Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agnieszka Błotnicka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agnieszka Błotnicka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 lipca 2011

#107

Droga Aś!

Pamiętasz nasz weekendowy, szkolny wypad plenerowy do Lanckorony? Najbardziej podobała mi się cisza tego miasteczka. Te malownicze domy i maleńki rynek. Tak, Lanckorona ma swój urok. No i w Wzgórze Zamkowe z ruinami. Pamiętasz jak chłopaki wspinali się na skały? Ubaw był po pachy. Ech.. normalnie zatęskniłam za tamtym okresem. A przecież aż tak dawno to nie było. Wiem, jesteś zaskoczona moim listem i wspomnieniami. Ale, tu jest ukryte drugie dno. Otóż przed chwilą skończyłam czytać książkę, której część akcji dzieje się właśnie w pięknej i malowniczej Lanckoronie. Chcesz posłuchać?

„Koniec wiosny w Lanckoronie” Agnieszki Błotnickiej to historia Magdy. Magda od momentu ukończenia swoich studiów pracuje w jednej firmie. Nie należy do chudych dziewczyn. Wręcz przeciwnie. Ma kilka kilogramów więcej. Nie przeszkadza jej to, podobnie jak jej mężczyźnie. Pewnego dnia przez drobne nieporozumienie rozstaje się ze swoim facetem. Nie objada się słodyczami. Wręcz przeciwnie. Po namowie swojej przyjaciółki Urszuli, postanawia zrzucić trochę kilogramów. Jednak dochodzi do wniosku, że najlepiej znaleźć „samotnię” gdzie tę dietę będzie można przeprowadzić. Bierze urlop, pakuje trochę rzeczy i wyrusza przed siebie. Nie ma żadnego planu, no może takiego, że chce w góry. Tak oto trafia do tytułowej Lanckorony. Przez całą drogę analizuje ostatnie dni oraz powód rozstania z Filipem. Czy w pięknym, malowniczym miasteczku uda się Magdzie zrzucić nadprogramowe kilogramy? Jaką rolę podczas jej pobytu w Lanckoronie odegra Drabik? O tym musisz przekonać się osobiście.

Po książkę Pani Agnieszki sięgnęłam z ciekawości. Chciałam się przekonać czy ta Lanckorona z tytułu to dokładnie ta sama którą ja miałam na myśli. No i oczywiście, to ta sama. To było jak podróż w przeszłość (mimo iż w Lanckoronie byłam na początku maja). Bywały momenty, że miałam wrażenie iż razem z Magdą przechadzam się uliczkami tego spokojnego miasteczka. I prawdą jest, że w oknach domów stoją anioły. Poniżej kilka zdjęć z Lanckorony – mojego autorstwa. Jestem ciekawa ile dni spędziła Pani Agnieszka w Lanckoronie i czy była w pobliskiej Kalwarii Zebrzydowskiej?

Książka napisana jest prostym i łatwym językiem. Nie ma żadnych nieścisłości. Główną bohaterkę można polubić od pierwszych stron. Dlaczego? Bo przecież ona przypomina prawie każdą kobietę. Bo nie oszukujmy się, prawie każda kobieta była na diecie. U Magdy podobał mi się upór dążenia do celu. To niewiarygodne. Znając mnie to pewnie poddałabym się przy pierwszym bólu mięśnia.

Myślę, że książka przypadnie Ci do gustu. Bo tak jak napisali na okładce: „Zabawna i pełna ciepła opowieść o uczuciach, odważnych zmianach i urokach jedzenia”. Jeśli zabierzesz się za czytanie tej powieści to… lepiej żebyś była najedzona. Bo przy opisach potraw gotowanych przez Panią Miłkę – gospodynię Magdy – robiłam się głodna.
Pozdrawiam serdecznie
Archer
P.S.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Pani Agaty z Wydawnictwa Nasza Księgarnia. Pani Agato bardzo dziękuję.
Tak wyglądał kiedyś zamek, który górował nad Lanckoroną
Tutaj już ruiny, do których Magda nie dotarła
Jeśli pogoda dopisze, można zobaczyć Tatry:
Widok na Rynek:
Anioły obserwują świat z wystaw sklepowych oraz okien: