Zapraszam bardzo serdecznie
piątek, 10 lipca 2015
niedziela, 21 czerwca 2015
#347
Jak pewnie już zdążyliście zauważyć 21 dnia każdego miesiąca znów pojawiają się posty tematyczne Śląskich Blogerów Książkowych, których jestem członkiem. W tym miesiącu temat jest jak najbardziej urlopowy: Wakacyjne czytanie.
Mój wakacyjny wyjazd już za mną. Tegoroczny urlop tak naprawdę był tripem Łódź – Warszawa – Gdańsk, gdzie miejscem docelowym na odpoczynek było właśnie ostatnie miasto. Przyznam się Wam szczerze, że przeczytałam tylko jedną książkę podczas prawie dziesięciu dni wolnych od pracy.
Mimo iż czytnik pękał w szwach ja nie przeczytałam w Gdańsku ani jednej strony. Może to było spowodowane tym, że poza urlopem nie rozstaję się ani z książką ani z czytnikiem. Może po raz pierwszy chciałam całkowicie odpocząć od czytania. Ale zamiast czytania pisałam, na przykład podczas oczekiwania na obiad w "Manekinie"
Powstało kilka tekstów, które gdzieś kiedyś pewnie pojawią się w sieci. Nie czytałam mimo iż miałam piękne miejsca do czytania. Chociażby tutaj na Molo w Sopocie.
Mój kolejny krótki urlop mam zaplanowany na początek lipca i już wiem, że wtedy zabiorę się za „Obcą” Diany Gabaldon. Dlaczego ta pozycja? Bo oglądam serial i jestem nim zachwycona. Poza tym listę książek „do przeczytania” mam naprawdę długą i nie wiem co będzie następne.
Jeśli chodzi o miejsca do czytania, to nie mam jakiś specjalnych. Kocham moją kawiarnię, do której zaglądam gdy Jorx śpi po nocce. Siadam przy stoliku zamawiam ulubioną kawę i oddalam się w świat bohaterów czytanej powieści. Towarzyszę im w różnych miejscach na świecie. Ostatnio byłam we Włoszech.
W sumie, to nie mam miejsca ani lektur które stricte czytam podczas urlopu. Z reguły biorę to co leci. Niektórzy pewnie podczas wakacji czytają literaturę lekką, łatwą i przyjemną. Ja niekoniecznie. Teraz na przykład czytam wyśmienity kryminał Kasi Puzyńskiej „Motylek”. Wiem, że na jednym tomie nie poprzestanę.
W plenerze też lubię czytać na przykład na ogródku u Szwagierki lub na ogródku u Jorx'a
A czy wy macie swoją własną listę książek do przeczytania tylko w wakacje? Czy może podczas urlopu robicie sobie urlop także od czytania? Jestem ciekawa jak jest u Was.
Mój wakacyjny wyjazd już za mną. Tegoroczny urlop tak naprawdę był tripem Łódź – Warszawa – Gdańsk, gdzie miejscem docelowym na odpoczynek było właśnie ostatnie miasto. Przyznam się Wam szczerze, że przeczytałam tylko jedną książkę podczas prawie dziesięciu dni wolnych od pracy.
Mimo iż czytnik pękał w szwach ja nie przeczytałam w Gdańsku ani jednej strony. Może to było spowodowane tym, że poza urlopem nie rozstaję się ani z książką ani z czytnikiem. Może po raz pierwszy chciałam całkowicie odpocząć od czytania. Ale zamiast czytania pisałam, na przykład podczas oczekiwania na obiad w "Manekinie"
Powstało kilka tekstów, które gdzieś kiedyś pewnie pojawią się w sieci. Nie czytałam mimo iż miałam piękne miejsca do czytania. Chociażby tutaj na Molo w Sopocie.
Mój kolejny krótki urlop mam zaplanowany na początek lipca i już wiem, że wtedy zabiorę się za „Obcą” Diany Gabaldon. Dlaczego ta pozycja? Bo oglądam serial i jestem nim zachwycona. Poza tym listę książek „do przeczytania” mam naprawdę długą i nie wiem co będzie następne.
Jeśli chodzi o miejsca do czytania, to nie mam jakiś specjalnych. Kocham moją kawiarnię, do której zaglądam gdy Jorx śpi po nocce. Siadam przy stoliku zamawiam ulubioną kawę i oddalam się w świat bohaterów czytanej powieści. Towarzyszę im w różnych miejscach na świecie. Ostatnio byłam we Włoszech.
W sumie, to nie mam miejsca ani lektur które stricte czytam podczas urlopu. Z reguły biorę to co leci. Niektórzy pewnie podczas wakacji czytają literaturę lekką, łatwą i przyjemną. Ja niekoniecznie. Teraz na przykład czytam wyśmienity kryminał Kasi Puzyńskiej „Motylek”. Wiem, że na jednym tomie nie poprzestanę.
W plenerze też lubię czytać na przykład na ogródku u Szwagierki lub na ogródku u Jorx'a
A czy wy macie swoją własną listę książek do przeczytania tylko w wakacje? Czy może podczas urlopu robicie sobie urlop także od czytania? Jestem ciekawa jak jest u Was.
czwartek, 11 czerwca 2015
czwartek, 21 maja 2015
#345
ŚBK: Gadżety bez których nie wyobrażam sobie życia
Hm… muszę przyznać, że temat idealny dla mnie. Dlaczego? No cóż… jakby to powiedzieć… jestem gadżeciarą. Lubię nowinki techniczne i zawsze się nimi zachwycam. Niestety nie zawsze stać mnie na to co chciałabym mieć. No cóż takie jest życie. Ale żeby nie było, pochwalę się tym bez czego nie potrafiłabym żyć.
1. iPad pierwszą rzeczą po przebudzeniu jest sięgnięcie albo po telefon albo właśnie po iPad. Służy głównie do sprawdzania poczty, kontaktu ze światem i grania. Bo niestety jestem uzależniona od gier na facebooku. Jorx się ze mnie śmieje, że iPad to przedłużenie mojej ręki. I gdy tylko otwieram oczy, sięgam po niego słyszę od Jorxa: znowu te fejsbuki.
2. Telefon. Podobnie jak iPad służy nie tylko do esemesowania czy dzwonienia. Korzystam z poczty, Messengera, aparatu jeśli nie mam przy sobie lustrzanki i innych rzeczy. Kiedyś jak mi wysiadła bateria to myślałam, że runął mi świat. Dlatego kolejny gadżet jaki sobie sprawiłam to power bank, który noszę zawsze naładowany ze sobą. Bo co będzie jak bateria w telefonie padnie?
3. Notatnik. Ostatnio łapię się na tym, że zdecydowanie najlepiej mi się pisze w zeszycie. Mam nawet dwa na te okazje. Jeden duży, który zabieram ze sobą gdy idę na dół do kawiarni i chcę napisać recenzję albo tekst na bloga. Drugi noszę zawsze ze sobą jest mały i mieści się w małej kieszonce. Ten jest taki bardziej awaryjny gdy nie mam tego dużego przy sobie.
4. Pióro. Odkąd sięgam pamięcią uwielbiam pisać piórem. Dlatego na dzień kobiet Jorx sprawił mi takie ładne z Pilota. Uwielbiam nim pisać i powiem Wam w sekrecie, że mogłabym to robić cały czas.
5. Zakładki indeksujące. W sumie mam ich spory zapas. Uwielbiam zaznaczać fragmenty w książkach albo zaznaczać inne informacje w notesach.
6. Czytnik. Tak, to mój chyba ostatni gadżet bez którego nie wyobrażam sobie życia. Jest załadowany po brzegi książkami i zawsze mi towarzyszy w plecaku. Tak na wszelki wypadek, nigdy nie wiadomo kiedy będę miała ochotę na czytanie.
7. Aparat fotograficzny. Hm… w sumie dawno nie robiłam zdjęć. Ale kiedy wyjeżdżam gdzieś na urlop lub za miasto aparat zawsze mam w plecaku. Fotografuję wszystko co nie ucieka z krzykiem na drzewo. Poza tym służy mi jako narzędzie pracy, bo dokumentuję zdjęcia do postów lub artykułów. Nie wiem czy wiecie, ale zanim Pestka stała się książkowa miała być przede wszystkim fotograficzna. Ale skończyły się fajne zdjęcia a ja zaczęłam pisać listy.
To by było chyba na tyle. Chociaż jak już kiedyś wspominałam uwielbiam kubki, magnesy, bransoletki. Tego pierwszego już nie mogę kupować bo nie mamy gdzie tego ustawiać. Gdybyście zapytały Jorx’a bez jakiego gadżetu nie wyobraża sobie życia odpowiedź byłaby krótka: nie mam takiego. Ale gdy zapyta się go o gadżet który sprawia mu najwięcej frajdy (i nie jest tak do końca związany z książkami) to kafetiera, odtwarzacz mp3 i słuchawki, no i na dokładkę kubek termiczny zawsze pełny kawy.
P.S.
Zdjęcia robiłam aparatem, a czym zrobić zdjęcie aparatu jak nie telefonem. Co jest najlepszym dowodem na to, że bez tych gadżetów jest ciężko.
P.S.2
Przepraszam, że nie będzie zdjęć z gadżetów Jorx’a, ale właśnie jesteśmy na urlopie i nie targaliśmy przez całą Polskę kafetiery a słuchawki także zostały w domu.
wtorek, 19 maja 2015
#344
W sumie miała być dzisiaj recenzja książki ewentualnie relacja z targów. Jednak będzie o pewnym spotkaniu, którego się nie spodziewałam.
Jak niektórzy wiedzą jestem od zeszłej środy na urlopie. Najpierw Łódź, potem Warszawa a teraz Gdańsk. Dzisiaj rano zaplanowaliśmy sobie z Jorxem wypad do Sopotu. Pogoda idealna na spacer Monciakiem i zwiedzanie najdłuższego molo. Zanim jednak wybraliśmy się na plażę postanowiliśmy pójść na kawę. Zaintrygowała mnie nazwa „Cafe Zaścianek”. I tam się też udaliśmy. Kawiarnia mała i przytulna. Idealnie nadawała się do odpoczynku z kawą, notesem i piórem. Rozglądałam się po lokalu i chłonęłam atmosferę. Niedaleko nas przy stoliku siedziała dwójka dziewczyn rozmawiających na różne tematy. W pewnym momencie – przyznaję się bez bicia, za co przepraszam – podsłuchałam, że rozmawiają o książkach. No tak, mol mola książkowego wyczuje na kilometr. Co chwila zerkałam w ich stronę i zastanawiałam się o czym rozmawiają. Uwagę moją zwróciła dziewczyna siedząca bokiem do mnie. Zastanawiałam się skąd ja znam tę twarz. Zerkam na profil, włosy i… już wiem. Przecież dzisiaj rano oglądałam filmik z dziewczyną łudzącą podobną do tej co siedziała dwa stoliki ode mnie. Nie, to nie może być prawda. Zaczęłam nerwowo przeglądać facebook bo za żadne skarby świata nie mogłam przypomnieć sobie nazwy profilu ani tym bardziej imienia dziewczyny. Jorx starał się mnie uspokoić, bo ja nerwowo grzebałam w telefonie. W sumie trochę głupio mi było podchodzić do dziewczyn. Ale wiedziałam, że jeśli nie zaryzykuję to będę potem sobie pluć w brodę, że tego w ostateczności nie zrobiłam. Wreszcie udało mi się znaleźć poszukiwany filmik, włączyłam go i podeszłam do dziewczyn.
- Przepraszam najmocniej, że przeszkadzam. Ale… bo widzisz, jesteś bardzo podobna do dziewczyny z tego filmiku – zapodałam taki tekst. I wyobraźcie sobie, że…
- Ale to jestem właśnie ja – padła odpowiedź.
I tak to przypadkowym trafem udało mi się poznać osobiście, jedną z niewielu booktuberek Olgę z Wielkiego Buka. Jakie było jej zaskoczenie, gdy ktoś ją rozpoznał. No, ale nie oszukujmy się, prowadzi vloga więc wiele osób ją rozpoznaje.
Nie spodziewałam się, że wypad na kawę do małej kawiarenki zakończy się wspólnym zdjęciem z Olgą. Na dowód poniżej zdjęcie.
Bardzo Ci dziękuję za chwilę rozmowy i najmocniej przepraszam, że przerwałam spotkanie i na bezczelnego zaczepiłam. Ale nie darowałabym sobie gdybym się nie odważyła i nie podeszła.
Jak niektórzy wiedzą jestem od zeszłej środy na urlopie. Najpierw Łódź, potem Warszawa a teraz Gdańsk. Dzisiaj rano zaplanowaliśmy sobie z Jorxem wypad do Sopotu. Pogoda idealna na spacer Monciakiem i zwiedzanie najdłuższego molo. Zanim jednak wybraliśmy się na plażę postanowiliśmy pójść na kawę. Zaintrygowała mnie nazwa „Cafe Zaścianek”. I tam się też udaliśmy. Kawiarnia mała i przytulna. Idealnie nadawała się do odpoczynku z kawą, notesem i piórem. Rozglądałam się po lokalu i chłonęłam atmosferę. Niedaleko nas przy stoliku siedziała dwójka dziewczyn rozmawiających na różne tematy. W pewnym momencie – przyznaję się bez bicia, za co przepraszam – podsłuchałam, że rozmawiają o książkach. No tak, mol mola książkowego wyczuje na kilometr. Co chwila zerkałam w ich stronę i zastanawiałam się o czym rozmawiają. Uwagę moją zwróciła dziewczyna siedząca bokiem do mnie. Zastanawiałam się skąd ja znam tę twarz. Zerkam na profil, włosy i… już wiem. Przecież dzisiaj rano oglądałam filmik z dziewczyną łudzącą podobną do tej co siedziała dwa stoliki ode mnie. Nie, to nie może być prawda. Zaczęłam nerwowo przeglądać facebook bo za żadne skarby świata nie mogłam przypomnieć sobie nazwy profilu ani tym bardziej imienia dziewczyny. Jorx starał się mnie uspokoić, bo ja nerwowo grzebałam w telefonie. W sumie trochę głupio mi było podchodzić do dziewczyn. Ale wiedziałam, że jeśli nie zaryzykuję to będę potem sobie pluć w brodę, że tego w ostateczności nie zrobiłam. Wreszcie udało mi się znaleźć poszukiwany filmik, włączyłam go i podeszłam do dziewczyn.
- Przepraszam najmocniej, że przeszkadzam. Ale… bo widzisz, jesteś bardzo podobna do dziewczyny z tego filmiku – zapodałam taki tekst. I wyobraźcie sobie, że…
- Ale to jestem właśnie ja – padła odpowiedź.
I tak to przypadkowym trafem udało mi się poznać osobiście, jedną z niewielu booktuberek Olgę z Wielkiego Buka. Jakie było jej zaskoczenie, gdy ktoś ją rozpoznał. No, ale nie oszukujmy się, prowadzi vloga więc wiele osób ją rozpoznaje.
Nie spodziewałam się, że wypad na kawę do małej kawiarenki zakończy się wspólnym zdjęciem z Olgą. Na dowód poniżej zdjęcie.
Bardzo Ci dziękuję za chwilę rozmowy i najmocniej przepraszam, że przerwałam spotkanie i na bezczelnego zaczepiłam. Ale nie darowałabym sobie gdybym się nie odważyła i nie podeszła.
Subskrybuj:
Posty (Atom)












