Jakoś ostatnio przekonuję się do nowych technologii, jeśli chodzi o czytanie książek. Kilkoro moich znajomych planowało zakup czytnika, ale, w ich przypadku, na planach się skończyło. Natomiast ja się w ten czytnik zaopatrzyłam mimo, iż posiadać go w planach wcale nie miałam.
Kilka lat temu bardzo chciałam posiadać czytnik. Chciałam w końcu zaprzestać kupowania tylu książek. Zamiast czytnika ‒ kupiłam iPad. Wiadomo: więcej możliwości, oprócz czytania. Pierwszą książkę elektroniczną przeczytałam dwa lata później właśnie na iPadzie. Była to któraś z powieści Musso. Spodobało mi się to. Nawet bardzo. W pewnym momencie miałam nawet wrażenie, że szybciej mi się czyta książki w wersji elektronicznej.
Będąc na zeszłorocznych Targach Książki w Krakowie wpadł mi w oko PocketBook, model wodoodporny. Przyznaje się bez bicia ‒ chciałam go nawet kupić. Fakt, że nie miałabym potem co jeść wcale się nie liczył. Najważniejszy był czytnik. Nie wiem czy na szczęście, czy też nie, mój głos rozsądku w postaci Jorx’a odciągnął mnie od tego pomysłu. Jednak gdzieś tam z tyłu głowy kołatała mi myśl, że muszę kiedyś zaopatrzyć się w czytnik.
Zaczęłam czytać coraz więcej ebooków na iPadzie. Coraz bardziej mi się to podobało. Jednak takie czytanie źle odbijało się na moim zdrowiu. Gdy czytałam przed snem, następnego dnia budziłam się z bólem głowy i oczu. Na początku zrzucałam winę na małą ilość snu. Bóle zdarzały się częściej mimo, iż przesypiałam ponad 8 godzin. Wtedy, w otchłani Internetu, wpadłam na artykuł o czytaniu ebooków przed snem. Porównywano w nim czytanie na tablecie z wyświetlaczem LCD a czytaniem na czytniku. Wniosek był jeden: czytanie na LCD jest bardziej męczące i źle wpływa na sen. Podjęliśmy wtedy z Jorx’em decyzję, że należy zaopatrzyć mnie w czytnik z wyświetlaczem e-ink i podświetleniem. Kasa która miała pójść na biblioteczkę w ostateczności została przeznaczona na czytnik dla mnie. Zdecydowanie dla mnie. Jorx jakoś do nowoczesnych technologii nie jest przekonany.
Czy jestem zadowolona? To mało powiedziane – jestem zachwycona. Kiedy jadę pociągiem, zabieram czytnik ze sobą a w nim mam masę książek. Nigdy nie wiem na co będę miała w danej chwili ochotę. Poza tym, faktycznie – szybciej mi się czyta na czytniku. No i nie muszę czekać, by otworzyli księgarnię, żeby zakupić kolejną książkę. Wystarczy uruchomić komputer i zalogować się do jednej z księgarń i cieszyć się nowością na wirtualnej półce.
Nie liczcie na obszerną opinię i relację użytkowania czytnika. W recenzowaniu sprzętu nie jestem dobra. Powiem tylko tak:
- PocketBook odczytuje masę formatów, więc nie muszę bawić się w przerabianie ich na ten najbardziej mnie interesujący
- posiada podświetlenie, co idealnie sprawdza się nocą, gdy Jorx śpi, ja nie muszę się martwić tym, że światło nocnej lampki będzie mu przeszkadzać
- książki mogę ładować przez wi-fi
- PocketBox posiada połączenie z kontem Dropbox
- posiada kilka gier, ale nie używam – do tego mam iPada
- można w nim zaznaczać wybrane fragmenty w książce i robić notatki
- umożliwia dostęp do jednej z księgarń i portalu, ale nie korzystam z tej funkcji, gdyż nie jest mi to wcale potrzebne
- można włożyć do niego kartę pamięci i automatycznie powiększyć miejsce na książki (a to przydaje się gdy wyjeżdżam a urlop)
Podczas planowania najbliższego wyjazdu, Jorx zadał magiczne pytanie: ile biorę ze sobą książek. Padła krótka odpowiedź: ani jednej. Mam czytnik, a tam jest pełno książek. To prawda, nie biorę książek papierowych, bo znając mnie pojadę bez a wrócę z górą, jak to zwykle po urlopie bywa.
W końcu Targi Książki w Warszawie trzeba jakoś uczcić prawda?
P.S.
Przepraszam za jakość zdjęć, ale mój aparat chwilowo odmówił współpracy i zdjęcia robione są telefonem
Kilka lat temu bardzo chciałam posiadać czytnik. Chciałam w końcu zaprzestać kupowania tylu książek. Zamiast czytnika ‒ kupiłam iPad. Wiadomo: więcej możliwości, oprócz czytania. Pierwszą książkę elektroniczną przeczytałam dwa lata później właśnie na iPadzie. Była to któraś z powieści Musso. Spodobało mi się to. Nawet bardzo. W pewnym momencie miałam nawet wrażenie, że szybciej mi się czyta książki w wersji elektronicznej.
Będąc na zeszłorocznych Targach Książki w Krakowie wpadł mi w oko PocketBook, model wodoodporny. Przyznaje się bez bicia ‒ chciałam go nawet kupić. Fakt, że nie miałabym potem co jeść wcale się nie liczył. Najważniejszy był czytnik. Nie wiem czy na szczęście, czy też nie, mój głos rozsądku w postaci Jorx’a odciągnął mnie od tego pomysłu. Jednak gdzieś tam z tyłu głowy kołatała mi myśl, że muszę kiedyś zaopatrzyć się w czytnik.
Zaczęłam czytać coraz więcej ebooków na iPadzie. Coraz bardziej mi się to podobało. Jednak takie czytanie źle odbijało się na moim zdrowiu. Gdy czytałam przed snem, następnego dnia budziłam się z bólem głowy i oczu. Na początku zrzucałam winę na małą ilość snu. Bóle zdarzały się częściej mimo, iż przesypiałam ponad 8 godzin. Wtedy, w otchłani Internetu, wpadłam na artykuł o czytaniu ebooków przed snem. Porównywano w nim czytanie na tablecie z wyświetlaczem LCD a czytaniem na czytniku. Wniosek był jeden: czytanie na LCD jest bardziej męczące i źle wpływa na sen. Podjęliśmy wtedy z Jorx’em decyzję, że należy zaopatrzyć mnie w czytnik z wyświetlaczem e-ink i podświetleniem. Kasa która miała pójść na biblioteczkę w ostateczności została przeznaczona na czytnik dla mnie. Zdecydowanie dla mnie. Jorx jakoś do nowoczesnych technologii nie jest przekonany.
Czy jestem zadowolona? To mało powiedziane – jestem zachwycona. Kiedy jadę pociągiem, zabieram czytnik ze sobą a w nim mam masę książek. Nigdy nie wiem na co będę miała w danej chwili ochotę. Poza tym, faktycznie – szybciej mi się czyta na czytniku. No i nie muszę czekać, by otworzyli księgarnię, żeby zakupić kolejną książkę. Wystarczy uruchomić komputer i zalogować się do jednej z księgarń i cieszyć się nowością na wirtualnej półce.
Nie liczcie na obszerną opinię i relację użytkowania czytnika. W recenzowaniu sprzętu nie jestem dobra. Powiem tylko tak:
- PocketBook odczytuje masę formatów, więc nie muszę bawić się w przerabianie ich na ten najbardziej mnie interesujący
- posiada podświetlenie, co idealnie sprawdza się nocą, gdy Jorx śpi, ja nie muszę się martwić tym, że światło nocnej lampki będzie mu przeszkadzać
- książki mogę ładować przez wi-fi
- PocketBox posiada połączenie z kontem Dropbox
- posiada kilka gier, ale nie używam – do tego mam iPada
- można w nim zaznaczać wybrane fragmenty w książce i robić notatki
- umożliwia dostęp do jednej z księgarń i portalu, ale nie korzystam z tej funkcji, gdyż nie jest mi to wcale potrzebne
- można włożyć do niego kartę pamięci i automatycznie powiększyć miejsce na książki (a to przydaje się gdy wyjeżdżam a urlop)
Podczas planowania najbliższego wyjazdu, Jorx zadał magiczne pytanie: ile biorę ze sobą książek. Padła krótka odpowiedź: ani jednej. Mam czytnik, a tam jest pełno książek. To prawda, nie biorę książek papierowych, bo znając mnie pojadę bez a wrócę z górą, jak to zwykle po urlopie bywa.
W końcu Targi Książki w Warszawie trzeba jakoś uczcić prawda?
P.S.
Przepraszam za jakość zdjęć, ale mój aparat chwilowo odmówił współpracy i zdjęcia robione są telefonem