Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 52 Book Challenge PL 2015. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 52 Book Challenge PL 2015. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 stycznia 2016

#364




Droga Tachykardio!

Czym kierujesz się przy wyborze książek, które chcesz przeczytać? Sugerujesz się okładką? Opisem z tyłu? A może nazwiskiem Autora? Bo skoro inne napisane przez niego książki są dobre, to ta nowa też taka będzie, czyż nie? Ostatnio przeczytałam książkę, bo zaintrygował mnie cytat na okładce. Brzmiał on: „Czasami odchodzimy tylko po to, żeby sprawdzić, czy ktoś za nami pójdzie. Najgorsze jest rozczarowanie kiedy odwracasz się a za tobą nikogo nie ma.” Pewnie jesteś ciekawa czy książka „Poukładaj mi życie”
Oli Józefiny Sokołowskiej też tak bardzo mnie zachwyciła jak jej fragment? Posłuchaj.

Liliana wyprowadza się z rodzinnego miasta do Torunia, by rozpocząć studia prawnicze oraz móc rozwijać swoją taneczną pasję. Już pierwszego dnia zwraca uwagę na jednego z chłopaków na roku. Janek jest najwyższy w grupie i jest właścicielem najbardziej zielonych oczu. Na początku łączy ich tylko przyjaźń. Jednak z czasem ich relacja przemienia się w coś zupełnie nieoczekiwanego. Niestety, Janek nie jest wolny, ma dziewczynę. Lila o tym dobrze wie. Czasem jednak pożądanie jest silniejsze niż rozsądek. Po wspólnie spędzonej nocy Lilka postanawia zniknąć z życia Janka i nie komplikować mu go za bardzo. Ale jak dobrze wiemy, los zawsze płata nam figle. Ścieżki Janka i Liliany przecinają się po siedmiu latach. Ale czy to znaczy, że ci dwoje zwiążą się na dobre i na złe?

Cała powieść podzielona jest na dwie części. W pierwszej poznajemy historię miłości Janka i Lili. Towarzyszymy im na studiach, imprezach, na spotkaniach. Druga zaś pokazuje bohaterów kilka lat później.

Książka nie jest gruba. Jednak mnie czegoś w niej brakuje. Brak mi w niej portretów bohaterów. Nie wizualnych, ale tych psychologicznych. Wyjaśnienia motywów ich działania. Nie tylko głównej bohaterki, ale także tych drugoplanowych którzy uzupełniają historię i są ważni dla akcji powieści.

Zakończenie natomiast, jest tak bardzo nieoczekiwane, że aż zaskakujące. Nie spodziewałam się.

Nie jest to przesłodzona historia o miłości jakich wiele w książkach. To historia o tym, że czasem można naprawić krzywdy wyrządzone w przeszłości. Tylko musimy wziąć pod uwagę, że życie i tak wszystko zweryfikuje i zaskoczy nas w najmniej oczekiwanym momencie. 

Pozdrawiam 
Archer

czwartek, 31 grudnia 2015

#363





Droga Tachykardio!

Coraz częściej sięgam po książki Autorów, których twórczość wywarła kiedyś na mnie bardzo dobre wrażenie. A że są to głównie polscy Autorzy... cóż ‒ czuję niedosyt polskiej literatury. I nie mam pojęcia co mną kieruje. Może tym, że coraz częściej polskie powieści są tak dobre, że nie można się od nich oderwać. I tak właśnie było w przypadku książki „A potem przyszła wiosna” Agnieszki Olejnik. Książką zainteresowałam się jakiś czas temu. Urzekła mnie jej okładka, która sugerowała lekturę lekką, łatwą, przyjemną jak letni wiosenny wietrzyk. Po jakimś czasie zorientowałam się, że Autorką, jest ta sama Agnieszka Olejnik, której książka „Dziewczyna z porcelany” bardzo przypadła mi do gustu. Będąc na Targach Książki w Krakowie nie zawahałam się nad kupnem nowej pozycji.

Pola Gajda to kobieta, która może nazywać się szczęściarą. Jest popularną aktorką, gra w znanych serialach. Ma sławę, pieniądze i ukochanego faceta przy boku, który jak Pola, też jest aktorem. Czegóż chcieć więcej? Jak to w dzisiejszym celebryckim świecie bywa, Pola jest pod obstrzałem paparazzich, w szczególności jednego. Konrada, który ‐od dłuższego czasu‐ śledzi każdy jej krok. To właśnie przez jedno ze zdjęć Konrada poukładany dotychczas świat Poli wywraca się do góry nogami. Całą historię poznajemy z perspektywy Poli oraz Konrada. Dzięki temu mamy możliwość zweryfikowania wszystkiego. Poznajemy motywy którymi kierował się Konrad i jakie kroki podejmował wobec Poli.

Czytając „A potem przyszła wiosna” czasem zapominałam o oddychaniu. Przewracałam strony i pytałam: co dalej? Nie potrafiłam się oderwać. A jak dobrze wiesz, nie każda historia wciąga mnie jak wir wodny.

Przyznam ci się szczerze, że polubiłam historie, tworzone przez Agnieszka Olejnik. One w żaden możliwy sposób nie są przesłodzone. Są na wskroś mocne, sugestywne i zapierają dech w piersi tak bardzo, że aż boli.

Ta książka mnie pochłonęła. Zanurzyłam się w niej po sam czubek głowy. Historia którą stworzyła Autorka przypomina, że osoby żyjące na świeczniku są takimi samymi ludźmi jak my. Mają swoje tajemnice. Nie zawsze są szczęśliwi mając u boku ukochaną osobę. Czasem bywają samotni ze swoim bólem, który trawi ich duszę.

„A potem przyszła wiosna” to powieść, która powala i zapiera dech w piersiach. To książka o której nie potrafisz zapomnieć. Ona wryje ci się w każdą komórkę ciała i sprawi, że inaczej spojrzysz na swoje życie. Bo temat i postępowanie głównych bohaterów składnia do zadania sobie pytań o to, co jest w życiu najważniejsze. Może, by rozpocząć szczęśliwe życie, należy zerwać z przeszłością? To książka która daje nadzieję, bo przecież w końcu przyjdzie wiosna. Polecam w ciemno.

Archer

niedziela, 27 grudnia 2015

#362


Droga Tachykardio!

Znasz mnie już długo i wiesz, że kiedy jest „szał” na jakąś książkę, ja nie biorę w tym udziału. Przeczekuję i kiedy mija, sama zabieram się za bestseller. W przypadku „Dziewczyny z pociągu” Pauli Hawkins miało być podobnie. Zamówiłam ją sobie w bibliotece by w nowym roku ją zacząć czytać, kiedy minie „szał”. Chociaż sobie obiecywałam nie udało mi się. Zaraz przed wigilią dokonałam zakupu. Zasiadłam w łóżku i zaczęłam się zastanawiać dlaczego świat oszalał na punkcie tej książki? Co w niej jest takiego zachwycającego, że na okładce znalazła się rekomendacja samego Stephena King’a?

Rachel Watson podróżuje codziennie tym samym pociągiem do Londynu. Podczas swojej podróży uwielbia obserwować domy mijane podczas trasy. Układa sobie w głowie historie rodzin które w nich mieszkają. W ten sposób poznajemy historię pewnego domu i jej mieszkańców, która zdecydowanie nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Rachel nie wie, że bycie zwykłym obserwatorem może stać się niebezpieczne i diametralnie zmienić jej życie. A to co wydaje się jej sielankowym życiem wcale takie być nie musi.

Nie będę zdradzać ci szczegółów, bo z tego co się orientuję czytałaś tę książkę i wiesz jak się kończy. A poza tym to kryminał i nie można zdradzić kto zabił.

Teraz już wiem skąd ten szał. Już wiem dlaczego książka sprzedaje się jak świeże bułeczki i jej nakład jest wykupywany w zastraszająco szybkim tempie. Cieszę się, ze przeczytałam ją teraz i cieszę się, że stanęła na mojej półce. Myślę, że to książka którą chce się mieć we własnej biblioteczce.

Paula Hawkins stworzyła kryminał psychologiczny i to całkiem dobry, zważywszy iż jest to jej debiut. Bohaterowie wykreowani przez autorkę mają bardzo wyraziste charaktery, mają swoje wady i zalety. Oprócz tego autorka w tej powieści porusza kilka dość istotnych problemów, z którymi każdy się spotyka czy w swoim otoczeniu czy w społeczeństwie: alkoholizm, toksyczne związki, depresje czy też uzależnienie od drugiej osoby. Bohaterów można polubić, lub jak w tym przypadku nie do końca. Powiem ci szczerze, że główne bohaterki doprowadzały mnie do wściekłości. Rachel za to, że nie potrafi się pozbierać po rozstaniu z mężem i wziąć się w garść, Megan, że nie potrafiła porozmawiać ze swoim mężem o sytuacji która wydarzyła się w przeszłości i w jakiś sposób ją ukształtowała, no i Anne za to, że tak łatwo przyszło jej oceniać innych i była ślepo zapatrzona w swojego męża.

Całą historię poznajemy z trzech różnych punktów widzenia. Jest to całkiem niezłe zagranie, gdyż mamy możliwość skonfrontowania wydarzeń oraz porównania ich. Wszystkie poboczne wątki, które składają się na główną fabułę sprawiają, że bardzo łatwo możemy uwierzyć w ludzkie dramaty które czają się za drzwiami mieszkań.

Mnie się kryminał bardzo podobał. Nie znalazłam w nim żadnych błędów. Czyta się sprawnie i szybko mimo iż cała akcja nie jest rozpędzona jak pociąg którym Rachel codziennie podróżuje do Londynu. Podczas czytania zastanawiałam się nad rozwiązaniem zagadki i dopiero niedaleko końca poskładałam wszystkie rozsypane puzzle w całość. Czy jest przereklamowany? Może troszkę, ale nie możemy wystawiać laurki zanim sami nie dowiemy się prawdy czy warto. Jak dla mnie warto.

Po przeczytaniu książki już wiem, co King miał na myśli mówiąc: „Nie mogłem się oderwać przez całą noc.” Kiedy czytamy „Dziewczynę…” sami mamy ochotę dowiedzieć się co będzie dalej? Jak potoczą się losy bohaterów? Czy Rachel przypomni sobie wydarzenia z feralnej nocy i ze swojego dawnego życia? Czy w końcu przejrzy na oczy i czy wszystkie elementy wtoczą się jak pociąg na właściwe tory.

Pozdrawiam Archer

niedziela, 20 grudnia 2015

#360



Droga Tachykardio!

Raz na jakiś czas potrzebuję książki, która bawi, której historia jest lekka. Książka która ma poprawić humor. Wydawnictwo Czwarta Strona wydaje właśnie takie książki w „Seria z babeczką”. Jakiś czas temu opowiadałam Ci o „Nie zmienił się tylko blond”, dzisiaj posłuchaj o książce pt.: „Przypadki pewnej desperatki” Magdaleny Wala.

Julia jest studentką ostatniego roku historii. Dodatkowo pracuje jako nauczycielka w gimnazjum. Zastanawia się nad przyszłością swego związku z Pawłem. Otóż Paweł jest idealnym kandydatem na męża: troskliwy, opiekuńczy i przede wszystkim zakochany do szaleństwa, chce spędzić z dziewczyną resztę życia. Jednak Julia nie jest do końca o tym przekonana. W starym pałacyku, który staje się własnością rodziny Pawła, Julia znajduje pamiętnik z XIX w. w którym znajduje zapiski dziewczyny służącej na dworze jednej z księżnych. A to dopiero początek przygód.

„Przypadki pewnej desperatki” to debiut pisarski Magdaleny Wala. I muszę przyznać, że całkiem udany. To optymistyczna opowieść, napisana językiem łatwym i przyjemnym. A książka nadaje się do czytania niezależnie od wieku.

Muszę Ci się jednak przyznać, że główna bohaterka doprowadzała mnie do szewskiej pasji. Miałam ochotę nią wstrząsnąć i krzyknąć: OGARNIJ SIĘ KOBIETO!!! Po pewnym czasie mi do przechodziło. Doszłam bowiem do wniosku, że chyba jeszcze nie jest czas.

Jeśli poszukujesz zabawnej historii, przy której czasem wybuchniesz śmiechem, to powieść „Przypadki pewnej desperatki” jest dobrym wyborem. Polecam!

Pozdrawiam 
Archer

wtorek, 15 grudnia 2015

#359



Droga Tachykardio!

Okres przedświąteczny powinno się spędzać w ulubionym fotelu, z kubkiem kakao (lub gorącej czekolady; w ostateczności herbaty) i dobrą książką w świątecznym klimacie. Najlepiej jeszcze gdy wokoło pachnie czekoladą. Dokładnie tak jak najnowsza powieść Carol Matthews „Święta miłośniczek czekolady”.

Od kiedy Clive i Tristan wyjeżdżają na południe Francji, „Czekoladowe niebo” bierze pod swe skrzydła Lucy Lombard, która jest zachwycona możliwością pracy w miejscu które uwielbia. Niestety jest tak bardzo pochłonięta swoją pracą, że zaniedbuje swojego faceta. Oprócz tego na horyzoncie pojawia się jej były narzeczony, co zawsze zwiastuje kłopoty. U pozostałych dziewczyn z Klubu Miłośniczek Czekolady także nie jest kolorowo. Chantal po narodzinach córki stara się odbudować swoje małżeństwo, ale nie wychodzi jej to tak jakby chciała. Nadia po śmierci męża nie ma sił na nowy związek ‒ do czasu. Natomiast Autumn po śmierci ukochanego brata rozstaje się z narzeczonym, któremu bardziej zależy na kasie jej rodziców niż na samej dziewczynie.

Mimo iż jest to trzecia część przygód Lucy, Nadii, Autumn i Chantall, nie czułam się w żadnym wypadku pogubiona w wątkach czy też akcji. Wszystko po drodze zostało idealnie wyjaśnione i mogłam bez przeszkód rozkoszować się historią opisaną w książce.

To nie tylko opowieść o świętach, o pysznej czekoladzie. To opowieść przede wszystkim o przyjaźni, która dla wielu jest najważniejsza. Bo przecież gdy kochana kiedyś osoba odchodzi to wtedy potrzebny jest nam przyjaciel i… duża ilość czekolady. Bo czekolada jest dobra na wszelkie smutki i problemy.

Książka „Święta miłośniczek czekolady” jest idealna na świąteczny czas. Wprowadza do otoczenia magiczny klimat, który pachnie czekoladą. Jest napisana prostym językiem, przygody dziewczyn są czasem tak absurdalne, że można złapać się za głowę. Ale przecież najdziwniejsze historie są z życia wzięte.


Polecam.
Archer

P.S.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Harper Collins



czwartek, 10 grudnia 2015

#358




Droga Tachykardio!

Pewnie już zauważyłaś, że sięgam głównie po książki polskich Autorów. I dostaję potwierdzenie, że stare porzekadło „cudze chwalicie, swego nie znacie” jest w pełni prawdziwe. Przecież jest tyle fantastycznych książek rodzimego pióra, a jednak tak mało mamy na nie czasu. Dlatego czytam ile się da i gdzie się da. Nadal wpadam także do mojej kawiarni na solidną dawkę kofeiny i dobrą książkę. Tak też było w przypadku debiutu literackiego Natalii Sońskiej „Garść pierników, szczypta miłości”.

Hania na co dzień pracuje w redakcji jednego z dużych miesięczników. Nie pisuje jednak artykułów, mimo iż marzy o tym od bardzo dawna. Od czasu do czasu przeprowadza wywiady, ale głównie zajmuje się korektą tekstów pisanych przez swoich kolegów. Przed świętami namawia swoją przyjaciółkę Karolinę, która także pracuje w redakcji, do pewnej zmiany. Otóż, Hania napisze za Karolinę artykuł o świątecznych trendach, natomiast przyjaciółka przeprowadzi wywiady. Podczas researchu poznaje właściciela agencji reklamowej. Wiktor, nie robi na dziewczynie dobrego wrażenia. Dodatkowo Marek, były facet Hani a obecnie mąż jej szefowej, wyraźnie ma ochotę na skok w bok. Czy Hania otworzy się na miłość, o tym musisz Tachykardio przeczytać sama. Nie odbiorę Ci tej przyjemności.

„Pierniki” zaczęłam czytać pewnego jesiennego wieczoru. Początek troszkę mi nie podszedł, ale znasz mnie. Nie poddałam się i nie żałuję, bo z każdą stroną było coraz lepiej. Kiedy dotarłam do ostatniej kropki, zrobiło mi się smutno, że to koniec. Że nie spotkam się już z bohaterami, że nie będę wkurzać się na Hankę, że nie będę wspierać Wiktora i trzymać za niego kciuków.

Książkę Natalii Sońskiej najlepiej czytać tuż przed świętami, by wczuć się w nadchodzącą atmosferę. By poczuć unoszący się aromat pierników oraz miłość. Bo to książka przede wszystkim o miłości. O miłości, która trafia nas jak piorun podczas letniej burzy w drzewa. Zjawia się niespodziewanie i wywraca nasze życie do góry nogami. Zmienia nasze priorytety oraz spojrzenie na związki i miłość.

Ta książka pachnie świętami. Jest idealna do czytania, gdy za oknem pada śnieg, a ty zatapiasz się w świat bohaterów. I od samego początku trzymasz za nich kciuki i dopingujesz im.

Dawno nie czytałam tak ciepłej i świątecznej książki. Wydawnictwo Czwarta Strona znów udowodniło, że książki które wydają są najlepsze. Przeczytaj. Nie pożałujesz. Ale pamiętaj: koc, gorące kakao i ulubiony fotel, to tylko dodatki do tej książki. Polecam bez dwóch zdań.

Pozdrawiam
Archer


piątek, 4 grudnia 2015

#357



Droga Tachykardio!

Raz na jakiś czas warto sięgnąć po książkę lekką. Po książkę podczas czytania której uśmiech będzie gościł na naszej twarzy, a chichot będzie wyrywać się co rusz. Takie książki są nam potrzebne i to bardzo. Taka właśnie jest powieść którą właśnie skończyłam czytać i nie, nie wyszła spod pióra Magdy Witkiewicz. „Nie zmienił się tylko blond” napisała Agata Przybyłek i muszę Ci się przyznać, że wyszło jej to świetnie. Posłuchaj i sama oceń.

Iwonka ma 37 lat. Pewnego dnia dowiaduje się, że mąż po osiemnastu latach postanawia wymienić ją na inny, młodszy model. Jak każda zdradzona żona, załamuje się tym faktem. Bo nie oszukujmy się; która z nas by się nie załamała? W sumie rozpacza tylko przez chwilę. Bierze się w ostateczności w garść, pakuje cały swój majdan: czwórkę dzieci – nastoletnich Łukasza z ciężarną dziewczyną (jak widać na dodatek dowiaduje się, że zostanie babcią) oraz córkę Agatę, czteroletnie bliźniaki Antoninę i Antosia, dwa psy, kotkę i wyjeżdżą do Sosenek. Jest to mała wioska, gdzie mieszkają jej rodzice. Bo przecież wiadomo, że najlepiej wrócić pod rodzinne skrzydła. No i tutaj w życiu głównej bohaterki rozpoczyna się dla odmiany totalna komedia pomyłek i wesoła jazda bez trzymanki. Ale szczegóły, to wiesz, musisz poznać sama. Myślę, że będziesz zadowolona.

Na książkę miałam chrapkę od momentu kiedy wjechała na stół nowości w księgarni. Jednak trochę zwlekałam z jej przeczytaniem. Wiesz jak to jest, prawda? Zawsze znajdzie się coś innego do przeczytania. W końcu doszłam do wniosku, że czas poprawić sobie humor.

Narracja pierwszej osoby w książce sprawia, że wszystkie wrażenia i całą historię poznajemy z pierwszej ręki. A wrażenia są świetne. Podoba mi się dowcip Iwonki i czasem ironiczne podejście do życia.

Wydaje mi się, że dla wielu czytelników książka Przybyłek może być łudząco podobna do książki Grocholi. Ale moi drodzy ten zabieg: porzucona i zdradzona kobieta ucieka na prowincję, już wiele razy był powielany przez różne Autorki. I co? I te książki się kupuje i czytuje. Dlaczego? Bo bohaterki udowadniają, że mimo zawirowań życiowych są w stanie wygrać nowe życie. A że do tego mają wyśmienite poczucie humoru, z którym codziennie wędrują przez życie to już inna para kaloszy.

Książkę polecam na poprawę humoru.

Pozdrawiam
Archer

niedziela, 29 listopada 2015

#356


Czasem sięgam po książki po które normalnie bym nie sięgnęła. Nie, nie sugeruję się recenzjami innych. Raczej wystarczą mi rekomendacje zaufanych osób, które krótko mówią: „Książka jest świetna! Musisz ją koniecznie przeczytać! To Twój MUST READ!” To wystarczy. Tak samo było przy powieści „Kochając Pana Danielsa” Brittainy C.Cherry.

Ashlyn w wyniku choroby traci swoją ukochaną siostrę bliźniaczkę Gabrielle. Siostra pozostawiła po sobie s rzeczy, które siostra musi wykonać. Do każdego punktu z tego spisu pozostawiła list. Każdy list to taka rozmowa… Matka dziewczyn nie potrafi poradzić sobie z bólem po utracie ukochanej córki, wpada w nałóg alkoholowy i odtrąca Ashlyn. Dziewczyna czuje się samotna i opuszczona. Wtedy pojawia ojciec dziewczynek, który porzucił je dawno temu. Postanawia zabrać córkę do siebie. Dziewczynie ten pomysł całkowicie się nie podoba. Nie chce rozpoczynać życia gdzieś indziej, z nową rodziną ojca. Nie przypuszcza jednak, że ten wyjazd całkowicie odmieni jej życie.

Utrata ukochanej osoby sprawia, że czujemy się jakby wyrwano nam fragment serca. Ból rozrywa nam duszę i jest nie do zniesienia. Dokładnie tak samo czuje się Ashlyn. Trudno jej pogodzić się ze śmiercią ukochanej Gaby, ale także odtrąceniem przez matkę. W podróży do ojca spotyka pewnego mężczyznę, który ją intryguje. Nie przypuszcza, że to całkowicie przypadkowe spotkanie odmieni jej życie.

Przyznaję, książka długo czekała aby znaleźć się na mojej czytelniczej liście MUST READ. Wszyscy wokoło ją czytali i byli nią zachwyceni. Ja nie byłam przekonana. Dlatego z oporem, ale niewielkim, wrzuciłam ją na czytnik. Jadąc pociągiem postanowiłam ją zacząć czytać, bo przecież w podróży czyta się najlepiej. I powiem Wam, że przepadłam. Nawet żałowałam, że moja podróż jest taka krótka i nie mogę czytać dalej.

Kiedy zaczęłam się zagłębiać w opowiadaną historię byłam przekonana, że to powieść jakich pełno na półkach bibliotek czy w księgarniach. Fakt, jest to literatura określana Young Adult. Jednak wydaje mi się, że historia miłości w niej zawarta jest ponadczasowa. Tak może kochać każdy i każdemu takiej miłości jaka jest między Ashley i Danielem życzę.

Czy to romans? Owszem. Jednak droga głównych bohaterów do happy endu nie była usłana różami. To nie tylko odrobinę przesłodzona historia miłości. Ale nie oszukujmy się, miłość taka czasem bywa. Taka słodka jak miód. Jednak ta historia ma w sobie nutkę goryczy. Ale to wciąż miłość, czyli coś co nadaje sens naszemu życiu.


*zdjęcie pochodzi z tej strony

piątek, 6 listopada 2015

#352


Droga Tachykardio!

Łapię się na tym, że łaknę książek lekkich, pełnych miłości i ze szczęśliwym zakończeniem. Nie wiem dlaczego tak się dzieje. To chyba nadchodząca zima tak mnie nastraja. Kiedy sięgam po książkę to nie wybieram kryminału, lecz obyczaj lub jak kto woli powieść kobiecą. Tak też było w przypadku książki „To przez Ciebie” Mhairi McFarlane.

Delia od dziesięciu lat żyje w szczęśliwym wolnym związku. W głębi duszy jednak chciałaby pchnąć ten związek na wyższy poziom. Z okazji dziesiątej rocznicy postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i oświadcza się swojemu chłopakowi. Czym w sumie wprawia go w osłupienie. I to dość duże, gdyż w pewnym momencie, podczas tego samego wieczoru dostaje sms którego ewidentnie nie powinna dostać. Sms był skierowany do tej drugiej - jak się okazało: kochanki. Delia nie zastanawia się długo, porzuca swoją pracę, pakuje swoje rzeczy i wyjeżdża do swojej przyjaciółki, która mieszka w Londynie. Tam postanawia rozpocząć nowe życie. 

Czy to się jej uda? Czy porzucony chłopak pozwoli o sobie i o wspólnych dziesięciu latach tak łatwo zapomnieć? I kim jest tajemniczy Adam, który pojawia się na horyzoncie? Na te pytania musisz odpowiedzieć sobie sama, czytając tę książkę.

To moje pierwsze spotkanie z tą Autorką. Wcześniej nie miałam okazji zapoznać się z jej twórczością, mimo iż książka „Nie mów nic, kocham cię” stoi u mnie na półce. Czy spotkanie z książką był udane?

Cóż, na początku dość sceptycznie podeszłam do książki oraz do historii w niej zawartej. Trochę ciężko mi się ją czytało, jednak z czasem wciągnęłam się w historię Delii oraz Paula. Na początku może się wydawać, że to typowa historia: kobieta zostaje zdradzona, pakuje swoje manatki i wyprowadza się i rozpoczyna nowe życie. Ale nie wiem czy zauważyłaś, że prawie wszystkie porzucone bohaterki wyprowadzają się na prowincję, z dala od zgiełku wielkiego miasta. Tutaj jest zupełnie inaczej. Delia, porzuca swoje małe miasteczko na rzecz wielkiego Londynu.

Powiem Ci, że główna bohaterka wkurzała mnie niemiłosiernie. Dlaczego? Jak zareagowałabyś, gdybyś dowiedziała się, że Twój facet od pół roku Cię zdradza? Że okłamuje Cię prawie na każdym kroku i nie jest z Tobą szczery. U mnie byłaby szybka piłka: spadaj facet, tam są drzwi. Nie ma kolejnej szansy. Nadszarpnąłeś raz moje zaufanie - możesz zrobić to po raz kolejny. I co z tego, że twierdzisz, że mnie kochasz. Zdradziłeś raz, może to się powtórzyć. Proste, nie? Jednak nie dla Delii. Ona postanawia mu na nowo zaufać. Wraca do niego i stara się odbudować związek. Nie potrafiłam tego zrozumieć.

Na całe szczęście Delia w końcu poszła po rozum do głowy. I w tym momencie przyklasnęłam jej postanowieniom. Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Nie da się odbudować domu, który raz już runął. Zawsze będzie chwiejny, mało stabilny a co za tym idzie, znów może runąć.

Jeśli masz ochotę na przyjemną lekturę, która obowiązkowo kończy się happy endem, to musisz koniecznie przeczytać „To przez ciebie”. Wiem, że Ci się spodoba. Polecam!!!

Pozdrawiam 
Archer

P.S.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Harper Collins





piątek, 11 września 2015

#351



Droga Tachykardio!

Raz na jakiś czas potrzebujemy lektury która sprawi, że oderwiemy się od rzeczywistości. Zatopimy się w świecie bohaterów i nie odłożymy książki, dopóki nie dotrzemy do ostatniej kropki. A jeśli podczas czytania lektury będziemy mieć niekontrolowane napady śmiechu - to jeszcze lepiej dla nas. Znam taką Autorkę, która zapewnia wyżej wymienione „atrakcje”. Owszem, ty także ją znasz. To Magdalena Witkiewicz. Jestem świeżo po lekturze jej najnowszej powieści „Moralność Pani Piontek”. Zapewnia napady śmiechu, nie pozwala się od siebie oderwać i dodatkowo, jak to w książkach Magdy bywa, jest to opowieść z przesłaniem. 

Gertruda Piontek od samego początku chciała być kimś. Pragnęła dla siebie lepszego życia. Gdy na studiach medycznych przez przypadek dostała indeks Poniatowskiego wiedziała, że on będzie jej mężem. Dla takiego nazwiska potrafiła zrobić wszystko. Oczywiście, dopięła swego. Gdy urodził się im syn, otrzymał imię Augustyn. Przecież do takiego nazwiska musi być dobrane odpowiednie imię. Od najmłodszych lat Gertruda chuchała i dmuchała na jedynaka. I odpowiednio kierowała jego edukacją. Jednak jak to czasem bywa, w pewnym momencie ukochany Syn miał dosyć apodyktycznej mamusi. Spakował swoje manatki i uciekł do wynajmowanego mieszkania. Jak dalej potoczyły się losy upiornej Mamusi i syna jedynaka - musisz doczytać sama. 

Za każdym razem kiedy sięgam po książkę Magdy wiem, że czeka mnie świetna zabawa. Nie mam pojęcia jak Ona to robi, ale od historii, które tworzy Magda nie sposób się oderwać; zapadają one w pamięć. Czasem każą spojrzeć inaczej na swoje życie, zatrzymać się i je przewartościować. Tak przecież było w „Pierwszej na liście”, „Zamku z piasku” czy chociażby „Opowieści niewiernej”. Ale także, Magda ma talent do tworzenia książek “z jajem”. Siadasz, czytasz i zalewasz się łzami ze śmiechu. A najlepsze jest to, że te historie (nie tylko te do śmiania się) są z życia wzięte. 

Dla niektórych, książki Witkiewicz mogą wydać się przewidywalne, przeciętne i nic nie warte. Świetnie, więc niech ich nie czytają. Bo po co mają “marnować swój czas”. Niech sobie darują. 

„Moralność Pani Piontek” to książka, która wciąga od pierwszych liter i nie puszcza aż do ostatniej kropki. Nie da się jej odłożyć nawet na chwilę, bo przebieramy nogami by dowiedzieć się, co dalej. Co tym razem Magda wymyśliła. 

Cóż ja ci mogę jeszcze powiedzieć? Znasz Magdę oraz jej książki więc wiesz, co cię czeka. Całą książkę można podsumować, parafrazując jedno ze zdań które wypowiada bohaterka: „Słuchaj Krystyna, nie zaczynaj czytać książki Magdaleny wieczorem do poduszki. Bo nie będziesz mogła się oderwać i odechce ci się spać. A rano będziesz mieć problem ze wstawaniem i nawet litr kawy nie pomoże.”

Bo Magda właśnie takie książki pisze. I teraz tuptam z niecierpliwością na jej kolejną powieść, która pojawi się na rynku wydawniczym w październiku. 

Polecam!!!

P.S.
Zdjęcie autorstwa Mojej Przyjaciółki, która wpadła kiedyś do mnie do księgarni, zamówiła latte i zanurzyła się w świat Państwa Piontek. I co chwila słyszałam wybuchy śmiechu. Taaaaak... ludzie przy stolikach obok dziwnie na Nią patrzyli. 

poniedziałek, 7 września 2015

#350



Kiedy za oknem szaleje upał, powinno się wtedy czytać książki w których panuje zimna. Najlepiej szwedzkie kryminały. Ale jeśli za oknem pada, wtedy dobrze sięgnąć po słoneczną powieść. A jeśli takowej nie mamy to wystarczy powieść z latem w tytule. Dlatego ja sięgnęłam właśnie po „Lato w Nowym Jorku” Wendy Markham.

Tracey uciekła ze swojego rodzinnego miasta prosto do Nowego Jorku. Przyjechała tutaj wraz ze swoim chłopakiem Willem. Tracey na co dzień pracuje w agencji reklamy, wynajmuje małą kawalerkę, przyjaźni się z Raphaelem i Kate. Na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie spokojnej dziewczyny. Ma kompleksy na punkcie swojego wyglądu i wagi. Jednak nie tylko tym się przejmuje. Otóż Wil,l jej facet, jest początkującym aktorem, który na okres letni wyjeżdża by szkolić swój warsztat wiele kilometrów od NY. Tracey na początku chce oddać się szaleńczej tęsknocie za ukochanym,jednak po pewnym czasie dochodzi do wniosku, że nie tego chce. Nie na tym ma polegać „czas bez Willa”. Postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i dokonać swoistej metamorfozy. 

Gdy zaczynałam czytać tę powieść bardzo sceptycznie do niej podchodziłam. Główna bohaterka doprowadzała mnie do szewskiej pasji. Strasznie mnie irytowała swoim zachowaniem. Wkurzało mnie to, że nachalnie wręcz starała się przekonać swojego faceta, że jej przyjazd do niego to fantastyczny pomysł. Nie docierały do niej żadne argumenty, ze strony Will’a. Chociaż on też mnie drażnił swoim zachowaniem. Cały czas miałam wrażenie, że z ich dwojga to ona bardziej zaangażowana jest w ten związek. Will traktował ją bardziej jak koleżankę niż dziewczynę. Tak nie traktuje się kobiety z którą się jest!

Dopiero w momencie kiedy Tracey zaczęła wprowadzać w plan swoją metamorfozę zaczęłam jej z całego serca kibicować i trzymać kciuki by jej się udało. Ona naprawdę zasługiwała na kogoś lepszego. 

Opis na okładce może sugerować typowy romans. Jednak nie dajmy się na to nabrać. Ta książka zawiera całkiem mądre przesłanie: czasem rozłąka pozwala z dystansu spojrzeć na nasz związek. Poza tym zmiany są w naszym życiu bardzo potrzebne, tylko musimy mieć odwagę by je dokonać. Polecam!!!

P.S.
Wyczytałam w sieci, że to pierwsza z kilku powieści z Tracey w roli głównej. Liczę na to, że niebawem przeczytamy dalsze losy naszej bohaterki.

P.S.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa HarperCollins

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

#349



Po raz kolejny sięgnęłam po książkę, którą polecała Agnieszka Tatera. Nie wiem w sumie jak Ona to robi, ale ma chyba w sobie jakiś dar, który sprawia, że za Jej namową (lub raczej postem) sięgam po pozycję, której bym normalnie nie przeczytała. I tak, pewnego dnia zasiadłam z czytnikiem na swojej Krótkiej Kanapie i oddałam się lekturze książki „Tam gdzie nie sięga już cień” Hanny Kowalewskiej. 

Inka dziesięć lat temu wyjechała z Jantarni. Jednak niespodziewany telegram sprawia, że dziewczyna szybko pakuje torbę i wraca na stare śmieci. Nie ma pojęcia co zastanie po swoim powrocie. Wie jedno, że musi się spotkać z Ciotką, która ją wychowywała. Musi odkryć wiele tajemnic. Jej powrót wzbudza w małej miejscowości masę plotek oraz niechęć mieszkańców. To wywołanie burzy w szklance wody. Nie mogę Ci zdradzić więcej szczegółów, bo wyszłoby na to, że streszczam ci książkę. A nie o to chodzi. 

Nie jest to piękna historia o miłości, magicznych powrotach na stare śmieci. „Tam gdzie nie sięga już cień” to powieść pełna goryczy, smutku i złych wspomnień, które czasem towarzyszą nam w późniejszym życiu, odbijając się piętnem na codzienności. 

Historię mieszkańców Jantarni poznajemy nie tylko z punktu widzenia Inki, ale także okiem pozostałych bohaterów. Ich losy przeplatają się ściśle ze sobą. Każdy, nawet Inka, ma swoje tajemnice, które stopniowo są odkrywane na kartach powieści. Na początku takie niedopowiedzenia strasznie męczą, ciekawość czytelnika nie jest zaspokajana w trybie natychmiastowym. Powoli i sennie, jak Jantarnia po sezonie, odkrywamy karty każdego z bohaterów. 

Jak się okazuje, to nie moje pierwsze spotkanie z twórczością Autorki. Już jako nastolatka czytałam jej powieść dla młodzieży „Letnia akademia uczuć”, którą byłam zachwycona. Wiem też, że to nie jest moje ostatnie spotkanie z książkami Hanny Kowalewskiej. Autorka nie tworzy lekkich książek. Tych powieści nie da się przeczytać w jeden dzień. Nimi należy się delektować jak najlepszym daniem i przeżywać emocje. Bo bez emocji się nie da. 

Polecam