Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura polska. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 czerwca 2020

#548 - Dotyk Anioła





Myślę, że sięgając po książkę Katarzyny Mak „Dotyk anioła”, do końca nie wiedziałam na co się piszę. Byłam przekonana, że to powieść obyczajowa, chociaż okładka sugerowała coś zupełnie innego. Ale umówmy się, okładki czasem bywają mylne. Wiem natomiast jedno - książka na pewno mi się podobała. Ale od początku. 

Zuzanna przylatuje do Stanów Zjednoczonych. Chce odnaleźć swoją biologiczną matkę. Jednak zanim pojedzie do San Francisco, odwiedza swoją przyjaciółkę Jenny, która pracuje w Las Vegas. Tabletki na uspokojenie oraz duża ilość alkoholu nie są dobrym połączeniem. Na drodze Susann staje diabelsko przystojny Brad. Po alkoholowej nocy, dziewczyna budzi się w łóżku mężczyzny z kacem i… ślubną obrączką na palcu. To spotkanie i noc całkowicie odmienią jej życie. 

Kiedy dotarłam do ostatniej strony, byłam trochę wściekła. Bo takiego zakończenia zupełnie się nie spodziewałam. I dodatkowo uświadomiłam sobie, że na kontynuację przyjdzie mi jeszcze trochę poczekać. 

Muszę wam powiedzieć, że główna bohaterka strasznie mnie irytowała na samym początku. Jej naiwne zachowanie doprowadzało mnie do szewskiej pasji. Serio, momentami zachowywała się jak mała dziewczynka. Ale jak wiadomo, z bohaterami jest tak, że w końcu przechodzą metamorfozę. Zuza nie przeszła spektakularnej przemiany, ale pokazała pazurki i przeciwstawiła się władczemu Bradowi. 

Tak, jest to powieść obyczajowo erotyczna. Główni bohaterowie uprawiają dość często seks, który tylko czasem jest dziki i wulgarny. Zuza vel Angela jest słodko naiwna, natomiast Bradley… On jest, władczy, brutalny i zawsze dostaje to czego chce. Nie potrafi kochać, gdyż nikt nigdy go tego nie nauczył. W wieku pięciu lat trafił do rodziny zastępczej. Jak sam o sobie mówił: był złym człowiekiem. Czyli sami widzicie, ci dwoje w swoim towarzystwie nie mogli się nudzić. 

Autorka stworzyła bardzo wyraźnych głównych bohaterów. A bohaterowie drugoplanowi, też potrafią namieszać w relacjach Zuzy i Brada. Poza tym jest kilka wątków pobocznych, które dodają tej historii smaczku. 

Jeśli poszukujecie, fajnej powieści na wakacje, to „Dotyk anioła” nadaje się do tego najlepiej. Polecam, zdecydowanie polecam. No i czekam na kontynuację. 

P.S.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Videograf

 

wtorek, 19 listopada 2019

#528 - Pochyłe niebo. Pajęczyna



Są książki, które długo po zakończeniu w nas siedzą. Gdzieś tam pod skórą, wciąż żyją. Emocje po ich odłożeniu wciąż buzują w krwioobiegu. Jest niewiele takich książek i niewiele takich autorek, które to wszystko potrafią. Potrafią w poetycki sposób opowiedzieć niezwykłą historię. Od dłuższego czasu, wśród takich autorek prym wiedzie Ewa Cielesz. I myślę, że prędko to się nie zmieni. Powiem Wam, że jest niewiele autorek, które tak pięknie czarują słowem. Gdzie wszystko jest tak zobrazowane, że wyobraźnia nie musi aż tak bardzo pracować, gdyż wszystko maluje się nam pod powiekami. 

Anita i Michał muszą zmierzyć się z nowym życiem. Odziedziczony dom to ich nowa przystań. Luksusów tam nie ma. Anita z wielkim trudem stara się doprowadzić dom do porządku. Michał postanawia poddać się operacji przywrócenia wzroku, Sonia rozpoczyna szkołę, a Anita stara się stanąć z codziennymi problemami twarzą w twarz. Z Michałem żyją razem, a jakby osobno. Na jej drodze znów stają dawni znajomi. Czy pajęczyna miłości, która ich oplotła, będzie na tyle silna by przetrwać każdą burzę?

Nie potrafię czarować słowem, tak jak zrobiła to autorka. Nie potrafię tak pięknie opisać własnych wrażeń, po przeczytaniu tej książki. Bo nieważne co bym napisała, to wydaje mi się za bardzo oklepane i płytkie. 

„Pajęczyna” to książka opisująca życie w małych miastach. W miastach gdzie każdy każdego zna. Gdzie w razie kryzysu możemy liczyć na sąsiedzką pomoc i nikt nie obróci się do nas plecami tylko wyciągnie pomocną dłoń. No i gdzie plotki roznoszą się lotem błyskawicy. 

W pierwszej części, trzymałam kciuki za Anitę, za to by była szczęśliwa. Tym razem kibicowałam także Michałowi. By trud wspólnego życia nie zaważył na miłości, która zrodziła się między nimi. By utkana pajęczyna miłości, zrozumienia, wsparcia, nie została zerwana niedomówieniami i zazdrością. 

Niebawem sięgnę po trzecią część historii Anity, Michała i małej Sonii. Jestem ciekawa, jak bardzo autorka zagmatwa ich losy. Polecam bez dwóch zdań.



wtorek, 20 czerwca 2017

#429





Czy zauważyliście, że ostatnio sięgam głównie po polską literaturę? Nie wiem czemu tak się dzieje. Może dlatego, że chcę poznawać więcej i więcej książek rodzimych Autorów, by dzielić się nimi wszędzie, gdzie tylko się da. Bo jak powtarzam, cudze chwalicie swego nie znacie. Jakiś czas temu zachwycałam się twórczością Ewy Cielesz. Dzisiaj opowiem Wam o najnowszej powieści Autorki „Słońce umiera i tańczy”.

Jagoda jest młodą malarką. Mieszka w Krakowie wraz z rodzicami, którzy nie potrafią nigdzie zagrzać miejsca. Pewnego dnia informują ją, że znów wyjeżdżają. A ona zostaje sama i musi utrzymać się z malowania. Gdy na jej drodze staje Dymitr, uliczny muzyk z Mongolii, dotychczasowe życie zostanie wywrócone do góry nogami. No i pojawia się pan Wiesław, przez którego zostanie wplątana w sprawę kryminalną. 

Tym razem Autorka zabiera nas w podróż po artystycznym świecie. Mamy Jagodę, która żyje z malowania obrazów. Widzimy dokładnie jak wygląda jej życie, codzienność i jej malarski świat. Muszę przyznać, że z miłą chęcią zobaczyłabym namalowane przez nią obrazy: portret Dymitra, dzięki któremu wygrywa dodatkową nagrodę w konkursie czy też obraz lotnika namalowany na podstawie zdjęcia z medalionu. No i mamy jeszcze Dymitra albo raczej Ochira, ulicznego grajka, który przez zupełny przypadek zostaje jednym z wokalistów w zespole muzycznym. Możemy przyglądać się życiu muzyka, jak tworzy teksty i komponuję do nich muzykę – jak zaklina emocje we własnych piosenkach. A także świat wielkiej sceny, który potrafi wciągnąć, przemielić i wypluć. A skoro już przemielił to człowiek zostaje zazwyczaj wypluty złamany i poraniony. I nigdy nie jest już taki jak na początku muzycznej przygody. 

Autorka nie ogranicza się w swojej opowieści tylko do głównego wątku. Wzbogaca powieść licznymi historiami, które nie pozostają bez wpływu na głównych bohaterów, ale nie kończy ich. Urywają się gdzieś w trakcie powieści bez zakończenia, a szkoda, bo wydaję mi się, że można by opowiedzieć do końca.

Miłość głównych bohaterów to nie jest przesłodzona romantyczna miłość. Ewa Cielesz pokazuje jak trudne bywa życie dwojga artystów walczących o swoje miejsce. A także różnorodność kulturową. Bo temperamentny charakter Dymitra, wiązał się przecież z jego pochodzeniem. 

„Słońce umiera i tańczy” to część pierwsza historii Jagody i Dymitra. Teraz przyjdzie mi uzbroić się w cierpliwość w oczekiwaniu na nowy tom.


Książkę przeczytałam dzięki Wydawnictwu Axis Mundi






czwartek, 10 grudnia 2015

#358




Droga Tachykardio!

Pewnie już zauważyłaś, że sięgam głównie po książki polskich Autorów. I dostaję potwierdzenie, że stare porzekadło „cudze chwalicie, swego nie znacie” jest w pełni prawdziwe. Przecież jest tyle fantastycznych książek rodzimego pióra, a jednak tak mało mamy na nie czasu. Dlatego czytam ile się da i gdzie się da. Nadal wpadam także do mojej kawiarni na solidną dawkę kofeiny i dobrą książkę. Tak też było w przypadku debiutu literackiego Natalii Sońskiej „Garść pierników, szczypta miłości”.

Hania na co dzień pracuje w redakcji jednego z dużych miesięczników. Nie pisuje jednak artykułów, mimo iż marzy o tym od bardzo dawna. Od czasu do czasu przeprowadza wywiady, ale głównie zajmuje się korektą tekstów pisanych przez swoich kolegów. Przed świętami namawia swoją przyjaciółkę Karolinę, która także pracuje w redakcji, do pewnej zmiany. Otóż, Hania napisze za Karolinę artykuł o świątecznych trendach, natomiast przyjaciółka przeprowadzi wywiady. Podczas researchu poznaje właściciela agencji reklamowej. Wiktor, nie robi na dziewczynie dobrego wrażenia. Dodatkowo Marek, były facet Hani a obecnie mąż jej szefowej, wyraźnie ma ochotę na skok w bok. Czy Hania otworzy się na miłość, o tym musisz Tachykardio przeczytać sama. Nie odbiorę Ci tej przyjemności.

„Pierniki” zaczęłam czytać pewnego jesiennego wieczoru. Początek troszkę mi nie podszedł, ale znasz mnie. Nie poddałam się i nie żałuję, bo z każdą stroną było coraz lepiej. Kiedy dotarłam do ostatniej kropki, zrobiło mi się smutno, że to koniec. Że nie spotkam się już z bohaterami, że nie będę wkurzać się na Hankę, że nie będę wspierać Wiktora i trzymać za niego kciuków.

Książkę Natalii Sońskiej najlepiej czytać tuż przed świętami, by wczuć się w nadchodzącą atmosferę. By poczuć unoszący się aromat pierników oraz miłość. Bo to książka przede wszystkim o miłości. O miłości, która trafia nas jak piorun podczas letniej burzy w drzewa. Zjawia się niespodziewanie i wywraca nasze życie do góry nogami. Zmienia nasze priorytety oraz spojrzenie na związki i miłość.

Ta książka pachnie świętami. Jest idealna do czytania, gdy za oknem pada śnieg, a ty zatapiasz się w świat bohaterów. I od samego początku trzymasz za nich kciuki i dopingujesz im.

Dawno nie czytałam tak ciepłej i świątecznej książki. Wydawnictwo Czwarta Strona znów udowodniło, że książki które wydają są najlepsze. Przeczytaj. Nie pożałujesz. Ale pamiętaj: koc, gorące kakao i ulubiony fotel, to tylko dodatki do tej książki. Polecam bez dwóch zdań.

Pozdrawiam
Archer


poniedziałek, 31 sierpnia 2015

#349



Po raz kolejny sięgnęłam po książkę, którą polecała Agnieszka Tatera. Nie wiem w sumie jak Ona to robi, ale ma chyba w sobie jakiś dar, który sprawia, że za Jej namową (lub raczej postem) sięgam po pozycję, której bym normalnie nie przeczytała. I tak, pewnego dnia zasiadłam z czytnikiem na swojej Krótkiej Kanapie i oddałam się lekturze książki „Tam gdzie nie sięga już cień” Hanny Kowalewskiej. 

Inka dziesięć lat temu wyjechała z Jantarni. Jednak niespodziewany telegram sprawia, że dziewczyna szybko pakuje torbę i wraca na stare śmieci. Nie ma pojęcia co zastanie po swoim powrocie. Wie jedno, że musi się spotkać z Ciotką, która ją wychowywała. Musi odkryć wiele tajemnic. Jej powrót wzbudza w małej miejscowości masę plotek oraz niechęć mieszkańców. To wywołanie burzy w szklance wody. Nie mogę Ci zdradzić więcej szczegółów, bo wyszłoby na to, że streszczam ci książkę. A nie o to chodzi. 

Nie jest to piękna historia o miłości, magicznych powrotach na stare śmieci. „Tam gdzie nie sięga już cień” to powieść pełna goryczy, smutku i złych wspomnień, które czasem towarzyszą nam w późniejszym życiu, odbijając się piętnem na codzienności. 

Historię mieszkańców Jantarni poznajemy nie tylko z punktu widzenia Inki, ale także okiem pozostałych bohaterów. Ich losy przeplatają się ściśle ze sobą. Każdy, nawet Inka, ma swoje tajemnice, które stopniowo są odkrywane na kartach powieści. Na początku takie niedopowiedzenia strasznie męczą, ciekawość czytelnika nie jest zaspokajana w trybie natychmiastowym. Powoli i sennie, jak Jantarnia po sezonie, odkrywamy karty każdego z bohaterów. 

Jak się okazuje, to nie moje pierwsze spotkanie z twórczością Autorki. Już jako nastolatka czytałam jej powieść dla młodzieży „Letnia akademia uczuć”, którą byłam zachwycona. Wiem też, że to nie jest moje ostatnie spotkanie z książkami Hanny Kowalewskiej. Autorka nie tworzy lekkich książek. Tych powieści nie da się przeczytać w jeden dzień. Nimi należy się delektować jak najlepszym daniem i przeżywać emocje. Bo bez emocji się nie da. 

Polecam