
Wiesz, czasem bywa tak, że kiedy powstaje pierwsza część dzieła, to druga część jest minimalnie gorsza. Jednak nie zawsze tak jest. Zdarza się, że druga jest tak samo dobra albo nawet lepsza. Gadam od rzeczy? Nie skąd, po prostu chcę jakoś ładnie rozpocząć swoją opowieść. No dobrze już dobrze nie krzyw się tak.
We wcześniejszym liście opowiadałam Ci o pięknym dworku Sosnówce i jego właścicielce Annie. Tym razem też chcę o niej opowiedzieć. Posłuchaj.
„Pensjonat Sosnówka” to dalsze losy Anny, właścicielki pięknego dworku na Kujawach, w miasteczku Towiany. Otóż marzeniem Anny jest założenie własnego pensjonatu. No i powoli to marzenie spełnia. Kiedy udaje się jej pensjonat otworzyć, okazuje się, że wokół siebie ma wspaniałych przyjaciół którzy pomagają „ogarnąć” otwarcie i prowadzenie pensjonatu. Pojawia się także matka Florka, która chce odzyskać syna. Poznajemy przeszłość Dyzia. Rodzina się powiększy nie tylko o szczenięta Szyszki czy też kotki znalezione nad jeziorem. Jest mnóstwo pensjonariuszy którzy troszkę namieszają w życiu mieszkańców Towian.
Przyznaję bez bicia, że Pani Maria urzekła mnie tą historią tak bardzo, że momentami miałam wrażenie, że to bajka. Wiem, że to fikcja literacka, ale przecież tak naprawdę to ta historia mogła się wydarzyć. Albo co lepsze taka Anna gdzieś na Kujawach mieszka i prowadzi taki właśnie pensjonat. Bo książka nie jest fantastyką, to jak najbardziej normalna historia. Przyjaźń wśród bohaterów jest prawdziwa. Przecież, wiadomo że jeśli ma się przyjaciół to ma się ich zawsze wtedy kiedy jest źle (są przy nas i wspierają) ale także kiedy wypełnia nas szczęście. Opisy przyrody są zachwycające. Czasem zamykałam oczy i dokładnie widziałam Dworek oraz wszystko wokół.
Książkę podobnie jak część pierwszą czyta się bardzo szybko. Nie można się od niej oderwać. Wciąga od pierwszych stron. Mnie wciągnęła od razu, ale może to dlatego, że ledwo co skończyłam „Sosnowe dziedzictwo” i byłam ciekawa co będzie się działo dalej z Anną. Nie, skąd co ja za bzdury plotę. Przecież historia Anny sprawia, że człowiek jest jak zaczarowany i oczarowany. Tyle w niej miłości. No… rozmarzyłam się. Tak wiem, po raz kolejny.
Kochana, musisz koniecznie przeczytać tę powieść. Ale od razu przeczytaj obie, to znaczy jedna po drugiej nie naraz. I daj znać czy po doczytaniu ostatniej kropki w „Pensjonacie Sosnówka” też poczułaś ból i tęsknotę za tym, że więcej historii o Annie nie będzie.