niedziela, 30 października 2016

#396

Targi, targi i po targach. 

Targi książki to święto książek, Autorów, spotkań ze znajomymi blogerami, spotkań z Wystawcami. To czysty szał ciał. To śmiech i... przeciskanie się w ogromiastym tłumie ludzi. W ten weekend Krakowskie Targi Książki straciły w moich oczach. Nie jestem pewna czy tam jeszcze zawitam. Powodów może być kilka - chociażby kiepski dojazd. Patrząc na lata wstecz, dojazd jaki był taki był, ale był. Z centrum, spod dworca, wsiadało się do Expo Busa, który wiózł prosto na Halę Expo.
I chociaż utykał w korku na ostatnich metrach to był. W tym roku Expo Busa już nie było.

Na targi dojazd zapewnia tramwaj lub autobus, lub dowolna kombinacja tych dwóch środków transportu. Plusem miała być darmowa komunikacja publiczna za okazaniem biletu wstępu na targi. A co jeśli ktoś ma akredytację lub bilet zakupiony online? Wtedy darmowy transport nie obejmuje. Na szczęście komunikacja miejska działa sprawnie i bez problemu. Pierwszego dnia, na Halę Expo dojechaliśmy najpierw tramwajem linii 4 potem przesiadka na autobus 178, a dnia następnego tramwajem 14 i spacerek. Ten kto wybrał się samochodem musiał się liczyć z gigantycznym korkiem.

W tym roku spokojnie było w piątek. To był nasz pierwszy dzień. Pospacerowaliśmy po stoiskach, porozglądaliśmy się za rabatami (szału jak zwykle nie było) i udaliśmy się na spotkanie z Joasią Szarańską. Śmiechu było tyle, że bolały policzki i brzuch. Dołączył do nas jeszcze Tomasz z bloga Nowalijki a z doskoku był Piotr Sternal z Wydawnictwa Czwarta Strona.


Sobota niestety była straszna. Duży plecak z dobytkiem przechowaliśmy w samochodzie Daniela i Kasi, więc nie musieliśmy go dźwigać - mały z wałówką i książkami trzeba było zabrać. Książki dźwigaliśmy ale to normalne podczas targów książki, co nie? W tym roku sobota była koszmarna pod względem ilości ludzi. Przeciskanie się w tłumie nawet z małym plecakiem i aparatem w dłoni było męczące. Kolejki do stoisk gigantyczne. Swoje trzeba było odstać. No chyba, że było się pierwszym, ale to wtedy musiał się zdarzyć cud. Nogi po wielogodzinnym spacerowaniu i przeciskaniu właziły nam do czterech liter. Doskwierał brak tlenu oraz miejsc siedzących. I tutaj wygrywa Warszawa jeśli chodzi o organizację, bo tam można usiąść na trybunach Narodowego, gdzie jest czym oddychać i gdzie można się posilić przed kolejnym spotkaniem. A w Krakowie kawiarenek mało jak i miejsc siedzących. Tak, marudzę. Wiem, że Kraków odwiedzę a i owszem, ale czysto turystycznie. Na kolejne targi pojedziemy raczej tylko do Warszawy i Katowic. No i może kiedyś się skusimy na Wrocław. 

Poniżej stos książek przywieziony z Krakowa, kalendarz to prezent od Wydawnictwa Otwarte oraz trochę zakładek, przypinka, kartki od Uli oraz bransoletka od Wydawnictwa Replika jako dodatek do książki Pani Renaty L. Górskiej. A także prezenty od Jorx'a kubek i torba. A te koty to kolczyki od Szyszki. W końcu muszę pójść do kosmetyczki by przekłuć uszy.








Dla mnie Targi to przede wszystkim możliwość spotkań ze znajomymi blogerami i Autorami. Dziękuję wszystkim których znów mogłam spotkać. Jestem pewna, że z kimś znajomym też gdzieś się spotkałam, ale pewnie nie wiedziałam z kim. Czasem tak to jest, że się nie potrafi dopasować twarzy do bloga.

A tutaj roześmiana blogerska ekipa.



P.S.
Więcej zdjęć znajdziecie u mnie na fb.

piątek, 28 października 2016

#395

No to jedziemy... Przyznam się Wam szczerze, że uwielbiam magię targów i spotkania z ludźmi... Fakt, że nie przepadam za tłumem ale sorry nie można mieć wszystkiego...

Cieszę się na spotkania z ludźmi, których widuję dwa razy do roku właśnie na Targach. Ci właśnie ludzie ładują mnie pozytywnie na kolejny czas bez targów.

Targi to także spotkania z Autorami i Autorkami. Ulubionymi i tymi, które literacko poznaję.

Oczywiście Pan Miś jedzie razem z nami. To zrozumiałe, że bez niego się nie ruszamy. Może znów pozna znanego blogera i będzie sławny? A może da się sfotografować z którymś z Autorów i wtedy to dopiero będzie fejm!!!

Poniżej stosik książek które zabieram ze sobą. Do podpisu. Reszta do zakupienia na miejscu.



środa, 26 października 2016

#394




Kiedy za oknem jesienna aura, nie sprzyjająca wychodzeniu z domu, najlepszym rozwiązaniem jest czytanie. W ulubionym fotelu z herbatą i dobrą książką w ręku. Ale taką książką z ciepłą historią. Historią którą chce się czytać, bo od pierwszej literki trzymamy kciuki za bohaterów i dopingujemy im z całego serca. Poza tym żyjemy ich życiem. Rozwiązujemy problemy, cieszymy się szczęściem i płaczemy razem z nimi. Taką książką są „Siostry” Agnieszki Krawczyk. 

Agata będąc małą dziewczynką została porzucona przez swoją matkę. Adela wybrała karierę, zamiast opieki nad dzieckiem. Agata prawie całkowicie zapomniała o matce. Nawet stworzyła historię, że matka nie żyje. Bo dla niej ona umarła. Wychowywała ją druga żona ojca Teresa i to ona była dla dziewczyny matką. Po wielu latach otrzymuje telefon od tajemniczego mężczyzny, który informuje ją o śmierci matki. Dziewczyna wraz z przyrodnią siostrą Danielą wyjeżdża do Zmysłowa by poznać odpowiedzi na pytania które towarzyszyły jej przez całe życie. Po przyjeździe do miasteczka okazuje się, że czeka na nie dziewięcioletnia dziewczynka Tosia, która jest młodszą siostrą Agaty. Dziewczyna za wszelką cenę będzie chciała poznać tajemniczą przeszłość matki. Czy Agacie uda się rozwiązać wszystkie zagadki? Czy w Zmysłowie odnajdzie swoje miejsce? 

Książki Agnieszki Krawczyk zawsze czytam z zapartym tchem i cieszę się niezmiernie, że do cienkich się nie zaliczają. Chociaż mówi się, że jeśli nawet książka jest gruba, to wcale nie musi to oznaczać tego, że będzie się ją długo czytało. Wręcz przeciwnie. Dobre historie czyta się bardzo szybko, bo nie możemy się od nich oderwać, bo chcemy wiedzieć co dzieje się dalej. Jak bohaterowie poradzą sobie z problemami i czy wszystko pójdzie po ich myśli. A jeśli nie, to czy znajdą się osoby, które będą służyć im pomocą i wsparciem. 

Powieści Agnieszki są przepełnione ciepłem, miłością, radością i czymś nieuchwytnym którego nie potrafię nazwać. Bohaterowie jej powieści to (są) prawdziwe osoby z krwi i kości. Nigdy nie są bezbarwni. Mają swoje pasje, marzenia i dążą do celu. 

Kiedyś ktoś powiedział mi, że nie cierpi czytać opisów. Zdecydowanie woli od razu udać się do dialogów, bo są ciekawsze. Ale przecież to właśnie opisy nadają cały charakter powieści. I tak właśnie jest w tej książce. Czytając „Siostry” i opisy miejsc w których przebywają w danej chwili bohaterowie, czytelnik może sobie wizualizować wszystko. Możemy razem z Agatą spacerować po ogrodzie, z Piotrem wybrać się na szlak a z Julią tworzyć cuda z porcelany w jej pracowni. Właśnie za to uwielbiam książki Agi. Bo one mają duszę. 


„Siostry” uwodzą od pierwszej strony. Razem z bohaterami walczymy z przeciwnościami losu. Wspieramy ich w każdej podejmowanej decyzji. Towarzyszymy na górskim szlaku, pijemy lemoniadę w ogrodzie i  zachwycamy się widokiem z okna pracowni. Polecam książkę wszystkim tym, którzy potrzebują historii ciepłej i magicznej. Z resztą jak wszystkie powieści Agnieszki.  Serdecznie Polecam!!!

niedziela, 23 października 2016

#393


Wielkimi krokami zbliżają się Targi Książki w Krakowie. Do ostatniej chwili nie byliśmy pewni czy się wybierzemy. Jednak po małych debatach doszliśmy do wniosku, że JEDZIEMY!!! Oczywiście Targi Targami, ale chcę się jeszcze spotkać ze znajomą, która kilka miesięcy temu się tam wyprowadziła a mnie jej trochę brakuje. Bo nie wpada już po książki dla siebie ani dla swojego synka Kubusia. Tak Agunia to o Tobie mowa. Kawa albo piwo obowiązkowe, pamiętaj. 

Oczywiście lista spotkań nie jest długa, ale przecież nie o ilość chodzi. Przybywamy już w piątek, bo z doświadczenia wiem, że tłumów takich jak w sobotę nie będzie. Kogo odwiedzę?
PIĄTEK:
Magdalena Witkiewicz - do uściskania
Joanna Szarańska -  do uściskania i wspólnej fotki, jeśli mnie odwaga nie opuści

Spokojnie prawda? Ale nie martwcie się następny dzień także jest spokojny
SOBOTA:
Magda Stachula - po autograf
Jolanta Kosowska - po autograf w najnowszej książce
Anna Szafrańska - by pogratulować debiutu (jest na mojej liście MUST READ)
Marta Kisiel - po pieczątkę od Ałtorki
Agnieszka Krawczyk - uściskać a co, bo w Katowicach się już widziałyśmy
Magdalena Kordel - uściskać i po autograf
Aleksandra Tyl - po autograf (tylko muszę zdecydować na której książce)
Krystyna Mirek - po autograf i podziękować za cudną trylogię Jabłonową
Renata L. Górska - po autograf i zdjęcie. W końcu poznam Autorkę :) 

I pewnie w locie będą inni Autorzy i Autorki ale ta powyższa lista MUST HAVE!!! Oczywiście w kilku przypadkach muszę się rozdwoić, ale co tam. I jeszcze kawa z ulubioną Mamą Autorki. 

W niedzielę już nas nie będzie. Tym razem tylko piątek i sobota. Niestety w portfelu pustki po urlopie. 

Będzie się działo, będzie zabawa!!! Bo pewnie spotkam także masę znajomych. Bo to także dla nich jeżdżę na targi. 

Do zobaczenia. 

piątek, 21 października 2016

#392

Serialowe uzależnienie



Nie samymi książkami bloger żyje. Tak, wiem, że pewnie zaraz podniesie się raban. No ale przecież sami przyznacie, że to niestety prawda. Nie wszyscy może tak mają, ale u mnie tak właśnie jest. Kiedy muszę odpocząć od literek, odpalam jeden z ulubionych seriali, rozsiadam się wygodnie i zatapiam się w świat bohaterów. 

Mam kilka takich seriali, które uwielbiam i oglądam je namiętnie. Najlepiej kilka odcinków pod rząd. Bo przecież po co odkładać kolejny odcinek na niewiadomo ile, skoro można sobie zrobić maraton. 


Od wielu lat jestem wierna serialowi „Chirurdzy”. Zaczęłam go oglądać tak naprawdę od połowy czwartego sezonu w TV. Jednak doszłam do wniosku, że muszę wiedzieć co gdzie jak i dlaczego. Tak więc zaczęłam od pierwszego odcinka i potem poszło. Nie potrafię sobie wyobrazić tego żeby ten serial kiedykolwiek znikł z anteny. Uwielbiam śledzić losy Meredith i innych lekarzy z GREY SLOANE MEMORIAL HOSPITAL. 


Następnym serialem w kolejce ulubionych jest Pretty Little Liars. Zaczęło się zupełnie niewinnie, całkowicie przez przypadek. Znajoma poleciła i wciągnęłam się tak bardzo, że z niecierpliwością oczekuję kolejnego odcinka. Fakt, że już jest to serial bardzo naciągany i dla nastolatek, a ja nastolatką już nie jestem od prawie dwóch dekad, oglądam go za każdym razem z gęsią skórką. 

Te dwa seriale to takie od których jestem najbardziej uzależniona. Nie będę wymieniać innych bez których nie mogę się obejść bo w sumie post byłby długi a Wy usnęlibyście w połowie. Wspomnę jeszcze te które oglądam z wielką przyjemnością:


Arrow - facet z łukiem walczący ze światem przestępczym. Dwa pierwsze sezony były ok potem było coraz gorzej, ale kurczę oglądałam. 


Homeland - opowiada historię agentki CIA Carrie Mathison, przed którą stawiane są coraz to nowsze zadania. Lubię i oglądam dla Claire Danes. 



Kochane kłopoty - wiem, że serial sprzed wielu lat ale ja odkryłam go dopiero niedawno i wcale a wcale tego nie żałuję. Wręcz przeciwnie polecam go wszystkim na poprawę humoru i nie tylko. To perypetie matki i córki mieszkających w małym miasteczku gdzie wszyscy wszystkich znają. 


Singielka - polski serial jak widać jedyny w tym zestawieniu. Historia Elki dziennikarki, która postanawia znaleźć prawdziwą miłość. Odcinki są krótkie i zapewniają ubaw po pachy. 


Hawaii Five 0 - serial sensacyjny o grupie specjalnej policjantów powołanych do walki z przestępczością w urokliwym klimacie Hawajów. Oglądając każdy odcinek mam ochotę się tam przeprowadzić. 

Uff… to byłoby chyba na tyle. Jest ich kilka a co jakiś czas dorzucam kolejne, nie wiem po co. Pewnie z czystej ciekawości. Wiem, że jest jeszcze wiele seriali do obejrzenia, tylko powiedzcie mi kiedy? Czy ktoś zna sposób na przedłużenie doby?

P.S.
Wszystkie zdjęcia pochodzą z internetu. 

sobota, 8 października 2016

#391




Czytacie czasem takie książki po zamknięciu których macie totalną pustkę w głowie? Chcielibyście podzielić się opinią o książce, jednak nie potraficie uczuć i emocji ubrać w słowa. Bo nie ważne co powiecie, to nie odda to tego co odczuwacie po przeczytaniu tej książki. I nie odda to tego jak ta książka jest dobra i jak bardzo wasze uczucia zostały zmiażdżone. Czuję się tak właśnie w momencie gdy dotarłam do ostatniej kropki najnowszej książki Małgorzaty Warda „Ta którą znam”. To kolejna książka Małgosi którą czytałam na bezdechu z wypiekami na twarzy, zapominając całkowicie o otaczającym mnie świecie i uciekającym czasie. 

Ada jest młodą modelką i aktorką, która uciekła przed demonami przeszłości w wielki świat. Podczas sesji fotograficznej w Chorwacji otrzymuje rozpaczliwy telefon od swojej siostrzenicy. W domu, w Polce doszło do tragedii. Starsza siostra Ady Agnieszka, miała wypadek samochodowy. Dziewczyna nie waha się ani chwili. Pakuje swoje rzeczy, wsiada w najbliższy samolot i wraca do ojczyzny. Wraca do domu i do tajemnic skrzętnie ukrywanych przed światem. Czy uda się jej pokonać demony przeszłości? O tym nie powiem, nie będę zdradzać szczegółów. 

Małgosia nie pisze książek lekkich, przyjemnych. Ona zawsze porusza w swoich powieściach tematy, o których nie zawsze możemy przeczytać w książkach. To tematy codzienne o których nie wszyscy lubią mówić. W najnowszej powieści Autorka porusza temat przemocy domowej, alkoholizmu oraz gwałtu. Wnika głęboko w psychikę kobiety, która przeżyła dramat. Pokazuje jej strach, ból i chęć zemsty. Czytelnik sam sobie zadaje w pewnym momencie pytanie co zrobiłby na miejscu głównej bohaterki. Czy to co zrobiła Ada było słuszne? Czy mnie także sparaliżowałby strach? A może miałabym w sobie na tyle odwagi by przerwać ten stan? 

Ale to nie wszystko, jest też morderstwo sprzed lat, tajemnica która tak naprawdę nigdy nie została rozwiązana a bardzo nurtowała główną bohaterkę. Ada za wszelką cenę chciała dowiedzieć się co stało się z tamtą dziewczyną? 

Dzięki retrospekcji, mamy możliwość poznania przeszłości bohaterów. Dokładnie widzimy co kształtowało ich przyszłość. Co wynieśli z domu i kim się stali w dorosłym życiu. Jak bardzo demony przeszłości potrafią wypłynąć na powierzchnię w najmniej oczekiwanym momencie. 

Od książki „Ta którą znam” nie można się oderwać. Nawet kiedy odłoży się ją na bok, cały czas zastanawiamy się jak potoczy się historia. Zastanawiamy się czy Ada poradzi sobie z przeszłością? 

To historia obok której nie można przejść obojętnie. To książka której mrok i niepokój wchłonie nas od samego początku. Ale gdy dotrzemy do samego końca zobaczymy światło. Bo przecież jest tak, że po burzy zawsze wychodzi słońce. Na końcu książki znajdują się pytania do dyskusji, do zastanowienia się nad przeczytaną historią i tego jak sami zachowalibyśmy się w sytuacji w której znalazła się Ada. 

Wiem, że to nie moje ostatnie spotkanie z twórczością Małgosi. Plusem jest to, że mam kilka nieprzeczytanych książek na półce. Ale myślę, że muszę najpierw ochłonąć po tej by sięgnąć po następne.

środa, 5 października 2016

#390




Sięgając po najnowszą książkę Rainbow Rowell „Załącznik” bałam się, że może okazać się, powieścią z gatunku Young Adult. Na całe szczęście było zupełnie inaczej. 

Kiedy Lincoln O”Neill rozpoczynał pracę w Courierze jako administrator bezpieczeństwa danych, nie przypuszczał, że jego zadaniem będzie czytanie cudzych e-maili. Był przekonany, że będzie pracował nad systemem zabezpieczeń, lecz okazało się, że musi czytać pracowniczą pocztę, by wyłapywać naruszenie regulaminu. Podczas czytania różnych listów natrafił na wymianę wiadomości pomiędzy dwiema przyjaciółkami Beth oraz Jennifer i nie przypuszczał jeszcze w tedy, że dzięki podczytywaniu cudzej korespondencji zakocha się w Beth. Jak to się skończy? Czy będzie miał odwagę by przyznać się do śledzenia wiadomości? 

Na początku miałam nie mały problem by wgryźć się w książkę. Co chwilę odkładałam ją na bok 
i mówiłam sobie „za chwilę, za momencik”. Dopiero po pewnym czasie, coś zaskoczyło i stworzona przez Autorkę historia pochłonęła mnie do reszty. 

Rainbow Rowell stworzyła interesującą powieść, w której znajdziemy dwie osobne poniekąd historie, które kto wie może znają wspólny finał . E-maile wymieniane przez Beth i Jennifer pozwalają nam zajrzeć w ich życie i przyjaźń. Dzięki listom które podczytuje Lincoln zauważamy, że relacje w pracy dość często wybiegają poza jej ramy. Bo przecież w pracy spędzamy większą część dnia i ciężko byłoby pracować z kimś kto nie czuje podobnej chemii jak my, i w podobny sposób patrzy na świat.

I jest także historia Lincolna, który zatapiając się w świat przyjaciółek odkrywa, że Beth nie jest mu obojętna. To historia pełna ciepła, miłości i nadziei, mówiąca nam, że nawet najbardziej nieśmiałe osoby są wstanie otworzyć się na nowych ludzi i zakochać się w drugiej osobie. 

To także opowieść o tym, że w końcu trzeba dojrzeć i odciąć pępowinę by rozpocząć życie na własny rachunek. Nie powinniśmy nigdy niczego ukrywać, nie okłamywać najbliższych i mieć odwagę by przyznać się do swoich uczuć. 

Ta książka pokazuje, że miłość może nas dopaść w nieoczekiwanym momencie. I niekoniecznie musi to być miłość od pierwszego wejrzenia. Prędzej miłość od pierwszego przeczytanego ukradkiem e-maila. 

Polecam historię Lincolna i Beth wszystkim którzy chcą uwierzyć, że prawdziwa miłość istnieje. 
I wierzyć, że nas też takie uczucie spotka. Nie znamy dnia ani godziny.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Harper Collins


niedziela, 2 października 2016

#389

W dniu dzisiejszym zakończyły się II Targi Książki w Katowicach. W sumie byłam tylko w sobotę ale muszę przyznać, że jak na Katowice to było intensywnie. I tak zupełnie inaczej niż dotychczas. Cieszę się ogromnie, że za organizację wziął się ktoś inny niż dotychczas bo się działo. Patrząc na program można było się zorientować, że tym razem będzie z pompą. I chyba tak też było. No ok nie możemy się porównywać ani z Warszawą ani z Krakowem, ale myślę, że powoli wyrabiamy sobie renomę. I jak tak dalej pójdzie będziemy na tym samym poziomie co Kraków i Warszawa. To znaczy bardzo chciałabym by tak było. 

Co się działo? Zapraszam do poczytania. 

Wczesna pobudka. Śniadanie i biegiem na pociąg. Nie wiem dlaczego, ale w zeszłym roku też spieszyliśmy się z Jorx'em na pociąg na targi. W pociągu spotkanie z koleżanką. Tak samo zakręconą czytelniczo jak ja. Chociaż patrząc na Gosię mam wrażenie, że Ona bardziej niż ja. To były jej pierwsze targi. Jak sobie przypominam, to za pierwszym razem też byłam tak podekscytowana jak ona w tamtej chwili. Chociaż może bardziej bo ja jechałam do Krakowa na wielką imprezę. Potem spokojna kawa i spacerkiem do miejsca docelowego. 


Na początek o 10:00 'Literackie śniadanie z Agnieszką Krawczyk, czyli mini warsztat pisarski i rozmowa o tym, jak spełnić marzenia o byciu pisarką na cały etat i nie tylko". Była kawa, herbata i pyszne ciasteczka. Spotkanie prowadziły Monika z bloga Prowincjonalna nauczycielka oraz Izabela z bloga Panna Pollyanna. Aga opowiadała o tym jak spełniać marzenia o pisaniu, kiedy zaczęła pisać i o tym, że warto podążać za swoim celem. Oczywiście wspólne zdjęcie i autograf w najnowszej książce jest (recenzje się piszą, myślę, że niebawem się nawet tu pojawią)



Później biegusiem na scenę główną bo spotkanie z Katarzyną Pakosińską. Właścicielką najbardziej charakterystycznego i zaraźliwego śmiechu w Polsce. Nie obyło się bez wspólnego zdjęcia, autografu oraz... wyznania, że kocham Pakosę. No nic przyznałam się do tego głośno. 




Śląscy Blogerzy Książkowi nie tylko organizowali wymianę książkową - która notabene okazała się hitem - ale także spotkanie autorskie z Anną Kańtoch oraz Romualdem Pawlakiem. Razem z Agnieszką z Dowolnika rozmawiałyśmy z Autorami o pisarstwie, etapie tworzenia, a także o tym, jak dużą wartość mają książki w ich życiu.


W tym samym czasie na scenie głównej Katarzyna Bonda opowiadała o swoim pisarstwie. W sumie chciałam stanąć do tej kilometrowej kolejki, jednak zrezygnowałam. 


Kiedy pomagałam na stoisku wymiany, Jorx szwędał się po targach. Przysiadł, by posłuchać jak Filip Springer opowiadał o swojej książce "13 pięter"


A na sam koniec, postanowiłam zakupić sobie książkę "Podpalacz" Wojciecha Chmielarza. Pomyślałam, że czas najwyższy zapoznać się z cyklem o Komisarzu Mortce. Mam autograf i wspólne zdjęcie. Tym razem obiecałam nie wyszukiwać błędów jak przy książce "Wampir". Obiecałam, że do następnego spotkania (listopad) postaram się mieć już tę książkę za sobą. 



A tutaj targowe zdobycze moje i Jorx'a. Część z wymiany książkowej a cztery (tylko cztery!!!) to zakup własny. 


Czy dotrę na Krakowskie Targi Książki? Trudno powiedzieć, chciałabym ale jak będzie życie pokaże.