalsze losy bohaterów musicie poczytać sami. Nie chcę odbierać wam przyjemności zatopienia się świat trzech sióstr.

I tym razem Agnieszka nie zawiodła swoich czytelników. Tak samo jak przy wcześniejszych częściach czaruje codziennością. Tutaj nic nie jest podkoloryzowane. Nie ma przerostu wydarzeń wszystko jest wyważone i z życia wzięte.

Siostry nadal mają problemy się z żoną burmistrza, która za wszelką cenę chce wybudować swój ośrodek wypoczynkowy. Dzięki pomocy przyjaciół, kobiety nie są same w walce, aby Zmysłów pozostał prowincjonalnym miasteczkiem z klimatem. Oczywiście prowincjonalnym w pozytywnym sensie. 

W tej części dużą rolę odgrywają emocje. Nie tylko wśród czytelników czytających powieść. Wreszcie mamy rozbudowane wątki miłosne bohaterek. I co z tego, że ostatniej części?! We wcześniejszych tomach sercowe rozterki sióstr były, tylko lekko nakreślone. Natomiast w ostatnim mamy totalny ich rozkwit. Wreszcie miłosne słońce wzeszło nad kawiarnią „3 koty i 3 siostry”. Trzeba przyznać, że Autorka ma dryg do grania na emocjach i trzymania swoich czytelników napięciu. Do samego końca nie było wiadomo jak rozwinie się sytuacja miłosnego trójkąta Danieli, Halickiego i Jakuba, ani Agaty Piotra i Martyny.

Ostatnia kawa wypita w kawiarni sióstr wraz z kotami sprawiła, że zatęskniłam za urlopem. Za spokojnym miejscem z dala od tłumów. Całą serię polecam. Nie zawiedziecie się, będziecie zaczarowani miejscem oraz mieszkańcami. Polecam!

czwartek, 10 sierpnia 2017

#438





I co? I znów urzekła mnie okładka, tytuł i opis. I tak, po raz kolejny tym właśnie kierowałam się przy wyborze kolejnej lektury. Bo czyż okładka książki nie jest sielska i przesłodzona?

A no jest. Ale jeśli myślicie, że „Wzgórze niezapominajek” Anny Bichalskiej to powieść z gatunku urokliwych, miłosnych historii to możecie się trochę pomylić.

Lena pewnego dnia znajduje porzuconą suczkę. Jest to początek zmian w jej życiu. Najpierw przez zupełny przypadek odkrywa, że jej facet, z którym miała brać ślub, ją zdradza i to od kilku miesięcy. Więc zamiast ślubu, pięknego życia u boku ukochanego, jest… krótka rozpacz, spakowanie torby i wyjazd do babci na wieś, by odpocząć i zebrać siły.
I znów przypadek sprawia, że Lena znajduje w swoim dawnym pokoju szkatułkę pozostawioną tam prze Julie i jej przyjaciółkę z dzieciństwa. W środku znalazł się list oraz zagadka, która pozwoli odkryć tajemnice z przeszłości. Tylko czy Lena podejmie wyzwanie?
Czy ciekawość weźmie górę, a może strach przez poznaniem przeszłości będzie silniejszy?

Czy grzebanie w przeszłości to dobry pomysł? I tak i nie. Może przecież okazać się, że tajemnice, które odkryjemy wcale nie są dla nas przeznaczone. Lub poznamy prawdę o swoim pochodzeniu, co sprawi, że nasze dawne życie okaże się dla nas kłamstwem. Historia opowiedziana w książce jest prowadzona dwutorowo. Przeszłość odkrywamy dzięki Julii, co idealnie wpasowuje się to w „teraźniejszą historię” opowiadaną przez Lenę.

Ta książka pełna jest tajemnic i sekretów, ale także prawdy, która zaskakuje. Pokazuje jak bardzo przeszłość jest z nami związana. A wybory jakich dokonaliśmy w przeszłości, nie koniecznie muszą być tymi dobrymi. Tu każdy z bohaterów ma tajemnice, a odkrywanie ich pozwala nam lepiej poznać motywy ich działania.

Autorka stworzyła barwną historię opisaną w łatwy i przystępny sposób. Opisy miejsc sprawiają, że czytelnik ma wrażenie jakby towarzyszył bohaterom w codzienności.

Polecam „Wzgórze niezapominajek” wszystkim tym, którzy lubią odkrywać tajemnice przeszłości. Czytelnikom lubiącym piękne krajobrazy i sielski spokój. Przygotujcie sobie tylko zapas chusteczek, bo bez nich się nie obejdzie.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Harper Collins Polska









poniedziałek, 7 sierpnia 2017

#437



Swego czasu był wielki boom na książki Dana Browna. Świat oszalał na ich punkcie. Miały wszystko: tajemnice, zagadki, dreszczyk emocji. Czytelnicy pochłaniali je w zastraszającym tempie. Później, wielu autorów, na fali popularności Browna, też sięgnęło po pióra i napisało lepsze lub słabsze kopie „Kodu da Vinci”. Kiedy dostałam w swoje łapki powieść „Talizmany” Dominika W. Rettingera,  zaczęłam się zastanawiać czy autor zaczerpnął pomysł z książki Browna czy też może wzorował się na innym autorze. Dlaczego tak z pomyślałam? Opis książki to sugerował. A jak było naprawdę?  Posłuchajcie.


Jednego dnia Ewa traci pracę oraz faceta. Od razu postanawia uciec do ukochanej ciotki Zofii, która nieopodal zamku Krzyżtopór ma swój Dworek. Po przyjeździe na miejsce, okazuje się, że zastała tam całą rodzinę, gdyż ukochana ciocia zmarła. Dworek zapisuje w testamencie Ewie, co nie podoba się rodzinie. Oprócz tego, w ślad za kobietą ruszają tajemniczy Włosi. Okazuje się bowiem, że ciotka Zofia wiedziała coś na temat skarbu ukrytego pod zamkiem. Rozpoczyna się walka z czasem by ten skarb odnaleźć.

„Talizmany” okazały się być świetną książką, mieszaniną różnych gatunków. Mamy tutaj sensacje, trochę obyczaju z romansem i wszystko doprawione tajemnicą historyczną.

Trzeba przyznać, że autor bardzo skrupulatnie zabrał się za pisanie powieści. W powieści nie znajdziemy wątków historycznych wyssanych z palca. Wszystkie wątki zgrabnie zazębiają się w całość, a sama historia sięga do czasu wybudowania zamku Krzyżtopór przez ród Ossolińskich. Sama z ciekawości uruchamiałam internet, by na własne oczy zobaczyć miejsca o których wspomina autor.

Książkę polecam wszystkim, którzy lubią historyczne zagadki z nutką sensacji, komedii i obyczaju. I powiem, że nie miałabym nic przeciwko kontynuacji, bo jestem ciekawa jak zakończyła się przygoda miłosna głównych bohaterów. I jaki los spotkał tajemniczych Włochów.

Dajcie szanse tej książce, mimo że okładka trochę średnio zachęca do jej lektury.