piątek, 14 czerwca 2013

#254/10


Moje drogie Blogerki!

Duużo czas minęło od spotkania Śląskich Blogerek Książkowych na którym dzięki uprzejmości waszej i Wydawnictwa M stałem się posiadaczem książki Ciotki Anny Drzewieckiej. Trochę mi zeszło ale to wszystko wina kota. Zuza stwierdziła, że ma pierwszeństwo i przywłaszczyła sobie książkę. Ale ta w końcu trafiła do mnie i śpieszę z relacją.

Anna Drzewicka jako dorosła kobieta i autorka pozostaje dla mnie tajemnicą. Po trzech minutach intensywnego googlowania nie znalazłem nic konkretnego na jej temat. Jednak Anna Drzewiecka jako dziecko i młoda kobieta to już inna historia. Książka powstała jako zbiór wspomnień małej dziewczynki opowiadany już jako dorosła kobieta. Ciotki to w dużej części opowieść o dziewczynce dorastającej w dość sporej rodzinie z długą historią. A jest o czym opowiadać. Początek książki w przystępny sposób opowiada historię trzech pokoleń rodziny. Historie którą udało się uzbierać i zapamiętać autorce kiedy była jeszcze młodą i ciekawą świata dziewczyną. Gdy docieramy do opowieści o tytułowych Ciotkach zaczyna się robić jeszcze ciekawiej. Ciotek było osiem i to nie byle jakich. Każdą z nich poznajemy w osobnym rozdziale taką jaką widziała je autorka w swoich młodych latach. Opowieści te mogą wydawać się czasem infantylne ale o to częściowo autorce chodziło. O pokazanie świata jaki widziała wychowująca się w zupełnie jeszcze innym świecie. Ostatnia część książki to wspomnienia o przyjaźniach, zwierzętach i miejscach szczególnych dla jej serca.

Za Ciotki zabrałem się z dużą dawką rezerwy, bo w końcu to miało być babskie czytadło. No ale jako oficjalna blogerka nie mogę się wymigiwać takim argumentem. Sto pięćdziesiąt stron to dość niewiele i czytanie poszło szybko. Tym bardziej, że jest ona napisana przyjemnym językiem. Historia jest opowiedziana w taki sposób, że mimo iż nie jest to coś szczególnie odkrywczego to każdy z nas odnajdzie w niej trochę siebie. Siebie z przed lat. Młodego dzieciaka zafascynowanego światem. Autorka dzieli się z nami cząstką siebie i dzięki temu skłania do refleksji nad swoim dzieciństwem. Czytając tę książkę łatwo uciec do własnych wspomnień i to chyba jest najmocniejszą stroną tej opowieści.

Książkę polecam wszystkim (nie tylko Blogerkom). Myślę, że najlepiej wybrać ciepłe popołudnie, usiąść na balkonie, w ogródku czy ulubionym fotelu, przygotować kieliszek wina i udać się w przyjemną i odprężającą podróż do świata wspomnień autorki (a zapewne i swoich). Polecam też przygotować notes lub ołówek do zaznaczania bo myśli do zapamiętania w książce jest sporo.

Pozdrawiam,
Osobisty Mężczyzna. 

p.s.
Tu miało stać zdjęcie okładki ale kot usilnie twierdzi, że to jednak jej książka i niebedzie zdjęcia. 


4 komentarze:

  1. Zdjęcie kocurka przecudowne. Widzę, że zawzięcie broni swoimi pazurkami ,,Ciotki'' i nie odda. Wniosek zatem nasuwa się sam-jest to tak dobra książka, że chce się ją mieć cały czas:-) Chętnie jej zatem poszukam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Chętnie skorzystam z polecenia świetnej lektury :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ha ha ha, tak, koty wiedzą, co dobre;)

    OdpowiedzUsuń
  4. No proszę :) Jednak "Ciotki" to nie tylko babskie czytadło :D
    A kot jest cudowny taka łaciata pięknisia !

    OdpowiedzUsuń