poniedziałek, 12 września 2011

#130

Luźne myśli... własne:

"I co? Znów bijesz spokojnie. Już nie masz tachykardii ani arytmii. Jest błogi spokój. Boisz się, co? Boisz, że już nie przyspieszysz, że ten spokój będzie trwał ciągle i ciągle. Widzisz Serce, tachykardia zdarza się raz na jakiś czas. Ale fajna jest, co?"
"Rozum, a wiesz, że to wszystko przez Ciebie?"


Jutro powinna być fotorelacja z sobotniego spotkania z Panią Agnieszką Krawczyk

piątek, 9 września 2011

#129

No dobra, nie lubię się chwalić, ale... Ech to już chyba było, znaczy się ten początek? Hm... W każdym bądź razie ostatnio brałam udział w konkursie na blogu u Tajemnicy. Jakie było zadanie? Trzeba było napisać list do swego ukochanego, do tego lub do tej który był pierwszą, wspaniałą i niezapomnianą wielką miłością. Cóż... zadanie wcale nie takie trudne. Bo przecież jak każdy wie uwielbiam pisać listy :) No i napisałam:

Drogi M.!
Widziałam Cię wczoraj. Z Nią. Siedzieliście w parku, na Naszej ławce. Krzyczałeś coś do Niej. A Ona, ze spuszczoną głową pokornie przyjmowała ciosy. Przyznaję, że zrobiło mi się Jej żal. Nawet nie wiem czemu, przecież nawet nie wiedziałam kim jest i ile dla Ciebie znaczy.

W pewnym momencie zerwałeś się. Krzyknąłeś coś i odszedłeś, zostawiając Ją całkowicie samą. Szybkim krokiem zbliżałeś się do ławki na której siedziałam. Spojrzałeś na mnie zaskoczony. Nie spodziewałeś się, że Twoje przedstawienie będzie mieć takiego widza. Lekko zawstydzony schyliłeś głowę i odszedłeś. Czyżbyś się dziwnie poczuł? Czyżby zaczęły Cię gryźć wyrzuty sumienia?

Ona wciąż płakała. Przesiadłam się na ławkę bliżej Niej. Dobrze wiedziałam, że potrzebuje teraz obecności kogoś bliskiego. Ale była całkowicie sama. Zdana tylko i wyłącznie na siebie. Dokładnie tak samo jak ja trzy i pół roku temu. Kiedy odszedłeś.

Wróciłam do domu. Spojrzałam na zegar, dochodziła trzecia po południu. Wiedziałam, że dla siebie będę miała jeszcze dwie godziny, zanim moja mama przyprowadzi małego. I zanim On wróci z pracy.

Usiadłam przed komputerem i sprawdziłam pocztę. Przypomniała mi się Ona. Samotna w parku. Policzki czerwone, oczy pełne łez i to spojrzenie które zadaje pytanie: co ja takiego zrobiłam? Dlaczego On tak bardzo mnie zranił?

Też zadawałam sobie te pytania. Trzy i pół roku temu w momencie kiedy ode mnie odszedłeś. Tak nagle. Twierdząc, że już do siebie nie pasujemy. Po tylu latach bycia razem i wspólnego mieszkania. Przecież mieliśmy wtedy tyle wspólnych planów i marzeń które chcieliśmy razem spełnić. Tylko czy tak było naprawdę? A może to były tylko moje marzenia? Może ty marzyłeś o czymś zupełnie innym? Chyba nigdy nie uzyskam odpowiedzi na te pytania.

Z zamyślenia wyrwał mnie tupot małych stópek. To Nasz Syn, o którego istnieniu nie masz pojęcia. Przyszedł na świat trzy lata temu. Pół roku po tym jak ode mnie odszedłeś. W momencie gdy podejmowałeś życiową decyzję byłam w ciąży. Nie powiedziałam Ci tego. Chciałam poczekać do Twoich urodzin. Tak bardzo chciałam Ci zrobić niespodziankę. Niestety nie zdążyłam.

Nasz Syn. Jak to dumnie brzmi. Jest bardzo do Ciebie podobny. Można nawet stwierdzić, że to skóra zdjęta z ojca. Ma Twoje mądre, niebieskie oczy. Kiedy się uśmiecha, w policzkach pojawiają się słodkie dołeczki. Jest ciekawy świata. Wszędzie Go pełno. Musi być pod stałą opieką, bo gotów jest coś nabroić.

Ostatnio byłam z Małym na spacerze. Spotkałam Twoją Matkę. Zapytała czyj to Syn. Nie chciałam Jej okłamywać. Powiedziałam prawdę. W ten sposób Nasz Syn poznał swoją Babcię. Wiem na pewno, że Ona nie powie Ci prawdy. Obiecała mi to. Przecież to ja powinnam zrobić a nie Ona. W końcu to Twój Syn.

Za chwilę z pracy wróci On. Ucałuje mnie na powitanie i przytuli Naszego Syna. On też nie zna prawdy. Kocha Nas i dba jak tylko potrafi. Nie pyta o nic. Pomaga mi bardzo. Nie tylko w wychowaniu Małego, ale także w domu.

Czy Go kocham? Na swój sposób na pewno. Ponoć tak prawdziwie, szaleńczo i głęboko kocha się tylko raz w życiu. Już tak kochałam, właśnie Ciebie. Jego kocham inaczej. To zupełnie inna miłość. Partnerska. A wiesz, że tak też można kochać? Człowiek nie tylko żyje namiętnościami. Chociaż nie powiem, że to całkiem miłe. Jednak teraz nie jestem sama. Nie mogę myśleć tylko i wyłącznie o sobie. Teraz jest jeszcze Nasz Syn.

Czy kiedyś Ci powiem prawdę? Nie wiem. Może kiedyś przyjdzie taki dzień, że opowiem Ci wszystko. Może będziesz bardziej dojrzały do roli ojca.

Nawet nie wiem dlaczego to piszę. Może dlatego, że widziałam Cię wczoraj. I że wspomnienia wróciły ze zdwojoną siłą. A tak bardzo chciałam Cię wymazać ze swojego życia i serca. Nasz Syn zawsze będzie mi Ciebie przypominał.

Kończę. Pozdrawiam i całuję tak jak zawsze. Bądź szczęśliwy.

No i... udało mi się zająć pierwsze miejsce. Przyznaję, że byłam w wielkim szoku. Nagrody były naprawdę fantastyczne zestaw książek "Czekam na Ciebie" Veronique Olmi oraz "Moje rzymskie wakacje" Kristin Halmer. Bardzo dziękuję za uznanie.

Poza tym... hm... no cóż dopadło mnie coś dziwnego... Nie, nie jest to żadne choróbsko... To coś innego... Nie wiem przesilenie letnie czy coś... Mam kłopoty z czytaniem, mam kłopoty z koncentracją... Liczę, że niebawem przejdzie bo brakuje mi tego zatracenia w książkach.

Poza tym moja powieść znów leży odłogiem, a obiecałam sobie, że w końcu się za nią zabiorę. No nic... idę czytać wypiję gorącą herbatę z cytryną i może pomoże...

A jutro wybieram się do EMPIK-u w Katowicach w SCC na spotkanie z Panią Agnieszką Krawczyk. Niestety nie udało mi się przeczytać Jej ostatniej książki "Morderstwo niedoskonałe" ale to wcale nie oznacza, że nie zabiorę innej książki by zdobyć autograf. Muszę wyszukać "Napisz na priv" i zabrać ze sobą. Jutro będę w swoim żywiole, znaczy się będę strzelać... zdjęcia. Fotorelacja pewnie niebawem na blogu oraz na moim profilu na fb oraz picasie.

środa, 7 września 2011

#128


W każdym z nas tak naprawdę tkwi pierwiastek psychopaty, szaleńca i mordercy. Na szczęście są to śladowe ułamki. Jednak… to życie dość często wszystko weryfikuje. I tak naprawdę każdy z nas w pewnym momencie może stać psychopatycznym mordercą, który morduje bez skrupułów, bez uczuć, jakby w amoku. Tylko dlatego, bo podświadomość podszeptuje mu, że tak właśnie trzeba.

Uwielbiam kryminały. Uwielbiam zatopić się w świat detektywów, policjantów, którzy starają się rozwikłać zagadkę dokonanej zbrodni. Lubię wraz z nimi przesłuchiwać kolejnych podejrzanych oraz zbierać motywy zbrodni. Uwielbiam odkrywać tajemnice ciekawych miejsc w których popełniono morderstwo i przyglądać się osobom zamieszkałym w sąsiedztwie ofiar, bo przecież każdy jest podejrzany.

Takie właśnie morderstwo i wielu podejrzanych mamy w powieści Agnieszki Pietrzyk „Pałac tajemnic”. W pałacu należącym do rodziny von der Groebenów dochodzi do masakrycznego morderstwa małżeństwa Reznikowów którzy zamieszkują jedno z mieszkań właśnie w tym pałacu.

Pewnego dnia, do pałacu wprowadza się młoda kobieta Alicja Prus. Przedstawia się jako pisarka kryminałów. Na pytania mieszkańców co ją tutaj sprowadza odpowiada, że zbiera materiał do kolejnej powieści. Spotyka się z mieszkańcami by poznać ich spojrzenie na dokonane morderstwo. Podczas tych rozmów poznaje prawdziwe oblicze mieszkańców, ich skrywane tajemnice, rodzinne niesnaski, które nie powinny nigdy ujrzeć światła dziennego. Oprócz poznawania sekretów „podejrzanych” dowiadujemy się kilku interesujących faktów z życia głównej bohaterki – Alicji .

Książka wciąga od pierwszych stron. Razem z Alicją staramy się dowiedzieć kto popełnił zbrodnię. Co kierowało mordercą? Dlaczego dopuścił się takiej zbrodni? Autorka świetnie pokazała charaktery bohaterów, ich słabości i pragnienie posiadania bogactwa. Przyznaję, że całe śledztwo, które ma na celu odnalezienie mordercy jest bardzo starannie przemyślane. Każdy z bohaterów coś do niego wnosi a zadaniem Alicji jest znalezienie mordercy. Co od początku wcale nie jest łatwe. Bo ilu mieszkańców tyle możliwych motywów.

Powieść polecam miłośnikom kryminałów i nie tylko. Polecam ją także tym, którzy lubią rozwiązywać zagadki kryminalne. Myślę, że książka zaskoczy każdego.

niedziela, 4 września 2011

#127


Od razu na wstępie powiem, że za jakimikolwiek poradnikami nie przepadam, nie czytuję i ogólnie omijam z daleka. Nie wiem czemu ale jakoś kojarzą mi się z bohaterką książek Hellen Fielding czyli Bridget Jones. W swoim życiu przeczytałam tylko i wyłącznie dwa poradniki, które tak do końca poradnikami nazwać nie można. Były to książki Joanny Chmielewskiej: „Jak wytrzymać z mężczyzną” oraz „Jak wytrzymać ze współczesną kobietą”. Kiedy jakiś czas temu otrzymałam e-mail od Pani Kasi z zaproponowaniem współpracy w zakresie promocji pozycji wydawniczej pt.: "Przepis na torcik orzechowo-bezowy (czyli jak zrealizować marzenia)" przyznaję się bez bicia, że... zawahałam się. Nie miałam pojęcia czego mogę się spodziewać. Kiedy książka znalazła się już w moim posiadaniu nie zabrałam się od razu za jej czytanie. Musiała swoje odczekać. Co chwila zerkałam na nią i zastanawiałam się nad jej zawartością. W końcu przyszedł na nią czas.

Autorką „Przepisu na torcik orzechowo-bezowy (czyli jak zrealizować marzenia) jest Agnieszka Forland. Tak naprawdę to nazwisko tej Pani nic mi nie mówiło. Na okładce napisali, że Pani Agnieszka znana jest jako Tarocistka Agnieszka i uznawana jest za jedną z najlepszych specjalistek w swoim zawodzie. No cóż, ja się przyznaję absolutnie bez bicia Pani Agnieszki nie znam. Nie oglądam programów ezoterycznych, ponieważ nie mam nawet takiej stacji w tv. No dobrze ale przejdźmy do książki.

Kiedy spojrzałam na okładkę nie wiem czemu ale pomyślałam sobie, że mam przed sobą... książkę kucharską. No bo tytuł i ciasto na okładce sugerują, że to będzie o pieczeniu. hm... Błąd. Pod „przykrywką” pieczenia ciasta jest pięknie ukryte przesłanie i kilka propozycji jak zmienić swoje życie. Od czego zacząć, żeby efekty były widoczne. Życie porównane jest do tego właśnie tortu. Przecież dążenie do celu można porównać do procesu przygotowywania ciasta. Najpierw zbieramy składniki, przygotowujemy potrzebne przedmioty a dopiero potem zabieramy się za pieczenie. W życiu jest podobnie. Najpierw coś postanawiamy, czasem wypisujemy wszystkie „za” i „przeciw” a dopiero potem krok po kroczku realizujemy swój plan.

Przyznaję, że sceptycznie podchodziłam do książki. Jednak im dalej czytałam tym bardziej mnie wciągała. I tym bardziej mi się podobało to co zostało w niej zawarte. Nie oszukujmy się w dzisiejszym pędzie zapominamy o sobie. A ta książka uświadamia nam, że... tak być nie może, bo porównując siebie do ciasta to kiedy ciasto jest źle wymieszane może powstać zakalec. Do książki dołączony jest także segregator, w którym można zapisywać swoje pragnienia, marzenia oraz cele które chcemy osiągnąć. Tylko musimy wiedzieć, że nie od razu Rzym zbudowano. I tak jak napisała Autorka „Nic nie dzieje się przypadkowo zawsze jest jakaś przyczyna i konieczność”. Jest jedna rzecz która bardzo spodobała mi się w tej książce. Otóż w pewnym momencie Autorka pisze: „Najważniejsza jest teraźniejszość” – no tak to co dzieje się teraz jest najistotniejsze. Przecież żyjemy teraz i tu. „Przeszłość już minęła” – znów muszę się zgodzić. No cóż, czasem ciężko się z tym pogodzić. Jednak jak dla mnie przeszłość trzeba zamknąć w skrzyni i zakopać gdzieś żeby nie wracała. „Przyszłości jeszcze nie ma” – nie znamy jej i nie wiemy co nas czeka. „Jesteś tu i teraz. Tu i teraz możesz zmienić swoje życie. Tu i teraz możesz się uśmiechnąć i być szczęśliwa. Tu i teraz jesteś” - coś mi się wydaje, że to właśnie zdanie powinno zostać moim życiowym mottem. Polecam


czwartek, 1 września 2011

#126


Zapraszam na kolejne spotkanie z Autorem książki „Kiedy Atena odwraca wzrok” Jakubem Szamałkiem