wtorek, 4 maja 2021

#575 - Szeptun - opinia przedpremierowa

 




Kiedy w moje ręce wpadła najnowsza książka Tomasza Betchera, wiedziałam, po prostu wiedziałam, że to będzie uczta literacka. I taka też była. 

Nie chciałabym za bardzo zdradzać Wam szczegółów. Gdyż jest to taka historia, którą każdy powinien przeczytać. Nie jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością autora. Mam za sobą jego debiut „Tam gdzie jesteś” oraz „Szczęście z piernika” i każda z nich wywarła na mnie ogromne wrażenie. Tomasz Betcher tworzy niezwykłe powieści obyczajowe. Oprócz historii która jest osią książki, mamy tło społeczne, które ma po części wpływ na całą akcję. Tak samo jest w jego najnowszej książce. Tutaj mamy do czynienia z wykluczeniem społecznym, związanym z pochodzeniem głównego bohatera, a także uprzedzeniami i stereotypami. A sami dobrze wiemy, że z tym dość trudno walczyć. Owszem możemy próbować zmienić nastawienie, ale to nie od nas samych zależy tylko od ludzi. Waldek mieszkał w domu sam, jego dziadek nauczył go pędzić alkohol, zbierać zioła, które przecież od wielu, wielu lat mają lecznicze właściwości. To stąd wzięło się przekonanie, że Waldek potrafi leczyć, jest znachorem, szeptunem. Ale tak naprawdę to przecież wystarczy poszperać głęboko w internecie, bądź w książkach, by samemu się przekonać o właściwościach ziół. Ale samotność głównego bohatera i jego przeszłość sprawiły, że właśnie tak był odbierany przez mieszkańców pobliskich domów. 

Oczywiście nie mogło zabraknąć miłości. Bo jak każdy wie, w powieściach obyczajowych to dość istotny element. Tym razem mamy miłość dojrzałą, która zaskakuje głównych bohaterów. Żadne z nich się tego nie spodziewa. Ale przecież miłość nie wybiera, zjawia się w momencie kiedy nikt jej nie oczekuje. Poza tym główna bohaterka Julia udowadnia, że czasem warto pójść za głosem serca i… rzucić wszystko i wyjechać w Beskidy. Bo miłość uskrzydla. Dla niej jesteśmy gotowi postawić wszystko na jedną kartę. 

Powiem Wam, że jest tu także poruszony bardzo ważny temat, który osobiście mnie zaskoczył. Wiedziałam, że córka głównej bohaterki przeżyła traumę. To wydarzenie bardzo ją zmieniło, niestety na gorsze. Byłam przekonana, że cała jej historia, zostanie w strefie domysłów, by czytelnik sam mógł sobie dopowiedzieć co takiego się wydarzyło w życiu Marysi, że tak bardzo się zmieniła. Ale nie, wszystko zostaje wyjaśnione i poznajemy historię dziewczynki. Byłam wstrząśnięta, tak jak każdy z was, czytelników będzie. 

I jest jeszcze wątek lekko kryminalny, który zaparł mi dech w piersi aż tak, że z niecierpliwością i przestrachem przewracałam strony. Koniecznie chciałam wiedzieć czy happyend jest tutaj możliwy? 

Niesamowite w tej historii są wszystkie wtrącenia legend, wierzeń słowiańskich i mitów. To nadawało książce tajemniczości i idealnie pasowało do życia Waldka. 

Jeśli poszukujecie powieści która Was w sobie rozkocha to „Szeptun” nadaje się do tego idealnie. Czytajcie - nie pożałujecie.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa W.A.B.

niedziela, 2 maja 2021

#574 - Ucieczka



Wiele razy wspominałam, że lubię czytać książki w których bohaterka jest moją imienniczką. Zawsze wtedy zastanawiam się, jakie cechy charakteru będzie posiadać, czy będzie podobna chociaż trochę do mnie. Tak samo było w przypadku najnowszej książki Ady Nowak „Ucieczka”. 


Marta pracuje jako psycholog na więziennym oddziale leczenia uzależnień we Wronkach. Jednym z jej pacjentów jest Adam. Podczas terapii wyznaje jej, że nie popełnił zbrodni o które jest oskarżony. Dziwnym trafem Marta mu wierzy. Może dlatego, że mężczyzna budzi w niej nieznane dotąd emocje: pożądanie, fascynację a także strach. Pewnego dnia Adam namawia Martę na ucieczkę. Kobieta zgadza się na jego plan. I tak zaczyna się ich wielka ucieczka przez Niemcy, Włochy, Tunezję do Maroka. Czy uda im się uciec przed „przyjaciółmi” którzy depczą Marcie po piętach? I jak wiele wspólnego ma Adam, ze śmiercią jej ojca, której Marta była świadkiem?

Prawdę mówiąc nie wiem co mam napisać. Serio. Chyba po raz pierwszy, nie wiem jak ubrać w słowa to co czuję. Nie jest to zachwyt, niestety. W skrócie mogłabym napisać: książka jest ok, szału nie ma. I to byłaby prawda. 

Ogólnie historia ma swój potencjał, jednak naiwność głównej bohaterki sprawiła, że z bólem doczytałam tę książkę do końca. Byłam ciekawa jaki będzie finał. Bo umówmy się, dorosła kobieta, pani psycholog, daje się wmanewrować w ucieczkę z więzienia groźnego przestępcy. Do tego ucieka razem z nim przez dwa kontynenty. Najpierw we Włoszech spotyka bandytów a konkretnie oprychów na wzór mafii sycylijskiej. Później na wielbłądach wraz z Berberami przemierza pustynię, następnie pościg na starym mieście, i koniec podróży na końskich grzbietach. Oczywiście w międzyczasie są sceny seksu, nie tylko głównych bohaterów, ale także drugoplanowych postaci, w sumie taka Sodoma i Gomora. 

Pewnie jesteście ciekawi czy książka ma jakieś plusy? Zastanówmy się. Myślę, że na duży plus można uznać opisy podróży przez pustynię i zwyczajów Berberów – chociażby przygotowywanie posiłków. Wątek polityczny związany z ojcem Marty też był interesujący. Kobieta miała przebłyski wspomnień. Ukazywały one strach małej dziewczynki, która była świadkiem morderstwa własnego ojca. Przypominały, że zawsze musi patrzeć za siebie. I nie ufać nikomu, bo nigdy nie wiadomo kim nowy znajomy może być. Może kimś z przeszłości, kto przyczynił się do śmierci ojca? Chociaż patrząc na to, że zaufała przestępcy i dała wywieść się do Afryki świadczy o jej naiwności. Domyślałam się, że Marty bywają naiwne, ale nie aż tak.

Mamy też kilka nieścisłości. Pierwszą z nich jest informacja na stronie 106, że akcja dzieje się podczas pandemii. Ot tak nagle, bohaterowie będąc na dworcu w Berlinie zakładają maseczki by ich nie rozpoznano. Wcześniej nie ma o tym ani słowa, potem także nie. Co więcej? Telefony komórkowe. Z tego co pamiętam wyrzucili je na początku ucieczki aby nie można było ich namierzyć, ale w pewnym momencie pojawiają się one jakby nigdy się ich nie pozbyli (ona przegląda się w aparacie w trybie selfie albo znajduje esemesa w jego telefonie, który wypadł z kieszeni). Skoro ich się pozbyli to skąd nagle smartfony? 

Czy polecam? Trudno powiedzieć. Myślę, że można przeczytać by samemu stwierdzić co się w tej książce podoba a co nie. Czytałam lepsze miksy gatunkowe. I to nie jest debiut autorki. Myślę, że przy debiucie można byłoby wiele wybaczyć. Jednak w tym przypadku, szanse są nikłe. 

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Lipstick Books


 

piątek, 23 kwietnia 2021

#573 - Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich czyli o legalnym czytaniu




Wiele lat temu kiedy jeszcze nie było ebooków, a konkretnie plików epub czy też mobi, książki były skanowane i wrzucane do pliku pdf. I tak rozprowadzane wśród znajomych czy też udostępniane w sieci. Nikt wtedy nie przejmował się prawami autorskimi. Bardziej zależało na tym by książkę mieć na własność. Faktem jest, że czytało się na komputerze, gdyż nie wszyscy mieli czytniki. 

A temat poruszam nie przypadkowo. Dzisiaj 23.04. obchodzimy Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich. Jest to święto organizowane przez UNESCO w celu promowania czytelnictwa i ochrony własności intelektualnej za pomocą praw autorskich. 

Od lipca zeszłego roku Dominika Matuła stworzyła w mediach społecznościowych „Czytaj legalnie i pozwól legalnie czytać innym”. Celem akcji jest uświadomienie wszystkim, że nielegalne czytanie jest karalne. Bo takie jest. Na facebooku wciąż istnieje wiele grup, w których czytelnicy wymieniają się ebookami czy też audiobookami. A to jest kradzież. To jest tak jakby ktoś przyszedł do Ciebie w odwiedziny i wyniósł radio czy też telewizor. Jakbyś za swoją wykonywaną wiele miesięcy pracę, nie otrzymał wynagrodzenia. Ściągając nielegalnie książki okradamy autorów i wydawców. 

Jeśli udostępniamy własność intelektualną, mam tutaj na myśli książki, łamiemy prawo - nawet jeśli robimy to w dobrej wierze. Mówmy o tym wprost. Nośnik elektroniczny to nie to samo co papier.

Dlatego dzisiaj będzie o legalnych źródłach pozyskiwania książek. 

Na początku warto wspomnieć o Legimi czy też Empik Go. Za cenę okładkowej książki, (lub mniej) można miesięcznie mieć dostęp do ogromnej ilości książek - legalnie bez narażania twórców na straty. W niektórych abonamentach telefonicznych dostęp do legimi można mieć już za 20 złotych. Ja osobiście korzystam z obydwu platform. W Legimi płacę miesięcznie 39,99 i mam dostęp do tylu książek ile chcę. A że czytam dużo, to czasem wychodzi, że za jedną książkę płacę mniej niż za paczkę papierosów, które pali mój Mąż. I powiem, że bez Legimi nie wyobrażam sobie czytania książek. Bo są książki, które pragnę mieć na półce, i te które chcę tylko przeczytać. I właśnie Legimi i Empikgo mi to umożliwiają. Poza tym Empikgo w Empikpremium też umożliwia dostęp do ebooków i audiobooków. 

I twórcy, czyli nasi wspaniali autorzy, którzy tworzą dla nas niesamowite historie, otrzymują wynagrodzenie za ściągnięte/przeczytane ebooki. Czyli bez strat. Ale żeby nie było tylko o ebookach to mamy jeszcze Audiotekę i Storytel - aplikacje na telefon. I tam także za 19,90 lub 34,90 można słuchać książek. Audiobooki sprawdzają się w długich podróżach, lub wtedy gdy wykonujemy inne czynności, a chcemy słuchać. Ja akuratnie słuchałam książek z Empikgo podczas malowania mieszkania. 

Kolejnym źródłem legalnego czytania są nasze biblioteki, można ZA DARMO wypożyczyć książkę albo dwie albo dziesięć. Warto też podpytać panie bibliotekarki o darmowy roczny dostęp do Legimi. Legimi współpracuje z bibliotekami udostępniając im kody. Dzięki temu możemy czytać rok ZA DARMO. Poza tym dzięki funduszom „Budżetu obywatelskiego” wiele bibliotek zaopatruje się w nowości w krótkim czasie od premiery. 

Z tego co mi wiadomo iPhony mają aplikację „Książki” a tam zakładkę „Księgarnia” gdzie można kupić legalnie książki w niskich cenach. 

A jak już jesteśmy przy niskich cenach ebooków, to koniecznie należy wspomnieć o internetowych księgarniach takich jak Woblink, Virtualo, Publio, Nexto, Ebookpoint gdzie mamy możliwość kupienia książek mniej niż kawa w sieciówce. A oprócz tego istnieje jeszcze upolujebooka, gdzie możemy sobie ustalić cenę książki i jeśli w którejś księgarni ta książka będzie mieć taką cenę jaką sobie ustaliliśmy to otrzymamy mejla z informacją, że upolowano dla nas ebooka. Czyż to nie jest fajne?

No dobrze mówimy o ebookach, a co z książką papierową? 

Można brać udział w wymianach książkowych organizowanych przez Śląskich Blogerów Książkowych. Niestety przez pandemię zostały one wstrzymane, ale liczymy na to, że niebawem znów się spotkamy. 

Można także korzystać z konkursów, które są organizowane między innymi przez blogerów na feceboku, instagramie, blogach. Albo przez samych autorów. 

No i oczywiście z bibliotek w swoim mieście, bo przecież mają one ogromne zasoby. Z biblioteczek znajomych, rodziny. 

A jeśli już chcemy zaopatrzyć się w swój własny egzemplarz to warto korzystać z promocji w księgarniach internetowych, stacjonarnych lub wybrać się do antykwariatu. Poza tym powstało wiele księgarń z tanią książką jak Dedalus czy też Tak Czytam, gdzie za niewielkie pieniądze możemy kupić książki. Ostatnio także w wielkich sklepach typu Carefour, Auchan itp. można w niskich cenach zaopatrzyć się w ciekawe tytuły. 

Sama biorę udział w konkursach, gdzie można wygrać książkę. Korzystam z księgarnianych promocji, kupuję w składnicach taniej książki czy też w hipermarketach. A ebooki to zdecydowanie abonamentowo, no chyba, że mnie skusi promocja. 

Chcę z tego miejsca podziękować wszystkim Autorom i Autorkom, którzy piszą niesamowite historie. Dzięki Wam, nie zwariowałam.

niedziela, 18 kwietnia 2021

#572 - Flying High

 


Serie książek, nie ważne czy to dylogia, trylogia, mają to do siebie, że się kończą. Wtedy nasza literacka podróż z bohaterami dobiega końca. Moja podróż z Hailee i Chasem także się zakończyła. Odłożyłam na półkę książkę „Flying high” Bianci Iosivoni i powiem Wam, że… wciąż mi mało. Wiem, że to już koniec, że więcej nie będzie, ale tak bardzo się z nimi zżyłam, że pragnę wiedzieć co dalej? Co z nimi? Co z pozostałymi bohaterami tej dylogii?

Jak już wspominałam przy pierwszej części (albo i nie?) Hailee ukrywała pewien mroczny sekret. W końcu, dzieli się nim z Chasem. Jednak nie robi tego w tradycyjny sposób, tylko listownie. Dziewczyna ma plan, ale na szczęście zostaje on zniweczony, a do Fairwood przyjeżdżają jej rodzice, którzy otrzymali także list. Po długich rozmowach, Hailee wraca wraz z nimi do rodzinnego domu. Nie jest to jednak dobra decyzja, gdyż jej serce zostało w małym miasteczku wśród przyjaciół. Chase natomiast wraca na studia do Bostonu. Nie odnajduje się na nich, tęskni także za dziewczyną. W końcu podejmuje decyzję w sprawie studiów, co wcale nie zachwyca jego rodziców. Czy drogi Chase’a i Hailee znów się przetną? A może Hailee wróci do Fairwood?

Ta część w porównaniu do pierwszej nie rozjechała mnie tak emocjonalnie. Owszem było sporo różnych emocji, ale… no właśnie, zdecydowanie trudno ubrać to w słowa. Nie walnęła mnie w splot słoneczny jak wcześniejsza. No cóż, zdarza się. Ale jest tak samo świetna jak jej poprzedniczka. 

Bohaterowie zostają rozdzieleni. Hailee wraz z rodzicami uczęszcza na spotkania z psychologiem i walczy z demonami przeszłości. Niestety, wśród najbliższych nie czuje się dobrze. Próbuje dogadać się z rodzicami, ale argumenty każdej ze stron uderzają w próżnię. Rodzice nie potrafią zrozumieć, że pozostawieni w Fairwood przyjaciele, są dla ich córki ważni i byli przy niej, gdy potrzebowała pomocy. Natomiast Chase uświadamia sobie po raz kolejny, że studia a potem praca w rodzinnej firmie, to nie jest to co chciałby robić. To nie daje mu satysfakcji i nie chce temu poświęcać swojego życia. On również musi zmierzyć się z rodziną i znaleźć mocne argumenty by przekonać ich, że rodzinny biznes, to nie jest miejsce dla niego. 

W tej części autorka skupiła się na temacie depresji oraz po raz kolejny na stracie bliskiej osoby. Nie będę wchodziła w szczegóły, gdyż każdy sam musi przemyśleć tematy poruszone w książce. Jedno jest pewne, wraz ze wsparciem najbliższych i ukochanych osób, trochę łatwiej walczyć z depresją. Należy skorzystać z pomocy specjalistów, bo samemu sobie nie pomożemy. 

Wszyscy którzy przeczytali tom pierwszy, muszą doczytać dalsze losy Hailee i Chase’a. I tak jak w przypadku tomu pierwszego, tak i tutaj, po przeczytaniu ksiązki tytuł nabiera dosłownego znaczenia, oczywiście dla każdego co innego. Polecam! 

Dziękuję Wydawnictwu Jaguar za możliwość przeczytania tej książki. 

środa, 24 marca 2021

#571 - Firefly Lane

 



Zdarzają się takie książki, które nas przyciągają. Które nęcą nas swoją opowieścią, kuszą i mamią, ale jednocześnie przeczuwamy, że przeczołgają nas one niczym kapral marines podczas mordeczego szkolenia na plażach Florydy.

Klika lat temu taką książką był „Słowik” Kristin Hannah. Przyznaję, że jej historia krąży w moim krwioobiegu i wciąż ją bardzo dobrze pamiętam. Chociaż akcja działa się podczas II Wojny Światowej, a jak dobrze wiecie, za literaturą wojenną nie przepadam. Czyli jednym słowem ta opowieść wywarła na mnie ogromne wrażenie. Gdy Netflix zaprezentował trailer do serialu „Firefly Lane” nakręconego na podstawie książki o tym samym tytule, wiedziałam, że ją przeczytam by porównać powieść z serialem. Bo wiadomo: najpierw książka a potem ekranizacja. 

„Firefly Lane” opowiada historię Kate i Tully. Obie poznają się będąc nastolatkami. Kate razem z bratem jest wychowywana w katolickiej rodzinie. Przez swoje ogromne okulary bywa traktowana jako dziwadło i ogólnie nie ma zbyt wielu przyjaciół. Tully jako mała dziewczynka została porzucona przez matkę. Matkę narkomankę, która o córce przypominała sobie raz na kilka lat. Pewne wydarzenie sprawia, że ich drogi Kate i Tully się przecinają. I tak zaczyna się najpiękniejsza przyjaźń. Razem wybierają się na studia, później razem pracują, są wręcz nierozłączne. W ostateczności Tully ze swoim przebojowym charakterem zostaje dziennikarką, która nie boi się wyrażać swojego zdania. Prze do przodu jak taran, ciągnąc za sobą Kate. Natomiast Kate, poświęca swoją pracę na rzecz rodziny, zostaje żoną, mamą i panią domu. Daleko jej do przebojowej przyjaciółki. Czy przyjaźń przetrwa różne zawirowania? O tym musicie przekonać się sami. 

Dla niektórych, historia, którą stworzyła Hanna może wydać się oklepaną. Są dwie bohaterki: jedna po trupach dąży do celu, druga to typowa matka poświęcająca karierę dla rodziny. Jednak to właśnie ta ich różnorodność sprawiła, że przyjaźń która ich łączy jest niesamowita. Więź między nimi jest nierozerwalna. Nie ważne jakie kłody rzuci im pod nogi los, one dwie Tully i Kate, zawsze będą razem. To naprawdę niewiarygodna przyjaźń. 

Kristin Hannah posiada dar tworzenia opowieści, które głęboko zapadają w pamięć. Historii, które porywają czytelnika od pierwszej strony i sprawiają, że chce się je czytać ciągle. Bez odkładania na bok. Dokładnie tak właśnie jest w przypadku „Firefly Lane”. Bardzo dawno żadna książka nie sprawiła, że docierając do ostatniej strony miałam mokre oczy. I szczerze mówiąc, wcale nie chciałam by ta książka się skończyła. 

„Firefly Lane” to ciepła i wzruszająca historia o niezwykłej przyjaźni, a także trudnych relacjach matki i córki, o realizacji marzeń, które sprawiają, że poświęcamy życie prywatne dla ich realizacji. 
Polecam bez dwóch zdań!

P.S.
Obejrzałam serial, który jak już wspominałam na początku nakręcił Netflix. I powiem Wam tak: jeśli przeczytaliście książkę, to stwierdzicie, że serial jest gorszy. Bo tak się składa, że to prawda. Wiele wątków jest zmienionych, kilka jest dodanych, są dość spore rozbieżności. A szkoda, bo ta książka jest genialna. Serial również mógł taki być. Jeśli nie czytaliście książki, to serial bardzo przypadnie Wam do gustu.