Kochani życzę Wam Spokojnych, pełnych Miłości Świąt Bożego Narodzenia. Zdrowia przede wszystkim. No i by te Święta były najbardziej zaczytanymi czasem :)
czwartek, 24 grudnia 2015
niedziela, 20 grudnia 2015
#360
Droga Tachykardio!
Raz na jakiś czas potrzebuję książki, która bawi, której historia jest lekka. Książka która ma poprawić humor. Wydawnictwo Czwarta Strona wydaje właśnie takie książki w „Seria z babeczką”. Jakiś czas temu opowiadałam Ci o „Nie zmienił się tylko blond”, dzisiaj posłuchaj o książce pt.: „Przypadki pewnej desperatki” Magdaleny Wala.
Julia jest studentką ostatniego roku historii. Dodatkowo pracuje jako nauczycielka w gimnazjum. Zastanawia się nad przyszłością swego związku z Pawłem. Otóż Paweł jest idealnym kandydatem na męża: troskliwy, opiekuńczy i przede wszystkim zakochany do szaleństwa, chce spędzić z dziewczyną resztę życia. Jednak Julia nie jest do końca o tym przekonana. W starym pałacyku, który staje się własnością rodziny Pawła, Julia znajduje pamiętnik z XIX w. w którym znajduje zapiski dziewczyny służącej na dworze jednej z księżnych. A to dopiero początek przygód.
„Przypadki pewnej desperatki” to debiut pisarski Magdaleny Wala. I muszę przyznać, że całkiem udany. To optymistyczna opowieść, napisana językiem łatwym i przyjemnym. A książka nadaje się do czytania niezależnie od wieku.
Muszę Ci się jednak przyznać, że główna bohaterka doprowadzała mnie do szewskiej pasji. Miałam ochotę nią wstrząsnąć i krzyknąć: OGARNIJ SIĘ KOBIETO!!! Po pewnym czasie mi do przechodziło. Doszłam bowiem do wniosku, że chyba jeszcze nie jest czas.
Jeśli poszukujesz zabawnej historii, przy której czasem wybuchniesz śmiechem, to powieść „Przypadki pewnej desperatki” jest dobrym wyborem. Polecam!
Pozdrawiam
Archer
wtorek, 15 grudnia 2015
#359
Droga Tachykardio!
Okres przedświąteczny powinno się spędzać w ulubionym fotelu, z kubkiem kakao (lub gorącej czekolady; w ostateczności herbaty) i dobrą książką w świątecznym klimacie. Najlepiej jeszcze gdy wokoło pachnie czekoladą. Dokładnie tak jak najnowsza powieść Carol Matthews „Święta miłośniczek czekolady”.
Od kiedy Clive i Tristan wyjeżdżają na południe Francji, „Czekoladowe niebo” bierze pod swe skrzydła Lucy Lombard, która jest zachwycona możliwością pracy w miejscu które uwielbia. Niestety jest tak bardzo pochłonięta swoją pracą, że zaniedbuje swojego faceta. Oprócz tego na horyzoncie pojawia się jej były narzeczony, co zawsze zwiastuje kłopoty. U pozostałych dziewczyn z Klubu Miłośniczek Czekolady także nie jest kolorowo. Chantal po narodzinach córki stara się odbudować swoje małżeństwo, ale nie wychodzi jej to tak jakby chciała. Nadia po śmierci męża nie ma sił na nowy związek ‒ do czasu. Natomiast Autumn po śmierci ukochanego brata rozstaje się z narzeczonym, któremu bardziej zależy na kasie jej rodziców niż na samej dziewczynie.
Mimo iż jest to trzecia część przygód Lucy, Nadii, Autumn i Chantall, nie czułam się w żadnym wypadku pogubiona w wątkach czy też akcji. Wszystko po drodze zostało idealnie wyjaśnione i mogłam bez przeszkód rozkoszować się historią opisaną w książce.
To nie tylko opowieść o świętach, o pysznej czekoladzie. To opowieść przede wszystkim o przyjaźni, która dla wielu jest najważniejsza. Bo przecież gdy kochana kiedyś osoba odchodzi to wtedy potrzebny jest nam przyjaciel i… duża ilość czekolady. Bo czekolada jest dobra na wszelkie smutki i problemy.
Książka „Święta miłośniczek czekolady” jest idealna na świąteczny czas. Wprowadza do otoczenia magiczny klimat, który pachnie czekoladą. Jest napisana prostym językiem, przygody dziewczyn są czasem tak absurdalne, że można złapać się za głowę. Ale przecież najdziwniejsze historie są z życia wzięte.
Polecam.
Archer
P.S.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Harper Collins
czwartek, 10 grudnia 2015
#358
Droga Tachykardio!
Pewnie już zauważyłaś, że sięgam głównie po książki polskich Autorów. I dostaję potwierdzenie, że stare porzekadło „cudze chwalicie, swego nie znacie” jest w pełni prawdziwe. Przecież jest tyle fantastycznych książek rodzimego pióra, a jednak tak mało mamy na nie czasu. Dlatego czytam ile się da i gdzie się da. Nadal wpadam także do mojej kawiarni na solidną dawkę kofeiny i dobrą książkę. Tak też było w przypadku debiutu literackiego Natalii Sońskiej „Garść pierników, szczypta miłości”.
Hania na co dzień pracuje w redakcji jednego z dużych miesięczników. Nie pisuje jednak artykułów, mimo iż marzy o tym od bardzo dawna. Od czasu do czasu przeprowadza wywiady, ale głównie zajmuje się korektą tekstów pisanych przez swoich kolegów. Przed świętami namawia swoją przyjaciółkę Karolinę, która także pracuje w redakcji, do pewnej zmiany. Otóż, Hania napisze za Karolinę artykuł o świątecznych trendach, natomiast przyjaciółka przeprowadzi wywiady. Podczas researchu poznaje właściciela agencji reklamowej. Wiktor, nie robi na dziewczynie dobrego wrażenia. Dodatkowo Marek, były facet Hani a obecnie mąż jej szefowej, wyraźnie ma ochotę na skok w bok. Czy Hania otworzy się na miłość, o tym musisz Tachykardio przeczytać sama. Nie odbiorę Ci tej przyjemności.
„Pierniki” zaczęłam czytać pewnego jesiennego wieczoru. Początek troszkę mi nie podszedł, ale znasz mnie. Nie poddałam się i nie żałuję, bo z każdą stroną było coraz lepiej. Kiedy dotarłam do ostatniej kropki, zrobiło mi się smutno, że to koniec. Że nie spotkam się już z bohaterami, że nie będę wkurzać się na Hankę, że nie będę wspierać Wiktora i trzymać za niego kciuków.
Książkę Natalii Sońskiej najlepiej czytać tuż przed świętami, by wczuć się w nadchodzącą atmosferę. By poczuć unoszący się aromat pierników oraz miłość. Bo to książka przede wszystkim o miłości. O miłości, która trafia nas jak piorun podczas letniej burzy w drzewa. Zjawia się niespodziewanie i wywraca nasze życie do góry nogami. Zmienia nasze priorytety oraz spojrzenie na związki i miłość.
Ta książka pachnie świętami. Jest idealna do czytania, gdy za oknem pada śnieg, a ty zatapiasz się w świat bohaterów. I od samego początku trzymasz za nich kciuki i dopingujesz im.
Dawno nie czytałam tak ciepłej i świątecznej książki. Wydawnictwo Czwarta Strona znów udowodniło, że książki które wydają są najlepsze. Przeczytaj. Nie pożałujesz. Ale pamiętaj: koc, gorące kakao i ulubiony fotel, to tylko dodatki do tej książki. Polecam bez dwóch zdań.
Pozdrawiam
Archer
Etykiety:
52 Book Challenge PL 2015,
Czwarta Strona,
kawa,
literatura kobieca,
literatura polska,
miłość,
moja biblioteczka,
pierniki,
ulubione,
zakup własny
piątek, 4 grudnia 2015
#357
Droga Tachykardio!
Raz na jakiś czas warto sięgnąć po książkę lekką. Po książkę podczas czytania której uśmiech będzie gościł na naszej twarzy, a chichot będzie wyrywać się co rusz. Takie książki są nam potrzebne i to bardzo. Taka właśnie jest powieść którą właśnie skończyłam czytać i nie, nie wyszła spod pióra Magdy Witkiewicz. „Nie zmienił się tylko blond” napisała Agata Przybyłek i muszę Ci się przyznać, że wyszło jej to świetnie. Posłuchaj i sama oceń.
Iwonka ma 37 lat. Pewnego dnia dowiaduje się, że mąż po osiemnastu latach postanawia wymienić ją na inny, młodszy model. Jak każda zdradzona żona, załamuje się tym faktem. Bo nie oszukujmy się; która z nas by się nie załamała? W sumie rozpacza tylko przez chwilę. Bierze się w ostateczności w garść, pakuje cały swój majdan: czwórkę dzieci – nastoletnich Łukasza z ciężarną dziewczyną (jak widać na dodatek dowiaduje się, że zostanie babcią) oraz córkę Agatę, czteroletnie bliźniaki Antoninę i Antosia, dwa psy, kotkę i wyjeżdżą do Sosenek. Jest to mała wioska, gdzie mieszkają jej rodzice. Bo przecież wiadomo, że najlepiej wrócić pod rodzinne skrzydła. No i tutaj w życiu głównej bohaterki rozpoczyna się dla odmiany totalna komedia pomyłek i wesoła jazda bez trzymanki. Ale szczegóły, to wiesz, musisz poznać sama. Myślę, że będziesz zadowolona.
Na książkę miałam chrapkę od momentu kiedy wjechała na stół nowości w księgarni. Jednak trochę zwlekałam z jej przeczytaniem. Wiesz jak to jest, prawda? Zawsze znajdzie się coś innego do przeczytania. W końcu doszłam do wniosku, że czas poprawić sobie humor.
Narracja pierwszej osoby w książce sprawia, że wszystkie wrażenia i całą historię poznajemy z pierwszej ręki. A wrażenia są świetne. Podoba mi się dowcip Iwonki i czasem ironiczne podejście do życia.
Wydaje mi się, że dla wielu czytelników książka Przybyłek może być łudząco podobna do książki Grocholi. Ale moi drodzy ten zabieg: porzucona i zdradzona kobieta ucieka na prowincję, już wiele razy był powielany przez różne Autorki. I co? I te książki się kupuje i czytuje. Dlaczego? Bo bohaterki udowadniają, że mimo zawirowań życiowych są w stanie wygrać nowe życie. A że do tego mają wyśmienite poczucie humoru, z którym codziennie wędrują przez życie to już inna para kaloszy.
Książkę polecam na poprawę humoru.
Iwonka ma 37 lat. Pewnego dnia dowiaduje się, że mąż po osiemnastu latach postanawia wymienić ją na inny, młodszy model. Jak każda zdradzona żona, załamuje się tym faktem. Bo nie oszukujmy się; która z nas by się nie załamała? W sumie rozpacza tylko przez chwilę. Bierze się w ostateczności w garść, pakuje cały swój majdan: czwórkę dzieci – nastoletnich Łukasza z ciężarną dziewczyną (jak widać na dodatek dowiaduje się, że zostanie babcią) oraz córkę Agatę, czteroletnie bliźniaki Antoninę i Antosia, dwa psy, kotkę i wyjeżdżą do Sosenek. Jest to mała wioska, gdzie mieszkają jej rodzice. Bo przecież wiadomo, że najlepiej wrócić pod rodzinne skrzydła. No i tutaj w życiu głównej bohaterki rozpoczyna się dla odmiany totalna komedia pomyłek i wesoła jazda bez trzymanki. Ale szczegóły, to wiesz, musisz poznać sama. Myślę, że będziesz zadowolona.
Na książkę miałam chrapkę od momentu kiedy wjechała na stół nowości w księgarni. Jednak trochę zwlekałam z jej przeczytaniem. Wiesz jak to jest, prawda? Zawsze znajdzie się coś innego do przeczytania. W końcu doszłam do wniosku, że czas poprawić sobie humor.
Narracja pierwszej osoby w książce sprawia, że wszystkie wrażenia i całą historię poznajemy z pierwszej ręki. A wrażenia są świetne. Podoba mi się dowcip Iwonki i czasem ironiczne podejście do życia.
Wydaje mi się, że dla wielu czytelników książka Przybyłek może być łudząco podobna do książki Grocholi. Ale moi drodzy ten zabieg: porzucona i zdradzona kobieta ucieka na prowincję, już wiele razy był powielany przez różne Autorki. I co? I te książki się kupuje i czytuje. Dlaczego? Bo bohaterki udowadniają, że mimo zawirowań życiowych są w stanie wygrać nowe życie. A że do tego mają wyśmienite poczucie humoru, z którym codziennie wędrują przez życie to już inna para kaloszy.
Książkę polecam na poprawę humoru.
Pozdrawiam
Archer
Archer
Subskrybuj:
Posty (Atom)


