Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Magdalena Witkiewicz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Magdalena Witkiewicz. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 listopada 2018

#496



Są książki, na które czeka się z niecierpliwością. Mentalnie pogania się autora by pisał, bo czytelnicy przebierają nogami w oczekiwaniu na jego nową książkę. Mam tak zawsze, gdy czekam na nowe literackie dziecko Magdaleny Witkiewicz. Tylko wiecie, czeka się długo, a potem siadasz, czytasz i myk… koniec. Zamykasz książkę i padają pytania: Ale jak to już koniec? Dlaczego ona taka krótka? Tak to jest z książkami Magdy - są za krótkie. I tak samo było z jej książką „Ósmy cud świata”. 

Anna dobiega czterdziestki. Ma dobrą i satysfakcjonującą pracę, kochającą mamę, przyjaciółki, które ją wspierają. Jednak brakuje jej miłości i stabilizacji. Kobieta boi się samotności. Boi się, że jest już zdecydowanie za późno na rodzicielstwo. Chęć posiadania dziecka staje się bardzo silna. Wyrusza na wycieczkę do Wietnamu, by nabrać dystansu do codzienności. Tam poznaje Tomasza. Nie wie jednak jak bardzo ta podróż ją odmieni oraz poznanie nieznajomego. 

W swojej książce Magda uświadamia kobietom, że życie singielki na dłuższą metę nie jest dobrym rozwiązaniem. Samotna kobieta, w pewnym momencie swojego życia zapragnie stabilizacji, rodziny, miłości. W szczególności, gdy najbliższe otoczenie np.: w postaci własnej matki wywiera presję, a przyjaciółki są mężatkami z dziećmi. Główna bohaterka udowadnia, że miłość można spotkać dobiegając czterdziestki na drugim końcu świata. Poza tym pokazuje, że w życiu kobiet zdarza się też walka między sercem a rozumem. Nigdy przecież nie wiadomo czym się kierować. Nie mamy na to żadnej instrukcji obsługi. Tylko do nas należy podjęcie decyzji. Anna też musi stoczyć tę walkę. Bo z jednej strony mamy Jacka, szefa Anny, z którym łączy ją praca oraz dobry seks. Układ tylko na chwilę. I z drugiej strony jest Tomasz, mężczyzna, którego poznaje podczas swojej wyprawy do Wietnamu, a który wywraca świat uczuć do góry nogami. 

Ja wiem jedno, czasem warto porzucić spokojną i bezpieczną przystań, wypłynąć na nieznane wody z kimś, kto dostarcza nam tachykardii. Bo może się okazać, że to właśnie przy tej osobie dobijemy do innego bezpiecznego portu i tam spędzimy resztę życia.

„Ósmy cud świata” to idealna książka na jesień. Dzięki niej przeżyjemy fantastyczną podróż do gorącego Wietnamu. I razem z bohaterką uświadomimy sobie, że miłość można spotkać w najmniej oczekiwanym momencie. I z tym w pełni się zgadzam. Nigdy nie wiemy, kiedy miłość zapuka do drzwi naszego serca.

środa, 25 kwietnia 2018

#479




Droga Tachykardio!

Jestem o tym przekonana, że wiele razy znalazłaś się w czarnej dupie. W miejscu z którego nie potrafiłaś się wydostać, miejsca rozpaczy i smutku. Tak, każdy z nas był w takim miejscu.
I zawsze mamy problem by z niego wyjść. Czasem bywa nam w nim dobrze, a czasem mamy ochotę uciec, bo ileż można siedzieć w czarnej dupie. A do tego by się stamtąd wydostać potrzebny jest dobry GPS. Osobiście polecam „GPS szczęścia, czyli jak wydostać się z Czarnej D.” Magdaleny Witkiewicz i Marzeny Grochowskiej, czyli książkę, którą dopiero co skończyłam czytać.

Wincentyna Zwyczajna – Takajakty budzi się pewnego dnia w koszmarnym pensjonacie w Czarnej Dupie. Z trudem przypomina sobie jak się tam znalazła. Otóż jej szef, chciał by koniecznie napisała fenomenalny artykuł godny pierwszej strony „New York Times’a”. Jeżeli go nie przyniesie to znajdzie się w czarnej dupie. Nie pozostaje nic innego jak wyruszyć na poszukiwania idealnego tematu.

Nie jest to w żadnym wypadku typowy poradnik. Ta książka pokazuje, że z Czarnej Dupy zawsze jest wyjście, i to tylko od nas będzie zależało czy będziemy tam krótko czy zapuścimy korzenie. W tej książce nie ma nic wymyślonego - jest tylko sama prawda. Opisana przez Magdę w bardzo zabawny sposób, natomiast przez Marzenę wyjaśniona w ten bardziej poważniejszy coachowy sposób, ale wciąż zrozumiały dla każdego.

Bo dla każdego z nas Czarna D. jest inna. Ale niezmiennie oznacza problemy, które nas za bardzo przytłaczają. Jednak czasami bywa tak, że jest nam tam dobrze, bierzemy kołderkę i postanawiamy zostać, bo boimy się czegoś lepszego. Boimy się sięgnąć po marzenia, bo rzucone nam pod nogi kłody są tak wielkie, że nie mamy siły by podnieść nogi do góry i zrobić krok. Ale my nie możemy się poddać, musimy walczyć i brać się z problemami za bary. 

Ta książka to motywacja do działań, do poszukiwania szczęścia, do spełniania marzeń. Do zrobienia tego najważniejszego kroku do przodu, do zmian. A potem przecież będzie kolejny i kolejny. Będzie z górki. 

Polecam tym, którzy za często wpadają do Czarnej Dupy i za długo tam przesiadują. Ale także dla tych, którzy omijają to miejsce. Ostatnio nawet mój Mąż wspominał coś o pobycie w Czernej D., więc na wszelki wypadek podrzucę mu tę książkę. By był tam tylko przez chwilę. 

Pozdrawiam serdecznie
Archer 

P.S.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Od Deski Do Deski





środa, 30 sierpnia 2017

#442

„Ósmy cud świata” Magdalena Witkiewicz - PREMIERA 13 września 2017 



13 września 2017 premiera powieści „Ósmy cud świata” bestsellerowej polskiej pisarki Magdaleny Witkiewicz, inspirowana podróżą autorki do Wietnamu. „Ósmy cud świata” to opowieść o singielce poszukującej najważniejszych wartości w życiu. W tle Wietnam z malowniczą zatoką Ha Long i tętniącym życiem Hanoi. 

Bohaterka powieści Anna - singielka, odnosi sukcesy, żyje wygodnie i bez zobowiązań, ale cały czas nie czuje się spełniona. Wszystko zmienia się, gdy pod wpływem towarzyszących jej emocji postanawia wyjechać do Wietnamu. To co tam ją spotka już na zawsze pozostawi ślad. Czy jej decyzje mogą zaważyć na losach innych ludzi? Czy szczęście, którym się cieszy rozsypie się nagle jak domek z kart? Anna przeżywa wietnamską przygodę i odkrywa swój własny ósmy cud świata. 

Magdalena Witkiewicz bestsellerowa polska autorka, absolwentka Uniwersytetu Gdańskiego i studiów MBA. Z zawodu analityk marketingowy, specjalista od modeli ekonometrycznych, z pasji pisarka. Uwielbiana przez kobiety, od lat wzrusza i motywuje swoje czytelniczki, nie tylko w Polsce, ale również za granicą. Jej książki czytają Wietnamki, Litwinki i Amerykanki. W swych powieściach porusza trudne tematy samotności, poszukiwania sensu życia, dokonywania często niełatwych wyborów, miłości. Nazywana specjalistką od szczęśliwych zakończeń, opowiada o poważnych sprawach w lekkim, a czasami nawet w bardzo lekkim stylu. Dla dzieci i dla dorosłych. A czasami tylko dla dorosłych. 

Jej najnowsza książka „Ósmy cud świata” jest inspirowana podróżą autorki do Wietnamu, gdzie w 2014r. Magdalena Witkiewicz reprezentowała Polskę na Międzynarodowym Festiwalu Literatury Europejskiej w Hanoi. 

Tytuł: Ósmy cud świata
Autor: Magdalena Witkiewicz Wydawnictwo: Filia
Data premiery: 13 września 2017 



czwartek, 8 czerwca 2017

#425




O czereśniach Magdalena Witkiewicz wspominała od kilku już lat na swoich spotkaniach autorskich. Mówiła, że ma rozpoczętą opowieść, jednak zawsze wypadało jej „coś” innego. Ale w końcu przyszedł czas i Magda ku uciesze swoich wiernych czytelniczek, powieść ukończyła. I tak na początku maja, na rynku, pojawiła się długo wyczekiwana powieść „Czereśnie zawsze muszą być dwie”. 

Zofia Krasnopolska jest jedynaczką wychowywaną przez rodziców lekarzy, którzy nie mają wiele czasu na zajmowanie się dzieckiem. Jednocześnie Zosia jako „kujonka” nie ma zbyt wielu przyjaciół w szkole. Postanawia to zmienić idąc z wszystkimi na wagary. Chce poczuć się częścią grupy, ale niestety - nie tak to działa. W ramach kary pani dyrektor szkoły, wysyła dziewczynę do opieki nad starszą panią Stefanią. Ale nikt nie przypuszcza, że te spotkania zakończą się wieloletnią przyjaźnią. To w Pani Stefanii, Zosia, odnajdzie prawdziwą powierniczkę. A po jej śmierci otrzyma w spadku dom pełen tajemnic z przeszłości. Czy Zofia znajdzie swoje miejsce na ziemi? I czy znajdzie mężczyznę, który będzie jej tam towarzyszył?

To dotychczas najgrubsza książka Magdy. Przyznam szczerze, że dla wielu jej fanów i tak okaże się za cienka. Dlaczego? Bo mimo objętości, książkę czyta się bardzo szybko. 

Tym razem Autorka pokusiła się na wspomnienia sprzed wielu lat, przeplatane z teraźniejszością, a konkretniej z historią Zosi. I właśnie ta przeszłość ma wpływ na to co dzieje się w życiu głównej bohaterki. 

Fani książek autorki nie zawiodą się. Czereśnie to książka utrzymana w tonie optymizmu, wiary w dobro i drugiego człowieka - historia, która porywa nas falą i nie odpuszcza do samego końca. 

Autorka nie raz udowodniła, że tak samo dobrze odnajduje się w komediowych powieściach, obyczajówkach jak i erotykach. A teraz, bez problemu możemy dorzucić do tej listy powieść z tłem historycznym. 

Myślą i hasłem przewodnim powieści jest to, że człowiek żyjąc w pojedynkę usycha jak drzewo czereśni, gdy rośnie samotnie. Do szczęścia potrzebny drugi człowiek, aby móc dzielić się z nim miłością i troskami.

Magdalena moim zdaniem idealnie przygotowała się do pisania. Zrobiła świetny research, co przełożyło się na niesamowity klimat powieści. Bo ta książka jest zupełnie inna niż te poprzednie, jak dla mnie jest bardziej dojrzała. I tak, Magda zasłużenie otrzymała miano specjalistki od szczęśliwych zakończeń.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję bardzo Autorce. 

środa, 21 grudnia 2016

#405




Wiele razy już mówiłam, że po książki Magdy Witkiewicz sięgam z ogromną przyjemnością. Powtarzać się więc nie mam zamiaru. Są to książki, które wiele z nas powinno przeczytać. Dlatego staram się „zarażać” moje znajome i klientki w pracy miłością do Magdy. Powiem Wam, że idzie mi całkiem nieźle. Już nie raz zdarzyło się tak, że klientki którym poleciłam jedną z książek Magdy, wracały i od progu prosiły o kolejne tytuły, bo trafiłam nimi w sedno. I wiem, że książkę „Pracownia dobrych myśli” będę polecać tak samo gorąco jak inne, czyli komentarzem: „Proszę Pani, książki Magdaleny Witkiewicz, to ja biorę w ciemno i nigdy jeszcze się nie zawiodłam.” A jak było tym razem? Chyba nie muszę mówić, że wesoło jak zawsze i z przesłaniem. 

W Miasteczku na ulicy Pogodnej 26 mieściła się wiele lat temu „Pracownia dobrych myśli”. Jednak po śmierci babci Pelagii, która była krawcową, Pracownia zmieniała właścicieli i usługi. Były już trumny, a nawet sklep z częściami do szamb i betoniarek. Jednak wnuk Pelagii, Florian, postanowił przywrócić świetność lokalu i otworzył kwiaciarnię, miejsce do spełniania marzeń nie tylko swoich, ale także swojej matki Grażyny. To miejsce, gdzie każdy może znaleźć ukojenie: Ewa wraz z córką opłakuje śmierć męża, Giga rozpoczyna nowe życie w nowym miejscu i pracy, Pani Wiesia trzyma rękę na pulsie siedząc i obserwując okolicę z okna, Norbert uświadamia sobie, że czas najwyższy dorosnąć, a Pan Zbyszek postanawia oświadczyć się kobiecie swojego życia. No i Tomasz, który znalazł miłość chociaż się tego nie spodziewał. 

Po raz kolejny Magdalena Witkiewicz stworzyła historię ciepłą i dającą wiarę w ludzi. Pokazuje, że mieszkanie w kamienicy wcale nie musi oznaczać znieczulicy. Wręcz przeciwnie. Udowadnia, że pomoc sąsiedzka jest możliwa. W kamienicy przy Pogodnej 26 wszyscy wiedzą o sobie wszystko, pomagają sobie nawzajem, wspierają się i martwią. Mogą na sobie polegać w każdej sytuacji. Tak naprawdę takie sytuacje, jak opisane w książce, nie zawsze są możliwe w życiu codziennym. Ale po przeczytaniu tej książki wierzymy, że gdzieś jest takie miejsce, gdzie wszyscy sąsiedzi się o siebie troszczą i są wobec siebie życzliwi. 

Jeśli poszukujecie książki, która rozleje w waszym sercu ciepło to „Pracownia dobrych myśli” jest właśnie taka. Polecam!!!



niedziela, 23 października 2016

#393


Wielkimi krokami zbliżają się Targi Książki w Krakowie. Do ostatniej chwili nie byliśmy pewni czy się wybierzemy. Jednak po małych debatach doszliśmy do wniosku, że JEDZIEMY!!! Oczywiście Targi Targami, ale chcę się jeszcze spotkać ze znajomą, która kilka miesięcy temu się tam wyprowadziła a mnie jej trochę brakuje. Bo nie wpada już po książki dla siebie ani dla swojego synka Kubusia. Tak Agunia to o Tobie mowa. Kawa albo piwo obowiązkowe, pamiętaj. 

Oczywiście lista spotkań nie jest długa, ale przecież nie o ilość chodzi. Przybywamy już w piątek, bo z doświadczenia wiem, że tłumów takich jak w sobotę nie będzie. Kogo odwiedzę?
PIĄTEK:
Magdalena Witkiewicz - do uściskania
Joanna Szarańska -  do uściskania i wspólnej fotki, jeśli mnie odwaga nie opuści

Spokojnie prawda? Ale nie martwcie się następny dzień także jest spokojny
SOBOTA:
Magda Stachula - po autograf
Jolanta Kosowska - po autograf w najnowszej książce
Anna Szafrańska - by pogratulować debiutu (jest na mojej liście MUST READ)
Marta Kisiel - po pieczątkę od Ałtorki
Agnieszka Krawczyk - uściskać a co, bo w Katowicach się już widziałyśmy
Magdalena Kordel - uściskać i po autograf
Aleksandra Tyl - po autograf (tylko muszę zdecydować na której książce)
Krystyna Mirek - po autograf i podziękować za cudną trylogię Jabłonową
Renata L. Górska - po autograf i zdjęcie. W końcu poznam Autorkę :) 

I pewnie w locie będą inni Autorzy i Autorki ale ta powyższa lista MUST HAVE!!! Oczywiście w kilku przypadkach muszę się rozdwoić, ale co tam. I jeszcze kawa z ulubioną Mamą Autorki. 

W niedzielę już nas nie będzie. Tym razem tylko piątek i sobota. Niestety w portfelu pustki po urlopie. 

Będzie się działo, będzie zabawa!!! Bo pewnie spotkam także masę znajomych. Bo to także dla nich jeżdżę na targi. 

Do zobaczenia. 

wtorek, 3 maja 2016

#377




Magdaleny Witkiewicz nie trzeba przedstawiać nikomu, tak samo jak jej książek. Autorka sama ostatnio przyznała, że swoje książki wydaje naprzemiennie: jedną do płaczu, jedną do śmiania się. Niektórzy wolą te do śmiania się, bo boli od nich brzuch i mięśnie twarzy. No i można się przy nich odprężyć. Mnie ten podział nie dotyczy, lubię oba rodzaje twórczości Autorki. Bo przecież nie zawsze w życiu jest nam do śmiechu i to też Magda udowadnia w swoich książkach. Po zabawnej pozycji, którą napisała wraz z Nataszą Sochą, przyszedł czas na książkę, po której czytelnik będzie starał się zapanować nad chaosem myśli, gdy tylko dotrze do ostatniej kropki. „Cześć, co słychać” to najnowsze literackie dziecko Magdy, które niedawno miało swoją premierę.

Zuzanna od piętnastu lat jest żoną Wojtka i mamą Poli oraz Igi. Pewnego dnia na jednym z portali społecznościowych jej przyjaciółka z liceum wrzuca zdjęcie ze studniówki. Dwadzieścia lat, szmat czasu. W Zuzi odżywają wspomnienia. Przypomina sobie, swoją dawną, szkolną, szaloną miłość. W piwnicy rodziców znajduje karton, w którym zachowały się listy pisane do Pawła, dawnej miłości. Pod wpływem listów, emocji, które na nowo się odezwały oraz ilości wypitego wina, Zuza wysyła do Pawła wiadomość. Nie przypuszcza, że trzy krótkie słowa „Cześć, co słychać?” wywrócą jej poukładane życie do góry nogami.

W najnowszej powieści Magdaleny Witkiewicz główna bohaterka, czując się przytłuczona szarą codziennością i brakiem romantyzmu i motyli w brzuchu, postanawia odnowić znajomość ze swoją dawną miłością. Wie, że nie jest to dobry pomysł, ale jest to silniejsze od niej. Bohaterka gubi się w emocjach. Tłumaczy też, że kocha męża i nie chce go skrzywdzić. Jak dobrze wiemy, jest to zagłuszanie sumienia, które odzywa się w takiej sytuacji i tłumaczenie, że nic złego się nie robi. W ostateczności , „rubikon” nie zostaje przekroczony, ale małżeństwo cierpi.

Podczas czytania powieści gdzieś tam kołatała mi się myśl, że Magda pisała już coś podobnego. Żona pisze listy do innego mężczyzny. Przecież to już było w „Zamku z piasku”. Do pewnego momentu owszem, tak. Tylko pod koniec jest… sorry za słowo… pierdolnięcie pięścią między oczy czytelnika.

Przyznaję, że takiego zakończenia zupełnie się nie spodziewałam. Ale to przecież norma w książkach Magdy. Nagle okazało się, że historię Zuzy poznajemy z innej strony, poznajemy sekret, który ukrywała przez cały czas. Tak, Autorka zaskakuje zakończeniem.

Nie jest to książka, jakby mogło się wydawać, dla kobiet w połowie życia. Bo tak naprawdę zdarza się, że za motylami w brzuchu, romantyzmem w związku tęsknimy nie tylko po piętnastu latach małżeństwa, ale może być też że po dwóch czy trzech. Tylko od nas zależy czy to wszystko będziemy mieć z ukochanym, czy kimś innym. Zanim napiszemy do kogoś „Cześć, co słychać” zastanówmy się czy te trzy proste, na pierwsze oko niewinne słowa, nie zniszczą komuś życia. Poza tym, jeśli nabałaganimy w żuciu, musimy posprzątać, ponosząc tego konsekwencje.

Po raz kolejny Magdalena Witkiewicz napisała powieść od której nie sposób się oderwać. Po raz kolejny to historia o każdej z nas. Polecam!!!

niedziela, 21 lutego 2016

#371


 Autorzy którzy poruszają naszą duszę. 


ŚBK-i znów wracają do swoich co miesięcznych postów tematycznych. Jesteście ciekawi mojej odpowiedzi na pytanie zawarte w temacie? Posłuchajcie. 

Muszę przyznać, że dość długo zastanawiałam się jakich Autorów mogę zakwalifikować do tej grupy. Bo co to znaczy poruszają naszą duszę? Hm… w sumie interpretacja dowolna. Jedni doprowadzają do łez, drudzy wywołują emocjonalny rollercoaster, inni pokazują co to jest prawdziwa miłość i jak o nią dbać by nie przeminęła, inni poruszają dość ważne tematy życiowe. Jednak każda powieść która wyszła spod pióra takiego pisarza dotyka nas do głębi. Nasze struny emocjonalne drgają w rytm czytanej powieści. Zdarza się, że uronimy łzę, czasem z naszego gardła wydobędzie się szloch i krzyk: dlaczego Autor do tego dopuścił?! Jak mógł?! Czasem bywa, że książkę czytamy na bezdechu bo boimy się oddychać by nie uronić niczego z czytanej historii. Bywa też, że rzucamy książką w kąt bo buzujące w nas emocje nie pozwalają przebrnąć przez kolejne strony. 

Gdy teraz tak wymieniam co sprawia, że książki poruszają naszą duszę, wyłania mi się obraz Autorów i ich książek, które noszę gdzieś pod skórą, mimo że od skończenia czytania powieści minęło mnóstwo czasu. Ale sami musicie przyznać, że o książkach które wzbudzają w nas emocje, trudno zapomnieć. 

Pierwszą książką, która mną zawładnęła i sprawiła, że na długo nie mogłam o niej zapomnieć była „S@motność w sieci”. Myślę, że nie tylko mnie ta książka powaliła i na długo wryła się w pamięć. Nie będę Wam przybliżać treści, bo jestem pewna, że wielu z Was ją czytało. Pewnie wiele z Was chciało takiego Jakuba, który kocha bezgranicznie, miłością wielką i potrafi pięknie pisać o miłości. Bo przecież do kobiet trafia się właśnie przez duszę i przez mózg. Nie wiem jak Janusz Leon Wiśniewski to zrobił, ale zrobił to dobrze. Nad wyraz dobrze. I wiecie co? Wszystkie jego książki poruszają w czytelniku struny emocji, o których czasem zapominamy. 



Będąc w męskim gronie Autorów nie mogę zapomnieć o Guillaume Musso, którego książki nie można podciągnąć pod jeden określony gatunek literacki. Bo jest w nich miłość, odrobina kryminału i sprawy „nadprzyrodzone” (kto czytał Musso ten wie co mam na myśli). I za każdym razem, kiedy czytam powieść tego Autora nie mogę wyjść z podziwu skąd on bierze pomysły? 

Jest jeszcze Nicholas Sparks oraz Richard Paul Evans jak dla mnie idealnie piszący o miłości na różne sposoby. 


 Jeśli chodzi o Autorki to miałam małą zagwozdkę, bo znam ich zbyt dużo i każdej powieść w różny sposób porusza różne struny emocji. Od razu zaznaczam, że jeśli kogoś pominę to przepraszam, ale pisanie w podróży zdarzyło mi się pierwszy raz. Ale za to powiem Wam w sekrecie, że podoba mi się pisanie w środkach lokomocji.

Na początek Magdalena Witkiewicz. Książki Magdy to gwarancja zarwania nocki. Bo przecież muszę wiedzieć co będzie dalej. Nigdy się na jej książkach nie zawiodłam. W pracy polecam je w ciemno. I to nie tylko dlatego, że znam Magdę osobiście. Magda wydaje książki, które poruszają każdy zakamarek mojej duszy. Wiele razy zdarzyło mi się to, że w bohaterkach odnajdywałam siebie. Mogłam śmiało powiedzieć: mam tak samo. To nie tylko książki, które poruszają ważne tematy, ukazują miłość, która jest prawdziwa, nie wymyślona na potrzeby historii do książki. W jej książkach są prawdziwe emocje, historie zasłyszane na spotkaniach autorskich, poruszane na profilu czy tez wyznawane w e-mailach. Magda potrafi słuchać, no i jest tak optymistyczną gadułą, że nie można jej nie kochać. Jej książki to nie tylko emocje, ale także napady niepochamowanego śmiechu, o czym przekonałam się niejednokrotnie. Tak. Zdecydowanie Magdalena Witkiewicz to Autor który porusza duszę w każdy możliwy sposób. 

W sumie mogłabym zakończyć swój wywód, ale… to wciąż nie jest koniec.


Od niedawna zachwycam się książkami Gabrieli Gargaś, Krystyny Mirek, Magdaleny Kordel. Ich książki poruszają nie tylko tematy o miłości, tej bezgranicznej, potrafiącej przetrwać czas i na nowo nas spopielić. Ich książki napełniają nadzieją, otulają zapachem domu. Udowadniają, że rodzina to fundamenty, bez których nasze życie nie jest w żaden sposób pełne. 

Nie mogę jeszcze pominąć dwóch Ulubionych Agnieszek. 


Agnieszka Krawczyk. Znam już bardzo długo i czytuję wszystko co wyjdzie spod jej pióra (w czytniku jeszcze czeka kryminał) Książki Agi to historie które dotykają jak dla mnie tej romantycznej strony duszy. Aga ma niesamowity dar idealnego obrazowania opisywanych miejsc. Za każdym razem moja wyobraźnia galopowała jak rumak i podpowiadała obrazy które towarzyszyły czytanym powieściom. Cieszę się niezmiernie, że książki Agnieszki są grube, bo wtedy towarzyszą mi dłużej. I już tuptam z niecierpliwością, bo niebawem pojawi się w księgarniach kolejna saga a to zapowiada kilka spotkań z bohaterami.

Agnieszka Lingas-Łoniewska. Jej książki to zdecydowanie rollercoaster emocjonalny. Odkąd czytuję książki Agi – a trwa to już długo – nigdy nie zdarzyło mi się bym nie rzucała czytaną książką w kąt. Za każdym razem wkurzam się na Autorkę za to jaki los zgotowała bohaterom. I od jej książek też nie mogę się oderwać. 

Jak sami widzicie, czytuję same emocjonujące powieści. Ale, czyż nie o to chodzi w książkach? One muszą wzbudzać różne emocje w czytelnikach. Bo gdyby tak nie było byłyby kiepskie.



A czy Wy macie swoich Autorów, których książki poruszają Was do głębi? Podzielcie się, chętnie poszerzę grono ulubionych Autorów.

piątek, 11 września 2015

#351



Droga Tachykardio!

Raz na jakiś czas potrzebujemy lektury która sprawi, że oderwiemy się od rzeczywistości. Zatopimy się w świecie bohaterów i nie odłożymy książki, dopóki nie dotrzemy do ostatniej kropki. A jeśli podczas czytania lektury będziemy mieć niekontrolowane napady śmiechu - to jeszcze lepiej dla nas. Znam taką Autorkę, która zapewnia wyżej wymienione „atrakcje”. Owszem, ty także ją znasz. To Magdalena Witkiewicz. Jestem świeżo po lekturze jej najnowszej powieści „Moralność Pani Piontek”. Zapewnia napady śmiechu, nie pozwala się od siebie oderwać i dodatkowo, jak to w książkach Magdy bywa, jest to opowieść z przesłaniem. 

Gertruda Piontek od samego początku chciała być kimś. Pragnęła dla siebie lepszego życia. Gdy na studiach medycznych przez przypadek dostała indeks Poniatowskiego wiedziała, że on będzie jej mężem. Dla takiego nazwiska potrafiła zrobić wszystko. Oczywiście, dopięła swego. Gdy urodził się im syn, otrzymał imię Augustyn. Przecież do takiego nazwiska musi być dobrane odpowiednie imię. Od najmłodszych lat Gertruda chuchała i dmuchała na jedynaka. I odpowiednio kierowała jego edukacją. Jednak jak to czasem bywa, w pewnym momencie ukochany Syn miał dosyć apodyktycznej mamusi. Spakował swoje manatki i uciekł do wynajmowanego mieszkania. Jak dalej potoczyły się losy upiornej Mamusi i syna jedynaka - musisz doczytać sama. 

Za każdym razem kiedy sięgam po książkę Magdy wiem, że czeka mnie świetna zabawa. Nie mam pojęcia jak Ona to robi, ale od historii, które tworzy Magda nie sposób się oderwać; zapadają one w pamięć. Czasem każą spojrzeć inaczej na swoje życie, zatrzymać się i je przewartościować. Tak przecież było w „Pierwszej na liście”, „Zamku z piasku” czy chociażby „Opowieści niewiernej”. Ale także, Magda ma talent do tworzenia książek “z jajem”. Siadasz, czytasz i zalewasz się łzami ze śmiechu. A najlepsze jest to, że te historie (nie tylko te do śmiania się) są z życia wzięte. 

Dla niektórych, książki Witkiewicz mogą wydać się przewidywalne, przeciętne i nic nie warte. Świetnie, więc niech ich nie czytają. Bo po co mają “marnować swój czas”. Niech sobie darują. 

„Moralność Pani Piontek” to książka, która wciąga od pierwszych liter i nie puszcza aż do ostatniej kropki. Nie da się jej odłożyć nawet na chwilę, bo przebieramy nogami by dowiedzieć się, co dalej. Co tym razem Magda wymyśliła. 

Cóż ja ci mogę jeszcze powiedzieć? Znasz Magdę oraz jej książki więc wiesz, co cię czeka. Całą książkę można podsumować, parafrazując jedno ze zdań które wypowiada bohaterka: „Słuchaj Krystyna, nie zaczynaj czytać książki Magdaleny wieczorem do poduszki. Bo nie będziesz mogła się oderwać i odechce ci się spać. A rano będziesz mieć problem ze wstawaniem i nawet litr kawy nie pomoże.”

Bo Magda właśnie takie książki pisze. I teraz tuptam z niecierpliwością na jej kolejną powieść, która pojawi się na rynku wydawniczym w październiku. 

Polecam!!!

P.S.
Zdjęcie autorstwa Mojej Przyjaciółki, która wpadła kiedyś do mnie do księgarni, zamówiła latte i zanurzyła się w świat Państwa Piontek. I co chwila słyszałam wybuchy śmiechu. Taaaaak... ludzie przy stolikach obok dziwnie na Nią patrzyli. 

niedziela, 11 stycznia 2015

#326




Droga Tachykardio!
Magdaleny Witkiewicz oraz Jej książek przedstawiać Ci nie muszę. Dobrze wiesz, że to jedna z moich ulubionych Autorek i przeczytałam prawie wszystko co wyszło spod Jej pióra. Wiesz także, że Magda nie pisze tylko książek „na poprawę humoru” i pełnych dowcipu przy których można zwijać się ze śmiechu. Raz na jakiś czas zaskakuje swoje czytelniczki i zarzuca mocnym i życiowym tematem i nie robi tego delikatnie - od razu wali obuchem w łeb, tak że idzie w pięty. Wtedy zatrzymujemy się na chwilę by spojrzeć na swoje życie z innej perspektywy i czasem coś w nim zmienić. I tak też jest tym razem. 

Pewnego dnia Karolina przeglądając komputer swojej chorej na białaczkę matki – Patrycji- natrafia na listę osób, do których może się zwrócić o pomoc gdyby coś się miało stać, a terapia nie miałaby przynieść pozytywnych efektów. Wśród osób na liście pierwsze miejsce zajmuje nieznana Karolinie Ina, o której dziewczyna nic do tej pory nie słyszała. Zastanawia się dlaczego akurat ta kobieta a nie ktoś z pozostałych osób jest tak ważna dla Jej matki, że umieściła ją na szczycie swojej listy. Postanawia dowiedzieć się dlaczego właśnie Ina a na przykład ojciec zajmuje pierwsze miejsce. Wyrusza w podróż do Warszawy by rozwiązać tę zagadkę. 

W swojej najnowszej powieści „Pierwsza na liście” Magda porusza kilka dość istotnych w życiu każdego człowieka spraw. Na początek jest przyjaźń między głównymi bohaterkami, która zostaje wystawiona na próbę. Przyjaźń, która zostanie odnowiona mimo wyrządzonych w przeszłości krzywd i błędów. To opowieść o sile miłości córki do matki. Córki która chce poznać lepiej przeszłość matki i dowiedzieć się więcej na temat listy osób które, po ewentualnej jej śmierci będą w stanie pomóc. To także opowieść o dokonywaniu wyborów. Mamy tutaj pokazaną historię Grażyny, która po śmierci swojego męża postanawia uratować komuś życie przez oddanie szpiku kostnego. Pokazuje jak bardzo taka decyzja może zmienić życie, nie tylko osoby która tego szpiku potrzebuje ale także osoby która go oddaje. Bo przecież to przewartościowuje nasze życie. To sprawia, że nagle zaczynamy czuć się potrzebni.

Bohaterki powieści, które pisze Magda to kobiety silne, zdecydowane i nie poddające się. W tej książce jest dokładnie tak samo. Karolina mimo młodego wieku nie boi podejmować się ważnych decyzji. Nie boi się wsiąść do samochodu obcego mężczyzny by  wraz z nim udać się do Ojca do Berlina by powiedzieć mu o chorobie Matki. Nie boi się także spotkać twarzą w twarz z Iną, mimo iż spotkanie ją rozczarowuje. Ina to dziennikarka, która by zdobyć dobry materiał do artykułu nie ugnie się przed niczym. Nawet by dowiedzieć się czegoś o chorobie przyjaciółki jest w stanie… uwieść lekarza prowadzącego.  Patrycja natomiast, to matka samotnie wychowująca córki Karolinę oraz Maję. Mimo iż los jej nie oszczędzał stara się jak najlepiej wychować córki oraz przygotować je jak najlepiej na najgorsze – na jej śmierć. Na końcu nie mogę zapomnieć o Grażynie, która odegra w życiu każdej z kobiet bardzo ważną rolę. Grażyna po śmierci swojego męża nie bardzo potrafi się we wszystkim odnaleźć. Gdy na prośbę dyrektorki szkoły w której pracuje trafia do hospicjum i poznaje Różę, kobietę która tam pracuje, zupełnie inaczej spogląda na swoje życie. Właśnie wtedy mimo strachu podejmuje decyzję, która zmienia nie tylko jej życie, ale także życie pozostałych kobiet. Jaka to decyzja? O tym musisz przekonać się sama.

Kiedy patrzy się na okładkę książki „Pierwsza na liście” ma się wrażenie, że otrzymuje się książkę lekką na jedno popołudnie. Owszem książka jest na jedno popołudnie, jednak zupełnie nie można o niej powiedzieć, że jest lekka. Tę powieść czyta się z zapartym tchem. Na bezdechu przewraca się kolejne strony by dowiedzieć się co dalej? Nie obejdzie się bez wzruszeń, uśmiechu, czy też przysłowiowego wkurzania się. Tę gamę emocji serwuje właśnie Magda w tej powieści. Jednak… ta książka daje też nadzieję i wiarę, że są gdzieś ludzie którzy bezinteresownie chcą pomagać innym. Mam tutaj na myśli ludzi którzy zapisali się do Banku Dawców Szpiku Kostnego, który stworzyła Fundacja Urszuli Jaworskiej.

„Pierwsza na liście” to książka obok której nie da się przejść obojętnie. Magda po raz kolejny udowodniła, że jest mistrzynią nie tylko literatury lekkiej łatwej i przyjemnej ale także tej, która porusza trudne tematy. No i jedno jest pewne to nadal specjalistka od szczęśliwych zakończeń. POLECAM BEZ DWÓCH ZDAŃ!!!

Pozdrawiam serdecznie
Archer

P.S.
Tachykardio uwierz mi, będzie o tej powieści bardzo głośno i coś mi się wydaje, że będzie hitem tego Nowego 2015 Roku. 

P.S.2
Dziękuję Autorce za możliwość przeczytania tej wspaniałej książki

piątek, 23 maja 2014

#302



Droga Tachykardio!

Czasem zdarza mi się taki dzień, kiedy mam wszystkiego dość. Najchętniej zaszyłabym się wtedy w ukochanym fotelu, przykryła kocem, przygotowała sobie gorącą czekoladę i zatopiła w optymistycznej lekturze. I tak też niedawno zrobiłam. Co prawda, zamiast fotela miałam „krótką” sofę, a zamiast czekolady była herbata, ale to wszystko mało istotne, bo towarzyszyła mi najnowsza książka Magdaleny Witkiewicz „Szczęście pachnące wanilią”

Adrianna Olechowska, matka samotnie wychowująca małego Michasia, prowadzi na jednym z gdańskich osiedli małą przytulną cukiernię. Jak to w takich małych biznesach bywa, bohaterce ciężko jest związać koniec z końcem: opłacić rachunki oraz nianię dla synka. Pewnego dnia do jej lokalu wpadają dwie zapracowane mamy ze swoimi dziećmi. Obie panie są już bardzo zmęczone ciągłym zajmowaniem się domem oraz pociechami. Narzekają na swoich mężów, którzy w żadnym wypadku nie dają im wsparcia. Adam Kondracki przeżywa właśnie kryzys wieku średniego a Krzysztof Kalinowski nie potrafi zrozumieć ciągłego zmęczenia żony. Przecież ona cały czas siedzi w domu. Pan Kalinowski wykazuje całkowity brak zrozumienia dla dokonań żony.
Jakby kłopotów było mało, Pani Irenka: niania Michasia, odchodzi do lepiej płatnej pracy. Adzie nie pozostaje nic innego jak zajmować się dzieckiem w cukierni. I tak rodzi się pomysł stworzenia osobnego pomieszczenia dla dzieci po to, aby ich mamy mogły spokojnie wypić kawę. Na pomoc „zajętym” mamom przychodzi Karolina: psycholożka mieszkająca niedaleko.
Zuza Wolnicka, zwana dalej Bachorem, jest zachwycona i zmartwiona zarazem związkiem ojca Jacka z Milenką. Bo jak to może być, że jej ukochany Milaczek „cudzołoży”? Na pomoc przybywa niezastąpiona Zofia Kruk. Czy kobietom uda się rozkręcić wspólnie interes? Czy uda się zapanować nad kryzysem wieku średniego? O tym musisz przekonać się sama. 

Muszę przyznać, że z każdą przeczytaną stroną czułam się tak jakbym była klientką w tej „magicznej” cukierni Ady. Było tak, jak gdybym siedziała przy jednym ze stolików i razem z bohaterkami przeżywała ich wszelkie wzloty i upadki. Cieszyłam się też z każdego ich sukcesu, wkurzałam się na mężów za brak zrozumienia. Oj muszę Ci się powiedzieć, że czasem miałam ochotę przywalić jednemu i drugiemu. Dlaczego? Bo według mężów, w szczególności mam tutaj na myśli Krzysztofa Kalinowskiego, miejsce kobiety (żony, matki) jest w domu. Powinna ona dbać o ognisko domowe, zajmować się dziećmi i nie zawracać sobie głowy jakąkolwiek pracą. Bo przecież od kasy są oni - Ci wspaniali mężczyźni. Nie no, w porządku, niech sobie tak myślą. Ale przecież kobieta potrzebuje wytchnienia i chwili oddechu od codziennych zajęć. No i przede wszystkim potrzebuje innej kobiety, która czuje dokładnie to samo co ona i ją rozumie. 

Magda ma niesamowity dar opowiadania. No i przede wszystkim posiada wspaniałe poczucie humoru, które umiejętnie wplata w swoje powieści. „Szczęście pachnące wanilią” przepełnione jest zabawnymi historyjkami, dialogami i optymizmem, który bije z każdej strony. To taka książka, która pokazuje nam, że mimo przeciwności losu warto mieć swoje marzenia. Bo kiedyś przyjdzie taki moment, że one się w końcu spełnią. Poza tym ta powieść od pierwszych stron pachnie wanilią, a to za sprawą „magicznych” waniliowych babeczek z truskawką w środku, które jak dla mnie są lekiem na całe zło. 

Jeśli masz nadzieję, że w książce będzie dużo Bachora, Milaczka i Parysa Antonio, to niestety muszę Cię rozczarować. Nie będzie ich tyle ile we wcześniejszych książkach czyli „Milaczku” i „Pannach roztropnych”. Fakt, przewijają się przez strony powieści, ale w „Szczęściu pachnącym wanilią” nie dominują. Ale nie martw się, nowi bohaterowie też świetnie dają sobie radę. 

Książki Magdy Witkiewicz powinny być przepisywane na receptę jako doskonałe poprawiacze humoru. Wybuchy niekontrolowanego śmiechu podczas czytania każdego kolejnego rozdziału masz gwarantowane. Więc jeśli szukasz powieści ciepłej, całkowicie optymistycznej i niesamowicie pachnącej słodkimi waniliowymi babeczkami, to musisz koniecznie sięgnąć po „Szczęście pachnące wanilią”. Nie zawiedziesz się. Aaa, bo zapomnę, książkę najlepiej czytać siedząc na podłodze. Dlaczego? Bo przy częstych napadach śmiechu możesz np. spaść z łóżka, fotela itp. Polecam!!!

Pozdrawiam 
Archer


P.S.
Zdjęcie okładki pochodzi ze strony Wydawnictwa Filia

czwartek, 6 marca 2014

#288

Czasem marzenia, które gdzieś tam posiadamy mają możliwość spełnienia się. Zawsze marzyłam by wypić kawę z Magdaleną Witkiewicz oraz przeprowadzić z nią wywiad. No dobra nie będzie to wywiad "na papierze" ale... osobisty. 

Otóż nie chwaliłam się tym wcześniej, bo nie wiedziałam jak to będzie. Ale teraz już wiem. Mam to potwierdzone. Otóż wraz z Księgarnią Victoria Zabrze udało się nam zaprosić Magdalenę Witkiewicz na Śląsk, a konkretniej do Zabrza. Przyjedzie prosto z Gdańska na spotkanie autorskie które ekhm... poprowadzę ja. Mam ogromnego stresa i nadal jak o tym myślę to mam bezdech i muszę przypominać sobie o oddychaniu. 

Kochani, z tego miejsca chciałabym wszystkich zaprosić na spotkanie Autorskie z Magdaleną Witkiewicz. Szczegóły na plakacie. Mam też do Was prośbę. Czy moglibyście "rozwiesić" informację o tym spotkaniu na swoich blogach? Wiecie, że poczta pantoflowa jest najlepsza do przekazywania wszelkich informacji. 

Dziękuję :)


sobota, 15 lutego 2014

#285

http://magdalenawitkiewicz.pl/

Nie wiem dlaczego, ale zdarza mi się sięgać po książki, które poruszają ciężkie tematy. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że obydwie książki napisała ta sama Autorka. Najpierw w „Zamek z piasku” poruszyła temat usilnej chęci posiadania dziecka i tego jak bardzo może to poróżnić kochających się ludzi. Teraz w „Opowieść niewiernej” porusza kolejny temat o którym nie zawsze mówi się głośno. A jeśli już to… o tym musi przeczytać każdy sam.

Ewa i Maciek - tworzą pozornie szczęśliwe małżeństwo. Są ze sobą od dłuższego czasu, jednak każde z nich z innego powodu wytrzymuje obecność tej drugiej osoby na co dzień. Ewa to marzycielka. Po uszy zakochana w swoim mężu, nie dostrzega jego wad. W pewnym momencie dzieje się tak, że jego zdanie (w dowolnej kwestii) staje się jej zdaniem. Maciek do małżeństwa podchodzi racjonalnie. Wprowadza się do Ewy, a swoje mieszkanie wynajmuje. Poza tym Maciek twierdzi, że jako małżeństwo mogą razem rozliczać się z fiskusem (czyż to nie jest racjonalne podejście, jakże oczywiste?) Ewa marzy o sukni ślubnej i kościele pełnym gości. Jednak Maciek odcina to marzenie, jak kupon. Para bierze ślub cywilny, a po nim zaczyna się od siebie oddalać. Ewa bardzo chce mieć dziecko, Maciek natomiast nie chce o nim słyszeć. Praca tak bardzo go pochłania, że dla żony ma coraz mniej czasu. Ewa czuje się samotna i opuszczona. Dużym wsparciem jest dla niej najlepsza przyjaciółka, Gośka. Po pewnym czasie Ewa odnawia stare znajomości z mężczyznami. Co, w konsekwencji odświeżenia kontaktów, stanie się z ich małżeństwem? Jak bardzo Ewa zatraci się w dawnych znajomościach?

Bardzo polubiłam styl pisania Magdy oraz to, że w swoich książkach nie boi się poruszać niewygodnych i trudnych tematów. Pewnie, może zdarzyć się, że ktoś powie, że na ten temat powstało wiele książek. Owszem, ale to jest temat, który zawsze będzie na czasie. I nie mam wcale na myśli niewierności małżeńskiej. Magda przedstawia nam problemy małżeńskie, które nie są fikcją literacką. Przecież wiele par boryka się z problemami: są tak bardzo zapracowani, że się mijają w kuchni, w przedpokoju, a co za tym idzie nie mają czasu na rozmowę. Mają odmienne zdanie w kwestii posiadania dzieci, zdrady. Ale to tak naprawdę tyko część problemów. Reszta dzieje się za zamkniętymi drzwiami.

Przyznaję, że nie potrafiłam oderwać się od książki. Z każdą stroną zastanawiałam się: co dalej? Jak para rozwiąże swoje problemy? Czy Ewa wreszcie zrozumie, że nie będzie szczęśliwa? Że w takim małżeństwie nie da się żyć? Cały czas trzymałam za nią kciuki. Za to, żeby wreszcie przejrzała na oczy, aby podjęła mądrą decyzję. Maćka miałam ochotę pobić, potrząsnąć nim, żeby w końcu zrozumiał, że takie zachowanie nie jest właściwe. I muszę przyznać, że po części rozumiałam motywy zachowania Ewy. Była z mężczyzną, którego kochała. Oczekiwała od niego bliskości, miłości, rozmowy, zrozumienia. Niestety niczego takiego nie otrzymywała. Czuła się strasznie samotna w swoim małżeństwie. To właśnie ta samotność i brak uczuć pchnęła ją w ramiona innego. Nie potępiałam jej w żaden możliwy sposób. Trzymałam kciuki i chciałam, żeby w końcu była szczęśliwa, dostała to, na co zasługiwała. Bo jak mówił ktoś kiedyś: nawet w tłumie ludzi czujemy się samotni.

Książkę polecam nie tylko kobietom, ale także mężczyznom. Dlaczego? Bo w pogoni za pracą i za pieniędzmi, niepostrzeżenie można stracić kogoś, kogo się kocha. Bo miłość, Drodzy Panowie, to taki kwiat. Jeśli nie podlewacie go uczuciami, czułością, bliskością, miłością, to umiera. I nie wystarczy wciąż na każdym kroku powtarzać „Kocham Cię”. Bo trzeba pamiętać, że czyny mówią więcej niż słowa. Pamiętajcie o tym.