sobota, 20 października 2012

#219


Wszędzie ostatnio głośno o debiutującej autorce Annie Ficner – Ogonowskiej oraz o Jej debiutanckiej powieści „Alibi na szczęście“. Przyznaję, że książkę zakupiłam w momencie, gdy pojawiła się w księgarniach. Jednak wolałam spokojnie poczekać aż minie wielki szał i samej przekonać się czy wszystkie „Ochy i achy“ są zasłużone.

Główną bohaterką powieści jest Hania. Poznajemy ją w momencie swojego urlopu nad morzem. Spędza go u swojej dobrej znajomej Pani Irenki. Hania nad morze przyjeżdża od lat, jest to miejsce, w którym może spokojnie pomyśleć i się wyciszyć. Na co dzień jest nauczycielką języka polskiego w jednym z warszawskich liceów. Przyjaźni się z Dominiką, dziewczyną z temperamentem i to, co w głowie to na języku. Gdyby nie Dominika, jej przyjaciółka i prawie siostra, Hania dawno popadłaby w depresję. Pewnego dnia w życiu Hani pojawia się przystojny architekt Mikołaj. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie przeszłość Hanki, która nie pozwala dziewczynie otworzyć się na miłość. Mikołaj się nie poddaje i chce zbliżyć się do dziewczyny. Czy mu to się uda? Czy Hania w końcu pozbędzie się swojego alibi do szczęścia? Czy w końcu miłość wygra ze strachem a Mikołaj wykaże się anielską cierpliwością przy „zdobywaniu“ Hani?

Sceptycznie podchodziłam do tej powieści. Ale to pewnie przez te wszystkie zachwyty i raczej pozytywne recenzje, znajdywane w internecie. Bo przecież skoro same pozytywy to pewnie jest tutaj „pies pogrzebany“. I co? I nie ma. Faktycznie książka zachwyca. Jest to jak dla mnie bardzo udany debiut. No dobra, czasem główna bohaterka doprowadzała mnie do białej gorączki. Miałam wielką ochotę nią wstrząsnąć i powiedzieć żeby wzięła się w garść i zaczęła żyć. Bo jak tak dalej pójdzie, życie jej przecieknie między palcami. Podziwiałam Mikołaja za jego upór. Za to, że nie poddawał się i chciał za wszelką cenę zniszczyć mur, którym otoczyła się Hania.

Trzeba zwrócić jeszcze uwagę na bohaterów drugoplanowych. Trzeba przyznać, że bez nich historia byłaby mało barwna. Najbardziej przypadła mi do gustu Zuzia, wnuczka Pani Irenki. Takie żywe dziecko to skarb. Nie można jeszcze zapomnieć o Dominice. Ta dziewczyna to istny żywioł i dzięki swojemu temperamentowi i niewyparzonemu językowi nadaje powieści lekkiego smaczku. No i nie możemy zapomnieć, że wspiera i wyciąga z dołka główną bohaterkę. Taka przyjaciółka to skarb.

Mimo swojej objętości, książkę czyta się dość sprawnie. Wciąga od pierwszych stron. Od samego początku jesteśmy ciekawi, jaką to tragiczną przeszłość ukrywa przed Mikołajem, Hania. Co takiego wydarzyło się w jej życiu, że nie może otworzyć się na miłość i uczucie? Książka pokazuje, że w naszym życiu miłość jest najważniejsza, że ona nadaje mu sens. Mimo iż przeżyliśmy tragedię trzeba żyć dalej, bo życie jest za krótkie na rozpamiętywanie przeszłości. Polecam!



24 komentarze:

  1. Ja też tak mam, że jak o jakiejś książce jest bardzo głośno to mnie trochę odrzuca i wolę poczekać aż sprawa przycichnie. Fragmenty "Alibi na szczęście" czytałam w "Imperium kobiet" i bardzo mi się spodobały. twoja recenzja przekonała mnie już całkowicie i na bank sięgnę po ten debiut:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam ją od dawna w planach. Niestety pieniędzy brak, żeby mieć ją na swojej półce. Ale ale! Marzenie się w końcu spełni, bo widzę, że książkę naprawdę warto przeczytać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zawsze pozostaje biblioteka albo dogadać się z kimś kto ma i pożyczy :)

      Usuń
  3. Bardzo ładna okładka, no i tematyka taka życiowa. Może kiedyś się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja spotkałam się z jedną opinią, która choć była pozytywna to bez ochów, achów i zachwytów. Jej autorka prawie miała pretensje do innych, którzy się nią zachwycali.
    Ja myślę, ze książka mi się spodoba, bo sam opis bardzo mnie zainteresował, poza tym od książki nie oczekuję aspiracji Noblowskich tylko przyjemności, więc chyba spełni moje oczekiwania :)
    ... tyle, że jej jeszcze nie mam :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak wspomniałam wyżej zawsze można się z kimś dogadać kto pożyczy albo wybrać do biblioteki...

      nie wiem czy u mnie są ochy i achy wiem, że główna bohaterka doprowadzała mnie do szewskiej pasji i miałam ochotę trzepnąć ją w łeb na opamiętanie

      Usuń
  5. Mnie także bardzo zaciekawiła ta książka, gdyż ogólnie spotkałam się z samymi pozytywnymi jej recenzjami. Ty również wyrażasz się o niej bardzo pochlebnie, więc myślę, że mogę bez obaw po nią sięgnąć i przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  6. Widziałam tę książkę ostatnio w księgarni, miałam ją w ręce i zastanawiałam się nad jej kupnem, ale w końcu wybrałam coś innego.
    No nic, może nadarzy się inna okazja do sięgnięcia po tę książkę.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. objętość może odstraszać, polecam

      Usuń
  7. Kusi mnie ta książka, bardzo się cieszę, że tak dla odmiany, to polska autorka zbiera laury zachwytu :) Trzeba wspierać naszych ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oczywiście, że trzeba dlatego ostatnio czytam głównie polską literaturę :)

      Usuń
  8. Książka zbiera coraz więcej pozytywnych recenzji. To musi o czymś świadczyć :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak polecasz, to mogę polecać klientkom :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Do tej pory dość obojętnie przechodziłam koło tej książki, ale muszę przyznać, że Twoja recenzja mnie bardzo zaciekawiła. Bardzo jestem ciekawa co też skrywała Hania. Muszę przeczytać!
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. koniecznie przeczytaj i daj znać co o niej sądzisz :)

      Usuń
  11. Mimo kilku pozytywnych recenzji wciąż waham się czy sięgnąć po tą książkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wszystko zależne od tego kto co lubi :)

      Usuń
  12. Książka czeka na półce :D a główna bohaterka to mi kogoś przypomina. Nie wiesz przypadkiem kogo ?????

    OdpowiedzUsuń
  13. Ach... Powiem Ci, że na początku to ja miałam straszne obawy co do niej i trochę u mnie przeczekała... No i ilość stron mnie jakoś tak przerażała. Jednak gdy zaczęłam czytać - przepadłam :D

    OdpowiedzUsuń