Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krystyna Mirek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krystyna Mirek. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 lipca 2019

#522 - Światło o poranku



Droga Tachykardiio!

Chyba znowu wracam na właściwe tory czyli do pisania listów do Ciebie. I powiem ci, że mi tego bardzo brakowało. A tobie? Czy też Ci tego brakowało? Tych moich listów, takich rozmów przez Polskę? Bo przecież mieszkasz w centrum, a ja prawie na południu.

Postanowiłam zaklinać wiosnę. To znaczy zabrać się za książki pełne słońca i miłości. Bo przecież miłość, podobnie jak kwiaty, kwitnie właśnie wiosną. Dlatego postanowiłam wrzucić na czytnik książkę Krystyny Mirek „Światło o poranku”.

Święta odeszły w zapomnienie. Magda stara się pozbierać po rozstaniu z Konstantym, który zostawił ją dla swojej szefowej Luizy. Michał nie przyznaje się, przed światem do swoich uczuć, twierdząc, że jest ono zupełnie nieodwzajemnione. Bartek by nie sprawiać najstarszemu bratu zmartwień, stara się dobrze pracować. Natomiast Bianka wraca do Warszawy, do matki, myśląc, że uczucie do Michała jest nieodwzajemnione. Szara codzienność stolicy i prawda o przeszłości przytłacza ją tak bardzo, że ucieka. Jak potoczą się losy bohaterów? Na pewno zaskakująco. Ale ty wiesz, że o szczegółach musisz poczytać sama.

Powiem ci, że brakowało mi tej czwórki. Tęskniłam za Willą pod Kasztanem gdzie pachniało domowym ciastem a każdy gość był ciepło przyjmowany. Dom Babci Kaliny to taka przystań, w której każdy zbłąkany wędrowiec znajdzie swoje miejsce. I tak właśnie jest z Antkiem oraz Bianką. 

W tej części poznajemy matkę Bianki, oraz jej historię. Dowiemy się co działo się w młodości Patrycji i jak bardzo duży miała wpływ na jej późniejsze życie. Autorka oczywiście nie zapomniała o rodzicach Konstantego, którzy przeżywali kryzys małżeński. Wszystko jest idealnie wplecione w losy pozostałych bohaterów. 

Bardzo lubię książki Krystyny Mirek. To historie pełne rodzinnego ciepła, miłości, szczęścia i nadziei, że z każdego upadku podniesiemy się silniejszy. Polecam



Pozdrawiam serdecznie
Archer

wtorek, 8 stycznia 2019

#502 Szczęście za horyzontem


Jak już zdążyliście zauważyć (oczywiście jeśli jeszcze ktoś tu zagląda) lubię polską literaturę. Bardzo rzadko sięgam po zagranicznych autorów, ale zdarza mi się. Ale tym razem znów Wam opowiem o powieści napisanej przez jedną z moich ulubionych polskich Autorek. Twórczość Krystyny Mirek znam chyba od początku jej przygody pisarskiej. Jeśli nie od pierwszej książki to na pewno pierwszej, jaką wydała w Wydawnictwie Feeria. Od tamtego czasu z ogromną przyjemnością sięgam po Jej powieści, które są pełne ciepła i każdego czytelnika wypełniają nadzieją. I taka też jest książka „Szczęście za horyzontem”. 

Jedna nierozważna decyzja doprowadza do tragedii. W ułamku sekundy świat Justyny zostaje wywrócony do góry nogami. Podczas wypadku samochodowego traci swoje nienarodzone bliźniaki. Jej związek z ojcem dzieci, nie przetrwał tego nieszczęścia. Kobieta pozostaje z tym bólem sama, dodatkowo skłócona z rodziną nie wie co robić. Stawia wszystko na jedną kartę i wyjeżdża do swojej ukochanej babci. Opowiada jej o ostatnich wydarzeniach. Starsza Pani podpowiada jej co mogłaby zrobić, by sumienie przestało ją tak bardzo gryźć. I w ten sposób Justyna trafia pod dach Jana i jego rodziny. Jan sam wychowuje trójkę dzieci, które podczas jego nieobecności są zdane same na siebie. Do czasu, gdy na ich progu staje Justyna. Jak bardzo zmieni się życie ich wszystkich musicie przeczytać sami. 

Po raz kolejny udało się Krysi stworzyć historię, która porusza serca czytelników. Która wzrusza, każe się zatrzymać i przemyśleć swoje życie. Pokazuje, że niestety w dzisiejszych czasach ludzie oceniają po pozorach. Nie zagłębiając się w szczegóły oceniamy to co widzimy. A przecież nie wiemy dlaczego ktoś znalazł się w takiej sytuacji. Dopóki nie założymy czyiś butów, nie jesteśmy w stanie stwierdzić, ile w życiu przeszedł. 

Autorka w powieści pokazuje, że ktoś zupełnie obcy jest nam czasem bardziej pomocny aniżeli ktoś z bliskich. Tylko musimy temu komuś zaufać, pozwolić się zbliżyć, dostrzec dobro. Poza tym historia pokazuje, że czasem trzeba przejść długą drogę by być szczęśliwym. 

Pewnie się powtórzę, mówiąc, że Autorka w swoich powieściach snuje realistyczne historie a jej bohaterowie są nam bardzo bliscy. Jakby mieszkali zaraz obok. Czytelnik się z nimi zaprzyjaźnia i kibicuje od samego początku. Trzyma kciuki za happy end. 

„Szczęście za horyzontem” to historia na wskroś prawdziwa. Pełna dobra, miłości, wybaczania i pomocy bliźnim. Polecam bez mrugnięcia okiem.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Edipresse 

niedziela, 24 grudnia 2017

#462


Na świąteczny czas najlepiej nadają się powieści świąteczne. A muszę przyznać, że w tym roku wiele takich znalazło się na półkach księgarskich. Myślę, że to dobre rozwiązanie dla tych, którzy nie przepadają za świętami by mogli się do nich nastroić. Jak na razie za mną dwie książki, a przede mną? Kto wie ile, bo planuję przeczytać te które mam na półkach. Pewnie skończę je czytać przed następną gwiazdką. O jednej świątecznej pisałam Wam już tutaj, a dzisiaj opowiem o „Światło w Cichą Noc” niezawodnej Krysi Mirek. 

Antek Milewski po wielu latach przyjeżdża do domu Babci Kaliny. Powrót sprawia, że wszystkie dawne wspomnienia wracają do niego jak bumerang. Musi rozwiązać tajemnicę z przeszłości: dlaczego kochający ojciec porzucił jego oraz jego matkę? W sąsiedztwie domu babci Kaliny, mieszka rodzeństwo, które nie obchodzi Świąt Bożego Narodzenia. Co roku wyjeżdżają razem do ciepłych krajów, by nie świętować. Magdzie, Michałowi oraz Bartkowi, wigilia kojarzy się z tragicznym wypadkiem sprzed wielu lat, w którym zginęli ich rodzice. Jednak w tym roku będą musieli zmienić plany, a to wszystko za sprawą Konstantego. Staną przed wyzwaniem zorganizowania prawdziwej rodzinnej wieczerzy. Ale jak wiadomo nie od dziś, nic nie ułoży się tak jako powinno. 

Zagłębiając się w historię wczuwamy się w świąteczną atmosferę, czujemy szczypiący w policzki mróz, padający śnieg i zapach wypiekanych świątecznych potraw. 

Tym razem także, Autorka w swojej powieści porusza kilka ważnych tematów. Bo przecież książki nie tylko mają dawać radość, ale także mają przemycać wartości i przesłania. Tutaj tak właśnie jest. Mamy historię Antka, którego ojciec porzucił, gdy ten był małym chłopcem. Antek nie potrafi zrozumieć, dlaczego kochający ojciec do tego dopuścił. Wini nową rodzinę za to, że ta go mu zabrała. Dopiero opowieść babci oraz spotkanie z przyrodnią siostrą wiele mu wyjaśnia. Oprócz tego mamy siłę rodzeństwa jaka łączy Magdę, Bartka i Michała. Na ich przykładzie widzimy, że święta to nie zawsze czas radości, ale także czas smutku i bólu po utracie najbliższych. Wszystko się zmienia za sprawą Kostka, chłopaka, w którym zakochuje się Magda. To dla niego chce pokonać traumę z dzieciństwa i zorganizować prawdziwe święta. Jest jeszcze postać mamy Konstantego, która w pewnym momencie bardzo mi się spodobała. Otóż w jego rodzinie wszystko z zewnątrz wyglądało perfekcyjnie, a jak wiadomo, jeśli z zewnątrz wszystko super to w środku musi być coś nie tak. I tak właśnie było. Autorka na przykładzie tej rodziny pokazała, że można być małżeństwem, ale żyć obok siebie a nie ze sobą. Dość często pod powłoką idealności, brakuje miłości. Małżeństwo dla głowy rodziny była umową, układem, co wcale nie było oczywistym faktem dla drugiej strony. Spodobało mi się, że Matka Konstantego wreszcie się zbuntowała, bo nie mogła dłużej żyć w ułudzie, bez miłości. Trzymam za nią kciuki, by uwolniła się od niekochającego męża i zaczęła żyć tak jak na to zasługuje. Nie jak sprzątaczka, opiekunka do dzieci czy kucharka. 

„Światło w Cichą Noc” to opowieść o magii świąt, miłości i przyjaźni. O nadziei na lepsze jutro. O tym co w życiu najważniejsze. I cieszę się, że powstanie kontynuacja, gdyż jestem bardzo ciekawa jak potoczą się dalej losy bohaterów. Polecam



środa, 11 października 2017

#448




Mój pobyt na zamku Cantendorf niestety dobiegł końca. Pakuję kufry, wsiadam do powozu I opuszczam to miejsce. To co miało zostać wyjaśnione, wyjaśnione zostało, sekrety wyszły na jaw, a na zamku pozostał prawowity jego właściciel. Posłuchajcie o książce „Prawdziwa miłość” Krystyny Mirek.

W życiu hrabiego Aleksandra wszystko się zmienia. Dotychczas ukrywana tajemnica o jego pochodzeniu, wreszcie ujrzała światło dzienne. Przygotowania do ślubu z Isabelle trwają w najlepsze. Jednak lady Adler odkrywa, że wrabianie Aleksandra w dziecko oraz ślub, mimo iż jest to spełnienie jej marzeń, nie jest wyjściem z całej sytuacji. Czuje, że go już nie kocha, że tęskni za uczuciem, za miłością, którą odnalazła u boku Roberta, prawdziwego ojca jej dziecka. Kate, przekonana o zdradzie Aleksandra zapada na zdrowiu. Jest bliska śmierci. Kiedy lekarz bezradnie rozkłada ręce, rodzice szukają pomocy u wiedźmy Alice. Czy dziewczyna przeżyje? Czy znów będzie szczęśliwa z ukochanym?

I dotarłam do końca, do ostatniej kropki Sagi Rodu Cantendorf. Muszę przyznać, że rozwiązanie tajemnic, wyznanie prawdy, i jej skutki, sprawiają, że czytelnik oddycha z ulgą. Przecież wszystkie elementy układanki muszą do siebie pasować i pasują. Zastanawiamy się także nad motywami zachowań bohaterów i tym, jak sami byśmy zachowali się w opisanych sytuacjach. Tylko musimy wziąć pod uwagę, że powieść nie jest współczesna i kiedyś panowały inne zasady niż dziś. 

Gdy docieramy do końca, okazuje się, że czarny charakter powieści jakim była niewątpliwie Lady Isabelle Adler, ulega małej metamorfozie i możemy ją polubić. Trzymałam kciuki by zmądrzała i podejmowała tylko i wyłącznie słuszne decyzje. 

Jeśli czytaliście inne książki Krystyny Mirek, to tę sagę pokochacie równie mocno. I nie będzie Wam przeszkadzać XIX wieczna Anglia i wielki zamek. To nadal historia o miłości, która wygrywa. O tym, że kłamstwo prędzej czy później będzie uwierać i że, czasem serce bierze górę na rozumem. 

Polecam całą trylogię. Nie zawiedziecie się.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Edipresse 


niedziela, 8 października 2017

#446



Wróciłam właśnie na zamek Cantendorfów i przechadzam się znajomymi korytarzami. Wpadam czasem na lady Isabelle i staram się schodzić z drogi gospodyni pani Hammond. No i obserwuję rodzącą się miłość między Aleksandrem i Kate. I kibicuje im z całego serca. Bo przecież miłość, ta najszczersza, jest najpiękniejszym co może w życiu się przydarzyć.

Hrabia Aleksander oświadcza się ukochanej Kate. Wszystko wskazuje na to, że na zamku pojawi się nowa żona i zarazem hrabina. Jednak jest ktoś komu ten cały ślub jest w niesmak. I knuje jak nie dopuścić do ceremonii. Lady Adler za wszelką cenę chce zostać Panią na zamku. Nie cofnie się przed niczym by swój cel osiągnąć. Wiedźma Alice, wie, że na zamku ukryta jest tajemnica, która przybliży ją do rozwiązania zagadki o jej pochodzeniu. Czy odkryje tę tajemnicę? Czy sekrety, które dotychczas ukrywała Pani Hammond, ujrzą światło dzienne? Jak bardzo odbije się to wszystko na Kate?

Och, ale się dzieje. Ile intryg i nie rozwiązanych zagadek z przeszłości. Przez całą powieść czytelnik zastanawia się nad tajemnicą ukrytą na zamku, gdzieś w jego murach. I w trakcie poznawania historii sam wkłada puzzle w odpowiednie miejsce.

Tak jak w przypadku części pierwszej, jest tutaj dużo miłości. Jednak nie tyle co w „Tajemnicy zamku”, ponieważ Autorka postanowiła bardzo namieszać w życiu głównych bohaterów. Przyznam się, że to dobre zagranie, gdyż słodkie uczucie łączące Aleksandra i Kate mogłoby w pewnym momencie przyprawić czytelnika o mdłości.

Sekret Cantendorfów zostaje prawie odkryty. Za chwilę Aleksander pozna prawdę, która go zaszokuje. Czy miłość zwycięży? O tym przekonamy się, mam nadzieję, w trzecim tomie, za który właśnie się zabieram. Stay tuned.

środa, 4 października 2017

#445




Wiele razy wspominałam już, że po serie i trylogie lubię sięgać, gdy wszystkie części są już wydane. Dlatego gdy w moje ręce wpadła ostatnia część „Sagi rodu Cantendorf” mogłam bez zastanowienia zabrać się za ich czytanie. „Tajemnica zamku” wybrała się ze mną na urlop nad morze. Byłam bardzo ciekawa co tym razem Krystyna Mirek wymyśliła. Powiem tylko, że ta saga nie jest współczesna.

Na zamku Cantendorf panuje żałoba. Hrabia Aleksander właśnie pochował czwartą żonę. Tajemnicza śmierć kolejnej żony sprawia, że ludzie zaczynają się zastanawiać czy to hrabia je wykańcza czy też nad zamkiem wisi jakaś klątwa. Żadna z żon nie pozostawiła po sobie dziecka. A potrzebny jest dziedzic, który w przyszłości przejmie rodzinną schedę. Sąsiedzi martwią się o swoje córki, bo przecież hrabia nie może mieszkać sam, a jak kończą jego żony wszyscy dobrze wiedzą. Caroline Milton postanawia wydać za mąż za Aleksandra starszą córkę Amelię, oczywiście wbrew zainteresowanej. Jej młodsza siostra, Kate, postanawia unicestwić ten plan. Nie przypuszcza jednak, że sama wpadnie w sidła miłości hrabiego. 

Czytając „Tajemnice zamku” czułam się jakbym przeniosła się w czasy Jane Austin. I wcale nie mam na myśli romansu, który króluje w powieści. Jest tam także tajemnica i dreszczyk emocji, które towarzyszą nam od samego początku historii.

Na początku miałam mały problem by wgryźć się w opowiadaną w książce historię. Miałam nawet ochotę odłożyć ją na półkę. Jednak im więcej stron przeczytałam i bardziej poznawałam losy bohaterów, tym byłam ciekawsza co dalej. I okazało się, że ciekawość wzięła górę. Zastanawiałam się kogo wybierze na żone hrabia? Czy zwróci uwagę na rudego kociaka jakim była Kate czy może wybierze kogoś bardziej zamożnego?

Dawno nie czytałam tak dobrze napisanego romansu historycznego. Dzięki autorce przeniosłam się do dziewiętnastowiecznej Anglii, w której wydawano proszone przyjęcia, a śluby brano niekoniecznie z miłości.

„Tajemnica zamku” to piękna powieść o miłości, która spada na nas niespodziewanie. Która wyrywa się z ram konwenansów. To też powieść o sile kobiet i o tym, że bycia damą można się nauczyć. Lecę czytać „Cenę szczęścia”, bo jestem ciekawa co będzie dalej. Czy Isabelle dopnie swego i zostanie panią na zamku Cantendrofów? 

piątek, 28 października 2016

#395

No to jedziemy... Przyznam się Wam szczerze, że uwielbiam magię targów i spotkania z ludźmi... Fakt, że nie przepadam za tłumem ale sorry nie można mieć wszystkiego...

Cieszę się na spotkania z ludźmi, których widuję dwa razy do roku właśnie na Targach. Ci właśnie ludzie ładują mnie pozytywnie na kolejny czas bez targów.

Targi to także spotkania z Autorami i Autorkami. Ulubionymi i tymi, które literacko poznaję.

Oczywiście Pan Miś jedzie razem z nami. To zrozumiałe, że bez niego się nie ruszamy. Może znów pozna znanego blogera i będzie sławny? A może da się sfotografować z którymś z Autorów i wtedy to dopiero będzie fejm!!!

Poniżej stosik książek które zabieram ze sobą. Do podpisu. Reszta do zakupienia na miejscu.



niedziela, 23 października 2016

#393


Wielkimi krokami zbliżają się Targi Książki w Krakowie. Do ostatniej chwili nie byliśmy pewni czy się wybierzemy. Jednak po małych debatach doszliśmy do wniosku, że JEDZIEMY!!! Oczywiście Targi Targami, ale chcę się jeszcze spotkać ze znajomą, która kilka miesięcy temu się tam wyprowadziła a mnie jej trochę brakuje. Bo nie wpada już po książki dla siebie ani dla swojego synka Kubusia. Tak Agunia to o Tobie mowa. Kawa albo piwo obowiązkowe, pamiętaj. 

Oczywiście lista spotkań nie jest długa, ale przecież nie o ilość chodzi. Przybywamy już w piątek, bo z doświadczenia wiem, że tłumów takich jak w sobotę nie będzie. Kogo odwiedzę?
PIĄTEK:
Magdalena Witkiewicz - do uściskania
Joanna Szarańska -  do uściskania i wspólnej fotki, jeśli mnie odwaga nie opuści

Spokojnie prawda? Ale nie martwcie się następny dzień także jest spokojny
SOBOTA:
Magda Stachula - po autograf
Jolanta Kosowska - po autograf w najnowszej książce
Anna Szafrańska - by pogratulować debiutu (jest na mojej liście MUST READ)
Marta Kisiel - po pieczątkę od Ałtorki
Agnieszka Krawczyk - uściskać a co, bo w Katowicach się już widziałyśmy
Magdalena Kordel - uściskać i po autograf
Aleksandra Tyl - po autograf (tylko muszę zdecydować na której książce)
Krystyna Mirek - po autograf i podziękować za cudną trylogię Jabłonową
Renata L. Górska - po autograf i zdjęcie. W końcu poznam Autorkę :) 

I pewnie w locie będą inni Autorzy i Autorki ale ta powyższa lista MUST HAVE!!! Oczywiście w kilku przypadkach muszę się rozdwoić, ale co tam. I jeszcze kawa z ulubioną Mamą Autorki. 

W niedzielę już nas nie będzie. Tym razem tylko piątek i sobota. Niestety w portfelu pustki po urlopie. 

Będzie się działo, będzie zabawa!!! Bo pewnie spotkam także masę znajomych. Bo to także dla nich jeżdżę na targi. 

Do zobaczenia. 

niedziela, 21 lutego 2016

#371


 Autorzy którzy poruszają naszą duszę. 


ŚBK-i znów wracają do swoich co miesięcznych postów tematycznych. Jesteście ciekawi mojej odpowiedzi na pytanie zawarte w temacie? Posłuchajcie. 

Muszę przyznać, że dość długo zastanawiałam się jakich Autorów mogę zakwalifikować do tej grupy. Bo co to znaczy poruszają naszą duszę? Hm… w sumie interpretacja dowolna. Jedni doprowadzają do łez, drudzy wywołują emocjonalny rollercoaster, inni pokazują co to jest prawdziwa miłość i jak o nią dbać by nie przeminęła, inni poruszają dość ważne tematy życiowe. Jednak każda powieść która wyszła spod pióra takiego pisarza dotyka nas do głębi. Nasze struny emocjonalne drgają w rytm czytanej powieści. Zdarza się, że uronimy łzę, czasem z naszego gardła wydobędzie się szloch i krzyk: dlaczego Autor do tego dopuścił?! Jak mógł?! Czasem bywa, że książkę czytamy na bezdechu bo boimy się oddychać by nie uronić niczego z czytanej historii. Bywa też, że rzucamy książką w kąt bo buzujące w nas emocje nie pozwalają przebrnąć przez kolejne strony. 

Gdy teraz tak wymieniam co sprawia, że książki poruszają naszą duszę, wyłania mi się obraz Autorów i ich książek, które noszę gdzieś pod skórą, mimo że od skończenia czytania powieści minęło mnóstwo czasu. Ale sami musicie przyznać, że o książkach które wzbudzają w nas emocje, trudno zapomnieć. 

Pierwszą książką, która mną zawładnęła i sprawiła, że na długo nie mogłam o niej zapomnieć była „S@motność w sieci”. Myślę, że nie tylko mnie ta książka powaliła i na długo wryła się w pamięć. Nie będę Wam przybliżać treści, bo jestem pewna, że wielu z Was ją czytało. Pewnie wiele z Was chciało takiego Jakuba, który kocha bezgranicznie, miłością wielką i potrafi pięknie pisać o miłości. Bo przecież do kobiet trafia się właśnie przez duszę i przez mózg. Nie wiem jak Janusz Leon Wiśniewski to zrobił, ale zrobił to dobrze. Nad wyraz dobrze. I wiecie co? Wszystkie jego książki poruszają w czytelniku struny emocji, o których czasem zapominamy. 



Będąc w męskim gronie Autorów nie mogę zapomnieć o Guillaume Musso, którego książki nie można podciągnąć pod jeden określony gatunek literacki. Bo jest w nich miłość, odrobina kryminału i sprawy „nadprzyrodzone” (kto czytał Musso ten wie co mam na myśli). I za każdym razem, kiedy czytam powieść tego Autora nie mogę wyjść z podziwu skąd on bierze pomysły? 

Jest jeszcze Nicholas Sparks oraz Richard Paul Evans jak dla mnie idealnie piszący o miłości na różne sposoby. 


 Jeśli chodzi o Autorki to miałam małą zagwozdkę, bo znam ich zbyt dużo i każdej powieść w różny sposób porusza różne struny emocji. Od razu zaznaczam, że jeśli kogoś pominę to przepraszam, ale pisanie w podróży zdarzyło mi się pierwszy raz. Ale za to powiem Wam w sekrecie, że podoba mi się pisanie w środkach lokomocji.

Na początek Magdalena Witkiewicz. Książki Magdy to gwarancja zarwania nocki. Bo przecież muszę wiedzieć co będzie dalej. Nigdy się na jej książkach nie zawiodłam. W pracy polecam je w ciemno. I to nie tylko dlatego, że znam Magdę osobiście. Magda wydaje książki, które poruszają każdy zakamarek mojej duszy. Wiele razy zdarzyło mi się to, że w bohaterkach odnajdywałam siebie. Mogłam śmiało powiedzieć: mam tak samo. To nie tylko książki, które poruszają ważne tematy, ukazują miłość, która jest prawdziwa, nie wymyślona na potrzeby historii do książki. W jej książkach są prawdziwe emocje, historie zasłyszane na spotkaniach autorskich, poruszane na profilu czy tez wyznawane w e-mailach. Magda potrafi słuchać, no i jest tak optymistyczną gadułą, że nie można jej nie kochać. Jej książki to nie tylko emocje, ale także napady niepochamowanego śmiechu, o czym przekonałam się niejednokrotnie. Tak. Zdecydowanie Magdalena Witkiewicz to Autor który porusza duszę w każdy możliwy sposób. 

W sumie mogłabym zakończyć swój wywód, ale… to wciąż nie jest koniec.


Od niedawna zachwycam się książkami Gabrieli Gargaś, Krystyny Mirek, Magdaleny Kordel. Ich książki poruszają nie tylko tematy o miłości, tej bezgranicznej, potrafiącej przetrwać czas i na nowo nas spopielić. Ich książki napełniają nadzieją, otulają zapachem domu. Udowadniają, że rodzina to fundamenty, bez których nasze życie nie jest w żaden sposób pełne. 

Nie mogę jeszcze pominąć dwóch Ulubionych Agnieszek. 


Agnieszka Krawczyk. Znam już bardzo długo i czytuję wszystko co wyjdzie spod jej pióra (w czytniku jeszcze czeka kryminał) Książki Agi to historie które dotykają jak dla mnie tej romantycznej strony duszy. Aga ma niesamowity dar idealnego obrazowania opisywanych miejsc. Za każdym razem moja wyobraźnia galopowała jak rumak i podpowiadała obrazy które towarzyszyły czytanym powieściom. Cieszę się niezmiernie, że książki Agnieszki są grube, bo wtedy towarzyszą mi dłużej. I już tuptam z niecierpliwością, bo niebawem pojawi się w księgarniach kolejna saga a to zapowiada kilka spotkań z bohaterami.

Agnieszka Lingas-Łoniewska. Jej książki to zdecydowanie rollercoaster emocjonalny. Odkąd czytuję książki Agi – a trwa to już długo – nigdy nie zdarzyło mi się bym nie rzucała czytaną książką w kąt. Za każdym razem wkurzam się na Autorkę za to jaki los zgotowała bohaterom. I od jej książek też nie mogę się oderwać. 

Jak sami widzicie, czytuję same emocjonujące powieści. Ale, czyż nie o to chodzi w książkach? One muszą wzbudzać różne emocje w czytelnikach. Bo gdyby tak nie było byłyby kiepskie.



A czy Wy macie swoich Autorów, których książki poruszają Was do głębi? Podzielcie się, chętnie poszerzę grono ulubionych Autorów.

środa, 13 maja 2015

#342



Czas Bożego Narodzenia to bardzo wyjątkowy czas. Wielu z nas planuje wtedy jakieś zmiany, obiecujemy sobie poprawę. Tylko co wtedy, gdy chcemy całkowicie zmienić swoje życie? Wywrócić je do góry nogami? Bo coś nas uwiera, przeszkadza nam, nie pasuje. Chcemy spełnić najskrytsze, zakopane głęboko marzenia. Wtedy najlepiej wysłać swoją prośbę prosto w niebo, tak jak zrobiła to jedna z głównych bohaterek powieści Krystyny Mirek „Podarunek”.

Marta ma dość swojego życia. Chwilę przed wigilią prosi los, by odmienił jej życie. Nie podoba jej się to, że w jej małżeństwo wdał się chłód, dzieci żyją we własnym świecie. Dodatkowo, konflikt z teściową pogłębia się. Bohaterka ma dość samotności. Marzą się jej święta pełne rodzinnego ciepła, przyjaznej atmosfery i wzajemnego zrozumienia. Jakie będzie zdziwienie gdy okaże się, że Los szykuje dla Marty coś zupełnie innego. Coś czego się całkowicie nie spodziewa.

Kaja to druga bohaterka powieści. Wiedzie zupełnie inne życie niż Marta. Nie posiada dzieci, nie ma męża, prowadzi beztroskie życie. Facetów zmienia jak rękawiczki. Ważne by był bogaty, bo przecież Kaja bardzo lubi swoje luksusowe życie. Życie, które zresztą prowadzi na kredyt. Bo kasa jest jej potrzebna na nowe i drogie fatałaszki, które zakłada na randki. Nie może pokazać się ludziom w byle czym. Niestety, ciągłe życie „pod kreską” doprowadza Kaję wręcz na skraj bankructwa. Musi całkowicie przewartościować życie. Ale czy zechce?

Gdy sięgam po książki Krystyny Mirek wiem, że dostanę historię z życia wziętą. Historię, która nie ma w sobie tony lukru ani miodu. Krystyna Mirek tworzy historie które mogły się przydarzyć każdemu z nas. Nic nie jest wyssane z palca. Jej bohaterowie są ludzcy. Oni mieszkają za ścianą. Mają normalne życiowe problemy: kłócą się ze sobą, popadają w konflikty pokoleniowe. Te konflikty są naturalne, zdarzają się także nam, czytelnikom.

„Podarunek” to powieść o miłości, o pragnieniu, marzeniach, zmianach, które Los nam niespodziewanie zsyła. To także historia z przesłaniem i morałem. Czasem wystarczy uśmiech, ugryzienie się w język, wysłuchanie drugiej strony by odmienić swoje życie i nie popadać w konflikt. Powinniśmy rozmawiać o tym co nam przeszkadza i pozwalać drugiej stronie mówić.

POLECAM!!!

niedziela, 9 lutego 2014

#282



Miłość nigdy nie pyta o pozwolenie, czy zawładnąć naszym sercem, czy rozumem. Dość często zjawia się niespodziewanie i wali prosto, jak grom z jasnego nieba. Spada na nas nieoczekiwanie - czasem chcemy walczyć z tym uczuciem. Jednak zdarza się, że nie mamy siły i poddajemy się. Zdarza się też, że mur, który wokół siebie wybudowaliśmy, zaczyna się kruszyć aż w końcu zostaje całkowicie zburzony. Stajemy się wtedy bezbronni mimo, iż chcieliśmy być odbierani jako osoby silne oraz pewne siebie. 

Angelika Niemirska wraca do rodzinnego Krakowa, żeby podpisać lukratywny kontrakt z jedną z tamtejszych firm. Dziewczyna na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie pewnej siebie kobiety. Jednak to tylko pozory, bo Angelika wybudowała wokół siebie mur i nie pozwala nikomu przejść na jego drugą stronę. A wszystko to przez swoją przeszłość, którą chciałaby zostawić daleko za sobą. Powrót do Krakowa uniemożliwia jej to i sprawia, że wszystko powróciło ze zdwojoną siłą. Daniel Jakubowski jest prezesem w firmie informatycznej. Dla niego najważniejsza jest praca. Wychuchany, wydmuchany i otoczony troską jedynak nie ma czasu ani chęci na to, by się wiązać z kimkolwiek. I nie chce angażować się w żadną stałą relację. Całkowicie odpowiada mu zycie singla. Los bywa dość przewrotny. Pewnego pięknego lutowego dnia w jego biurze pojawia się Angelika, z którą ma podpisać kontrakt, który ustawi jego firmę na najbliższe lata. Oby dwoje nie dochodzą jednak do żadnego porozumienia. Dzień później – w Walentynki – na gruncie, można by rzec prywatnym, dochodzi do kolejnego spotkania pary. Każde z nich ma przygotowaną swoją wersję umowy. Czy wspólnie spędzony wieczór, sprawi, że miłość powali ich jak grom z jasnego nieba? Czy Angelika rozliczy się z przeszłością? Czy podpisana umowa będzie korzystna dla obu stron?

Czytając przygody Angeliki i Daniela w książce Krystyny Mirek „Miłość z jasnego nieba” może się wydawać, że to typowy i banalny romans. Jednak wcale tak nie jest. Od samego początku losy bohaterów urzekają i wciągają. Cały czas zastanawia, jak potoczą się ich losy. Trzymamy kciuki za Angelikę żeby stanęła ze swoją przeszłością twarzą w twarz i wybaczyła matce. Mam nadzieję, że w końcu Daniel przestanie być playboyem i ustatkuje się.

Autorka nie tylko przedstawia nam historię miłosną. Pokazuje także, jak nasze dzieciństwo kształtuje nas i jak bardzo widoczne są jego echa w naszym dorosłym życiu. Angelika wychowywała się z matką i dwójką młodszego rodzeństwa. Matka co rusz przyprowadzała do mieszkania kolejnych mężczyzn. Dziewczyna nie zaznała w swoim dzieciństwie czułości, troski, opieki, miłości, szczęścia. Tak naprawdę, nie miała dzieciństwa, bo gdy na świecie pojawili się Piotrek i Małgosia, Angelika starała się zastąpić im matkę. Nie zawsze jej się to udawało. W pewnym momencie postanowiła zawalczyć o siebie. Dzięki wykorzystanej szansy, uzyskała stypendium i mogła wyjechać do Monachium, na studia. 
Mimo wyrzutów sumienia uciekła od matki i od rodzeństwa. Bała się o przyszłość dzieci, jednak dla siebie chciała czegoś innego. Do wszystkiego doszła samodzielnie, ciężką pracą. Wybudowała wokół siebie mur. Nie chciała by, ktoś, kto się do niej zbliży, poznał jej przeszłość. Dlatego ubrała maskę z pozoru twardej kobiety, która jest pewna siebie i zna swoją wartość. Tak naprawdę, pod tą skorupą, kryła się krucha, bezbronna kobieta potrzebująca wsparcia, miłości, czułości. Kiedy na jej drodze stanął Daniel i powoli zaczął kruszyć twierdzę którą wokół siebie zbudowała, nie spodobało jej się to. Przerażało ją to, że nie potrafi zapanować na kiełkującym uczuciem do mężczyzny. Bo przecież ona tego wcześniej nie doświadczyła, to wszystko zdarzało się wszystkim tylko nie jej. Bała się, że to tylko złudzenia. Że to wszystko to bańka mydlana która pęknie w najmniej oczekiwanym momencie.

Wiele osób buduje wokół siebie mur, zamykając się na uczucia i wypierają je. Nie przyznają się nawet przed samymi sobą, że wiedzą, co to znaczy kochać kogoś. Bo przecież nikt ich tego nie nauczył. A nawet jeśli dawno temu kogoś kochali, to po czasie wszystko się zatarło. I kiedy trafia ich miłość, która spada na nich jak grom z jasnego nieba. Kiedy nagle zjawia się ktoś kto cegła po cegle burzy mur, który wokół siebie wybudowali przez całe lata, czują się totalnie bezbronni i nie zawsze potrafią się czasem w tym odnaleźć. Boją się, ale w końcu przekonują, że także mogą kochać i być szczęśliwi. 

„Miłość wymaga zaufania. Jeżeli ma być prawdziwa, trzeba się otworzyć i wpuścić drugą osobę bardzo głęboko we własne życie. Można dzięki temu bardzo wiele zyskać, ale tyleż samo stracić. Dlatego ludzie, którzy się boją, nie potrafią naprawdę kochać” (cyt. str. 166)

Jeśli macie ochotę na nietypową i trochę magiczną książkę, to ze szczerego serca polecam najnowszą książkę Krystyny Mirek „Miłość z jasnego nieba”. Myślę, że się nie zawiedziecie. Ja się nie zawiodłam. I powiem Wam w sekrecie, że z niecierpliwością czekam na kolejną powieść Pani Krystyny. Polecam!!!

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Feeria