środa, 14 lipca 2021

#584 - Droga Pani Bird




Przyznam się od razu na wstępie, że gdybym wiedziała od początku, że tłem tej książki jest II Wojna Światowa, to bym po nią nie sięgnęła. Dla jasności: nie czytałam opisu tej książki, bo może ponieść się głos, że gdybym przeczytała to bym wiedziała. Ale nie. Po raz pierwszy o książce usłyszałam od dobrej koleżanki jakoś przed świętami. Potem ktoś na bookstagramie był nią zachwycony. Więc kiedy pojawił się e-book w promocji to kupiłam. I tak na moim czytniku pojawiła się książka „Droga Pani Bird” A.J. Pearce. 

Londyn 1940, trwa II Wojna Swiatowa. Emmeline Lake jest ochroniarką służby pożarniczej. Jej marzeniem jest zostać korespondentką wojenną. Przez małe niedopatrzenie z jej strony, zostaje zatrudniona w redakcji „Przyjaciółki kobiety” w dziale porad, jako maszynistka. Redaktorka Henrietta Bird nie chce czytać ani tym bardziej odpowiadać na „nieprzyjemne” listy w szczególności te o miłości. Emmy nie zgadza się z teoriami Pani Bird i bardzo chce pomóc kobietom, które mają miłosne problemy i dać im wsparcie. Dobrze wie, że wojna wywróciła wszystkim życie do góry nogami. Potajemnie odpisuje na kilka listów, które bez wiedzy Pani Bird pojawiają się na łamach gazety. Czy uda się jej to ukryć? Czy pomoże przyjaciółce po stracie narzeczonego?

Myślę, że zmyliła mnie okładka. Byłam nastawiona na cudną, sielską, świąteczną opowieść. Nic bardziej mylnego. Jest to świetna historia o sile przyjaźni, która podczas wojny zostaje wystawiona na próbę. To także opowieść o empatii i chęci niesienia pomocy innym. Dzielenia się dobrem i wspierania innych. 

Na tle rozgrywającej się wojny obserwujemy bohaterów, którzy mimo przeciwności losu, walczą o miłość i przyjaźń. Starają się w tym trudnym czasie, żyć normalnie, spędzać czas w kinie czy na tańcach. Ale czy to się udaje, kiedy na zewnątrz trwa bombardowanie? Wszystko obserwujemy z punktu widzenia młodych kobiet, które muszą zmierzyć się z trudną codziennością. 

„Droga Pani Bird” to ciepła powieść – pomimo szalejącej na każdej stronie II Wojny Światowej – dająca nadzieję. Pokazująca, że przyjaźń w naszym życiu jest bardzo ważna, i że bez prawdziwych przyjaciół jesteśmy bardzo samotni. To właśnie najbliżsi i ich wsparcie sprawia, że jesteśmy w stanie walczyć z przeciwnościami losu. 
Polecam

#583 - spotkanie autorskie

Dla tych, którzy nie mają polubionego mojego profilu na FB "Z Martą o książkach" ani nie obserwują mnie na instagramie spieszę donieść, że już 21.07.2021 o godzinie 18:00 w Księgarni Celownik w Gliwicach poprowadzę spotkanie z Martą Matyszczak. Zapraszam bardzo serdecznie 




czwartek, 1 lipca 2021

#582 - W jak morderstwo




Właśnie złapałam się na tym, że ostatnio królują u mnie tylko ebooki. Nic na to nie poradzę, że czytnik jest wygodniejszy niż książka, jeśli czyta się nocą w łóżku. Niestety czytanie komedii kryminalnych ma jedną wadę i zdecydowanie nie powinnam ich czytać przy śpiącym obok mężu. Dlaczego? Bo muszę wtedy tłumić chichot, który mnie wręcz od środka rozsadza. Głośny śmiech w tym wypadku nie jest wskazany. Jesteście pewnie ciekawi, jaka książka wprawiła mnie w tak świetny nastrój? 

Już spieszę z odpowiedzią: „W jak morderstwo” Katarzyny Gacek. Przeczytałam tę książkę, nie dlatego, że niebawem jest premiera filmu na podstawie tej historii, ale dlatego, że prawie dziesięć lat temu czytałam inne książki Autorki i pamiętam, że były świetne. Pisała je wtedy w duecie z Agnieszką Szczepańską. Z ogromną ciekawością chciałam dowiedzieć się jak Katarzyna Gacek radzi sobie solo. I powiem Wam, że ubawiłam się setnie. 

Magda, kiedy na świecie pojawiły się dzieci zrezygnowała z pracy. Według niektórych można byłoby ją nazwać kurą domową. Pewnego wieczoru podczas spaceru z psem znajduje w parku zwłoki młodej kobiety. Okazuje się, że denatka, ma dokładnie identyczny wisiorek, jak zaginiona przed laty przyjaciółka Magdy, Weronika. Kobieta zaczyna się zastanawiać, czy te dwa wydarzenia nie są ze sobą połączone? Wraz z komisarzem Sikorą próbuje dowiedzieć się co się wydarzyło siedemnaście lat temu oraz dowiedzieć się, dlaczego ktoś zabił młodą kobietę. Czy się tego dowie? Tego nie zdradzę. 

Muszę wam powiedzieć, że Magdę polubiłam od samego początku. Przede wszystkim za to, że była sobą, niczego nie udawała, trochę naciągała prawdę i wkurzała się na męża gdy podejrzewała go o zdradę. Wpadała też w tarapaty i przeszkadzała w śledztwie. Umiejętnie kopała w przeszłości by dowiedzieć się dlaczego jej przyjaciółka zaginęła. Wkurzało mnie tylko w niej to, że nie potrafiła postawić się mężowi, że dawała się tak źle traktować i nie skłamię mówiąc, że ją poniżał. Według Tomasza, jej męża, Magda miała siedzieć w domu, bo przecież dzieci są malutkie i potrzebują mamy. Faktem było to, że Kaja miała lat dziewięć a Kuba dwanaście lat, i tak naprawdę były samodzielne. Poza tym mąż Magdy twierdził, że nie powinna pracować w zawodzie (Magda była weterynarzem) tylko zajmować się domem, siedzieć na czterech literach i podawać mu obiadki pod nos. Poza tym Tomasz nie przepadał ani za rodzicami Magdy (a trzeba przyznać, że to bardzo barwny duet) ani za jej przyjaciółmi, którzy próbowali uwolnić ją z tego toksycznego małżeństwa. Bardzo podobało mi się to, że kobieta w końcu przeciwstawiła się mężowi i zaczęła pracować w pobliskiej klinice. Wydaje mi się, że przez to śledztwo, stała się bardziej odważna i pewna siebie. A może taka zawsze była, tylko mąż ją tłamsił. 

Jeśli poszukujecie komedii kryminalnej z intrygującą zagadką kryminalną do rozwiązania, z genialnym poczuciem humoru, który wylewa się prawie z każdej strony, to „W jak morderstwo” się wam spodoba. Polecam i zabieram się za drugą część, gdyż jestem ciekawa na jakie zwłoki natrafi tym razem nasza bohaterka.

 

wtorek, 22 czerwca 2021

#581 - Zanim wyznasz mi miłość - opinia przedpremierowa

 




Chyba każdy z nas ma takiego ulubionego autora, którego książki go dogłębnie wzruszają. Tak naprawdę to mam kilka takich autorek. Jednak dzisiaj opowiem Wam o książce, która dopiero będzie miała premierę. I od razu Was uprzedzę, że tej opowieści nie da się czytać bez opakowania chusteczek. Co rusz będzie wzrusz (tak, ten kiepski rym jest jak najbardziej zaplanowany). Mam na myśli najnowszą powieść Magdaleny Kordel „Zanim wyznasz mi miłość”. Po książki Magdaleny zawsze sięgam z ogromną przyjemnością, bo wiem, że to będzie uczta literacka. Uczta, która gdy się skończy sprawi, że zrobi się pusto i smutno, że to koniec. Na szczęście, i to ogromniaste, okazuje się, że ta uczta jeszcze nie jest zakończona. Gdyż „Zanim wyznasz mi miłość” to pierwszy tom, a drugi pojawi się niebawem. I wiecie co? To jest najwspanialsza wiadomość. Za każdym razem zżywam się z bohaterami powieści Magdy, kibicuję im i trzymam kciuki za sukcesy, martwię gdy przeżywają kryzysy czy też gorsze momenty. Tak było i tym razem. 

Wszystko rozpoczęło się od spaceru nad jezioro, zakończonego spotkaniem z dziewczynką oraz ocaleniem szczeniąt. Spotkaniem z Jaśkiem, który pomógł Ewelinie zawieść szczenięta do lecznicy. Tak, to jest piękny początek historii. Ewelina wychowywała się bez rodziców, jednak w domu pełnym miłości. Miłości, którą otrzymała od swojej ukochanej babci Adeli oraz jej towarzyszki Muszki. A powiem Wam, że obie starsze panie to takie gagatki, że pokochacie je od razu. Ja pokochałam miłością ogromną. Oczywiście spotkanie z Jaśkiem nie było przypadkowe. Rozpoczęło natomiast ciąg wydarzeń, które jak to w powieściach Magdy zawierają tajemnice, a sekrety ujawniane są stopniowo. I to właśnie te tajemnice sprawiły, że z ogromną ciekawością i niecierpliwością oczekuję kolejnej części. Bo zakończenie tak bardzo zaostrzyło apetyt, że ja chcę kontynuację już teraz, natychmiast. 

To kolejna powieść Magdy, której akcja dzieje się w małym miasteczku. W miasteczku w którym wszyscy się znają, a życie płynie powolnym rytmem. Ale to, że wszyscy się znają, ma jeden minus: nic się w takim miejscu nie ukryje. A nawet zostanie nadinterpretowane. 

Ewelina ukrywa przed swoją rodziną oraz przyjaciółkami pewien sekret. Jednak nic o nim nie wiemy, nie mamy nawet żadnego naprowadzenia co to może być. Owszem możemy się domyślać, ale znając Magdę to wyjaśnienie i tak będzie inne niż sami obstawialiśmy. Tajemniczy jest także Jasiek, bo od początku wiemy, że nad tym jeziorem nie pojawił się przypadkiem. Zgadujemy to od razu, zanim wszystko zostanie wyjaśnione. Ale i tak mam wrażenie, że Jasiek jeszcze ukrywa jakiś sekret. No i sama babcia Adela też coś ukrywa w zanadrzu.

Uwielbiam styl pisarski Magdaleny Kordel. Jest taki ciepły, otulający dobrem, przytulający i jak to mówi Janina Bąk „pluszowy”. Takie właśnie są powieści Magdy. One dają nadzieję, są pełne miłości. Bohaterowie są tacy, że chce się z nimi wyskoczyć na piwo albo na kawę. A miejsca w których umieszcza akcję, zaliczają się do tych, które chce się odwiedzić. Nie inaczej jest tutaj. Każdy chciałby by ich zwierzakiem zaopiekowała się weterynarz Masza, żeby Muszka upiekła najlepsze ciasto drożdżowe a babcia Adela wsparła dobrym słowem. 

Magdo, Twoje książki niosą dobro, miłość, szczęście, nadzieję, ciepło, wsparcie dla słabszych. Myślę, że w tych bohaterach odzwierciedlasz siebie. 

A Wam Kochani czytelnicy, polecam tę książkę podobnie jak wszystkie inne, które już są wydane i te które dopiero się pojawią. 


Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu ZNAK

wtorek, 8 czerwca 2021

#580 - Tango

 


Po książki Ewy Cielesz sięgam z ogromną przyjemnością. Wiem, że historia którą poznam będzie dopracowana w najdrobniejszych szczegółach. Bo każda książka, która wyjdzie spod pióra Pani Ewy to czysta uczta literacka. Język jest plastyczny i niesamowicie obrazowy. Czytelnik zanurza się w świecie bohaterów, płynie z prądem spokojnej lub bardziej rwącej rzeki opowieści. Kiedy w moje ręce wpadła książka „Tango” i na jej okładce przeczytałam zdanie: „Tango to pierwsza tak osobista książka Ewy Cielesz. Oparta została na doświadczeniach jej córki, której udało się wyzwolić z toksycznego związku.” Wiedziałam, bardzo dobrze wiedziałam, że ta opowieść przeczołga mnie emocjonalnie i nie myliłam się. 

Powiem Wam, że nie wiem jak mam ubrać w słowa to co dzieje się w moim wnętrzu. Po przeczytaniu tej historii, będziecie mieli kaca czytelniczego. Każda kolejna książka nie będzie tak dobra, nie porwie was od pierwszej strony. 

Podczas czytania miałam wiele razy ochotę wyrzucić książkę przez okno. Nie dlatego, że autorka tak brutalnie potraktowała główną bohaterkę. Ale dlatego, że ta historia bazowała na życiu córki Pani Ewy. Że osią całej powieści była historia kobiety, która uwolniła się z toksycznego związku. 

Przemoc psychiczna, moim zdaniem jest gorsza od tej fizycznej. Oprawca zasiewa w ofierze strach, że jest ona niewystarczająco dobra, że nie robi to tak jak robić powinna, manipuluje nią. W tej historii tak naprawdę to oprawców było dwóch. Pierwszym z nich była matka głównej bohaterki. Ktoś może powiedzieć ale jak to? Przecież każda matka swoje dziecko kocha nad życie i nie da go skrzywdzić. Ale co jeśli to matka krzywdzi dziecko? Alicja, przez większą część swojego życia była krytykowana przez matkę. Nigdy nie usłyszała od niej dobrego słowa. Dało się odczuć, że córka musi zrobić wszystko by zasłużyć na jej miłość. A przecież tak być nie powinno. Bo przecież miłość matki do dziecka jest bezwarunkowa. Ale czy na pewno? Kiedy pojawił się w życiu Alicji Feliks, dziewczyna poczuła się… wyjątkowa. Oto bowiem pojawił się przysłowiowy „książę na białym koniu”, który był kochający, zaradny, męski i stanowczy. Jednak swoim zachowaniem, swoją zaborczością, którą Alicja brała za opiekuńczość i troskę, sączył jad, który zatruwał dogłębnie dziewczynę. W jej krwi płynęła trucizna, która każdego dnia wykańczała dziewczynę psychicznie. Kochający mężczyzna z dnia na dzień stawał się niszczycielem. Zmienił się w tego okrutnego, zabierającego jej wszystko to co miała najlepsze: matkę (przecież dzisiaj masz spędzić dzień ze mną a nie z nią), przyjaźń (jak można przyjaźnić się z własnym szefem?), pracę (przecież nie musisz pracować) aż w końcu wolność wyboru. Alicja została pozbawiona poczucia własnej wartości, godności i wiary w drugiego człowieka. Kiedy wreszcie uciekła, oglądała się przez ramię czy jej oprawca nie depcze jej po piętach. Strach trzymał ją dość długo, tak samo jak brak wiary w to, że są wokół niej ludzie którzy chcą jej pomóc, którzy są jej życzliwi. 

„Tango” to nie tylko historia o toksycznym związku. To także powieść, która pokazuje, że kiedy znajdziemy w sobie chociaż zalążek siły, możemy uciec, spróbować zacząć od nowa. Możemy próbować budować swój świat na nowo - na początku z dystansem, a potem z delikatną wiarą, że nie wszyscy wokół nas są źli. 

A wiecie co boli mnie najbardziej? Że gdzieś za drzwiami sąsiednich mieszkań, może rozgrywać się taki sam dramat jak w życiu bohaterki. Boli to, że historia nie została zmyślona, że nie jest czystą fikcją literacką. 

Czy polecam? Tak, jak wszystkie inne książki Pani Ewy. Chociaż tę chyba bardziej, bo tak dobrej książki nie czytałam dawno. Pełnej różnych emocji, które wzbudza. Czytajcie, miejcie wiarę w siebie i nigdy nie dajcie sobie wmówić, że jest inaczej.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Axis Mundi