wtorek, 10 października 2017
#447
poniedziałek, 5 czerwca 2017
#424
Magdalena Kordel przyzwyczaiła swoich czytelników do powieści, których akcja toczy się w maleńkim Malowniczem, u podnóża Sudetów. Do powieści pełnych ciepła, rodzinności. Dlatego wielkim zaskoczeniem będzie najnowsza książka Autorki „Wilczy Dwór. Córka wiatrów”. Ale uprzedzając wątpliwości: warto, naprawdę warto, pozwolić się porwać tej historii.
piątek, 19 września 2014
#314
Czy myślisz, że czytanie przez księgarzy książek o książkach i o księgarzach to już jakieś zboczenie? A może w tym natłoku różnorakiej literatury książka o książkach to fenomen? Ja myślę, że „Lawendowy pokój” Niny George to właśnie taki fenomen literacki. To książka obok której nie można za żadne skarby świata przejść obojętnie. Bo to nie jest jedynie piękna historia o utraconej miłości, ale to także powieść o literaturze. Oraz o tym jaki leczniczy wpływ na nasze dusze mają książki.
Jean Perdu mieszka w Paryżu. Na barce zacumowanej na Sekwanie prowadzi księgarnię „Apteka literacka”, i nie jest to zwykła księgarnia a On nie jest zwykłym księgarzem. Otóż Jean jest… (przynajmniej jak dla mnie) lekarzem dusz, a książki sprzedaje jako lekarstwa na różnego rodzaju rozterki , które trapią odwiedzających jego barkę ludzi. Potrafi uleczyć każde cierpienie. Podczas rozmowy z klientem swojej księgarni jest w stanie dostrzec to jaka książka uleczy drzemiący w nim ból, tęsknotę, czy też inną dolegliwość. Niestety sam sobie nie potrafi pomóc. Od dwudziestu jeden lat nie potrafi zapomnieć o kobiecie z którą mieszkał w swoim małym paryskim mieszkaniu, a tytułowy „Lawendowy pokój” był ich całym światem. Pokój zamknięty jest na głucho od momentu kiedy Ona zniknęła z jego życia, ale za sprawą przypadku wszystko się zmienia. Do mieszkania naprzeciwko wprowadza się nowa lokatorka. Kobieta po przejściach, która po tym jak opuścił ją mąż zaczyna wszystko od nowa. Jak to zazwyczaj bywa na początku drogi Catherine ma ze sobą tylko walizkę, a mieszkanie jest słabo umeblowane. Catherine potrzebuje stołu, przy którym mogła by jeść lub pisać listy. Jean postanawia podarować nowej sąsiadce stary mebel, który stoi nieużywany w zapomnianym lawendowym pokoju, i którego on już nie potrzebuje. I tak w ręce Jean’a trafia list, który od dwudziestu jeden lat leżał zapieczętowany w szufladzie stołu podarowanego sąsiadce. List napisany przez kobietę, która przed laty go opuściła. Wiedziony impulsem odcumowuje swoją barkę z księgarnią i wraz z Maxem młodym pisarzem wyrusza wzdłuż Sekwany do Bonnieux, gdzie mieszkała ukochana.
Nie jest to książka jakich wiele na półkach księgarń. Może dlatego, że to książka o książkach i o ich wpływie na ludzkie życie. Może też dlatego, że księgarnia na statku jest magiczna. I każdy kto o niej przeczyta zapragnie się w niej znaleźć. Posłuchać szeptu książek, zaszyć się w jednym z foteli i chłonąć klimat tego miejsca. Bo pomysł stworzenia księgarni na barce jest zacny.
Poza tym Nina George stworzyła wyjątkowego i niesamowitego bohatera Jean’a Perdu. Po pierwsze stworzył takie miejsce jak „Apteka literacka” – księgarnia na barce. Po drugie potrafił czytać w ludzkich duszach i „czytając między wierszami” wiedział jaka książka przyniesie ukojenie. Jean to nie jest typowy księgarz, to farmaceuta sprzedający książki jako najlepsze lekarstwa na wszelkie bolączki. Bo przecież książki takie właśnie powinny być.
„Lawendowy pokój” wyróżnia wśród innych powieści jeszcze to, że akcja całej historii nie toczy się w jednym miejscu. Kiedy główny bohater odbija od brzegu, wyrusza w podróż Sekwaną po malowniczej części Francji. Autorka swoimi opisami idealnie oddała klimat tamtych miejsc. Czasami miałam wrażenie, że podróżuję razem z bohaterami do Tulonu przez Awinion, Bonnieux, Aix-Provence i Marsylię.
Książki tej zdecydowanie nie należy czytać jednym tchem. Tą historią należy się delektować jak najlepszym winem. Najlepiej prosto z Francji. Ja tak właśnie zrobiłam. Dlaczego? Bo nie chciałam tak szybko rozstawać się z bohaterami. Polecam!!!
Archer
W języku francuskim „perdu” znaczy ni mniej nie więcej : zgubiony lub zagubiony.
Czy Jean Perdu odnajdzie siebie lub czy odnajdzie to czego szuka musisz Tachykardio przekonać się sama. Ja na kartach tej książki znalazłam wszystko czego szukałam, ale przecież każdy szuka czegoś innego.
piątek, 25 lipca 2014
#308
Zdarzają się książki, których nigdy byśmy nie przeczytali. Bo nie lubimy danego gatunku. Bo po przeczytaniu opisu na okładce wiemy, że to nie nasz klimat. Na początku też tak sądziłam.
Chociaż… z drugiej strony byłam ciekawa, czy literatura wspomnień – tudzież reportaż – przypadną mi do gustu. Nigdy wcześniej nie miałam do czynienia ani z publikacjami Hugo-Badera, Kapuścińskiego ani tym bardziej Jagielskiego. Jednak coś mi podpowiadało, że może to już czas, by dojrzeć i sięgnąć po inny gatunek literacki. I tak, żeby przygotować się do spotkania z Autorką, postanowiłam przeczytać książkę „Miłość z kamienia. Życie z korespondentem wojennym” Grażyny Jagielskiej.
Dość ciężko jest mi o tej książce pisać. Tak samo jak o spotkaniu. Może dlatego, że akurat ten tytuł to nie fikcja literacka, tylko życie.
Grażyna Jagielska była dla mnie do niedawna żoną Wojciecha Jagielskiego znanego dziennikarza i korespondenta wojennego. Ale teraz, po lekturze książki, jest dla mnie Autorką i kimś więcej niż żoną znanego męża. Jej wspomnienia, zapisane na kartkach książki, były dla mnie ujmującą lekturą. Na tyle, że mam trudności z przekazaniem wspomnień pani Grażyny. To trzeba po prostu przeczytać.
Nigdy wcześniej nie sięgałam po ten typ literatury. Z reguły czytuję kryminał, literaturę kobiecą czyli coś, co jest fikcją literacką. Tutaj jest zupełnie inaczej. Od samego początku snuta przez autorkę opowieść uderza nas w splot słoneczny: charakterystyczne są dla niej szczerość, ból, tęsknota, samotność, miłość oraz oczekiwanie na śmierć. Nie, nie własną, tylko jej męża. Jagielska nie ukrywa, że za każdym razem gdy dzwoni telefon może usłyszeć, że to koniec, bardzo mi przykro, ale mąż zginął.
„Miłość z kamienia” to zapis walki o siebie. To historia miłości, która zamiast łączyć – dzieliła. To także swoiste przyznanie się przed samym sobą i całym światem do tego, że ma się problem z którym w żaden sposób człowiek nie jest wstanie poradzić sobie sam, i potrzebuje pomocy.
Jagielska w pewnym momencie straciła kontakt z rzeczywistością. Przestała dbać o dom. Cały czas czekała na telefon. I w pewnym momencie zdała sobie sprawę, że tak dłużej żyć nie może. Trzeba coś z tym zrobić, ukrócić to jakoś. Bo jak to jest możliwe, że mąż wyjeżdża w tereny objęte wojną a to Ona ma objawy stresu bojowego. Wiedziała, że jeśli nie poprosi o pomoc, może być z nią bardzo źle.
„Miłość z kamienia” opowiada o walce z własnymi lękami… Pokazuję trudną drogę, jaką przebyła Autorka, zanim przyznała się przed samą sobą, że jest chora i musi się leczyć.
Książka to także relacja z pobytu Grażyny Jagielskiej w szpitalu psychiatrycznym, na oddziale leczenia stresu bojowego, gdzie spotkała nie tylko żołnierzy, ale także zwykłych ludzi, którzy nie potrafili poradzić sobie z własnym życiem. „Miłość z kamienia. Życie z korespondentem wojennym” to opis traumy, która dopadła ją, a nie jej męża, wyjeżdżającego na tereny objęte wojną.
Przyznaję, że książkę czytałam na bezdechu. Co jakiś czas łapałam się na tym, ze zapominam o oddychaniu. I tak samo było na spotkaniu z Panią Grażyną.
Ta książka nie zalicza się w żaden sposób do literatury łatwej, lekkiej i przyjemnej. To najbardziej osobisty zapis jaki kiedykolwiek czytałam. To też wstrząsająca historia miłości, która zamiast łączyć – dzieli.
Polecam!
P.S.
Poniżej kilka zdjęć ze spotkania z Autorką, które odbyło się pod koniec czerwca w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Gliwicach
czwartek, 18 lipca 2013
#258
Archer
wtorek, 22 stycznia 2013
232/6
środa, 7 listopada 2012
#222
sobota, 20 października 2012
#219
wtorek, 7 lutego 2012
#169
Kim jest autorka? Jak napisali na stronie Wydawnictwa ZNAK: „Młoda pisarka z Hawajów Spadkobiercami podbiła serca krytyki i czytelników. „San Francisco Chronicle" uznała ją za jedną z najlepszych książek roku, czytelniczki amerykańskiej edycji „Elle" doceniły swoją nagrodą, a w prywatnym rankingu najlepszych rzeczy roku Sofia Coppola umieściła Spadkobierców na pierwszym miejscu.” Chcesz wiedzieć co o niej myślę?
Matt King jest ojcem dwóch córek: starszej Alex i młodszej Scottie. Oprócz tego jest spadkobiercą wielkiej fortuny na Hawajach. Niestety nie wszystko jest takie jakie być powinno. Żona Matt’a Joanie uległa wypadkowi i leży w szpitalu w śpiączce. Jest sztucznie podtrzymywana przy życiu. Nie jest to jednak jedyny problem głównego bohatera. Oprócz tego najstarsza córka przechodzi okres buntu, a młodsza wdaje się całkowicie w tą starszą, sprawiając więcej problemów. W międzyczasie skrywane tajemnice wyjdą na jaw. Matt dowie się, że jego żona miała romans. Będzie próbował skontaktować się z kochankiem Joanie, by ten mógł się z nią pożegnać. Dodatkowo żona ustanowiła wytyczne, żeby nie podtrzymywać jej przy życiu w razie wypadku. Tak więc pożegnanie z ukochaną żoną i matką jest nieuniknione. Czy Mattowi uda się poskładać swoje życie na nowo? Czy samotne wychowanie córek to łatwa sprawa? Jak stanąć twarzą w twarz z kochankiem żony i nie przywalić mu prawym sierpowym?
Kiedy dotarłam do ostatniej strony czułam się… dziwnie. Tak to właściwe słowo. Od początku dajemy się porwać opowieści o problemach Matt’a z dorastającymi córkami oraz żoną która jest w permanentnej śpiączce. Mimo iż akcja powieści dzieje się na Hawajach, życie głównych bohaterów nie jest takie kolorowe jak rafa w oceanie. Nie jest pełne drinków wypijanych przy hotelowym barze, nie jest podobne do surfowania bladym świtem w oceanie. Jest brutalnie prawdziwe i realistycznie przedstawione. Nie znajdziesz tutaj pięknie opalonych mężczyzn którzy grają w siatkówkę plażową. Znajdziesz tutaj mężczyznę który musi nauczyć się wychowywać córki, postanowić co zrobić przypadającą im schedą oraz stanąć twarzą w twarz z kochankiem swojej umierającej żony. Wierz mi to wcale nie jest takie łatwe.
Przyznaję, że książkę czyta się dosyć szybko. Opowiadana historia wciąga od pierwszych stron. Nie potrafimy się oderwać. Razem z Matt’em przeżywamy całą tragedię i to wszystko co go spotyka w codziennym życiu. Ta powieść nie należy do lekkich łatwych i przyjemnych. Jednak sprawia, że nie da się o niej tak łatwo zapomnieć.
Na podstawie powieści Alexander Payne nakręcił film z Georgem Clooneyem w roli głównej. Film już zdobył dwa Złote Globy a teraz walczy o pięć Oskarów. Wiesz jestem bardzo ciekawa jak Clooney wcielił się w postać Matt’a. Czy poradził sobie z tą rolą? Tylko zastanawia mnie dlaczego ktoś w opisie filmu wpisał: dramat, komedia. Przecież z komedią to nie ma nic wspólnego.

środa, 21 grudnia 2011
#154

Droga Tachykardio!
Powiedz mi jak to jest z obietnicami? Czy zdarza Ci się obiecać coś a potem nie dotrzymać słowa? Wiem, że tak niestety bywa w naszym życiu że… mimo wszystko nie udaje nam się dotrzymywać złożonych obietnic. Mimo iż bardzo byśmy tego chcieli. Bo przecież los weryfikuje nasze plany. I rzadko bywa tak jakbyśmy tego chcieli. Dzisiaj opowiem Ci o książce którą właśnie skończyłam czytać.
„Obiecaj mi” Richard’a Paul’a Evans’a to bardzo wyjątkowa książka. Z Autorem spotykam się już po raz drugi i wiem, że nie ostatni. Niedawno czytałam jego książkę „Kolory tamtego lata” i się zachwyciłam. Ale wiem, już o tamtej opowiadałam. Zdania nie zmieniłam i nadal twierdzę, że o miłości najpiękniej potrafią pisać mężczyźni. Ale czekaj, bo ja znów odbiegam od tematu i jak zwykle mój list będzie nieskładny. „Obiecaj mi” to najnowsza powieść autora. Powiem krótko: musisz ją przeczytać.
Beth, główną bohaterkę poznajemy w momencie przygotowań do świątecznej kolacji w 2008 roku. Zanim zejdzie na uroczysty posiłek, sięga do szafy i wyciąga z niej szkatułkę. Przechowuje w niej dwa piękne wisiorki, które otrzymała od kochających ją mężczyzn. Od mężczyzn którzy złożyli obietnicę. Pierwszy z nich otrzymała od mężczyzny który złamał złożoną obietnicę, drugi od tego który jej dotrzymał. Skomplikowane? Słuchaj dalej. Przeglądając szkatułkę przenosimy się wraz z główną bohaterką do roku 1989 i wraz z nią wspominamy to co się od tamtego czasu wydarzyło. Był to trudny rok. Życie które było misternie ułożone, zaczęło się sypać. Mąż złamał obietnicę którą złożył podczas przysięgi małżeńskiej. Nie jest to jednak koniec zmartwień. Otóż okazuje się, że ukochana córeczka Charlotte cierpi na chorobę której nie potrafią zdiagnozować lekarze. Żeby było mało pojawiają się problemy w pracy a niewierny mąż umiera na raka. Kiedy Beth myśli, że życie nie ma sensu, że nie może ufać już mężczyznom, na jej drodze staje Mathew, który przywraca jej wiarę w sens istnienia. Ale tak do końca nie jest tym za kogo się podaje. Czy Beth będzie w stanie mu całkowicie zaufać? Czy po poznaniu historii Mathew jej życie zmieni się? O tym musisz przekonać się już sama.
Jak zwykle czytając Evans’a zatraciłam się w historii przez niego opowiedzianej. Świat zewnętrzny przestał istnieć. Książka wciąga od pierwszych stron i nie wypuszcza aż do końca. Tym razem akcja dzieje się w Utah, jednak są akcenty europejskie. Mathew jest Włochem i wraz z Beth oraz Charlotte odwiedza swe rodzinne miasto Anacapri. Książka jest przepełniona skrajnymi emocjami: jest miłość, jest ból, jest tęsknota, nadzieja, zwątpienie. Kiedy czytałam historię Beth, zastanawiałam się dlaczego Autor tak bardzo namieszał w jej życiu i wystawił na ciężką próbę? I doszłam do wniosku, że z nami jest dokładnie tak samo. Kiedy myślimy, że już jest dobrze, podcina się nam skrzydła. A ktoś kto obiecywał nas kochać, nie dotrzymuje obietnicy.
Książka nie jest typowym romansem. Jest w niej trochę magii. Jestem pewna, że podczas czytania nie raz zakręci Ci się w oku łza. Tak jak mnie. I mam nadzieję, że podobnie jak ja będziesz kibicować Beth, żeby w końcu była szczęśliwa. Bo przecież wszyscy na to zasługujemy.
Pozdrawiam Cię bardzo cieplutko w to zimowe popołudnie
Archer
P.S.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa ZNAK Literanova.
