Pokazywanie postów oznaczonych etykietą romans. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą romans. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 2 maja 2021

#574 - Ucieczka



Wiele razy wspominałam, że lubię czytać książki w których bohaterka jest moją imienniczką. Zawsze wtedy zastanawiam się, jakie cechy charakteru będzie posiadać, czy będzie podobna chociaż trochę do mnie. Tak samo było w przypadku najnowszej książki Ady Nowak „Ucieczka”. 


Marta pracuje jako psycholog na więziennym oddziale leczenia uzależnień we Wronkach. Jednym z jej pacjentów jest Adam. Podczas terapii wyznaje jej, że nie popełnił zbrodni o które jest oskarżony. Dziwnym trafem Marta mu wierzy. Może dlatego, że mężczyzna budzi w niej nieznane dotąd emocje: pożądanie, fascynację a także strach. Pewnego dnia Adam namawia Martę na ucieczkę. Kobieta zgadza się na jego plan. I tak zaczyna się ich wielka ucieczka przez Niemcy, Włochy, Tunezję do Maroka. Czy uda im się uciec przed „przyjaciółmi” którzy depczą Marcie po piętach? I jak wiele wspólnego ma Adam, ze śmiercią jej ojca, której Marta była świadkiem?

Prawdę mówiąc nie wiem co mam napisać. Serio. Chyba po raz pierwszy, nie wiem jak ubrać w słowa to co czuję. Nie jest to zachwyt, niestety. W skrócie mogłabym napisać: książka jest ok, szału nie ma. I to byłaby prawda. 

Ogólnie historia ma swój potencjał, jednak naiwność głównej bohaterki sprawiła, że z bólem doczytałam tę książkę do końca. Byłam ciekawa jaki będzie finał. Bo umówmy się, dorosła kobieta, pani psycholog, daje się wmanewrować w ucieczkę z więzienia groźnego przestępcy. Do tego ucieka razem z nim przez dwa kontynenty. Najpierw we Włoszech spotyka bandytów a konkretnie oprychów na wzór mafii sycylijskiej. Później na wielbłądach wraz z Berberami przemierza pustynię, następnie pościg na starym mieście, i koniec podróży na końskich grzbietach. Oczywiście w międzyczasie są sceny seksu, nie tylko głównych bohaterów, ale także drugoplanowych postaci, w sumie taka Sodoma i Gomora. 

Pewnie jesteście ciekawi czy książka ma jakieś plusy? Zastanówmy się. Myślę, że na duży plus można uznać opisy podróży przez pustynię i zwyczajów Berberów – chociażby przygotowywanie posiłków. Wątek polityczny związany z ojcem Marty też był interesujący. Kobieta miała przebłyski wspomnień. Ukazywały one strach małej dziewczynki, która była świadkiem morderstwa własnego ojca. Przypominały, że zawsze musi patrzeć za siebie. I nie ufać nikomu, bo nigdy nie wiadomo kim nowy znajomy może być. Może kimś z przeszłości, kto przyczynił się do śmierci ojca? Chociaż patrząc na to, że zaufała przestępcy i dała wywieść się do Afryki świadczy o jej naiwności. Domyślałam się, że Marty bywają naiwne, ale nie aż tak.

Mamy też kilka nieścisłości. Pierwszą z nich jest informacja na stronie 106, że akcja dzieje się podczas pandemii. Ot tak nagle, bohaterowie będąc na dworcu w Berlinie zakładają maseczki by ich nie rozpoznano. Wcześniej nie ma o tym ani słowa, potem także nie. Co więcej? Telefony komórkowe. Z tego co pamiętam wyrzucili je na początku ucieczki aby nie można było ich namierzyć, ale w pewnym momencie pojawiają się one jakby nigdy się ich nie pozbyli (ona przegląda się w aparacie w trybie selfie albo znajduje esemesa w jego telefonie, który wypadł z kieszeni). Skoro ich się pozbyli to skąd nagle smartfony? 

Czy polecam? Trudno powiedzieć. Myślę, że można przeczytać by samemu stwierdzić co się w tej książce podoba a co nie. Czytałam lepsze miksy gatunkowe. I to nie jest debiut autorki. Myślę, że przy debiucie można byłoby wiele wybaczyć. Jednak w tym przypadku, szanse są nikłe. 

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Lipstick Books


 

środa, 10 marca 2021

#569 - Kaprys gangstera - recenzja premierowa

 




Lubię od czasu do czasu sięgnąć po literaturę przez niektórych nazywaną erotyczną. Ale w niektórych kręgach jest ona nazywana literaturą romansową. Dla mnie jest to miks erotyki z romansem. Taki całkiem do zniesienia. Gdzie gorące sceny seksu nie wylewają się z każdej strony i nie przyprawiają czytelnika o odruch wymiotny. Bo widzicie, z takimi powieściami jest różnie. Jedne po przeczytaniu pierwszej strony sprawiają, że czytelnik ma ochotę wyprać sobie mózg, a inne sprawiają, że dreszczyk podniecenia nie opuszcza nas do ostatniej strony. I tak właśnie było w przypadku najnowszej książki Katarzyny Mak „Kaprys gangstera”. Nie mogłam się od niej oderwać. 

Elena pracuje dla głównego prokuratora. Mieszka z narzeczonym, z którym planuje wspólną przyszłość. Pewnego wieczoru, robi za koło ratunkowe swojej przyjaciółki Dolores. W pubie spotyka pewnego tajemniczego mężczyznę, który z kolei pomaga jej wrócić do domu, po tym jak wymieszała tabletki nasenne z alkoholem. Następnego dnia okazuje się, że to ważny klient jej szefa. Po raz kolejny drogi Eleny oraz Marcella przecinają się w Miami. Marcello to szycha na Sardynii, a może lepiej brzmi gangster, który ma wszystko, od pieniędzy po każdą kobietę, która stanie na jego drodze. Czy tych dwoje może połączyć gorący romans? Czy może na przeszkodzie stanie włoskie życie Marcella?

Powiem wam, że autorka bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła tą historią. Owszem są sceny seksu, ale nie są aż tak bardzo wyuzdane i pojawiają się od czasu do czasu. Są wręcz dosadne, ale nie obrzydzają w żaden sposób czytelnika. Wręcz przeciwnie. Bardzo spodobało mi się połączenie romansu, obyczaju i lekkiego kryminału, bo przecież Marcello to gangster. Bardzo spodobała mi się jego postać, gdyż przy tej swojej włoskiej stanowczości i stawianiu na swoim, miękł przy ukochanej kobiecie. Poza tym, Elena przeszła metamorfozę, z cichej kobitki stała się stanowcza i zdeterminowana. 

Dla niektórych czytelników historia Eleny i Marcella może wydawać się momentami znajoma. Wiecie gangster porywa młodą dziewczynę do Włoch. Tak, brzmi znajomo prawda? Ale przecież jest sporo takich historii, gdzie bad boy porywa naiwną dziewczynę, więzi i od czasu do czasu bzyka. Tę historię czytało mi się z przyjemnością, nie odrzucało mnie, nie miałam odruchów wymiotnych podczas opisywanych scen miłosnych. Bo widzicie, o tym trzeba umieć pisać, mimo że opisywany jest ostry seks na toaletce w garderobie. Czytelnik ma sobie to wyobrażać, a nie krzywić się podczas czytania i szybko przerzucać strony by ominąć te opisy. I ja podczas tej książki właśnie tak miałam. 

Przyznam się szczerze, że zupełnie takiego zakończenia się nie spodziewałam. Ale Katarzyna Mak w swoich wcześniejszych książkach (tych które udało mi się przeczytać) zawsze zaskakuje czytelnika. Nie skłamię mówiąc, że chciałabym więcej tej historii i tych bohaterów, których polubiłam i to bardzo.

Jeśli szukacie dobrego romansu, to „Kaprys gangstera” nadaje się do tego idealnie. Polecam

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa W.A.B / Lipstick Books 

czwartek, 25 czerwca 2020

#549 - Zapomnij, że istniałem




Lubię odkrywać nowych autorów. To znaczy dla mnie nowych, bo inni przecież znają ich książki. A ja zawsze chciałam poznać książki Beaty Majewskiej. Dzięki współpracy Stowarzyszenia Śląskich Blogerów Książkowych z Wydawnictwem Jaguar, mogłam przeczytać powieść, którą objęliśmy naszym patronatem medialny: „Zapomnij, że istniałem”. Przyznam, że na początku trochę obawiałam się tej historii. Zupełnie niepotrzebnie, gdyż pochłonęła mnie ona od samego początku. 

Luiza jest bardzo młodą panią sołtys, małego Milikowa. Jest strasznie pewną siebie osóbką, można nawet śmiało stwierdzić, że sprawia wrażenie, jakby uważała siebie za kogoś lepszego od innych. Rafał jest samotnikiem, byłym bokserem, który jakiś czas temu stracił rodzinę. Pewnego dnia ich drogi się przecinają. Jednak to spotkanie nie należy do udanych. Dopiero wspólna troska o pasiekę i ule, które stoją na posesji Rafała, zbliża ich do siebie. Mężczyzna jednak stawia sprawę jasno: żadnego związku, czasem tylko seks, zupełnie bez zobowiązań. Niestety, przeszłość Rafała upomina się o niego. Życie tych dwojga zmieni się całkowicie. 

Muszę przyznać, że momentami było gorąco. Ta powieść obyczajowa była przeplatana scenami ognistego seksu. Uwierzcie mi, skutecznie oddziaływało to na wyobraźnię czytelnika. Myślę, że Rafał niektórym paniom może bardzo wpaść w oko. 

Cała ta historia, to taka mieszanka wybuchowa. Bo oprócz romansu, scen seksu, jest jeszcze odrobina kryminału. Czyli to co lubię w książkach. Bo ja proszę państwa lubię w książkach emocje. A tutaj jest ich naprawdę sporo. 

No i zakończenie, które sprawia, że chce się pogonić autorkę, do wydania kontynuacji natentychmiast. Bo czytelnik koniecznie chce wiedzieć co będzie dalej. Tak, zdecydowanie polecam. 






poniedziałek, 19 lutego 2018

#469



Wciąż uwielbiam czytać historie miłosne. Nie wyrosłam z tego i nie jest mi z tym źle. W żadnym wypadku. Poza tym uważam, że raz na jakiś czas powinniśmy czytać coś lekkiego by nie zwariować. Dlatego sięgnęłam po najnowszą książkę Sarah Morgan „Cud na Piątej Alei”

Eva jest romantyczką, która wierzy w szczęśliwe zakończenia, i że ludzie są pełni dobra. Razem z dwiema przyjaciółkami prowadzi firmę organizującą przyjęcia. Od śmierci ukochanej babci w jej sercu panuje smutek. Największą pasją jest gotowanie i poświęca się temu całym sercem. Przed świętami Bożego Narodzenia dostaje zlecenie od Mitzy, która prosi aby zadbała o świąteczną atmosferę w mieszkaniu wnuka. Lucas jest pisarzem i według babci powinien teraz przebywać w Vermont i pisać swoją najnowszą powieść. Niestety Lukas nie wyjechał, a Eva nie może zrezygnować z zadania, bo nad Nowym Jorkiem szaleje śnieżyca i służby odradzają opuszczanie mieszkań. I tak Eva zostaje uwięziona w mieszkaniu z cynicznym autorem kryminałów, który ma zupełnie inne spojrzenie na świat aniżeli ona. Co z tego wyniknie? Musicie się poczytać o tym sami.

Dwa skrajnie różne temperamenty i charaktery pod jednym dachem to mieszanka wybuchowa. W szczególności, że Eva stara się pokazać Lucasowi, że można kochać dwa razy, że powinien dostrzegać w ludziach dobro, a nie tylko złe cechy. Będzie się także starać aby na jego twarzy częściej gościł uśmiech. Po śmierci żony Lucas całkowicie odciął się od świata. Eva będzie próbować to zmienić. Czy się uda?

„Cud na Piątej Alei” to książka przy której można się odprężyć. Autorka stworzyła bohaterów, którzy czytelnikom kradną serca. A historia o współczesnym kopciuszku wciąga od samego początku. Kibicujemy Evie podczas dokonywania zmian w Lukasie i wkurzamy się na pisarza za gburowatość i brak serca.

Ta powieść jest magiczna, a to pewnie za sprawą świątecznej atmosfery i miłości, która niespodziewanie spada na bohaterów. Polecam!!!

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Harper Collins Polska




niedziela, 18 grudnia 2016

#404




Komedie romantyczno-kryminalne mają to do siebie, że poprawiają humor. Idealnie nadają się na okres, kiedy za oknem jest minus pięć stopni a w kominie hula wiatr. Wtedy właśnie cudownie jest zaszyć się w ulubionym fotelu, pod ciepłym kocem z kubkiem gorącej herbaty. Ewentualnie, jeśli spędzamy sami wieczór, bo mężczyzna ma wychodne, z zimnym piwem i paczką ulubionych chipsów. Tak wiem, że to nie jest zdrowe, ale przecież raz na jakiś czas można. Dlatego ja wybrałam drugą opcję. Kiedy tylko drzwi za Jorx’em się zamknęły, zapakowałam się pod koc, wzięłam do ręki debiut literacki Joanny Szarańskiej „I że ci nie odpuszczę” i zatonęłam w świecie Kaliny. Oczywiście z piwem i chipsami. 

Kalina szykuje się do swojego ślubu. Jest szczęśliwa, kocha i jest kochana. Niestety do ślubu nie dochodzi. Już przed samym ołtarzem dowiaduje się, że przyszły Pan Młody okazał się niewiernym draniem i zrobił dziecko najlepszej przyjaciółce Jolce. Cóż, tak czasem w życiu bywa. Jednak dziewczyna nie ma zamiaru zostawać rozhisteryzowaną byłą narzeczoną. Kiedy w prezencie otrzymuje voucher do SPA nie zastanawia się długo, pakuje torbę i wyjeżdża do Kamionek. Przecież należy się jej rekompensata za straty moralne i psychiczne. Po przyjeździe okazuje się, że SPA w Kamionkach dopiero się tworzy, a Ona przez przypadek zostaje malarką fresku i pracownikiem Kamiennego Kręgu. Ale to dopiero początek przygód. Co będzie dalej? O tym musicie przeczytać sami. 

Joanna Szarańska stworzyła powieść, która nie jest typowym romansem, chociaż tytuł opis i okładka mogą to sugerować. Asia napisała świetną komedię z wątkiem kryminalnym i miłosnym. Historia wciąga od samego początku, bawi i zaskakuje. Autorka stworzyła wesołe dialogi, zabawne sytuacje, które z pewnością mogłyby zdarzyć się w życiu każdego z nas. Okazuje się, że zamiast luksusowego SPA mamy stary dworek, który nie jest przystosowany do ekskluzywnych zabiegów, a goście, którzy przyjechali odpocząć w jacuzzi mają lokalną rzeczkę, wiejski twarożek i kąpiele w mleku z mydlinami. No cóż, trzeba przyznać, że pomysłowość bohaterów nie zna granic. Oczywiście należy jeszcze wspomnieć o malowaniu fresku farbami plakatowymi. 

„I że ci nie odpuszczę” to bardzo udany debiut. Z tego co mi wiadomo to pierwsza część serii „Kalina w malinach” i powiem szczerze, że jestem ciekawa co będzie dalej działo się z bohaterami tej powieści. Jeśli poszukujecie książki zabawnej z kryminałem w tle to bez wahania sięgnijcie po tę pozycję. Nie zawiedziecie się. Polecam!!!