wtorek, 12 lipca 2011

#109

Jeśli oczy to zwierciadło duszy
to dlaczego Jej oczy kłamią?
Jeśli pierwszy raz w nie spojrzysz
możesz dostrzec delikatny uśmiech
czasem znajdziesz figlarną iskierkę
przy drugim spojrzeniu
ujrzysz ból, tęsknotę i samotność
Przy dogłębnym wejrzeniu
dostrzeżesz roztrzaskaną duszę
którą trudno skleić jakimkolwiek klejem

Czasem powstają wiersze. Czasem to tylko zbitek słów które coś mówią, mają jakieś przesłanie. Niekiedy to tylko przekaz tego co siedzi gdzieś tam we mnie.

Czasem lubię się tym podzielić. Nie wiem czy dobrze. Czy można wyleczyć się z ekshibicjonizmu? I nie mam tu na myśli pokazywania gołego ciała pod płaszczem ;-) Tylko tego drugiego ekshibicjonizmu, psychicznego, dogłębnego. Po prostu roztrzaskanej duszy.

poniedziałek, 11 lipca 2011

#108

Drogi Amok!

Ostatnimi czasy zdarzało mi się czytać książki, które wciągały od pierwszej strony. Książki które czytało się w oka mgnieniu. Jednak książka o której teraz chcę ci opowiedzieć do takich niestety się nie zaliczała. Chożała do tych łatwych i przyjemnych. Nie oznacza to jednak, że w pewnym momencie powieść mnie nie wciągnęła. Bo tak nie było. Potrzebowałam „wytchnienia”. Posłuchaj o czym była książka.

Do powieści Clare Clark „Wielki smród” podchodziłam z wielkim dystansem. Nie miałam pojęcia czego mogę się spodziewać. W sieci wygrzebałam tylko podstawowe informacje o czym jest powieść. I tak naprawdę wiele się z tego nie dowiedziałam. Kiedy wzięłam książkę do ręki, usiadłam w swoim ulubionym fotelu, wiedziałam, że czeka mnie podróż. Nie wiedziałam jednak, jak ta podróż będzie przebiegać.

Akcja książki rozgrywa się w Londynie, w większej części pod stolicą a konkretniej w systemie kanalizacji. No dobra żeby było prościej w kanałach które ciągną się pod miastem. W kraju panuje smród, brud i ubóstwo. Tamiza jest jednym wielkim ściekiem. Ludzie mdleją, miasto dopada cholera, która zbiera swoje żniwo. System kanalizacyjny daje wiele do życzenia. Tam właśnie poznajemy Williama May’a który jest mierniczym pracującym w Metropolitan Board od Works. Jego zadaniem jest sprawdzenie wydajności oraz zmierzenie kanałów. Przemierza kilometry podziemnych tuneli sprawdzając ich jakość. Przebywając w kanałach daje o sobie znać jego przeszłość i traumatyczne przeżycia na Krymie. Oprócz Williama w kanałach można też spotkać Tom’a Długorękiego który jest szperaczem utrzymującym się ze sprzedaży szczurów, które są zabijane podczas nielegalnych rozrywek. Pewnego dnia, właśnie w kanałach, dochodzi do spotkania Williama z Tom’em. Jaki był finał tego spotkania będziesz musiał dowiedzieć się sam.
Mimo iż w książce mamy morderstwo, to samo śledztwo nie jest na pierwszym planie. Całą zagadkę morderstwa w które mimochodem zaplątany był William i Tom rozwiązuje dopiero pod koniec, adwokat Williama Sydney Rose.

Muszę przyznać, że autorka bardzo sugestywnie przekazuje obraz jaki był Londyn podczas wielkiej rewolucji przemysłowej. Dokładny opis podziemnych tuneli czasem sprawiał, że moja wyobraźnia szalała i podsuwała realne obrazy. Bywały momenty, że odkładałam z obrzydzeniem książkę na bok. Jednak po chwili brałam się w garść i czytałam dalej.

Po przeczytaniu książki Clare Clark cieszę się, że żyję w czasach gdzie nie ma problemów z kanalizacją, higieną osobistą, a rzeki i jeziora są czyste. Muszę przyznać, że książka „Wielki smród” jest bardzo realna i nie daje o sobie zapomnieć tak szybko.

Pozdrawiam
Archer


P.S.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Księgarni Matras. Za co bardzo dziękuję.

czwartek, 7 lipca 2011

#107

Droga Aś!

Pamiętasz nasz weekendowy, szkolny wypad plenerowy do Lanckorony? Najbardziej podobała mi się cisza tego miasteczka. Te malownicze domy i maleńki rynek. Tak, Lanckorona ma swój urok. No i w Wzgórze Zamkowe z ruinami. Pamiętasz jak chłopaki wspinali się na skały? Ubaw był po pachy. Ech.. normalnie zatęskniłam za tamtym okresem. A przecież aż tak dawno to nie było. Wiem, jesteś zaskoczona moim listem i wspomnieniami. Ale, tu jest ukryte drugie dno. Otóż przed chwilą skończyłam czytać książkę, której część akcji dzieje się właśnie w pięknej i malowniczej Lanckoronie. Chcesz posłuchać?

„Koniec wiosny w Lanckoronie” Agnieszki Błotnickiej to historia Magdy. Magda od momentu ukończenia swoich studiów pracuje w jednej firmie. Nie należy do chudych dziewczyn. Wręcz przeciwnie. Ma kilka kilogramów więcej. Nie przeszkadza jej to, podobnie jak jej mężczyźnie. Pewnego dnia przez drobne nieporozumienie rozstaje się ze swoim facetem. Nie objada się słodyczami. Wręcz przeciwnie. Po namowie swojej przyjaciółki Urszuli, postanawia zrzucić trochę kilogramów. Jednak dochodzi do wniosku, że najlepiej znaleźć „samotnię” gdzie tę dietę będzie można przeprowadzić. Bierze urlop, pakuje trochę rzeczy i wyrusza przed siebie. Nie ma żadnego planu, no może takiego, że chce w góry. Tak oto trafia do tytułowej Lanckorony. Przez całą drogę analizuje ostatnie dni oraz powód rozstania z Filipem. Czy w pięknym, malowniczym miasteczku uda się Magdzie zrzucić nadprogramowe kilogramy? Jaką rolę podczas jej pobytu w Lanckoronie odegra Drabik? O tym musisz przekonać się osobiście.

Po książkę Pani Agnieszki sięgnęłam z ciekawości. Chciałam się przekonać czy ta Lanckorona z tytułu to dokładnie ta sama którą ja miałam na myśli. No i oczywiście, to ta sama. To było jak podróż w przeszłość (mimo iż w Lanckoronie byłam na początku maja). Bywały momenty, że miałam wrażenie iż razem z Magdą przechadzam się uliczkami tego spokojnego miasteczka. I prawdą jest, że w oknach domów stoją anioły. Poniżej kilka zdjęć z Lanckorony – mojego autorstwa. Jestem ciekawa ile dni spędziła Pani Agnieszka w Lanckoronie i czy była w pobliskiej Kalwarii Zebrzydowskiej?

Książka napisana jest prostym i łatwym językiem. Nie ma żadnych nieścisłości. Główną bohaterkę można polubić od pierwszych stron. Dlaczego? Bo przecież ona przypomina prawie każdą kobietę. Bo nie oszukujmy się, prawie każda kobieta była na diecie. U Magdy podobał mi się upór dążenia do celu. To niewiarygodne. Znając mnie to pewnie poddałabym się przy pierwszym bólu mięśnia.

Myślę, że książka przypadnie Ci do gustu. Bo tak jak napisali na okładce: „Zabawna i pełna ciepła opowieść o uczuciach, odważnych zmianach i urokach jedzenia”. Jeśli zabierzesz się za czytanie tej powieści to… lepiej żebyś była najedzona. Bo przy opisach potraw gotowanych przez Panią Miłkę – gospodynię Magdy – robiłam się głodna.
Pozdrawiam serdecznie
Archer
P.S.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Pani Agaty z Wydawnictwa Nasza Księgarnia. Pani Agato bardzo dziękuję.
Tak wyglądał kiedyś zamek, który górował nad Lanckoroną
Tutaj już ruiny, do których Magda nie dotarła
Jeśli pogoda dopisze, można zobaczyć Tatry:
Widok na Rynek:
Anioły obserwują świat z wystaw sklepowych oraz okien:

wtorek, 5 lipca 2011

#106

Ogłoszenie!
Przypominam o Targach Książki w Katowicach


Katowicki Spodek, w dniach 20-23 października, stanie się miejscem, w którym królować będą książki. Książki drukowane, nowe i te z wieloletnią historią, książki do słuchania oraz e-książki. Książki dla dzieci i młodzieży, dla miłośników literatury polskiej i zagranicznej, dla uczniów, studentów i nauczycieli, dla wielbicieli historii, kulinariów, osób wierzących, ceniących literaturę fantastyczną oraz dzielących pasje czytania z zamiłowaniem do nowoczesnych technologii.

Podczas Targów Książki w Katowicach:

& najmłodsi czytelnicy spotkają się z bohaterami bajek,

& osoby niewidome i niedowidzące sprawdzą jak rynek książki wychodzi na przeciw ich potrzebom czytelniczym,

& uczniowie wezmą udział w warsztatach przygotowanych przez pracowników naukowych Uniwersytetu Śląskiego,

& redaktorzy, tłumacze, ilustratorzy, pisarze, poeci i wydawcy uczestniczyć będą w giełdzie pracy

& miłośnicy „książki z duszą” spotkają się z antykwariuszami i ich zbiorami,

& mieszkańcy regionu będą mogli włączyć swoje rodzinne pamiątki w zbiory Śląskiej Biblioteki Cyfrowej.


To oczywiście tylko niektóre z propozycji. Pozostałe znaleźć będzie można na stronie Targów Książki w Katowicach oraz na fan peage’u Targów Książki na Facebooku.

niedziela, 3 lipca 2011

#105

Droga Moniko!

Dziś wyjątkowo piszę do Ciebie. Prawdę mówiąc zastanawiam się dlaczego akurat Ty? I jedyne co przychodzi mi na myśl, to nasza ostatnia rozmowa w pracy o książkach. Wspominałaś, że lubisz książki o Indiach i o innych kulturach. Myślę, że powieść o której chcę Ci teraz opowiedzieć bardzo przypadnie Ci do gustu.

Kiedy myślę Indie, widzę kobiety ubrane w kolorowe jedwabne sari oraz masę biżuterii, czuję zapach najlepszej kawy. Kiedy myślę Indie w uszach słyszę muzykę towarzyszącą filmom – musicalom prosto z Bollywood. W książce przed chwilą przeczytanej znalazłam ciepłe słońce, zapach kardamonu, piękne kolorowe tkaniny, ludzi którzy chcą walczyć o swoje szczęście. Bo właśnie taka jest powieść „Tygrysie Wzgórza” Sarity Mandanna.

Historia zawarta w książce rozpoczyna się od narodzin Dewi, upragnionej i wyczekiwanej córeczki. Dewi jest oczkiem w głowie całej rodziny. Całe swoje dzieciństwo spędza z chłopcem o imieniu Dewanną, który stracił swoją matkę a ojciec niezbyt interesował się jego losem. Dzieci wychowywały się razem, traktowały się jak rodzeństwo. Wszyscy byli pewni, że tych dwoje spędzi razem całe życie. Niestety jak to w życiu, los bywa przewrotny. Przypadkowe spotkanie Dewi z pogromcą tygrysów Maću sprawia, że życie trójki bohaterów zmienia się diametralnie.

Książka „Tygrysie Wzgórza” to barwna historia wielopokoleniowej rodziny. To także zagłębianie się w życie i kulturę Indii. W książce znajdziemy nie tylko przyjaźń między Dewi i Dewanną, znajdziemy tu także miłość. Miłość niestety nie do końca spełnioną. Dowiemy się także, że życie to nie tylko szczęście, ale także umiejętność poświęcenia się dla ukochanej osoby.

„Tygrysie Wzgórza” pełne są emocji. Wiele razy zdarzało się, że opisywane historie wywoływały we mnie bunt, miałam ochotę odłożyć książkę na bok i do niej nie wracać. Jednak moja podświadomość szeptała mi na ucho „nie poddawaj się, nie wkurzaj, przecież to życie i co z tego, że w innym świecie?” Wtedy brałam książkę i dalej zagłębiałam się w jej treść. W treść która była tak barwna jak sari bohaterek.

Na okładce widnieje informacja: „Pozwól się oczarować porywającej historii miłosnej porównywanej do „Przeminęło z wiatrem”. Zapierające dech w piersiach opisy nieprzeniknionej dżungli, łagodnych wzgórz i plantacji kawy tworzą egzotyczne tło sagi o sile namiętności i przebaczenia”. Podpisuję się pod tym obiema rękami i nogami. Niestety nie mogę powiedzieć czy „Tygrysie Wzgórza” przypominają „Przeminęło z wiatrem” gdyż tej drugiej pozycji nie przeczytałam. Wiem, nie mam się czym chwalić. Ale obiecuję Tobie i sobie, że pewnego dnia to się zmieni i poznam losy Scarlett oraz jej ukochanego Rhett’a.

Nie wiem czemu ale momentami styl Autorki przypominał mi styl innej Pani a konretniej Santy Montefiore. Sarita Mandanna podczas pisania posługiwała się tak barwnymi opisami – nie tylko otaczającego krajobrazu – iż miało się wrażenie, że samemu uczestniczy się w wydarzeniach.

Książkę polecam Ci ze szczerego serca. Bo wiem, że Ci się spodoba. Polecam ją także tym którzy chcą i lubią poznawać kultury innych narodów. Nie ma żadnych szans na nudę a o to przecież chodzi.

Pozdrawiam
Archer
P.S.
Za książkę chcę serdecznie podziękować Pani Agnieszce z Wydawnictwa Otwarte, dzięki której miałam możliwość powieść przeczytać. Pani Agnieszko, ta książka to strzał w dziesiątkę. Jeszcze raz dziękuję