Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grupa Wydawnicza Publicat S.A.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grupa Wydawnicza Publicat S.A.. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 października 2017

#451



Nie tylko sięgam po obyczaje, romanse czy też dramaty. Raz na jakiś czas lubię sięgnąć po dobry kryminał. A jeśli oprócz zagadki do rozwiązania, Autor serwuje nam dowcip, to lepiej być nie może. Tak właśnie było w przypadku najnowszej książki Marty Matyszczak „Zbrodnia nad urwiskiem”, drugiego tomu „Kryminału pod psem” z fenomenalnym Guciem, jego panem Szymonem oraz Różą przyjaciółką. 

Róża po zatrzaśnięciu drzwi przed nosem Szymona, rozpoczyna nowe życie w Irlandii. Na jednej z wysp Inishmore robi hamburgery. Miłość do Solańskiego z niej wyparowała. Natomiast detektyw otrzymał nowe zlecenie. Zaginęła Katarzyna Walasek, wnuczka Czesława Koszyckiego, który wynajmuje Szymona, aby ją odnalazł. Trop prowadzi do Irlandii. Do małego Bed and breakfast, w którym jako sprzątaczka pracowała Kasia. I tam spotyka, jakże by nie było Różyczkę, która - chcąc nie chcąc, pomaga mu w śledztwie. Czy uda im się rozwiązać zagadkę? O tym musicie przeczytać sami. 

Tym razem podróż do Irlandii sprawiła, że brakowało mi śląskiej gwary, która była ciekawym urozmaiceniem pierwszej części. Ale to zrozumiałe przecież w Irlandii ciężko dogadać się po Śląsku. Brakowało mi też ciętego dowcipu Gucia, który mnie zachwycił, w poprzedniej części.

Urozmaiceniem drugiego tomu przygód Szymona i Gucia niewątpliwie są listy braci Koszyckich. Czytelnik na początku zastanawia się czy te listy mają jakiś związek z opowiadaną historią. Owszem mają. Dzięki nim poznajemy przeszłość dziadka bohaterki oraz jego brata. Poznajemy motywy, dlaczego pozostał w Polsce i nie próbował wyprowadzić się za granice. 

Rozwiązywanie zagadki kryminalnej tym razem nie jest takie proste. Mieszkańcy Bed and Breakfast uniemożliwiają śledztwo. Dodatkowo niesprzyjająca pogoda nie pomaga. Szymon nie może wezwać posiłków policyjnych, gdyż nie działają telefony. A sztorm nie pozwala na dotarcie do lądu. Muszę przyznać, że bardzo byłam ciekawa co tak naprawdę stało się z Kasią. Takiego zakończenia się nie spodziewałam. Ale to chyba o to chodzi w kryminałach, by rozwiązanie zagadki zaskakiwało. 

Przyznam się bez bicia, że bałam się, że Autorka nie odnajdzie się w irlandzkich klimatach, ale było wręcz przeciwnie. Czas spędzony na wyspie przez Autorkę sprawił, że sami czujemy się tak jakbyśmy po tej wyspie spacerowali, czuli też padający obficie deszcz, zapach smażonych frytek w burgerowni, gdzie pracowała Róża czy smak whisky sączonej przez bohaterów. 

Czekam na kolejne przygody Gucia i Szymona. Bo normalnie nie wieżę, że między Solańskim a Różą w końcu nie zaiskrzyło.

piątek, 20 października 2017

#450



Nie wiem, ile w literaturze kryminalnej i nie tylko, jest psów, które są narratorami powieści. Miłośnicy czworonogów pewnie mnie zakrzyczą, mówiąc, że jest ich sporo. Mnie osobiście żadne książki nie wpadły w ręce. Aż do teraz. I powiem wam, że Gucia pokochałam od razu za spostrzegawczość i cięty język. Gucio to obok Szymona Solańskiego to główny bohater debiutanckiej powieści Marty Matyszczak „Tajemnicza śmierć Marianny Biel”.

Szymon Solański po odejściu ze służby w policji, przygarnia ze schroniska psa, przeprowadza się do chorzowskiego familoka, zakłada agencją detektywistyczną i liczy na względny spokój. Niestety to marzenie ściętej głowy. Otóż, w piwnicy wspomnianego familoka zostają odnalezione zwłoki Marianny Biel, starszej pani, która była gwiazdą Teatru „Uciecha”. Policja szybko umarza śledztwo twierdząc, że był to nieszczęśliwy wypadek. Jednak Szymonowi nie daje to spokoju i wraz z Guciem, Różą dziennikarką postanawia sam odnaleźć mordercę. A ma w czym wybierać. Lokatorzy familoka przy ulicy 11 Listopada mają wiele za uszami. Czy Szymonowi uda się rozwiązać zagadkę?

Dobrze wiecie jakie mam podejść do debiutów. Przyznam się, że tutaj nie miałam żadnych wątpliwości. Wiedziałam od samego początku, że zakocham się w powieści i bohaterach. Bo tej powieści nie można nie lubić. 

Autorka stworzyła lekki kryminał, z tłem społecznym, które idealnie go uzupełnia. Na przykładzie mieszkańców ulicy 11 listopada i śmierci starszej pani widzimy jaka panuje znieczulica i jak mieszkańcy nie są ze sobą zżyci. Nikt nie zwrócił uwagi na to, że nie ma Marianny, że nie wychodzi na zakupy czy też ze śmieciami.

Bohaterowie to cały wachlarz różnych charakterów: mamy małżeństwo Polaczków, Ona pracuje we własnej księgarni mieszczącej się na parterze kamienicy, On nauczyciel w gimnazjum uzależniony od hazardu i do tego nastoletnia córka. Na wysokim parterze mieszka Buchta, którą można śmiało zakwalifikować do „osiedlowego monitoringu” czyli wysiaduje oknie i wie wszystko co dzieje się w okolicy. Idąc wyżej bracia bliźniacy: Hubert, który wrócił do Polski po śmierci rodziców, po tym jak w Niemczech nie wypalił jego biznes, oraz Adam, aktor teatru Uciecha, który grywa raczej mało znaczące rolę. Sami widzicie mamy tutaj przekór różnych typów ludzi, którzy bardziej myślą o sobie niż o bliźnich. Jest jeszcze Róża dziennikarka i przyjaciółka Szymona pomaga mu w śledztwie. 

Najlepsze w tym wszystkim jest to, że jednym z narratorów jest pies, Gucio. A Gucio jest świetnym obserwatorem, ma inteligentne poczucie humoru i jak pisałam na początku cięty język. Do tego jego przemyślenia dotyczące śledztwa, uwagi do zachowania Szymona są barwnym dodatkiem w tym kryminale.

Jeśli jesteś miłośnikiem kryminałów Joanny Chmielewskiej oraz kochasz psy to ten kryminał jest idealny dla ciebie A jeśli nie jesteś to nic straconego, po przeczytaniu tej książki będziesz. To książka dla tych, którzy lubią zagadki kryminalne, lubią je rozwiązywać i lubią być zaskakiwani. Nie zawiedziecie się żadnym wypadku. A teraz was żegnam i razem z Guciem jadę do Irlandii rozwiązać kolejną zagadkę. Do zobaczenia.

wtorek, 4 kwietnia 2017

#420




Harry nie jest już oficerem policji. Już nie goni cieni. Jest za to mężem Rakel i ojcem dla Olega. Ale też suchym alkoholikiem i człowiekiem, którego dręczą sny, a w szczególności jeden. Koszmar, w którym nawiedza go mężczyzna „opętany” przez demona. Niektóre rzeczy możemy odłożyć na póżniej, o niektórych możemy zapomnieć. Jednak nierozwiązane sprawy, te których nie udało nam się doprowadzić do końca, zazwyczaj będą nas prześladowały po kres naszych dni. Zwłaszcza jeśli ktoś nazywa się Harry Hole.

W Oslo giną młode kobiety. Są zabijane w okrutny i dosyć osobliwy sposób. Wszyscy chcą jak najszybszego rozwiązania sprawy i ujęcia mordercy – a najbardziej ambitny i nie oglądający się na innych komendant policji, któremu medialny rozgłos sprawy może bardzo zaszkodzić w karierze. Bellman składa Harremu oferte nie do odrzucenia, a Harry pomimo, że obiecał Rakel nie zajmować się już śledztwami przyjmuję propozycję. Bo pragnienie nigdy nie gaśnie, i jeśli wydaje ci się, że nic nie możesz zrobić to przynajmniej zrób „coś, do czego możesz się przydać”. Jednocześnie morderstwa, w niejasny sposób, przypominają Harremu coś co miało już miejsce w przeszłości. A może to tylko przez te koszmary i demony. 

Nesbo kazał nam czekać dosyć długo na nową powieść z udziałem Harrego Hole. I w samej książcę również tak samo długo musimy czekać na starego dobrego Harrego. Przez pierwsze sto stron nasz bohater jest raczej postacią drugolanową – przynajmniej można odnieść takie wrażenie. Ale kiedy się już zacznie to z „przytupem” i wierzę, że miłośnicy Harre Hole nie będą rozczarowani.

Zwyczajnie przez te pierwsze sto stron komisarz potrzebuje czasu, aby znowu poczuć zew krwi i na nowo przekonać samego siebie co jest jego powołaniem. I kiedy już wie... to nie cofnie się i nie spocznie, dopóki nie znajdzie odpowiedzi na pytania : kto ? jak ? I dlaczego?
I zapewniam Was, że jak w poprzednich książkach Jo Nesbo, tak i w tej, nie wszystko jest takie jak sie wydaje. 

„Pragnienie” jest książką, która trzyma poziom, tak jak wszystkie poprzednie z serii. Czasami nie dzieje się nic, ale tylko po to, aby wzbudzić nasz głód i pragnienie, aby w końcu się wydarzyło. Bo przecież o to właśnie chodzi, żeby czytelnik połykał kolejne strony powieści i pędził z bohaterami ku „przepaści”, która nazywa się KONIEC.