wtorek, 12 lutego 2019
#507 Nasze własne piekło. Przedpremierowo
czwartek, 12 kwietnia 2012
#190

Droga Tachykardio!
Nie wiem czy kiedyś wspominałam Ci, że od dawna marzy mi się wyjazd i zwiedzanie Hiszpanii. To jedno z moich małych i szalonych pomysłów. Wiesz, wsiąść w samochód, zapakować najpotrzebniejsze rzeczy i wyruszyć na podbój Hiszpanii. Zawsze chciałam poznać Hiszpanów, ich obyczaje, zasmakować ichniejszej kuchni oraz posłuchać jak pięknie mówią w swoim języku. Bo musisz przyznać, że język hiszpański jest niezwykle śpiewny. Niestety jak na razie moje marzenia muszą trochę poczekać. Jednak nie rezygnuję z nich. A na zaostrzenie apetytu o pięknym Półwyspie Iberyjskim postanowiłam poczytać książkę „U mnie zawsze świeci słońce” Victorii Twead. Chcesz posłuchać?
Victoria Twead wraz z mężem Joe mieszka w szarej, ponurej Anglii. Pewnego dnia, podczas oglądania prognozy pogody – zapowiadającej nomen omen deszcze i chłody – postanawia porzucić swoje dotychczasowe życie w Sussex i przenieść się do pięknej, ciepłej i malowniczej Hiszpanii. Pomysł, całkiem niezły do zrealizowania. Jednak jak wiadomo zawsze znajdzie się jakieś za i jakieś przeciw. Victoria ma dość solidne argumenty do przekonania męża żeby się przeprowadzić do Hiszpanii: słoneczna pogoda, tanie domy, życie na wsi, tania benzyna (w sumie patrząc na ceny naszych paliw i pogodę za oknem sama bym się przeniosła do słonecznej Hiszpanii) cudowne hiszpańskie jedzenie itp. itd. Na wszystkie „za” mąż Joe miał swoje „przeciw”: nieznajomość hiszpańskiego. Po długich debatach w końcu dochodzą do konsensusu i… stawiają na plan pięcioletni. Postanawiają kupić dom w małym andaluzyjskim miasteczku, wyremontować go i jeśli po pięciu latach będą chcieli wrócić do Anglii zrobią to, jeśli nie… zostaną na stałe w Hiszpanii. Czy uda im się znaleźć odpowiedni dom? Czy zadomowią się i zaprzyjaźnią z mieszkańcami miasteczka? O tym musisz przeczytać sama.
Przyznaję, że dałam się porwać czarowi małego, hiszpańskiego miasteczka w Andaluzji. Czułam na sobie powiew ciepłego wiatru i promienie słońca. Razem z Vicky i Joe’m zaprzyjaźniałam się z mieszkańcami, zajęłam się hodowlą kur, zajadałam się pysznymi hiszpańskimi potrawami. A co najważniejsze wypoczywałam w hiszpańskim słońcu.
Historia opowiadana przez Victorię jest niesamowita. Autorka ma wielki dar narracji, który sprawia, że nie można się oderwać od historii na hiszpańskiej prowincji. Każda strona jest pełna słońca, przepisów prosto z hiszpańskiej kuchni, a mieszkańcy El Hoyo potrafią w sobie rozkochać każdego. No nie oszukujmy się Hiszpanie należą do bardzo otwartych. Vicktoria z niebywałem poczuciem humoru opowiada anegdoty z życia mieszkańców El Hoyo oraz historie ich życia: chociażby wielkie przygotowania do fiesty, którą świętuje się kilka dni. Przecież w Hiszpanii, miasteczka zaczynają tętnić życiem dopiero po zmroku.
Dzięki książce „U mnie zawsze świeci słońce” mam jeszcze większą ochotę, porzucić dotychczasowe życie i przenieść się do miejsca gdzie piękne słońce świeci przez większą część roku. Gdzie ludzie są bardziej otwarci na innych. Gdzie pyszne wino leje się litrami a potrawy sprawiają, że ślinka cieknie na ich samą myśl.
Tachykardio chcę pojechać do Andaluzji i podziwiać te widoki, które widzieli Joe i Victoria. Chcę zasmakować się w hiszpańskiej kuchni. Pojedziesz ze mną, prawda?
P.S.
Książka zawiera przepisy, które mogą chociaż troszkę przybliżyć hiszpański klimat.
P.S.2.
Za książkę dziękuję Wydawnictwu Pascal