środa, 25 listopada 2015

#354

"Konkurs z Wajrakiem"

Dzisiaj na kilkunastu blogach ŚBK ukaże się podobny post z zapowiedzią konkursu. Zapamiętajcie dobrze te blogi, bo to na tych stronach JUTRO musicie szukać wskazówek do odgadnięcia konkursowego hasła.

Ale po kolei:
Konkurs Śląskich Blogerów Książkowych rozpocznie się 26.11.2015, ale dzisiaj zaprezentuję jego przebieg i zasady, na jakich będzie się opierał.

"Konkurs z Wajrakiem" będzie polegał na tym, aby odnaleźć w ZAMIESZCZONYCH JUTRO wpisach, na blogach ŚBK słowa - klucze, które ułożą się w hasło konkursowe. Hasło to trzeba będzie wysłać na adres mailowy ŚBK: silesiabook@onet.pl Nie powiemy Wam, jakich słów trzeba szukać, nie martwcie się jednak, słowo - klucz będzie bardzo wyraźnie zaznaczone i łatwe do znalezienia. Idąc po śladach, klikając na odpowiednie słowa, będziecie przechodzić od bloga do bloga, aż w końcu traficie na fanpage Śląskich Blogerów Książkowych na FB. To będzie dla Was sygnał, że ułożyliście całe hasło. Następnym krokiem będzie wysłanie hasła na adres mailowy podany wyżej. Dla ułatwienia konkursu, proponujemy zacząć poszukiwania na blogu Agnes - http://mcagnes.blogspot.com/.

Potem powinno pójść Wam jak z płatka.

Regulamin
1. Konkurs z Wajrakiem organizowany jest przez grupę ŚBK
2. Sponsorem nagród jest Wydawnictwo Agora
3. Nagrodą w konkursie jest książka "Wilki" Adama Wajraka
4. Konkurs trwa od 26.11.2015 do 01.12.2015.
5. Wyniki zostaną ogłoszone dnia następnego, czyli 02.12.2015.
6. Odpowiedzi na zadania konkursowe proszę wysyłać na adres:silesiabook@onet.pll
7. O wygranej w konkursie decyduje kolejność zgłoszeń. Wygrywa DWUNASTA od KOŃCA osoba.
8. Pod uwagę brane będą tylko prawidłowe odpowiedzi wysłane drogą mailową, sygnowane własnym imieniem i nazwiskiem
9. Nagroda zostanie przesłana na adres podany przez zwycięzcę. W przypadku nieodebrania nagrody organizatorzy konkursu mogą wyłonić innego zwycięzcę lub przeznaczyć nagrodę na inne cele.
10. Biorąc udział w konkursie, zgadzają się Państwo na przetwarzanie podanych przez siebie danych osobowych przez organizatora Grupę ŚBK oraz Wydawnictwo Agora, zgodnie z Ustawą o ochronie danych osobowych z dnia 29 sierpnia 1997 r (Dz. U. nr 133 poz. 883) - które zostaną wykorzystane jednorazowo.
11. Wysyłka tylko na terenie Polski

Zadanie konkursowe:
Ze słów - kluczy podanych na blogach ŚBK ułóż hasło konkursowe.


 

czwartek, 12 listopada 2015

#353

Ostatnio jak już zauważyliście (oczywiście, wszyscy ci którzy jeszcze tutaj zaglądają), że zamilkłam i to na dobre. Nie wiem dlaczego i co się dzieje, ale jakoś łapię się na tym, że pisanie listów do Tachykardii idzie mi kiepsko. Stąd brak wpisów. Dużo myślałam, nad tym moim wirtualnym domkiem i na tym co powinnam z nim zrobić. Pierwszą myślą było zlikwidowanie go. I uwierzcie mi miałam taki zamiar. Jednak gdy tak w końcu się zastanowiłam to doszłam do wniosku, że szkoda byłoby przekreślić tyle lat pisania. I gdy spojrzałam na "archiwum bloga" zorientowałam się, że to już ponad pięć lat kiedy istnieję tutaj jako Archer i piszę listy. Na początku miały być zdjęcia... ale tę historię już znacie. 

Do czego dążę... Hm... chyba czas wrócić do pisania. Bo przecież ja bez pisania nie istnieję, nie potrafię oddychać tak samo jak bez czytania. Nie wiem jak często będą pojawiać się listy, wszystko będzie zależało od tego jaką dyscyplinę sobie nałożę. Wiem, że mogę liczyć na Tachykardię (tak ONA naprawdę istnieje, nie jest wymysłem mojej wyobraźni) i na Jej kopy w cztery litery. Mimo iż mieszka w Centralnej Polsce to wiem, że czasem kopnie mnie i zmobilizuje. Nie wiem jak zrobiła to teraz, ale... podziałało. Czego dowodem jest ten wpis. 

Znów zasiadam z piórem i notesem w ręce. Nie zawsze w ukochanej kawiarni Cafe & Collation, do której mogę wpadać w przysłowiowych kapciach, ale częściej na Krótkiej Sofie. Z muzyką która mnie napędza do pisania w głośnikach. Nadrabiam zaległości, które niebawem pojawią się w moim internetowym domku. 

Dziękuję tym wytrwałym, którzy czasem tutaj zerkają i sprawdzają jak mój domek zarastał pajęczyną i kurzem. Właśnie wpadłam tutaj z odkurzaczem i wodą z pachnącym płynem do podłogi. Czas posprzątać i zaprowadzić małe zmiany. Jakie będą? Sama nie wiem. Ale na pewno coś wymyślę ;)





piątek, 6 listopada 2015

#352


Droga Tachykardio!

Łapię się na tym, że łaknę książek lekkich, pełnych miłości i ze szczęśliwym zakończeniem. Nie wiem dlaczego tak się dzieje. To chyba nadchodząca zima tak mnie nastraja. Kiedy sięgam po książkę to nie wybieram kryminału, lecz obyczaj lub jak kto woli powieść kobiecą. Tak też było w przypadku książki „To przez Ciebie” Mhairi McFarlane.

Delia od dziesięciu lat żyje w szczęśliwym wolnym związku. W głębi duszy jednak chciałaby pchnąć ten związek na wyższy poziom. Z okazji dziesiątej rocznicy postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i oświadcza się swojemu chłopakowi. Czym w sumie wprawia go w osłupienie. I to dość duże, gdyż w pewnym momencie, podczas tego samego wieczoru dostaje sms którego ewidentnie nie powinna dostać. Sms był skierowany do tej drugiej - jak się okazało: kochanki. Delia nie zastanawia się długo, porzuca swoją pracę, pakuje swoje rzeczy i wyjeżdża do swojej przyjaciółki, która mieszka w Londynie. Tam postanawia rozpocząć nowe życie. 

Czy to się jej uda? Czy porzucony chłopak pozwoli o sobie i o wspólnych dziesięciu latach tak łatwo zapomnieć? I kim jest tajemniczy Adam, który pojawia się na horyzoncie? Na te pytania musisz odpowiedzieć sobie sama, czytając tę książkę.

To moje pierwsze spotkanie z tą Autorką. Wcześniej nie miałam okazji zapoznać się z jej twórczością, mimo iż książka „Nie mów nic, kocham cię” stoi u mnie na półce. Czy spotkanie z książką był udane?

Cóż, na początku dość sceptycznie podeszłam do książki oraz do historii w niej zawartej. Trochę ciężko mi się ją czytało, jednak z czasem wciągnęłam się w historię Delii oraz Paula. Na początku może się wydawać, że to typowa historia: kobieta zostaje zdradzona, pakuje swoje manatki i wyprowadza się i rozpoczyna nowe życie. Ale nie wiem czy zauważyłaś, że prawie wszystkie porzucone bohaterki wyprowadzają się na prowincję, z dala od zgiełku wielkiego miasta. Tutaj jest zupełnie inaczej. Delia, porzuca swoje małe miasteczko na rzecz wielkiego Londynu.

Powiem Ci, że główna bohaterka wkurzała mnie niemiłosiernie. Dlaczego? Jak zareagowałabyś, gdybyś dowiedziała się, że Twój facet od pół roku Cię zdradza? Że okłamuje Cię prawie na każdym kroku i nie jest z Tobą szczery. U mnie byłaby szybka piłka: spadaj facet, tam są drzwi. Nie ma kolejnej szansy. Nadszarpnąłeś raz moje zaufanie - możesz zrobić to po raz kolejny. I co z tego, że twierdzisz, że mnie kochasz. Zdradziłeś raz, może to się powtórzyć. Proste, nie? Jednak nie dla Delii. Ona postanawia mu na nowo zaufać. Wraca do niego i stara się odbudować związek. Nie potrafiłam tego zrozumieć.

Na całe szczęście Delia w końcu poszła po rozum do głowy. I w tym momencie przyklasnęłam jej postanowieniom. Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Nie da się odbudować domu, który raz już runął. Zawsze będzie chwiejny, mało stabilny a co za tym idzie, znów może runąć.

Jeśli masz ochotę na przyjemną lekturę, która obowiązkowo kończy się happy endem, to musisz koniecznie przeczytać „To przez ciebie”. Wiem, że Ci się spodoba. Polecam!!!

Pozdrawiam 
Archer

P.S.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Harper Collins





piątek, 11 września 2015

#351



Droga Tachykardio!

Raz na jakiś czas potrzebujemy lektury która sprawi, że oderwiemy się od rzeczywistości. Zatopimy się w świecie bohaterów i nie odłożymy książki, dopóki nie dotrzemy do ostatniej kropki. A jeśli podczas czytania lektury będziemy mieć niekontrolowane napady śmiechu - to jeszcze lepiej dla nas. Znam taką Autorkę, która zapewnia wyżej wymienione „atrakcje”. Owszem, ty także ją znasz. To Magdalena Witkiewicz. Jestem świeżo po lekturze jej najnowszej powieści „Moralność Pani Piontek”. Zapewnia napady śmiechu, nie pozwala się od siebie oderwać i dodatkowo, jak to w książkach Magdy bywa, jest to opowieść z przesłaniem. 

Gertruda Piontek od samego początku chciała być kimś. Pragnęła dla siebie lepszego życia. Gdy na studiach medycznych przez przypadek dostała indeks Poniatowskiego wiedziała, że on będzie jej mężem. Dla takiego nazwiska potrafiła zrobić wszystko. Oczywiście, dopięła swego. Gdy urodził się im syn, otrzymał imię Augustyn. Przecież do takiego nazwiska musi być dobrane odpowiednie imię. Od najmłodszych lat Gertruda chuchała i dmuchała na jedynaka. I odpowiednio kierowała jego edukacją. Jednak jak to czasem bywa, w pewnym momencie ukochany Syn miał dosyć apodyktycznej mamusi. Spakował swoje manatki i uciekł do wynajmowanego mieszkania. Jak dalej potoczyły się losy upiornej Mamusi i syna jedynaka - musisz doczytać sama. 

Za każdym razem kiedy sięgam po książkę Magdy wiem, że czeka mnie świetna zabawa. Nie mam pojęcia jak Ona to robi, ale od historii, które tworzy Magda nie sposób się oderwać; zapadają one w pamięć. Czasem każą spojrzeć inaczej na swoje życie, zatrzymać się i je przewartościować. Tak przecież było w „Pierwszej na liście”, „Zamku z piasku” czy chociażby „Opowieści niewiernej”. Ale także, Magda ma talent do tworzenia książek “z jajem”. Siadasz, czytasz i zalewasz się łzami ze śmiechu. A najlepsze jest to, że te historie (nie tylko te do śmiania się) są z życia wzięte. 

Dla niektórych, książki Witkiewicz mogą wydać się przewidywalne, przeciętne i nic nie warte. Świetnie, więc niech ich nie czytają. Bo po co mają “marnować swój czas”. Niech sobie darują. 

„Moralność Pani Piontek” to książka, która wciąga od pierwszych liter i nie puszcza aż do ostatniej kropki. Nie da się jej odłożyć nawet na chwilę, bo przebieramy nogami by dowiedzieć się, co dalej. Co tym razem Magda wymyśliła. 

Cóż ja ci mogę jeszcze powiedzieć? Znasz Magdę oraz jej książki więc wiesz, co cię czeka. Całą książkę można podsumować, parafrazując jedno ze zdań które wypowiada bohaterka: „Słuchaj Krystyna, nie zaczynaj czytać książki Magdaleny wieczorem do poduszki. Bo nie będziesz mogła się oderwać i odechce ci się spać. A rano będziesz mieć problem ze wstawaniem i nawet litr kawy nie pomoże.”

Bo Magda właśnie takie książki pisze. I teraz tuptam z niecierpliwością na jej kolejną powieść, która pojawi się na rynku wydawniczym w październiku. 

Polecam!!!

P.S.
Zdjęcie autorstwa Mojej Przyjaciółki, która wpadła kiedyś do mnie do księgarni, zamówiła latte i zanurzyła się w świat Państwa Piontek. I co chwila słyszałam wybuchy śmiechu. Taaaaak... ludzie przy stolikach obok dziwnie na Nią patrzyli. 

poniedziałek, 7 września 2015

#350



Kiedy za oknem szaleje upał, powinno się wtedy czytać książki w których panuje zimna. Najlepiej szwedzkie kryminały. Ale jeśli za oknem pada, wtedy dobrze sięgnąć po słoneczną powieść. A jeśli takowej nie mamy to wystarczy powieść z latem w tytule. Dlatego ja sięgnęłam właśnie po „Lato w Nowym Jorku” Wendy Markham.

Tracey uciekła ze swojego rodzinnego miasta prosto do Nowego Jorku. Przyjechała tutaj wraz ze swoim chłopakiem Willem. Tracey na co dzień pracuje w agencji reklamy, wynajmuje małą kawalerkę, przyjaźni się z Raphaelem i Kate. Na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie spokojnej dziewczyny. Ma kompleksy na punkcie swojego wyglądu i wagi. Jednak nie tylko tym się przejmuje. Otóż Wil,l jej facet, jest początkującym aktorem, który na okres letni wyjeżdża by szkolić swój warsztat wiele kilometrów od NY. Tracey na początku chce oddać się szaleńczej tęsknocie za ukochanym,jednak po pewnym czasie dochodzi do wniosku, że nie tego chce. Nie na tym ma polegać „czas bez Willa”. Postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i dokonać swoistej metamorfozy. 

Gdy zaczynałam czytać tę powieść bardzo sceptycznie do niej podchodziłam. Główna bohaterka doprowadzała mnie do szewskiej pasji. Strasznie mnie irytowała swoim zachowaniem. Wkurzało mnie to, że nachalnie wręcz starała się przekonać swojego faceta, że jej przyjazd do niego to fantastyczny pomysł. Nie docierały do niej żadne argumenty, ze strony Will’a. Chociaż on też mnie drażnił swoim zachowaniem. Cały czas miałam wrażenie, że z ich dwojga to ona bardziej zaangażowana jest w ten związek. Will traktował ją bardziej jak koleżankę niż dziewczynę. Tak nie traktuje się kobiety z którą się jest!

Dopiero w momencie kiedy Tracey zaczęła wprowadzać w plan swoją metamorfozę zaczęłam jej z całego serca kibicować i trzymać kciuki by jej się udało. Ona naprawdę zasługiwała na kogoś lepszego. 

Opis na okładce może sugerować typowy romans. Jednak nie dajmy się na to nabrać. Ta książka zawiera całkiem mądre przesłanie: czasem rozłąka pozwala z dystansu spojrzeć na nasz związek. Poza tym zmiany są w naszym życiu bardzo potrzebne, tylko musimy mieć odwagę by je dokonać. Polecam!!!

P.S.
Wyczytałam w sieci, że to pierwsza z kilku powieści z Tracey w roli głównej. Liczę na to, że niebawem przeczytamy dalsze losy naszej bohaterki.

P.S.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa HarperCollins