Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 stycznia 2019

#503 Kawowa mapa part 1

Wiem, że to blog o książkach. Ale powiem Wam szczerze, że czasem mam ochotę podzielić się czymś innym niż opinią o książce. Czasem chciałabym Wam polecić miejsce, które pokochałam od pierwszego wejrzenia. Bo przecież do książek kawa pasuje idealnie prawda? 


Na pierwszy rzut opowiem o miejscu, o którym już kiedyś wspominałam. O miejscu do którego kiedyś chodziłam regularnie. O miejscu, które mam pod nosem i jestem mu wierna jak pies. 


Jeśli ktoś z Was śledzi mój profil na Instagramie bądź zagląda na FB bloga ten wie, że raz na jakiś czas lubię zabrać czytaną książkę na kawę. 



Tak więc… od kilku lat, od kiedy mam ją pod nosem i mogę tam zajrzeć w przysłowiowych kapciach to zaglądam. Mam na myśli kawiarnię Cafe & Collation, która mieści się w Gliwicach na Placu Inwalidów Wojennych. Jest to niewielka, przytulna kawiarnia z francuską muzyką w tle. Kiedyś mieściła się w innym miejscu, ale cieszę się, że teraz jest bliżej mnie. Bo kiedy mam wolne, mogę zabrać książkę albo laptop usiąść przy stoliku, zamówić kawę i zapomnieć o całym bożym świecie. Serwują tam najlepszą kawę i ciasta… to zdecydowanie niebo w gębie. 



Jeśli szukacie miejsca na randkę, albo na spotkanie z przyjaciółmi, albo chcecie po prostu napić się dobrej kawy to Cafe & Collation nadaje się do tego idealnie. 

P.S.
Tekst nie jest sponsorowany. Myślę, że warto informować ludzi o miejscach gdzie warto zajrzeć.

czwartek, 2 listopada 2017

#454

I po Targach. 
Nie wiem czy pamiętacie, ale rok temu zarzekałam się, że do Krakowa nie pojadę. Bo tłok, bo ścisk, bo nie ma czym oddychać, nie ma gdzie usiąść i takie tam inne niedogodności. Byłam twarda w tym postanowieniu. Warszawskie Targi minęły i wszystkim naokoło powtarzałam, że nie, w tym roku w Krakowie się nie zobaczymy. I co się nagle stało, że zdanie zmieniłam? Otóż w połowie września mój Mąż zakomunikował mi, że ostatni weekend października ma zarezerwowany na wieczór kawalerski swojego przyjaciela. Oczywiście, jeszcze wtedy nie miałam Krakowa w planach. Jednak po jakimś czasie doszłam do wniosku, że skoro Jego nie będzie to po co ja mam siedzieć sama w domu, skoro mogę jechać w tym czasie na targi? Miałam małego stresa, bo jak to tak, taka mała Archer sama w wielkim mieście? To była szybka decyzja: JADĘ. A co mi tam, chyba się nie zgubię, prawda? I pojawił się problem noclegu. Miała jechać moja przyjaciółka, ale okazało się, że w moim ulubionym hostelu brak miejsc, w innym za drogo, więc przyjaciółka zrezygnowała. Na szczęście pojawiły się dwie dobre dusze, które udostępniły mi swoją kanapę, nakarmiły i nawet na teren targów odstawiły. A trzeba powiedzieć, że plecak swoje ważył i ramiona bolą do dziś. 

A wracając do targów. To znów zarzekam się, że za rok nie jadę, że tylko Warszawa. A jak było? 
Przyjechałam w piątek, z nadzieją na brak tłumów i możliwość spacerowania po terenie targów spokojnie bez przepychania się. Jak wielkie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że… tłumy gigantyczne, masa młodzieży i kolejki do szatni. Ale i to nie było najgorsze. W piątek zaplanowano spotkanie z Nicholasem Sparksem. Organizatorzy wybrali dla niego jedną salę, gdzie Autor miał podpisywać książki, ale nie pomyśleli, żeby oddzielić kolejkę po autograf od innych uczestników targów. Chyba po jakimś czasie ktoś podpowiedział, żeby ustawić jakiś łańcuch, żeby bez problemowo przechodzić przez korytarz. Ale i tak fani swoje odstali. Największe podziękowania dla Ejotka za to, że przytuliła moją książkę i zdobyła autograf. 



Halę opuściłam w okolicach 18:00 zmęczona i uzbrojona w kolejne autografy:


Sobota przywitała mniejszą ilością deszczu. Dostarczono mnie prawie pod halę za co dziękuję. Gdy dotarłam pod bramę… cóż… kolejka do kas kończyła się dokładnie przy ogrodzeniu, a ludzie wciąż napływali. Była godzina 11:20. Na całe szczęście akredytacja blogerska pozwoliła mi wejść bez oczekiwania w gigantycznej kolejce. A w samym wejściu spotkałam Pawła, który mnie przygarnął i bez problemu mogłam przecisnąć się przez tłum, który także okupował wejście, to VIPowskie. A czego ja się spodziewałam? Braku ludzi? No chyba jednak nie. I tym razem tłum mnie powalił i przytłoczył. Kolejka do szatni prawie przystopowała, ale miły Pan zabrał mój wielki plecak i nie musiałam stać. Tak, głupi ma szczęście. Jednak jak tylko przekroczyłam próg hali gdzie miało odbyć się spotkanie z Magdą Kordel, to uwierzcie mi miałam ochotę uciekać gdzie pieprz rośnie. Ale obiecałam się przywitać a słowa dotrzymać trzeba.







Tym razem gigantyczne kolejki były w holu i łącznikach gdzie w salach odbywały się spotkania z Remigiuszem Mrozem (swoje książki podpisywał 5h), Camillą Lackberg, Nelą Małą Reporterką. Jednak z tego co słyszałam, organizatorzy też nie zachwycili. 

Przeciskanie się wcale nie jest takie fajne, kiedy napiera na ciebie dziki tłum ludzi, potykasz się o walizki ciągnące się za czytelnikami, a powietrza brak. Najlepsze wtedy są łokcie którymi się rozpychasz, bo inaczej nie dostaniesz się z punktu A do punktu B. Chyba dotarłam do wszystkich do których chciałam dotrzeć i uściskałam tych których miałam. 

Myślę, że gdyby targi przenieśli na Tauron Arena Kraków to byłoby całkiem niezłym rozwiązaniem. Lepszy dojazd, brak korków, więcej powietrza i więcej miejsca do chodzenia. 

A patrząc na tłumy, to wciąż mi się nie chce wierzyć, że ludzie nie czytają książek. 

Zdjęcia z targów są dostępne tutaj w końcu je ogarnęłam.

A poniżej moje zdobycze. I tak, w Naszej małej kawalerce książki są dosłownie wszędzie (no dobra tylko nie w łazience) i wciąż zastanawiamy się gdzie je umieszczać. Chyba czas najwyższy rozejrzeć się za kolejnym regałem.
Zdobycze książkowe no i obowiązkowo torby, bo w czymś te książki trzeba nosić

Cudowny prezent ślubny od Joanny Szarańskiej

Czyż te zakładki nie są cudne? Wydawnictwo Kobiece 

Najlepsze zakładki od Wydawnictwo Kobiece

czwartek, 9 marca 2017

#415

Czujecie? To już chyba wiosna. Za oknami świeci piękne słońce, ptaszki cudnie śpiewają, drzewa powoli zaczynają się zielenić i od razu chce się żyć. Tylko patrząc na ciuchy wiosenne zaczynam dochodzić do wniosku, że po zimie to chyba raczej się do nich nie zmieszczę. No cóż, jak to mówią: „Samo się nie zrobi”. Stanęłam przed biblioteczką i zaczęłam się zastanawiać, czy znajdę w niej jakieś książki z dietami, przepisami, ćwiczeniami. Okazało się, że mam kilka tytułów. Przejrzałam je dokładnie i doszłam do wniosku, że czas wySTARTować z wyzwaniem: mniejsze ubranie. Nie myślcie sobie, że zamienię ten blog na taki sportowy albo z dietami, przepisami. O nie!!! Takich lifestylowych blogów jest masa i powstają jak grzyby po deszczu. Więc nie chcę dublować, powielać innych. Po prostu postanowiłam podzielić się z Wami moimi ulubionymi książkami z przepisami dietetycznymi i nie tylko.


„Zielone koktajle” przepisy z bloga
Tę książkę kupiłam na promocji w jednej z sieci księgarskich, za całkiem niezłą cenę. Pomyślałam sobie, że pewnie coś znajdę dla siebie. Znalazłam. Książka wydana bardzo ładnie, z masą zdjęć i przepisów a konkretnie 365 więc każdego dnia możecie zrobić inny koktajl. Idealnie - prawda?



„Koktajle” Katarzyna Błażejewska-Stuhr
Tutaj znajdziemy przepisy na koktajle na wszystkie okazje: przed treningiem, po treningu. Łatwe i szybkie do wykonania.



„Zostań fit w 180 dni” oraz „Dieta fit” Natalia Gacka
W wypadku tych książek muszę przyznać, że sięgnęłam po nie ze względu na treningi. Jednak... nie korzystam z tych treningów z książki... sama sobie wybieram ćwiczenia, ale niektóre przepisy są zacne i godne polecenia. Poza tym Natalia Gacka do mnie bardziej przemawia niż Chodakowska czy Lewandowska. Tylko nie pytajcie dlaczego. Natomiast niektóre przepisy z diety... wykorzystuję dość często.



„Lekkość” Anna Starmach
Anna Starmach wydała wyśmienite książki z serii „Pyszne”. Z przepisów korzystam dość często i z wielką przyjemnością sięgam po „Lekkość”. Tutaj również, prócz przepisów znajdziemy ćwiczenia.

Tak więc, porzucam słodycze, fast foody, ograniczam makarony, dodaję ćwiczenia i liczę, że uda mi się wcisnąć w ulubione dżinsy.

P.S. Pamiętajcie, że powyższy post jest postem konkursowym, w nim można szukać słowa z hasła w konkursie z "Był sobie pies".



sobota, 31 grudnia 2016

#408



Wszyscy tworzą podsumowania roku. Kiedyś też tak robiłam. Wybierałam ulubioną książkę, film, muzykę itp. Itd. Jednak z czasem doszłam do wniosku, że nie chce mi się i nie mam na to czasu, wolę czytać. Poza tym było tego za dużo, by wynajdywać tę najlepszą i tę najgorszą. W sumie zdążyliście zauważyć, że…, kiedy książka nie przypada mi do gustu nie kończę jej tylko zabieram się za następną. Szkoda mi czasu na słabe książki, kiedy na półkach czekają nowe.


Przyznam, że mijający rok był bardzo zaczytany. Nie przypuszczałam nawet, że aż tak bardzo. Udało mi się przeczytać 82 książek. Byłoby ich więcej (albo mniej) gdybym nie porzuciła tych które mnie nie wciągnęły. W sumie wyszło ok 31204 stron. Brzmi nieźle, biorąc pod uwagę fakt, że moja praca to tryb zmianowy od poniedziałku do niedzieli. Owszem, mogłoby być tego więcej, ale oprócz czytania istnieje inne życie. Chociażby to serialowe czy też filmowe.


Zaczytanego Nowego 2017 Roku Wszystkim Wam życzę!!! I pamiętajcie, nie jest ważne, ile ich przeczytacie, ważne, żeby to robić!!!

Zdjęcia: pinterest