Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lubię czytać. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lubię czytać. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 2 listopada 2021

#590 - Przypadek Lidki

 




Zastanawiam się właśnie dlaczego sięgnęłam po książkę „Przypadek Lidki” Izabeli Grabda? Myślę, że prawidłową odpowiedzią na to pytanie będzie to, że poznałam osobiście autorkę i postanowiłam zapoznać się z jej twórczością. I była to naprawdę bardzo fajna przygoda. 

Lidka jest właścicielką salonów urody. Rok temu zakończyła swoje toksyczne małżeństwo i teraz może wreszcie odetchnąć. Postanawia wyjechać na urlop w Góry Sowie. Tam przez zupełny przypadek natrafia na piękny dom, w którym chce zamieszkać. Drewniany dom należy do tajemniczego Wiktora, a ich pierwsze spotkanie do tych najprzyjemniejszych nie należy. Mężczyzna zrobi wszystko by Lidka mu wybaczyła. Dosłownie wszystko, gdyż Wiktor Zybertowski okaże się milionerem. 

No dobra, kiedy dotarłam do spotkania Lidki i Wiktora, zaczęłam się zastanawiać czy cała książka będzie w takim klimacie. Na całe szczęście nie była i serio - kamień spadł mi z serca. Dla niektórych historia może wydać się oklepana: ona po rozwodzie, on bogaty i wolny. Tak, a i owszem, może być oklepana, i takich historii jest sporo. Ale! Tak, to ale jest ważne. Przecież lubimy czytać takie historie. Lubimy kibicować bohaterom, trzymać za nich kciuki. Oczywiście tutaj też tak było. Trochę się wkurzałam na nich, bo momentami zachowywali się jak Żuraw i Czapla. Niby by chcieli, ale się boją. 

Książkę „Przypadek Lidki” nie czyta się z ciekawością, ją się pochłania. Zakończenie jest przewidywalne, ale droga do finału jest wyboista. Tak jak w życiu. Kiedy dotarłam do końca, było mi smutno, że to już wszystko. 

Jeśli poszukujecie lekkiej lektury na wolne popołudnie, to ta książka jest dla Was. Polecam!!!

piątek, 24 lipca 2020

#555 - Sen o aniele



Jak już zdążyliście zauważyć, sięgam po prawie każdy gatunek literacki. Ostatnio łapię się na tym, że często czytam powieści obyczajowo-romansowo-erotyczne. Taka to ciekawa mieszanka wybuchowa. Nie tak dawno opowiadałam Wam o książce „Dotyk Anioła” Katarzyny Mak. Pierwsza część mi się podobała, a zakończenie zaskoczyło. A jak było z drugą częścią czyli „Sen o Aniele”?

Tom pierwszy zakończył się odejściem Angel. Ale wiecie, w książkach wszystko jest możliwe. Okazało się bowiem, że jest zupełnie inaczej i kobieta została porwana przez szejka. Jest więziona w jego pałacu. Przez cały czas pobytu w tamtym miejscu wspomina swojego męża. Jedno wydarzenie sprawia, że inaczej spogląda na swojego porywacza. Brad dzięki wsparciu najbliższych, stara poradzić sobie 
z wychowywaniem bliźniaków. On też wciąż wspomina żonę. Pewnego dnia, jego była współpracownica Diana, informuje go, że dostała zlecenie na zabójstwo nowej partnerki szejka. Na jaw wychodzi informacja, że jest to Angel.

Powiem Wam, że ta część w porównaniu z wcześniejszą podobała mi się mniej. Mogę śmiało wręcz przyznać, że „Sen o Aniele” zmęczyłam. Przepraszam, ale kurczę, no jakoś nie przemówiła do mnie. 
I z ulgą dotarłam do końca.

Brakowało mi tutaj czegoś. Chyba tego pieprzyka, który był wyraźnie odczuwalny w pierwszej części. Poza tym końcówka była trochę irytująca. Najpierw jedno z nich chciało odejść, na co nie zgadzało się drugie. Potem na odwrót. A żeby było jeszcze ciekawiej, to Brad omal nie zginął i wtedy to Angel uświadomiła sobie, że nie potrafi bez niego żyć? Ale Autorko, serio? Nie wspomnę już o tym, że 
w pierwszej części Angel była bardziej religijna i nie zażywała tabletek antykoncepcyjnych a w tej… ech… nawet nie chcę o tym wspominać. Wiem, że pozmieniało jej się w głowie, że sytuacja to na niej wymogła. Ale to do mnie nawet nie przemówiło.

Czy polecam? Cóż, myślę, że tak, ale jeśli macie za sobą tom pierwszy. Jako ciekawostkę, jak 
w ostateczności zakończyła się ta historia.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Videograf 



sobota, 18 lipca 2020

#553 - Carpe diem




Książkę Diane Rose „Carpe diem” polecił mi chyba trzy lata temu klient księgarni, w której wówczas pracowałam. Mówił, że to świetny debiut, i że on tę książkę wręcza wszystkim w prezencie. Od tamtego czasu myślę o tej powieści w kategorii „muszę ją przeczytać”. Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Videograf wreszcie mi się udało. 

Rosalie Heart ma dwadzieścia dwa lata, studiuje prawo, mieszka z bratem i jego rodziną. Codziennie odlicza dni do swojej śmierci. Zostało jej około 600 dni życia. Rosalie ma problemy z sercem, które mogą skończyć się tylko wraz z przeszczepem. Niczego nie planuje, gdyż do końca nie wie kiedy nadejdzie jej koniec. Ma marzenia, jak każda młoda osoba, jednak nie stara się ich realizować. Żyje z dnia na dzień według maksymy „Carpe diem”. Daniel Szymański w wieku szesnastu lat wyprowadził się z domu, po tym gdy jego ojciec, szanowany lekarz, postanawia zostać księdzem. Sam Daniel idzie w ślady dziadka oraz ojca i rozpoczyna studia medyczne. Pewnego dnia drogi Rosalie oraz Daniela się przetną. Będzie to niezwykle intensywna znajomość. Znajomość, która miała zakończyć się po pierwszej randce. A jaki będzie jej finał? Przeczytajcie sami.

Powiem Wam, że wcale się nie dziwię, że klient, o którym wspominałam na początku, wręczał tę książkę wszystkim w prezencie. Przy tej historii czytelnik się wzrusza. Zaprzyjaźnia z Rosalie, wspiera ją w walce. Ale także nie zawsze zgadza się z jej wyborami. To zrozumiałe, bo przecież my będąc na jej miejscu moglibyśmy zachowywać się podobnie albo zupełnie inaczej. 

Książkę się wręcz pochłania, jak pyszne danie w ulubionej restauracji. Cały czas zastanawiamy się jak zakończy się ta historia. Czy Rosalie pozwoli się kochać? Czy pozwoli zbliżyć się Danielowi? No i w końcu jak zareaguje Daniel, kiedy pozna prawdę o ukochanej? A tutaj należy dodać, że poznał ją nie tak jak powinien. 

Ważną postacią oprócz głównych bohaterów, jest brat Rosalie. To kochający siostrę brat, który wspiera ją w walce z chorobą. Nie poddaje się i walczy za nich obydwoje. Pozostałe postacie także są świetnie wykreowane, jak chociażby ojciec Daniela, który po porzuceniu przez żonę, postanowił zostać księdzem. 

„Carpe diem” to rewelacyjny debiut. Mimo, że temat poruszony w książce nie jest optymistyczny, to cała historia opowiedziana jest z nadzieją. Nadzieją na wyleczenie chorego serca Rosalie. To też historia miłości, która zostaje wystawiona na próbę. Próbę, którą nie wszystkie związki są w stanie przetrwać. Historia Rosalie pokazuje, że powinniśmy z życia czerpać garściami, kochać, bawić się, płakać czy śmiać się wbrew temu co myślą o nas inni. Mamy tylko jedno życie i to od nas zależy jak je przeżyjemy. 

Polecam bez dwóch zdań.



niedziela, 5 lipca 2020

#550 - Smak nadziei. Słodkie Magnolie



Po książkę „Słodkie Magnolie. Smak nadziei” Sherryl Woods sięgnęłam gdyż Netflix zrobił serial pod tym samym tytułem. A ja mam tak (i zapewne) wiele z was, że najpierw czytam książkę a dopiero potem sięgam po ekranizację. Wiadomo, żeby porównać. 

Pewnego dnia Maddie dowiaduje się, że jej dwudziestoletnie małżeństwo się skończyło. Mąż znalazł sobie młodszą kochankę, która spodziewa się jego dziecka. Kobieta zostaje sama z trójką dzieci, bez jakiegokolwiek wsparcia finansowego. Przez dwadzieścia lat była żoną, która pomagała mężowi w karierze, porzucając jednocześnie swoją. Na szczęście Maddie może liczyć na swoje przyjaciółki, które nie zostawią jej w potrzebie. Dzięki nim zyskuje pracę. A oprócz tego na jej drodze staje pewien przystojny trener baseballu. 

Muszę powiedzieć, że przy opisywanej historii spędziłam dwa przyjemne dni. Autorce udało się stworzyć bohaterów, których lubimy od samego początku i którym kibicujemy do końca. Przyznam się szczerze, że trzymałam kciuki za Maddie i chciałam by w końcu była szczęśliwa. W szczególności po tym jak potraktował ją mąż. 

W książce poruszono dwa ważne tematy: podwójnej moralności oraz gdy partnerka jest starsza od partnera. W pierwszym przypadku, kiedy kobieta spotyka się z młodszym mężczyzną jest bardziej wytykana i szykanowana, aniżeli mężczyzna, który zdradził żonę z młodszą kobietą. To w szczególności można dostrzec w małych społecznościach. A takie właśnie jest Serenity, gdzie każdy zna każdego a plotki roznoszą się lotem błyskawicy. Mieszkańcy przymknęli oko na romans Billy’ego z Noreen, ale potępiali związek Maddie z młodszym od niej o dziesięć lat Calem. 

Teraz kiedy skończyłam książkę, mogę z czystym sumieniem zabrać się za serial. Jestem bardzo ciekawa jak bardzo będzie odbiegał od historii opowiedzianej w książce. 

Jeśli poszukujecie lekkiej książki na wakacje to książka Sherryl Woods nadaje się do tego idealnie. 


piątek, 19 czerwca 2020

#547 - Wypocznij i zgiń





Nie będę Was okłamywać seria „Kryminał pod psem” bardzo pomaga mi w kryzysach czytelniczych. W szczególności, że to komedia kryminalna, tak bardzo teraz potrzebna w tych smutnych czasach . Po najnowszą część przygód Gucia, Szymona oraz Róży sięgnęłam z ciekawością, gdyż chciałam się dowiedzieć gdzie tym razem znajdą trupa. No i co tam u nich, jak im się układa. Bo przecież Szymon i Róża to taki Żuraw i Czapla. A ja od początku bardzo im kibicuję.

Tym razem nasza ulubiona Trójka bohaterów wybrała się na urlop do Szczawnicy. Oczywiście nie byliby sobą, gdyby na tym urlopie nie dostali śledztwa do rozwiązania. Pod wyciągiem narciarskim zostaje znalezione ciało lokalnego biznesmena Mateusza Słowika. Właściciel wyciągu prosi o pomoc w ujęciu sprawcy nasze detektywistyczne trio. No bo skoro są pod ręką, to dlaczego tego nie wykorzystać. A Szymon na to przystaje, bo przecież nic nie stoi na przeszkodzie by połączyć przyjemne z pożytecznym. Czyli znaleźć mordercę i móc szusować na nartach.

Powiem wam, że za każdym razem gdy rozpoczynam przygodę z kolejną częścią przygód Gucia & Company zastanawiam się co ich czeka i gdzie tym razem będą szukać mordercy. I zaczynam się obawiać że niebawem braknie miejsc – tych urokliwych - do których pojadą.

Tak jak we wcześniejszych częściach, tak i tutaj mamy wątek sprzed wielu lat, który przeplata się z teraźniejszą historią. I oczywiście, podobnie jak we wcześniejszych częściach, wydarzenia z przeszłości mają swój wydźwięk w obecnych czasach. 

Między głównymi bohaterami dzieje się że tak, że… ło matko. W końcu Szymon i Róża są gotowi do tego by wziąć ślub. Szymon po kryjomu zabiera się za przygotowania do tego ważnego dnia. Chce zrobić ukochanej niespodziankę. Ale oczywiście Róża nie byłaby sobą gdyby sama nie odkryła tajemnicy.

To już siódma część przygód naszej trójki i powiem wam że nadal trzyma poziom tak jak przy wcześniejszych częściach. Nadal jest zabawnie i nadal czytelnik nie może doczekać się ślubu Szymona i Róży. No i Gucio nie zatracił w sobie sarkazmu.

Jeśli nadal nie znacie przygód Gucia & Company to koniecznie musicie to nadrobić. Ostatnio poleciłam książki klientce. Tak naprawdę chciała tylko i wyłącznie pierwszą część. Ale mieliśmy tylko pakiet trzech pierwszych. Kupiła z obawą. Po jakimś czasie zadzwoniła z podziękowaniami za polecenie tych ciepłych i zabawnych kryminałów. No i oczywiście dokupiła resztę. To chyba najlepsza rekomendacja dla całej serii. Polecam!!!

sobota, 6 czerwca 2020

#545 - Karuzela



Po książkę „Karuzela” Pauliny Świst sięgnęłam pewnie dlatego, że wszędzie wszyscy mówią o jej najnowszej powieści. Poza tym nie oszukujmy się, wokół samej autorki także narosło wiele tajemnic. Jakich? Na pewno takich, że nikt nie wie jak owa autorka wygląda, gdyż Paulina Świst to pseudonim artystyczny adwokatki z Wrocławia. Ale czy tak jest naprawdę? A może ten Wrocław to także jedna wielka ściema i pani Paulina pochodzi z moich rodzimych Gliwic, i może co poniektórzy domyślają się kim jest. Ale ile w tym prawdy nie wie nikt. Zastanawiające jest dlaczego autorka nie chce ujawnić swej tożsamości? Może dlatego, że bohaterowie jej książek są adwokatami i prokuratorami, którzy wcale nie są tacy grzeczni jakimi być powinni: posługują się łaciną podwórkową i dodatkowo uprawiają dziki seks. 

„Karuzela” przedstawia historię Piotrka Orłowskiego oraz Aleksandry Tredel. Obydwoje są wmieszani w karuzelę vatowską. I niestety ktoś chce ich wpakować ich do pierdla. Dawny znajomy wyciąga historię sprzed wielu lat i pragnie zemsty. Dodatkowo tych dwoje zaczyna łączyć nie tylko „karuzela” ale także uczucie pełne pasji i namiętności. 

Powiem tak, ta książka nie jest wymagająca. Czyta się ją bardzo szybko. Akcja leci na łeb na szyję. Jest tajemnica, jest seks, są przekleństwa i są trupy. Jest światek przestępczy, jest ucieczka, są zdrady i hazard. Powiem Wam pomimo ostrych scen seksu, książkę czytało mi się całkiem dobrze. Może dlatego, że historia nie zmusza do myślenia, tylko do przewracania stron by dowiedzieć się co będzie dalej. 

Słyszałam kilka głosów, że powinnam sobie darować, bo to kiepska powieść. Nie jest zła, nie jest wybitna, jest świetną rozrywką. Erotyzmu tutaj dużo nie ma. Skoro dotarłam do końca to znaczy, że nie było źle. Na pewno lepsza niż „365 dni”, bo tę odłożyłam po przeczytaniu pierwszej strony. I jest lepsza niż Grey, gdyż jak to powiedziałam znajomej - „mniej się bzykają”. Przekleństwa, którymi bohaterowie raczą nas prawie na każdej stronie, da się przeżyć. Tylko od razu pojawia się pytanie: czy adwokaci rzeczywiście tyle klną i pieprzą się jak króliki wszędzie gdzie popadnie? 

Jeśli macie wolne popołudnie i chcecie przeczytać coś niewymagającego to „Karuzela” się do tego nadaje. Nie doszukujcie się w niej żadnej górnolotnej literatury. To typowa książka rozrywkowa. I dla tej rozrywki postanowiłam doczytać dwie kolejne „Sitwę” i „Przekręt”. A potem sięgnę po mroczny kryminał.


sobota, 16 maja 2020

#543 - Będziesz moja



Możliwe, że po raz pierwszy zdarzyło mi się zakupić i przeczytać książkę, o której nie wiedziałam zupełnie nic. Bo wiecie, kiedy sięgam po dany tytuł to mniej więcej wiem o czym jest książka, bo przeczytałam opis na stronie Wydawnictwa lub też księgarni internetowej. W ostatecznym rozrachunku czytałam opinię o książce na ulubionym blogu. W przypadku książki „Będziesz moja” Diany Brzezińskiej żadna z tych rzeczy nie miała miejsca. Książkę zakupiłam w ciemno. Znałam tylko okładkę gdyż gdzieś tam mignęła mi w internetach. I tyle. Nic więcej. 

Wiecie jak to u mnie jest z debiutami. Są książki które mnie zachwycają od pierwszej strony. A są też takie, które zupełnie mnie „nie biorą” i porzucam je w dowolnym momencie. W przypadku książki Brzezińskiej było zupełnie inaczej. Na początku bałam się. Serio, bałam się, że mój zakup w ciemno jest złym wyborem. Okazało się, że strach jest zupełnie nie na miejscu, a zachwyt nad stworzoną historią sprawił, że książkę pochłonęłam w trzy dni. Oczywiście chodząc do pracy. 

Nie wiem czy chcę zdradzać Wam fabułę, ani opowiadać o czym jest. Ale żeby zachęcić powiem kilka słów. 

Akcja całej historii kryminalnej (tak, to kryminał, chociaż tytuł i okładka mogą sugerować całkiem coś innego, takie zmylenie czytelnika) dzieje się w światku policyjnym i prokuratorskim w Szczecinie. Adrianna Czarnecka jest psychologiem w Komendzie Wojewódzkiej, jest leniwa (jak to mówi jej szef) ale ma głowę na karku i widzi to czego nie dostrzegają inni. Jest dokładna. Ma męża, ale gdy czytelnik poznaje całą historię dokładnie, to dochodzi do wniosku, że zdecydowanie z mężem powinna się rozwieść. Krystian Wilk jest podkomisarzem w tej samej Komendzie, jest podrywaczem i zupełnie nie jest zainteresowany by wiązać się z kimś na stałe. Ma też brata bliźniaka, Przemka, który jest prokuratorem okręgowym. Pewnego dnia Krystian otrzymuje akta sprawy pewnego mężczyzny, który zaginął wiele lat wcześniej. Tak naprawdę ma sprawić wszystko, by zamknąć w końcu akta, bo nie ma ani narzędzia zbrodni ani ciała. Jednak praca z Adą nad tą sprawą, sprawia, że postanawiają odnaleźć zaginionego mężczyznę. Jednak, okazuje się, że muszą skupić się na sprawie seryjnego mordercy, który morduje rude, młode kobiety. Czy te dwie sprawy się łączą? Sami się przekonajcie. 

Powiem Wam, że Autorka stworzyła niesamowitą, zagmatwaną historię. Serio. Ogromnym plusem jest to, że oprócz prowadzonej sprawy zaginionego mężczyzny, otrzymujemy równolegle historię tego, który morduje młode kobiety, zadając im trzydzieści trzy ciosy nożem. Czytelnik razem z policjantami stara się rozwiązać obie zagadki kryminalne. Chce poznać motyw mordercy i powiązać sprawy razem. 

Oprócz zagadek kryminalnych, mamy świetnie skrojonych bohaterów Adę i Krystiana. Między nimi rodzi się dziwna przyjaźń. On jest seryjnym podrywaczem i zalicza panienki na prawo i lewo, a Ona jest szczęśliwą mężatką, która jest odporna na jego zaloty. To wcale nie przeszkadza temu, by połączyła ich przyjaźń, która (póki co) nie zakończyła się w łóżku. Pojawił się także mąż Ady, który doprowadzał mnie do wściekłości. Dlaczego? O tym poczytajcie sami, nie mogę Wam zdradzić takich smaczków. 

Jeśli szukacie świetnego kryminału, który dodatkowo ma świetne zaplecze obyczajowe, to pierwszy tom przygód Ady i Krystiana nadaje się do tego idealnie. Polecam bez dwóch zdań i zabieram się za drugi tom, bo jestem ciekawa co dalej u ulubionych bohaterów. 



czwartek, 14 maja 2020

#542 - Układ idealny



Powieść obyczajową z nutką kryminału lubię bardzo. Kryminał bowiem, przełamuje słodycz romansu. Dlatego bez zastanowienia sięgnęłam po kontynuację książki „Niebezpieczna gra”, gdzie główną bohaterką była Weronika Kardasz, czyli „Układ idealny”. Gdy tylko książka pojawiła się na legimi, wrzuciłam ją na półkę, zasiadłam na krótkiej kanapie i zaczęłam czytać. 

Weronika Kardasz została zastępcą szefa ABW. Nową sprawą którą się zajmuje to gang motocyklowy i przemyt ludzi. Jednak ze względu na to, że związała się z celebrytą, sama nie może wziąć w akcji osobistego udziału. Dlatego do wyjazdu na akcję do Przemyśla, namawia swojego kolegę, policjanta Łukasza. Jego zadaniem jest wtopienie się w gangsterski światek w Przemyślu, by rozbić szajkę. Wszystko idzie dobrze do czasu, gdy na drodze Łuaksza staje Ewa, córka szefa. Jak potoczą się losy bohaterów? O tym musicie doczytać sami. A powiem, że było ciekawie. 

Tym razem głównymi bohaterami nie był duet Weronika i Przemek. Tym razem główne skrzypce gra Łukasz vel Loki, którego zadaniem jest infiltracja gangu motocyklowego Braci Peruna. Muszę przyznać, że brakowało mi duetu z pierwszej części, ale Loki i Bambi w sumie też dali radę. 

W „Układzie idealnym” jest dużo ryku silników motocyklowych. Jest także zakazana miłość, bo przecież serce nie sługa i Loki zakochuje się w córce szefa gangu. Jest też broń, wybuchy, podróż na Ukrainę, a na końcu porwanie. Porwanie, które zaostrzyło tylko mój apetyt na kolejną część. Tak nie można droga autorko. 

Podobnie jak przy udanym debiucie, od tej książki nie można się oderwać. Trzymamy kciuki za Łukasza, by jego przykrywka nie została spalona. Miłości też kibicujemy, chociaż dobrze wiemy, że jak tylko prawda wyjdzie na jaw… to będzie gorąco. 

Polecam, ale obowiązkowo musicie zacząć od pierwszej części. Teraz z niecierpliwością oczekuję finału tej historii. Jestem ogromnie ciekawa co też autorka wykombinuje. 

piątek, 14 lutego 2020

#536 - Nieznajomy




W ramach mojego noworocznego postanowienia: czyli czytam książki których normalnie bym nie przeczytała, sięgnęłam po jeden z kryminałów Harlana Cobena „Nieznajomy”. Tak, dobrze czytacie. Podkusiło mnie pewnie to, że Netflix wypuścił serial na podstawie tej książki. A jak wiadomo przed ekranizacją lepiej przeczytać.

Bardzo dawno żadna książka nie pochłonęła mnie do tego stopnia, że nie potrafiłam się od niej oderwać. Mogę śmiało przyznać się do tego, że zarwałam dla niej dwie nocki. A jak najbliżsi wiedzą jestem ogromnym śpiochem i zamiast czytania wybieram spanie. Tutaj było inaczej.

Pewnego dnia Adam Price zostaje zaczepiony przez nieznajomego mężczyznę. Podczas rozmowy dowiaduje się, że przed kilkoma laty, jego żona oszukała go udając, że jest w ciąży. Na początku Adam nie bardzo chce uwierzyć w słowa nieznajomego. Otrzymuje jednak kilka dowodów, które świadczą o tym, że jest to prawda. Potem rozmowa z żoną Corinne wywołuję lawinę wydarzeń, które przeplatają się ze sobą, mimo pozornego braku związku.

Kiedy ktoś nieznajomy wyjawia prawdę o ukochanej osobie, to myślę, że ciężko jest nam w to wszystko uwierzyć. Przecież to nie może być prawda?! Jak to się dzieje, że zachwianie wiary w drugiego człowieka może być takie proste i łatwe? Nie powinno być. Przecież zaufanie to w dużej mierze fundament związku podobnie jak miłość.

Historia od samego początku trzyma czytelnika w napięciu. Jest bardzo misternie skonstruowana i nie wiemy do końca co będzie dalej? Jak potoczą się losy bohaterów i jakie podejmą decyzję. Ta książka fascynuje i nie pozwala się od siebie oderwać. Czytelnik sam stara się rozwiązać zagadkę. A kiedy wydaje mu się, że jest już na dobrej drodze do ujawnienia prawdy, autor zwinne miesza wszystko i nadal nie wiemy „kto zabił?”.

Jak już wspominałam na platformie Netflix można obejrzeć serial. Dodano do niego kilka nowych wątków, które nie pojawiają się w książce. Myślę, że to dobry zabieg, w końcu to serial a nie film. Jest kilka różnic, ale nie są one aż tak bardzo rażące. Poza tym każdy odcinek kończy cliffhanger, co sprawia, że widz koniecznie chce dowiedzieć się co wydarzy się dalej.

Polecam bez dwóch zdań


piątek, 31 stycznia 2020

#533 - Berdo - przedpremierowo


W zalewie książkowych nowości, które codziennie pojawiają się na księgarskich półkach, bardzo ciężko natrafić na perełkę. Na książkę, która nas zmiażdży emocjonalnie. Którą będziemy czytać i będziemy ją co chwilę odkładać by przetrawić to o czym przeczytaliśmy. By uspokoić szalejącą w nas burzę i z dystansu spojrzeć na nasze życie i relacje międzyludzkie. Właśnie odłożyłam na półkę, debiut literacki Anny Cieślar „Berdo”. Sama okładka przyciąga jak magnes. Zachęcający wpis Ignacego Karpowicza sprawił, że sama bardzo chciałam wpaść w te literackie wnyki.

Jak już wiele razy wspominałam, trochę boję się debiutów literackich. Dlaczego? Gdyż zdarza się tak, że dana książka mnie nie zachwyci. W tym przypadku było zupełnie odwrotnie. Nie potrafiłam jej przeczytać na jednym posiedzeniu. Gdyż bardzo głęboko weszła w mój krwioobieg. Płynęła wolno, by na końcu wwiercić się w mózg realistycznymi obrazami, które pojawiały się pod powiekami. Obrazami, które przyprawiały o gęsią skórkę, a czasem łzę smutku w oku.

Główna historia skupia się na trójce bohaterów, których los nierozerwalnie ze sobą połączył. Berdo, czyli Michał jest kłusownikiem. Zarabia na życie polując na dziką zwierzynę w bieszczadzkich lasach. Świetnie posługuje się kuszą, zastawia w lesie wnyki. Oczywiście nie robi tego legalnie, przecież wilki są pod szczególną ochroną. Ale wiadomo, jeśli ktoś dobrze zapłaci to dostanie skórę wilka bądź niedźwiedzia. Kilka lat temu Berdo oddał swoje serce kobiecie, która nie potrafiła żyć razem z nim w Bieszczadach. Uciekła. Zostawiając dziecko, małego Radka. Uroczego i wrażliwego na los zwierząt chłopca. W wychowaniu małego pomaga mu Milionen Jahren, malarz ikon, mieszkający samotnie.

Między ojcem a synem nie ma żadnej więzi emocjonalnej. I jest to w książce dobrze zobrazowane. Radek nie potrafi zrozumieć ani pojąć, jak można tak brutalnie pozbawiać zwierząt życia. Muszę przyznać, że skórowanie sarny, autorka przedstawiła nad wyraz realistycznie. Mogę nawet stwierdzić, że krew wylewała się z każdej strony. Chłopiec jest bardziej przywiązany do starego malarza, z którym podziwia dziką przyrodę i życie zwierząt. Pewnego dnia dochodzi do tragedii i Berdo wraz z synem jest zmuszony do ucieczki przez dzikie Bieszczady. Które przemierzają niekoniecznie szlakami typowo turystycznymi.

Gdy dotarłam do końca i zamknęłam książkę, powiem Wam, że poczułam pewien niedosyt. Bo kilka wątków, można byłoby wyjaśnić. Nie miałabym nic przeciwko, gdyby autorka pokusiła się na kontynuację.

Berdo, to nic innego jak pagórek, stroma góra, albo przepaść. Po przeczytaniu tej książki, już wiem skąd główny bohater ma ten pseudonim. Tutaj berdo to przepaść, która dzieli miłość i życie Michała oraz jego syna Radka.

Z ręką na sercu polecam wam debiut literacki Anny Cieślar. Dobry dramat psychologiczny o trudnych relacjach ojca z synem. Oraz relacjach człowieka z dziką naturą. Niesamowita historia którą warto przeczytać.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa ZNAK


wtorek, 14 stycznia 2020

#531 - Niedaleko pada trup od denata


 

Czym kierujecie się przy wyborze lektury? Popularnością autora? Recenzjami w sieci? Czy może kusi was okładka i opis wydawcy? U mnie bywa różnie. Zdarza się, że czytam daną książkę, bo polecali ją moi znajomi. Czasem zachwyci mnie okładka i nie czytam opisu, tylko zagłębiam się w świat bohaterów. Przyznaję się bez bicia, że nie mam pojęcia dlaczego sięgnęłam po najnowszą książkę Iwony Banach „Niedaleko pada trup od denata”. Wiem tylko jedno: to była bardzo dobra decyzja. 

Chociaż na samym początku nie potrafiłam się wciągnąć w historię i chciałam ją porzucić. To jednak wracając z targów z Krakowa, postanowiłam dać jej szansę i… nie żałuję. Tylko współczułam współpasażerom, którzy dziwnie patrzyli na mnie, kiedy usilnie starałam się powstrzymać wybuchy śmiechu. 

Pewnego dnia w bibliotece w małej miejscowości, podczas spotkania autorskiego, pewien mężczyzna próbuje udusić autora. Żona mężczyzny bowiem zamiast zajmować się domem zaczytuje się w książkach i nic nie robi sobie z obowiązków domowych. Jakiś czas później w domu Emilii, czekającej na koniec świata prepperki, zostają odnalezione zwłoki pisarza, który notabene był kiedyś jej mężem. Po kilku dniach w miejscowym pensjonacie, znalezione zostają zwłoki poczytnej pisarki. Oprócz lokalnej policji, śledztwo rozpoczyna siostrzenica pani Emilii – Magda, jej były chłopak Paweł, który jest dziennikarzem, oraz trzy starsze panie które twierdzą, że morderstw dokonuje demon. 

Ta książka to jedna wielka komedia pomyłek, w której jedna zabawna historia, wydarzenie i dialog goni następne. Jest i trup, i dowcip. Ale wiecie – dowcip taki zupełnie nie wymuszony, bardziej sytuacyjny. Jak dobrze pamiętacie, komedie kryminalne kocham od czasu kiedy zaczytywałam się w książkach Joanny Chmielewskiej. I nadal kocham, chociaż nie zawsze trafiają się dobre powieści tego typu. Czasem mam wrażenie, że niektórzy autorzy na siłę próbują napisać coś zabawnego i kiepsko im to wychodzi. Iwona Banach ma lekkie pióro i dryg do wciągania czytelnika w opowiadaną historię. Chociaż jak wspominałam na początku, ja sama miałam z tym mały problem. No cóż… bywa tak, że kiedy zaczynamy nową książkę, to nie jest akurat ten moment. Trzeba przeczekać i ewentualnie dać jej kolejną szansę. Ja dałam i nie żałuję. 

Owszem niektórzy mogą nie ubawić się tak jak ja, ale nie raz wspominałam, że o gustach się nie dyskutuje. Każdy lubi coś innego. Czasem warto dawać książkom drugą szansę. A jeśli po pięćdziesięciu stronach nas nie wciągnie to spokojnie odłóżmy ją na półkę. Przecież jest tyle książek czekających w kolejce na przeczytanie. 

Tę akurat Wam polecam z całego serca. Tylko nie czytajcie książki w komunikacji miejskiej, bo wybuchy niepohamowanego śmiechu mogą sprawić, że w pewnym momencie do autobusu wejdą panowie z białym kaftanem. A przecież nie chcemy skończyć w pokoju z miękkimi ścianami, prawda?

wtorek, 19 listopada 2019

#528 - Pochyłe niebo. Pajęczyna



Są książki, które długo po zakończeniu w nas siedzą. Gdzieś tam pod skórą, wciąż żyją. Emocje po ich odłożeniu wciąż buzują w krwioobiegu. Jest niewiele takich książek i niewiele takich autorek, które to wszystko potrafią. Potrafią w poetycki sposób opowiedzieć niezwykłą historię. Od dłuższego czasu, wśród takich autorek prym wiedzie Ewa Cielesz. I myślę, że prędko to się nie zmieni. Powiem Wam, że jest niewiele autorek, które tak pięknie czarują słowem. Gdzie wszystko jest tak zobrazowane, że wyobraźnia nie musi aż tak bardzo pracować, gdyż wszystko maluje się nam pod powiekami. 

Anita i Michał muszą zmierzyć się z nowym życiem. Odziedziczony dom to ich nowa przystań. Luksusów tam nie ma. Anita z wielkim trudem stara się doprowadzić dom do porządku. Michał postanawia poddać się operacji przywrócenia wzroku, Sonia rozpoczyna szkołę, a Anita stara się stanąć z codziennymi problemami twarzą w twarz. Z Michałem żyją razem, a jakby osobno. Na jej drodze znów stają dawni znajomi. Czy pajęczyna miłości, która ich oplotła, będzie na tyle silna by przetrwać każdą burzę?

Nie potrafię czarować słowem, tak jak zrobiła to autorka. Nie potrafię tak pięknie opisać własnych wrażeń, po przeczytaniu tej książki. Bo nieważne co bym napisała, to wydaje mi się za bardzo oklepane i płytkie. 

„Pajęczyna” to książka opisująca życie w małych miastach. W miastach gdzie każdy każdego zna. Gdzie w razie kryzysu możemy liczyć na sąsiedzką pomoc i nikt nie obróci się do nas plecami tylko wyciągnie pomocną dłoń. No i gdzie plotki roznoszą się lotem błyskawicy. 

W pierwszej części, trzymałam kciuki za Anitę, za to by była szczęśliwa. Tym razem kibicowałam także Michałowi. By trud wspólnego życia nie zaważył na miłości, która zrodziła się między nimi. By utkana pajęczyna miłości, zrozumienia, wsparcia, nie została zerwana niedomówieniami i zazdrością. 

Niebawem sięgnę po trzecią część historii Anity, Michała i małej Sonii. Jestem ciekawa, jak bardzo autorka zagmatwa ich losy. Polecam bez dwóch zdań.



piątek, 8 listopada 2019

#527 - Trup w sanatorium




Jak dobrze wiecie uwielbiam serię kryminałów Marty Matyszczak, z dzielnym Guciem, Szymonem i Różą. Rozwiązuję wraz z nimi zagadki kryminalne i podróżuję wraz z nimi w różne zakątki Polski, a raz nawet byłam w Irlandii. 

Tym razem nasze dzielne trio wyjechał ona urlop nad polskie morze, a konkretniej zawitało w Świnoujściu. Prawdę mówiąc, pojechali tam aby odpocząć. Ale przecież od dawna już wiadomo, że tam gdzie pojawiają się Gucio, Solański i Róża, to od razu znajduje się trup. A jeśli trup, to zagadka do rozwiązania. Oczywiście zawsze przez całą trójkę. Bo tak naprawdę to oni Nie mogą wypoczywać, bo jestem przekonana, że umarliby z nudów. 

Róża marzyła o wakacjach all inclusive gdzieś w ciepłych krajach, ale jak to mówią: darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby. No tak… A jak z Szymonem, to wiadomo, że ekskluzywnie nie będzie, ale przecież chodzi o to żeby byli razem, prawda?

I tak zamieszkują w sanatorium, które już dawno temu przestało cieszyć się świetnością. Dodatkowo zaraz po przybyciu okazuje się, że w jednym z basenów solankowych, zostaje znaleziona martwa kuracjuszka. I tak zamiast, słodkiego nic nierobienia i leżenia plackiem na plaży, nasi bohaterowie rozpoczynają śledztwo. Kto zabił kobietę? Czy uda im się rozwiązać zagadkę morderstwa?

Muszę przyznać, że dzięki książkom Marty Matyszczak mogę dotrzeć do miejsc, do których pewnie sama bym nie dotarła. Autorka bardzo dokładnie opisuje miejsca w których umieszcza akcję swoich kryminałów. Czytelnik ma wrażenie jakby towarzyszył bohaterom w eksploracji tych zakątków. 

W najnowszej książce mamy dwa wątki, które nadają bieg historii. Pierwszy jest współczesny, czyli nieboszczyk w solance i nasze trio starające się dowiedzieć kto zabił? Drugi to powrót w przeszłość ,do lat 70, kiedy cała Polska nuciła przeboje Maryli Rodowicz i bawiła się na festiwalu FAMA. I oba te wątki w pewnym momencie się zazębiają. Ale jak i dlaczego nie mogę Wam zdradzić. 

Jak dla mnie tym razem było za mało dowcipu. Za mało śmiałam się pod nosem. Brakowało mi takiego rechotu aż do bólu brzucha. Mimo, że tego mi brakowało, gorąco polecam i czekam na kolejny tom przygód Gucio & Company. 

niedziela, 21 lipca 2019

#522 - Światło o poranku



Droga Tachykardiio!

Chyba znowu wracam na właściwe tory czyli do pisania listów do Ciebie. I powiem ci, że mi tego bardzo brakowało. A tobie? Czy też Ci tego brakowało? Tych moich listów, takich rozmów przez Polskę? Bo przecież mieszkasz w centrum, a ja prawie na południu.

Postanowiłam zaklinać wiosnę. To znaczy zabrać się za książki pełne słońca i miłości. Bo przecież miłość, podobnie jak kwiaty, kwitnie właśnie wiosną. Dlatego postanowiłam wrzucić na czytnik książkę Krystyny Mirek „Światło o poranku”.

Święta odeszły w zapomnienie. Magda stara się pozbierać po rozstaniu z Konstantym, który zostawił ją dla swojej szefowej Luizy. Michał nie przyznaje się, przed światem do swoich uczuć, twierdząc, że jest ono zupełnie nieodwzajemnione. Bartek by nie sprawiać najstarszemu bratu zmartwień, stara się dobrze pracować. Natomiast Bianka wraca do Warszawy, do matki, myśląc, że uczucie do Michała jest nieodwzajemnione. Szara codzienność stolicy i prawda o przeszłości przytłacza ją tak bardzo, że ucieka. Jak potoczą się losy bohaterów? Na pewno zaskakująco. Ale ty wiesz, że o szczegółach musisz poczytać sama.

Powiem ci, że brakowało mi tej czwórki. Tęskniłam za Willą pod Kasztanem gdzie pachniało domowym ciastem a każdy gość był ciepło przyjmowany. Dom Babci Kaliny to taka przystań, w której każdy zbłąkany wędrowiec znajdzie swoje miejsce. I tak właśnie jest z Antkiem oraz Bianką. 

W tej części poznajemy matkę Bianki, oraz jej historię. Dowiemy się co działo się w młodości Patrycji i jak bardzo duży miała wpływ na jej późniejsze życie. Autorka oczywiście nie zapomniała o rodzicach Konstantego, którzy przeżywali kryzys małżeński. Wszystko jest idealnie wplecione w losy pozostałych bohaterów. 

Bardzo lubię książki Krystyny Mirek. To historie pełne rodzinnego ciepła, miłości, szczęścia i nadziei, że z każdego upadku podniesiemy się silniejszy. Polecam



Pozdrawiam serdecznie
Archer

niedziela, 7 lipca 2019

#519 - Trup na plaży i inne sekrety rodzinne




Powiem Wam, że kryminał na wesoło plasuje się u mnie dość wysoko. To znaczy, że jeśli miałabym wybrać kryminał gdzie krew kapie z każdej strony lub gdzie co stronę wybucham niekontrolowanym śmiechem, to wierzcie mi zdecydowanie wybieram to drugie. Tak, to tygryski, albo raczej Archer lubi najbardziej. Kiedy dowiedziałam się, że Aneta Jadowska (tak, dokładnie ta sama co pisała o Dorze Wilk) popełniła kryminał, złapałam się za głowę. Ale jak to? Tak to i to całkiem nieźle. Gdy tylko „Trup na plaży i inne sekrety rodzinne” pojawił się na Legimi, odpaliłam czytnik i wylądowałam w Ustce. 

Magda Garstka po zakończeniu studiów w Łodzi, powraca wraz z babcią do rodzinnej Ustki. Pewnego dnia będąc na porannym spacerze, odnajduje trupa. Nie byłaby sobą, gdyby nie przeprowadziła śledztwa na własna rękę. W końcu niedaleko pada jabłko od jabłoni, jej ojciec był policjantem. Dodatkowo odkrywa tajemnice babci i poznaje jej przeszłość. Dowie się także kim są dziewczyny pracujące w prowadzonym przez babcię pensjonacie. 

Jak na pierwsze spotkanie z twórczością Anety Jadowskiej to jestem zachwycona. Nie wiem czy z ciekawości sięgnę po jej cykle fantastyczne, ale po kolejną część przygód Magdy Garstki na pewno. 

Nie jest to taki bardzo kryminalny kryminał. Chodzi o to, że oprócz śledztwa i trupa, mamy wyśmienite tło społeczno-rodzinne. Bo to dzięki swojemu śledztwu Magda odkrywa tajemnice babki. Autorce udało się przemycić do swojej powieści, i to całkiem zgrabnie wątek przemocy domowej. 

Jeśli poszukujecie lekkiego kryminału to „Trup…” nadaje się do tego idealnie. Zastanawia mnie jedna sprawa: jak fani Jadowskiej – tej od Dory Wilk, odbiorą Jadowską od Garstki? Czy się zawiedli? Chyba podrzucę „Trupa…” mojemu Mężowi, bo on czytał pozostałe książki Autorki i będzie miał porównanie. 

A ja, jak zwykle polecam. 




piątek, 10 maja 2019

#517 - Współlokatorzy - przedpremierowo



Raz na jakiś czas czytam książki, po które normalnie bym nie sięgnęła. To znaczy, sięgnęłabym, ale dopiero za jakiś czas, bo nie są to książki, które znajdują na mojej liście „Must have, must read”. Owszem, po wielu przeczytanych i zasłyszanych opiniach na ich temat, zapewne bym je przeczytała, ale nigdy nie byłyby moim priorytetem.
Po książkę „Współlokatorzy” Beth O’Leary sięgnęłam z czystej ciekawości, nie wiedząc nawet o czym jest. Obiło mi się tylko gdzieś o uszy, że jest świetna. Powiem tak,… zostałam wciągnięta w świat głównych bohaterów tak szybko, że nawet nie spostrzegłam się kiedy to się stało.

Tiffy rozstaje się ze swoim facetem. Niestety nie może pomieszkiwać dłużej u niego i musi pilnie znaleźć nowe lokum. Jednak nie ma zbyt wielu pieniędzy, bo jako redaktorka w wydawnictwie nie zarabia kokosów. Odpowiada więc na ogłoszenie, które znalazła w sieci. Leon, pielęgniarz z oddziału paliatywnego, pilnie potrzebuje pieniędzy i postanawia wynająć swoje… łóżko. No i oczywiście kawałek mieszkania także. Układ jest prosty: Tiffy pracuje w ciągu dnia kiedy Leon odsypia nocki po pracy, więc obydwoje będą korzystać z mieszkania o różnych porach. Nie spotkają się, a jedyną komunikacją pomiędzy nimi będą liściki zostawiane w różnych miejscach. Oczywiście, wszystko do czasu aż… 

Koniec, więcej pary z gęby nie puszczę, bo nie będziecie chcieli przeczytać tej książki. A powiem Wam, że bardzo dawno, żadna książka nie pochłonęła mnie do tego stopnia, że nie mogłam się od niej oderwać. Świat wokół zupełnie nie był ważny. Najważniejsi byli Tiffy i Leon oraz ich perypetie. 

Muszę przyznać, że Autorka miała bardzo fajny pomysł na historię dwojga ludzi, którzy się mijają w mieszkaniu i śpią w tym samym łóżku. Poznawali się przez pozostawianie karteczek w różnych miejscach. Ale oprócz nowatorskiego pomysłu, wplotła kilka trudnych tematów toksyczny związek a co za tym idzie prześladowanie drugiej osoby, trudne rozstanie i problem z zapomnieniem. 

Całą historię poznajemy z punktu widzenia głównych bohaterów. Opowieść Tiffy i Leona przeplatają się wzajemnie. Dzięki temu lepiej ich poznajemy. Przyznaję, że od razu polubiłam zwariowaną Tiffy, natomiast co do Leona… hm… nie zapałałam od razu do niego sympatią. Był bardzo cichy, zamknięty w sobie. Dopiero po jakimś czasie, gdy go lepiej poznałam, polubiłam bardziej. Nie możemy jeszcze zapomnieć o przyjaciołach Tiffy, którzy bardzo pomagali jej w trudnych momentach.

„Współlokatorzy” to niebanalna historia o miłości. Która pochłonie czytelników od pierwszej strony. Zapewni wybuchy śmiechu, trochę nostalgii i sprawi, że parę razy zakręci się w oku łza. Gratuluję Autorce świetnego debiutu i czekam na kolejne książki.

poniedziałek, 3 grudnia 2018

#497




Od razu zacznę od tego, że post nie jest sponsorowany. Po prostu miałam ochotę podzielić się z Wami wrażeniami z użytkowania Legimi. Poza tym kilka osób pytało mnie już o moje zdanie na temat abonamentu. 

Czytnik mam dopiero od kilku lat, a może powinnam napisać „już od kilku lat”.Wcześniej ebooki czytałam na iPadzie. Jednak złe samopoczucie „zmusiło mnie” do zakupu czytnika PocketBook, którego nie zamieniłabym na nic innego za żadne skarby świata. 


Zwykle ebooki kupowałam w różnych księgarniach internetowych. Zawsze szukałam tych najtańszych. Jednak po jakimś czasie, czytnik wylądował w szufladzie i czytałam na nim zdecydowanie sporadycznie. Wszystko zmieniło się pod koniec zeszłego roku. U jednego z blogerów pojawił się link do darmowego miesiąca na Legimi. Postanowiłam skorzystać. Zainstalowałam na czytniku aplikację, potem przy pomocy konsultantów udało mi się wszystko sprawnie uruchomić. I tak rozpoczęła się moja przygoda, która trwa do dnia dzisiejszego i nie zakończy się tak szybko.


Dlaczego? Co miesiąc płacę za abonament 39,99 zł (można mniej, ale nie szukałam) „ebooki bez limitu” i czytam tyle ile potrzebuję. A muszę przyznać, że dzięki Legimi czytam znacznie więcej książek elektronicznych. A był taki moment, że mój mąż także sięgnął po czytnik. Nowości pojawiają się w miarę szybko i w ramach abonamentu mogę je sobie wrzucić na półkę by w dogodnej chwili je przeczytać. Niektóre tytuły są płatne, ale z tego co się orientuję, to dzięki punktom zbieranym podczas użytkowania, można je kupić nawet 50% taniej. 


Wiem, że niektórzy operatorzy sieci komórkowych mają w swojej ofercie promocje na abonament. Korzystajcie, bo warto. W każdej chwili można zrezygnować ze subskrypcji. 

Jeśli lubicie audiobooki, to jest także oferta łączona na ebooki i audiobooki. 


I powiem Wam, że obliczałam ostatnio ile zapłaciłabym za książkę i wyszło mi, że ok 12 złotych. A jak dobrze wiecie, w takiej cenie nowości nie zakupicie. 

Polecam



środa, 5 września 2018

#491



Za każdym razem kiedy sięgam po kolejną część serii „Kryminał pod psem”, wiem, że zabawa będzie przednia. To znaczy, że będzie zagadka do rozwikłania, no i wyśmienity humor - obowiązkowy. 
I wiecie co? Znów się nie zawiodłam. Moje napady śmiechu było słychać na pół Zakopanego, bo tak się złożyło, że najnowszy kryminał Marty Matyszczak „Zło czai się na szczycie” czytałam u podnóża samiusieńkich Tater. 

Szymon Solański wraz ze swoim wiernym kompanem Guciem wyjeżdżają na wesele pani prokurator do Zdrojowic. Tam oczywiście spotykają Różę z nowym absztyfikantem i żeby nie było za spokojnie, podczas wesela Szymon odnajduje całkiem „świeże” zwłoki. Od tej pory spokój w miasteczku zostaje zakłócony. A nasi dzielni bohaterowie zabiorą się za rozwiązywanie zagadki morderstwa. Pobyt w Zdrojowicach jest dla Szymona powrotem do przeszłości. To właśnie tam wiele lat temu, w pożarze zginęła jego żona. 

Ale się działo!!! Od pierwszych stron nie mogłam się oderwać. Ale to przy książkach Matyszczak zupełnie zrozumiałe. Przy czwartej książce Autorka nie zatraciła umiejętności połączenia misternie utkanej intrygi kryminalnej i dobrej komedii. Wybuchy śmiechu są na porządku dziennym. Wpadki bohaterów sprawiają, że czytelnik śmieje się do rozpuku, chociaż nie zawsze sytuacje, w których się znajdują, są na pierwszy rzut oka zabawne. Gucio – towarzysz Szymona, nadal ma cięty język i cyniczno – sarkastyczne spojrzenie na zachowanie swojego właściciela i Róży. Muszę jeszcze dodać, że pomiędzy Różą i Szymonem nadal iskrzy. Tak bardzo, że jak tak dalej pójdzie, to pożar może strawić miejsce, w których się znajdą. A zakończenie książki jest tak wielkim uderzeniem obuchem w łeb czytelnika, że po zamknięciu ma się ochotę chwycić za telefon, zadzwonić do Autorki i zażądać natychmiastowego dostarczenia dalszych losów ukochanych bohaterów. 

Tak jak przy wcześniejszych częściach powtórzę: czytajcie Matyszczak. To wyśmienite kryminały nie tylko dla miłośników tego gatunku. Nie zawiedziecie się!!!

piątek, 31 sierpnia 2018

#490




Chyba cieszę się, że w ostateczności nie skusiłam się i nie kupiłam tej książki w papierowej wersji. Bo zapewne klnęłabym, że wydałam kasę na coś co mnie nie porwało i nie zachwyciło. Na szczęście z pomocą przyszło mi moje ukochane Legimi i bez problemu mogłam zabrać się za „Singielka w Londynie” Marty Matulewicz. 

Ewa na zaproszenie swojej przyjaciółki Zosi wyjeżdża do Londynu. Ucieka po rozstaniu z partnerem. Na początku swojego pobytu objawia swój „talent” do wpadania w tarapaty, który nie opuszcza jej aż do samego końca. Ewa dość szybko znajduje pracę oraz miłość. Czy nadal będzie roztrzepana? Czy może w końcu dojrzeje?

Zdecydowanie nie tego oczekiwałam. Miało być lekko i było. Ale też strasznie infantylnie i irytująco. Główna bohaterka doprowadzała mnie do szewskiej pasji. Jej zachowanie sugerowało nastolatkę, a nie dojrzałą panią filolog. Ewa co chwila wpadała w tarapaty, kłopoty ją zdecydowanie kochały. Nie zapominajmy, że robiła przy tym z siebie idiotkę, zapominała języka w gębie, a rozmowy czasem prowadziła na poziomie liceum. Jej przyjaciółka Zosia była trochę lepsza pod względem wpadania w kłopoty, ale zirytowałam się w jednym momencie i miałam ochotę zapytać co zrobiła z rozumem, bo chyba go zgubiła. 

Patrząc na zachwyty na portach literackich zastanawiam się na pewno czytałam tę samą książkę co inni czytelnicy? I dochodzę do wniosku, że chyba nie. 

Owszem książkę czyta się szybko, z nadzieją, że może będzie lepiej. Nie było. Jedynym plusem jaki dostrzegłam podczas czytania, to wspaniały Londyn opisany w ciekawy sposób. Ponoć ma być kontynuacja. Ale nie wiem czy przeczytam. No może, by przekonać się czy Ewa dorosła czy też nadal jest tak samo infantylna i irytująca. Raczej nie polecam. 

P.S.
I tak - jestem gotowa na falę hejtu. Tylko, że o gustach i guścikach się nie dyskutuje. To co podoba się jednemu wcale nie musi oznaczać, że to samo będzie się podobało komuś innemu. 

piątek, 9 marca 2018

#471



Po książki erotyczne lub jak to teraz mówią „w stylu Greya” sięgam bardzo sporadycznie. Pewnie dlatego, że za nimi nie przepadam. Jednak raz na jakiś czas zdarza mi się po taką sięgnąć. Tym razem nie padło na kolejną powieść Mia Sheridan, tylko na coś zupełnie innego. Za mną „Turbulencja” Whitney G. A przeczytałam ją… bo spodoba mi się okładka. Ale o moich okładkowych wyborach już słyszeliście. 

Gilian wyprowadza się do Nowego Jorku - chce uciec od rodziny. Pragnie zostać pisarką. Niestety nic nie sprzyja jej marzeniom. By utrzymać się w wielkim mieście pracuje na dwóch etatach: jako sprzątaczka apartamentowca oraz jako stewardesa w jednej z największych linii lotniczych. Na jednym z przyjęć na które wyciągnęła ją współlokatorka poznaje Jake’a. Jake jest dobiegającym czterdziestki kapitanem. Lata jako pilot od wielu lat. Rozwiedziony, w każdym zakątku świata ma inną dziewczynę. Jak gorąco będzie gdy tych dwoje połączy niezobowiązujący seks?

Cieszę się ogromnie, że w tej książce oprócz erotyki wylewającej się z każdej strony jest całkiem niezłe tło obyczajowe. Dzięki temu poznajemy lepiej bohaterów i motywy ich działania. Dowiadujemy się dlaczego Jack jest tak bardzo arogancki, dlaczego żyje samotnie i tak przedmiotowo traktuje kobiety. Dodatkiem jest jeszcze tajemnica którą ukrywa każdy z bohaterów. 

Dla miłośników erotyków z wątkiem obyczajowym „Turbulencja” jest idealna. Dla pozostałych też, bo przecież „te sceny” można ominąć. Tylko po co? One właśnie nadają książce ostry smaczek.