Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maria Ulatowska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maria Ulatowska. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 18 września 2011

#132


Droga Tachykardio!

Wiesz, czasem bywa tak, że kiedy powstaje pierwsza część dzieła, to druga część jest minimalnie gorsza. Jednak nie zawsze tak jest. Zdarza się, że druga jest tak samo dobra albo nawet lepsza. Gadam od rzeczy? Nie skąd, po prostu chcę jakoś ładnie rozpocząć swoją opowieść. No dobrze już dobrze nie krzyw się tak.

We wcześniejszym liście opowiadałam Ci o pięknym dworku Sosnówce i jego właścicielce Annie. Tym razem też chcę o niej opowiedzieć. Posłuchaj.

„Pensjonat Sosnówka” to dalsze losy Anny, właścicielki pięknego dworku na Kujawach, w miasteczku Towiany. Otóż marzeniem Anny jest założenie własnego pensjonatu. No i powoli to marzenie spełnia. Kiedy udaje się jej pensjonat otworzyć, okazuje się, że wokół siebie ma wspaniałych przyjaciół którzy pomagają „ogarnąć” otwarcie i prowadzenie pensjonatu. Pojawia się także matka Florka, która chce odzyskać syna. Poznajemy przeszłość Dyzia. Rodzina się powiększy nie tylko o szczenięta Szyszki czy też kotki znalezione nad jeziorem. Jest mnóstwo pensjonariuszy którzy troszkę namieszają w życiu mieszkańców Towian.

Przyznaję bez bicia, że Pani Maria urzekła mnie tą historią tak bardzo, że momentami miałam wrażenie, że to bajka. Wiem, że to fikcja literacka, ale przecież tak naprawdę to ta historia mogła się wydarzyć. Albo co lepsze taka Anna gdzieś na Kujawach mieszka i prowadzi taki właśnie pensjonat. Bo książka nie jest fantastyką, to jak najbardziej normalna historia. Przyjaźń wśród bohaterów jest prawdziwa. Przecież, wiadomo że jeśli ma się przyjaciół to ma się ich zawsze wtedy kiedy jest źle (są przy nas i wspierają) ale także kiedy wypełnia nas szczęście. Opisy przyrody są zachwycające. Czasem zamykałam oczy i dokładnie widziałam Dworek oraz wszystko wokół.

Książkę podobnie jak część pierwszą czyta się bardzo szybko. Nie można się od niej oderwać. Wciąga od pierwszych stron. Mnie wciągnęła od razu, ale może to dlatego, że ledwo co skończyłam „Sosnowe dziedzictwo” i byłam ciekawa co będzie się działo dalej z Anną. Nie, skąd co ja za bzdury plotę. Przecież historia Anny sprawia, że człowiek jest jak zaczarowany i oczarowany. Tyle w niej miłości. No… rozmarzyłam się. Tak wiem, po raz kolejny.

Kochana, musisz koniecznie przeczytać tę powieść. Ale od razu przeczytaj obie, to znaczy jedna po drugiej nie naraz. I daj znać czy po doczytaniu ostatniej kropki w „Pensjonacie Sosnówka” też poczułaś ból i tęsknotę za tym, że więcej historii o Annie nie będzie.

Pozdrawiam
Archer

wtorek, 9 sierpnia 2011

#118


Droga Tachykardio!

Do książki o której chcę Ci teraz opowiedzieć podchodziłam bardzo ostrożnie. Dlaczego? Otóż, nim trafiła do księgarń była bestsellerem i wszyscy chcieli ją przeczytać. Już! Natychmiast! Przyznaję, że ja też chciałam. Jednak, kiedy zamówiłam książkę i znalazła się ona w moim posiadaniu pomyślałam sobie: „Hola! Archer, poczekaj chwilę. Daj tej książce odpocząć, niech wszyscy wyśpiewają nad nią peany. Poczekaj aż gwar i zamieszanie przy niej ucichnie. Wtedy spokojnie sobie ją przeczytasz!” I co? Tak zrobiłam. Tylko, że w międzyczasie Autorka napisała dalsze losy bohaterów. Tak więc oprócz pierwszej części jest i druga do przeczytania. Ale to dobrze, bo nie będę miała zbyt wielkiej przerwy między częściami.

Autorką książki „Sosnowe dziedzictwo” jest Maria Ulatowska. Jak napisali na okładce (uwaga cytuję) „To, że napisze książkę, wiedziała od bardzo dawna. Na co dzień specjalistka od prawa dewizowego, dopiero na emeryturze znalazła trochę czasu i zrealizowała swoje marzenie.”

Główną bohaterką powieści jest Anna Towiańska. Poznajemy ją w momencie gdy wprowadza się do pięknego dworku Sosnówka, położonego na Kujawach. Oprócz niej poznajemy: panią Irenkę – gosposię, która pomaga Annie w kuchni oraz w domu, pana Dyzia, który ukrywa przed wszystkimi talent artystyczny; przystojnego weterynarza Grzegorza, braci Koniecznych, małego Florka i innych. Historia opowiadana jest jakby dwutorowo. Teraźniejszość oraz przeszłość przeplatają się w tej książce nawzajem. Jest historia dziadków Anny z okresu drugiej wojny światowej oraz historia otrzymania dworku prze Annę.

Teraz już wiem dlaczego wszyscy się tą książką zachwycają. Bo taka historia jest jak najbardziej życiowa. Przyznaję się bez bicia, że mnie się też zaczęła marzyć taka Sosnówka oraz tacy adoratorzy jak Jacek czy Grzegorz.

Ktoś może powiedzieć, że ta powieść to bajka. Cóż… możliwe. Ale przecież, lubimy takie historie. Historie, które mogą być napisane przez życie.

Książkę czyta się bardzo szybko. Została napisana łatwym dla czytelnika językiem. Przyznaję, że kiedy docierałam do fragmentów z przeszłości to gubiłam się w bohaterach. Ciężko mi było wyłapać kto jest kim. Tutaj przydałoby się drzewo genologiczne.

Zgadzam się ze zdaniami napisanym na okładce: „Pełna pogody ducha i życzliwości opowieść o tym, jak los pomaga nam być szczęśliwymi.” Oraz „W życiu przeznaczenie czasem czeka ukryte pod doniczką paprotki.”

Książka wzrusza i bawi. Idealnie nadaje się na letnie popołudnie. Cieszę się, że Pani Maria napisała taką książkę. Sprawiła, że po przeczytaniu znów – powolutku – zaczęłam wierzyć w miłość.

Tachykardio, teraz sięgam po dalsze losy mieszkańców Sosnówki. Niebawem Ci o nich opowiem.

Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie
Archer