Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 52 Book Challenge PL 2017. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 52 Book Challenge PL 2017. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 listopada 2018

#496



Są książki, na które czeka się z niecierpliwością. Mentalnie pogania się autora by pisał, bo czytelnicy przebierają nogami w oczekiwaniu na jego nową książkę. Mam tak zawsze, gdy czekam na nowe literackie dziecko Magdaleny Witkiewicz. Tylko wiecie, czeka się długo, a potem siadasz, czytasz i myk… koniec. Zamykasz książkę i padają pytania: Ale jak to już koniec? Dlaczego ona taka krótka? Tak to jest z książkami Magdy - są za krótkie. I tak samo było z jej książką „Ósmy cud świata”. 

Anna dobiega czterdziestki. Ma dobrą i satysfakcjonującą pracę, kochającą mamę, przyjaciółki, które ją wspierają. Jednak brakuje jej miłości i stabilizacji. Kobieta boi się samotności. Boi się, że jest już zdecydowanie za późno na rodzicielstwo. Chęć posiadania dziecka staje się bardzo silna. Wyrusza na wycieczkę do Wietnamu, by nabrać dystansu do codzienności. Tam poznaje Tomasza. Nie wie jednak jak bardzo ta podróż ją odmieni oraz poznanie nieznajomego. 

W swojej książce Magda uświadamia kobietom, że życie singielki na dłuższą metę nie jest dobrym rozwiązaniem. Samotna kobieta, w pewnym momencie swojego życia zapragnie stabilizacji, rodziny, miłości. W szczególności, gdy najbliższe otoczenie np.: w postaci własnej matki wywiera presję, a przyjaciółki są mężatkami z dziećmi. Główna bohaterka udowadnia, że miłość można spotkać dobiegając czterdziestki na drugim końcu świata. Poza tym pokazuje, że w życiu kobiet zdarza się też walka między sercem a rozumem. Nigdy przecież nie wiadomo czym się kierować. Nie mamy na to żadnej instrukcji obsługi. Tylko do nas należy podjęcie decyzji. Anna też musi stoczyć tę walkę. Bo z jednej strony mamy Jacka, szefa Anny, z którym łączy ją praca oraz dobry seks. Układ tylko na chwilę. I z drugiej strony jest Tomasz, mężczyzna, którego poznaje podczas swojej wyprawy do Wietnamu, a który wywraca świat uczuć do góry nogami. 

Ja wiem jedno, czasem warto porzucić spokojną i bezpieczną przystań, wypłynąć na nieznane wody z kimś, kto dostarcza nam tachykardii. Bo może się okazać, że to właśnie przy tej osobie dobijemy do innego bezpiecznego portu i tam spędzimy resztę życia.

„Ósmy cud świata” to idealna książka na jesień. Dzięki niej przeżyjemy fantastyczną podróż do gorącego Wietnamu. I razem z bohaterką uświadomimy sobie, że miłość można spotkać w najmniej oczekiwanym momencie. I z tym w pełni się zgadzam. Nigdy nie wiemy, kiedy miłość zapuka do drzwi naszego serca.

piątek, 13 lipca 2018

#487



I co?! Kolejna książka z gatunku Young Adult za mną. Przyznam się, że wcześniejsza pozycja Agaty Czykierdy – Grabowskiej nie rozłożyła mnie na łopatki. Dlatego miałam obawy co do książki „Wszystkie twoje marzenia”. Nie wiedziałam czy mi się spodoba, czy może po setnej stronie ją porzucę. Nie porzuciłam. Wręcz przeciwnie, historia pochłonęła mnie tak bardzo, że nie potrafiłam się od niej oderwać. 

Kamil poznaje Maję w dniu, gdy dziewczyna mając dość wciąż psującego się samochodu próbuje zepchnąć starego grata z mostu – wprost w odmęty Wisły. Okazuje się, że będą mieszkać w tym samym akademiku. Dziewczyna od razu wpada mu w oko. Jednak na samym początku, zastrzega żeby się w niej nie zakochał. Zostają przyjaciółmi. Można się nawet pokusić o stwierdzenie „przyjaciele od seksu”. Tylko czy taka przyjaźń w ogóle jest możliwa? Jaką tajemnicę ukrywa Maja, że nie potrafi zaangażować się w związek?

Może się niektórym czytelnikom wydawać, że historia Kamila i Maji to typowy romans jakich wiele na półkach. Możliwe i pewnie też tak jest, ale ta książka podobnie jak „Uratuj mnie” o której pisałam niedawno, ma w sobie to coś. Lekkość to jedna z cech twórczości Autorki, która tworzy świetne książki nurtu New Adult. Poza tym bohaterowie są z krwi i kości. Nie są wymyśleni, mają normalne cechy, mogą być tak naprawdę każdym z nas. Takich Kamilów chodzi trochę po tym świecie. Facetów, dla których kobieta jest ważna, dbają o nią i troszczą się.

Podobnie w swojej wcześniejszej książce „Jak powietrze” mamy tu trochę erotyki. Jednak w porównaniu z tamtą książką, tutaj jest to przedstawione w bardzo delikatny sposób. Nie mówię, że w „Jak powietrze” jest wulgarnie, ale tutaj było to subtelne, z uczuciem i wyczuciem. Nagość i seks nie wylewały się z kart powieści. To jest w tej historii zdecydowanie na plus. 

„Wszystkie twoje marzenia” nie zawiedzie fanów pani Agaty. Chociaż doszły mnie słuchy, że jest słabsza. Ja mam odmienne zdanie. Polecam miłośnikom lekkich historii, które pochłaniają od pierwszej strony. I tak, idealnie nadaje się na lato. 

wtorek, 8 maja 2018

#481



Dwa lata temu wpadła w moje ręce książka Marty Obuch „Łopatą do serca”. Przyznam, że ubawiłam się przy niej przednio. Postanowiłam poznać dalsze losy bohaterów, więc sięgnęłam po książkę Marty „Francuski piesek”. A czy było zabawnie? Oj było!!!

Misia i Zuzia cieszą się chwilowym spokojem. Mąż tej pierwszej, szef grupy przestępczej siedzi w więzieniu. Dziewczyny są szczęśliwe u boku swoich katowickich policjantów. Misia remontuje dom, który kupiła, ale jej chłopak nie jest chętny do tego, by się do niej przeprowadzić. Zuzia natomiast narzeka na zbytnie zaangażowanie swojego faceta. Pojawia się także Ryszarda, której komornik zajął mieszkanie. A żeby dziewczyny nie zanudziły się na śmierć… Zuza znajduje trupa. I wtedy się zaczyna… A co? O tym poczytajcie sami. Nie będę przecież psuć wam apetytu. A powiem, że jest smacznie. 

Ubawiłam się setnie czytając tę książkę. Dawno nie czytałam tak świetnego kryminału okraszonego dowcipem. Uwierzcie mi, kiedy czytałam tę książkę w pociągu bardzo broniłam się przed wybuchami śmiechu, żeby pasażerowie nie zaczęli dzwonić po karetkę. Bo muszę przyznać, że Autorka zaserwowała nietuzinkowe pomysły swoim bohaterkom, które to skwapliwie wprowadzały w czyn. Jak dla mnie na prowadzenie wysuwają się zwłaszcza dwa: konserwacja trupa w cynamonie oraz użycie „broni biologicznej” w ZUS-ie. Uwierzcie mi, była to strasznie „gówniana” sprawa. 

I jedno wiem na pewno: Pani Marto, kocham Panią, za dowcip i barwne postacie, za inteligencję, którą wplata Pani w swoje powieści, za lekki styl oraz przede wszystkim za Śląsk. I zdecydowanie po przeczytaniu książki, do głowy przychodzi jedna myśl: gdzie diabeł nie może tam babę pośle. 

Kryminały Marty Obuch, powinny być przepisywane na receptę zamiast leków antydepresyjnych. Idealnie poprawiają humor. Pewnie niebawem doczytam pozostałe książki Autorki. Tylko niech ktoś rozciągnie dobę. 

niedziela, 6 maja 2018

#480



Kiedy byłam dużo młodsza, nie czytywałam kryminałów Agathy Christie. Powód był zupełnie prosty: bałam się, że w nocy będą śniły mi się koszmary. Jednak w pewnym momencie, doszłam do wniosku, że czas dorosnąć. I tak zaczęła się moja przygoda z książkami Królowej Kryminału. Lubię ten gatunek i raz na jakiś czas po niego sięgam. Nie zawsze mam ochotę na coś obyczajowego czy też przesłodzonego. Dlatego sięgnęłam po „Nie całkiem białe Boże Narodzenie” Magdaleny Knedler, które idealnie wpasowało się w klimat kryminałów pisanych przez Agathę Christie. 

W małym pensjonacie Mścigniew mieszkają goście, którzy uciekli od zgiełku by świętować w spokoju Boże Narodzenie. Niestety nie dane im długo cieszyć się względnym spokojem, gdyż pewnego ranka, Olga mieszkanka pensjonatu, wybierając się na poranny trening znajduje w łazience utopionego Niemca. Wszystko wskazuje na to, że nie umarł on w sposób naturalny. Ktoś pomógł mu opuścić ten ziemski padół i ten ktoś wciąż mieszka w pensjonacie. Oficjalne śledztwo nie wchodzi w grę, gdyż może odstraszyć mordercę. Podinspektor Grzegorz Romanowski, wraz ze swoim przyjacielem detektywem Wojtkiem, postanawiają pod przykrywką rozwiązać sprawę morderstwa. Niestety kolejnego dnia Olga znów znajduje zwłoki. 

Tytuł może sugerować świąteczną opowieść, ciepłą i rodzinną. Jednak to zmyłka, a o kryminalnym „duchu” książki podpowiadają trupie czaszki na okładce. Owszem mamy w tle kolędy, zapach świąt, względny spokój miejsca, jednak motywem przewodnim jest trup i masa podejrzanych. Możemy się poczuć jakbyśmy trafili na karty dobrych i sprawdzonych kryminałów Agathy Christie. Magdalena Knedler oprócz wątku kryminalnego wplotła tu wątki obyczajowe i dodała sporo dowcipu. Przez całą powieść czytelnik zastanawia się kto zabił a kto jest podejrzany. A trzeba przyznać, że mieszkańcy pensjonatu to istna mieszanka: mamy tutaj nauczyciela, który jest miłośnikiem kryminałów Christie, też jest wspomniana na początku Olga - była uczestniczka talent show, która pomaga podinspektorowi w śledztwie; młode małżeństwo, w którym mąż żyje pod psychicznym terrorem żony. Jest również była znana aktorka, ojciec lekarz i syn informatyk, którzy uciekli od zgiełku miasta, i były alkoholik. 

Jeśli poszukujecie kryminału w którym akcja i tajemnica rozwiązywane są w „sennym stylu” królowej Kryminału, to najnowsza książka Magdaleny Knedler nadaje się do tego idealnie. Zastanawiam dlaczego tak późno sięgnęłam po książki tej autorki, skoro kilka stoi na mojej półce. No nic, lepiej późno niż wcale. Polecam

P.S.
Pewnie niebawem sięgnę po inne tytuły i chętnie o nich wam opowiem
P.S.2.
Nie miałabym nic przeciwko gdyby powstały kolejne części przygód tria Olgi, Grzegorza i Wojtka.

czwartek, 12 kwietnia 2018

#476



Wszyscy którzy mnie znają wiedzą, dobrze, że nie sięgam ani po biografie ani po autobiografie ani po powieści z tłem historycznym. Czasem jednak się wyłamuję. Tak właśnie było w przypadku autobiografii Beaty Pawlikowskiej „Życie jest wolnością”

Pani Pawlikowskiej nikomu przedstawiać nie trzeba. Jestem pewna, że wielu z was kojarzy ją z książkami podróżniczymi czy też z audycjami w rozgłośniach radiowych. Niektórym zaś może się kojarzyć z dużą ilością wydawanych książek. To fakt, że Beata Pawlikowska jest przez wielu nazywaną ekspertką od „wszystkiego czyli tak naprawdę od niczego”. 
Sama muszę się przyznać, że znajdowałam się w tej grupie. Do czasu przeczytania właśnie tej książki. Bo czy jedna kobitka może znać się na tym wszystkim o czym pisze? Chodzi mi o to, że daje rady na wszystkie tematy: bulimię, anoreksję, uczy języków obcych, podróżuje. No i rozjaśniło mi się właśnie po przeczytaniu autobiografii. Autorka te wszystkie książki pisała bazując na własnym życiu, na własnych doświadczeniach. Tu nic nie jest naciągane ani wydumane. Myślę, że żadnego sztabu, który za Beatę pisze te wszystkie książki także nie ma (wielu się nad tym zastanawiało, że ktoś inny pisze książki a Autorka tylko sygnuje swoim nazwiskiem)

Myślę, że każdy powinien przeczytać tę książkę. Nie tylko dlatego by zrozumieć, że Beata Pawlikowska ma potrzebę pisania i robi to od zawsze, ale tak jak mówi Autorka: Trzeba mieć wiarę 
w siebie. Wierzyć w to co się robi. Robić to stuprocentowo uczciwie całym sercem i umysłem.”

Dzięki tej książce poznajemy samą Autorkę. Tę książkę można porównać do rozmowy przy kawie, gdzie odkrywamy myśli, uczucia i pasje. Polecam by dzięki tej książce odkryć siebie i uwierzyć, że możemy wszystko. 

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Edipresse 


poniedziałek, 9 kwietnia 2018

#475



Książek o sile przyjaźni i jak ważna jest ona w naszym życiu powstało wiele. Jednak takiej książki jaką napisały wspólnie Agata Przybyłek i Natalia Sońska jeszcze nie było. I choć może jest podobna do innych powieści traktujących o przyjaźni toczytelnicy, którzy znają książki autorek wiedzą, że są one wyjątkowe. Tak samo jak młode autorki. 

Anna i Ludmiła przyjaźnią się ze sobą od pierwszego dnia studiów. Miłka wyszła za mąż za Piotra, który przejął rodzinną restaurację. Jednak praca w gastronomii nie jestem tym o czym marzy kobieta. Pasjonuje się fotografią i tak naprawdę chciałaby się tym zajmować. Swoją szansę dostaje od Jana, podróżnika i blogera, których poszukuje fotografa, który zrobi zdjęcia do jego najnowszej książki o Toskanii. Ten wyjazd bardzo źle wpływa na małżeństwo Miłki i Piotra. Anna natomiast wychowuje małą córeczkę. Jej mąż Kamil pływa na statkach. Pewnego dnia na jego statek napadają piraci, a Kamilowi cudem udaje się ujść z życiem. Wraca do domu. Jednak przeżycia odciskają na nim niewyobrażalne piętno. Życie jego i Anny zmienia się diametralnie. W ich małżeństwie również pojawia się kryzys. Ale Anna i Ludmiła mogą liczyć na siebie. Czy aby na pewno?

Przybyłek i Sońska osobno piszą świetnie, razem- cóż, także znakomicie. Podczas czytania czytelnik zastanawia się, którą część napisała ,która z autorek. Do niektórych rzeczy można się przyczepić. Ale to literatura „rozrywkowa” mająca na celu rozluźnić czytelnika, przynieść mu radość z czytania i oderwać od codzienności. A nie kazać mu wyszukiwać błędów, przyczepiać się do nich jak rzep do psiego ogona. Chyba tylko do jednej sprawy mogę się bardzo przyczepić. Otóż od samego początku Ludmiła i Anna łączy przyjaźni. Taka na dobre i na złe. Mogą na siebie liczyć, wspierają się bardzo. Wyraźnie widać pokrewieństwo dusz. Rysa pojawia się gdy Ludmiła popełnia błąd. Zdaje sobie z tego sprawę, że zrobiła źle. Anna nie wspiera, wręcz przeciwnie, robi karczemną awanturę i pozostawia ją z problemem samą. Czy tak zachowują się prawdziwi przyjaciele? Odpowiedź jest tylko jedna: nie. Myślałam, że nie należy nikogo potępiać, lecz należy wspierać i pomagać. Wysłuchać i ewentualnie, jeśli jest możliwość, pomóc rozwiązać problem. Przecież czasem łatwiej zrobić to z przyjacielem. A przyjaciele są nie tylko od tego by się z nami śmiać, ale także płakać. 

Jeśli przymkniemy oko na błędy to „Przyjaciółki” okażą się świetną obyczajówką. 

piątek, 9 marca 2018

#471



Po książki erotyczne lub jak to teraz mówią „w stylu Greya” sięgam bardzo sporadycznie. Pewnie dlatego, że za nimi nie przepadam. Jednak raz na jakiś czas zdarza mi się po taką sięgnąć. Tym razem nie padło na kolejną powieść Mia Sheridan, tylko na coś zupełnie innego. Za mną „Turbulencja” Whitney G. A przeczytałam ją… bo spodoba mi się okładka. Ale o moich okładkowych wyborach już słyszeliście. 

Gilian wyprowadza się do Nowego Jorku - chce uciec od rodziny. Pragnie zostać pisarką. Niestety nic nie sprzyja jej marzeniom. By utrzymać się w wielkim mieście pracuje na dwóch etatach: jako sprzątaczka apartamentowca oraz jako stewardesa w jednej z największych linii lotniczych. Na jednym z przyjęć na które wyciągnęła ją współlokatorka poznaje Jake’a. Jake jest dobiegającym czterdziestki kapitanem. Lata jako pilot od wielu lat. Rozwiedziony, w każdym zakątku świata ma inną dziewczynę. Jak gorąco będzie gdy tych dwoje połączy niezobowiązujący seks?

Cieszę się ogromnie, że w tej książce oprócz erotyki wylewającej się z każdej strony jest całkiem niezłe tło obyczajowe. Dzięki temu poznajemy lepiej bohaterów i motywy ich działania. Dowiadujemy się dlaczego Jack jest tak bardzo arogancki, dlaczego żyje samotnie i tak przedmiotowo traktuje kobiety. Dodatkiem jest jeszcze tajemnica którą ukrywa każdy z bohaterów. 

Dla miłośników erotyków z wątkiem obyczajowym „Turbulencja” jest idealna. Dla pozostałych też, bo przecież „te sceny” można ominąć. Tylko po co? One właśnie nadają książce ostry smaczek. 



wtorek, 30 stycznia 2018

#468



Miłoszewskich jest dwóch. Razem napisali scenariusz do serialu „Prokurator”. Najbardziej rozpoznawalnym z braci jest Zygmunt, a to pewnie dlatego, że wydał sporą ilość książek. Wojciech, postanowił pójść w ślady starszego brata i chwilowo zamiast scenariuszy, napisał całkiem dobrą powieść „political-fiction” wpisującą się w obecną sytuację geopolityczną „Inwazja”. 

Pewien mieszkaniec Katowic traci pracę, odmawiają mu przedłużenia terminu spłaty kredytu, a do tego żona informuje go, że spodziewają się kolejnego dziecka. W odległym Egipcie były komandos, który zarabiał na nurkowaniu, postanawia wrócić do kraju, by dowiedzieć się co u ukochanej kobiety, która ułożyła sobie życie z innym. A pewna bizneswoman nie cofnie się przed niczym by nie dopuścić do upadku firmy, którą prowadzi wraz z niepełnosprawnym ojcem. Wszyscy oni prowadzą swoje spokojne życie, ale gdy do kraju wkroczy wojsko, padną strzały i zaczną walić się budynki, to także ich świat zatrzęsie się w posadach. Ogłoszona zostaje mobilizacja, bo rozpoczyna się wojna. 

Muszę Wam przyznać, że jest to mocny i wyśmienity debiut. Jednocześnie tak bardzo realistyczny, że aż przechodzą ciarki. W szczególności, że Autor opisuje najazd wojsk nieprzyjaciela na Katowice. Na miasto, które znam, i w którym bywam. Wierzcie mi wyobraźnia robi swoje. Dodatkowo akcja dzieje się współcześnie, więc tym bardziej jest o czym myśleć. W szczególności, że Autor wspomina w swojej powieści konkretne postaci ze sceny politycznej i przedstawia je w bardzo karykaturalny sposób. 

W powieści mamy przedstawiony chaos, który dotyka społeczeństwo, zaskoczone najazdem obcego wojska. Ukazuje do czego są zdolni ludzie w ekstremalnych warunkach by przetrwać. 

Jeśli poszukujecie powieści political fiction to „Inwazja”, debiut młodszego z braci Miłoszewskich, nadaje się do tego idealnie. Polecam.


niedziela, 28 stycznia 2018

#467


Duet Paulina Płatkowska i Agnieszka Jeż wydał już trzy książki. Przyznam się szczerze, że jedna z nich wciąż czeka na swoją kolej. Ale wiecie jakoś się nie składało. Może czas to zmienić? W szczególności, że przeczytałam ich najnowszą książkę „Marzena M.”

Marzena jest fotoedytorką w „Być kobietą”, ma nastoletnią córkę Dominikę oraz Męża artystę. A jak mąż artysta to wolna dusza. Tak wolna, że… ma na boku kilka kochanek. Marzena dowiaduje się o tym zupełnie przypadkiem i postanawia poszukać szczęścia na portalu randkowym. Bo skoro mąż nie uszczęśliwia żony, to należy to zmienić, czyż nie? Ewentualnie podjąć się wyzwania jakim jest budowa nowego domu. Nagle się okazuje, że zdradzona kobieta ma więcej siły niż się na początku wydawało. 

Trudno mi wypowiedzieć się o książce, bo takich historii było już sporo. A ja przyznaję się bez bicia chyba chciałabym już czegoś innego, nie powielanego. Może wreszcie ktoś napisze o mężczyźnie porzuconym przez kobietę i rozpoczynającym życie od samego początku z dziećmi. Chociaż… mężczyzna w takiej roli nie będzie wiarygodny, przecież oni są twardsi i to raczej oni odchodzą od kobiet a nie na odwrót. 

Ale jednak ta książka ma coś co ją wyróżnia: inteligentny humor i to w sporej dawce. Autorki „eksploatują” bohaterkę na wszelkie możliwe sposoby, ale Ona się nie poddaje. Spada jak kot na cztery łapy. Kibicujemy jej od samego początku, trzymamy kciuki by się jej udało. 

Jeśli poszukujecie książki z humorem, chcecie się odprężyć to ta książka jest dla was. 



piątek, 26 stycznia 2018

#466



Po książkę Niny Majewskiej – Brown pt.: „Anka. Inne oblicza szczęścia” sięgnęłam z ciekawości. Może dlatego, że zaintrygował mnie opis. A może dlatego by wreszcie się zmobilizować i sięgnąć po inną książkę tej Autorki, stojącą na mojej półce. 

Główną bohaterką jest czterdziestoletnia Anka. Ma męża, syna, stałą pracę. Na pierwszy rzut oka wszystko jest idealne i takie jakie powinno być. Ale… no właśnie. W pracy jest gnębiona przez wymagającą szefową, w domu syn zamiast pójść na studia czy też do pracy, gra non stop w gry, a mąż jest ale jakby go nie było, bo pochłania go własna firma. Poza tym, sama Anka ma dość swojego wyglądu. Za namową koleżanki, zakłada sobie konto na portalu randkowym. Chyba zaczyna szukać szczęścia poza domem. I tak poznaje mężczyznę, który pokaże jej, że istnieją inne oblicza szczęścia. 

Przyznam się szczerze, że główna bohaterka irytowała mnie bardzo, a co za tym idzie nie polubiłam jej. Ewidentnie nie ma swojego zdania, nie potrafi postawić na swoim ani o siebie zawalczyć. Daje się odczuć, że sama za sobą nie przepada. Mąż też mnie wkurzał. Chciał by wszystko było tak jak on tego chce, nie liczył się ze zdaniem żony, decyzje podejmował za nią. Między małżonkami brakowało komunikacji i stanowczości co do przyszłości syna, który też wcale nie był najlepszy. Leń totalny, wykorzystujący fakt bycia jedynakiem. Od rodziców oczekiwał wszystkiego od siebie nie dając nic. Dopiero gdy życie wywinęło mu numer, wziął się w garść. 

To dopiero pierwsza część. Sama nie wiem czy chcę poznać dalsze losy Anki. Ale pewnie będzie tak, że przeczytam z ciekawości by dowiedzieć się czy zmądrzała.


poniedziałek, 8 stycznia 2018

#464



Obiecywałam sobie, że po lektury młodzieżowe oraz Young Adult chwilowo nie sięgnę. I co?! Oczywiście, złamałam swoją obietnicę. A to wszystko za sprawą najnowszej książki Sarah Dessen „Raz na zawsze”. 

Louna pomaga mamie w rodzinnym biznesie. Razem zajmują się organizacją przyjęć weselnych. Na jednej z imprez poznaje Ambrose’a, który prosi ją do tańca. Louna odmawia, a zdarzenie budzi w niej wspomnienia sprzed roku, kiedy w podobnej sytuacji poznała innego chłopaka. Tamto spotkanie odciska na niej swoje piętno. Ambrose to typ podrywacza, każdego dnia ma inną dziewczynę, a Louna, która straciła swoją wielką miłość, stara się wycofać z życia towarzyskiego. Jej przyjaciółka ma oczywiście inne zdanie na ten temat i próbuje wyciągać ją na różne imprezy i podwójne randki. Pewnego dnia Ambrosę i Louna zakładają się - on ma wytrzymać w związku z dziewczyną przez siedem tygodni, a Ona codziennie ma spotykać się z innymi chłopakiem. Jak to się zakończy? O tym musicie doczytać sami. 

W książce teraźniejszość przeplata się ze wspomnieniami. I muszę przyznać, że to co dzieje się „obecnie” jest jakoś bardziej przekonujące niż wspomnienia Louny. 

Wiem, że mówię zagadkami, ale… Otóż, poznajemy historię wielkiej miłości Louny, która tak naprawdę zamyka się w jednej nocy. Dziewczyna na jednym z przyjęć weselnych poznaje chłopaka, zakochuje się w nim i przeżywa swój pierwszy raz. Po wszystkim każde z nich wraca do swojego świata. Rozmawiają ze sobą telefonicznie, wymieniają esemesy. Niestety, koniec miłości jest tragiczny. Cóż… po utracie miłości chyba każdy zamyka swoje serce. Przestaje imprezować, spotykać się z ludźmi, woli domowe zacisze. Tylko że, młodzi ludzie nie powinni rezygnować z życia, bo na ciepłe bamboszki mają jeszcze czas. Przyznaję, że miałam ochotę potrząsnąć główną bohaterką i kazać jej wziąć się w garść. 

Tak jak we wcześniejszej powieści Dessen, którą czytałam, tak i tutaj historia napisana jest przystępnym językiem. Jest tu wszystko czego młodzi ludzie mogą szukać w takich powieściach. Jestem przekonana, że sięgnę po inne tytuły tej Autorki. Polecam.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Harper Collins Polska 

niedziela, 24 grudnia 2017

#462


Na świąteczny czas najlepiej nadają się powieści świąteczne. A muszę przyznać, że w tym roku wiele takich znalazło się na półkach księgarskich. Myślę, że to dobre rozwiązanie dla tych, którzy nie przepadają za świętami by mogli się do nich nastroić. Jak na razie za mną dwie książki, a przede mną? Kto wie ile, bo planuję przeczytać te które mam na półkach. Pewnie skończę je czytać przed następną gwiazdką. O jednej świątecznej pisałam Wam już tutaj, a dzisiaj opowiem o „Światło w Cichą Noc” niezawodnej Krysi Mirek. 

Antek Milewski po wielu latach przyjeżdża do domu Babci Kaliny. Powrót sprawia, że wszystkie dawne wspomnienia wracają do niego jak bumerang. Musi rozwiązać tajemnicę z przeszłości: dlaczego kochający ojciec porzucił jego oraz jego matkę? W sąsiedztwie domu babci Kaliny, mieszka rodzeństwo, które nie obchodzi Świąt Bożego Narodzenia. Co roku wyjeżdżają razem do ciepłych krajów, by nie świętować. Magdzie, Michałowi oraz Bartkowi, wigilia kojarzy się z tragicznym wypadkiem sprzed wielu lat, w którym zginęli ich rodzice. Jednak w tym roku będą musieli zmienić plany, a to wszystko za sprawą Konstantego. Staną przed wyzwaniem zorganizowania prawdziwej rodzinnej wieczerzy. Ale jak wiadomo nie od dziś, nic nie ułoży się tak jako powinno. 

Zagłębiając się w historię wczuwamy się w świąteczną atmosferę, czujemy szczypiący w policzki mróz, padający śnieg i zapach wypiekanych świątecznych potraw. 

Tym razem także, Autorka w swojej powieści porusza kilka ważnych tematów. Bo przecież książki nie tylko mają dawać radość, ale także mają przemycać wartości i przesłania. Tutaj tak właśnie jest. Mamy historię Antka, którego ojciec porzucił, gdy ten był małym chłopcem. Antek nie potrafi zrozumieć, dlaczego kochający ojciec do tego dopuścił. Wini nową rodzinę za to, że ta go mu zabrała. Dopiero opowieść babci oraz spotkanie z przyrodnią siostrą wiele mu wyjaśnia. Oprócz tego mamy siłę rodzeństwa jaka łączy Magdę, Bartka i Michała. Na ich przykładzie widzimy, że święta to nie zawsze czas radości, ale także czas smutku i bólu po utracie najbliższych. Wszystko się zmienia za sprawą Kostka, chłopaka, w którym zakochuje się Magda. To dla niego chce pokonać traumę z dzieciństwa i zorganizować prawdziwe święta. Jest jeszcze postać mamy Konstantego, która w pewnym momencie bardzo mi się spodobała. Otóż w jego rodzinie wszystko z zewnątrz wyglądało perfekcyjnie, a jak wiadomo, jeśli z zewnątrz wszystko super to w środku musi być coś nie tak. I tak właśnie było. Autorka na przykładzie tej rodziny pokazała, że można być małżeństwem, ale żyć obok siebie a nie ze sobą. Dość często pod powłoką idealności, brakuje miłości. Małżeństwo dla głowy rodziny była umową, układem, co wcale nie było oczywistym faktem dla drugiej strony. Spodobało mi się, że Matka Konstantego wreszcie się zbuntowała, bo nie mogła dłużej żyć w ułudzie, bez miłości. Trzymam za nią kciuki, by uwolniła się od niekochającego męża i zaczęła żyć tak jak na to zasługuje. Nie jak sprzątaczka, opiekunka do dzieci czy kucharka. 

„Światło w Cichą Noc” to opowieść o magii świąt, miłości i przyjaźni. O nadziei na lepsze jutro. O tym co w życiu najważniejsze. I cieszę się, że powstanie kontynuacja, gdyż jestem bardzo ciekawa jak potoczą się dalej losy bohaterów. Polecam



czwartek, 21 grudnia 2017

#461



Zdecydowanie coraz częściej sięgam po tytuły z gatunku literatury młodzieżowej. Mimo iż do młodzieży już się nie zaliczam, lubię wiedzieć co w trawie piszczy. Po książkę Anny Bellon ściągnęłam z czystej ciekawości. Chciałam dowiedzieć się, dlaczego książka została okrzyknięta Polską sensacją Wattpada. 

Maia Hamilton trzy lata temu w wypadku straciła ukochanego brata. Od tamtej pory nie odzywa się do nikogo, a przez ludzi ze szkoły nazywana jest dziwolągiem. Wybudowała wokół siebie mur, którym skutecznie odgrodziła się od rówieśników. Pewnego dnia, podczas przerwy na lunch do klasy, w której grała na gitarze Maia, wchodzi Kyler. Dołącza do niej i grają razem. Od tego spotkania rozpoczyna się ich przyjaźń oraz muzyczna przygoda. Razem z trójką przyjaciół zakładają zespół. A Maia dzięki wsparciu Kylera i najbliższych postanawia zwalczyć demony i w końcu zacząć normalnie żyć.

W sumie, gdy teraz patrzę na książkę to dochodzę do wniosku, że historia niej zawarta jest powielona: dziewczyna ma problemy, spotyka chłopaka, broni się przed miłością a w końcu wszystko kończy się to jak powinno. Jednak jest w tej książce coś, co przyciąga. Nie potrafię tego nazwać. Jestem pewna, że dla każdego może to być coś zupełnie innego. Może chodzi o wstawki muzyczne, może o romans głównych bohaterów. Nie wiem trudno mi powiedzieć. 

Wiem na pewno, że sięgnę po kolejne części by dowiedzieć się co u pozostałych bohaterów. Polecam



środa, 20 grudnia 2017

#460


Ach cóż to była za fantastyczna podróż literacka. Mogę wręcz stwierdzić, że trochę świata zwiedziłam razem z główną bohaterką książki Małgorzaty Kalicińskiej „Trzymaj się, Mańka!”

Marianna po śmierci swojej przyrodniej siostry Lilki, popada w stupor. Zamyka się na cały świat w swoim bezpiecznym kokonie i nie ma wcale ochoty z niego wychodzić. Dobrze jest jak jest. I tak wegetuje do czasu, kiedy sąsiedzi z góry nie zalali jej mieszkania. Ponieważ jest sama (rozwiodła się wiele lat temu) musi wziąć sprawy w swoje ręce - wynajmuje ekipę panów wykonujących remonty, a sama przenosi się na ten czas do taty. W życiu samotnego ojca Mańki, pojawia się kobieta, o którą Marianna jest ewidentnie zazdrosna. Odnawia kontakt z dawnym znajomym Antonim, pracującym i mieszkającym w Korei Południowej. Postanawia też znaleźć pracę, jednak w jej wieku jest to bardzo trudne. Nawiązuje kontakt z pewną dziennikarką, która namawia ją na cykl reportaży o kobietach na emigracji. A Tosiek zaprasza ją do siebie. Czy z tej podróży wyniknie coś więcej? Czy Marianna mimo swojego wieku odważy się na zmiany?

Po pierwszej setce stron dowiedziałam się, że „Trzymaj się, Mańka!” to kontynuacja innej książki Autorki „Lilka”. Ponieważ jej nie czytałam, bałam się, że pogubię się w historii. Jednak będąc na Targach Książki w Krakowie, Autorka rozwiała moje wątpliwości informując, że można czytać bez znajomości pierwszej. Uff…

Powieść niektórych może odstraszyć grubością i małą czcionką. Ale nie zrażajcie się - historię czyta się doskonale. Ona dosłownie porywa od pierwszej strony. Poza tym książka zachwyca opisami miejsc, które odwiedza główna bohaterka. Można dosłownie poczuć się jakbyśmy podróżowali razem z nią. Przechadzamy się ulicami miasta, w którym mieszka Antoni, biegli w deszczu podczas pobytu na Bali, czy też zajadali się smakołykami na Fuertaventurze. 

„Trzymaj się, Mańka!” to ciepła opowieść o tym, że przyjaźń i miłość można znaleźć na drugim końcu świata. To także opowieść o tym, że osobom po pięćdziesiątce ciężko znaleźć pracę. W tej chwili na rynku pracy stawia się na młodych, na ich świeże spojrzenie. A co zrobić z tymi którzy mają wiele lat doświadczeń i wcale nie chcą zostać odstawieni na boczny tor? Dla nich nie zawsze jest miejsce i to jest niestety okrutna, szara rzeczywistość. A to przecież właśnie od tych doświadczonych, młodzi ludzie rozpoczynający pracę, mogą wiele się nauczyć. 

Całkiem niezłym zabiegiem jest też wplecenie w całą historię e-maili jakie Mańka wymieniała, z Antkiem. Nadają one całej opowieści smaczku. Musimy jeszcze zwrócić na inspirujące historie kobiet, które znalazły się daleko poza Polską. One uzupełniają całość. Oprócz bohaterek o których pisze Marianna, nie możemy zapomnieć o niej samej. Przecież ona także wyprowadziła się z kraju i zamieszkała w … tego, gdzie i z kim nie zdradzę – sami musicie się dowiedzieć. 

Polecam powieść nie tylko miłośniczkom książek Pani Małgorzaty Kalicińskiej (trzeba przyznać, że dość długo czekaliśmy na Jej nową książkę) ale także wszystkim, którzy lubią optymistyczne historie.