Archer
Powiem Ci w sekrecie, że kiedy jestem w pracy i przychodzą klienci zainteresowani dobrym kryminałem to polecam im „Statek śmierci” bez mrugnięcia okiem.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Muza


Drogi Piotrusiu Panie!
Wiesz, spodobało mi się pisanie do Ciebie listów. W szczególności, że podczas naszej dzisiejszej rozmowy wspominałeś, że kiedyś dużo czytałeś. Jednak ostatnio na czytanie masz zbyt mało czasu. Pomyślałam, że nadal będę Ci polecać książki a ty będziesz miał rozeznanie co warto przeczytać a co nie. Czy to pasuje? Ech… wiem, że tak. To co, zabieramy się za kolejną książkę? W takim razie uważaj: kolejny kryminał, tym razem szwedzki „Europa Blues” Arne Dahl.
Nie wiem dlaczego niektórym mężczyznom się wydaje, że kobiety nie czytają sensacji i kryminałów. Są przekonani, że to nie jest typ literatury dla kobiet. Wspominałam już kiedyś o tym, przy okazji recenzji innego kryminału. Otóż, kobiety uwielbiają „męską” literaturę, jeśli w ogóle o takiej możemy mówić. A jak to stwierdziła jedna z moich klientek z księgarni: kryminały najlepiej czyta się zimą. I wiesz co? Serio coś w tym jest. No dobrze już dobrze, nie przeciągam i zaczynam opowieść.
Arne Dahl, to pseudonim artystyczny Jana Arnalda, szwedzkiego pisarza, krytyka teatralnego i literaturoznawcy. Dahl napisał jedenaście książek – jest to cykl powieści kryminalnych o specjalnej jednostce szwedzkiej policji do walki z przestępstwami o zasięgu międzynarodowym, tzw. Drużynie A. i cztery powieści dla dzieci i młodzieży. – informacja Wydawnictwa z okładki książki.
Pewnego dnia, odurzony narkotykami grecki alfons ginie na terenie sztokholmskiego Skansenu. Zostaje brutalnie zeżarty przez rosomaki. Na początku wydawało się, że to zwykły przypadek, jednak podczas śledztwa, które prowadzi Drużyna A (nie myl ich proszę z tą drużyną z serialu amerykańskiego) wychodzi na jaw kilka istotnych szczegółów. Dwóch młodych chłopaków chce ukraść telefon pewnej kobiecie. Nie wiedzą (bo niby skąd) że dziewczyna potrafi się bronić. Jeden z nich ginie pod kołami rozpędzonego metra i pozostaje po nim niewiele. Ręka z trzymającym i dzwoniącym telefonem komórkowym… dziewczyny. Jest to istotny ślad w śledztwie. Okazuje się bowiem, że w tym samym czasie, kiedy rosomaki konsumowały greckiego alfonsa z ośrodka dla uchodźców znika osiem kobiet z Europy Wschodniej. To jednak nie koniec zagadek które muszą rozwiązać członkowie Drużyny A. Kolejnego wieczoru na żydowskim cmentarzu dochodzi do morderstwa. Ofiarą jest szanowany profesor. Kto chciał zabić niewinnego staruszka? Czy te wszystkie sprawy łączą się ze sobą w jakiś sposób? Czy zaginięcie prostytutek z Ukrainy ma coś wspólnego ze śmiercią emerytowanego profesora? Czy przeszłość może mieć wiele z tym wspólnego?
Kiedy zabierałam się za powieść nie miałam bladego pojęcia czego mogę się spodziewać. Kiedy przeczytałam pierwszą historię śmierci greckiego alfonsa, obawiałam się, że będzie to krwawy kryminał. I to taki w którym krew będzie lała się strumieniami. Hm… trup ściele się gęsto ale nie aż tak bardzo krwiście. Dahl ma niesamowity dar mieszania. No tak, bo inaczej nie można tego nazwać. Czemu? Otóż „zorganizował” kilka spraw. Mamy: greckiego alfonsa, prostytutki z Ukrainy, „przypadkowe” morderstwo w metrze, śmierć profesora na żydowskim cmentarzu. Na pierwszy rzut oka, sprawy które w żaden sposób nie mają ze sobą nic wspólnego. Bo co może łączyć zaginięcie prostytutek i śmierć szanowanego profesora, kandydata do Nagrody Nobla? A widzisz, tak się składa, że przeszłość łączy wszystkie te sprawy. I to nie taka bliska wiesz sprzed dekady, tylko ta sięgająca… II wojny światowej. Wszystkie zagadki są niestety trudne do rozwiązania. To znaczy dla nas, czytelników. Jednak nie dla Drużyny A. Przyznaję, że w Drużynie pracują naprawdę inteligentni policjanci, którzy nie zrażają się niepowodzeniami i drążą temat dopóki nie znajdą odpowiedzi na swoje pytania. Nawet gdyby mieli podróżować między Mediolanem, Odessą a Weimarem.
Nie będę bardziej Cię dręczyć, bo widzę jak przebierasz nogami z ciekawości. Książka wciąga od samego początku. Przemieli Cię, pomiesza zmysły i wyczerpie od natłoku informacji – mimo wszystko ściśle ze sobą powiązanych. Ale nie mam wcale na myśli tego, że czas spędzony z książką jest trudny, ciężki itd. Wręcz przeciwnie, myślę, że te wszystkie informacje, które na początku mogą się wydawać całkowicie zbędne, po czasie okażą się istotne. Kiedy czytałam tę książkę miałam wrażenie, że jestem na nią za głupia. Czemu? Myślę, że właśnie ten natłok przeszłości mnie przeraził i… oszalałam. Ale myślę, że tak właśnie miało być. Zakończenie Cię zaskoczy. I to tak bardzo, że nawet po zamknięciu książki nie będziesz mógł uwierzyć w to wszystko. Dahl to faktycznie mistrz kryminału.
I co zachęcony? Mam nadzieję że tak. Wiem jedno, po takiej dawce sensacji w wykonaniu tego szwedzkiego Autora czuję niedosyt. I chcę więcej i więcej. Na szczęście są jeszcze trzy inne pozycje Autora dostępne w księgarniach. Koniecznie muszę je przeczytać. Tylko, Piotrusiu czy mógłbyś wydłużyć dobę?
Pozdrawiam serdecznie
Archer
P.S.
Książkę miałam możliwość przeczytania dzięki Wydawnictwu MUZA
21 marca do księgarń trafi książka Francisa Spufforda




Kiedy przechadzam się pomiędzy półkami w pracy, dość często zdarza mi się sięgać po książki żeby przeczytać opisy na okładkach. Niektóre odkładam natychmiast gdyż nie przemawiają do mnie, natomiast zdarza mi się na dłużej zagłębić w opisie książki. Wiem, że nie powinno się oceniać ani tym bardziej wybierać pozycji po okładce. Czasem zdarza się, że Wydawca chcąc dobrze, niestety zdradza dość sporą część tego co znajdziemy w książce. Na szczęście bywają tacy, którzy krótkim opisem sprawiają, że ma się ochotę zagłębić w fotelu i przeczytać książkę od pierwszej litery do ostatniej kropki. I tak właśnie było w przypadku „Przynęty” Jose Carlos’a Somozy. Kiedy książka znalazła się na stole nowości urzekła mnie swoją okładką (jakiś czas później moja koleżanka stwierdziła, że jest mroczna). Wzięłam ją do ręki, przeczytałam opis na okładce (oczywiście, bez skrępowania) i… wiedziałam, że pewnego dnia ją przeczytam. Kiedy otrzymałam listę pozycji do wybrania i Ona się tam znalazła decyzja została od razu podjęta: wybieram właśnie „Przynętę”.
Jak napisano na stronie pewnej encyklopedii, Jose Carlos Somoza urodził się w Hawanie, na Kubie, jednak całe swoje życie spędził w Hiszpanii. Zadebiutował w 1994 roku powieścią „Planos”. Z zawodu jest psychiatrą, literatem z powołania. Został wyróżniony wieloma prestiżowymi nagrodami m.in. nagrodą Fernando Lary. Powieść „Przynęta” została wydana nakładem Wydawnictwa MUZA w październiku 2011 roku.
W Madrycie grasuje psychopata. Jest całkowicie nieuchwytny. Policja i władze postanawiają znaleźć grupę kobiet, które odpowiednio szkolone mają za zadanie „usidlić” swoją „ofiarę” poprzez manipulację. Kobiety są nazywane Przynętami. I w ten sposób poznajemy jedną z przynęt Dianę Blanco. Diana jest jedną z najlepszych. Jednak pewnego dnia postanawia porzucić swoją pracę na rzecz normalnego życia. Zanim całkowicie „przejdzie na emeryturę” decyduje się znaleźć i dopaść grasującego psychopatę potocznie zwanego Widzem. Czy to się jej uda? Czy nagonka na Widza i pewna komplikacja są w stanie ją powstrzymać przed tym co postanowiła? Czy kobieta którą traktowała jako kogoś bliskiego może okazać się potworem? Czy to co wydarzyło się w dzieciństwie będzie miało swoje skutki w przyszłości?
Kiedy zaczynałam zagłębiać się w treść „Przynęty”, przyznaję, że miałam problemy. Nie potrafiłam zrozumieć pojęć które używał Somoza: holokaustofilia, psynom, Pracofilia itp. Itd. Dopiero z czasem wszystko zostawało wyjaśniane. Każde pojęcie znalazło swoje wytłumaczenie w powieści. Nie jest to typowy thriller, nie jest to też typowa sensacja. Mamy do rozwiązania zagadkę. Im bliżej rozwiązania to trop zaciera się i nadal nie wiemy co dalej. W powieści znajdziemy także szczegółowość, którą da się odczuć w opisach działania psynomu, manipulacji – a z tego co teraz do mnie dotarło, po przeczytaniu powieści (no cóż lepiej późno niż wcale) – a konkretniej NLP czyli neurolingwistycznego programowania. Według Somozy, świat to teatr, ludzie to aktorzy którzy odgrywają swoje role. Sam nie dokonał odkrycia gdyż tę teorię wyznawał Szekspir: „Świat jest teatrem, aktorami ludzi, którzy kolejno wchodzą i znikają.” W „Przynęcie” jest wiele nawiązań do dzieł Szekspira. Do ukrytego w nich drugiego dna. Według Somozy każde dzieło wielkiego dramaturga opisuje poszczególne filie.
Mogę śmiało stwierdzić, że przy „Przynęcie” nie można się nudzić. Nie można się także od niej oderwać. Bo w momencie kiedy rozkręca się akcja, chcemy więcej i więcej. Chcemy jak najszybciej rozwiązać zagadkę tajemniczości. Chcemy być przekonani i pewni, że to co podpowiada nam podświadomość to prawda czy fikcja. Czy ten którego uważamy za dobrego jest nim naprawdę. Wiem jedno, nie zakończę swojej przygody z twórczością Somozy na „Przynęcie”, z miłą chęcią zapoznam się z innymi jego dziełami.

